29 y/o
For good luck!
185 cm
gangster pod nadzorem kuratora wszędzie gdzie trzeba załatwić interesy
Awatar użytkownika
You'd be surprised at what you'd do to stay alive.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

On w przeciwieństwie do niej przez tych pięć lat nie cieszył się wolnością, siedział za kratkami znosząc tych wszystkich swoich współwięźniów, walcząc o pewnego rodzaju dominację jak i komfort, który mógł mu zostać zapewniony. Dobrze, że od małego ćwiczył boks i inne sztuki walki, czyż nie? Przydało mu się to za kratami kiedy klawisze organizowali nielegalne walki, albo przymykali na nie oko, nie raz wychodził z nich bez szwanku, ale czasami zdarzali się przeciwnicy, którzy potrafili go trochę poturbować. Pięć lat, tyle trwała jego katorga w więzieniu właśnie przez nią, jeśli sądziła, że wyjdzie i po prostu da sobie spokój to… myliła się. Marco był bardzo pamiętliwym człowiekiem, a przede wszystkim zawsze stawiał na swoim, nie ważne co miałoby się wydarzyć.
Prychnął lekko śmiechem na jej słowa i przekrzywił lekko głowę na bok.
Odniosłem inne wrażenie gdy się pieprzyliśmy, podobało Ci się to — wyrzekł po chwili milczenia, przesuwając po jej sylwetce lekko spojrzeniem. Mężczyzna nie był nigdy delikatny, nie wiedział co to delikatność i zawsze przekraczał pewną granicę podczas zbliżeń, ale Gabriela nigdy nie oponowała, wręcz przeciwnie miał wrażenie, że jej się to podobało.
Jak byłoby teraz?
Mogła się szamotać i próbować wyrwać z jego objęć, ale był od niej wyższy, silniejszy i przede wszystkim bardziej wyćwiczony w tych wszystkich kwestiach zaczynając od od walki wręcz, a kończąc na strzelaniu. Ojciec wychował go na mężczyznę, który potrafił się bronić, więc jej szamotaniny sprawiały wrażenie jakby ranna zwierzyna próbowała się wyrwać na wolność, tylko że on nie miał zamiaru odpuścić.
Jesteś słodka gdy się denerwujesz — zaśmiał się tylko na jej słowa, zawsze uważał, że miała ten temperament i iskrę w sobie, która mu się tak cholernie podobała.
Kto powiedział, że chce Cię zabić? To byłoby zdecydowanie zbyt proste — wyrzekł gdy znaleźli się w zaułku z dala od ciekawskich oczu, chociaż miał ochotę wyciągnąć po prostu spluwę i strzelić jej w łeb, ale tylko przez krótki moment. — Masz cierpieć tak jak ja cierpiałem przez tych pięć lat — tylko, że ona miała zdecydowanie dłużej, bardziej boleśnie.
Zaśmiał się gdy zobaczył jej próby samoobrony, przeniósł spojrzenie z jej twarzy na lufę pistoletu przystawioną do jego brzucha, uniósł brew.
Naprawdę sądziłaś, że przyjdę do Ciebie z nabitą spluwą? Specjalnie ją pokazałem podczas naszej rozmowy, to był test. Oblałaś — wycedził powoli, mrużąc delikatnie oczy w drapieżnym geście. Przesunął lekko językiem po swojej dolnej wardze i zbliżył się do niej opierając prawą rękę koło jej głowy, a lewą na poziomie jej talii o zimne cegły budynku i nachylił się lekko w jej stronę.
Kłamiesz… dwa razy próbowałaś mnie już zabić. — mruknął po chwili zatrzymując na moment spojrzenie na jej ustach, rozchylił lekko swoje wargi.
Jak mówiłem, zmarnowałaś pięć lat mojego życia, musisz zadośćuczynić, pracuj dla mnie, zostań moją partnerką — w ten sposób odrobi tych pięć lat jego niedoli i jednocześnie przyczyni się do polepszenia jego pozycji, mimo tego wszystkiego wiedział na co ją stać i chciał to wykorzystać.
Dla ich dobra.

