ODPOWIEDZ
34 y/o
GOLDEN BOY
182 cm
Prezes z przypadku, skandalista z wyboru | Northex Industries
Awatar użytkownika
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

074.
He could have taken her anywhere.
What mattered was that, for once, they had nowhere else to be.
Gdzieś w przestworzach. Między white party u Bylthów, Francją, a świętym spokojem, którego przez ten czas wcale nie mieli.
Bo przecież dużo się u nich działo. Wiecznie.
Złapali trochę chwil i chyba oficjalnie, czyli na social mediach Peach, pokazali się jako para. Chociaż Wyatt w tym czasie przecież dzielił swoją uwagę między nią, a Majkę, której chciał pomóc. Z którą był coraz bliżej.
Z Peach też był, tak blisko, że nawet nie zauważył momentu, kiedy w jego wielkiej szafie zrobił jej miejsce na jej sukienki i markowe szpilki. Nie zamieszkała z nim, ale...
Zostawała na noc. Nie dlatego, że się tam wpraszała, to Galen zawsze wychodził z propozycją.
Zostań, dzisiaj na kolacji. Zostań, żebyśmy mogli się kochać przy dźwiękach sztucznego kominka. Albo po to, żebyśmy zjedli jutro razem śniadanie.
Zostawała. Jakoś tak coraz bardziej wpasowując się w jego piękny obrazek, jego bajecznego apartamentu. Życia na poziomie.
Układała rękę na białej koszuli wygładzając ją, kiedy szedł do biura. Raz... nieświadomie zostawiła mu na niej odcisk ze szminki. I wtedy zaczęły się plotki.
Galen Wyatt jest zajęty? Znowu z kimś się spotyka?
To coś poważnego?
Sam nie wiedział. Ale wyszedł z kolejną propozycją, wspólnego weekendu, gdzieś daleko od Toronto. Tylko Peach kiedy się na to zgadzała nie wiedziała chyba wcale, że on miał zamiar zabrać ją do Włoch. Nie mówił jej gdzie, a kiedy w tym jego prywatnym samolocie siedzieli na wygodnych fotelach i raczyli się bąbelkami. Kiedy pytała go gdzie lecą, to Galen uśmiechał się tajemniczo.
- Będziesz zadowolona. Ja uwielbiam to miejsce... - już wiele razy zabierał tam te swoje modelki, żeby zrobić na nich wrażenie. Galen lubił robić wrażenie.
Niebieskie oczy wodziły po jej ślicznej twarzy, kiedy dolał im do wysokich, kryształowych kieliszków jeszcze szampana - cały weekend mam dla ciebie, ustawiłem spotkania dopiero na wtorek, co myślisz? A ty? Będziesz pracować stamtąd? - zaczepił ją, a kiedy Peach znowu zapytała skąd, to Wyatt parsknął śmiechem - ale jesteś niecierpliwa Peach, chyba nie lubisz niespodzianek - Galen lubił, zwłaszcza kiedy on je robił.
A Wenecja na pewno będzie dla Peach niespodzianką, bo przecież oni już tam kiedyś byli, jeszcze jako nastolatki. A właściwie to Wyatt był nastolatkiem, a Peach jeszcze dzieckiem, ale Kristin się uparła, że ona na wakacje tym razem nie leci sama, tylko musi zabrać swoją przyjaciółkę. Dziewczyny bawiły się świetnie, kiedy gubiły się w krętych uliczkach Wenecji, gorzej bawił się Galen, który musiał ich pilnować, gdy rodzice urządzali sobie przejażdżki gondolą, delektując się winem. Wtedy jeszcze młody Wyatt musiał obejść się smakiem, ale teraz mogli z Pepper zatracić się w winie, gondolach i... wspomnieniach.

Peach 𐙚 ˚ 🍑 ₊˚⊹ ᡣ𐭩
zgrozo
stania w miejscu; nudnego, miłego życia; postów z czata
27 y/o
PEACHY PEACH
178 cm
Influencerka Internet
Awatar użytkownika
It was the summer of love
A delicate daydream
And for a couple of months
It felt like we were 18
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Nie, Peach bardzo lubiła niespodzianki, a znając Galena na pewno będzie zadowolona, ale tak się składało, że dopiero co wróciła z weekendu w Londynie, gdzie była na Wimbledonie i zastanawiała się gdzie też ten król Toronto ją wiezie. A Galen był ogromnie tajemniczy! Polecił swojej sekretarce pomóc jej się spakować, ale nawet jak próbowała ją podpytac, to tamta milczała jak grób i tylko się tak usmiechała pod nosem (bo dobrze wiedziała, że jej szef tydzień temu z inną laską już też był w Europie) i pomagała jej spakować rzeczy. Dziwny był ten dobór jej ubrań, ale na pewno jechali w słoneczne miejsce, bo kręciła głową tylko na długie leginsy i ocieplaną kurtkę, a na wszystkie odkryte buty kiwała głową. Może coś też w tym było, że Galen po prostu był stópkarzem, więc ma taką umowę z Cindy, że nawet jak bierze dziewczynę na Antarktydę to ma mieć gołe stopy. Dlatego Peach mimo wszystko wcisneła adidasy i długie dresy do podręcznej torebki od Louisa Vuittona, bo Galen może być zbokiem, ale ona nie chce mieć odmrożonych palców.
Siedzi sobie z tym kryształowym kieliszkiem i patrzy na niego wciąż zastanawiając sie gdzie.
- Po prostu zupełnie nie moge obstawić, a Cindy nie puściła pary z ust. Może nie umie robić kawy, ale przynajmniej jest lojalna, a to akurat powinieneś w niej docenić - zauważyła i miesza sobie szampanem przed twarzą. - Ale widać, że masz doświadczenie w takich sprawach, Cindy tym bardziej, bo jak weszła do mojej szafy, to zachowywała się jak w sklepie- może tez dlatego, że z tej szafy ubrania się wylewają. -Zastanawiam się tylko cały czas co to za miejsce w którym są zabronione staniki - udaje, że sie tak na serio zastanawia, ale na sam koniec się uśmiechnęła przebiegle i wyciąga do niego nogę, żeby mu położyć na kolanie.
Słodkie to były ostatnie dni, oczywiście z tą przerwą na jej wyjazd do Londynu. Może byłyby mniej słodkie, gdyby wiedziała, że kiedy ona była w Londynie on sobie pojechał do Francji, no ale nieważne, nie wiedziała! Wspaniale było być dziewczyną Galena, mieszkać w jego apartamencie z widokiem, budzić sie w miękkiej pościeli ogromnego łoża i móc go całować bez zupełnie żadnej obawy, że coś się zniszczy. Bo gdzie myśleć o zniszczeniach ich relacji przyjacielskiej, kiedy właściwie odkrywali zupełnie nowe jej aspekty. Te romantyczne.
- Postaram się nie pracować, jednym z plusów jest to, że mogę sobie zarządzać czasem dowolnie. Nikt nie zginie do tego, że moja reklama pójdzie później, albo że nie otworzę PR boxa na czas. A właśnie, William strasznie narzeka, że odkąd u Ciebie śpię to ma drugi etat jako mój kurier i codziennie musi być w domu i czekać na kuriera. Dasz wiarę, że on na to narzeka? Ja nie narzekałam na jego dziwactwa aż ta... Ale.. no właśnie przypomniałeś mi, muszę napisać do agentki, mamy tu wifi? - a kiedy jej potwierdził, że tak, to zaraz złapała telefon i zaczęła pisać, że będzie nieosiągana, ale powiedziała, że już w ostateczności może do niej dzwonić. Zerknęła sobie na Galena, który tak przed niasiedział i też coś sprawdzał w teleofnie i się uśmiechnęła zadowolona i cyknęła mu foteczkę, którą chciała wrzucić na Istagram.
Ale niestety, kiedy weszła na Instagram to najpierw sprawdziła powiadomienia i dostała tam komentarz od Gaby i Galena. Polajkowała oba a potem czyta dalej jak Galen pod jej postem podrywa Gabe. Pomyślała sobie, że no dobra, może to nie jest nic takiego. Ale później weszła w profil Gaby i widzi jak Galen po prostu każde jej półnagie zdjęcie lajkuje, a już szczególnie lajkował niektóre kilka dni wcześniej (bo post był sprzed kilku dni!!). Czyli jak ona siedziała u niego, to on lajkował zdjęcia innych dziewczyn?! Nie wie co ma z tym zrobić, więc scrolluje sobie feed i nagle widzi że pod zdjęciem chłopa, który kiedyś ją podrywał Galen skomentował WCZORAJ, że chce numer do blondyny. Zablokowała telefon, ale go nie odkłada, tylko ścisnęła kieliszek i wypiła do końca szampejn.
Wow. Coś się w niej obudziło, bo kiedy zobaczyła te wiadomości, to wcale jej się to nie spodobało! Przez chwilę siedzi i patrzy na niego poważnie, aż Galen uniósł spojrzenie i posyła jej uśmiech. Więc ona mu odpowiada słodkim uśmiechem. A to śliski typ, tu na boku na Instagramie podrywa dupy a do niej tak się słodko uśmiecha!? No to ona mu pokaże słodkość!!!
