25 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
176 cm
młodszy inżynier oprogramowania AG
Awatar użytkownika
We can keep it simple, no need to overthink it
Just give me one night to show you I'm different
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-ecio osobowa
czas narracji-
postać
autor

Podczas studiów, a dokładniej kiedy Shereen była w związku z Oliverem, Eric postanowił zrobić coś, do czego do tej pory się nie przyznał.
Ogólnie mama Erica uwielbiała kwiaty, dlatego zarówno przed domem jak i za nim, posadziła wiele różnych roślin o które dbała najlepiej jak tylko mogła. Niejednokrotnie prosiła średniego syna, by pojechał z nią do sklepu ogrodniczego po kolejne kwiaty oraz ziemię, a Stones… cóż, czasami jeździł, a czasami prośba musiała zostać skierowana do kogoś z rodzeństwa. Tak czy inaczej, kiedy z nią jechał, spędzał tam nawet kilka godzin, aczkolwiek, po jakimś czasie, zaczął podziwiać oczka wodne i marzył, by posiadać takowe, gdy już będzie posiadał swój własny dom. Często wracał zmęczony po takich zakupach i potrafił naprawdę szybko zasnąć. A następnego dnia, kiedy wracał ze szkoły, pani Stones prężnie działała - odnosił wrażenie, jakby była w swoim świecie. Taką samą minę miała także wtedy, gdy malowała obrazy, dlatego Eric wiedział, że sprawiało jej to radość. Miała do nich rękę, w przeciwieństwie do Erica. Jemu wystarczył kaktus na parapecie albo roślinka, której nie należało zbyt regularnie podlewać.

Pamiętaj, Ericu, każda dziewczyna jest jak kwiat. Delikatna i piękna. Doskonale pamiętał te słowa, wypowiedziane przez nikogo innego, jak jego mamę, gdy stał z konewką i podlewał tulipany. To ona była tą, która mówiła, by kupił kwiaty tej koleżance, którą naprawdę lubił.
I postanowił jej posłuchać.


Sher niejednokrotnie wspominała, jakie kwiaty lubi najbardziej, dlatego Eric zapamiętał tę - ważną dla niego - informację. Szukał strony, która posiadała słoneczniki, a kiedy na takową trafił, od razu kliknął kup. Wskazał adres, dokonał płatności i czekał na potwierdzenie dostawy. Otrzymał je w postaci wiadomości od przyjaciółki, tylko z podpisem, który wtedy go strasznie zakuł gdzieś tam wewnątrz klatki piersiowej. Patrz, dostałam kwiaty od Olivera! z drugiej strony, jakie miałaby powody, aby myśleć, że to Eric? Bardzo ładne. napisał wreszcie i wcisnął wyślij, choć wielokrotnie kasował to, co chciał pierwotnie napisać - a korciło go, by napisać To prezent ode mnie. Tylko z drugiej strony… Czy to nie wpłynęłoby na naszą przyjaźń? Chociaż, czy przyjaciele nie mogli sobie wręczać kwiatów z życzeniami? Ciekawiło go, co pomyślał sobie wtedy Oliver.


Za co naprawdę szanował Shereen?
Za to, że mógł być przy niej
sobą


Nie musiał udawać twardego, ani zgrywać nie wiadomo kogo. To przy niej po raz pierwszy wzruszył się z powodu śmierci Mufasy, choć oczywiście szybko przetarł oczy, bo nie chciał, aby widziała, jak to przeżywał. Płakał też przy niej, kiedy wywalił się na rowerze i złamał rękę, bo ból był nie do zniesienia. Był przyzwyczajony, że kiedy tylko miał wilgotne oczy, ojciec kazał mu się uspokoić i przestać mazgaić. Erica niejednokrotnie zastanawiało, czy jego własny ojciec kiedkolwiek płakał, czy przelewał na syna to, czego sam doświadczył… Niby dziadek był upartym człowiekiem, ale w sumie Eric nigdy nie pytał o to, jaki był dziadek w młodości - a może powinien, tylko Czy ojciec by mi cokolwiek powiedział? Prędzej babcia mogłaby cokolwiek powiedzieć…
Poza tym, co to byliby za przyjaciele - Shereen i Eric - gdyby nie mogli czuć się swobodnie w swoim towarzystwie i gdyby musieli udawać kimś, kim nie byli?
- NO WIESZ, CO?! Jeździłem SUPER! - nieprawda, nie jeździł, ba! Sam specjalnie wjeżdżał w innych dla funu, bo Nie po to się idzie na samochodziki, żeby jeździć grzecznie po kole. To nie gokarty. uważał.
- Nie wątpię. - odpowiedział co do tego, że Sher aktualnie była lepszym kierowcą niż kiedyś.
- Inaczej nie miałabyś prawka. - dodał jeszcze, chociaż… zdarzały się osoby, które, mając prawko, były BEZNADZIEJNE za kierownicą. Takim przykładem był jego wujek, który podczas zlotów rodzinnych opowiadał o tym, jak np. przejechał na czerwonym świetle, bo się zamyślił, jak musiał zjechać na pobocze, bo jechał zbyt szybko i policja wlepiła mu mandat, oraz jak skręcił w lewo, mimo zakazu skrętu. Eric zastanawiał się, jak długo wuj jeszcze będzie miał prawko. Zresztą Stones też zaliczył wtopę, która była rysą na szkle… Bo jak można pomylić wjazd z wyjazdem…
Oczywiście nie miał pojęcia, dlaczego Shereen miała gorzej, dlatego pokręcił głową, aby dać znać, iż nie wie albo raczej nie pamięta, co jej się przytrafiło i z uwagą wysłuchał krótkiej historii, która spowodowała, iż parsknął śmiechem, bo coś mu faktycznie zaczynało świtać.
- Oj… ale przynajmniej miałaś bardzo słodkie włosy. - choć domyślał się, że zmywanie pozostałości po wacie nie należało do najprzyjemniejszych. No ale cóż, no, nie zrobił tego wtedy specjalnie.
- Gdybyś mi pomogła, szybciej bym ją zjadł, a Ty wzięłaś może ją ze dwa razy i tyle. - dodał jeszcze, wzdychając głośno.

W swoim życiu, Eric usłyszał jedną sentencję, która została mu w głowie po dziś dzień.
Życie to sztuka, a każdy odgrywa w niej jakąś rolę. Jedni lepiej, drudzy gorzej. Jedni kryją się pod maskami, drudzy grają w odsłonięte karty. i w sumie zgadzał się z tym.
On ogólnie lubił chodzić do teatru, ponieważ to zawsze było coś innego. Film mógł być puszczany, a aktorzy grali na żywo i co za tym idzie, wypowiadali wyuczone kwestie, natomiast jeśli dojdzie do pomyłki, nikt tego nie przykryje ani nie usunie - to trochę jak z życiem. Scen z przeszłości nie dało się edytować.
Aktualnie Eric chciał grać w sztuce razem z Shereen. Shereen była jego główną bohaterką. Była jego muzą. Słońcem i księżycem. Jego kwiatem, o który planował dbać najlepiej, jak tylko potrafił.

