ODPOWIEDZ
29 y/o
For good luck!
182 cm
prokurator w Superior Court of Justice
Awatar użytkownika
Everyone's a star
Baby, it's a dream
Show me who you are
Take me in your arms
You're something supеrior
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Caleb miewał niewielkie problemy z alkoholem. A przynajmniej tak sobie wmawiał, gdy siedząc późnym wieczorem w barze, znajdującym się stosunkowo niedaleko prokuratury, popijał trzeciego już drinka z rzędu. Nigdy nie umiał sobie odmówić, szczególnie po ciężkim dniu w pracy. W końcu zasługiwał na relaks i na normalne życie — ten argument, który sam sobie przedstawiał, zawsze do niego przemawiał. W takich momentach, Fairchild często podważał swoje decyzje z przeszłości i zastanawiał się czy ścieżka, jaką wybrał, satysfakcjonowała go tak jak powinna. Może brakowało mu tej wersji siebie z liceum; tej szalonej, młodzieńczej strony, która w niczym się nie ograniczała. Brakowało mu gry w piłkę nożną i większej ilości sportu, a przede wszystkim luzu, gdy nie myślał kto i co o nim powie. Teraz wszystko miało wpływ na jego karierę, na status i opinię z zewnątrz. Na wiele rzeczy nie mógł sobie pozwolić, choć sam mimo wszystko lubił od czasu do czasu łamać własne zasady, by sprawdzić jak daleko zajdzie. Wszyscy musieli kiedyś dorosnąć, ale on chyba podświadomie nigdy tego do końca nie zaakceptował.
Alkohol przyjemnie palił jego gardło, a myśli stawały się prostsze do przetworzenia; nie analizował już spraw, nad którymi siedział całymi godzinami i nie zwracał zbyt dużej uwagi na otoczenie. Poluzowując krawat przy swojej szyi, mężczyzna wygodnie osunął się na stołku, dostrzegając jak jeden z prokuratorów, z którymi wyszedł tej nocy, zaczął rozmawiać z jakąś kobietą, przez co znowu wyglądał jak frajer. Ostatnio zbyt często kończył sam z drinkiem, szukając czyjegoś towarzystwa choćby na jedną noc. Zwykle trafiał na kobiety o podobnych intencjach, co nieco ułatwiało mu sprawę. Nie musiał później niczego wyjaśniać ani mierzyć się z upierdliwymi wiadomościami.
Może nadal tkwiłby w tej swojej bańce myśli, gdyby ktoś nie trącił go ramieniem. Caleb oderwał spojrzenie od szklanki w swoich palcach, zatrzymując spojrzenie na dziewczynie. Może błędnie to odczytał, ale blondynka wyglądała podobnie jak on; jakby potrzebowała oderwać się od tego, co ją otaczało, jakby sama błądziła po barze. A może Fairchild naiwnie szukał sobie wymówki, by móc złapać kogoś, kto wyglądał przyjemnie dla oka? Może sam wymyślał powody, żeby znaleźć sobie osobę, która mogłaby dotrzymać mu tego wieczoru towarzystwa. Prokurator lubił przejściowe znajomości; takie, które zapchałyby chwilową pustkę i nie pozostawiały szczególnych emocji. August właśnie taka mu się wydawała — wystarczająca na te parę godzin, dlatego chwycił ją dość łagodnie za przedramię, subtelnie odwracając ją w swoją stronę.
— Żadne przepraszam nie wchodzi już w grę? — zapytał, oscylując spojrzeniem wokół jej twarzy, przy okazji posyłając jej lekki półuśmiech.

august winters
28 y/o
Welkom in Canada
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
been there, done that, messed around.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

every promise you make...
i wasted all of my time...


Dobra, to był ten wieczór. Ten moment, w którym Wintersowa stwierdziła, że pójdzie sobie pięknie, ładnie, sama do baru, napije się kulturalnie drineczka, może dwóch, pouśmiecha się do facetów, a może, jak jej się wyjątkowo poszczęści, wyląduje z jakimś w łóżku tylko po to, żeby zapomnieć chociaż przez jedną cholerną chwilę o Alexie. I o tym, jak bardzo go kochała. Pathetic, right? Kto by pomyślał, że piętnaście lat przyjaźni, z czego jakaś dekada zakochania w najlepszym przyjacielu, może zrobić z człowieka zombie w momencie, kiedy ten tak po prostu friendzonuje cię w autobusie i jeszcze pieczętuje to jebanym buziakiem w czółko.