Gabriela R. Blais
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
Nie lubię jak ktoś steruje moją postacią, sama to potrafię robić, tak więc dziękuję za troskę.
27 y/o
Mark your calendar for Canada Day
173 cm
i'm just kidding A to nie do mnie tak
Awatar użytkownika
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

trigger warning
tak w razie co
Masz cierpieć tak jak ja cierpiałem przez tych pięć lat.
Gdyby byli w epoce romantyzmu, to za ten tekst oddałaby mu swoje dziewictwo i urodziła bękarta. A potem pewnie wylądowała na cmentarzu, bo niestety medycyna w tamtych czasach miała sporo sobie do zarzucenia. Na całe szczęście obecnie tylko groził jej cierpieniem, więc chyba nie było najgorzej, zważając na okoliczności tego, że próbowała go zabić dwa razy w przeciągu kilku minut. Było w tym coś poetyckiego, gdyby nie fakt, że to nie była miłość. A pojebana, toksyczna relacja opierająca się na obsesji. Dwa dominujące charaktery pragnęły dwóch różnych zakończeń tej samej historii.
- Zawsze zostawałam po lekcjach. Warto było próbować. Zresztą całkiem cię to kręciło, gdy innym groziłam twoją spluwą. - wystarczył jeden impuls, a to szaleństwo pochłaniało bez reszty. Rozsądek gdzieś zgubiła po drodze, wpatrując się w jego zielone tęczówki, które boleśnie przypominały o chwilach, które starała się głęboko zakopać w odmętach pamięci.
- Tak tylko się droczyłam. - przekręciła oczami na jego słowa i obdarzyła go leniwym uśmieszkiem. Starała się rozluźnić spięte mięśnie, które chciały reagować ucieczką na każdy najmniejszy jego ruch. Uważnie oceniała swoją sytuację, szukając najmniejszej szansy na zwiększenie pomiędzy nimi dystansu. Gdyby tylko odzyskała swój nóż... Wypatroszyłaby tego sukinsyna, zanim w ogóle zorientowałby się, co się działo. Zabrałaby jego skórę i wypchała ją, pozostawiając sobie jako trofeum, które zawisłoby nad jej łóżkiem. Skoro federalni nie potrafili wykonać swojej brudnej roboty, to najwidoczniej to ona musiała ubrudzić sobie rączki.
A dopiero co zrobiła sobie nowe paznokcie.
- Co? - rozjebał ją totalnie na łopatki. Gdzieś w oddali świerszcze cykały, a kruk przeleciał z tym swoim słynnym gardłowym krakaniem. - Trzymaj przyjaciół blisko, a wrogów jeszcze bliżej. Nie wiem, kto cię uczył strategii w tym pierdolniku, ale oboje powinniście się udać do psychiatryka. - zwariował. Jak miałaby współpracować z kimś, kto od lat próbował ją zniszczyć? Partnerstwo opierało się na wspólnym zaufaniu. Już nie mówiąc o tym, że to nie była zwyczajna robota. Nie pozwoli znowu wsadzić się w to całe bagno mafijne. Po jej, kurwa, trupie.
- Nie będę twoją dziwką. Mało masz ludzi? Biegają wokół ciebie jak małe szczeniaczki, więc zajmij się swoim korytem. Kłopoty w raju? Sytuacja musi być kurewsko zła, skoro próbujesz mnie zwerbować. Mam robić za twojego kata? Czy może zaraz walniesz mi tekstem o tym, że musisz spłodzić dziedzica, żeby zachować swoją władzę. - prychnęła pod noskiem. Przeniosła ciężar ciała do przodu i oparła swoje dłonie na jego klatce piersiowej w okolicach serca. Szkoda, że nie miała jak wbić swojej dłoni w sam środek jego ciała, żeby wyrwać ten zepsuty narząd.
- Słaby to układ, skoro i tak skończę w grobie. - popchnęła go, ale był jak skała. Nie do ruszenia. Ciekawe, za ile minut raczy się tutaj pojawić ochrona. Będzie musiała chyba porozmawiać z szefem, jakich to jełopów przyjmuje. Mieli jedno pierdolone zadanie. A utknęła tutaj z tym dupkiem.