Nie zamierzał
pozwolić
jej zwiędnąć Bo jeżeli ona zwiędnie to on

zwiędnie razem
z nią. Nie zamierzał dopuścić, by przez niego płakała, ani była smutna. Chciał jak najczęściej widzieć ją uśmiechniętą i słyszeć śmiech… dokładnie taki, jaki usłyszał, gdy siedzieli w kuchni, a on mówił o tym, jak zakrywał szyję, na której widniały ślady zostawione przez koleżankę - wtedy z klasy. Aż sam się uśmiechnął, a po chwili zaczął śmiać.
- Widzisz, dobry był ze mnie aktor. - powiedział, poruszając zabawnie brwiami. Przynajmniej nikt, kto nie był wtajemniczony, raczej nie posądzał go o to, co mógł robić poprzedniego wieczoru, aczkolwiek wystarczyło, że się podrapał albo poprawił kołnierz i całe zakrywanie szło na marne.
- Chociaż i tak najbardziej mi się chce śmiać, jak któryś z moich ziomków z klasy myślał, że to siniaki i pytał, gdzie się tak poobijałem. - ponownie parsknął śmiechem, gdy przypomniał sobie wspomnianą scenę. Ziomek nigdy wcześniej nie miał dziewczyny i należał do tych dobrych uczniów, którzy po lekcjach szli do biblioteki i codziennie przychodzili w koszuli oraz swetrze. Całkiem niedawno Ericowi mignęło jego zdjęcie na Instagramie i choć dalej ubierał koszule, skończył jako menedżer w jednej korporacji i nie narzekał na brak pieniędzy. Nawet miał całkiem ładną dziewczynę. bo mieli wspólne zdjęcia, choć oczywiście zdaniem Eryczka, najpiękniejszą dziewczynę to miał on sam. Widząc, jak ściąga bluzkę, miał ochotę za nią pobiec jak zgłodniały pies za panią - i pewnie tak nawet wyglądał, bo automatycznie oczy mu się powiększyły i zaświeciły. Fakt, że nie miała stanika, nie tylko go podniecił, ale także spowodował, że w myślach zaczął tworzyć różne nieprzyzwoite scenariusze - niczym nastolatek po przejrzeniu gazetki dla dorosłych. Choć pierwsze sekundy rozmowy nie były łatwe - wystarczyło usłyszeć jedno słowo, by wrócił do rzeczywistości. Krzątał się po kuchni, próbując nie walnąć głową o szafkę.
trigger warning
trochę hot..
Wykonany do ojca telefon, można było porównać do zimnego lodu w lecie, który go sparaliżował i spowodował, że chciał jak najszybciej się ogrzać, a nikt nie ogrzewał go tak dobrze, jak Shereen. Wystarczyło jedno jej spojrzenie, jeden gest, jeden dotyk, jedno słowo… a on się rozpływał jak wystawiony na słońce lód. Dlatego po przekroczeniu progu sypialni, chcąc przykryć odbytą rozmowę płaszczem rozkoszy, namiętności i przyjemności, wpił się w usta Sher. Cholernie mu się podobało, że przyjęła skumulowaną w nim frustrację połączoną z gniewem i stresem - bo choć niejednokrotnie rozmawiał z ojcem przez telefon, to praktycznie zawsze towarzyszyły mu te same uczucia wraz z odczuciami. Dostrzegł to, jak nagle stanęła prosto, a do ulokowanej na jego policzku dłoni przyłożył swoją dłoń, jakby chciał tym dać znać, iż nie chciał, żeby ją zabierała. Serce zabiło mu szybciej, kiedy zauważył, jak po przygryzieniu przez niego jej dolnej wargi, Sher przejeżdża po niej koniuszkiem języka. On natomiast wyciągnął dłoń, by kciukiem przejechać po wilgotnej od pocałunku dolnej wardze Sher, jakby wycierał jej usta, a potem przyłożył ten sam kciuk do swoich warg. Nie odrywał od niej wzroku. Chciał nie tylko zobaczyć, jak zareaguje na ten gest, ale również w niemal bezczelny sposób pokazać, że zamierzał zapamiętać smak tego właśnie pocałunku.

- Mhm… i znowu usłyszałem to samo. - odpowiedział, wzruszając ramionami i czując, jak zielonooka siada na nim okrakiem. Przymknał oczy, nie mogąc doczekać się masażu w wykonaniu swojej dziewczyny. Miał tylko nadzieję, że nie dopadnie go sen, aczkolwiek… po krótkiej chwili poczuł, że między jego ciałem a Shereen, nie istniała ŻADNA bariera. Osobiście nie był do końca pewien, czy to dotyk Sher czy fakt, że siedziała na nim bez bielizny spowodował nagłe ściągnięcie do tyłu łopatek. Miał wrażenie, że rozpływa się pod nią, szczególnie wtedy, gdy znaczyła go językiem wraz z pocałunkami. Wydał z siebie stłumiony jęk, który zniknął gdzieś w pościeli albo raczej poduszce, na której położył głowę, a pod którą umiejscowił ręce. Było mu tak cholernie dobrze, że pewnie jeszcze kiedyś poprosi ją ponownie o to samo. Otworzył oczy, gdy dotarło do niego, na co także i ona miała ochotę. Przełknął ślinę, wyobrażając sobie - zgodnie z tym, co mówiła - dłonie ulokowane we wspomnianych miejscach. Automatycznie wydał z siebie cichy pomruk, gdy usta zielonookiej musnęły jego ucho, a jednocześnie napiął brzuch. Nie zamierzał protestować ani udawać, że nie słyszał, bo słyszał wszystko D O S K O N A L E. Poza tym, to wystarczyło, by jego męskość także zareagowała.
Odwrócił głowę na tyle, na ile pozwalała mu szyja, wyciągnął rękę do tyłu, by klepnąć Sher w udo, czy zwyczajnie tam, gdzie sięgnął, i, koniec końców, żeby było jasne, o co mu chodzi, wsparł się na wyprostowanych przedramionach, przypominając trochę czworonoga, który właśnie wstawał z przednich łap i zaraz musiał unieść tylne. Czekał, aż Sher się podniesie, a kiedy to zrobiła, przekręcił się tak, by leżeć plecami na łóżku, a przed sobą widzieć Winfield.
- Proszę bardzo. Dotknij mnie i wsadź rękę tam, gdzie chcesz. Zrób ze mną, co tylko chcesz, Shereen. Zegnij każdy róg, by potem ułożyć na nowo jak pieprzone origami. - powiedział, samemu nachylając się do jej szyi, by nie tylko ją pocałować, lecz także ugryźć - jakby chciał tym zachęcić ją do działań (choć pewnie wcale nie musiał).
No…
ale
chciał.

Bo ta jej szyja
tak cholernie go kusiła.

put your hands on me
24 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
170 cm
właścicielka sali bankietowej Guild Inn Estate
Awatar użytkownika
With or without you
I'm torn between a deeper desire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Piękny bukiet kwiatów dostarczony prosto pod drzwi akademika pamiętała do tej pory. Wtedy uznała to za bardzo romantyczny gest, symbol miłości jej i Olivera. Wspominała mu, że uwielbiała słoneczniki i była zachwycona tym, że je dostała. Podziękowała mu za to, lecz jego szczere zaskoczenie sprawiło, że zaczęła się zastanawiać, czy to aby na pewno od niego dostała wtedy kwiaty. Nikt inny nie przychodził jej do głowy. Nie myślała o żadnym tajemniczym wielbicielu. Zbyt zapatrzona w swojego (wtedy) chłopaka, nie zwracała uwagi na innych mężczyzn i nawet nie zastanawiała się nad tym, czy jakichkolwiek adoratorów poza nim miała. Erica tym bardziej nie podejrzewała. Wydawało jej się, że sytuacja między nimi była jasna, nie rozmawiali o pocałunku sprzed wyjazdu, więc uznała to za przelotną chwilę słabości. Nic poza tym nie wskazywało na to, by ciągnęło ich do siebie coś więcej, niż impuls podżegany alkoholem — przynajmniej Sheeren tak uważała. Po podłapaniu chłodnego spojrzenia Olivera zrozumiała, że to nie on był nadawcą. W pierwszej kolejności przyszło rozczarowanie. Najwidoczniej podświadomie chciała, by bukiet został wysłany przez Olivera. Dopiero później zaczęła zastanawiać się nad tym, kto przysłał jej prezent. Od tamtego momentu minęło kilkanaście długich miesięcy, s ona wciąż nie wiedziała, że przysłał je Eric. Jaki miałby mieć w tym cel?
Obydwoje nie jeździli wtedy najlepiej. Shereen po prostu nie ogarniała samochodzików, Eric specjalnie powodował wypadki, bo uznawał to za dobrą zabawę. W pewnym momencie i ona zaczęła robić mu na złość i mocniej się w niego wbijać; w ten sposób dorobił się siniaka na kolanie, za którego do tej pory go nie przeprosiła i nie planowała tego robić. Prawdopodobnie sobie na niego zasłużył, skoro nie usłyszał od niej przeprosin — albo Shereen była tak uparta, że nawet jeśli była to jej wina, nie widziała sensu w tym, żeby go przepraszać. Aktualnie jej sprawy z prawem jazdy i prowadzeniem samochodu miały się całkiem nieźle. Zdarzało jej się pomylić stronę i wrzucić nie ten kierunek, co trzeba, ale starała się dość szybko łączyć fakty i sygnalizować, że się tylko pomyliła. Dopóki musiała jechać prostą drogą, to nie było żadnego problemu. Ten pojawiał się wraz z momentem wjazdu na rondo, albo skręceniem w wąską, zatłoczoną uliczkę. Naprawdę nie lubiła takich miejsc. Eric dużo lepiej radził sobie z samochodami, niż ona. Miał do nich smykałkę i bardzo je lubił – ona uważała, że są nudne, bo wolała inne rzeczy. Na przykład ubrania, lalki i makijaże. Nie zmieniało to faktu, że obecnie jeździli dużo lepiej. Sprawa z watą cukrową była oczywiście kolejnym nierozwiązanym konfliktem z czasów dzieciństwa. Wracanie do tego wspomnienia było niemal t r a u m a t y c z n e. Pamiętała, jak Esperanza po powrocie do domu czyściła jej włosy, pocieszając przerażoną Shereen wizją ścięcia włosów. Zdecydowanie nie było to najmilsze doświadczenie, ale chociaż byli 1:1 i nikt nie robił z tego przesadnego dramatu.
Dramat zastąpili śmiechem, gdy wspominali o zakrywanych przez Erica śladach. Nigdy nie dopytywała, z kim się tak dobrze bawił. Po pierwsze, to nie była jej sprawa. Po drugie wychodziła z założenia, że w pewnym momencie po prostu takie coś mu się znudzi. Gdy była nastolatką malinki i ugryzienia uważała za głupie i zupełnie nie podobał jej się ten sposób okazywania uczuć — kojarzyła je z bólem. Potrzebowała czasu, by dojrzeć i zrozumieć, że to nie było… Bolesne, bo z odpowiednią osobą, ból potrafił zmienić się w przyjemność. Wystarczyło być otwartym pod tym względem i traktować bliskość przede wszystkim, jako zabawę, dzięki której odkrywało się swoje preferencje. Ericowi się nie znudziło, Shereen natomiast bardzo to odpowiadało. Pod tym względem wciąż byli na etapie wzajemnego poznawania swoich ciał i upodobań, ale być może właśnie w tym był największy fun; gdyby było inaczej, nie robiliby tego tak chętnie i raczej trzymaliby się na dystans.
— Gościu musiał być prawiczkiem, albo oglądał za mało filmów dla dorosłych. Jak można pomylić malinki z przemocą? — niektórzy nie mieli dostępu do tego typu filmów, czy czasopism; chociażby przez brak internetu lub nadmierną kontrolę rodziców. Czy to dobrze? Nie była pewna. Nadmierna kontrola była nieodpowiednia, ale oglądanie treści erotycznych ryjących banie w wieku nastoletnim także nie było szczytem rozsądku. A seks w wieku szesnastu lub siedemnastu lat? Dopóki był bezpieczny i niespowodowany przymusem, wydawał jej się okej.