- Galen kochanie, ja mam takie pytanie, bo wiesz, zastanawiałam się - odstawia pusty kieliszek, ale kiedy Galen się pochyla, żeby jej nalać, to przesłania go ręką i zabiera nogę do siebie. Jeszcze przez chwilę mogła być słodka, ale to co własnie rosło jej w sercu, ta zielona zazdrość, która zaczynała oplatać jej myśli, nie pozwalała jej na to, żeby dalej mieć z nim kontakt fizyczny -Czy ja jestem twoją nową sex toy? - pyta przesłodko z uśmiechem szerokim i zawachlowała rzęsami. Było to przedziwne pytanie, i on pewnie się spytał ale o co ci chodzi Picz, wiec powtórzyła. - Pytam, czy ja jestem twoją nową sex toy. Znamy się tak długo, że sądze, że powinieneś mi powiedzieć prawde, wiesz? Miejmy do siebie szacunek - przymknęła lekko oczy, biorąc wdech, bo kiedy powiedziała tylko to słowo szacunek to jakieś mocne emocje w niej się zebrały, a serce zaczęło jej mocniej bić, ale nie z uczuć pozytywnych tylko dlatego, że się absolutnie zaczeła stresować. Jak to możliwe, że ta cała piękna bajka była tylko bańką mydlaną?
-Słuchaj, no wyobraź sobie, że ja myślałam, że to jest związek. Chcesz, żebym z tobą zamieszkała, zapraszasz mnie nieustannie na randki, chodzimy razem na siłownię i nawet zacząłeś chodzić do mojej kosmetyczki, robimy wspólnie prawie wszystko, ale najwyraźniej ja nie dostałam takiej informacji, że to jest tylko taki jakby niby-związek. A może wcale nic? - wymienia mu na palcach, trochę się chatoycznie poruszając po tych ich momentach, ale nagle niczym jakieś szalone myśli zaczęły jej się przed oczami pokazywać wspomneinia tych ostatnich idealnych tygodni. I wszystko zaczęło mieć jeden wielki stempel ze znakiem zapytania. Czy to było prawdziwe? Czy może tylko sobie zaczeła wmawiać, że było tak świetnie? Bo przecież Galen by sie tak nie rozdrabniał na jakieś blondyn w internecie, gdyby mu było dobrze, prawda? A kiedy zaczęła się nakręcać to końca nie było widać. - Bo wiesz, ja nie wiedziałam, że częścią tego co poiędzy nami jest jest pisanie sprośnych komentarzy na Instagramie do półnagich dziewczn - i jak rzuciła mu to oskarżenie to tak wbija wzrok w jego oczy, sprawdzając jak się będzie migał, bo na pewno będzie! Już miała też gotową odrazu swoją stronę, bo nie chciała mu pokazać, że on jest jedyny, który się komukolwiek podoba. Ona też była hot towarem, najwyraźniej nie wiedział o tym. Historia normalnie jak Pique i Shakira!!! - A szkoda, ze nie wiedziałam. Słuchaj, jakbym wiedziała wcześniej, to bym mogła być na randce z Tomem Hiddlestonem, bo spotkaliśmy się na Wimbledonie i wiesz co ja mu powiedziałam? - prychnęła i aż wwyraca oczami - Powiedziałam mu "Tom, wybacz, ale ja mam chłopaka". Wyobrażasz sobie "chłopaka" - pokręciła głową i pokazuje na swoją twarz - Stupid bitch - i jak to wszystko powiedziała, to tak go zmierzyła wzrokiem niezadowolona i sama sie pochyliła po butelkę szampana i sobie dolała bardzo dużą porcję. No świetny początek romantycznego wyjazdu urodzinowego!
peach
Rozpadania się na miliony kawałeczków
34 y/o
GOLDEN BOY
182 cm
Prezes z przypadku, skandalista z wyboru | Northex Industries
Awatar użytkownika
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Może właśnie dlatego Galen mimo wszystko trzymał Cindy na stanowisku? Nie umiała zrobić kawy, ani obsłużyć kopiarki, ale za to... spełniała te wszystkie jego odklejone prośby, pokroju pomóż się mojej dziewczynie spakować na weekend. Szkoda tylko, że w jednym tygodniu pomagała jednej, a potem drugiej... Albo wyślij na przeprosiny ode mnie bukiet pięciuset piwonii. Czasami kupowała prezenty dla jego kontrahentów, innym razem przywoziła mu kawę z drugiego końca miasta, albo wpadała do jego mieszkania i rozganiała dziewczyny, które Wyatt sobie sprowadził po syto zakrapianej imprezie w jakimś klubie. Cindy nie była taka zła.
- W Europie są podobno zabronione, tak słyszałem - trochę tak uchylił przed Peach rąbka tajemnicy, że chyba lecieli do Europy, zresztą pilot poinformował ich, że podróż będzie trwała jakieś osiem godzin, więc to też mogło mówić samo przez się, że lecieli gdzieś daleko.
Dobrze, że Galen miał tyle hajsu, że mógł sobie latać co tydzień do Europy.
Jak Picz założyła mu stópkę na kolano, to Galen do niej sięgnął i sunie po niej palcami, może nawet zrobiłby jej jakiś masaż, ale Peach już zaczyna o Williamie. I chociaż Galen najpierw się uśmiechnął na to, że nie będzie musiała pracować, to na jej kolejne słowa uniósł jedną brew.
- A może ten kurier by paczki przynosił do mnie? - zapytał, ale on nawet chyba nie zdawał sobie sprawy, co jej teraz proponuje, bo to tak jakby trochę mówił, żeby się do niego przeprowadziła - albo może dopiszę to po prostu do mojej umowy z Williamem? - bo wiadomo, że Patel miał tyle kasy właśnie dzięki Galenowi, który mu co miesiąc płacił krocie, nawet jeśli nie korzystał z jego usług, bo miał jeszcze z ośmiu innych prawników. William to z Galenem jakby złapał Pana Boga za nogi, a tym Bogiem to był Wyatt właśnie. W swoim lakierkach od Ralpha Laurena.
Pokiwał głową, że jest tutaj wifi i kiedy Peach pisała ze swoją agentką, to Galen sobie przeglądał Instagram. Napisał kilka komentarzy i coś, a potem jeszcze zaczął wymieniać wiadomości z Pilar, aż te jego niebieskie oczy wpatrzone były tylko i wyłącznie w ekran.
Dopiero jak Peach wychyliła na raz swojego szampana, to podniósł na nią spojrzenie i jej posyła taki niewinny uśmiech, jakby właśnie nie zapraszał Pilar na kolację.
Kiedy Piczyz tak zaczyna złowieszczo, że ma takie pytanie, to Galen wbija w nią niebieskie spojrzenie. Takie pytania zawsze źle jakoś wróżą, a jeszcze gorzej to, że Peach przysłoniła swój kieliszek z szampanem, a potem jeszcze zabrała stópkę z jego kolana.
- No pytaj Peach - jeszcze ją zachęcił, ale kiedy Pepper wyrzuciła z siebie to pytanie, to aż go zatkało, jedna brew mu momentalnie skoczyła do góry - sex toy? - powtórzył po niej, bo no owszem, uprawiali dużo seksu, ale przecież... Galen takimi zabawkami to się nudził po tygodniu, a oni z Peach już trochę dłużej się spotykali, więc myślał, że to samo za siebie mówi, że to coś poważnego, ale zamiast jej to powiedzieć, to on się jej pyta - a skąd to pytanie? O co ci chodzi Peach? - ale ona znowu to powtarza. A Galen aż pokręcił głową, bo było to przedziwne pytanie. A najbardziej to go chyba w tej chwili interesowało skąd ono się wzięło, akurat teraz, tak nagle, w przestworzach.
- Peach przecież doskonale wiesz, że to nie tak... - zaczął, ale ona mu nie pozwoliła dokończyć, bo nabiera powietrze w płuca, a zaraz wyrzuca z siebie te swoje wątpliwości, a Galen już ściąga brwi do siebie. Bo faktycznie oni teraz dużo rzeczy robią razem, i to chyba... no był związek. Szkoda tylko, że Galen znowu kręcił z dwoma kobietami na raz. On się chyba nigdy nie nauczy... znowu pewnie na tym przejedzie.
- Jak to nic? I jaki niby związek? - on to chyba tak od Cherry się trochę nauczył odwracania kota ogonem i przeinaczania rzeczy na swoją korzyść. Jeszcze coś miał powiedzieć, ale Peach w końcu mówi bardzo ważne słowa, bo już nagle wiadomo o co jej chodzi. Czyli to o te jego komentarze na Instagramie.
Galen to nigdy się tym jakoś nie przejmował, bo jednak jego laski mu tak nie prześwietlały nigdy social mediów, więc on nawet jak się z kimś tam umawiał, to pisał takie komentarze, nawet jak był zaręczony z Cherry, to komentował sobie bezkarnie gorące fotki Pilar.
Wywrócił niebieskimi ślepiami i zaraz je wbija w Peach.
- Przecież to jest tylko internet, to jest bzdura Peach - ups… Przecież Piczyz pracowała w internecie, to jaka bzdura? Źle to powiedział, ale zaraz się do niej podsuwa bliżej - ja nawet nie znam tych lasek, tak sobie komentuję, dla rozrywki - wzruszył ramionami, no bo taka prawda, że Galen to nie liczył na jakieś spotkanie. Może był zbokiem, chorym na seks, ale przecież... Nie no nie, nie był wierny, bo znowu kręcił z dwoma laskami na raz. Ale! już z innymi nie kręcił, więc to jakiś tam nikły, bo nikły, ale plus.
- Z Tomem Hiddlestonem? - tak się pyta trochę głupio, ale no przecież jak bywał kiedyś na Wimbledonie to też spotkał tam Toma, więc mógł znowu być. Ale Galen to już siedzi blisko Peach i jej opiera rękę na kolanku, już ją po nim głaska, jakby chciał ją udobruchać - no bo przecież masz chłopaka baby - pokazał jej na siebie - nie przejmuj się tym, przecież ja nawet nigdy tych lasek nie spotkam - tak mówił, jakby to wszystko znaczyło, że sobie może tak bezkarnie komentować i lajkować ich fotki - i jestem... twój - mrugnął do niej jednym okiem. I to by może Peach nawet przekonało? Że miała Galena Wyatta dla siebie, tylko wtedy odezwał się jego telefon z kolejnym smsem od Pilar, wyskoczyła chmurka, którą oboje mogli zobaczyć. Ups. Może Peach jednak nie zauważyła?
