ODPOWIEDZ
34 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

020
Obrazek

Lato w pełni! Słońce prażyło bezlitośnie tego dnia, ale od tygodnia dawało się już we znaki, więc Wendy zaplanowała sobie, że ten dzień spędzi nad jeziorem. Miała rozłożyć sobie kocyk w cieniu wielkiego drzewa, pod którym zasiadła nie tak dawno z przyjaciółką i co najmniej raz na godzinę planowała zamoczyć dupkę w wodzie, by nie ulec samozapłonowi. Przy tych temperaturach to nigdy nie wiadomo co się wydarzy! Zaopatrzona w koc, sporą ilość wody, żelki, krem z filtrem i kapelutek wskoczyła w strój kąpielowy, zarzuciła na siebie białą sukienkę i podjechała na parking w pobliżu jeziora, gdzie resztę drogi pokonała spacerem.
Ach!
Było tak jak to sobie wymarzyła. Żadnych skomplikowanych myśli, żadnych dorosłych spraw, tylko ona, jezioro i święty spokój. Żadnych Krabików nad którymi sprawowała opiekę każdego dnia w przedszkolu i żadnych innych dzieci rozwszeszczanyvh w pobliżu.
Idealnie!
Przynajmniej do momentu, kiedy czytanie przewodnika po Florencji zostało przerwane cichym miau. Najpierw nieśmiałym, piskliwym, a potem coraz częstszym i coraz bardziej przeciągliwym. Dało się w tym wyczuć nutę dramaturgii, a Wendy zaraz serduszko drgnęło i odłożyła książkę przyglądając się drzewu. Wstała i podeszła bliżej pnia słysząc, że zmierza w dobrym kierunku, bo miauczenie było coraz głośniejsze. Jak na kogoś kto miał koordynację ruchowa na poziomie zerowym (o ile już nie minusowym!) nie powinna nawet myśleć o tym, że jest zdolna do jakiejkolwiek pomocy biednemu kociakowi. Jednak jej serduszko, miękkie niczym glina przed wypaleniem, rwało się do tego miauczenia instynktownie. Nim pomyślała zaczęła się wspinać w górę. Wdrapała się jakimś cudem na konar, na którym jej sukienka zahaczyła się o korę, a okulary przeciwsłoneczne zjechały na czubek nosa. kot widząc to stwierdził chyba, że takiej pomocy nie potrzebuje, bo nagle przestał miauczeć i potruchtał sobie na grubą gałąź wiszącą nad taflą jeziora.
No dobra, ryzykowne posunięcie kolego, ale damy radę — mruknęła pod nosem zmierzając w jego ślady, ale grawitacja właśnie w tej konkretnej chwili postanowiła o sobie przypomnieć. Zachwiała się gałąź, a w efekcie i Wendy. Zamiast ratunku kota zaserwowała sobie zwis w postaci leniwca, a z sukienką owiniętą wokół bioder prezentowała teraz światu swój nowy strój kąpielowy — bikini, które nie nadawało się na takie okazje.
Może ktoś doceniłby jej poświecenie, jakiego dokonała ratując kotka, ale miauczek w opałach postanowił przemknąć obok niej z niebywałą gracją i przysiąść na innej gałązce, gdzie z gracją wylizywał sobie łapkę i wyglądał tak, jakby wcale go nie potrzebował.
Okej, nie panikujmy… — zaczęła mówić do siebie próbując zorientować się w jakim położeniu się znalazła. No kiepskim, to na pewno. Czuła jak ręce zaczynają jej drętwieć, a pot spływa po plecach. — Jak się puszczę to wpadnę do wody, co nie? — zerknęła na kota jakby liczyła, że jej odpowie. — Ale czy tu jest głęboko? A co jeśli na dnie są jakieś głazy… — nagle noga zadrżała jej i była pewna, że runie w dół, więc wydała z siebie głośny pisk, a potem krzyk, gdy próbowała pewniej złapać gałąź.