Doprowadzanie Erica do wrzenia było jedną z ulubionych rozrywek Shereen. Satysfakcjonował ją sposób, w jaki na nią patrzył i reagował na jej zachowanie. Dotrzymywał jej kroku i nie musiała mierzyć się z niechęcią z jego strony. Wzajemnie przyjmowali każdą nową rzecz, bawiąc się seksualnością, jak podczas zaczynania najlepszej gry komputerowej, która niedawno miała premierę. Prawda była taka, że obydwoje uwielbiali gry. Spędzali przed konsolą mnóstwo czasu, gdy byli młodsi i wciąż to robili; teraz do ich kolekcji ulubionych gier, doszły te dla dorosłych. Przepełnione erotyzmem, podsycone podnieceniem i ciekawością dokąd ich to zaprowadzi. Lubiła przesuwać granice w tej sferze, wyznaczać ich nowe linie, sprawdzać, do czego mogła zachęcić Erica i w którym miejscu zacząłby być zniechęcony. Zapewne mieli swoje triggery, tak jak każdy — dlatego nie zamierzała wprowadzać rzeczy, które w jakimś stopniu mogłyby zniechęcić ją do seksu, czy wywołać falę obrzydzenia.

Wystarczyło jedno spojrzenie, żeby przekonać się, z kim rozmawiał.
Jeden pocałunek i mocniejsze zaciśnięcie palców na udach Shereen, by poczuła frustrację.
Jedno zagryzienie ust, mocniejsze niż zazwyczaj
Przesunięcie po nich językiem, by Eric zrozumiał, że przyjmowała jego złość i była gotowa się z nią zmierzyć.

— Czyli nic nadzwyczajnego… Ale chociaż masz już tę rozmowę za sobą. Nie spodziewała się niczego innego po jego ojcu.

trigger warning
Treści erotycznych coraz więcej.

Bezczelnie wpatrywała się w jego oczy, gdy przesuwał kciukiem po jej dolnej wardze. Specjalnie rozchyliła usta, by mógł zebrać z nich jak najwięcej. Kciuk zsunął się z jej dolnej wargi, lecz mrowienie nie ustąpiło. Wręcz przeciwnie — miała wrażenie, że jego dotyk przeniknął głębiej i został z nią niczym ciepłe echo. Ciepło przemykające wzdłuż ciała Shereen, skumulowało się na dnie jej podbrzusza, wywołując dyskomfort w centralnym punkcie jej ciała, gdy Eric z wyzywającą bezczelnością, przesunął kciukiem po swoich ustach, prowokując ją. Siedziała wyprostowana na łóżku, przyglądając mu się wyzywająco.
Podjęła się tej nowej gry.
Sięgnęła dłonią w stronę jego ręki, przyciągając ją bliżej swoich ust. Wpatrywała się w niego z tą zadziorną pewnością siebie i nieudawaną śmiałością, przeciągając świadomie spojrzenie i tę chwilę niemalże uwierającego napięcia o kolejne kilka sekund, jakby chciała, by gęstość odczuwalna w powietrzu, została z nimi przez kolejne kilka sekund i wniknęła w głąb ich ciał. Musnęła językiem opuszek jego kciuka, przeciągając ten gest nieco dłużej, niż było to konieczne. Zatrzymała się na sekundę, obserwując reakcję Erica, po czym wsunęła jego kciuk między swoje wargi, zaciskając na nim z wyczuciem zęby i zasysając. Ostentacyjne zachowanie Winfield przypominało bardziej obietnicę i zapowiedź tego, co planowała z nim później zrobić, niż groźbę. Rozmawianie z Shereen językiem prowokacji za każdym razem wywoływało podobną reakcję; odpowiedź. Nie potrafiła być obojętna na takie zachowanie.
Wysunęła kciuk spomiędzy swoich warg, wraz z momentem, w którym Eric, odsuwając się od niej, ułożył się na łóżku.