Chociaż jakby tego było mało to ten jego telefon przesunął się po stoliku, bo samolot jakoś tak się przechylił i wylądował na kolanach Piczyz. Wystarczyło tylko kliknąć w chmurkę, żeby zobaczyć. Ale czy kliknie? Czy jednak od razu tym telefonem ciśnie w Galena, ciężko było stwierdzić po jej minie...

Peach 𐙚 ˚ 🍑 ₊˚⊹ ᡣ𐭩
zgrozo
stania w miejscu; nudnego, miłego życia; postów z czata
27 y/o
PEACHY PEACH
178 cm
Influencerka Internet
Awatar użytkownika
It was the summer of love
A delicate daydream
And for a couple of months
It felt like we were 18
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Coś tak podejrzewałam, że jedziemy do jakiegoś wspaniałego miejsca - oczy jej się zaświeciły i uniosła kieliszek. - Nawet nie wiesz jak się ciesze, że akurat trafiły nam się Twoje urodziny na sam początek. Wszystkiego najlepszego bejbi! - posłała mu jeszcze takie spojrzenie gorące, ale czeka aż on jej ten masaż stopy zrobi i no musi jej zrobić. Szkoda, że te urodziny wspaniałe nawet nie potrwają kilku godzin. Ale póki co jest słodko i on jej robi masaż, proponuje wspólne mieszkanie, a ona aż się cała buzuje od tego jakie dla niego ma zaplanowane urodzinowe niespodzianki. Niby nie wiedziała, gdzie jadą, ale to nie szkodzi przecież zawsze coś wymyśli. I gdyby nie małe turbulencje, które kapitan zapowiedział, to pewnie by nawet nie wiedzieli, że lecą.
- Właściwie to by mógł, mi też byłoby wygodniej, bo ta cała logistyka jest coraz bardziej męcząca. Ale Galen Wyatt czy ty mnie właśnie poprosiłes, żebym z Tobą zamieszkała? - Peach pyta, trochę jest w szoku, bo Galen to jednak czasami ma takie zaskakujące gesty. Ale odkąd powiedział jej o tej swojej chorobie i odkąd prowadziła jego auto, a może od wtedy kiedy ją ukradł sprzed ołtarza - w każdym razie w jednym z tych momentów Peach zauważyła w Galenie taką miłą zmianę, która sprawiła, że zaczeła się z nim czuć dużo bardziej pewnie i stabilnie, czyli tak jak oczekiwała, że będzie się czuć ze swoim chłopakiem. Chłopakiem, który niestety poza nią ma jeszcze inne dziewczyny, bo najwyraźniej nie starcza mu jedna, a dziwne, bo Peach sądziła że i tak dużo czasu ze sobą spędzają.
Ale wszystko to pryska niczym bańka mydlana już po kilku pierwszych pytaniach zdezorientowanego Galena, który aż tak się zdezorientował, że wyszło mu z ust jaki niby związek?
- Dobrze wiesz jaki Galen, nie rób ze mnie idiotki - bo może z Cherry jakoś mu to wychodziło, może nawet z kimkolwiek innym mu to wyszło, ale Peach miała gdzieś te jego próby odwrócenia kota ogonem, bo po pierwsze to nie była potyczka, którą ona (w przeciwienstwie do niego) chciała wygrać, tylko to były autentyczne pytania o jej życie i o jej serce.
Uniosła brwi, dając mu do zrozumienia, że jeżeli on myśli, że internet to bzdura, to chyba mają problem, bo ona jest z internetu, wiec czy on teraz jej mówi, że ona jest nic niewarta?! On się pogrążał z każdą chwilą, ale nie chciała tu otwierać kolejnej puszki pandory, bo to co on sobie o niej i o jej pracy uważa, to jest jedna sprawa, a drugą była ewidentna zdrada jej zaufania z którą teraz sobie musieli poradzić. Galen siada obok niej, na podłokeitniku tego wielgaśnego krzesła i Peach zadziera na niego głowę, a jej oczy wyrażają smutek, bo co to jest za rozrywka niby? To nie może pójść sobie pograć z chłopakami w tenisa albo zacząć składać modele jak normalny facet, tylko odrazu musi pisać takie rzeczy? Jeszcze biorąc pod uwagę to, że jej były miał taką rozrywkę jak okradanie jej, a poprzedni za rozrywkę uważał fotografowanie trupów, to zaczeła się zastanawiać, czy ona przypadkiem nie przyciąga jakiś chorych psychicznie chłopaków. Czyli to w niej jest problem? Och, Galen, tak zmianipulował Peach, że zaczeła wątpić we własną wartość! Niech tylko Rosi to usłyszy to da jej ban na Galena Wyatta.
-Ale to nie jest rozrywka dla mnie, czy ty pomyślałeś jak ja się mogę czuć z tym, że mój chłopak ma Instagrama tylko po to, żeby jakieś sprośne komentarze publikować na randomowych dziewczyn? - wciąż była w wielkich emocjach, ale trochę się już zaczynała nawet uspokajać, bo ewidentnie Galen wiedział jak przekonać dziewczyny do siebie, jak ją tak po kolanie gładził i patrzył na nią w taki sposób... przymknęła oczy i wzdycha niezadowolona i chciała iść do łazienki, żeby ochłonąć po tym, czego się dowiedziała, żeby nie niszczyć im tego wyjazdu, ale wtedy na jej kolana spadł jego telefon. I jakimś zrządzeniem od losu spadł tak, że wystarczyło, żeby sięgnęła po niego i kliknęła dymek... co zrobiła, z ciekawości, bo przecież zobaczyła imię Pilar. Scisnęła mocniej telefon Galena i patrzy na niego wkurwiona, bo już jedno spojrzenie na ostatnie wiadomości ja zdenerowało i zanim Galen zdołał jej zabrać telefon to się zerwała z siedzenia wywalając go na ziemię i przeskoczyła na drugi koniec samolotu. Jak jakaś wariatka zaczeła czytać te wiadomości i co jakiś czas kręciła głową, bo im wyżej tym było gorzej. Galen ewidentnie traktował ją niepoważnie, co gorsza, jak czytała te jego wiadomości, to miała wrażenie, że zupełnie go nie zna. Jego obraz w jej oczach był coraz mniej atrakcyjny i aż się złapała za serce, tzn za miejsce na piersi gdzie jest serce, kiedy zobaczyła jak Galen odkąd weszli do samolotu to ciągle tylko pisał z Pilar.
- O więc to są te bzdury z którymi się nie spotkasz w żadnym wypadku? "dasz mi się w końcu zaprosić na kolację, i wtedy przy lampce szampana..." , "powiedziałem mojej narzeczonej, że jest inna kobieta, przy której jestem szczęśliwy, a teraz wyszła za mąż, co za strata [/i]" - czyta na głos i jak Galen się tam podnosi z tych kolan to ona już to przeżywa: - Nie spotykasz MY ASS, właśnie się tu umawiasz z tą cała Pilar, przez którą Madox cie tak zbił, że ledwo wyszedłeś z tego żywy. I co kurwa jeszcze ci wrażeń brakuje??? A może on ma poprawić, bo ostatnio było za lekko? To jest pojebane Galen, ty jesteś po prostu chory na jej punkcie, ja jestem po prostu najgłupszą osobą na świecie, nie wierze w to.. - i już nie chce wcale z nim gadać, Galen do niej idzie, więc rzuciła w niego butem, żeby się zachwiał i znów przewrócił a potem wcisnęła sobie ten telefon w kieszonkę i się odwraca napięcie i zaczyna walić do kokpitu. - Przepraszam bardzo, ale musimy zaraz wylądować, Galen ma zawał - na co zaraz wyskoczyła jakaś przerażona pani z obsługi i biegnie pomóc Galenowi, który wcale nie ma zawału, ale ponieważ stewardessa przebiegła tam, to Peach wsadziła głowę do pilota.
- Panie kapitanie, musimy lądować, to jest emergency - wyjaśniła mu, a on jej odpowiada, że proszę usiąść i jakie emergency, wiec Peach siada, ale nie tam gdzie są Galen ze stweardessą, tylko obok niego w tym kokpicie i zamyka tam drzwi. Kapitan patrzy na nią zdziwiony, ale Peach nie wydaje się, jakby chciała dać za wygraną.
- Prosze wylądować, za ile możemy najwcześniej wylądować
No to on jej mówi, że muszą wrócić, ale ona mówi, że no dobrze, ale to za ile będą spowrtoem, więc on mówi że za dwie godziny moga być spowrotem, a Peach już zaczęła płakać, bo ona nie wytrzyma kolejnych dwóch godzin przecież w przestworzach z tym typem!!! Wyciągnęła telefon i zaczeła wysyłać sobie screenshoty, ale najchętniej to by wyjebała ten telefon z samolotu i nawet spytała kapitana, czy można otworzyć okno, ale on jej wtedy spytał, czy może jej podać jakieś lekarstwa na uspokojenie i skineła głową, że tak.

Galen L. Wyatt
peach
Rozpadania się na miliony kawałeczków
34 y/o
GOLDEN BOY
182 cm
Prezes z przypadku, skandalista z wyboru | Northex Industries
Awatar użytkownika
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Dzięki skarbie - miło... było.
