34 y/o
GOLDEN BOY
182 cm
Prezes z przypadku, skandalista z wyboru | Northex Industries
Awatar użytkownika
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
JEDNO przekleństwo, ale motyw samobójstwa, alkoholizmu i ogólnie ciężkie tematy
To było dobre pytanie, zwłaszcza, że ta fundacja wcale nie istniała, a jednak Galen z poważną miną rzucił.
- Fundacji Galena Wyatta - wszyscy bogacze mieli jakieś fundacje, jego matka też kiedyś coś takiego prowadziła, a potem wyjechała do Francji, ciekawe czy to wciąż działało?
A może Galen miał się tym zająć?
Nie miał czasu się jednak nad tym dłużej zastanawiać, bo znowu się odezwał, poważnie, chociaż w głowie chyba wszystkie możliwe tryby chodziły mu na najwyższych obrotach - moja fundacja pomaga różnym ludziom... - i już nawet znowu miał wymyślać, że może przeciwdziała alkoholizmowi, albo ogólnie pomaga ludziom stanąć na nogi? W zasadzie to takim czymś Galen mógł się przecież zająć, pomagać potrzebującym. Chociaż ostatnio, kiedy zrobił dobry uczynek to... No nie poszło mu najlepiej, nie umiał myć naczyń, ani obierać ziemniaków, chociaż Mara bardzo starała się go tego nauczyć.
Uśmiechnął się jednak, kiedy Majka powiedziała, że mogą spróbować z jego prawnikiem, już nawet miał dzwonić do Williama, tylko jemu też musiał skłamać, że to nie chodziło o Parker...
Galen znowu w swojej spirali kłamstw.
Czy on kiedyś będzie mógł być szczery?
Powiedzieć Majce po prostu, że chciał jej pomóc, bo go na to stać, bo chce to zrobić, być dla niej wsparciem, a nie musieć wymyślać jakieś fundacje? Albo Williamowi, że on mimo wszystko to, co mu powiedział, to spotyka się z dziewczyną, która chciała go okraść.
Może kiedyś. Ale dzisiaj jeszcze nie. Dzisiaj szedł w zaparte, zaciskając mocniej smukłe palce na dłoni Mayi, kiedy wchodzili do tego pokoju. Musiał ją zapytać co tutaj zaszło. I to nie była czysta ciekawość, tylko jakaś próba zrozumienia, w czym ona tkwiła, a w co on za nią się pakował. Bo przecież Galen nie był facetem, który bez zastanowienia wchodził w kolejne kłopoty, on był prezesem wielkiej firmy, był kolesiem z rozkładówek, z okładek. Reputacja była dla niego ważna, chociaż sam ją wiele razy zachwiał, ale przecież też walczył o nią, dzielnie jak lew.
Wodził niebieskim spojrzeniem za Majką, kiedy ruszyła do łóżka.
-A ta pielęgniarka? Wszystko z nią dobrze? - jego błękitne tęczówki przesunęły się po ścianach, po czerwonych plamach, a potem znowu spoczęły na Majce. Galen chyba rzeczywiście nie zdawał sobie sprawy co tacy ludzie gotowi są zrobić, żeby się napić. W kręgach, w których on się obracał, jeśli ktoś miał problem z alkoholem, z narkotykami, ze sobą, to wysyłało się go do drogiej, prywatnej kliniki na leczenie. Wyatt sam przez to przecież przechodził. Czy mu to pomogło?
Nie do końca, ale na pewno w pewien sposób wskazało mu drogę.
I on teraz to samo proponował Majce, żeby swoją matkę umieściła może w innym ośrodku, gdzie potrafili by się nią zająć, szkoda tylko, że zaraz Maya wyznała, że jej matka nie chce się leczyć. Galen ściągnął do siebie brwi, znowu chciał do niej sięgnąć.
Znowu się zawahał.
Ale finalnie jego dłoń wylądowała na jej ramieniu, zacisnął na nim smukłe, długie palce. Pokrzepiająco? Chciał, żeby to tak wyglądało.
- Sama wiesz, że... z tym też się walczy, ja znam taki ośrodek... - no tak, ten w którym przebywał Galen po swojej próbie samobójczej, która potem została nazwana nieszczęśliwym wypadkiem.
Tylko tu znowu wracamy do punktu wyjścia, do tego momentu, gdzie Galen chciał pomóc, ale na przeszkodzie stały jego pieniądze, bo ośrodek był drogi. Było go na niego stać i nawet by tego nie poczuł na swoim portfelu, ale jak przekonać do tego Majkę?
Może by spróbował, ale zadzwonił jej telefon, a Galen cofnął rękę, która spoczywała na jej ramieniu i schował ją znowu do kieszeni spodni. Jego niebieskie spojrzenie znowu powiodła za nią, kiedy rzuciła się do telefonu. A gdy ten wypadł na podłogę, to chciał po niego sięgnąć, podać go jej, ale Majka była pierwsza, zerknął tylko na wyświetlacz i te emotki przy nazwie Gwen. Nie skomentował. Nie przeszkadzał jej w rozmowie, ale błękitne tęczówki spoczęły na jej twarzy, widział tą zmianę, kiedy najpierw przewracała oczami, a potem spoważniała. Kiedy się rozłączyła to już miał jej pytać o co chodzi, ale Majka odezwała się pierwsza i zaraz mu to wyjaśniła.