I wtedy ich zobaczyła.
Strażacy w trakcie ćwiczeń.
Grupa męskich bóstw. Wyglądali jakby wyszli spod dłuta samego Michała Anioła. Bez koszulek, z wyrzeźbionymi klatkami piersiowymi, cuda na które Wendy reagowała w ściśle określony sposób: maślane oczy i wyłączenie myślenia.
Tylko, że ona teraz musiała myśleć.
Myślenie potrzebne na cito!
O boże, o boże, o boże patrzą na mnie! Co robić, co robić?! — ten kot mógłby się zlitować i jej choć raz odpowiedzieć.
Miau!!!.
Teraz miauczysz? No wielkie dzięki… — widocznie też jak zobaczył te cuda skąpane w blasku słońca chciał jednak być uratowany.
To na pewno była kotka.


Obrazek
winniethepooh
zlewania - szybko wtedy tracę zainteresowanie, bardzo to nieatrakcyjne; kierowania moja postacią i sugerowania co myśli; nudy i braku inicjatywy
27 y/o
For good luck!
189 cm
ratuje kotki z drzew
Awatar użytkownika
fuck everyone else i'm a party by myself
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiciastko/dej
typ narracji3-os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

001.
O, jak on uwielbiał lato. Uwielbiał też swoją pracę, oczywiście, i to właśnie z tej miłości 一 bo przecież nie do lata, słońca, jeziora, totalnych summer vibes 一 był jednym z pierwszych, którzy podnieśli dupę na wieść o ćwiczeniach w parku imieniem kolonela Samuela Smitha. Nie to, że wiedział, co planował im kapitan w ramach ćwiczeń, ale...
No dobra, wiedział.
Wiedział, bo podsłuchał dwa dni wcześniej, jak zasnął w remizie i tak spał sobie całą noc, że nawet go nocna zmiana zostawiła w spokoju, a potem poranna nawet nie wiedziała, że za kanapą w ogólnym ktoś w ogóle leży. Nie chrapał, to ciężko było im się dziwić, że nie ogarnęli. I kiedy się przebudził, godzina 6 z kawałkiem nad ranem, kiedy już zrozumiał, że nocni koledzy zapomnieli o nim i już szykował im w głowie odwet, to właśnie wtedy to usłyszał. Rozmowę, niby przypadkową, niby o duperelach, dunderszmycach, trele morele, niby hej co tam, niby a nic tam, a tam, niby a szykuję chłopakom małe co nieco. I padło tam, zaraz za małe co nieco, słowo: “ćwiczenia”. A potem nazwa Colonel Samuel Smith Park i wszystko stało się jasne.
Stałoby się jeszcze jaśniejsze, gdyby nie to, że nagle zaczął dzwonić mu budzik. Alvin przeklinał go do tej pory, bo w całej tej szaleńczej walce, żeby go wyłączyć, narobił więcej rabanu, niż jakby dał smartfonowi po prostu wibrować i grać Jona Bon Joviego.
Szot fru de hart end jur tu blejm, ju giw lof e bed nejm, aj plej maj part end ju plej jor gejm, ju giw lof e bed nejm zaśpiewał im wtedy nawet, kiedy ich oczy już się spotkały, a telefon leżący gdzieś nieopodal panów grał dalej.

🎶 whoooaah, you're a loaded gun 🎶
🎶 whooooah, there's nowhere to run 🎶
🎶 no one can save me, the damage is done 🎶


No ale nieważne. Jakby nie podsłuchał, to też byłby bardziej, niż chętny na te ćwiczenia! Chociażby z samej możliwości wskoczenia do jeziora po albo przed albo w trakcie ćwiczeń.
Dlatego tak się ucieszył, kiedy jedna zabawa się skończyła, a druga mogła się zacząć. Razem z trójką kolegów szli akurat w stronę brzegu, po drodze zrzucając uprzęże i inne niewygodne rzeczy, żeby móc w pełni nacieszyć się relaksem i ochłodą w wodzie. W zasadzie pierwszy zrzucił cichy, pierwszy wparował do jeziora i pierwszy usłyszał miau.