Galen zaciskał smukłe palce na stópce Peach, robiąc jej masaż. Rozmawiali o tym, czy chciał, żeby się do niego wprowadziła. I chociaż Galen przecież nigdy nie wychodził z takimi propozycjami, to jednak dzisiaj - a ty byś chciała? - zapytał. Chciał, czy nie chciał?
Może nie do końca, bo przecież trzeba wziąć pod uwagę, że Peach jednak nie była jedyną kobietą w życiu Galena Wyatta.
A zaraz okazało się, że Majka też nie była tylko tą drugą. Bo ich mogło być więcej. Patrząc na te jego lajki i komentarze na Instagramie, i to, że on cały czas wymieniał z kimś smsy. Z Pilar. Która była jego... ciężko to było określić, ale Galen był w niej kiedyś chyba zakochany.
Ale mu przeszło.
Teraz robił maślane oczy do Peach, i kiedy ona tak się unosi to on się w nią nimi wpatruje, tymi błękitnymi jak dwa oceany ślepiami.
- Nie no chodzi mi o to, że to nie jest niby związek Peach - próbował jeszcze ją udobruchać - przecież ja cię traktuję poważnie - jeszcze jedna próba.
Chociaż później już Galen znowu się pogrąża, kiedy stwierdził, że Internet to nic, wiedział od razu, że źle powiedział, a utwierdziła go w tym mina Picz - nie o to mi chodziło skarbie - Galen w takich uczuciach zawsze jest mało wylewny, nie używa takich słów, a tu proszę, do Peach znowu to powiedział. Bo może mu naprawdę na niej zależało?
Już usiadł obok niej na podłokietniku, już palce zaciska na jej ramieniu - ale Peach to przecież nie tak... Ja tylko czasem coś polajkuję, albo skomentuję, a ty tego nie robisz? Na pewno piszesz dziennie setki komentarzy i nawet nie wiesz gdzie, co i komu. A ja też się muszę trochę od czasu, do czasu pokazać w sieci - tak ją jeszcze próbuje udobruchać Galen - przecież to nic nie znaczy - tylko tyle, że on jak będzie znowu sam, to potem sobie sprawdzi komu lajkował fotki i dawał komentarze i się umówi na randkę. Galen wiecznie musiał mieć jakieś zapasowe opcje.
Gładzi Peach po kolanie i pod palcami czuł, że ona trochę odpuszcza, ale... wtedy spadł jej na nogi ten telefon, a tam jeszcze wiadomość od Pilar. No ładnie. Galen chciał go jej zabrać, ale ona już klika w dymek otwiera wiadomości, a potem to już widział jej twarz, jak nagle stężała i spoważniała, a na czole wychodzi jej taka żyłka.
Potem tak go pchnęła, że aż spadł z tego siedzenia na plecy, w przejściu, a zanim się pozbierał, cały w szoku, że Picz coś takiego zrobiła, to ona już czyta wszystkie jego wiadomości do Pilar, do tego na głos. A on już się zebrał na kolana.
- Peach to przecież zupełnie nie tak, jak ty mówisz, przecież Pilar ma męża, ja bym jej nie podrywał - robił to. Bezczelnie - przecież to tylko takie głupoty, chyba nie wierzysz, że zdradziła by ze mną swojego świeżo upieczonego męża - tylko, że Galen już stał i poprawiał swoją nieskazitelną koszulę za miliony monet. Odgarnął do tyłu miękkie włosy, a niebieskie spojrzenie wbił w Peach. Jeśli chodzi o Galena Wyatta, to wyglądał jak facet, z którym można było zdradzić męża. I pewnie gdyby Pilar wyskoczyła z nim na tą kolację to by to zrobiła. A czy Galen by się tym przejął?
Kompletnie nie. A jednak teraz zrobił krok w kierunku Piczyz, ale wtedy dostał butem prosto w łeb, aż się zatoczył, ale nie złapał w porę siedzenia i znowu wyrżnął - boże Peach, daj spokój. Przecież to nic dla mnie nie znaczy, a co ja mogę na to poradzić, że ona nie może o mnie zapomnieć? Że nawet jak wyszła za mąż to do mnie wypisuje? Sama zobacz, że napisała pierwsza - no pięknie Galen. Ale tonący chyba brzytwy się chwyta. I on już się złapał siedzenia podnosząc z podłogi. Potem jeszcze doskakuje do niego jakaś stewardessa, a Galen jej mówi, że nic mu nie jest, że po prostu drobna sprzeczka. Tylko to wcale nie wygląda jak drobna sprzeczka. Bo Peach już się zamknęła z pilotem w kokpicie, a Galen opiera się o drzwiczki i stuka w nie delikatnie.
- Peach proszę cię porozmawiajmy, daj mi to sobie wyjaśnić... to wcale nie jest tak jak ty mówisz. Proszę cię Peach… Zależy mi na tobie, nie zostawiajmy tak tego... - Galen to stoi tak oparty o te drzwi, że stewardessa na niego patrzy jak w jakiś obrazek. Jak na pięknego księcia, szkoda, że Peach go nie widzi. Znowu zapukał w te drzwiczki - proszę cię Peach. Te smsy naprawdę nic nie znaczą, nie dla mnie. Bo dla mnie ty jesteś ważna - mówi tak smutno, z miną zbitego psa, ale Peach przecież nie może tego widzieć przez drzwi. Za to kapitan na nią spogląda.
- Może Pani z nim porozmawia... Bo nie wiem czy mamy zawracać samolot - to jest dobre pytanie i jakby Galen miał na nie odpowiedzieć, to nie, ale co na to Picz?

Peach 𐙚 ˚ 🍑 ₊˚⊹ ᡣ𐭩
zgrozo
stania w miejscu; nudnego, miłego życia; postów z czata
27 y/o
PEACHY PEACH
178 cm
Influencerka Internet
Awatar użytkownika
It was the summer of love
A delicate daydream
And for a couple of months
It felt like we were 18
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Czy by chciała się wprowadzić do Galena Wyatta? No a kto by nie chciał? Już nie wspominając o luksusach, jakie panują w jego apartamencie, to możliwość wracania do domu, albo czekania na niego jak wróci był bardzo atrakcyjny! A potem następują planowanki czy pójdą na kolację, czy zostana, albo może na śniadanie i brunch, a koniec końców siedzą w domu i spędzają miło czas. Albo właśnie wychodzą ubierając się tak, że nawet nie muszą wołać na siebie paparazzich, bo ludzie na ulicy robią im zdjęcia. Oto bowiem szła para królewska ulicami Toronto, a ich spojrzenia muskały zaledwie tłum gapiów. I tak było niedawno, a Peach była naiwna i sądziła, że tak będzie wyglądać odtąd całe jej zycie... Niestety faktycznie była przekonana, że coraz rzadziej będzie wracała do Billego na chatę, że dni zamienią się w tygodnie, a tygodnie w miesiące, aż pewnego dnia dostanie pierścionek, który mógłby zostać obietnicą, że czeka ich happily ever after. Bo Piczi była taką romantyczką, jeżeli chodziło o swoich chłopaków, aż dziwne że wciąż wierzy w to po tym wszystkim co jej się zdarzyło z każdym z tych byłych. Teraz jakby pomyśleć, to chyba najbardziej romatyczny to był ten cały jogin na Bali, który jej tylko ciałem wyznawał miłość. Może to jest klucz do sukcesu, mieć faceta, który nie rozmawia z tobą. Właściwie to nagle wychodzi na to, że jedyny stały element męski jej życia to jest William (żul i prawnik).
Ale nagle ten wyjazd okazuje się być bardzo otwierający oczy i to czym żyła od kilku miesięcy to wszystko okazało się być jakąś symulacją jej mózgu, która została wyłączona, kiedy przeczytała wszystkie te wiadomości które Galen wymieniał z żoną Madoxa. Peach serce pękło na milion kawałeczków, kiedy tak latała po tym samolocie i zorientowała się o tym dopiero, kiedy siedziała w kokpicie samolotu. Biały szum pracy silnika pozwala jej się skupić, kiedy piąty raz przebiega spojrzeniem po smsach w którym jej chłopak sugeruje zamężnej dziewczynie, że chce z nią iść na randkę, a ona z kolei ją randomowo podpierdala, pisząc jakieś kłamstwa o tym, że ona - Peach - kłamie. Niby taka zajęta jest, że na grupce z Rosi, która zdradził mąż nie może odpisać od kilku dni, a tu jak widać to napierdala do swojego ex co sekundę smsa. Jeszcze Peach sobie przypomniała, jak Galen do niej mówił jej imieniem jak sie najebał i już wiedziała, że oni ze sobą na sto procent wciąż kręcą, a jak jeszcze nie kręcą, to przynajmniej są chętni. W innym wypadku nawet by ni do siebie nie napisali. Bo po co właściwie. Po co Pilar pisze do jedynego faceta, którego jej mąż tak nienawidzi, że mu obił twarzz za jakiś telefon żart? Przecież nie po to, żeby sobie poplotkować o pogodzie. Im dłużej o tym myślała, tym była bardziej przekonana, że wszystko co Galen dla niej zrobił odkąd wróciła do Toronto i odkąd ją pocałował, to jest jedno wielkie kłamstwo. Wykorzystał ją po prostu po to, żeby mieć odskocznie od twoj całej Pilar. W miedzyczasie Galen coś do niej mówił przez ścianę, ale dokładnie to samo co mówił chwilę wcześniej, że mu zależy, że to wszystko nic nie znaczy, że to tylko smsy. Ale Peach prawdę mówiąc to tylko chciałaby, żeby przestał już gadać te farmazony, bo na prawdę tylko się pogrąża. Zresztą, to czy mu zależy to już zupełnie przestało mieć znaczenie, bo gdyby mu zależało to by się skupił na swojej dziewczynie, a nie na jakiś radomach.