Galen nie wiedział czy to dobry pomysł, czy Majka miała w ogóle jakiś wpływ na swoją matkę? I kiedy tak spacerowała nerwowo do pokoju, to w pewnym momencie wyrósł na jej drodze, a jego dłoń znowu wylądowała na jej ramieniu.
- Dasz radę Maya - chciał ją trochę wesprzeć, ale kiedy Majka dodała to, że potrzebuje, żeby tam z nią poszedł, zawahał się przez chwilę, ale wtedy jej ciemne, przenikliwe spojrzenie odnalazło to jego, a Galen w końcu skinął głową - pewnie, będę was pilnował - nie był pewny czy da radę. Przecież Galen nigdy nie był w takiej sytuacji, z jakąś agresywną alkoholiczką w jednym pokoju, ale co miał zrobić? Chciał jej pomóc, chciał ją wesprzeć. Robił to dla Majki. Nawet jeśli gdzieś tam w środku się wahał, nie dał tego po sobie poznać.
On dużo rzeczy chował za tą chłodną, niewzruszoną fasadą poważnego pana prezesa, a przecież... prawda jest taka, że Galen w wielu kwestiach był niepewny, był tym małym chłopcem, który nie umiał się przystosować. Zastanowił się nad słowami Mayi.
- To brzmi trochę jak moja matka, spokojnie, dam sobie radę - powiedział pewnym siebie tonem i znowu złapał jej piękne, błyszczące spojrzenie. Nie był taki pewny. Ale ku-rwa.
Gotowy był dla Majki podjąć to ryzyko.
Na jej kolejne słowa znowu chciał sięgnąć do jej ramienia, znowu ułożyć na nim palce, ale zamiast tego podniósł dłoń i wyciągnął ją w jej kierunku, żeby mogła go znowu za nią złapać, spleść ze sobą ich palce.
- Daj spokój Majka. Przyjechałem tu... - zawiesił się na moment, bo powinien, czy nie? Słowo się rzekło, zaczął, więc musiał skończyć - żeby cię wesprzeć. Pomóc ci załatwić tą sprawę, a potem zabrać cię do Paryża, tak jak obiecałem, ale po kolei, najpierw twoja mama - skinął głową na potwierdzenie swoich słów, a kiedy już ruszyli korytarzem. Znowu trzymając się za ręce, jakby to, że byli parą nie było jedną, wielką szopką, to Galen jeszcze odezwał się do Majki. Tak na rozładowanie atmosfery, która była ciężka.
- A mleko z gejszy brzmi dziwnie, jak to sobie wyobrażasz? Bogacze hodują gejsze i potem co? - spojrzał na Maję z ukosa, ale wiadomo, że tak ją tylko zaczepiał, może nawet nie spodziewał się odpowiedzi? A może czekał na jakąś odklejoną, która mogłaby skierować jej myśli na trochę inne tory?
Gwen złapała ich na korytarzu, poprowadziła do jakiegoś pokoju cały czas mówiąc o tym, że jeśli nie przekonają jej do tego, żeby współpracowała, to będą musieli ją wyrzucić. Galen mocniej zacisnął palce na ręce Mayi. Bo chciał, żeby wiedziała, że są inne opcje, inny ośrodek, jego fundacja, prawnik, że tym razem nie była w tym sama, z jedyną opcją, bez wyjścia.
Stanęli przed drzwiami pokoju, który wskazała im Gwen, w którym podobno była matka Majki, a Galen...
Zawahał się, ale nie dlatego, że nie chciał tam z nią wejść. Chciał. Tego akurat był pewny. Tylko, czy znowu... nie odrzuci jego ręki? Którą on w pokrzepiającym geście ułożył na jej plecach, na talii, jakby rzeczywiście był tutaj z nią.
Dla niej.

Maya Parker
zgrozo
stania w miejscu; nudnego, miłego życia; postów z czata
27 y/o
Welkom in Canada
171 cm
Barmanka w Emptiness
Awatar użytkownika
Oh, and your sweet and pretty face
Is such an ugly word for something so beautiful
Oh, that every time I look inside
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie miała zielonego pojęcia, co stało się z pielęgniarką, którą zaatakowała jej matka. Nic nie wiedziała. Właściwie Gwen dała jej jakieś marne strzępy informacji jeśli chodzi o całą akcję z matką. Nie chcieli jej za dużo powiedzieć. Mogło się to również równać z tym, że Maya dość szybko przeszła w krzyk i nie dawała im dojść do słowa, ale co innego miałą zrobić po tym, jak przełożona oznajmiła, że nie chcą przetrzymywać już tu jej matki? Miała po prostu słuchać o napadzie i nie walczyć o miejsce dla członka rodziny? Przecież to tak nie działało. Dlatego do Galena tylko wzruszyła ramionami, nie odpowiadając na jego pytanie. Ani żadne inne, bo zadzwonił telefon, z którego wynikało, że zapowiadało się spotkanie twarzą w twarz z matką Parker.