Don’t… wait… say that shit to my face…
Bujała się do muzyczki, zarzucając na siebie ciuszki, żeby prezentować się w miarę przyzwoicie. No bo nawet ona musiała włożyć w to trochę effortu, no nie? Nic tak łatwo nie przychodziło, a jej samoocena i tak uderzyła o chodnik w chwili, gdy teatralnie runęła na zimny asfalt, próbując zwrócić na siebie jego uwagę. Wait, wait, wait. Hold on. Wystarczy tych ponurych myśli. Tego biadolenia o niespełnionej miłości, którą ukrywała tak idealnie przez ostatnie dziesięć lat. Do momentu, kiedy no… już się nie udało.

life’s a bitch, czy jak to tam szło.

Wyruszyła do baru, w którym upolowała sobie siedzonko, wspięła się na nie i zamówiła pierwszego drineczka, zaczynając od tradycyjnego White Clawa o smaku grejfrucika. Cholerstwo wykrzywiało buźkę, ale działało szybko, sprawiając, że jej policzki nabierały tego naturalnego różu, który może nawet byłby widoczny, gdyby przed wyjściem nie pacnęła sobie odrobiny blushu. Anyways.... Usłyszała, jak siedemdziesięcioletni menadżer, Stavros, ogłasza karaoke. Tak, znała go po imieniu. Przez ostatni miesiąc ta miejscówka stała się jej safe place, a w zamian przynosiła mu od czasu do czasu swoje wypieki. Ciasto za alko? Zajebisty trade off. Uśmiechnięta, zeskoczyła ze swojego siedzonka i ruszyła w kierunku mini sceny. Przeciskając się przez ludzi, szturchnęła kogoś ramieniem. Mogła coś powiedzieć, może nawet rzucić krótkie przepraszam, ale po co? Nie chciała stracić kolejki!

Poczuła jednak po chwili zaciskające się na sobie… palce? Odwróciła się, unosząc brew i mrużąc oczy, jakby naprawdę próbowała zrozumieć, o co temu komuś właśnie chodziło. Pierwsze, co zobaczyła, to niebieskie oczy. Dopiero po chwili całą resztę. - Nie miałam w planach nikogo przepraszać, babyboy - odparła. No co? Wyglądał zajebiście młodo. Nie wiedziała, czy miał zaledwie dwadzieścia lat, czy po prostu cholernie dobrą skincare routine. - Ale skoro już do mnie zagadałeś… - uśmiechnęła się szeroko, wyciągając dłoń i chwytając go za nadgarstek. Pociągnęła go w stronę sceny. - zaśpiewasz ze mną. - puściła mu oczko, idąc szybciutko, żeby nie zdążył się sprzeciwić, a przy okazji krzyknęła jeszcze do Stavrosa, - Mam duet, Stavros! Puszczaj love is an open door z frozen!
Ojejku.
Czy za to też miała przepraszać?