Marco Moretti
Verdsa
Mordeczko po prostu polej
29 y/o
For good luck!
185 cm
gangster pod nadzorem kuratora wszędzie gdzie trzeba załatwić interesy
Awatar użytkownika
You'd be surprised at what you'd do to stay alive.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ich relacja przez tamten czas była dość specyficzna, wielu ludzi uznałaby, że po prostu toksyczna, ale tylko on sam wiedział jak bardzo w pewnym momencie stracił dla niej głowę. To ona wywróciłą jego życie do góry nogami, a potem najzwyczajniej go zdeptała i jego uczucia oddając go w ręce federalnych. Chciał zemsty, tego słodko-gorzkiego smaku, który pochłonąłby go do reszty, nie miał zamiaru był delikatny w żaden sposób, musiała pożałować tego co zrobiła nawet gdyby miał poruszyć niebo i ziemię, żeby ją skrzywdzić i upokorzyć.
Zmrużył lekko oczy spoglądając prosto w jej twarz, a z ust mężczyzny wyrwało się lekkie prychnięcie gdy przejechał językiem lekko po dolnej wardze odrywając od niej spojrzenie.
Nie straciłaś tej dawnej ikry, muszę przyznać, ale prędzej czy później po prostu Cię zniszczę — wyrzekł po chwili milczenia, przymykając leniwie oczy i po chwili wywracając nimi na jej kolejne słowa. Zawsze mu imponowała w pewnym sensie, swoją zawziętością i tym, że nie było rzeczy, która by ją wystraszyła, tylko że teraz Marco nie miał już nic do stracenia, jego serce zostało wyrwane z piersi i zgniecione właśnie w jej rękach.
Nie czuł już nic.
Sam się tego nauczyłem, przez te wszystkie lata działało, więc… — kącik jego ust drgnął lekko w uśmiechu gdy przyglądał się jej uważnie, wiedział, że nie chciała ponownie wchodzić w to bagno, ale z czasem zrozumie, że tak naprawdę to nie będzie miała wyjścia i będzie musiała mu ulec, jeśli chciała, żeby Ci na których jej zależało nadal żyli to… nie było innej opcji.
Przekrzywił lekko głowę na bok wpatrując się w nią uważnie, na wzmiankę o dziedzicu tylko prychnął lekko pod nosem, kręcąc głową.
Przez tych pięć lat trochę się zmieniło, ktoś podważa moją władzę, a ja muszę ponownie wszystko ustawić do pionu i to przez Ciebie, więc tak.. Zostaniesz moją małą dziwką, dopóki nie spłacisz długu — jego głos był oschły, bez żadnych większych emocji, mogła jedynie poczuć jak jego serce, czyli ten zepsuty narząd bije mocno w jego piersi pod wpływem jej dotyku. Twarz jednak pozostała bez żadnych emocji, nauczył się je tłumić w sobie i nie okazywać żadnych słabości, bo w jego życiu zawsze pojawiała się osoba, która wykorzystywała to przeciwko niemu - chociażby właśnie Gabriela.
Każdy z nas skończy w grobie prędzej czy później, jeśli zależy Ci na tych, których kochasz i chcesz, żeby nie stała się im krzywda to… — przesunął lekko wzrokiem po jej twarzy i oderwał rękę od ściany chwytając w swoje palce kosmyk jej rudych włosów, zakręcił sobie go wokół wskazującego palca. — … będziesz ze mną pracować dopóki uznam, że dług nie jest spłacony — mogła zobaczyć lekki błysk w jego oku, gdy zmusił swoje usta do lekkiego, naturalnego uśmiechu nie odrywając wzroku od jej twarzy.
Nie robił sobie nic z tego, że szamotała się niczym mały kociak, z jednej strony było to… urocze.