Pilot natomiast tak się zastanawia, czy mają zawrócić czy nie i Peach ochoczo kiwa głową, że owszem, ma zawracać. Po tym co zobaczyła w smsach? Po tym jak wysłała sobie te skriny i po tym jak zescrollowała ostatnie wiadomości Galena i znalazła jeszcze jakieś romantyczne z Majką? No oczywiście, że ona chce wracać, a później już nigdy nie rozmawiać z tym typem. Jeszcze z jakiejś zemsty zablokowała numer Majki i skasowała ich smsy, ale wcale jej to nie pomogło, bo wciąż jej było ogromnie przykro i z minuty na minutę czuła się coraz gorzej.
- A Pan by z nim porozmawiał? Jakby pana dziewczyna miała exa z przeszłości, który sabotuje wszystkie jej kolejne związki, i do tego mimo że mówi, że nie ma się czym martwić, to pisze z nim sex smsy pełne namiętności? - Peach wpatruje się w pilota, który tak ciężko wzdycha. Nie był gotowy na takie poważne rozmowy, bo myślał, że wiezie Galena z nową panną do Wenecji, gdzie oni sobie spędzą miły czas a on sobie z Włoszkami też spędzi miło czas. Ale teraz chyba się okazuje, że będzie miał weekend wolny. - No tak, a może pan jest tym ex? Albo to pan się kocha w kimś innym? - pilot sięgnął do góry i coś przełączył w kontrolkach, a potem wyciągnał ze skrytki pomarańczowe opakowanie i podał jej.
- Weź to sobie na uspokojenie. Trzy i zaśniesz w kwadrans- a Peach mu podziękowała i jeszcze zanosi się chwile płaczem, bo już nawet pilot jeta wie, że to bardzo pojebana akcja ze strony jego pracodawcy. Ale się z nim zakumplował przez te lata, więc co ma powiedzieć? Zerka sobie tak tylko na Peach, bo może emocjonalna z niej dziewczyna, ale kojarzył ją na pewno skądś, jak zresztą większość modelek Galena. Można się pogubić w tych jego podbojach, ale może skoro Galen już nie ma u niej szans, to może on???
Peach nic nie wie o tych myślach zwyrolskich pilota, bo przeżywa PIEKŁO. Aktualnie bierze głębokie wdechy i ociera łez rzeki dwie, połknęła zaraz trzy tabletki na raz i stara się uspokoić. Robi sobie terapie oddechową. Wdech, wydech. Czasami jeszcze nią płacz porusza, ale po kilku wdechach w końcu uspokaja się na tyle, żeby wstać.
- Jak się nie obudzę do lądowania, to niech mnie pan wsadzi do taksówki do domu, Galen powie gdzie - poprosiła go i otwera drzwi od kokpitu. Tak jak za nimi była smutna, tak kiedy wyszła do Galena minę ma grobową i poważną. Wciska mu jego telefon do ręki i mineła go bez słowa. Siada sobie tak, że na przeciwko nie ma drugiego krzesła, żeby wiedział, że ma do niej nie podchodzić. Na prawdę chciała być teraz opanowana i obrażona, tyle, że z Galenem to się nie dało, bo on znów zaczął litanię swoich przeprosin! I chociaż czuje jak nagle zaczęły na nią działać te tabletki (popiła jeszcze szampanem), to unosi na niego palec.
- Przestań mi tu kłamać! - i pewnie widzi w jej oczach te milion kawałeczków, które kiedyś były jej sercem. A to właśnie od tych kawałeczków ma takie zaczerwienione oczy. Ale obiecała sobie, że nie będzie przy nim płakała jak jakaś pizda. - Po co ty mi opowiadasz te kłamstwa Galen? Bawi Cię to jak mnie ranisz? - odwróciła twarz do okna ale chwilę później znów na niego patrzy, tym razem jednak oczy się zaszkliły. No niestety jednak nie poradzi sobie bez płaczu. - Nie chcę już z Tobą o niczym rozmawiać i zrywam z tobą i nie tylko jako dziewczyna, ale już nie chce cię znać pod żadnym względem. Jak tylko wylądujemy w Toronto, to koniec z nami, nigdy więcej się już nie zobaczymy - i aż zasłoniła usta, bo tak jej było ciężko to mówić, bo ona jednak była absolutnie zaangażowana w ten związek i nie tak sobie wyobrażała ich pierwszy wyjazd, na pewno nie tak, że się rozstaną na dobre.
Z tych emocji znów wstała i poszła do łazienki, ale tym razem nie zamknęła się w niej, tylko musiała sprawdzić, czy wygląda tak żałośnie jak się czuje. Dziwne, bo nie, ale z drugiej strony gdyby teraz te tysiące które wydaje na kosmetyki ją zawiodły, to już nigdy by nie przyjeła żadnej współpracy. Oczy tylko jej się powoli zamykają, bo te tabletki zaczeły działać. Jeszcze mówi: - Zwodziłeś mnie tygodniami, a przecież dopiero co mnie pytałeś, czy ktoś Cię kiedyś może pokochać i wiesz co, tak okazało się że ja mogłam, bez żadnego problemu. Zresztą, ja cię kocham odkad cie znam. Ale teraz to się skończyło bo ta osoba w której się zakochałam to nie byłeś ty. Nie wiem kim jest ten zdradziecki Galen, ale jesteście z Pilar sobie warci. Madox też jest tak samo jak ja pewny swoich uczuć, a wy to wykorzystujecie. - kręci głową i chce mu powiedzieć znów, że nie chce z nim już nigdy rozmawiać ale mówi: - Sprawiłeś, że czuję się nic niewarta i niewystarczająca i nienawidze cię za to
A jak mu to powiedziała, to poszła już znów na fotel i szuka swoich wyciszających słuchaweczek. Nie chciała mu mówić, że on jest psycholem, że jest pojebany, że nie jest warty miłości, bo to wszystko już Galen dobrze wiedział, przecież się tym z nią dzielił. A jeżeli wtedy kłamał tylko po to, żeby ją urobić i poderwać, to tym bardziej takie słowa nie mają sensu, bo on nigdy nie przejży na oczy. Dlatego chciała tylko mu dać znać co jej zrobił za krzywdę.
Gdzie są te słuchawki!?!

Galen L. Wyatt
peach
Rozpadania się na miliony kawałeczków
34 y/o
GOLDEN BOY
182 cm
Prezes z przypadku, skandalista z wyboru | Northex Industries
Awatar użytkownika
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Galen to naprawdę miał chyba jakieś problemy natury psychicznej, albo psychologicznej. Bo po pierwsze on nie umiał się zdecydować na jedną kobietę, a po drugie, kiedy zapowiadało się, że on mógłby być szczęśliwy z Peach, bo może by mógł? Jedliby sobie codziennie sushi, chodzili do kosmetyczki i latali na wakacje co dwa tygodnie. To on nagle sobie stwierdzał, że nie, że będzie pisał na przykład z Pilar.
I w zasadzie Stewart, teraz już Pani Noriega, kiedyś w jego serduszku miała specjalne miejsce, ale teraz... Z jego strony to była przecież taka zabawa. Może jakieś udowodnienie sobie, że mógłby ją poderwać?
Nie no, kogo on chciał tutaj oszukiwać, jakby Pilar rozstała się z Madoxem i mu powiedziała, że chce być z nim, to Galen by się nawet nie zastanawiał.
A potem by pewnie wszystko zepsuł. Zawsze to robił. Psuł wszystko. Złymi decyzjami, wahaniem, albo wypisywaniem do innych lasek.
I teraz też czuł, że to co oni mieli z Peach się nagle rozsypuje. Wymyka mu się z palców. I to go przeraziło. Może nie dlatego, że on Piczyz się chciał już oświadczać, ale przecież było mu z nią wygodnie.
A z Majką znowu wychodził ze strefy swojego komfortu, mógł z nią robić rzeczy szalone. Cieszyć się jak dziecko.
A z Picz jak bogacz.
Nie umiał znaleźć wyjścia z tej sytuacji, nie umiał się zdecydować i wybrać. Typowy Galen Wyatt. Przecież on już wcześniej kiedy kręcił z Cherry, Meeną i Marcie...
Już wybierał z pośród trzech i co wtedy zrobił? Rzucała kostkami. Może teraz też powinien?
Serce podpowiadało mu Majkę, rozum Peach.
A teraz wszystko mu mówiło, że musi coś z tym zrobić, więc on się tak przytula do tych drzwi, tak skomle pod nimi jak zbity pies i zarzeka się, że to nic nie znaczy, że to wszystko to takie gierki. Tylko Peach mu wcale na to nie reaguje.
Pilot za to ściąga usta w wąską linię na słowa dziewczyny, bo on przecież z Galenem Wyattem latał nie pierwszy raz i wie jaki on jest. Co tydzień inna laska. Jakieś modelki, aktorki, porno gwiazdy.
- A może to ta eks dziewczyna pana Wyatta wciąga w jakieś swoje gierki? - tak pyta, bo... no powiedzmy sobie szczerze Galen mu za te loty płaci jak za zboże, i kiedy on się ze swoimi laskami buja po Paryżu, Mediolanie, czy Wenecji, to on pewnie sobie siedzi w SPA w najlepszym hotelu i zajada się homarem. Ten pilot i stewardessa.
Pilot jeszcze patrzy na Picz.
- Ja jestem żonaty, mam troje dzieci - i jej pokazuje takie zdjęcia, które ma przy kokpicie, ze swoimi bąbelkami. Bo on to z tą stewardessą tylko na paznokcie razem chodzą. Akurat pilot to jest jeden z tych wiernych chłopów, gatunek na Toronto wymierający. Ale jeszcze się zdarzali.
