36 y/o
NARRATORSKI PIESEK
178 cm
kucharz Michelin Star Restaurant
Awatar użytkownika
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Ricz to nie wie o co chodzi z tym, że Gabriela myśli, że nie można obracać żony zanim urodzi, ale uznał, że po prostu no ma dziewczyna niedobory w wiedzy na temat ciąży, a to akurat jest problem, bo ona sama jest też w ciąży również.
- Co ty gadasz, ja w internecie nie bede szukać takich bzdur. Madam Leavoux nam pomoże - obruszył się na ten pomysł, bo Gabriela to pewnie myśli, że wszystko jest w interenecie albo w chacie gpt, a wcale nie bierze pod uwagę, że tak na prawdę to nic nie są warte te rady, jak nie ma dobrej energii, a taką właśnie czarownica z prawdziwego zdażenia może tylko zapewnić.
Dlatego oddał się cały Madam, i ciągle tylko piorunuje spojrzeniem swoją kuzynkę, która drze jape niewiadomo z jakiego powodu. Oni w rodzinie ogólnie mieli poszanowanie i do czarownic i do Boga, tylko właśnie Madox i Gabriela byli jacyś odklejeńcy i w nic nie wierzyli. Mama Ricziego mówiła, że to dlatego, że ich ojciec urodził się w środową noc, pod czerwonym księżycem i już od maleństwa był pokłócony ze wszystkimi, od tego miał proste włosy, jak cała rodzina miała pokręcone. Ricz trochę w to wierzył, bo Madox też se ciągle włosy ścinał na łysą pałę, żeby nikt nie wiedział, że ma proste jakby z prostownicą latał. Ale potem Ricz mówił, że problem z tą teorią jest taki, że Madox i Gabriela nie mają jednego ojca, na co matka udawała, że go nie słyszy.
Dlatego pokręcił głową na jej słownictwo, niezadowolony. W końcu jednak mówi:
- Dobra, idę po sól, zaraz wracam -i przemknął do kuchni, szybko rejestrując, że Madoxa ani Pilar nie było, a jak wracał to spojrzał tęsknie na drzwi do pokoju Rosi i zobacyzł że tam się świeci światło, więc poszedł i chciał nawet wejść, ale słyszy, że ona ogląda jakieś filmiki i się śmieje do ekranu. Zawahał się i wraca do pokoju Gabrieli i podaje Madam wszystkie składniki.
- Madam, ja zrobie wszystko, żeby ta klątwa została ze mnie zdjęta i dla niej też trzeba będzie to załawić Madam - obejrzał się na Gabriele, która się wciąż jakby trochę zesrana chyba czuje, bo stoi w bezpiecznej odległości od wiedźmy. Ricz jest troche ciekawy o czym gadały jak go nie było, ale w końcu podaje sól babie a ta kręci nosem.
- Nic się nie da zrobić. Ona zapłaci ostateczną cenę i wtedy klątwa zostanie zakończona. To będzie ofiara.
Ricz spojrzał na Gabrielę podejrzliwie i znów na wiedźmę.
- Ale co to będzie za ofiara, Madam? To brzmi bardzo creepy, nie możemy tego jakoś inaczej załawić?

Gabriela R. Blais
27 y/o
Indulge in local cuisine
173 cm
i'm just kidding A to nie do mnie tak
Awatar użytkownika
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