Zajęła miejsce w dolnej partii jego pleców, cholernie świadoma tego, że czuł bijące spomiędzy jej ud ciepło na swojej skórze. Perfidne zagranie z jej strony podziałało na Erica. Ściągnął łopatki, uwydatniając pociągające wgłębienie. Shereen ulegając swojej fantazji, przesunęła między nimi językiem i złożyła na nich kilka drobnych pocałunków, napierając mocniej swoim ciałem na plecy ciemnowłosego. Ciepły oddech osiadł na jego skórze, gdy upuszczała go przez rozchylone usta. Był ciężki od wzbierającego się w niej podniecenia, bo znajome napięcie już przelewało się elektryzującym spazmem w dół, zatrzymując się na wysokości dziewczęcych bioder. Prawą dłonią muskała niesforne kosmyki jego włosów, szarpiąc za nie z wyczuciem. Stłumiony jęk, który z siebie wydał, odbił się echem w jej uszach, choć wcale nie był głośny. Zacisnęła mocniej kolana na jego biodrach, usiłując w ten sposób zapanować nad dyskomfortowym łaskotaniem, zdradzającym nadmierne podekscytowanie.
Nachylając się w jego stronę, zadbała o to, by jej szept dotarł do najgłębszej części jego świadomości. Aksamitny głos dziewczyny, wraz z powietrzem mieszały się ze sobą, oddziałując na zmysły Erica. Spięcie mięśni, pleców i napięcie brzucha, były fizycznymi dowodami na to, że zachowanie Shereen przynosiło efekty. Podczas gdy jej usta sunęły po jego szyi, wraz z łaskoczącymi włosami, Shereen wsunęła prawą dłoń pod brzuch chłopaka, wykorzystując moment, w którym go napiął. Przerwa między jego ciałem i materacem łóżka była wystarczająco duża, by wsunąć palce głębiej. Przemknęła opuszkami po podbrzuszu i zarysie mięśni, zostawiając po sobie rozgrzewający dotyk. Nie zdążyła natomiast sięgnąć palcami do odznaczającej się pod spodniami męskości; poczuła klepnięcie na udzie i subtelny znak, gdy zaczął się podnosić, że powinna z niego zejść. W pierwszym odruchu przytrzymała się mocniej jego barków w obawie przed spadnięciem. Nie podniósł się z pośpiechem, więc miała chwilę, by się z niego zsunąć i pozwolić na to, by ułożył się na plecach. Siedziała przednim, dokładnie między jego kolanami, z dłońmi wspartymi na dolnych partiach jego brzucha, przyglądając mu się z kokieteryjnym uśmiechem na ustach.
— Nie byłam najlepsza ze składania origami, ale coś czuję, że z tobą sobie poradzę… — odparła przekornie, między pocałunkiem i zębami Erica na swojej szyi.
Wzdrygnęła się w pierwszym momencie. W drugim ułożyła dłoń na tylnej części jego głowy, którą docisnęła do wgłębienia między szyją a obojczykiem, tym samym dając mu do zrozumienia, że mógł to zrobić mocniej. Na okaleczonej zębami skórze ból rozgościł się swoim piekącym ciepłem. Poczuła pod nią lekkie pulsowanie, ale nie miała mu tego za złe — to była część zabawy, przyzwolenie na to, by mogli czerpać z siebie bez ograniczeń. Testem zaufania, że nie zrobią sobie wzajemnie krzywdy, który zdawali perfekcyjnie. W takich momentach przypominała sobie, że Eric, mimo delikatnego wyglądu, nie był stworzony z porcelany; był cholernie pociągającym facetem, którego nie mogła skruszyć kilkoma zadrapaniami, ugryzieniami, czy mocniejszymi zaciśnięciami palców na nadgarstkach, biodrach, udach… Nawet jeśli te zostawiały po sobie ślady.
Nie usiadła na nim ponownie.
Szarpnięciem za włosy uniosła jego głowę, skradając z jego ust żarliwy pocałunek. Naparła na niego swoim ciałem, zmuszając go do ponownego oparcia się plecami o materac. Ułożyła dłonie po obu stronach jego głowy, przez moment zatrzymując spojrzenie na jego twarzy. Następnie pochyliła się powoli, pozwalając, by jej ciało wygięło się w miękkim łuku. Smukła talia, delikatnie zarysowane plecy i pewność każdego ruchu przyciągały wzrok bardziej niż odsłonięta skóra. Nie spieszyła się. Każdy centymetr ruchu był zamierzony, jakby chciała, by zapamiętał nie tylko jej dotyk, ale i sam widok. Pocałowała go ponownie, tym razem przygryzając jego wargę do takiego stopnia, że poczuła na swoim języku metaliczny posmak.
Zsunęła głowę niżej, błądząc pocałunkami po jego szyi, obojczyku, ramionach i klatce piersiowej. Znaczyła każdy milimetr jego skóry, oddychając przy tym jej zapachem. Jedną dłonią sunęła wzdłuż jego ciała, sięgając palcami do spodni i bokserek, które zsunęła niżej. A wraz z nimi swoją posturę. Wcześniej zatrzymała się pocałunkami na linii jego żeber, nieco z prawej strony. Kontynuowała tę podróż, zostawiając po sobie wilgotne ślady języka. Przerwała tę czynność, gdy wilgotne, błyszczące usta dziewczyny znalazły się na wysokości jego bioder i zachęcającej linii, schodzącej w dół, która prowadziła do najczulszego miejsca jego ciała. Podniosła spojrzenie tylko na chwilę, jakby pytała o zgodę, a następnie przylgnęła ustami do podbrzusza Erica...

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description



You're making me impatient
Blueberry/Kasia
Nie lubię postów napisanych przez AI. Czytania w myślach mojej postaci i oczywiście klasyczek największy: utożsamiania postaci z autorem. To dwa oddzielne byty :/
25 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
176 cm
młodszy inżynier oprogramowania AG
Awatar użytkownika
We can keep it simple, no need to overthink it
Just give me one night to show you I'm different
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-ecio osobowa
czas narracji-
postać
autor

Cel jaki krył się pod przesłaniem kwiatów przez Erica był całkiem prosty - chciał ją uszczęśliwić. Jego zdaniem już wtedy zasługiwała na wszystko co najlepsze i najpiękniejsze, tylko…
Nie mógł odkryć swoich kart, kiedy miała chłopaka

Przyjaciele się tak nie zachowują. on jako przyjaciel mógł tylko wyrazić swoją opinię na temat Olivera - co zapewne zrobił. Odkrycie kart postawiłoby go w bardzo niezręcznej sytuacji, a poza tym on nie chciał być powodem czyjegokolwiek rozstania. Wyznawał prostą zasadę - zajętych nie tykał i kropka. Nawet jeśli zajętą osobą był ktoś, na kim bardzo mu zależało, o kim wiele razy śnił, kogo pragnął. Bolała go świadomość, że to, co czuł, było nieodpowiednie, dlatego walczył ze sobą. Dlatego próbował zapominać o snach, zapachu, dotyku Sher. Nie chciał wspominać tego, jak na niego patrzyła, jak go przytulała, bo to tylko potęgowało ból tam wewnątrz klatki piersiowej, ale czas i nieobecność Winfield robiły swoje, tj. wpływały na to, że nie myślał o niej AŻ tak intensywnie.

Gdyby tylko wiedział, że czas zadziała na JEGO korzyść… no ale skąd miał o tym wiedzieć?
Nic nie zapowiadało, że to właśnie ona będzie czekać na mecie jego życiowego biegu.
Że to ona wręczy mu wieniec laurowy i co najważniejsze,
że to ona będzie JEGO nagrodą. Najcenniejszą nagrodą, którą nie chciał się z nikim dzielić.

Eric nie mógł się doczekać, aż wreszcie osiągnie wiek umożliwiający zapisanie na prawo jazdy, aby móc jeździć, gdzie tylko chciał. Niejednokrotnie wyobrażał sobie, jak jedzie nocą po mieście, słuchając głośno muzyki. Od małego uwielbiał samochodziki i wszystko, co związane z motoryzacją. Wiele zdjęć z dzieciństwa, przedstawiało Erica nie z pluszakiem a właśnie z samochodzikiem - z pluszakami rzecz jasna też miał zdjęcia lecz porównując z autkiem, było ich po prostu mniej. Uwielbiał udawać, że był kierowcą - siadał na krześle albo podłodze i krzyczał na Danego lub Camę, by usiedli za nim, bo jedzie do babci albo do sklepu. Pani Stones uwieczniła to na kamerze i Eric niejednokrotnie to oglądał i śmiał się z samego siebie.
Tak więc po uzyskaniu pełnoletności, miesiąc po urodzinach zapisał się na kurs. Zdał bez większych problemów i o ile początkowo pożyczał auto od mamy, o tyle po roku tata kupił mu jakiegoś używanego Nissana, a w 2021 Eric zamienił Nissana na Hondę - absolutnie nie żałował tej decyzji. Bardzo dobrze mu się prowadziło to sportowe autko, o które dbał najlepiej, jak tylko potrafił: pamiętał o przeglądach, regularnie jeździł na myjkę, zaglądał pod maskę, kiedy coś go niepokoiło albo tak po prostu, by sprawdzić poziom płynu do spryskiwaczy, oleju itd.
- On był… cóż, z tego, co wiem, rodzice go bardzo kontrolowali. Nałożyli mu blokadę rodzicielską na kompa, kazali uczęszczać na miliony zajęć, by tylko nie miał wolnego czasu, ale no… prawiczkiem też był. - powiedział Eric.
- Wiem bo mi go było szkoda i z nim sobie czasem gadałem, bo edukacja edukacją ale kurde… on większość dnia spędzał w szkole a potem leciał na a to pianino, a to krykiet, a to jeszcze jakieś gówno którego nie pamiętam… to ja się wkurzałem jak na dodatkowy angielski musiałem chodzić. A! Jeszcze na karate chodziłem, ale to był bardzo krótki epizod. - tak właśnie było. Ojciec chciał, by Eric umiał się bronić, dlatego zapisał go na karate bez wcześniejszej konsultacji z synem. Poza tym, będący wtedy dzieckiem Stones, kopnął kolegę ciut za mocno, co spowodowało, że ten drugi zrezygnował z zajęć Ups.