Zaraz dał też Picz te tabletki na uspokojenie.
Wiadomo, że jej nie podrywał bo to porządny chłop, ale poklepał ją pokrzepiająco po ramieniu. A kiedy ona się trochę uspokoiła, to w końcu ten pilot stwierdził, że zawraca samolot i daje te informacje przez radio, jak już Peach wychodzi, po tym, jak wzięła te tabletki. Nawet jej obiecał, że ją wsadzi do taksówki, jak coś.
Ale tak naprawdę no to wiadomo, że Galen tutaj był osobą decyzyjną. Powinien być, ale mu się szkoda Picz zrobiło.
- Peach przecież ty wiesz, że ja bym cię nigdy nie zdradził, ja żadnej mojej dziewczyny nie zdradziłem - i to jest fakt, że nie, nawet Cherry, a miał wtedy okazję z Pilar przecież - a te smsy to nic nie znaczą, co tam niby jest takiego, że chcę z nią zjeść kolację? Przecież to nic... Ja bym cię wziął na tę kolację - tak jej mówi, a ona zaraz, żeby przestał jej kłamać. No chyba kłamał, bo pewnie by nalegał, żeby jednak tą kolację zjedli we dwoje i tam by znowu próbował uderzać do Pilar, jak w archiwum miejskim. Ale on nie miał narzeczonej, nie miał żony. Miał dziewczynę, i to do tego ile oni się ze sobą prowadzali?
Galen ląduje przy niej na kolanach, ale zamiast do niej sięgnąć, to się złapał za podłokietnik tego jej fotela.
- Peach ty nie mówisz poważnie, przecież my się tyle lat znamy, to nie może się tak skończyć o jakieś głupie smsy - i jak ona wstała z miejsca, i idzie do łazienki, to Galen za nią na kolanach. To dopiero musiało wyglądać żałośnie, bogolski Galen Wyatt, wielki prezes na kolanach - Peach błagam cię nie rób nam tego, to są tylko wiadomości, to można usunąć - nawet miał to zrobić, ale gdzieś tam walnął ten swój drogi telefon, chyba na ten fotel co na nim siedziała Picz. Dopiero przed drzwiami od łazienki wstał z tych kolan, ale jak chciał tam do niej wejść, to rąbnęła go drzwiami, bo już wychodziła. Znowu dostał w głowę, w sam środek czoła, na którym pewnie będzie miał guza. Aż mu się przypomniało, jak go ten cały Madox pobił.
- Peach ja... - i dużo rzeczy chciał jej jeszcze powiedzieć, ale uderzyły w niego jej słowa, to, że kochała go zawsze, odkąd go zna. Bo nikt nie zna Galena tak jak ona. I nikt go nigdy nie kochał za to jaki on był. A czasem był strasznym dupkiem. Często. I jak on przed wszystkimi laskami udaje dżentelmena, to Picz go znała też przecież z tego, jak się nawalił w klubie i narzygał na stół. I z tego jak kazał Williamowi zakładać na głowę prezerwatywę. Jak dzwonił do Pilar z seks telefonem i zamawiał sobie masaż tantryczny u Corinny. Znała go z tego wszystkiego i wciąż chciała z nim być, i wciąż go kochała. Aż z tego wszystkiego Galen usiadł na podłodze między siedzeniami. Te jego eleganckie spodenki już są wymięte. Zresztą on cały jest.
- Nigdy nie chciałem cię wykorzystać Peach - i znowu wstał z tej podłogi. Ale samolotem zatelepało i się zatoczył, złapał jakiegoś siedzenia - ja po prostu... Kiedy Cherry mnie tak psychicznie tłamsiła, to ja myślałem, że Pilar mogła mnie pokochać, ale nie umiałem dla niej zostawić Cherry, a ona żeby o mnie zapomnieć znalazła sobie tego całego Madoxa. Ale nie umie o mnie zapomnieć. A ja już o niej dawno zapomniałem Peach - znowu chciał obok niej uklęknąć i jej może opowiadać o tym, że nie była nic niewarta i niewystarczająca. Bo przecież była wartościową kobietą, była...
Galen już sam nie wiedział kim dla niego była. Wiedział jedno, że on nie chciałby, żeby jego żona, czy nawet dziewczyna, pisała z kimś takie smsy, jak on z Pilar.
No i kiedy on już nabrał w płuca więcej powietrza, na kolejną litanię pewnie, to wtedy z kokpitu wypadła stewardessa.
- Proszę usiąść! Zapiąć pasy! Pilot zawrócił, a przed nami na horyzoncie burza, nie uciekniemy przed nią... - powiedziała i zaraz pomogła Galenowi wstać. Tylko, że wtedy samolotem znowu zabujało, gwałtownie i Wyatt ze stewardessą polecieli na podłogę. A potem zgasły wszystkie światła i coś zaczęło dzwonić w kokpicie, wszystkie kontrolki zwariowały i słychać było głos pilota, który nadawał przez radio mayday, mayday i podawał ich pozycję. Galen jakoś się pozbierał i posadził na swoim fotelu stewardessę, kazał jej zapinać pasy, a sam usiadł gdzieś koło Peach. Bo może nie chciała go widzieć, ale teraz to jemu akurat już całe życie przelatywało przed oczami, bo już po podłodze samolotu walały się ich kryształowe kieliszki, jego telefon, a samolot kręcił jakieś kółko jak na diabelskiej karuzeli. Zginą tu, jak nic.

Peach 𐙚 ˚ 🍑 ₊˚⊹ ᡣ𐭩
zgrozo
stania w miejscu; nudnego, miłego życia; postów z czata
27 y/o
PEACHY PEACH
178 cm
Influencerka Internet
Awatar użytkownika
It was the summer of love
A delicate daydream
And for a couple of months
It felt like we were 18
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Peach trochę nie wierzyła w wersje pana pilota o tym, że Galen był manipulowany przez byłą. To znaczy, ogólnie rzecz biorąc to się z nim zgadzała, że Pilar właśnie wciąga Galena w swoje gierki, bo jest po prostu nienormalna (kto inny by wytrzymał z Madoxem). Ale nie wierzyła pilotowi, że to jest wystarczające wyjaśnienie, szczególnie, że nie chciała traktować Galena jak jakiegoś zagubionego niepoważnego chłopca, który się daje manipulować. Był dorosły, był szefem największej firmy w Toronto, więc sam musiał odpowiedzieć za swoje smsy. Koniec końców nikt ich za niego nie pisał, tylko on sam je pisał. Tak czy siak, pogadali sobie trochę z pilotem na tyle, ze Peach mogła wyjść znów do głównej części samolotu, pewna że po prostu nie zna Galena tak jak jej się wydawało, że go zna i, że nie chce tego zmieniać, a właściwie to chce się od niego odciąć.
Pewnie właśnie to wina takich idealnych mężczyzn jak pan kapitan, którzy mają udane małżeństwo i zdrowe relacje ze strewardessami, że później taka Peach J. Pepper myśli, że jej przyjaciel z dzieciństwa może też być jej bratnią duszą. Najwyraźniej jednak nie może tak być, a nic nie jest takie proste jakby się mogło wydawać i koniec końców, nawet jeżeli znasz serce swojego przyjaciela na wylot i przeżyłaś z nim całe swoje życie i pamiętasz wszystko bardzo dobrze: wakacje na których pierwszy raz próbowałaś piwa, którego ci nalał, jego próbę samobójczą po której cała szkoła chodziła sztywno, jego awans w firmie rodziców, jego wycieczki na przypale skradzionym private jetem jego rodziców, jego pierwsze biznesy, jego pierwsze ekscesy narkotykowe, jego zawał, jego pierwsze mieszkanie i ostatnie mieszkanie i wszystkie osiemnaście aut, które kiedykolwiek sobie kupił - to wciąż jesteś dla niego tylko we friendzonie i to nawet nie na tyle poważnym, żeby zdołał swojej przyjaciółce powiedzieć co mu na sercu leży. No najwyraźniej nie ona. - Ty na prawdę myślisz, że zdrada to jest tylko fizyczna - jest w szoku, bo taki mądry chłopak, a się tłumaczy jak jakiś dzieciak. Swoją drogą to dobrze że ona nie wie o tym, jak on niepoważnie na ich związek patrzy już teraz na samym początku. A może szkoda, bo oan ma zupełnie inne podejście do tego wszystkiego. Jakby przyjął jej propozycję układu bezuczuciowego, to by się przecież nawet nie obraziła za to, że miał jakąś inną babę na boku, ale ponieważ wyśmiał tamtą propozycje i mówił o wielkich słowach miłości, to Peach uwierzyła, że jemu chodzi o to, że ich związek mógłby taki być. I teraz, kiedy teoretycznie powinni się cieszyć sobą (i wyłącznie sobą), on nagle zachowuje sie, jakby zrezygnował z tego wszystkiego jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. I chyba najbardziej to dotknęło Peach, bo kiedy ona, która zdaje się bardzo racjonalnie podchodzić do związków, tu przepadła bez zastanowienia i zapomniała o tym, z kim ma do czynienia. Teraz oczywiście po dramacie w chmurach już nie będzie tak ślepo ufała Galenowi, to na pewno. Może będą jedną z tych par, które zaczynają swoją wspólną drogę od terapii. Albo niczym nie będą bo tak jak mu powiedziała, po prostu nigdy więcej nie będzie z nim o niczym rozmawiała i zrywają swoją znajomość. Patrząc w lustro wiedziała, że jeżeli wrócą do Toronto i nawet się od niego będzie chciała odciąć, to mają zbyt dużo wspólnego w życiu, żeby to było wykonalne. Jeszcze pokręciła głową, bo Galen nie wie, ale ona już zdążyła usunąć i zablokować z jego telefonu numer zarówno tej całej Pilar jak i tej Majki. Obejrzała się i aż ją za gardło ścisnęło, bo ona to nie chciała Galena widzieć takiego na kolanach, jak za nią chodzi i ją błaga, bo aż jej było go żal. Serce jej się kraja, bo widzi w jego oczach, że on żałuje i się zorientował, że źle zrobił. Ale jest Peach J. Pepper, a nie jakąś pizdą, która się da tak traktować.
