O mamuniu!
Najwyraźniej zwróciła uwagę nie jednego strażaka, a całej sekcji! Szli tacy muśnięci słońcem, jakby dopiero co mieli zanurkować w jeziorze i z gracją bohatera rodem ze Słonecznego Patrolu. Jeden założył ręce, inny oparł się o drzewo, a jeszcze trzeci już pakował się do wody. Wszyscy jak jeden mąż zadzierali głowy do góry, wpatrując się w nią… i jej bikini. Cóż, nie ma się co oszukiwać, kupiła je nie tylko dlatego, że się jej podobało. Miało przyciągać wzrok. Nie sądziła jednak, że będzie go prezentować w tak niekomfortowej pozycji w duchu modląc się o to, by żaden sznurek o nic się nie zahaczył, bo takiej straty garderoby chyba by nie przeżyła.
Chyba mamy kotka do ratowania … O tak, prawdziwy kotek.
To fakt. niezły był z niej kociak. Niejednemu spodobałaby się jej pozycja na prężącego się kociaka, ale jak widać teraz zdecydowanie preferowała formę leniwca. Czuła jak policzki zaczynają jej płonąć, z całą pewnością nie od upału. Chciała zapaść się pod ziemię, a jednocześnie bała się na niej wylądować zbyt boleśnie, bo nie miała pojęcia jak głęboka jest woda. Mózg podpowiadał jej, by krzyczała na ratunek, ale zamiast tego postanowiła robić dobrą minę do złej gry i uśmiechnęła się jakby nigdy nic wyrzucając z siebie niedorzeczny tekst. —
Nieee no co wy, ja sobie tak tylko wiszę — brzmiała tak przekonująco, że aż sama sobie nie wierzyła. —
Możecie wracać do ćwiczeń, ja tu jeszcze… —
wytrzymam może kilka sekund i zaliczę popisowy upadek, pomyślała czując smród własnej porażki. Wolałaby jej nie doświadczać na ich pięknych oczach zwróconych w jej stronę.
W głowie wciąż rozbrzmiewała jej ścieżka dźwiękowa ze Słonecznego Patrolu, gdy mężczyzna stojąc w wodzie wyciągnął ręce w jej kierunku.
Świetnie, woda do brody. Jest nadzieja, że się nie zabiję, choć wciąż istnieje wysokie ryzyko utonięcia pod wpływem mojej wrodzonej niezdarności. Pomyślała analizując sytuację, aż nagle usłyszała pod sobą głos.
Co ty na to, żeby leniwiec został księżniczką?
Bajki o księżniczkach
ale kicz!
Dobra, gówno prawda. Wendy uwielbiała disneyowskie historie i w zasadzie wszystkie kiczowate romantyczne komedie, była pod tym kątem beznadziejnie uzależniona i nawet się tego nie wstydziła. Klasyki znała na pamięć, a wszelkie nowości pochłaniała w tempie ekspresowym. Zawsze ceniła sobie te role początkowo niezależnych bohaterek, które i tak pod wpływem zdarzeń i za pomocą
niezdarności losu przepadały w objęciach wybawcy. I jak na taką bohaterkę przystało odparła dziarsko. —
Leniwiec… ma na imię Wendy! — i naprawdę bardzo starała się trzymać tej gałęzi! Na przekór! Niestety im mocniej próbowała ją obejmować tym więcej siły traciła. Czuła, jak drętwieją jej ręce. —
Po-po-posiadam pełną kontrolę nad sytua…. — tak samo pełną jak wtedy, gdy potykała się trzykrotnie na prostej drodze, yup —
aaaaaaaaaaaaa — noga obsunęła się z kory, a pisk wydarł się z jej ust automatycznie. Grawitacja upomniała się o nią i spadła prosto z gałęzi w dół. Zero gracji, dwie bezwładnie machające ręce i potężny rozbryzg wody —
cją! — dokończyła znajdując się w objęciach kogoś, kto idealnie wytypował miejsce jej upadku.
Wpadła na niego tak, że w pierwszej chwili wcisnęła go swoim ciężarem pod wodę, ale i to nie okazało się dla niego straszne, bo już po chwili znów czuła promienie słońca na swojej twarzy. Wynurzył się wciąż trzymając ją w objęciach, jakby nie wymagało to żadnego wysiłku, aż sobie cicho westchnęła. Otwarła oczy, odgarnęła mokre kosmyki z twarzy i zatrzepotała rzęsami.
Dear Lord!
Wyglądał nieprzyzwoicie dobrze! Idealnie zarysowana linia szczęki, te piwne… a raczej bardziej orzechowe oczy, wilgotne włosy opadające na czoło i te kropelki wody, które tak spływały po jego skórze. ZAGAPIŁA SIĘ i wcale się z tym nie kryła. Wendy potrafiła docenić piękno, aż dziwne, że nie poszła na dno z wrażenia. No właśnie, dno… Grzecznie próbowała zsunąć się z jego rąk, by stanąć stabilnie przed nim, ale nie wzięła pod uwagę jednej rzeczy — rozmiaru, który akurat w tym przypadku miał spore znaczenie. Próbując stanąć przed nim popisowo się zanurzyła i równie szybko wynurzyła wracając jednak objęciami do jego ramion. Kobieta zmienną jest, najwyraźniej.
—
Wysoki jesteś! — odkryła posyłając mu rozbawiony uśmiech i wskazała głową na brzeg, gdzie stali jego koledzy i pogwizdywali klaszcząc radośnie. —
Jednak zostanę na chwilę księżniczką, jeśli w pakiecie będzie holowanie w ramionach na brzeg — kto pogardziłby takim transportem?! Ona nie zamierzała! Jedyne co teraz zrobiła to poprawiła swoją sukienkę, by opadła niżej i zakryła jej tyłek, choć tak naprawdę nie miało to już żadnego znaczenia. Nie dość, że już i tak wszystko widzieli to po zamoczeniu całkowicie prześwitywała.
Save me, hero ᯓ★