-
men be like “i would do anything for you” and then do nothing
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Jestem jedynym człowiekiem,
który ma własne kino,
ale z tego kina nie może wyjść.
1.
Odrzucenie smakowało o b c o.
N i e w ł a ś c i w i e.
Nie szło również w parze z niezamąconą pewnością siebie, jaką Adore odczuwała po opuszczeniu studia castingowego, zatem - zobaczywszy w mediach nagłówki o obsadzonej roli protagonistki, o którą tak zachłannie zabiegała jeszcze nie tak dawno temu - naturalnie pomyślała: to m u s i a ł być błąd. Ot, niefortunna omyłka pisarska, ponieważ tak szanowany i wybitny reżyser n i g d y nie wybrałby tak marnej aktorki, jaką niewątpliwie była Paloma Diamond. Skromnym i całkowicie uzasadnionym zdaniem Haddington, wcale a wcale niepodszytym latami zaciekłej rywalizacji - nie miała ona wystarczająco ikry do zagrania postaci o bogatym życiu wewnętrznym. Była zwyczajnie zbyt... m d ł a.
Tak, to musiał być b ł ą d. Odrobinę żenujący, to nie ulegało wątpliwościom, ale Adore miłościwie była gotowa puścić całą sprawę w niepamięć po otrzymaniu oficjalnych przeprosin (przeprosin w liczbie mnogiej, rzecz jasna, bo przecież nie mogło skończyć się na jednych, to świadczyłoby o niskim poziomie desperacji ze strony winowajcy) i zadośćuczynienia w postaci bonusu finansowego z odpowiednią ilością zer na końcu (nie żeby go potrzebowała, ale tak wymagały dobre maniery). Tylko dlaczego - pomimo upływu kilku dobrych dni od publikacji artykułu-którego-tytułu-nie-można-wymawiać - nikt do tej pory się z nią nie skontaktował? I gdzie się podział jej przeklęty menadżer?
一 No w końcu 一 burknęła pod nosem, kiedy - niczym na specjalne zamówienie - po salonie, który aktualnie okupowała, rozleniwiona po wyjątkowo męczącej sesji hot jogi, rozległa się melodia Work Bitch Britney Spears, nie bez przypadku przypisana do tego numeru telefonu. Cóż, będąc odrobinę (naprawdę jedynie odrobinę) poirytowaną, nie odebrała ani po pierwszym, drugim, ani też trzecim połączeniu, pozwalając Bradowi nagrać się na skrzynkę głosową, chcąc go w ten sposób zasłużenie ukarać za te kilka dni zmowy milczenia.
Czy Ty kiedykolwiek jesteś pod telefonem? Poważnie, łatwiej się dodzwonić do prezydenta Stanów Zjednoczonych niż do Ciebie.
Wymowne przewrócenie oczami i pociągnięcie łyka ze szkła wypełnionego po brzegi bursztynowym płynem, ponieważ w życiu liczył się b a l a n s.
W każdym razie - pewnie już słyszałaś... Rola Andrei poszła do Palomy, Willa. Trudno, stało się. Następnym razem na pewno ją pokonasz! Oddzwoń jak będziesz w humorze... To znaczy jak będziesz mieć czas. Ciao.
T r z a s k. Drobne kryształki po kosztownej zastawie mieniły się w świetle ostrego światła, tworząc w duecie z wolno płynącymi strużkami alkoholu artystyczny nieład, który może i by doceniła, gdyby nie przecinająca ją na wskroś wściekłość.
Trudno? Następnym razem? Co w ogóle oznaczały te słowa w starciu z tak druzgocącą porażką? Jak miała ją zaakceptować z godnością, skoro wszystkie znaki na niebie jasno wskazywały, że dostanie tę rolę? Przecież jej się należała, przecież...
Dwa wdechy, dwa wydechy, dwa wdechy, dwa wydechy i nagle: autopilot. Ignorując skutki swojego gwałtownego wybuchu, który w tej chwili zdawał się mieć miejsce tysiące lat temu, przeszła bezpośrednio do działania. Prysznic, bezmyślny wybór outfitu na wieczór i szybki telefon po szofera. Włosy, makijaż, kilka mało eleganckich pociągnięć wprost z karafki. Zjazd windą na miękkich nogach, jazda w limuzynie, którą jutro będzie pamiętać jak przez mgłę. I wreszcie początek końca: wejście do klubu.
Gdyby mogła cofnąć czas do momentu podjęcia decyzji, która zrujnowała wszystko, na pewno dokonałaby innego wyboru - nie wyszłaby z domu, a poszłaby spać. Ale przeszłości nie dało się zmienić, a ona już - niczym po sznurku - przemierzała korytarz stworzony z ludzkich ciał, błogo bujających się rytm w latynoskiej muzyki, ku własnej
d e s t r u k c j i.