babyboy
29 y/o
For good luck!
182 cm
prokurator w Superior Court of Justice
Awatar użytkownika
Everyone's a star
Baby, it's a dream
Show me who you are
Take me in your arms
You're something supеrior
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— To nieładnie z twojej strony — rzucił kąśliwie, zaraz jednak parskając pod nosem na to paradoksalne określenie. Nikt nigdy wcześniej nie nazwał go w ten sposób, ale to jedynie wprawiło go w pewne rozbawienie, którego nie zdołał zamaskować pod swoim głupim uśmiechem. Mężczyzna lubił taką nieprzewidywalność i oczywisty brak filtra w głowie; odciągało go to od natłoku nieprzyjemnych myśli, z którymi musiał mierzyć się na co dzień. Poza tym, spędzając tak dużo czasu w prokuraturze, Caleb był zmuszony do przebywania w towarzystwie samych starych ludzi i to w dodatku cholernie sztywnych. Tak, tak. Wiedział, że praca zobowiązuje do powagi, ale on nie chciał sprowadzać całego swojego życia do tej roboty, która nie pozostawiała zbyt wiele miejsca na prywatę. Fakt, że w końcu mógł spędzić trochę czasu w towarzystwie osób w swoim wieku, był bardzo pokrzepiający. — Babyboy? — wydusił za nią, próbując skupić jej uwagę na tym, co powiedziała, choć najwidoczniej nie było to możliwe, bo miała już inne plany przed sobą.
Fairchild słyszał do tej pory wiele różnych określeń w swoją stronę. Niektóre sprawiały, że wywracał z politowaniem oczami, a na niektóre uśmiechał się zawadiacko, czekając na znacznie więcej. To było inne niż dotychczas i z pewnością na tyle rozbrajające, że nie wypuściłby jej zbyt szybko ze swojego uścisku. Dlatego przez krótką chwilę, po prostu przyglądał jej się z uwagą i pewnym rozbawieniem, jakby próbował odczytać z niej, jakim człowiekiem właściwie była i czego mógł się po niej spodziewać. Nie pozostawiła mu na to jednak zbyt dużo przestrzeni, bo chwyciła go za nadgarstek, tym samym zmuszając go do pójścia w stronę kameralnej sceny.
Caleb był zdolnym chłopakiem — był inteligentny, spostrzegawczy i towarzyski. Miał wiele ciekawych i przydatnych zalet, które w obecnej sytuacji okazywały się kompletnie zbędne. Przede wszystkim, nie potrafił śpiewać, dlatego gdy tylko doszło do niego, co zaraz nastąpi, podziękował sobie w myślach za te dwa drinki, które zdążył pochłonąć przed zaczepieniem dziewczyny. W innym wypadku, żadna siła nie sprawiłaby, że mógłby zaśpiewać cokolwiek publicznie. A może to aura August sprawiła, że nie chciał jej się wcale opierać?
— Ze wszystkich piosenek na świecie, wybrałaś akurat ? — parsknął, ściskając swobodnie mikrofon w palcach, jakby robił to każdej nocy, a to przecież pierwszy raz, gdy brał udział w karaoke. Skupiając swoje jasne spojrzenie na nieznanej mu jak dotąd dziewczynie, pochylił się łagodnie nad jej uchem. — Wisisz mi coraz więcej przeprosin — rzucił, aby tylko ona zdołała go usłyszeć.
A gdy tylko w barze rozbrzmiała słynna piosenka z Krainy Lodu, Caleb mógł się modlić jedynie o to, aby jego współpracownik zniknął gdzieś ze swoją nową dziewczyną, bo nie da mu za to już żyć do końca miesiąca. Tekst znał połowicznie, ale stawiał na freestyle, głównie śmiejąc się niż rzeczywiście śpiewając, ale próbował dotrzymać jej tempa. Nawet zdołał obrócić ją wokół własnej osi w czasie piosenki, nie czując najmniejszego zażenowania swoim własnym zachowaniem. — Teraz zrobimy to po mojemu. Jesteś mi to winna — rzucił, zamawiając Moves like Jagger. Bo skoro wychodził już z pewnej strefy komfortu, to mógł zrobić to raz a dobrze, prawda? W końcu niecodziennie zupełnie obca dziewczyna, zamiast wpaść mu w ramiona, wyciąga go na publiczne karaoke.

crazy woman
28 y/o
Welkom in Canada
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
been there, done that, messed around.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Nie należała do osób, które miały w sobie jakikolwiek filtr. Zazwyczaj po prostu mówiła to, co ślina przyniosła jej na język, a później liczyła się z konsekwencjami swoich działań. Rzecz jasna, o ile w ogóle obchodziło ją to w jakimkolwiek stopniu. Wcześniej może troszeczkę bardziej. Teraz? August ze złamanym serduszkiem, wymielonym i zdeptanym po całości, zwłaszcza dzisiejszego wieczoru, no miała, kolokwialnie mówiąc, wyjebane. - Nieładnie? - parsknęła śmiechem pod nosem, bo like, what in the actual fuck was this guy doing? - Nie wiem, czego oczekujesz, maluszku. Uderzyłam cię? Zrobiłam ałka? Coś mam ucałować? - Zrobiła podkówkę z ust, po czym pociągnęła go za rękę w kierunku sceny, kompletnie ignorując jego pytanie o babyboya, bo bała się, że jak jeszcze raz go tak nazwie, to koleś cholera wie, co sobie pomyśli. JESZCZE MU SIĘ TO SPODOBA!