Miau?
Miau...?
Że tutaj? Tak po prostu? Takie przeraźliwe, głośne, miau!!!11one?
Chyba mamy kotka do ratowania 一 rzucił, już odwracając się w stronę, z której dochodziły głosy. Do tej pory ratowanie kotków to był bardziej ich inside joke, ale oto się trafiło. Tyle, że zamiast kota, pierwsze co zobaczył, to biała (chyba) sukienka, bikini i pozycja na leniwca.
O tak, prawdziwy kotek 一 skomentował jeden. Co za debil chciało się Alvinowi powiedzieć, ale już sobie darował, bo może w innych okolicznościach też by ją tak nazwał, gdyby styl leniwca go tak nie ujął. Swoją drogą, 10/10. No ale oczywiście, że na nią patrzyli i oczywiście, że do niej podeszli. Była damą w opałach, a oni przecież byli stworzeni do ratowania dam z opałów. Strażacy Toronto, psia jego mać, hellou.
Gdzie się gapisz, tej 一 palnął drugi do trzeciego, waląc mu kuksańca z łokcia w bok.
Wejść po ciebie? I Ciebie? 一 zwrócił się pierwszy najpierw do kota, potem do kotki. Ale Alvin już pchał się do wody, zupełnie nie zwracając uwagi na to, że jego skóra była rozgrzana promieniami słońca, a woda... woda niekoniecznie. Zło diabli nie brało, szok termiczny nie tykał się Alvinów. Taka logika.
Ale wy jesteście głupi 一 dodał tylko kolegom na odchodne, bo już był w jeziorze i nie minęła chwila, a znajdował się tuż pod koto-leniwcem w białej sukience i bikini, które ewidentnie przyciągało wzrok jego kumpla. Nie to, że mógł mu się dziwić. Nie mógł. Słońce każdemu z nich już siadło na łeb.
Co Ty na to, żeby leniwiec został księżniczką? 一 W bajkach Disneya żaby zmieniały się w księżniczki, więc dlaczego nie leniwce? Mógł jej nawet dać mleczyka, nie-ostatniego w sezonie, ale to później. Teraz stanął w wodzie, z taflą wysoko pod własną brodą 一 więc trochę głęboko, trochę płytko 一 i rozłożył ręce, szczerząc się przy tym szeroko, jakby sam był wcieleniem słońca i planował samą radością nakłonić ją do skoku w jego ramiona.
Chociaż, istniała też szansa, że uprawiała jakąś ekstremalną wersję jogi sama spadnie siłą grawitacji i słabych mięśni... Wolał jednak myśleć, że robiłaby to świadomie. Dobrze, że w ogóle zdążył!


˙✧˖° ₍ᐢ•ﻌ•ᐢ₎ ༘ ⋆。˚
be my squirrel girl
vasco da gama
34 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

O mamuniu!
Najwyraźniej zwróciła uwagę nie jednego strażaka, a całej sekcji! Szli tacy muśnięci słońcem, jakby dopiero co mieli zanurkować w jeziorze i z gracją bohatera rodem ze Słonecznego Patrolu. Jeden założył ręce, inny oparł się o drzewo, a jeszcze trzeci już pakował się do wody. Wszyscy jak jeden mąż zadzierali głowy do góry, wpatrując się w nią… i jej bikini. Cóż, nie ma się co oszukiwać, kupiła je nie tylko dlatego, że się jej podobało. Miało przyciągać wzrok. Nie sądziła jednak, że będzie go prezentować w tak niekomfortowej pozycji w duchu modląc się o to, by żaden sznurek o nic się nie zahaczył, bo takiej straty garderoby chyba by nie przeżyła.