Patrzył na Sher z niedowierzaniem, że tak po prostu przyjęła tę jego frustrację, pomieszaną ze złością, ale był jej naprawdę za to wdzięczny. Był wdzięczny, że go wysłuchała. W dodatku to, jak przesunęła językiem po ustach, spowodowało, że serce zabiło mu szybciej.
- Mhm, to prawda. A tak w ogóle, to mamy spokój, bo… wyciszyłem telefon. Żadne wibracje ani dzwonek nam nie przeszkodzą. - powiedział z błyskiem w oku i łobuzerskim uśmiechem, naprawdę czując ogromną ulgę, że rozmowę z ojcem miał już odhaczoną. Spodziewał się jeszcze życzeń od dziadków, lecz domyślał się, iż otrzyma je przez Facebooka.

Poza tym miał naprawdę gdzieś swój telefon, kiedy przed sobą miał cholernie ponętną kocicę, która nie wyciągnęła białej flagi ani nie odsunęła się, kiedy przejechał palcem po jej dolnej wardze. Natomiast to, co zadziało się potem… rozgrzało i podnieciło go jeszcze bardziej.Nabrał głośno powietrza do płuc i zamrugał kilkakrotnie, jakby chciał mieć pewność, że ta scena nie była jedynie wytworem jego wyobraźni. Że nie śnił na jawie, lecz sekundy mijały, a on wciąż czuł na palcu zęby oraz język Sher. Przymknął na moment oczy, ponieważ w swojej wyobraźni to nie kciuka zasysała i jeździła po nim zębami, tylko po jego innej części ciała. Nie chciał, żeby przerywała, no ale miał mieć masaż… dlatego niechętnie położył się na brzuchu z mokrym od śliny Sher kciukiem. Czy mu to przeszkadzało? Absolutnie. Musiał przyznać przed samym sobą, że to, czego doświadczał, było o stokroć lepsze od masażu, jaki sobie wyobrażał, gdy zapytał Sher, czy go wykona.
Czując jej dłonie na swoim brzuchu w myślach krzyczał:
O tak, jeszcze niżej… lecz zaraz przypomniał sobie o wilgotnym kciuku oraz słowach, które wciąż odbijały się echem wewnątrz głowy Erica. Te o orgaźmie i języku. Na szczęście Sher ogarnęła, o co mu chodzi, dzięki czemu nie musiał nic mówić ani powtarzać gestu dającego do zrozumienia, by się nieco podniosła, aby on mógł zmienić pozycję. Przełknął ślinę.
- Ja też nie byłem w tym najlepszy. - dodał tylko, choć w tamtym momencie tenże fakt akurat był zwyczajnie zbędny. Nie wątpił ani trochę w umiejętności swojej dziewczyny, która docisnęła jego głowę do swojej szyi. Zrozumiał doskonale, co chciała mu przekazać. Ugryzł ją mocniej niż dotychczas, co spowodowało powstanie małej ranki, a on poczuł charakterystyczny, metaliczny posmak. Chciała mocniej? To dostała mocniej. Oczywiście, poza spływającą krwią, którą zbierał językiem, widoczny także został ślad po zębach Erica. Sher miała cholernie delikatną, ale i gładką skórę. Zaraz jednak poczuł szarpnięcie za włosy, a potem usta Sher na swoich ustach. Oczywiście odwzajemnił pocałunek, lecz nie trwał on nie wiadomo jak długo, ponieważ po chwili musiał się położyć. Wtulił twarz najpierw w lewą, a potem w prawą dłoń Sher, niczym kot, który właśnie ocierał się o właściciela. Ona się nie spieszyła, a on chciał.. nie. On wręcz PRAGNĄŁ, by na nim usiadła tak jak wtedy, gdy siedzieli na krześle gamingowym.
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

can you blow my whistle, baby
Ostatnio zmieniony pt lip 24, 2026 7:47 pm przez Eric Stones, łącznie zmieniany 3 razy.
24 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
170 cm
właścicielka sali bankietowej Guild Inn Estate
Awatar użytkownika
With or without you
I'm torn between a deeper desire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kontrola.

Wszystko zaczynało się od kontroli i niespełnionych ambicji ludzi, którzy nie wykorzystali swojej szansy albo nigdy im jej nie dano. To było tak cholernie ludzkie i trudne do obejścia. Niektórzy lubili narzucać innym swoje zdanie i zmuszać ich do podporządkowania się swoim zachciankom. Jeśli ktoś się buntował, nagle trafiał na czarną listę — jeśli się podporządkowywał, stawał się kozłem ofiarnym i źródłem wyładowywania gniewu. Wyznaczanie własnych granic w starciu z takimi ludźmi było kluczem do sukcesu, choć stawianie się rodzicom, którym należy się bezgraniczny szacunek, rodzi problemy. Bo jak zbuntować się przeciw osobom, od których zależy nie tylko nasze poczucie bezpieczeństwa, ale i poziom życia? Dużo dzieciaków po prostu milczało. Dzieci, nastolatkowie, zbuntowani i spokojni… Większość przechowywała swój ból, radząc sobie z nim w samotności. Brak rozmowy, brak poczucia bezpieczeństwa i obawy przed rozmową, każdy z tycz czynników wpływał na myśli i decyzje. W pewnym momencie całe to naczynie zaczynało się przepełniać, a skrywany w nim ból, wychodził na zewnątrz — wtedy rodzice przypominali sobie o swojej roli i nagle zaczęli się zastanawiać, w którym miejscu popełnili błąd. Zapewne podobnie było w przypadku znajomego ze szkoły Erica, o którym opowiedział Shereen. I im dłużej słuchała, tym bardziej była zawiedziona postawą rodziców — już nie tylko swojej matki. Chłopakowi należało przede wszystkim współczuć. Rodzice potrafili z pełną klasą utrudnić swojemu dziecku nawiązywanie kontaktów z rówieśnikami i przyszłość w pewnym sensie też. Ze słów Erica, Shereen wywnioskowała, że chłopak miał naprawdę beznadziejną sytuację. Kontrola rodzicielska, zajęcia dodatkowe i zupełny brak czasu na bycie dzieckiem czy nastolatkiem. Szczerze cieszyła się z tego, że potrafiła stawiać na swoim i się buntować. Robienie na złość matce nie było przejawem dorosłości, ale dzięki temu Eve wiedziała, że jej córka była oddzielnym bytem, któremu nie dało się narzucić swojej woli. Nie skojarzyła natomiast momentu, w którym Eric zaczął uczęszczać na zajęcia z karate; chociaż pewnie jej o tym wspominał.


Mógł jeszcze ostrzec ją przed uzależnieniem

a pierwszy pocałunek stanowił największe zagrożenie.


Wizja spędzenia czasu z Erikiem bez dodatkowych telefonów była kusząca. Egoistycznie pragnęła mieć go tylko dla siebie, mimo tego, że były jego urodziny. Zakładała, że ci, którym zależało na złożeniu mu życzeń, już dawno to zrobili, a ci, którzy do tej pory nie napisali, musieli poczekać na swoją kolej — bo rościła sobie do Erica większe prawa, skoro była na miejscu. Na jego łóżku i w jego sypialni. I nie zamierzała zmieniać tego komfortowego miejsca ani przerywać ciągu wymienianych czułości — każdy telefon mógłby zepsuć atmosferę, a Winfield czuła się wyśmienicie, delektując się ciężarem jego klatki piersiowej na swoich odsłoniętych piersiach i ustami złączonymi z tymi jej w głębokim pocałunku. Fiksowała na jego punkcie. Czuła się jak nastolatka przy pierwszym chłopaku, a przecież już dawno przekroczyła wiek nastoletni — ale Stones kojarzył jej się z imprezami, głupimi rozterkami nastoletnimi, z wolnością i zabawą. Wciąż świetnie bawili się w swoim towarzystwie. Zmieniały się tylko zasady, bo zapisywali je na bieżąco. Mogli się dotykać i rozkoszować smakiem swoich ust, skóry… Cieszyć się bliskością, każdym gestem; począwszy od zassania w czysto erotycznym geście kciuka, poprzez wsunięcie dłoni w spodnie Erica i intensywne ugryzienie, gdy docisnęła jego głowę do swojej szyi.


trigger warning
Treści erotyczne podchodzące pod sadomasochizm, biting

Przymknęła w tamtym momencie oczy, wzdychając głośno, gdy jego zęby zacisnęły się na jej skórze. Czerpała pełną przyjemność z tego, co z nią robił; gęsia skórka przemknęła po jej ciele wraz z dreszczem rozkoszy i przyjemnym bólem niknącym pod naskórkiem. Wstrzymała oddech, czując ciepły język na swojej szyi, przechylając przy tym głowę, dzięki czemu miał do niej pełny dostęp. Odpowiednia osoba potrafiła zmienić ból w przyjemność — Ericowi się to udało. Rozpływała się pod każdym jego ugryzieniem. Ból i pożądanie karmiły się tą samą energią. W tym pieczeniu było coś przerażająco podniecającego, co zmuszało ją do poddania się i chęci przekroczenia kolejnej granicy. Powiedzenie, w którym momencie dotarło do niej, że uwielbia ten stan, w którym dłonie partnera zaciskały się mocniej na jej udach i włosach, a zęby zostawiały po sobie intensywne ślady, sprawiłoby jej ogromny problem. Nie znalazłaby odpowiedniej odpowiedzi, bo to wszystko… Pojawiało się stopniowo. Zaczynało od chwili słabości…


Kończyło na przyjemności płynącej z dzielenia brutalnego, metalicznego pocałunku, w którym zetknęły się ich usta.