Czasami ona i Riczi nie nadawali na tych samych falach. Jeden pieron wiedział, czy to była zasługa różnicy wieku, czy podejścia do życia, ale nieraz patrzyli na siebie, kompletnie nie czając wątku. Może gdyby się zjarali byłoby łatwiej, ale od niego zaraz wyczułaby Roska i pewnie dostałby zjebkę, a ona nie mogła. Dorosłość i odpowiedzialność były przereklamowane, ale obecność Madame w jej pokoju była równie odklejona. Czuła się jak na najgorszym zjeździe po narko.
Ostateczna cena.
Czemu to akurat znowu ona musiała za coś płacić?
Ofiara.
Spotkania sekty już były bardziej przejrzyste. A skoro już i tak nie miała wyboru, to obserwowała staruchę, jak ta mamrocze coś pod nosem nad tą solą. Wydała z siebie oburzone prychnięcie, gdy wysypała z drewnianej miseczki całą jej biżuterię i wsypała tam grube ziarna soli. Wyciągnęła z sakiewki jakieś suszone zioła, które kruszyła pomiędzy pomarszczonymi palcami.
- Pakt, który zawarła wasza babka przypłacicie krwią pierworodnego. - kobieta była w tej kwestii nieugięta. Cudownie. Wręcz zajebiście, że ich pokolenie musiało odwalać taki shit, bo przodkowie sobie coś zadecydowali. Szkoda, że nie zostawili w spadku jakiejś ziemi z willą, albo jachtu. Nawet sąd pozwalał odrzucić dług, a tu takie rzeczy...
- To po co nam ta sól? - wyciągnęła dłoń, żeby zobaczyć, co tam wrzuciła Madame, ale ta pacnęła ją po nadgarstku, jak niesforne dziecko. - Mogę wam jedynie zapewnić ochronę. Kąpiel w tej soli oczyści wasze dusze z negatywnych wibracji. A o północy płomień niech muśnie wiązankę z białej szałwii, a dym oczyści ten dom i jego mieszkańców. A złe duchy będą trzymać się z dala.
Spojrzała niepewnie w stronę kuzyna, który chyba lepiej się znał na całym tym magikowaniu. - Mamy tu duchy? Myślisz, że podglądały nas w łazience? - wypaliła bez zastanowienia i oparła swoją dłoń na ramieniu mężczyzny. - Tej całej kąpieli nie musimy razem brać, co nie? Trochę mnie przeraża to, co ona mówi. Długo będzie tak zawodzić nad tą miską? - zapytała szeptem, przysuwając się do Ricza i obserwując czujnie wszelkie poczynania wiedźmy. W filmach tego typu sceny wyglądają o wiele bardziej spektakularnie.
Wykrakała...
Światło zaczynało migotać, gdy kolejne wersy padały z ust staruchy, a z jej nosa zaczęła sączyć się ciemna posoka. Chłód stawał się w pokoju coraz bardziej odczuwalny, a drzwi balkonowe zamknęły się z hukiem.
- Nie podoba mi się to, Riczi. Zrób coś. - tylko co? Mieli jej przerwać tę dziwną pieśń? A może przeczekać cały ten chaos, bo starucha próbuje wykurzyć coś złego, co zaległo w ich mieszkaniu?

Ricardo Martinez
Verdsa
Mordeczko po prostu polej
36 y/o
NARRATORSKI PIESEK
178 cm
kucharz Michelin Star Restaurant
Awatar użytkownika
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Niby nie nadawali czasami na tych samych falach, ale wszystkie pytania, które Gaba mówiła, pojawiały się w głowie Ricza dosłownie chwilę przed tym jak je usłyszał. Czy oni mają się razem w tej soli kąpać?! Cholerka, ale to będzie problem, bo oni mają przecież prysznic tu u Madoxa tylko.
- Kurwa ale jak my się wykąpiemy w tej soli, to jest pytanie - odpowiada jej szeptem też obserwując jednm oknem poczynania Madame Laveaux. Nagle światła w pokoju zaczęły migać, a z drewnianej miseczki do której Madam wsypywała te wszystkie składniki zaczęło się dymić. Ricz aż odskoczył instynktownie obejmując Gabi, kiedy poleciały iskry, a potem nagle zamknęły się drzwi balkonowe.
- Kurwa, Gabi, z takimi rzeczami nie można pogrywać. Słyszałem raz, że ktoś dotknął medium w trakcie seansu i duch go opetał i opuścił jego ciało po 40 latach, nie chcę być opętany 40 lat. Czekaj - ścisnął ją bliżej, żeby nie wyrwała się do wiedźmy. Dym, który wydobywał się z miseczki wypełnił cały pokój i Ricz macha ręką przed twarzą swoją i Gabi, bo Gabi jak jest w ciąży to nie powinna wdychać dyu i akurat tego był pewny. Nagle było tak szaro, że już nie widzieli wiedźmy, a może to i dobrze, bo ostatnio jak ją widział to wyglądała nieco przerażająco z tymi liniami krwi zpływającej z nosa wprost do pomarszczonych ust. Ricz poluzował uścisk Gabrieli i mówi, w sensie trochę już się krztusi i ledwo jej zakomunikował:
- Gabi, otworze okno, bo się podusimy tu - i jeszcze ostatni raz parzy w te jej przerażone oczka i puszcza ją, żeby pójść do drzwi balkonowych.