Chyba mamy kotka do ratowania … O tak, prawdziwy kotek.
To fakt. niezły był z niej kociak. Niejednemu spodobałaby się jej pozycja na prężącego się kociaka, ale jak widać teraz zdecydowanie preferowała formę leniwca. Czuła jak policzki zaczynają jej płonąć, z całą pewnością nie od upału. Chciała zapaść się pod ziemię, a jednocześnie bała się na niej wylądować zbyt boleśnie, bo nie miała pojęcia jak głęboka jest woda. Mózg podpowiadał jej, by krzyczała na ratunek, ale zamiast tego postanowiła robić dobrą minę do złej gry i uśmiechnęła się jakby nigdy nic wyrzucając z siebie niedorzeczny tekst. — Nieee no co wy, ja sobie tak tylko wiszę — brzmiała tak przekonująco, że aż sama sobie nie wierzyła. — Możecie wracać do ćwiczeń, ja tu jeszcze…wytrzymam może kilka sekund i zaliczę popisowy upadek, pomyślała czując smród własnej porażki. Wolałaby jej nie doświadczać na ich pięknych oczach zwróconych w jej stronę.
W głowie wciąż rozbrzmiewała jej ścieżka dźwiękowa ze Słonecznego Patrolu, gdy mężczyzna stojąc w wodzie wyciągnął ręce w jej kierunku. Świetnie, woda do brody. Jest nadzieja, że się nie zabiję, choć wciąż istnieje wysokie ryzyko utonięcia pod wpływem mojej wrodzonej niezdarności. Pomyślała analizując sytuację, aż nagle usłyszała pod sobą głos.
Co ty na to, żeby leniwiec został księżniczką?
Bajki o księżniczkach ale kicz!
Dobra, gówno prawda. Wendy uwielbiała disneyowskie historie i w zasadzie wszystkie kiczowate romantyczne komedie, była pod tym kątem beznadziejnie uzależniona i nawet się tego nie wstydziła. Klasyki znała na pamięć, a wszelkie nowości pochłaniała w tempie ekspresowym. Zawsze ceniła sobie te role początkowo niezależnych bohaterek, które i tak pod wpływem zdarzeń i za pomocą niezdarności losu przepadały w objęciach wybawcy. I jak na taką bohaterkę przystało odparła dziarsko. — Leniwiec… ma na imię Wendy! — i naprawdę bardzo starała się trzymać tej gałęzi! Na przekór! Niestety im mocniej próbowała ją obejmować tym więcej siły traciła. Czuła, jak drętwieją jej ręce. — Po-po-posiadam pełną kontrolę nad sytua…. — tak samo pełną jak wtedy, gdy potykała się trzykrotnie na prostej drodze, yup — aaaaaaaaaaaaa — noga obsunęła się z kory, a pisk wydarł się z jej ust automatycznie. Grawitacja upomniała się o nią i spadła prosto z gałęzi w dół. Zero gracji, dwie bezwładnie machające ręce i potężny rozbryzg wody — cją! — dokończyła znajdując się w objęciach kogoś, kto idealnie wytypował miejsce jej upadku.
Wpadła na niego tak, że w pierwszej chwili wcisnęła go swoim ciężarem pod wodę, ale i to nie okazało się dla niego straszne, bo już po chwili znów czuła promienie słońca na swojej twarzy. Wynurzył się wciąż trzymając ją w objęciach, jakby nie wymagało to żadnego wysiłku, aż sobie cicho westchnęła. Otwarła oczy, odgarnęła mokre kosmyki z twarzy i zatrzepotała rzęsami.
Dear Lord!