Dalej nie była w stu procentach pewna jego wieku, więc wiecie, próbowała zachowywać się w miarę PG, no bo ten, jeszcze ktoś by ją oskarżył o jakiś Epstein bullshit i dopiero by było. Reputację słodkiej, zwariowanej właścicielki kawiarnio-kwiaciarni musiała jednak utrzymywać. Mogła na dobrą sprawę zostawić go tam samego, ale po co, skoro sam podłożył się niczym idealna ofiara losu w piątek trzynastego? No właśnie. Zacisnęła mocniej palce na jego nadgarstku i parsknęła śmiechem na jego pytanie dotyczące wyboru piosenki. - Wybrałam idealną w twojej kategorii wiekowej, malutki. - No oczywiście, że musiała się z nim jeszcze bardziej podroczyć. Może gdzieś tam w jego główce uruchomi się lampka, która podpowie, że myślała, iż byl dzieciątkiem? No zobaczymy, ile mu to zajmie, hihi.

Przewróciła oczami na jego kolejne słowa i odrzuciła, - Wisieć to ja bym teraz chciała gdzie indziej. - Tutaj ten tekst zostawmy już własnej interpretacji. Stając na scenie, chwyciła mikrofon, a potem zsunęła dłoń z jego nadgarstka prosto w jego dłoń, splatając ich palce razem, bo musiała się upewnić, że zaraz jej stamtąd nie zwieje. W momencie, gdy salę wypełniła muzyczka z Frozen, zamknęła oczy i zaczęła śpiewać. Nie idealnie, bo za cholerę nie potrafiła śpiewać, ale robiła to po prostu dla funu... Od remisji nie lubiła brać życia zbyt poważnie, a sam fakt, że w ogóle była w jakimkolwiek stopniu podłamana, wynikał chyba z tego, że przechodziła żałobę. Opłakiwała kogoś, kto tak naprawdę wcale nie odszedł na drugą stronę. No ale again, koniec smętów.