Z początku nie chciała go prosić o towarzystwo. Myślała, że odeśle go do domu, może nawet wymyśli jakiś pierwszy, lepszy pretekst, ale przecież nawet sama Maya wiedziała, że nie da rady sama. Że za każdym razem, jak próbowała rozmawiać z matką, to kończyła ze łzami w oczach, a potem zaszywała się na dobre kilka dni w mieszkaniu, próbując sobie jakoś poradzić z tymi wszystkimi okropnymi słowami, jakich się nasłuchała na swój temat. Za każdym razem powtarzała sobie, że już się na to nie nabierze, że nie da się złamać, a jednak raz po raz dawała. Bo przecież każdy człowiek tylko udawał odważnego, dopóki przestawał nim być. A jednak nikt nie potrafił tak zranić, jak własna rodzina. Uśmiechnęła się delikatnie, kiedy oznajmił, że pójdzie z nią i będzie ich pilnował. Jednej i drugiej. Szybko się uczył ten Galen Wyatt.
— Twoja matka to pewnie ma w tym wszystkim chociaż odrobinę klasy — wtrąciła, gdy wspomniał o wywłoce. Nie znała jej, jednak mogła sobie wyobrazić, że kobieta tak wysoko postawiona z pewnością nie rzucała kurwami na lewo i prawo, a raczej swoje pociski formowała w bardzo wysublimowany sposób. Chociaż może bolały równie mocno, niezależnie od formy. Chciała coś jeszcze dodać, pewnie coś równie przenikliwego, ale wtedy on powiedział, że przyjechał tu, żeby ją wesprzeć i pomóc jej wszystko ogarnąć. Serce zabiło jej mocniej. Nie była przyzwyczajona do takiej bezinteresowności. Tym bardziej nie od kogoś tak… innego od niej. — Miałeś być bogatym dupkiem, a okazujesz się księciem na białym koniu? — pokręciła głową, niby się z tym nie zgadzając, a jednak złapała jego dłoń, którą wystawił w powietrze. — Pojebałeś bajki, Galen — bo ta tutaj nie miała nawet zakończenia w pałacu. Nie miała też księżniczki, która pod koniec dnia mogła zarzucić na głowę koronę. Nie mała kwiatów i kolorów. Tutaj były same czarne charaktery. Wałczyli ze sobą o pozycję, a przede wszystkim o przetrwanie, a on? Złoty ksiaże? Znalazł się tu zupełnie przypadkiem. Przypadkiem, a jednak Parker splotła ze soba ich palce i pociągnęła do wyjścia z pokoju.
— Naprawdę chcesz wiedzieć, jak sobie wyobrażam mleko z gejszy? — prychnęła na jego kolejne słowa. Miło, że próbował ją zagadać i to jeszcze czymś tak absurdalnym, bo faktycznie się zaśmiała. — No jak to jak, hodują sobie gejsze, zapładniają je, żeby robiły więcej gejszy, a tym co urodzą dają im laktatory, żeby wyciągały mleko. Potem je eksportują i proszę…. Potem ląduje w twojej kawie — pięknie mu powiedziała. Pewnie w swoim życiu nie usłyszał nic bardziej abstrakcyjnego i obrzydliwego w tym samym czasie. Całe szczęście w tej rozmowie wcale nie chodziło o logikę, a o rozładowanie nerwów, chociaż w minimalnym stopniu. I chyba się udało? Może nawet by się pośmiali, na moment zapominając po co i gdzie szli, ale wyrosła przed nimi Gwen, a po minucie stali już przed metalowymi drzwiami. Maya zacisnęła mocniej palce na dłoni Galena. O dziwo tym razem nawet przez głowę nie przeszło jej, żeby ją puszczać, że to mogło naruszać jakieś strefy komfortu. Bo komfortem okazał się on. Nawet nie zauważyła, jak bardzo ją uspokoił. Chociaż kiedy drzwi się otworzyły na po drugiej stronie stołu siedziała znajoma twarz, Maya znowu poczuła, jakby miała zaraz zemdleć.
Kobieta wyglądała źle. Włosy miała całe podarte, oczy podkrążone, chociaż jakby się odpowiednio przyjrzeć, można było w jej oczach zobaczyć podobne spojrzenie do tego Parker. I może nos miały podobny? Główną różnicą było to, że Maya trzymała za rękę Galena, a te starszej kobiety były zaczepione o krzesło. Była uziemiona. Gwen tłumaczyła im po drodze, że rzuca się za każdym razem, jak tylko chcą ją zabrać i jeśli oni nic nie zaradzą, to po prostu podadzą jej środki i Maya będzie musiała ją zabrać w trybie natychmiastowym.