Wyglądał nieprzyzwoicie dobrze! Idealnie zarysowana linia szczęki, te piwne… a raczej bardziej orzechowe oczy, wilgotne włosy opadające na czoło i te kropelki wody, które tak spływały po jego skórze. ZAGAPIŁA SIĘ i wcale się z tym nie kryła. Wendy potrafiła docenić piękno, aż dziwne, że nie poszła na dno z wrażenia. No właśnie, dno… Grzecznie próbowała zsunąć się z jego rąk, by stanąć stabilnie przed nim, ale nie wzięła pod uwagę jednej rzeczy — rozmiaru, który akurat w tym przypadku miał spore znaczenie. Próbując stanąć przed nim popisowo się zanurzyła i równie szybko wynurzyła wracając jednak objęciami do jego ramion. Kobieta zmienną jest, najwyraźniej.
Wysoki jesteś! — odkryła posyłając mu rozbawiony uśmiech i wskazała głową na brzeg, gdzie stali jego koledzy i pogwizdywali klaszcząc radośnie. — Jednak zostanę na chwilę księżniczką, jeśli w pakiecie będzie holowanie w ramionach na brzeg — kto pogardziłby takim transportem?! Ona nie zamierzała! Jedyne co teraz zrobiła to poprawiła swoją sukienkę, by opadła niżej i zakryła jej tyłek, choć tak naprawdę nie miało to już żadnego znaczenia. Nie dość, że już i tak wszystko widzieli to po zamoczeniu całkowicie prześwitywała.
Save me, hero ᯓ★
winniethepooh
zlewania - szybko wtedy tracę zainteresowanie, bardzo to nieatrakcyjne; kierowania moja postacią i sugerowania co myśli; nudy i braku inicjatywy
27 y/o
For good luck!
189 cm
ratuje kotki z drzew
Awatar użytkownika
fuck everyone else i'm a party by myself
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiciastko/dej
typ narracji3-os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Powiedziała: “Nieee no co wy, ja sobie tak tylko wiszę, możecie wracać do ćwiczeń...“ i musiała być szalona jeśli myślała, że to zrobią. Po pierwsze, nie taką przysięgę składali. Po drugie, wszystko było ciekawsze niż ćwiczenia, ale prywatne show wiszenia na drzewie w takim bikini? Oh boi. Po trzecie, wcale nie posiadała kontroli nad sytuacją i chyba faktycznie była trochę szalona. Czyli dokładnie to, co tygryski z Toronto Fire Station 132 lubiły najbardziej.
No i miała na imię Wendy.
Jak ta z Piotrusia Pana? — zagaił, jak jeszcze była nad nim i mógł w pełni podziwiać sznurki bikini pokaz jej zwisu, upartości i szybko poddające się mięśnie. — Ja jestem Alvin. Jak ten od wiew-...
I tylko tyle zdążył przekazać, bo potem był PLUSK. Nagły impet swobodnie spadającego ciała ugiął mu kolana i wpadł pod wodę razem z nią, ale to były dosłownie ułamki sekund, zanim na nowo mogli cieszyć się dostępem do powietrza. Nie po to ją przecież łapał, żeby jej teraz dać pójść na dno. Zapędów do topiciela też nie miał — do żadnej formy mordu, zresztą.
Potrząsnął łbem, niczym jakiś pies po bliskim spotkaniu z wodą, rozbryzgując kropelki z włosów na nią, za siebie, dookoła siebie. Oczy, piwne czy orzechowe — zawsze miał problem z nazwaniem koloru, a ci, których zapytał, mieli sprzeczne wersje; ktoś nawet je raz nazwał brązowymi — spojrzały w końcu w dół, na tego leniwca-księżniczkę o imieniu Wendy i gęba od razu mu się rozpromieniła widząc, że była cała i zdrowa, jeszcze trochę rumiana z wysiłku (albo wstydu). Też się zagapił i też się wcale z tym nie krył, oceniając jej ogólny stan i ewentualne możliwości ustania na nogach w wodzie. Na szczęście wyprzedziła go tu i jak na gentlemana przystało, dał jej pełną swobodę ruchu. No, prawie pełną. Łapska wciąż miał gdzieś tam przy niej i jak tylko się z niego zsunęła i znowu zniknęła pod taflą wody, już ją obejmował w pasie i ciągnął do góry. Co wyszło nawet bardziej niż gładko i sprawnie, bo raz że wyporność wody, a dwa ona sama wróciła mu w ramiona. To dobrze, wiele to ułatwiało, przynajmniej nie musiał jej robić wykładu na temat bezpieczeństwa na głębokościach i przekonywać, że może bez krępacji robić sobie z niego żywą boję. Wysoką żywą boję.