August zajebiście bawiła się przy tym BOMBELKU. Przy tym, jak on też próbował śpiewać, wbijając słowami w rytm, a potem jak ją obracał wokół jej własnej osi, wcielając się w rolę jej własnego prywatnego troya boltona z high school musical, lol. Nareszcie, chociaż na moment, czuła się szczęśliwa. - Oh, jestem Ci winna? - zaśmiała się, gdy muzyka się skończyła, a on zamówił kolejną piosenkę. No dobra. Bring it on. Słysząc Maroon 5, zrzuciła z siebie ponętnie koszulę, bo uwielbiała nosić takie oversized, fun fact. Zaczęła śpiewać z nim na zmianę, kładąc dłoń na jego klacie i przesuwając po niej palcami. Następnie zniżała się, zginając kolanka, zsuwając dłoń w dół... w kierunku jego paska od spadni... wpatrując się jego morskie oczy swoimi brązowymi tęczówkami i starając się przy tym nie zaśmiać.
No wczuwała się w rolę, okej? maluszek
29 y/o
For good luck!
182 cm
prokurator w Superior Court of Justice
Awatar użytkownika
Everyone's a star
Baby, it's a dream
Show me who you are
Take me in your arms
You're something supеrior
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Caleb nie zamierzał wytrącać jej jeszcze z przekonania, że od paru lat maluszkiem to on raczej nie był, choć nie ukrywał, że całe to nazewnictwo, które padło z jej strony, mocno go zszokowało. Wiedział, że wyglądał dość młodo, choć był to bardziej wynik dbania o swoje zdrowie i dobre geny niż jakiś celowy zabieg. Uniósł brwi ze zdziwieniem, słysząc ton jej głosu i ekspresywną mimikę; cóż za ciekawa osoba. Chociaż teraz wyglądała, jakby zupełnie oszalała i jedyne nad czym realnie się zastanawiał, to czy był to wynik alkoholu czy jej naturalna osobowość. Niezależnie od tego, Fairchild świetnie się bawił, bo każda odchyłka od jego normalności, bardzo go satysfakcjonowała.
— Na pewno nie narzekałbym na pocałunek — parsknął ironicznie, idąc zaraz za nią, jakby stracił resztkę szarych komórek. Ciekawe czy kolejnego dnia pożałuje swojego hucznego występu, skoro poza profesjonalnym zaśpiewaniem piosenki z bajki dla dzieci, zdecydował się na kolejny numer. Chyba będzie musiał zmienić bar po tym wieczorze.
Jeszcze nie wiedział do końca, jak długo zdoła wytrzymać te zdrobnienia, ale tak szybko jak usłyszał muzykę, tak szybko skupił się na tym, by jakoś przetrwać ten moment. Gdyby chciał zachowywać się jak prawdziwy babyboy, to najpewniej kiepsko skończyłby to wyjście. Gdyby jego znajomi z prokuratory usłyszeliby te wszystkie teksty, pewnie na stałe przypięto by mu łatkę maluszka i straciłby cały swój profesjonalizm. Niesamowite. Może to jakaś nauczka od losu, by nie nazywał każdej kobiety, z którą flirtował swoim słoneczkiem.
— Leczysz depresję w pubie? Z doświadczenia ci powiem, że to raczej dobrze nie zadziała — rzucił na jej komentarz, parskając pod nosem z niedowierzaniem. Nie był osobą, która przejmowałaby się problemami obcych, ale w niektórych sprawach, podobnie jak August nie miał żadnego filtra. Nie planował stawać się terapeutą na ten wieczór, choć gdzieś wewnętrznie zaczął się zastanawiać, co mogło być powodem padnięcia takich konkretnych słów.
Mężczyzna zerknął na ich splecione dłonie i z trudem powstrzymał pokręcenie głową z podziwem; zacisnął łagodnie rękę, jakby nie planował jej w ogóle dzisiaj już puszczać. No, bo czemu miałby pozbyć się swojej ekscytującej rozrywki ze względu na coś, czego nigdy nie robił? Jak na ironię, bawił się naprawdę dobrze. Szczerze. Po chwili przestał przejmować się tym, jak beznadziejnie śpiewa i całkowicie się rozluźnił, śmiejąc się, gdy wszystko, co planował, nie szło po jego myśli.
Caleb z rozbawieniem przyglądał się, jak dziewczyna zrzuca z siebie koszulę i sam zaczął tańczyć, jakby zupełnie o g ł u p i a ł. Jeśli kolejnego dnia złapie go moralniak, to zakopie się w kołdrze na resztę lata; nie czuł się tak nawet, gdy tej samej nocy, przespał się z dwoma kobietami z rzędu. Dziewczyna z pewnością doskonale się bawiła, gdy dotykała go jak tylko jej się podoba, a Caleb dawno tak bardzo ze sobą nie walczył. Nie chciał zachować się tak, jak zawsze; miał wrażenie, że to spotkanie mogłoby potoczyć się jeszcze ciekawiej.
Dlatego też naprawdę poczuł ulgę, gdy piosenka się skończyła; bo to, co mogłoby się zadziać, z pewnością nie zrobiłoby dobrze jego opinii publicznej. Podniósł z podłogi koszulę dziewczyny i upewniając się, że mu nie ucieknie, popchnął ją łagodnie w stronę wolnego miejsca. — Hej, Hannah Montana. Jak na to całe nazywanie mnie maluszkiem, szybko o tym zapomniałaś — rzucił, puszczając ją dopiero, gdy znaleźli się na uboczu. Sam oparł się ramieniem o ścianę tuż obok niej, dopiero teraz mając okazję, żeby jej się przyjrzeć. — Chociaż dobór piosenki Disneya, a potem padnięcie na kolana, to ciekawa kombinacja. Mogłem wybrać coś jeszcze lepszego, żeby zobaczyć co jeszcze możesz zrobić — parsknął.