Smak krwi mieszał się z oddechem i ciepłem ich ust, zostawiając po sobie cierpkie wspomnienie bólu. Shereen pogłębiając pocałunek, pozwoliła, by ta cienka granica między skaleczeniem a przyjemnością całkowicie się zatarła. Powoli przesunęła językiem po jego rozciętej wardze, jakby z ostrożnością badała ślad pozostawiony przez własny impuls. Z fascynacją zerkała na swojego chłopaka, gdy dzielnie podtrzymywał jej spojrzenie i odpowiadał na każdy gest, przyprawiając ciało Shereen o drżenie. Kochała go między innymi za tę otwartość; za to, że chciał dzielić z nią doświadczenia, które niemal ich ze sobą splatały. Mruknęła cicho, zachęcając go, by wysunął język. Kiedy spełnił tę niewypowiedzianą prośbę, powoli przesunęła po nim końcówką własnego. Świadomie. Bez pośpiechu, dbając o to, by każdy ruch był delikatniejszy od poprzedniego, jakby chciała oswoić go z każdym dotykiem i sprawić, by odczuwał go jeszcze wyraźniej. Chciała wyostrzyć jego zmysły bardziej niż dotychczas, nawet jeśli uważała to za niemożliwe. Wystarczył najmniejszy ruch bioder, by poczuła pod sobą jego podniecenie.
I cholernie ją to kręciło.
wykup subskrypcję
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description



My obsession
Blueberry/Kasia
Nie lubię postów napisanych przez AI. Czytania w myślach mojej postaci i oczywiście klasyczek największy: utożsamiania postaci z autorem. To dwa oddzielne byty :/
25 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
176 cm
młodszy inżynier oprogramowania AG
Awatar użytkownika
We can keep it simple, no need to overthink it
Just give me one night to show you I'm different
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-ecio osobowa
czas narracji-
postać
autor

Często do rodziców dochodziły pewne kwestie stanowczo za późno. Eric niejednokrotnie zastanawiał się, czy byłoby lepiej, gdyby go zwyczajnie na tym świecie nie było. Miał przecież dwójkę rodzeństwa, prawda? Miałby kto go zastąpić albo może jego miejsce przy stole, nigdy nie zostałoby zastąpione. Naprawdę ciekawiło go, jak zareagowałby ten jeden członek rodziny zwany ojcem
Któregoś dnia, wracał nieco pijany z klubu. Przechodził przez most i zatrzymał się przy barierce. No dalej, Eric, to takie proste. Zrób te dwa kroki i po prostu się poddaj, bo dobrze wiesz, że NIGDY nie uda Ci się NIC osiągnąć. Jesteś NIKIM. Te myśli swoją drogą, pojawiały się w jego głowie nie raz. Wyciągnął telefon - na ekranie widniała nieodczytana wiadomość od Shereen. Nie było jej wtedy w Toronto. Sam musiał walczyć ze swoimi demonami, traumami, usłyszanymi słowami. Nim odczytał wiadomość, szurnął nogą, zmniejszając odległość do barierki. Już tak blisko, Eric. Zobaczysz, będzie lepiej, kiedy Cię nie będzie. Myślisz, że komukolwiek będzie Ciebie szkoda? Spojrzał w dół. Nie widział swojego odbicia ze względu na odległość. Było wysoko i wiał zimny wiatr. Eric niejednokrotnie skakał do basenu, lecz nie z takiej odległości jak stojąc a poza tym, o ile po skoku do wody w basenie zawsze wypływał, tak nie myślał o wypływaniu. Nachylił się i wyprostował, a przed wykonaniem kolejnego kroku, postanowił przeczytać wiadomość. Przeczytał i żałował, że jego przyjaciółka musiała siedzieć w Ottawie. Oczywiście odpisał tak, by nie myślała, że źle się czuł - nie chciał jej martwić. Potem przejrzał ich (i ogólnie z bliskimi) zdjęcia i coś jakby zaczynało w nim przebijać tę prowadzącą go na dno zbroję. Jakby worek, który miał przywiązany do nogi, dawał radę rozwiązać. Jakby ktoś zdjął przytłaczający go worek, który niósł na plecach. Był wdzięczny za każdą osobę, która go wspierała, słuchała, nie skreślała. Zadzwonił wtedy do Sher i powiedział, jak naprawdę jest. Że tego dnia znowu pokłócił się z ojcem, że w złości poszedł do klubu, wypił dużo i zaczął myśleć o złych rzeczach. Nie wiedział, jak zareaguje i obawiał się, że ją tym po prostu przytłoczy, ale do jasnej cholery… byli P R Z Y J A C I Ó Ł M I. Zresztą, on sam wolałby wiedzieć, kiedy ona czuła się źle.
Karate było krótkim epizodem, dlatego Sher mogła o tym fakcie, że Eric na tę sztukę walki uczęszczał, zapomnieć. Stones nie byłby o to w żadnym wypadku zły.

Z chęcią uczestniczył w ICH grze, z której nie chciał wychodzić.
Chciał ją zapisywać każdego dnia i nigdy nie utracić.


Te urodziny także zamierzał zapisać na swoim dysku twardym, ponieważ spędzał je z osobą, dla której przepadł jak kamień rzucony w wodę. Wpadł jak śliwka w kompot i bezpowrotnie stracił dla niej głowę. Nie podejrzewał, że uczucia, które skrywał pod zasłoną, po wyjściu na światło dzienne, odżyją, z taką mocą, o jakiej nigdy by nie podejrzewał. Że wybuchna niczym zbyt dlugo uśpiony wulkan. Chciał siebie widzieć w oczach Shereen. Chciał ją dotykać, całować, sprawiać, że będzie o nim myślała we dnie i w nocy. Chciał spędzać z nią czas i słuchać jej śmiechu. Nie wiedział, co przyniesie przyszłość lecz miał cichą nadzieję, że los będzie dla nich łaskawy, a z każdą burzą sobie poradzą. Przy Sher czuł się tak, jakby dostał zwiększoną dawkę jakiegoś silnego leku, wciągnął jakiś silny narkotyk, albo jakby ktoś go uderzył bardzo mocno w brzuch, lecz ten nie bolał w taki nieprzyjemny sposób, tylko wbrew pozorom, ten ból był całkiem przyjemny, a przynajmniej dało się go znieść.