— Maya? — odezwała się pierwsza, malując na twarzy uśmiech i otwierając szeroko oczy. — Maya, kochanie, jak ja się za tobą stęskniłam — nawijała już na starcie. Standardowa, przesadna miłość, którą Parker znała aż za dobrze. Kiedyś jeszcze serce biło jej mocniej, nawet kiedy wiedziała, że to było wymuszone, jakaś część niej chciała wierzyć, że matka naprawdę za nią tęskniła. — Co słychać? Jak Toby? Popatrz tylko, co oni mi zrobili, a ja przecież nie zrobiłam nic złego…
— Rzuciłaś się na pielęgniarkę — tylko tyle jej odpowiedziała, wykonując do przodu nieznaczny krok.
— Wcale nie! — kobieta pokręciła głową na lewo i prawo, tak energicznie, że razem z nią kręcone włosy jeszcze bardziej rozrzuciły się na boki. — To ona rzuciła się na mnie. Dobrze wiesz, że ja w życiu bym nikogo nie skrzywdziła — kłamstwa. Wyssane z palca kłamstwa, na które Parker momentalnie zareagowała zaciśnięciem palcy na dłoni Galena. I wtedy jej matka jakby dopiero teraz zobaczyła go w ogóle w pomieszczeniu. — A to kto? — zainteresowała się, a oczy od razu się jej zaświeciły.
— Ga…. Mój chłopak — powiedziała to na głos? Powiedziała, a w dodatku podeszła w końcu do stolika i usiadła na jednym z krzeseł, odsuwając też jedno dla Wyatta.
— Chłopak? — matce od razu pociemniały oczy, które po chwili prześlizgnęły się po jego sylwetce. — No to co mnie nie przedstawiasz — machnęła włosem na bok i uśmiechnęła się szeroko do Galena. — Jakbym wiedziała, że to będzie takie spotkanie, to lepiej bym się przygotowała. I dodałabym ci rękę, ale sam widzisz — próbowała żartować, jak zwykle udając dystans do siebie i sytuacji, którego tak naprawdę nie miała za grosz. — Ale masz piękną koszulę. Wygląda na drogą. Co robisz w życiu? Niesamowite, że moja Maymay rozkochała w sobie tak niesamowitego mężczyznę z klasą — kręciła głowa zachwycona.
— Nie po to tu przyszliśmy — przerwała jej, łapiąc głębszy wdech. Znała ten schemat już na pamięć i doskonale wiedziała, że ta sympatyczna wersja jej matki, to była jedynie przykrywka do tego, że chciał coś na tym ugrać. Bo ona w przeciwieństwie do Parker kochała pieniądze i to w nich widziała rozwiązanie wszystkich swoich problemów. Galen wyglądał jak chodzący pieniądz.
— Maya ile razy cię uczyłam, że nie przerywa się i nie odpowiada za innych — zacmokała i całą uwagę znowu skupiła na Wyattcie, nachylając się jeszcze bardziej do przodu. — Przeszliście mnie stąd zabrać? Ktoś tak wspaniałomyślny jak ty, na pewno chciałby, żeby matka jego dziewczyny mogła wieść odpowiednie życie na poziomie, nie sądzisz?




Galen L. Wyatt
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
baśka miała fajny biust
ja sama
34 y/o
GOLDEN BOY
182 cm
Prezes z przypadku, skandalista z wyboru | Northex Industries
Awatar użytkownika
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Galen ściągnął do siebie brwi, bo czy jakakolwiek klasa była w tym, że jego matka powiedziała mu, że jest nieudacznikiem, który nawet dziecka nie umie zrobić? Opowiadał ostatnio o tym Majce. Według niego nie było w tym klasy.
Jego matka może i była damą przy swoich przyjaciółkach, przy współpracownikach ojca, przy ich dalszej rodzinie, ale w stosunku do tej najbliższej, do własnych dzieci... Ona nie była pewnie wcale lepsza niż rodzicielka Majki.
Chociaż może nie rzucała przekleństwami na prawo i lewo, ale te francuskie, pieprzne putain jej się zdarzało. Brzmiało bardziej z klasą?
No może odrobinę.
Na kolejne słowa Mayi Galen uśmiechnął się delikatnie, a niebieskie spojrzenie utkwił w jej pięknych, ciemnych oczach.
- Może dupkiem na białym koniu? Wiesz... czasem mam takie dupkowate zachowania - miał. Galen Wyatt nie był święty. Już samo to, że on w tym momencie kręcił z dwoma kobietami robiło z niego... no dupka.
Ale kto by się spodziewał, patrząc w te jego jasne, piękne oczy?
A kiedy Maja ujęła jego rękę, to znowu się do niej uśmiechnął. Dobrze, może Galen nie był wcale takim pozytywnym bohaterem, ale najgorszym chyba też nie, bo on naprawdę chciał ją wesprzeć. Pomóc jej, bezinteresownie... No nie do końca, bo jednak interes miał w tym taki, że po wszystkim mieli lecieć razem do Francji, czyli coś tam z tego miał.
I czuł, że też coś wyjdzie z tego gadania o mleku gejszy, bo oni z Majką byli tacy różni, zupełnie, ale lubili chyba bajki, nie do końca takie o księżniczce i jej pałacu, ale takie które może były odklejone, dziwne, nierealne, a oni i tak się nimi dzielili. Jak wtedy w jego apartamencie, gdy opowiadał jej o koncertach gwiazd i modelach, którzy prezentują mu koszule, jak w jego pokoju w willi Wyattów, kiedy dyskutowali o tym na jaką planetę chcieliby uciec, tak teraz gadali o tej jego fikuśnej kawce.