karaoke queen
28 y/o
Welkom in Canada
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
been there, done that, messed around.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Winters przechodziła bardzo ciekawy okres w swoim życiu, okej? Straciła jednego przyjaciela, do którego mogła otworzyć gębę i nie czuć się przy tym w żadnym stopniu oceniana. A teraz? Każdy wieczór spędzała albo sama, albo z Felixem, albo napataczając się na jakieś randomowe osoby w barach, bo właściwie czemu nie? Przynajmniej miała jakąś rozrywkę. Nie miała jednak żadnego zamiaru poznawać tego bejbiboja. To raczej on napatoczył się jej na drogę, ale dobra. - Pocałunek? Za co? - uniosła brew, mierząc go spojrzeniem. - Jeżeli całujesz tak, jak wyglądasz, to nie wiem, czy chce mi się marnować czas na uczenie cię, jak to się robi. - Prychnęła pod nosem. Serio nie miała ochoty walczyć z pogryzieniem, zbyt natarczywym wpychaniem języka do ust i absolutnym brakiem rytmu. Już widziała oczami wyobraźni, jak zamiast jakkolwiek zgrać się z nią w pocałunku, próbowałby przepchnąć jej język do gardła do takiego stopnia, że prawie zaczęłaby się dusić.

Um, no thank you.
No ale dobra. Ten maluszek całkiem zajebiście radził sobie ze śpiewaniem drugiego utworu, który wybrał. Sama bawiła się z nim na tej mini improwizowanej scenie tak dobrze, że przez moment niemal zapomniała, że nie rozmawiała z Alexem. Huh. Zabawne. Wcześniej z resztą zignorowała tamten komentarz, bo nie miała zamiaru wdawać się w szczegóły przed publicznością, więc tylko posłała mu mordercze spojrzenie splecione z zadziornym uśmieszkiem. - Skup się na występie, Bambi, druga zwrotka przed nami. - No i dokończyli utwór. Dotykając się, kręcąc, robiąc jakiś cholera wie skąd wyjęty taniec z choreografią, która absolutnie nie powinna działać, a jednak działała. And what was even funnier about this whole thing... świetnie się przy tym bawiła. Zrobili kilka ukłonów, a podekscytowana Winters stanęła na palcach, zarzuciła mu rękę na ramię i przyciągnęła go do siebie, całując go w policzek. - Dziękujemy, dziękujemy! - rzuciła, śmiejąc się głośno, zanim ruszyła w kierunku baru.

Zaraz jednak poczuła, jak zostaje delikatnie zepchnięta w stronę miejsca, więc uniosła brew i spojrzała na niego z rozbawieniem. - Oh, dziękuję, Arturze - rzuciła, nazywając go jednym z rycerzy, Pendragonem bajdełej, po czym chwyciła od niego swoją koszulę i zawiązała ją sobie w pasie. O. - Masz rację, to bardziej waliło Nickelodeonem niż Disneyem. - ten creepy dyrektor? ICKICKICK. Posłała mu zaczepny uśmiech. - Obawiam się, że nie nadążyłbyś za mną, Bolton. - Odwróciła się do baru i machnęła do barmana, żeby przyniósł dwa drinki. Była już tutaj stałą bywalczynią i zawsze piła sobie butelkowe Modelo, więc znajomy barman po chwili postawił przed nimi dwa otwarte piwa. Wsunęła mu jedno w łapki i stuknęła szyjką swojej butelki o jego. - Wracając do twojego pytania - zaczęła, wracajac do tamatu, z gory assuming, że on jeszcze pamiętał o co sie jej zapytał, po czym upiła łyk piwa. - Dostałam kosza od mojego przyjaciela po piętnastu latach przyjaźni. - Zrobiła krótką pauzę, a potem parsknęła pod nosem. - Kto by pomyślał, że kochanie się we własnym przyjacielu i wyznanie mu miłości, gdy jest z kimś innym to zły pomysł, huh? - Uniosła butelkę do ust, dopijając kolejny łyk, zanim zerknęła na niego spod rzęs. - A ty? Co tu robisz i czemu jesteś taki sztywny?