Telefon tym razem nie miał prawa im przeszkodzić, bo wyciszonego dźwięku nie dało rady usłyszeć. Owszem, ekran będzie świecił gdy tylko nadejdzie jakieś powiadomienie, a także kiedy ktoś zacznie do niego dzwonić. Poza tym, życzenia nie zając, nie uciekną. Bedsiev mógł je odczytać później. Nie istniał przecież ŻADEN regulamin, mówiący że należy dziękować za życzenia tak szybko, jak tylko możliwe. Co roku mu składano życzenia, a on co roku dziękował i starał się pamiętać, aby także tym samym osobom życzyć wszystkiego, co najlepsze. Często miał wpisane do kalendarza daty najbliższych, bo zwyczajnie nie dałby rady wszystkich zapamiętać. Tak, urodziny Sher także znajdowały się w jego kalendarzu, choć on zazwyczaj starał się być tym pierwszym, który wysłał jej życzenia. Pewnie nie zawsze mu się to udawało, ale robił, co mógł i wysyłał zazwyczaj równo o północy lub kilka minut po północy. Aczkolwiek nie był w stanie myśleć o czymkolwiek związanym z urodzinami, kiedy czuł na swojej klatce piersiowej piersi Sher, kiedy jej ciepły oddech otulał go, a usta były złączone w namiętnym pocałunku, który wyglądał tak, jakby całowała się stęskniona za sobą para kochanków lub osoby zakochane w sobie po uszy. Jego dłonie błądziły po jej ciele tak, jakby dotykał czegoś niezwykle drogiego i kruchego zarazem, czego za nic w świecie nie chciałby uszkodzić - choć wiedział, że było to zbędne, skoro zaraz potem, zaczął ją gryźć i to niezbyt lekko, jakby sprawdzał jej wytrzymałość. Następnie przejechał wzdłuż wykonanej przez siebie rany językiem ale nie tylko… bo postanowił nieco wydłużyć trasę przyjemności i dlatego…
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
24 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
170 cm
właścicielka sali bankietowej Guild Inn Estate
Awatar użytkownika
With or without you
I'm torn between a deeper desire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Targnięcie się na własne życie wbrew pozorom nie było proste — tak się tylko wydawało. Stojąc na krawędzi i patrząc w dół, przed oczami przelatywało całe życie. Wracało się myślami do wspomnień zapisanych w pamięci, obrazów, które sprawiały radość i które rozczarowywały. Przeprowadzało się wtedy własny rachunek sumienia, udzielało rozgrzeszenia, bądź pogłębiało autodestrukcyjne myśli podpowiadające, że jedyną dobrą decyzją, będzie runięcie w dół. Shereen nie mierzyła się z takimi myślami. Miewała momenty, w których czuła się gorzej, ale nie były to na tyle przytłaczające myśli, żeby rozważać samobójstwo. Zdarzało jej się w akcie buntu przeciw mamie rzucić słowami sugerującymi, że byłoby lepiej, gdyby mnie nie było, ale to były tylko słowa. Puste, nic nieznaczące, wyrzucone z siebie pod wpływem intensywnych emocji. Przeszło jej nieraz przez myśl, że niewiele osiągnie i nie będzie mogła zadowolić swojej matki, ale nie wiązała tych myśli z przekonaniem o byciu nikim. Starała się wierzyć w siebie i mogła to osiągnąć, dzięki wsparciu ojca, który potrafił ją docenić. Naprawdę była mu za to wdzięczna, bo gdyby i on przestał widzieć w niej nadzieję, prawdopodobnie skończyłaby jak Eric — przygaszona, załamana, włócząca się nocami po klubach z poczuciem beznadziejności tak dużym, że rozważałaby samobójstwo.
Starała się nie przytłaczać pesymistycznymi myślami; dzięki temu podejściu mogła spojrzeć na niektóre rzeczy z innej perspektywy. W pierwszej klasie szkoły średniej chciała wziąć udział w konkursie matematycznym — słyszała, jak matka podczas obiadu chwaliła Selene za wysoki poziom nauki i zajęcie pierwszego miejsca w tym turnieju. Siedziała obok, jedząc kiepsko przyprawionego kurczaka, którego smak zmieniał się w zależności od strony, którą akurat nadziewała na widelec. Z jednej był zbyt mocno przyprawiony, z drugiej przesolony — pierwszy i jedyny obiad, który został przyrządzony przez Evelyn tylko, dlatego że gosposia miała wolne. Ten obiad był niedobry. Pastwiąc się nad nim, zaczynała kiełkować w niej myśl o wzięciu udziału w tym konkursie. Dostrzegła szansę na otrzymanie matczynej aprobaty, którą chciała usłyszeć. Poświęciła mnóstwo czasu na naukę, miała motywację. Mimo butności wobec rodzicielki chciała zostać przez nią zauważona. W życiu tak było, że szukało się posłuchu u kogoś, kto miał nas w dupie. Shereen kierowała się podobnym mechanizmem. Zdobycie uznania Eve byłoby jej osobistym sukcesem, a Winfield uwielbiała sukcesy. Pamiętała noce spędzone nad materiałami z matmy. Za każdym razem, gdy ktoś próbował namówić ją na wyjście z domu, odpisywała, że nie może bo ma za dużo nauki — co było prawdą. Narzuciła na siebie presję tylko po to, by po ogłoszeniu wyników konkursu, usłyszeć, że zajęła drugie miejsce, bo zabrakło jej kilku punktów. Poczuła się rozczarowana. Przygnębiona i upokorzona. Zamiast pochwały, dostała burę za to, że się ośmieszyła. Przepłakała wtedy pół wieczora i straciła nastrój na dwa następne dni, ale chociaż spróbowała. I dała z siebie jak najwięcej. Ostatecznie była z siebie zadowolona. Uzależnianie swojej wartości od zdania innych, nawet jeśli byli to rodzice, było wyniszczające.

Uzależnienie się od czyjegoś dotyku, smaku i zapachu — także było, ale...
To było przyjemne uzależnienie. Takie, dzięki któremu wiesz, że żyjesz, nawet jeśli na horyzoncie pojawia się silny wiatr.
Uczucia były natomiast jak kwiaty, które porywał. Unosiły się nad ziemią, niesione w najdalsze zakątki świata.
Znikały z pola widzenia, lecz zostawiały po sobie wspomnienie obecności — jak pocałunki zostawiane na skórze.
Jak ślady, których kolor z każdym dniem stawał się bledszy.

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
Blueberry/Kasia
Nie lubię postów napisanych przez AI. Czytania w myślach mojej postaci i oczywiście klasyczek największy: utożsamiania postaci z autorem. To dwa oddzielne byty :/
25 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
176 cm
młodszy inżynier oprogramowania AG
Awatar użytkownika
We can keep it simple, no need to overthink it
Just give me one night to show you I'm different
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-ecio osobowa
czas narracji-
postać
autor

Autodestrukcja była czymś, co towarzyszyło Stonesowi już od jakiegoś czasu - miała ona początek od jakże niesamowicie motywujących słów oraz dawania do zrozumienia przez ojca, że był do niczego lub niczego w życiu nie osiągnie, jeżeli nie przyłoży się do nauki, nie przestanie marnować czasu na głupoty albo nie zacznie myśleć o przyszłości na POWAŻNIE. Autodestrukcyjne myśli były jak niespodziewany gość, pukający do drzwi, i potrafiły pojawić się w jego głowie, gdy grał albo budził się rano, zastanawiając się, po co musi iść do pracy. Mimo, że na zewnątrz świeciło słońce, w jego głowie potrafiła panować prawdziwa burza, którą pragnął wyciszyć. Próbował ją uspokoić, lecz czasami uderzenia piorunów były o wiele głośniejsze. Eric lubił burze i wyładowania atmosferyczne, lecz wyłącznie te na zewnątrz. Te wewnątrz go irytowały, denerwowały i frustrowały, bo czasami potrafiły go doprowadzić do stanu, że nie chciało mu się jeść, zakładał długo noszoną koszulkę i zmuszał się do opuszczenia mieszkania z założonym kapturem na głowie oraz sunąc leniwie nogami po ziemi… samemu nie wiedząc, dokąd iść. Kopał leżące kamienie, patrzył na mijających ludzi na przystankach, przed sklepami, kłócące się pary przy aucie na parkingu, a w pewnym momencie zakładał słuchawki, by nikogo nie słyszeć.
Autodestrukcja zachęcała go także do
częstszego sięgania po procentowe trunki.