Skinął głową na jej pytanie, że chce wiedzieć.
A kiedy mówiła to słuchał jej z poważną miną, ściągając do siebie brwi. Ale nie wytrzymał i na koniec parsknął śmiechem, który odbił się od ścian pustego korytarza.
- Przepraszam... - rzucił. Kto przeprasza za śmiech? No Galen Wyatt właśnie, a przecież nawet nikogo tu nie było, tylko oni, a jednak Galen i te jego dziwne dobre maniery - ale brzmi to ohydnie. Nie wypiję już tej kawy - skrzywił się teatralnie - chociaż pasuje do tego co o mnie pisali w necie, w związku z aferą kontenerową, że porywam te dziewczyny i robię sobie z nich meble. Wyobrażasz to sobie? Galen Wyatt siedzi w fotelu z jakiejś Europejki i pije kawę z mlekiem gejszy - aż sam znowu parsknął, kiedy jego niebieskie spojrzenie odnalazło jej oczy.
Może poruszyliby jeszcze jakiś absurdalny temat, ale nagle wyrosła przed nimi Gwen, jak z pod ziemi, aż Galen uniósł jedną brew, a potem poprowadziła ich do pokoju. Wyatt też mocniej zacisnął palce na dłoni Majki, kiedy wchodzili do środka. Niebieskie spojrzenie Galena od razu zlustrowało kobietę, która siedziała skrępowana za niewielkim stolikiem. Była podobna do Majki, aż obejrzał się na profil swojej... przyjaciółki? Kim oni dla siebie byli?
On na pewno chciał być teraz dla niej oparciem, więc równo z nią wyszedł do przodu, nie puszczając jej ręki. Nie wiedział czy jej matka naprawdę tęskniła za Mają, czy przemawiał przez nią alkohol, czy jeszcze coś innego. Do Galena nikt nigdy tak nie mówił. Ani szczerze, ani tylko po to, żeby coś ugrać.
Obejrzał się na Mayę, kiedy się odezwała. I wtedy spojrzenie jej matki padło na niego. Nie był niewidzialny, a chyba trochę chciał być. Bo co on miał powiedzieć? Kiedy był na odwyku to widział takie przypadki, ludzi, którzy zrobiliby wszystko, żeby tylko dostać towar, alkohol, udawać, że jest dobrze. Galen też to robił, długo udawał, że to był wypadek, długo nie potrafił się otworzyć przed swoimi terapeutami, ale w końcu to zrobił. I to była dobra droga. Bo w tej ciemności, w której wtedy się znalazł nie był już sam.
Kiedy matka Mayi zapytała o niego to już otworzył usta.
Chciał powiedzieć to co Majka?
A może już awansować na jej narzeczonego?
- Dzień dobry - przywitał się, bo to było silniejsze od niego. A może wtedy kobieta wyczuła, że ta jego koszula jest rzeczywiście droga? A zegarek... Droższy niż samochody przeciętnych Torontończyków. Przełknął ślinę, bo co miał zrobić? Odpowiedzieć? Galen naprawdę nie potrafił się odnaleźć w takiej sytuacji, a miał być dla Mayi wsparciem.
Ogarnij się Galen.
Majka jednak odpowiedziała za niego. Chociaż kolejne słowa kobiety sprawiły, że Galen utkwił w niej spojrzenie. Odchrząknął.
Przecież ty zawsze wiesz co powiedzieć Wyatt.
- Chciałbym, ale jeśli nie przejdzie Pani leczenia to nic z tego. Nie można komuś pomóc na siłę - powiedział chłodno, tym swoim tonem wyuczonym na konferencjach, zdystansowanym - a moja dziewczyna opowiadała mi o Pani, a zresztą sam byłem na odwyku, wiem jak to wygląda, pasy to kwestia bezpieczeństwa, a dzisiaj naruszyła pani nie tylko swoje, ale pielęgniarki... - powiedział chłodno. Czemu właściwie miał kłamać? Majka mówiła mu o matce, kazała mu na nią uważać. A zresztą czy bogaci, czy biedni, na głodzie ludźmi kierowały takie same schematy. Galen oparł się o oparcie plastikowego, niewygodnego krzesełka, a ich splecione palce, te swoje i Majki, ułożył na swoim kolanie, na tych eleganckich spodniach - Majka jest dobra... Za dobra - chłodne palce drugiej dłoni ułożył na ręce swojej dziewczyny, pogłaskał nimi wierzch jej dłoni - ale dzisiaj rozmawialiśmy z Gwen o tym, że jeśli zgłoszą ten incydent, to może nie być za kolorowo... A obrońcy z urzędu nie są zbyt skorzy do pomocy w takich sprawach, zawsze biorą stronę funkcjonariusza publicznego, wiem, bo jestem prawnikiem - Galen Wyatt znowu w swoim żywiole, znowu kłamał, ale prawda jest taka, że on przecież dwa lata studiował prawo, coś tam liznął, zanim nie wywalili go za romans z profesorką. Może nie powinien tego mówić i może dostanie mu się od Majki, ale innych pomysłów, żeby podejść jej matkę nie miał.