Gabriela R. Blais
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
Nie lubię jak ktoś steruje moją postacią, sama to potrafię robić, tak więc dziękuję za troskę.
27 y/o
Mark your calendar for Canada Day
173 cm
i'm just kidding A to nie do mnie tak
Awatar użytkownika
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

„Nigdy się mną nie nasycisz
Nie widziałam Cię od lat, tak wciąż trzymasz mnie
Zniewalasz ciało i myśli
Niepostrzeżenie sprawiasz ból i robisz co chcesz”



Czy to była miłość? A może jedynie obsesja i pragnienie normalności w życiu pełnym przemocy oraz krwi. Nie zamierzała tego rozstrzygać, bo nigdy nie należała w pełni do niego. Mógł mieć jej ciało. Posiąść czas i każde słowo, które opuszczało jej usta, ale nie miał tego, czego najbardziej pożądał. Był mrokiem, który dusił jej płomień. Ten żar tlił się długo, zanim zdradziła go w najpodlejszy sposób, jaki tylko jej przyszedł do głowy. Nie była typem kobiety, która dostosowywałaby się do mężczyzny, a go nie podniecało nic tak, jak władza. Kontrola, która była smyczą mówiącą, gdzie mogła iść i co robić. Pamiętała każdy siniak, który zostawił na jej skórze. Każde słowo i każdy czyn, które niczym drzazga, irytowało samym jestestwem.
Nienawidziła go.


„Tylko Ty umiesz mnie krzywdzić
Byłeś jak twardy narkotyk
Ja zatrułam się
Znów znęcasz się z gracją i w ciszy
Niepostrzeżenie sprawiasz ból”


Groźby. Kolejne słowa bez pokrycia, z których nic sobie nie robiła. Jednak obawa o bliskich tliła się gdzieś, gdy wpatrywała się w jego zielone oczy. Ryzykowała. Tak wiele miała do stracenia, ale ta potrzeba buntu była silniejsza. Nie zamierzała dać mu się stłamsić. Nie wpadnie znowu w tę złotą klatkę i nie zapłaci krwią w jego walce. Zmieniła się. Nie była już bronią, nie walczyła o każdy dzień, bo w porównaniu do niego, była zadowolona z tego, gdzie teraz była. A teraz tej pozycji zagrażał jej on.
- I wpakowało prosto zza kratki. Znowu chcesz się w to bawić. Przegrasz. - raz już to zrobiła. Miał założoną zapewne imponującą kartotekę, więc nie powinna mieć trudności, żeby ponownie znalazł się tam, gdzie powinien gnić do usranej śmierci.
- Urocze. Potrzebujesz akurat mnie do zdobycia władzy? A co z twoją świtą? Może już pracuje dla twojego rywala. - zasugerowała z tym lisim uśmieszkiem na ustach, rozkładając dłonie w geście, że nie miała nic do ukrycia. - Niestety mam trochę zapchany grafik, żeby bawić się z tobą w mafię. Prawo w Kanadzie jest rygorystyczne i już zabrali mi spluwę. Swoją drogą, to twoi ludzie ukradli z mojego domu rodzinnego pistolet i postrzelili tego ćpuna? Miałam przez to sporo problemów z władzą. A, że okropnie mi w pomarańczowym, to... Scusa - chciała go wyminąć. Zostawić z odmową współpracy, ale oczywiście ta góra mięśni ani drgnęła. Wciąż tkwiła pomiędzy nim, a ścianą licząc na pieprzony cud. Może jakiś zawał? Asteroida? Dron, który wybuchnie mu prosto w ryj, bo jakiś dzieciak uznał, że się pobawi?
Oczywiście, że nic z tych rzeczy się nie wydarzyło.
- A nie myślałeś może o tym, że nie wiem... odpuścić? Wiesz, całkiem kręcą mnie faceci typu bad boy. Po tylu latach odsiadki nabrałeś takiej ikry. Przypakowałeś? Może moglibyśmy się wyrwać z tej dziury? I żyć, tak jak zawsze chciałeś, bez tego całego syfu. - musnęła ustami jego wargi, a jej dłoń powoli się zsuwała w dół po jego klatce piersiowej. Badała opuszkami każdy mięsień. - Tylko ty i ja. Dam ci rodzinę. Możesz mieć to wszystko, Marco. Możesz mieć mnie. - szeptała prosto w jego usta, a jej dłonie odważniej sunęły po jego ciele.

„Wymarzyłeś sobie mnie posłuszną i smutną
Całą od linijki, lecz to już dawno nie ja
Patrz jak wyginam kręgosłup i łykam każde gówno
Nauczyłeś komend i wytresowałeś jak psa”



Marco Moretti
Utwór Julia Rocka - Tresura
Verdsa
Mordeczko po prostu polej
ODPOWIEDZ

Wróć do „Emptiness”