- Ja nie jestem nią, rozumiesz? - odkrzykuje do niego jeszcze, na to porównanie do Cherry i do Pilar, ale to już były odłamki ostatnich myśli, bo cała ta sytuacja wyglądała zbyt beznadziejnie, żeby móc o tym racjonalnie rozmawiać. Może jak się uspokoją, albo jak samolotem przestanie trząść?
Peach tych słuchawek nie znalazła, zaczyna ją mulić, a tu nagle samolotem rzuca. Usiadła przerażona na miejscu i modli się o to, żeby to były tylko jakieś turbulencje. Ale wtedy nagle zaczęło się coś dziać z samolotem, a flashbacki z wypadku samolotowego, który jakimś cudem przeżyła niecały rok temu, sparaliżowały ją do tego stopnia, że nie mogła się ruszyć. Jak w zwolnionym tempie obserwuje jak Galen pomaga stewardessie zapiąć się w fotelu, jak zatrzaskują się drzwi do kokpitu pilota - a chwilę wczesniej dostrzec tylko chaos, jaki panował tam i jak pilot przelotnie dotyka dłonią zdjęcie swojej rodziny. Ciśnienie jej podskoczyło, bo zorientowała się, że tym razem na prawdę mogą umrzeć. Galen zapiął się tuż przed nią chwilę przed tym, kiedy samolot wpadł w jakiś kołowrotek i zaczęło się istne piekło. Peach aż ręką zasłania usta, bo nie chce krzyczeć, ale przerażone oczy utkwiła w tym dziadzie Wyatt, którego dopiero co chciała wydrzeć z pamięci. Chyba też jej mózg zaczął pokazywać jakieś wspomnienia z całego życia i pomyślała, że to już jest koniec, zamknęła oczy i zaraz znów je otwiera i rozpina się z fotelu i chociaż strewardessa coś tam krzyczy, że nie można się rozpinać i że ona ma wracać na miejsce to Peach jej wcale nie słucha, tylko przenosi się na kolana Galena i się do niego przytula, mocno go ściskając ramionami wokół szyji.
- Powiedz mi, że nie umrzemy tak pokłóceni - mówi mu płacząc sobie jeszcze trochę przez ten stres, a trochę dlatego, że jest przerażona wizją tego, że całe życie chciała być dobrą osobą, a kiedy umiera, to pokłócona z przyjacielem. A później chyba zemdlała.

Wyspa Księcia Edwarda powitała ich zachmurzonym niebem i ciepłym wiatrem wiejącym ze wschodu, od Oceanu. Peach zeszła po schodkach od samolotu szybko. Jakby chciała opuścić tę puszkę śmierci na dobre i już nie wracać tam nigdy. Jak się później okaże, za szybko to nie wrócą do tego samolotu, bo perturbacje powietrzne zniszczyły czujki i zanim samolot będzie mógł znów wzbić sę w powietrze, będzie musiał przejść kontrolę, a może nawet wmianę uszkodzonych części, a raczej na tej wyspie w tym jednym baraku, który robił za halę odlotów - mogli jej nie znaleźć.
Ale to teraz nie było ważne, bo stópka w różowych sandałkach na obcasie w końcu dotknęła ziemi, aż kolano Peach się ugina i oddycha z ulgą. Obejrzała się na Galena, ale on z kolei wyglądał jakby wrota piekieł zobaczył, był blady i potargany i ledwo po tych schodkach schodził. Jako ostatni z samolotu wychylił się pilot, natomiat stewardessa kręciła się już po lądowisku i pórobowała złapać zasięg.
Peach niewiele jeszcze sklejała z tego co się wydarzyło, bo była otumaniona tymi lekami i dopiero co ją ocucili z tego omdlenia, oczy jej powoli się przyzwyczajały znów do ostrości, natomiast miała wrażenie, że coś ewidentnie musiało ją ominąć, bo czuła się obolała, a do tego nigdzie nie mogla zlokalizować swojego telefonu.
Przeniosła spojrzenie z Galena powoli schodzącego na ziemię na podeszłego wiekiem meżczyznę o twarzy upstrzonej piegami.
-Gdzie my jesteśmy...? - spytała mężczyznę, który stał na tymczasowym lotnisku z czerwonymi latarkami w dłoniach, pewnie dlatego, że pomagał przy lądowaniu. Ten natomiast wytrzeszcza na nią swoje wielkie oczy i odpowiada z akcentem - Na Wyspie Księcia Edwarda, 30 mil na zachód pod Charlottetown pani Baker. Zwiało was tu huraganem arktycznym znad Grenlandii, na wieży mówili że pojawiliście się na radarach jak jakieś UFO - mężczyzna opowiada z zapałem, chociaż średnio go rozumie Peach, to jakoś łapie kontekst. Obejrzała się na Galena, który też mógł usłyszeć jego odpowiedź i zastanawia sie, czy on się czuje bardziej trzeźwy bo ona chyba jeszcze nie, bo wydawało jej się, że chłop pomylił ją z jakąś panią Baker.

Galen L. Wyatt
peach
Rozpadania się na miliony kawałeczków
34 y/o
GOLDEN BOY
182 cm
Prezes z przypadku, skandalista z wyboru | Northex Industries
Awatar użytkownika
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Galen chyba tak myślał, że zdrada to jest tylko fizyczny akt, bo przecież on... w ilu on był związkach? W dwóch? Takich poważniejszych, w które wmieszane były uczucia. A tak to przecież on tylko się pukał z tymi swoimi modelkami, owszem niektóre nawet lubił, ale większości nie, większość po prostu potrafiła go zaspokoić i tyle...
On nie umiał w uczucia, pierwszy raz uczył się nich przy Marcie, a potem Morgan wszystko to wywróciła do góry nogami. Serce mu wtedy pękło na milion kawałeczków, do tego stopnia, że próbował się zabić. Ale się pozbierał.
I potem co?
Jeszcze więcej modelek, aktorki porno bo były w tematach seksu obcykane, a on tylko tego od nich chciał. Nie chciał uczuć, bo on nie umiał w uczucia.
Potem pojawiła się w jego życiu Meena i on myślał, że coś się między nimi tworzy, jakaś więź, ale ona umarła zanim na dobre się rozkręciła, Meena wyjechała. Kolejna była Cherry, która jak się okazało go tylko wykorzystywała, okłamywała i zdradzała, po drodze Pilar, dla której zbrakowane serce zabiło mocniej. Jego chore, zepsute serce.
Dlatego teraz kiedy pojawiła się Peach i Maya jednocześnie, on też nie umiał sobie z tym poradzić, jakoś tego ogarnąć. Nie wiedział co czuje, bo z jednej strony jego serce biło szybciej przy Majce, poznawali się, ale w ich relacji nie było jeszcze bliskości. Seksu.
A w tej z Peach on był, oni się znali od lat. I może Peach nie zawsze go tak rozumiała, ale się starała, zawsze starała się go wspierać.
Nie umiał wybrać. I zdradzał je obie, jak się zaraz okazało. Bo przecież zdrada nie była tylko fizyczna.
I może Galen rozumiał, że Peach nie była ani Pilar, ani Cherry, ani Majką też nie. Ale jednak każda z nich odcisnęła w nim pewnego rodzaju piętno, zostawiła coś na jego duszy, jakąś rysę, zadrę, które go dotknęły.
Może by jej nawet to powiedział, wyznał w końcu prawdę, że on po prostu tak bardzo pragnął miłości i zrozumienia, a kiedy je dostawał to nie umiał się w tym odnaleźć. Całe życie w tej dysfunkcyjnej rodzinie, bez uczuć, bez miłości. I jak on teraz miał kochać?
A może on wcale nie umiał?
I jak ten samolot zaczął kręcić te kołowrotki, a wszystko zaczęło latać po pokładzie, to Galen tylko o tym myślał, że może on nie umiał nigdy kochać. I może on już w życiu nigdy nie zazna tej prawdziwej miłości? Bo zawsze to wszystko psuł. A zaraz umrą. Ale wtedy Peach się do niego wyrwała z tych pasów i usiadła mu na kolanach, Galen zaraz też się odpiął i już przypiął ich razem w fotelu, tak do siebie przytulonych.
- Nie chcę się z tobą kłócić - bo oni przecież nigdy tego nie robili. Bo nawet kiedy Galen się sprzeczał z Kristin, to Peach wtedy nie wybierała strony, tylko kazała im się godzić. I kiedy Galen odwalał, to ona też stała za nim zawsze murem...
A on za nią nie umiał. Niebieskie spojrzenie zatrzymało się na jej ciemnych oczach, które coraz bardziej odpływały.
I z jednej strony to Peach miała szczęście, że zemdlała, bo to co działo się potem w tym samolocie, to naprawdę było jakieś piekło. Nawet był pomysł, że będą się ewakuować ze spadochronami. I wtedy Galen Peach posadził na jej fotelu i chciał ją ocucić, ale się nie dało, wtedy też walnęli o dach, a potem o podłogę. Więc Galen znowu przypiął Peach, a potem sam się przypiął, a pilot dał sygnał, że się rozbiją.
Ale potem kolejny...