bolton
29 y/o
For good luck!
182 cm
prokurator w Superior Court of Justice
Awatar użytkownika
Everyone's a star
Baby, it's a dream
Show me who you are
Take me in your arms
You're something supеrior
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— A jak według ciebie wyglądam? — zapytał, unosząc przy tym brew. Okej, do tego to już nie był kompletnie przyzwyczajony. Zwykle dziewczyny nie potrafiły mu się oprzeć i pierwsze co to chętnie komentowały, te jego jasne oczy, od których ponoć ciężko oderwać spojrzenie. August zachowywała się jednak tak, jakby nic w jego urodzie nie robiło na niej wrażenia — to była nowość. Chyba mu się to nie za bardzo podobało. Lubił być w centrum uwagi, równie mocno, co lubił kobiety, wodzące za nim maślanym wzrokiem. Może nie miał syndromu królewicza lub boga, jak pewne osoby, których imion nie będę tu przytaczać, ale każdy lubił być komplementowany lub rozchwytywany.
— Cholera, czy ty naprawdę myślisz, że jestem jakimś dzieciakiem? — zapytał, śmiejąc się niekontrolowanie pod nosem. Może naprawdę miał dobre geny. Chyba mógł podziękować za to swoim rodzicom. — Mam dwadzieścia dziewięć lat, Montana. Myślę, że to całkiem sporo — parsknął, spoglądając na jej buzię z rozbawieniem. — Ale teraz te twoje urocze pseudonimy mają sporo sensu — stwierdził, kiwając głową z uznaniem. Ciekawe, bo sama dziewczyna wyglądała na dość młodą. Niekoniecznie go to jednak obchodziło tak na dłuższą metę; ważne, że była legalna, tak? Dla niektórych nawet to czasem nie stanowiło żadnego problemu. Caleb mimo wszystko miał zasady i niekoniecznie spieszyło mu się za kratki, choćby ze względu na jego karierę.

Fairchild parsknął pod nosem, gdy tym razem nazwała go Bambi, ale zgodnie z jej sugestią, skupił się na śpiewaniu. Prokurator kochał imprezy i tę chwilę, gdy nie musiał myśleć nad tymi sprawami, nad którymi dzień w dzień ślęczał w swojej robocie. Potrzebował tego — momentu na to, żeby jakkolwiek się oderwać i nabrać świeższej perspektywy. Chociaż budząc się kolejnego dnia z kacem, potrzebował jeszcze parunastu godzin, żeby doprowadzić się do normalności. Mimo że Caleb początkowo nie miał zamiaru bawić się w karaoke, tak ostatecznie doszedł do wniosku, że naprawdę dobrze się bawił, dlatego zaśmiał się po raz kolejny tej nocy, gdy August pocałowała go w policzek.
— O mój… To było niepotrzebne — skrzywił się na jej komentarz odnośnie Nickelodeon; wzdrygnął się, ponownie skupiając na niej swoje spojrzenie. Cal chwycił za swoje piwo, uderzając się nim w ramach jakiegoś dziwnego toastu. — Strasznie dużo błędnych wniosków wysuwasz w ciągu jednego wieczoru. To normalne? — zapytał, upijając łyk piwa, zanim oparł się bokiem o bar, przy którym stali. Zaraz jednak zacisnął wargi, żeby nie roześmiać się na wspomnienie o koszu przez przyjaciela; trzeba było być naprawdę ogromnym nieszczęśliwcem, żeby tak skończyć. — Dziewczyna nie ściana — skomentował, bo nigdy nie widział, żeby czyjś partner mógł być dla niego przeszkodą. Nie była to najzdrowsza reakcja i myśl na świecie, ale jeśli Caleb był zdeterminowany, to nic nie stało mu więcej na drodze do tego, żeby… uszczęśliwić samego siebie. — Przyjaźń damsko-męska nie istnieje. Nie wierzę, że spojrzał na ciebie i uznał, że jesteś jedynie jego dobrą przyjaciółką — zaśmiał się, bo to wydawało mu się nieprawdopodobne. — Na pewno na ciebie leci, ale z jakiegoś powodu udaje, że tak nie jest. — Wzruszył lekko ramieniem. Umysły mężczyzn były czasem bardziej złożone i popierdolone niż te kobiece. — Sztywny?! — rzucił, patrząc na nią z niedowierzaniem. — Regeneruję się. Nic więcej — dodał; i karmił swoje uzależnienie, ale tego już nigdy nie przyzna na głos, nawet przed samym sobą.

montana
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mimmo's Place”