Maya Parker
zgrozo
stania w miejscu; nudnego, miłego życia; postów z czata
27 y/o
Welkom in Canada
171 cm
Barmanka w Emptiness
Awatar użytkownika
Oh, and your sweet and pretty face
Is such an ugly word for something so beautiful
Oh, that every time I look inside
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jego szczery śmiech, który na moment rozniósł się i wypełnił smutne korytarze ośrodka był piękny. Taki płynny i niekontrolowany, aż musiał za niego przeprosić. Może nie w pełni intencjonalnie, jednak to wszystko sprawiło, że z barków Parker faktycznie zeszło jakieś dodatkowe ciśnienie. Że weszła do środka ciemnego pomieszczenia z jakimś zalążkiem nadziei, że może wcale nie będzie tak jak zawsze. Nie, skoro on był tutaj z nią i mocno trzymał ją za rękę.
Bardzo szybko jednak okazało się, ze było. A może nawet i jeszcze gorzej, kiedy jej matka zaczęła płaszczyć się przed Galenem. Jej sztuczny uśmiech szło wyłapać na kilometr, a przynajmniej Maya umiała. Na moment nawet zastanowiła się, czy Galen też. Pewnie miał w sobie za dużo kultury osobistej, żeby pokazać cokolwiek więcej niż życzliwość i świetne maniery, bo te miał nienaganne. Odpowiadał kobiecie tak pięknie, składnie, tłumaczył, co by chciał, a co ona musiałaby dać od siebie, aż Maya uniosła na moment spojrzenie na jego profil i się zapatrzyła. Na delikatny zarost, który zdobił jego brodę, idealnie przystrzyżony, na które, która świeciła nawet w tak smutnym, szarym pomieszczeniu i na oczy, które wyglądały jak zdjęte prosto z niego. Kurwa, jak jej się podobały te oczy. Na kilka sekund jej przejęte myśli skierowały się na niego, jednak jej matka z wielkim powodzeniem ściągnęła ją na ziemie.
Rozumiem, ale ja nie potrzebuje leczenia — uśmiechnęła się do Wyatta. — Jedyne czego potrzebuje, to zrozumienia… — no i się zaczęło. — Skoro mówisz, że sam byłeś kiedyś na odwyku, to doskonale wiesz, że specjaliści to jedno, ale wsparcie bliskich… — nachyliła się bardziej nad stołem, zawieszając ciemnie spojrzenie na jego błękitnym spojrzeniu. — Wsparcie bliskich to coś zupełnie innego. Ciężko o akceptacje, prawda? Żeby ktoś kochał cię za to, jakim jesteś, nie sadzisz? Dążymy tu do perfekcji, a czasem miłość, której tak bardzo się pragnie, rodzina, to one naprawdę pomagają wyjść na prostą — gadała jak natchniona, nawet na moment nie spuszczając z niego spojrzenia. Wyczytała z jego oczu samotność? To że brakowało mu rodzinnego ciepła? A może po prostu założyła sobie z góry, że to było jakieś wrażliwe miesjsce ludzi sukscesu. Aż Maya mimowolnie zacisnęła mocniej jego dłoń, próbując dać mu znać, żeby tego łykał. — Wiesz dobrze o czym mówię, prawda? Masz przecież przestrzeń na to, żeby zagwarantować to mi i Mayi, masz pieniądze. Proszę, weź nas do siebie, daj bezpieczeństwo, którego nigdy nie miałyśmy i przestrzeń do poprawy albo wynajmij mi coś niewielkiego. Obiecuje, że nie będę pić. Przysięgam na życie moje i mojego dziecka, które tak bardzo…
Nie no kurwa, możesz skończyć? — wtrąciła się, nie mogąc już dłużej tego wytrzymać. — Nikt cię stąd nie zabierze poza ośrodek, mamo, bo potrzebujesz pomocy, a tym bardziej on tego nie zrobi, bo to ja podpisuje papiery — widziała, jak oczy jej matki robią się coraz bardziej ciemne, jak z każdym kolejnym słowem znika z nich to ciepło, którym przed chwilą próbowała oszukać Galena, a zastępuje je chłód, który Wyatt też chyba poniekąd znał. Może dlatego na pierwszą próbę postanowiła jeszcze zignorować córkę i spróbować znowu.
Wcale nie skrzywdziłam tej pielęgniarki — zarzekła się, łapiąc jego błękitne spojrzenie. — Ona po prostu mnie nienawidziła od samego początku. Podrzuciła mi ten alkohol, bo chciała, żebym poległa. Chciała pokazać tutaj w ośrodku mnie w jak najgorszym świetle — łzy napłynęły jej do oczu jak na zawołanie. — Im jest to na rękę bo im dłużej mnie tu trzymają, tym więcej pieniędzy dostają, a jedyne czego ja bym chciała, to być blisko mojej kochanej córeczki… — bolało to co mówiła. Nie dlatego, że to wszystko było udawane, ale to jak bardzo Maya kiedyś tego pragnęła. Jak chciała mieć blisko swoją mamę. Kurwa, żeby ona chociaż w dziesięciu procentach, chociaż raz zachowała się jak matka, kiedy jej kolejni faceci wyżywali się na małej dziewczynce i jej bracie. Bolała ją sama wizja tego kłamstwa, które teraz serwowała Galenowi. A on mógł czuć, jak jej dłoń nerwowo zadrżała w jego uścisku.