Kiedy się rozłączyli Riczowi nagle pociemniało w oczach, a później rozbłysły jakieś błękitne światła. Osłania twarz przed światłami i uchyla jedno oko i aż go zatkało, bo jego oczom ukazała się bogini! Nie kto inny jak Matka Boska we własnej osobie!!! Co prawda wyglądała jak Jennifer Lopez, ale Ricz zawsze był w JLo zakochany. I chociaż wyglądała tak pięknie i jej skóra świeciła, to wyglądała na zasmuconą.
- Musisz pogodzić się ze swoją żoną Ricardo Martinezie. Musicie razem wychować swoje potomstwo. Jeżeli zawiedziesz, to twoje dzieci przyniosą koniec temu światu - Matka Boska była taka piękna, że Ricz wpatrywał się z nią w otwartą buzią i nagle padł na kolana i krzyczy: - Ale jak mam to zrobić Matko Bosoko!! Rosa mnie nie przyjmie nigdy spowrotem - na co bogini odwraca od niego wzrok i i pokazuje na coś co było na ziemi. Ricz czołga się w tym kierunku i zobaczył na ziemi zdjęcie z ich ślubu. Ona w tej pięknej sukience i on, który w tym samym momencie miał romans. Jego twarz na zdjęciu wyglądała jak twarz małpy i osła na raz. - Musimy wziąć jeszcze raz ślub - zaraz zrozumiał, a JLo uśmiecha się do niego i nagle znów rozbłyska jakieś swiatło, a Ricz dostrzega klamkę od drzwi balkonowych.

Kiedy otworzył drzwi i dym nieco opuścił pokój, Ricz znów wraca do Gabi i bierze ją w ramiona.
- Gabi, wszystko z tobą dobrze?? - potrząsa nią lekko i rozgląda się - Cholera... Gabi... wiedźma znikneła

Gabriela R. Blais
27 y/o
Indulge in local cuisine
173 cm
i'm just kidding A to nie do mnie tak
Awatar użytkownika
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

Taka kąpiel byłaby dość problematyczna. Mogliby użyć tej małej plastikowej wanienki, którą Roska ostatnio kupiła dla dzieci, ale nie było chuja we wsi, że oboje zmieszczą się do tego dziadostwa. A ona nie zamierzała kąpać się w wodzie po Riczu. Już nawet miała proponować tej starej kobiecie, że ich stać i może machnąć im dwie takie miski mocy, ale zaczynało się odpierdalać. Bo przecież w ich świecie to nie mogło być normalnie.
- A jak to będzie duch Marilyn Monroe? Nie miałabym nic przeciwko, gdyby taka blondynka była we mnie. - i tylko oni w środku takiej akcji mogli sobie, jak gdyby nigdy nic dumać nad tym, komu pozwoliliby się opętać na te czterdzieści lat. Zresztą jeśli jeden mały duszek miał sprawić, że przeżyłaby taki szmat czasu, to może warto zaryzykować? Byleby się nie okazało, że Madox kupił to mieszkanie po jakimś menelu, który wykitował przed telewizorem, bo jego ulubiona drużyna przegrała mecz.
Robiło jej się niedobrze od tego dymu. Chyba woń kadzidła i leśnych specyfików nie służyła w jej stanie. Madame dalej telepało, ale nie zamierzała już jej wybudzać z tego transu. Zresztą widoczność w pokoju była niemal zerowa. Ledwo widziała własne dłonie i aż dziwne, że w oddali nie słyszała jeszcze syren straży pożarnej, ani nikt z reszty domowników nie zainteresował się ani odgłosami, ani tym jebanym dymem. A Riczi ją zostawił.
Pierwsza zasada horrorów to NIE ROZDZIELAĆ SIĘ.
Najpierw poczuła dotyk na kostce. Myślała, że Riczi chciał ją nastraszyć, ale on nie miał takich szponów. Coś ją ciągnęło w stronę Madame. Próbowała się wyrwać z tego uścisku, ale trafiała w pustkę. Coraz więcej dymu dostawało się do jej płuc.. Krztusiła się tym dziadostwem myśląc o tym, że zabije Martineza za to, że sprowadza takie znajomości do ich mieszkania.
Mieszkania Madoxa.
- Odpi… - oczy Madame... W miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą ona miała oczy, teraz ziały pustką dwa oczodoły. Czy tam był robak? Boże. Jakich ona ziół tam użyła?!
Starucha przyłożyła swoje palce umazane krwią oraz solą, do jej skroni. Ból rozlał się po jej ciele, a krzyk ugrzązł w gardle.


