- Fundacji Galena Wyatta - wszyscy bogacze mieli jakieś fundacje, jego matka też kiedyś coś takiego prowadziła, a potem wyjechała do Francji, ciekawe czy to wciąż działało?
A może Galen miał się tym zająć?
Nie miał czasu się jednak nad tym dłużej zastanawiać, bo znowu się odezwał, poważnie, chociaż w głowie chyba wszystkie możliwe tryby chodziły mu na najwyższych obrotach - moja fundacja pomaga różnym ludziom... - i już nawet znowu miał wymyślać, że może przeciwdziała alkoholizmowi, albo ogólnie pomaga ludziom stanąć na nogi? W zasadzie to takim czymś Galen mógł się przecież zająć, pomagać potrzebującym. Chociaż ostatnio, kiedy zrobił dobry uczynek to... No nie poszło mu najlepiej, nie umiał myć naczyń, ani obierać ziemniaków, chociaż Mara bardzo starała się go tego nauczyć.
Uśmiechnął się jednak, kiedy Majka powiedziała, że mogą spróbować z jego prawnikiem, już nawet miał dzwonić do Williama, tylko jemu też musiał skłamać, że to nie chodziło o Parker...
Galen znowu w swojej spirali kłamstw.
Czy on kiedyś będzie mógł być szczery?
Powiedzieć Majce po prostu, że chciał jej pomóc, bo go na to stać, bo chce to zrobić, być dla niej wsparciem, a nie musieć wymyślać jakieś fundacje? Albo Williamowi, że on mimo wszystko to, co mu powiedział, to spotyka się z dziewczyną, która chciała go okraść.
Może kiedyś. Ale dzisiaj jeszcze nie. Dzisiaj szedł w zaparte, zaciskając mocniej smukłe palce na dłoni Mayi, kiedy wchodzili do tego pokoju. Musiał ją zapytać co tutaj zaszło. I to nie była czysta ciekawość, tylko jakaś próba zrozumienia, w czym ona tkwiła, a w co on za nią się pakował. Bo przecież Galen nie był facetem, który bez zastanowienia wchodził w kolejne kłopoty, on był prezesem wielkiej firmy, był kolesiem z rozkładówek, z okładek. Reputacja była dla niego ważna, chociaż sam ją wiele razy zachwiał, ale przecież też walczył o nią, dzielnie jak lew.
Wodził niebieskim spojrzeniem za Majką, kiedy ruszyła do łóżka.
-A ta pielęgniarka? Wszystko z nią dobrze? - jego błękitne tęczówki przesunęły się po ścianach, po czerwonych plamach, a potem znowu spoczęły na Majce. Galen chyba rzeczywiście nie zdawał sobie sprawy co tacy ludzie gotowi są zrobić, żeby się napić. W kręgach, w których on się obracał, jeśli ktoś miał problem z alkoholem, z narkotykami, ze sobą, to wysyłało się go do drogiej, prywatnej kliniki na leczenie. Wyatt sam przez to przecież przechodził. Czy mu to pomogło?
Nie do końca, ale na pewno w pewien sposób wskazało mu drogę.
I on teraz to samo proponował Majce, żeby swoją matkę umieściła może w innym ośrodku, gdzie potrafili by się nią zająć, szkoda tylko, że zaraz Maya wyznała, że jej matka nie chce się leczyć. Galen ściągnął do siebie brwi, znowu chciał do niej sięgnąć.
Znowu się zawahał.
Ale finalnie jego dłoń wylądowała na jej ramieniu, zacisnął na nim smukłe, długie palce. Pokrzepiająco? Chciał, żeby to tak wyglądało.
- Sama wiesz, że... z tym też się walczy, ja znam taki ośrodek... - no tak, ten w którym przebywał Galen po swojej próbie samobójczej, która potem została nazwana nieszczęśliwym wypadkiem.
Tylko tu znowu wracamy do punktu wyjścia, do tego momentu, gdzie Galen chciał pomóc, ale na przeszkodzie stały jego pieniądze, bo ośrodek był drogi. Było go na niego stać i nawet by tego nie poczuł na swoim portfelu, ale jak przekonać do tego Majkę?