Daj spokój — mruknęła pod nosem, ale tak, że w całym pomieszczeniu i tak było ją słychać. — On się nie złamie. Nie oszukasz, więc możesz sobie darować ten cały teatrzyk.
Widzisz mój drogi, co ja z nią mam? — nie odpuszczała. — Człowiek chce dobrze, kocha swoje dzieci całym sercem, a one i tak wbijają nóż w płecy. Wiecznie niewdzięczne za to wszystko, co się dla nich zrobiło. A ty na pewno mnie rozumiesz, widać od razu, że jesteś mądry i ułożony. Taki mężczyzna to skarb. Widzę przecież, że masz dobre serce. Inaczej nie byłbyś z tą złośnicą. A skoro zależy ci na jej dobru i szczęściu, to na moim chyba trochę też? No powiedz, wiem, że tak — gadała, kompletnie ignorując jej obecność w pokoju, a Maya była już naprawdę bliska tego, żeby wybuchnąć i się na nią wydrzeć. Problem w tym, że ona zdawała się mówić wyłącznie do Galena, a to znaczyło, że to on musiał jej nakreślić granice. Uświadomić jej jasno, że nic od niego nie dostanie, bo inaczej będą to kurwa siedzieć do jutra. No chyba że Parker pierwsze zerwie się z krzesła i doskoczy do matki.


Galen L. Wyatt
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
baśka miała fajny biust
ja sama
34 y/o
GOLDEN BOY
182 cm
Prezes z przypadku, skandalista z wyboru | Northex Industries
Awatar użytkownika
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Galen drgnął delikatnie, kiedy matka Majki zaczęła swój wywód i ledwo powstrzymał się przed wywróceniem oczami. Ile osób w tej prywatnej klinice, w której on był, też uważało, że nie potrzebuje leczenia, ani pomocy. On też na początku tak myślał. To czy ośrodek był drogi, czy tani nie zmieniało faktu, że umieszczało się w nich ludzi, którzy sami sobie nie radzili.
Na kolejne słowa kobiety nie zareagował, pozwolił jej dokończyć, a jego palce przesunęły się miękko po dłoni Majki, nawet spuścił na nią na moment spojrzenie, a zaraz te błękitne oczy wpatrywały się w starszą kobietę.
- Nie wiem, bo ja nigdy nie miałem wsparcia bliskich, o mnie nikt nie zawalczył, tak jak Maya walczy o panią - wypalił, ale taka była prawda. Chociaż w pewnym momencie ojciec rzucił Galenowi prezesurę, jako koło ratunkowe, to jednak nie robili tego dlatego, że im na nim zależało, tylko, żeby jedyny dziedzic Wyattów, ten, który miał być ich klejnotem koronnym, którym wciąż mieli się chwalić w towarzystwie, nie skończył jak jakiś ćpun, który garść tabletek zapił bajecznie drogą whisky.
To nie było z miłości, z troski. Rodzina nie pomogła mu wyjść na prostą, bo on w pewnym momencie zrobił to sam. Zawsze wszystko robił sam. Może z nazwiskiem, które otwierało przed nim wiele drzwi. Z wielomilionowym zapleczem i firmą po ojcu.
Ale wtedy próbę samobójcza przepracował sam. Potem sam wyciągał Northex na rynek Europejski i po tej wpadce z jego kontenerami.
Galen chciał już jej powiedzieć, że sam był pod wrażeniem tego, co Majka dla niej robiła, bo on... On może dla swojej matki nawet nie byłby w stanie. Ale kobieta wciąż mówiła jak najęta. Aż wtrąciła się Majka i Galen się na nią obejrzał, złapał na moment jej ciemne spojrzenie, a zaraz niebieskie oczy znowu wbijał w jej matkę.
Jakoś tak... odruchowo? Albo może żeby coś jej udowodnić?
Chyba jednak po to, żeby pokazać to Majce...
Oparł palce na oparciu jej krzesełka, za jej plecami, a te drugiej dłoni zacisnął na jej ręce.
- Chciałbym dać to Majce, bezpieczeństwo... I przestrzeń, wsparcie... - nawet się odwrócił lekko w jej kierunku, żeby spojrzeć na Mayę, bo może teraz grali, że są parą, ale akurat to, co powiedział, to była prawda. Naprawdę chciał, żeby ona już nie musiała się martwić o to czy stać ją na ośrodek dla matki, czy nie...
Chociaż czuł, że do tego jeszcze długa droga. Ale może małymi kroczkami?
Spojrzał na Majkę, kiedy znowu odezwała się do matki, i nawet może by ją poparł, powiedział, że miała rację, ale jej matka znowu się odezwała. I Galen przeniósł na nią spojrzenie, ale niebieskie tęczówki też były chłodne.