Bo, jak słusznie zauważyła, faktycznie był wysoki. Zdawał sobie z tego sprawę od mniej więcej trzynastego roku życia, kiedy to wyrósł z butów w ciągu jednych wakacji i mama się go pytała “panie, co ty jesz”, jakby to nie ona mu w większości gotowała, a on odpowiadał “kebsa na podwójnym mieszanym”, co było i prawdą i na temat, ale nie tłumaczyło istoty sprawy. Teraz jak o tym myślał, to może większa zasługa tkwiła w szejkach proteinowych i genetyce. Wyszczerzył się szerzej, przytakując na wzmiankę o holowaniu, nawet nie analizując tego w głowie — od początku miał właśnie taki plan i teraz musiał go tylko zrealizować. Z chętną Wendy u boku było to natomiast łatwiejsze, bo nie musiał jej ciągnąć, jak szarpiącego się dzieciaka. Raz musiał takiego gagatka odprowadzać z powrotem na piasek i do tej pory pamiętał ból po dostaniu kopytem w szczękę.
To będzie holowanie w standardzie premium — mruknął i wierzył, że tak będzie. Logistyka holowania była na szczęście bezbolesna i miał nadzieję, że księżniczka o gracji leniwca i jak się okazało, wdzięku syreny będzie grzeczna do końca. Odczekał, aż poprawiła sukienkę, co musiał przyznać, było rozsądną decyzją w obliczu dostępnych dla niego danych o kroju jej bikini i ruszył w kierunku brzegu. Niespiesznie, powoli, ostrożnie. Nie dlatego, że chciał przeciągnąć moment, po prostu grunt był nierówny i te zasady pierwszej pomocy, ryzyko skręcenia kostki, nagły uskok... Przynajmniej tak sobie argumentował.
Za to jego koledzy poczuli się chyba jak w kinie i zaczęli klaskać.
Dziesięć na dziesięć za lądowanie — rzucił któryś, a drugi zagwizdał, chyba jako alternatywa do tego, że nie miał skąd wyciągnąć tabliczki z numerkami.
Mnie też tak złapiesz, Alvie? Ratuj mnie, bohaterze. — A ten z kolei udawał omdlewanie. Fontaine rzucił im tylko szybkie spojrzenie pod tytułem: “uczcie się od mistrza, łachudry” i kontynuował podróż woda-ląd.
Trzeci strażak, który wchodził już na drzewo, pamiętając o kocie, krzyknął jedynie:
I jak tam woda, Fontaine?
Orzeźwiająca, możecie wchodzić — odpowiedział, brodząc już w połowie drogi. Wodę miał niżej niż łokcie, więc teoretycznie mógł odstawić Wendy na własne nogi, ale był uparty i świetnie się bawił i ani o tym myślał. Albo zapomniał. Summa sumarum wcale takiej opcji nie zaproponował, idąc z nią dalej. Zerknął jeszcze na kumpla, który już trzymał kociaka na ramieniu i schodził z nim na dół.
Kot jest cały — a potem spojrzał w dół, na swoją ulubioną księżniczko-leniwco-syrenkę. — A Ty?
Bo może jednak coś ją bolało i holowanie trzeba było przedłużyć aż na jej koc, który gdzieś tam miała. Albo dalej. Albo zrobić coś z pierwszej pomocy. Albo nauczyć ją pływać.


saving my sunshine ⋆☀︎。
vasco da gama
ODPOWIEDZ

Wróć do „Colonel Samuel Smith Park”