I tak wylądowali na Wyspie Księcia Edwarda, Wyatt w ogóle nie wiedział gdzie to jest. A zresztą był blady jak ściana, potargany, cały poobijany, wyglądał tragicznie, ale Peach wcale nie lepiej, ją ratowało trochę to, że makeup się jej utrzymał mimo wszystko. Wysiadają z tego samolotu, a Galen ledwo po tych schodkach szedł, trzymając się kurczowo poręczy, prawie by spadł z trzeciego, ale jakoś się udało. Rozejrzał się dookoła bo to wcale nie wyglądało jak lotnisko w Wenecji, na którym on często lądował. W ogóle nie wyglądało. Pewnie nie mieli tutaj pięciogwiazdkowych hoteli ze SPA, a właśnie czegoś takiego potrzebował teraz Galen. Niepewnie stanął koło Peach poprawiając swoją drogą koszulę, która aż wyszła mu ze spodni.
- Gdzie... - zaczął równo z Picz, ale ona już zadała to pytanie, więc Wyatt tylko patrzy na tego faceta i aż uniósł jedną brew. Że gdzie?
A potem drugą, jak chłop mówi do Pepper Pani Baker.
- Jak ufo... - powtórzył Galen, a zaraz patrzy na faceta tymi niebieskimi oczami - przepraszam Pana na chwilę - i złapał Peach za łokieć, i ciągnie ją na bok. Tak, żeby chłop ich nie słyszał - Peach jaka Pani Baker? I w ogóle co to jest za miejsce? Ty coś z tego rozumiesz? - pyta, ale nagle facet podnosi uśliniony palec w górę.
- Wiatr piździ z północnego-wschodu, a stamtąd idzie kolejna burza, nie możemy tu zostać - zarządził i zaraz pakuje ich wszystkich, czyli Galena, Peach, pilota i stewardessę do swojego samochodu, Wyatt z Papper z przodu koło chłopa, tylko obok też leży jakiś pniak, więc oni się tak trochę gniotą jedno na drugim. A załoga z tyłu z wielkim psem pasterskim.
- Czy... jest tu może jakiś pięciogwiazdkowy hotel? - zagaduje Galen, no bo pozbierali też swoje rzeczy, więc on ma telefon i portfel, wszystkie karty kredytowe, platynową też, i ma też trochę euro, ale czy tu się da płacić euro? Nie wiadomo.
Chłop ogląda się na nich.
- No jest taki hotel pod Dzikim Baranem, ale nie wiem ile on ma gwiazdek, poprzedni właściciel zaćukał tam swoją żonę młotkiem, ale to już dawno wyremontowali... - Galen spojrzał na Peach i jakoś tak mocniej palce zaciska na jej przedramieniu, no bo chyba oni się tam nie zatrzymają? - tylko to i karczma Stary Wyga, ale tam nie można spać, tylko zjeść. Jesteście głodni? Bo możemy tam zajechać - mówi chłop i znowu się na nich patrzy.
Wyatt za to znowu mocniej ścisnął Peach, bo co oni mogli dostać do jedzenia w takim miejscu? Na pewno nie kawior.
- A burza? - zapytał w końcu.
- To sezon burzowy, więc pewnie będą w nas napierniczać jedna za drugą - wyjaśnił facet, a Wyatt znowu pobladł, bo jak oni się stąd teraz wydostaną? Przecież nie wystartują w burzę - no to gdzie? - zapytał facet zatrzymując auto na rozstaju dróg, a przed nimi stary, obdrapany znak jedna strona wskazuje na Starego Wygę, a druga na Dzikiego Barana.

Peach 𐙚 ˚ 🍑 ₊˚⊹ ᡣ𐭩
zgrozo
stania w miejscu; nudnego, miłego życia; postów z czata
27 y/o
PEACHY PEACH
178 cm
Influencerka Internet
Awatar użytkownika
It was the summer of love
A delicate daydream
And for a couple of months
It felt like we were 18
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Peach się trzyma za głowę, rozgląda się za swoimi okularami przeciwsłonecznymi ale oczywiście ich nie ma, więc tylko oczy przysłania, kiedy Galen ją odciąga na bok. Da się pociągnąć, drepcze za nim ociągając się zupełnie niespecjalnie, ale po prostu z tego powodu, że jest w złym stanie.
- Ja się nazywam… jak ja się nazywam?- skrzywiła się, bo teraz jeszcze Galen do niej mówi pani Baker i ona już zupełnie nie wie, bo może jest coś, co powinna pamiętać? Jak swoje nazwisko na przykład. - Czy możesz znaleźć mi okulary, strasznie mnie boli głowa - ucina te pytania, zresztą nie tylko ona, bo człowiek z wyspy robi to samo. Usłyszawszy o kolejnym niebezpieczeństwie nie wahała się za długo, tylko wsiada do auta. Weszła na przednie siedzenie, na szczęście Wyatt wsiadł tuż za nią, więc mogła się do niego dalej przytulać, żeby jakoś sobie znaleźć grunt w tej całej sytuacji. Całą drogę wcale się nie odzywała, ale za to odzywał się kierowca, stewardessa oraz Galen. :
- Panie Wyatt, próbuje skontaktować się z naszymi partnerami na lądzie. Jak tylko mi się to uda, to załatwimy panu zastępczy samolot. Niestety na ten moment nikt nie odbiera, zdaje się że linie są przeciążone..
Kapitan obgryzał paznokcie i też przedziwnie milczał z początku, zerkając tylko na szefa, który dopytuje naiwnie o jakiś pięciogwiazdkowy hotel. Jego spojrzenie wygląda na przerażone, oczy ma wytrzeszczone i kuli się do okna,jakby nie chciał żeby ktoś z pasażerów zadawał mu jakiekolwiek pytania. Prychnął po cichu na pytanie o hotel pięciogwiazdkowy, na co stewardessa aż go spiorunowala spojrzeniem. Ale i ona chyba dobrze wiedziała, że to ze kapitan tak się zachowuje jest mocno podejrzane. Wolała jednak obserwować sytuację, zresztą wlansie kierowca opowiadał im o luksusach tutejszych atrakcji turystycznych.
Peach słysząc o tym, że mają do wyboru tylko dwa dziwne domostwa, chciała spytać czy nie mogą jednak jechać do tego Charlottetown, szczególnie Galen był taki przerażony wizja mieszkania w hotelu z horroru, ale pogłaskała go po policzku i mówi:
- Nie przejmuj się, babe, jakoś to przetrwamy - chociaż sama nie wiedziała, czy przetrwają. Zresztą, też jej się zaczęło przypominać, że się dopiero co z nim kłóciła, więc jednak zabrała zaraz dłoń z jego polika.
- Hotel, jedźmy do hotelu - zadecydował nagle piskliwym głosem kapitan, a Peach aż się obejrzała, ciekawa co się stało z nim. Niestety nie wiedziała, że ich kapitan po tym locie przeżył wstrząs i już nigdy nie wejdzie do samolotu. Po pierwsze dlatego, że nie wiedziała co się działo, a po drugie po prostu nie skumała jeszcze, że kapitan się zachowuje jakoś dziwnie.
- Ale będę miał co opowiadać, normalnie kapcie starej spadną z wrażenia jak jej powiem, że dziś sadzałem UFO. Państwo są jakimiś gwiazdami filmowymi? Wyatt to mi coś mówi to nazwisko, choler ja tylko nie pamiętam co - chłop popukał palcami rytmicznie w kierownicę i patrzy w lusterko, żeby puścić stewardessie oczko. Wychylił się jeszcze i spojrzał na Galena, który trzyma łokieć na pieńku. - Pan sobie go weźmie, mi się już nie przyda, ale wam tak - zarzucił tak tajemniczo i potem włączył radio, które nie wydawało dźwięków innych niż trzeszczenie.

Hotel pod Dzikim Baranem okazał się być starym, wykonanym głównie z drewna, potężnym budynkiem, ustawionym tak, by mieć widok na zatokę. Peach i Galen wyładowani z auta usłyszeli tylko, że ich kierowca idzie do bunkru i radzi im zrobić to samo. Niestety, oni nie byli przystosowani do podobonych wiadomości, więc kiedy stanęli na progu hotelu, ostatnie o czym myśleli, to żeby wracać do bunkru: Peach, która dostała już swoje okulary przeciwsłoneczne przeciąga je na czubek głowy i spogląda w górę. Hotel miał tylko cztery piętra, a nad drzwiami była informacja, że istnieje od 1912 roku.
- Trafiło nam się chyba miejsce z duszą - skomentowała, jak zawsze patrząc raczej optymistycznie na świat i wzruszyła ramionami, a następnie pcha te wielkie drewniane drzwi i wchodzi do środka. Kapitan pobiegł zaraz w bok, chyba szukając łazienki, a stewardessa wciąż stara się dodzwonić do centrali. Galen z walizkami i Peach z małą torebeczka idą więc po tym pomarańczowym dywanie w geometryczne symetryczne kształty prosto w stronę recepcji przy której nikogo nie było. Przez chwilę tak stali i Peach spojrzała na Galena uważnie. Wyglądał jeszcze gorzej niż kiedy pół godziny temu schodził po schodkach private jeta. Może to kwestia tego, że spływał wodą z burzy która się rozpętała w momencie kiedy jechali, a może to ze oprócz dwóch walizek miał jeszcze pieniek pod ramieniem. A może to, że nigdy nie był w takim hotelu o takim standardzie?
-Galen… może ja porozmawiam i ustalę kwestię pokoju.
A później Peach dotyka dzwoneczka który stoi na blacie, żeby przywołać obsługę.

dryń dryń
peach
Rozpadania się na miliony kawałeczków
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”