Natomiast odkąd Shereen znów była blisko, musiał przyznać, że o wiele rzadziej dopadał go stan beznadziejności.
Przy niej częściej się uśmiechał.
Przy niej wiedział, że mógł być sobą.
Przy niej nie musiał być I D E A L N Y.
A kiedy słyszał jej śmiech lub czuł na sobie jej dotyk, nie potrzebował do szczęścia niczego więcej. Ludzie wierzyli w to, że znalezienie czterolistnej koniczyny gwarantowało szczęście, Eric miał swoją czterolistną koniczynę a dzięki prezentowi w postaci bransoletki, mógł ją praktycznie wszędzie ze sobą zabierać a na pewno patrząc na grawer, pomyśli o
swojej dziewczynie

Chociaż biorąc pod uwagę częstotliwość wymienianych między sobą wiadomości - a pisali je codziennie - to tak naprawdę nie tylko bransoletka mu o Sher przypominała.
Doskonale pamiętał, jak Sher powiedziała mu o konkursie matematycznym i że w najbliższych dniach będzie się do niego przygotowywała. Stones, rzecz jasna, życzył jej powodzenia, a przy okazji pewnie rozwiązywał zadania razem z nią, żeby zobaczyć, jakiego rodzaju zadania prawdopodobnie będą na tymże konkursie, w którym, notabene, powinien brać udział, ale startował w poprzednim roku - zajął trzecie miejsce - lecz przygotowywał się do konkursu z programowania, na którym zależało mu bardziej niż na matmie z tego względu iż zajęcie dobrego miejsca ułatwiało nieco w kwestii studiów lub raczej uniwerki były bardziej skłonne przyjąć takiego kandydata. Naprawdę mocno trzymał kciuki za Shereen za każdym razem, gdy brała udział w jakichś konkursach, i nawet za to drugie miejsce zabrał ją do knajpki lub po prostu fast foodu, bo przecież drugie miejsce było miejscem NA PODIUM, z czego należało się cieszyć, aczkolwiek wiadomo, drugie to nie pierwsze, ale zawsze można próbować w następnym roku.
Teraz natomiast, Eric trzymał za Sher kciuki w prowadzeniu biznesu, jaki otrzymała po ojcu. Wierzył, że ze wszystkim sobie poradzi - poza tym, nadal ludzie organizowali tam przyjęcia, co należało odbierać jako dobry znak. Inna kwestia, że gdyby Sher potrzebowała, aby zaktualizować stronę, mogła śmiało poprosić Erica. Zrobiłby to prawie za darmo, bo jedyne, czego by chciał w ramach zapłaty od Sher, to buziak oraz radosny uśmiech. To mu ZUPEŁNIE wystarczyło.
Tak jak wystarczyło jedno spojrzenie Sher, a on się rozpływał.

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

Mógł tak leżeć do następnego dnia, choć w nocy mogłoby być nieco chłodno.
Po około 10-ciu, może 15-stu minutach mógł iść pod prysznic.
- Idziemy? - spytał nagle, zahaczając końcem nosa o nos Sher.

everything is better with you
24 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
170 cm
właścicielka sali bankietowej Guild Inn Estate
Awatar użytkownika
With or without you
I'm torn between a deeper desire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mogłaby być lekarstwem na każdą jego dolegliwość, gdyby jej na to pozwolił. Wspierałaby go, dodając otuchy słowami, obecnością, ciszą czy oparciem głowy o jego ramię, jeśli nie miałby ochoty na rozmowę. Gdyby nie wyjechała, być może tę szansę dostałaby wcześniej, niż po trzech latach nieobecności. Wcześniej była mu tylko bliską przyjaciółką, której zależało na szczęściu Erica, bo był jej bliższy niż rodzina. Wspierała go i wierzyła w niego bardziej niż we własną matkę czy siostrę, gdy poszła na studia — zazdrościła Selene, uważała ją za konkurencję. Życzenie jej zawodu i porażki przychodziło Shereen z łatwością. Erica traktowała jak osobę na swoim poziomie. Nie musiała być zazdrosna. Nie był konkurencją do aprobaty matki, ani do stopnia naukowego — dzieliło ich sporo różnic, prowadzili inni tryb życia. Czuła się bezpiecznie w ich wspólnej przestrzeni, czego nie mogła rzec o swojej siostrze. Większość negatywnych odczuć zradzało się z kompleksów. Lubiła chwalona, doceniana. Wierzyła, że może dostać wysokie noty w szkole, zdać egzaminy z wyróżnieniem. Musiała w siebie wierzyć. Próbowała, ale szybko okazywało się, że wiara to czasem za mało. Zawsze znajdywał się ktoś mądrzejszy, ładniejszy, zdolniejszy… A to tylko pogłębiało niskie poczucie wartości.
Często żaliła się tacie, że mama nie jest z niej zadowolona, że jej nie lubi. Narzekała na starszą siostrę i była bardzo nieszczęśliwa, gdy Selene dostawała również uwagę najważniejszego mężczyzny w życiu Shereen, którym był ich tata. Często jej doradzał i powtarzał, że nie powinna brać tak wielu rzeczy do siebie, a później nieco zmieniał narrację i dodawał, że im dłużej się czeka, tym większy dar od losu się dostaje. Pierwszy raz usłyszała te słowa w pewny zimowy wieczór, gdy leżąc przy kominku i wpatrując się w ogień, opowiadała mu o nieprzyjemnej sytuacji w szkole. Ojciec opatulił ją kocem i usiadł obok niej, dotykając ciepłymi palcami policzka piętnastoletniej córki. Miała za sobą naprawdę ciężki dzień. Dowiedziała się nieprzyjemnych rzeczy na temat swojej koleżanki, śniegu nasypało tyle, że spóźnił się autobus, a tego dnia nie miał kto odebrać jej ze szkoły, bo wszyscy pracowali. Miała naprawdę beznadziejny humor, w dodatku nie wiedziała, jak porozmawiać z Misty — jak się okazało rozpuściła na temat Shereen plotkę, która dotarła do nieodpowiednich osób. Wtedy nie miała potwierdzenia na jej winę, dlatego nie wiedziała, jak zareagować. Tata powiedział, że powinna poczekać, że w przyszłości zrozumie, co miał na myśli. Uznała tę radę za głupią.

Teraz wiedziała, że tym darem od losu była mądrość.
Czas pozwalał nam spojrzeć na wszystko z innej perspektywy, w sposób bardziej obiektywny. Mądrość nie zawsze przynosi ze sobą to, czego oczekujemy, ale tak po prostu musi być. Gdyby czas podsuwał gotowe rozwiązania i robiłby to od razu, czekanie nie miałoby żadnego sensu. Po prostu do niektórych rzeczy należało dorosnąć. Podejmowała wtedy głupie decyzje i nieraz ich żałowała, bo niosły za sobą nieprzyjemne konsekwencje. Wtedy napisała do Misty, żeby wyjaśnić sytuację; pokłóciły się, bo Shereen zarzuciła jej coś, czego ta druga się wyparła. Miesiąc później okazało się, że Shereen została okłamana, bo plotki faktycznie wyszły od Misty. Wystarczyło trochę czasu, racja? Trochę czasu, żeby zrozumieć sytuację i mądrze poczekać, zamiast rzucać się na głęboką wodę.

Z konkursami, studiami i pracą było podobnie — zarówno do porażki jak i sukcesu należało odnosić się z dozą dystansu.
Z relacjami również — bo dopiero docierały do niej rzeczy, które wcześniej przeoczyła.

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Dziesięć, piętnaście minut.
Decyzja o podniesieniu się z łóżka zapadła dość wolno. Podniosła się z łóżka, przegarniając palcami włosy, które okryły jej plecy niczym miękki płaszcz, zasłaniając je.
— Pożyczysz mi koszulkę? Najlepiej czarną, będzie wyglądać nieźle ze spódnicą — uniosła na niego proszące spojrzenie, robiąc przy tym jedną z tych uroczych min, którym trudno było odmówić. Delikatnie wydęła usta, przechyliła głowę i przyłożyła palec do policzka, jakby z góry wiedziała, że zaraz usłyszy zgodę. Stojąc przed nim, bezbronna i pozbawiona ubrań, nie brała pod uwagę protestu. Prawdopodobnie sam zaproponowałby jej swoje ubrania. Eric zawsze się o nią troszczył; pożyczenie Shereen koszulki było tak naprawdę drobnym gestem, w porównaniu z tym, z czym musiał sobie radzić, gdy byli młodsi — potrafiła za dużo wypić na imprezie i po prostu się z niej zawinąć, gdy przestawało jej się podobać. Problem tkwił w tym, że nikogo o tym nie informowała. Rodzice Winfield, gdy nie odbierała, potrafili wydzwaniać do jej bliskich przyjaciół, a Eric — niestety bądź stety — należał do tego grona.



my obsession
Blueberry/Kasia
Nie lubię postów napisanych przez AI. Czytania w myślach mojej postaci i oczywiście klasyczek największy: utożsamiania postaci z autorem. To dwa oddzielne byty :/
ODPOWIEDZ

Wróć do „#108”