Północ. Pełnia księżyca. Na rozstaju dróg klęczała kobieta w długiej czarnej sukni. Lamentując, przyciskała do swojej piersi małe zawiniątko. Krew kapała na twardą ziemię, sącząc się przez gruby materiał koca, który zdążył nasiąknąć czerwoną życiodajną cieczą.
- ¡Perdóname, por favor, te lo ruego! (Wybacz mi, proszę, błagam cię!)
Kobieta jej nie widziała.
- ¡No sé cómo pedirte perdón! (Nie wiem, jak prosić cię o wybaczenie!)
To była babka Carmen Sandiego.
- ¡Te suplico que me perdones, no quise hacerte daño! (Błagam cię o wybaczenie, nie chciałam cię skrzywdzić!)
Czas jakby zamarł. Jeszcze przed chwilą wiatr zawodził wraz z kobietą, ale teraz panowała idealna cisza - zakłócona jedynie przez niespieszne kroki mężczyzny. Był ubrany w eleganckie odzienie, które nie było adekwatne do panującej pogody. Miał ze sobą jeden dokument. A ich babka płaszczyła się u jego stóp, błagając o życie dla swojego synka, który zmarł przy narodzinach. Podeszła bliżej i odwinęła kocyk z twarzy niemowlęcia. Było zimne i całe sine.
Babka podpisała dokument. Kolory wróciły na uroczą małą twarzyczkę dziecka, a płacz był w tej chwili jak najpiękniejsza melodia, którą może usłyszeć matka. Tamtej nocy ich babka uratowała syna, ale skazała cały ród na klątwę. A ceną była dusza każdego pierworodnego dziecka, które miała urodzić kobieta z ich linii krwi.
Jej dziecko było przeklęte.
To ona to zrobiła.


Ktoś nią potrząsa. Mruga dwa razy i pierwsze co widzi, to twarz Ricziego. Ze wszystkich możliwości na tym świecie - co takiego zrobiła, że akurat taki zaszczyt ją kopnął? - Niedobrze mi...
Przyłożyła dłoń do ust i spojrzała wymownie na kuzyna, żeby przyniósł jej tutaj zaraz tą miskę, bo zrzyga się na niego. Ale faktycznie kobieta zniknęła.
- Teraz wiedźma? Przed chwilą była cudotwórcą i Madame... - wyciągnęła dłoń po tę cholerną miskę. W której była sól, zioła i te przeklęte żywe robaki... Nie wytrzymała. Zwróciła treść żołądka na podłogę.

Ricardo Martinez
Verdsa
Mordeczko po prostu polej
36 y/o
NARRATORSKI PIESEK
178 cm
kucharz Michelin Star Restaurant
Awatar użytkownika
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- No byla, ale sie zmyła - mowi Riczi, tak mowi co wie, ale wiadomo, że przecież dopiero co tak zachwalał Madame Leavoux, wiec nic dziwnego że Gabi się zdziwiła jak mu się nagle śpiewka zmieniła. Kiedy natomiast zobaczył jak kuzynka zasłania usteczka i robi ruch, świadczący, że zaraz tu puści pawia, to zaraz wstaje i już się trzęsie, rozgląda, ale cholerka co ma zrobić??? Rosa bardzo mało chyba wymiotowała w pierwszych miesiącach bo Ricz na prawdę nie wiedział jak ma się do końca zachować. W końcu jednak zrzugala mu się ciężarna Gaba i Ricz też odrazu ma odruch wymiotny i aż się za buzię łapie.
- łee- aż nim wstrząsa, ale zatrzymuje się Ricz, oczy zamyka i kręci głową. Nie, nie może się zbełtać. Pomyślał sobie o tym tak, że musi być twardy dla swojej kuzynki, nawet jeżeli im zarzygala wykladzine w jej pokoju. Otworzył oczy.
- Nie przejmuj się Gabi, ja posprzątam - mówi w końcu i jeszcze ją wziął do łazienki a sam leci po szmatę. Pracując w gastronomii nie raz gorsze fowno musiał sprzątać. Pamięta jak dziś, kiedy w jednym z pierwszych barów w których przyszło mu pracować był zarówno kucharzem jak i sprzątaczem, i nie raz jak zapchał się kibel to musiał go przepychać, a chwilę później musiał znów mieszać w garze z bigosem albo smażyć hamburgery i czasami serio miał obsesje, że lap nie umył czy coś i że się goście po trują. Ale akurat tam mieli takich klientów, którzy nieszczególnie chyba mieli delikatne podniebia, racje żołądki ze stali.
W każdym razie Gaba leżała już w łóżku i się trzęsła, a Ricz jej przyniósł mięte i mówił, że wszystko będzie dobrze, i szorował w tym samym momencie dywan, ale tym razem to z pięć razy mył ręce, zanim jej podał herbatkę. I niby wszystko wróciło do normalności, ale tak na prawdę to Riczi bardzo przeżywał to co usłyszał od Mateczki Boskiej.
I już się zastanawiał co to znaczy, czy oni z Rosa mają znów brać ślub, czy odnowić śluby??? Musi
Koniecznie dopytać w kościele, ale z drugiej strony to jak ksiądz spyta skąd on wie, to przecież mu nie powie że MB mu się objawiła i kazała.
No a potem Ricz z tydzień albo i dłużej spał z Gabą i pomagał jej jako młodej matce, aż w końcu Rosa mu pozwoliła wrócić do łoża.


/koniec Gabriela R. Blais
ODPOWIEDZ

Wróć do „#13”