- Ale oni nie chcą tutaj Pani, i to Maya wyprosiła to miejsce dla Pani - powiedział w końcu. Bo może i Galen był nieprzystosowany do życia, jak to dziecko łaknące odrobiny ciepła i zrozumienia. Ale przecież on też umiał czytać ludzi, ich intencje, nie był taki głupi. Nie z takimi zakłamanymi personami jak matka Mayi miał do czynienia. Biznes też bywał brutalny, może nie posuwali się tam do przemocy, ale... czasami te białe kołnierzyki potrafiły słowem dotknąć jeszcze boleśniej.
A to co mówiła mama Mayi go nie ruszało.
Ale widział, że ją tak. Smukłe palce znowu mocniej zacisnęły się na smagłej skórze Mayi. A jego druga dłoń musnęła jej plecy, żeby wiedziała, że on tu był. Z nią. Dla niej.
I chociaż Galen umiał w takich sytuacjach trzymać nerwy na wodzy, prowadzić rozmowy na poziomie i się nie unosić, podchodzić do nich na chłodno i na spokojnie, to w tym momencie miarka się chyba przebrała, a może zrozumiał, że z mamą Majki się tak nie da?
Albo może bolało go to jak ona próbowała, a bez przerwy była spychana na dalszy plan?
Ściągnął do siebie brwi i pochylił się lekko do przodu, ale nie puścił Mayi nawet na moment.
- Jakby ją Pani kochała, to poszłaby Pani na odwyk i przeszła leczenie, a nie dokładała jej problemów. I taka córka jak Majka to skarb, bo ja bym na pewno już dawno postawił na Pani kreskę - powiedział to kompletnie szczerze. Galen nie wiedział jak to jest tak kochać. No dobrze, kiedy jego matka zasłabła to odwiózł ją do hotelu, ale to było na tyle z jego dobrych uczynków. Kiedy on wylądował w szpitalu, to jego rodzice nawet się nie pofatygowali... I on też by się wcale nie przejął matką, która nie chciała się leczyć. Podziwiał Majkę.
- A Pani nie jest dla niej dobra, jak dla mnie to jest dla niej Pani ciężarem - nie powinien tego mówić? Za szczere to było? Może.
Ale inaczej się tego w słowa nie dało ubrać. Nawet jeśli Galen chciał. I tak powiedział to dość kulturalnie.
Tylko, że matka Majki chyba tego nie popierała, i może zrozumiała wreszcie, że nic tutaj nie ugra? Nie z Galenem.
Bo jednak ten śliczny chłopczyk w drogiej koszuli wcale nie był takim naiwniakiem.
Szarpnęła się na krześle, ale była za mocno przypięta. Jej twarz nagle straciła cały ten wyraz godny pożałowania, rysy się wyostrzyły, a w ciemnych oczach błysnął gniew.
- A ty co? Myślisz, że nagle śmieć zamieni się w diament? Majka jest taka jak ja... Same złe geny, i skończy tak jak ja, albo jak jej brat w pace, i taki paniczyk jej nie pomoże... Jego pieniążki, ach słodkie pieniążki. Dobrze Majciu, przynajmniej będziesz miała za co kupować prochy, nie będziesz musiała jak matka dawać dupy, dój go póki możesz, bo on też się na tobie pozna - syknęła i znowu się szarpnęła, a później zebrała w ustach ślinę i plunęła... chciała na swoją córkę.
A Majka chciał skoczyć do matki...
Ale Galen w porę zareagował. Zerwał się z krzesła i chociaż dostał tą śliną prosto w oko, to jednak złapał też Mayę w pasie i zdołał ją odciągnąć na bok. Jej matka wybuchła obłąkańczym śmiechem. A Gwen, która to obserwowała zawołała pielęgniarkę ze strzykawką.
- Maya...? - potrzebowała decyzji Majki, czy podać jej ten środek.
- Zrób to Gwen - wtrącił się Galen, wycierając z twarz ślinę mankietem koszuli. A Majkę pociągnął na bok, w kierunku drzwi, chociaż widział jaka była zdenerwowana, rozbita może?
Ale zacisnął mocniej smukłe palce na jej ramieniu.
- Majka spójrz na mnie, hej... - zwrócił na siebie jej uwagę - nie słuchaj jej, nie jesteś taka jak ona - sięgnął do jej policzka palcami mogła go znowu odtrącić, ale on tym razem poszedł w zaparte, musnął jej skórę opuszkami i odgarnął z twarzy niesforny loczek - a ja chcę ci pomóc, bo... mi na tobie zależy, a nie dlatego, że się na tobie nie poznałem, bo wydaje mi się, że... poznaliśmy się, dość dobrze - powiedział patrząc w jej ciemne oczy, które płonęły ogniem, te jego na myśl przywodziły bezchmurne niebo. Chaos i spokój. Ukryte w ich spojrzeniach, które teraz wisiały na sobie nawzajem.


Maya Parker
zgrozo
stania w miejscu; nudnego, miłego życia; postów z czata
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”