ODPOWIEDZ
27 y/o
For good luck!
176 cm
polewa piwo w hotelowym barze
Awatar użytkownika
The risk I took was calculated, but man, am I bad at math.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

II połowa kwietnia 2026
Praca w hotelowym barze funkcjonowała według pewnej rutyny.
Weekendy zazwyczaj były intensywne i Lina często miała ręce pełne roboty – wtedy przejawiało się tu najwięcej nowych twarzy, które bardzo często wpadały na chwilę. Na sobotni wieczór ze znajomymi, którzy przyjechali do miasta i zatrzymali się akurat tutaj, na piątkowe piwo po ciężkim tygodniu, kiedy bardzo uginały się pod wpływem nagromadzonych spraw i na ostatniego, często bezalkoholowego drinka, wychylonego chyłkiem tuż przed tym, kiedy trzeba było pożegnać się z weekendem i wkroczyć do swojego stałego schematu.
W poniedziałki pojawiali się panowie i panie w garniturach bądź garsonkach z eleganckimi aktówkami i z laptopami, które rozkładali na stolikach i czasem przewrotnie zamawiali kawę, a Lina udawała, że nie widzi, kiedy po kryjomu dolewają do niej czegoś z piersiówki. Niektórzy byli bardziej uczciwi, prosząc o wino albo drinka, a potem chwytali telefon, załatwiając swoje poważne sprawy, z każdą chwilą nieco zachłanniej sięgając po kieliszek.
Czwartki nazywała w myślach wieczorami kochanków. Pojawiali się – często osobno – zawsze rozglądając się uważnie, pewnie przekonani o swojej dyskrecji. Często wybierali te stoliki pod ścianą, które były najmniej widoczne od wejścia. Siedzieli godzinę lub dwie, a potem wychodzili razem, pewnie do pokoju, który czekał na nich. Kolejnego dnia każde z nich miało wrócić do swoich obowiązków, do swojej rodziny, z którą należało spędzić weekend, ale ten czwartkowy wieczór był ich.
Lina najbardziej lubiła środy. Takie jak tak, kiedy zajętych było tylko kilka stolików, a z głośników płynęła cicho muzyka. Echo prowadzonych rozmów niosło się po barze, a Lina znała większość z gości, bo przychodzili tu regularnie. Większość, no właśnie. Może dlatego mężczyzna siedzący samotnie przy barze na drugim jego końcu zwrócił jej uwagę. Widziała go tutaj pierwszy raz. Przyglądała mu się przez kilka minut kątem oka, w międzyczasie polerując kufle, ale kiedy jego szklanka wciąż pozostawała pusta, a on nawet nie podniósł głowy, zaniechała swojej pracy i nieśpiesznie ruszyła w tamtą stronę, zatrzymując się tuż przed nim.
Szklanki same się nie napełniają, nieważne jak długo człowiek zaklina je wzrokiem – odezwała się poważnie, choć gdyby się wsłuchać, można byłoby wyłapać w jej głosie nutę czegoś głębszego, może nawet... sarkazmu? – Choć byłoby to całkiem fajne, nie powiem. Na pewno oszczędziłoby mi pracy – dodała, tym razem wykrzywiając usta w czymś, co na upartego przypominało uśmiech. Sięgnęła po pustą szklankę? – Jeszcze raz to samo? Czymkolwiek to było...? – Bo musiała go wcześniej obsługiwać Alice, która kilkanaście minut wcześniej skończyła swoją zmianę.

Percival Gardner
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
triggerują mnie oczywiste posty od ai, znikanie bez słowa i kontrolowanie mojej postaci
46 y/o
NARRATORSKI PIESEK
182 cm
adwokat/partner w kancelarii Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
i'm six feet under, like i'm buried alive
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

#18
neat or on the rocks?
„Środa, 7 pm, Gladstone House, pokój 212”.
Wysłana wiadomość była prosta. Tak jak proste było to spotkanie – miała dotrzeć do hotelu o godzinie siódmej wieczorem i udać się do pokoju numer 212.
Ona. Nie on. Bo on zameldowany był już od dnia poprzedniego.
Kim była ona? Ledwo pamiętał jej imię. Zapisany w telefonie numer zamierzał usunąć najprawdopodobniej jeszcze tej samej nocy.

Wyznaczył termin, godzinę i miejsce. Typowo. Nie spodziewał się odmowy, a gdyby na taką trafił… zapewne by sprawę olał. Takich jak ona mógł mieć zresztą na pęczki. Wyróżniała się jedynie karmelowym odcieniem skóry.
Kilka wspólnie spędzonych godzin, zero zobowiązań. Nie było początku godnego czwartkowych kochanków. Nie spotkali się w restauracji, nie zjedli kolacji, nie wypili po drinku. Spotkali się na górze. A kiedy ona wyszła, on udał się do baru, zajął miejsce z boku, podwinął rękawy czarnej koszuli i zamówił trunek.
Pozwolił swoim myślom płynąć.
Powstrzymywał je od tak dawna, że nagła konfrontacja z nimi sprawiła, że przeszedł go potężny dreszcz. Skrzywił się nieznacznie, a potem przechylił szklankę, wlewając w siebie jej zawartość.
Odstawił na blat puste szkło.

Myślał o Gigi.
O tym, że ją zawiódł. Że odpuścił. Odszedł.
Nie walczył. A powinien.
Nie myślał o niej wtedy, na górze, gdy miał przed sobą młodą, równie piękną kobietę. A powinien. Tylko teraz.
Wyciągnął telefon z kieszeni spodni i przez chwilę wpatrywał się w niego bez celu, zanim wszedł w kontakty. Miał ogromną ochotę do niej zadzwonić; powiedzieć, że tęskni.
Było na tyle późno, że mogła już spać. A może siedziała do późna, bo też nie potrafiła zasnąć? Albo spędzała ten wieczór… z k i m ś.
Przy ostatniej myśli zalała go fala irytacji. Odłożył komórkę na ladę; przeczesał dłonią włosy.
Znów odpuścił. A nie powinien.

Z zamyślenia wyrwał go dopiero nieznajomy głos.
„Szklanki same się nie napełniają, nieważne jak długo człowiek zaklina je wzrokiem”.
Uśmiechnął się jedynie kącikiem ust.
Ani drgnął, kiedy zabrała pusty tumbler.
Czystą whisky — odparł. — Jakąkolwiek, bo już wiem, że Springbank 18 Year Old nie macie.
Tak jak James Bond nie istniał bez swojego wstrząśniętego, nie mieszanego Vodka Martini, tak Percival Gardner nie istniał bez czystej Springbank 18 YO.
Po krótkiej ciszy uniósł wzrok na barmankę, przyglądając się jej nieco uważniej.
To byłoby zbyt banalne. Tobie odebrałoby pracę, mnie przyjemność z kunsztu podania.
Usta Percy’ego wygięły się w delikatnym grymasie.
Obserwował ją. Dla kogoś takiego jak Gardner liczyła się nawet dokładna ilość nalanego alkoholu. Co do mililitra. Pieprzony perfekcjonista.

Liyana Sinclair
she
nie lubię postów tworzonych przez AI; jednostronnej inicjatywy; brania wszystkiego zbyt personalnie i nieodróżniania postaci od gracza
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”