Może by spróbował, ale zadzwonił jej telefon, a Galen cofnął rękę, która spoczywała na jej ramieniu i schował ją znowu do kieszeni spodni. Jego niebieskie spojrzenie znowu powiodła za nią, kiedy rzuciła się do telefonu. A gdy ten wypadł na podłogę, to chciał po niego sięgnąć, podać go jej, ale Majka była pierwsza, zerknął tylko na wyświetlacz i te emotki przy nazwie Gwen. Nie skomentował. Nie przeszkadzał jej w rozmowie, ale błękitne tęczówki spoczęły na jej twarzy, widział tą zmianę, kiedy najpierw przewracała oczami, a potem spoważniała. Kiedy się rozłączyła to już miał jej pytać o co chodzi, ale Majka odezwała się pierwsza i zaraz mu to wyjaśniła.
Galen nie wiedział czy to dobry pomysł, czy Majka miała w ogóle jakiś wpływ na swoją matkę? I kiedy tak spacerowała nerwowo do pokoju, to w pewnym momencie wyrósł na jej drodze, a jego dłoń znowu wylądowała na jej ramieniu.
- Dasz radę Maya - chciał ją trochę wesprzeć, ale kiedy Majka dodała to, że potrzebuje, żeby tam z nią poszedł, zawahał się przez chwilę, ale wtedy jej ciemne, przenikliwe spojrzenie odnalazło to jego, a Galen w końcu skinął głową - pewnie, będę was pilnował - nie był pewny czy da radę. Przecież Galen nigdy nie był w takiej sytuacji, z jakąś agresywną alkoholiczką w jednym pokoju, ale co miał zrobić? Chciał jej pomóc, chciał ją wesprzeć. Robił to dla Majki. Nawet jeśli gdzieś tam w środku się wahał, nie dał tego po sobie poznać.
On dużo rzeczy chował za tą chłodną, niewzruszoną fasadą poważnego pana prezesa, a przecież... prawda jest taka, że Galen w wielu kwestiach był niepewny, był tym małym chłopcem, który nie umiał się przystosować. Zastanowił się nad słowami Mayi.
- To brzmi trochę jak moja matka, spokojnie, dam sobie radę - powiedział pewnym siebie tonem i znowu złapał jej piękne, błyszczące spojrzenie. Nie był taki pewny. Ale ku-rwa.
Gotowy był dla Majki podjąć to ryzyko.
Na jej kolejne słowa znowu chciał sięgnąć do jej ramienia, znowu ułożyć na nim palce, ale zamiast tego podniósł dłoń i wyciągnął ją w jej kierunku, żeby mogła go znowu za nią złapać, spleść ze sobą ich palce.
- Daj spokój Majka. Przyjechałem tu... - zawiesił się na moment, bo powinien, czy nie? Słowo się rzekło, zaczął, więc musiał skończyć - żeby cię wesprzeć. Pomóc ci załatwić tą sprawę, a potem zabrać cię do Paryża, tak jak obiecałem, ale po kolei, najpierw twoja mama - skinął głową na potwierdzenie swoich słów, a kiedy już ruszyli korytarzem. Znowu trzymając się za ręce, jakby to, że byli parą nie było jedną, wielką szopką, to Galen jeszcze odezwał się do Majki. Tak na rozładowanie atmosfery, która była ciężka.
- A mleko z gejszy brzmi dziwnie, jak to sobie wyobrażasz? Bogacze hodują gejsze i potem co? - spojrzał na Maję z ukosa, ale wiadomo, że tak ją tylko zaczepiał, może nawet nie spodziewał się odpowiedzi? A może czekał na jakąś odklejoną, która mogłaby skierować jej myśli na trochę inne tory?
Gwen złapała ich na korytarzu, poprowadziła do jakiegoś pokoju cały czas mówiąc o tym, że jeśli nie przekonają jej do tego, żeby współpracowała, to będą musieli ją wyrzucić. Galen mocniej zacisnął palce na ręce Mayi. Bo chciał, żeby wiedziała, że są inne opcje, inny ośrodek, jego fundacja, prawnik, że tym razem nie była w tym sama, z jedyną opcją, bez wyjścia.
Stanęli przed drzwiami pokoju, który wskazała im Gwen, w którym podobno była matka Majki, a Galen...
Zawahał się, ale nie dlatego, że nie chciał tam z nią wejść. Chciał. Tego akurat był pewny. Tylko, czy znowu... nie odrzuci jego ręki? Którą on w pokrzepiającym geście ułożył na jej plecach, na talii, jakby rzeczywiście był tutaj z nią.
Dla niej.