40 y/o
For good luck!
175 cm
chirurg urazowy w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Sometimes, I feel the fear of
Uncertainty stinging clear
And I can't help but ask myself how much I'll let the fear take the wheel and steer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Im bliżej celu byli, tym większą presję pozostawiał za plecami pokonanej drogi, jakby przez szczeliny okien i samochodowych drzwi przepuszczał mgławicę napięcia i każde, niepokojące go dotąd myśli. Czas rozciągał się przy tym w przestrzeni auta do niebagatelnych rozmiarów, a wraz ze spadkiem promili alkoholu we krwi, opuszczał Milesa pośpiech i charakterystyczne dla lekkiego stanu upojenia pobudzenie. Z minuty na minutę, cichły w nim instynkty przetrwania, a uruchamiały się te odpowiedzialne za przedwstępny relaks. Wcześniejsza drażliwość wobec hałasu w lokalu, ustąpiła tym samym miejsca rozluźnieniu.
Był wdzięczny za pomoc w dotarciu do domu, a sobie za to, że dał sobie wcześniej chwilę odpoczynku przy szklance wody, nim wyszedł z baru. Wydłużony czas reakcji, który jeszcze w lokalu uwidaczniał się w nieskoordynowanych i nieco opóźnionych ruchach, teraz wracał do normy. Oznaczało to na przykład, że potrafił objąć Oleandra w tarczy spojrzenia na czas, nie gubiąc przy tym jego bardziej detalicznych reakcji, jak spuszczenie wzroku na obrączkę, czy uderzenie śmiechu, które miło łechtało duszę i uszy Howarda. Sam przy tym nieznacznie się uśmiechnął, rozbawiony uwagą chłopaka.
Nie planuję w najbliższym czasie kupować nowej obrączki, więc to wydatek, który jestem w stanie wpisać sobie w koszta — kontynuował po Everharcie wesoło, jako że delikatna euforia, będąca wynikiem krążącej w nim resztki alkoholu, wciąż napierała na neurony jego myśli, rozszczepiając w nim to, co na trzeźwo uznałby w sobie za sztywne i niezdatne do kompromisów. Dziś był na różne scenariusze otwarty, podobnie jak na samą rozmowę, która miała w sobie ważne dla niego kontrapunkty. Było na przykład w tym spotkaniu coś miękkiego i sprężystego, będącego jednoczesnym powodem przyjemnego otulenia, jak i głównym impulsem dla dynamicznego rozwoju ich relacji. Miles do teraz nie potrafił powiedzieć, czy lekkie uczucie ciepła, jakie osadziło się mu tuż pod skórą, było wynikiem wypitych procentów, zasłyszanych słów Oleandra, na które reagował z sympatią, czy może kryła się pod tym wszystkim lekka ekscytacja, rozgrzewająca nieznacznie ciało. Ważne jednak, że ta rozkoszna, relaksująca fala nie ginęła po pierwszych dłuższych rozmowach z kierowcą. Miał wręcz wrażenie, że magia dzisiejszego wieczoru otwiera dla niego nowe doznania.
Właśnie pod butami gniotło mu się coś ważnego – był to dystans, jaki zwykle utrzymywał wobec pacjentów – i ani myślał wracać do swej dawnej formy. Trochę jak papierek zwinięty w ciasną kulkę, który po rozprostowaniu nigdy więcej nie wygląda już tak samo.
Miles oparł potylicę o zagłówek, wsłuchując się w słowa odpowiedzi Oleandra. Nie od razu jednak się do nich odniósł. W gruncie rzeczy nie miał nic do dodania, gdy chodziło o studia (które sam skończył już dawno) lub o nadrabianie seriali Netflixa (na które rzadko miewał czas, więc całkiem z nich zrezygnował).
Mówiłem poważnie z tym upiciem Cię, jesteś cholernie sztywny na trzeźwo...
A było to nie lada wyczynem, bo sam doktor Howard również nie należał do specjalnie rozrywkowych, a i tak miał wrażenie, że zachowuje się swobodniej. Palce dłoni potarły tymczasem leniwie o zaczerwieniony nieco policzek w miejscu, w którym łaskotał go jego własny zarost, a Miles zaraz potem powrócił do wyjaśnienia:
Więc tak. Oleander pasuje jak ulał — dodał, pięknie zespajając ze sobą te dwa aspekty rozmowy. Żeby jednak nie ujść za kąśliwego, nachylił się do przodu, prychając w rozbawieniu.
Na następnym zakręcie w prawo, do parkingu podziemnego. To jedyne miejsce, w którym tu zaparkujesz/ — podpowiedział, gdy wjechali w szereg brylących się jak kostki cukru wieżowców, które przy aktualnej porze dnia (a raczej przy zbliżającej się nocy) odbijały światło ulicznych lamp.
Byli już niedaleko mieszkania Milesa, a on wciąż nie miał pojęcia, czy jego towarzystwo zaraz nie zamieni się na przykrą pustkę.
Też mam Netflixa, jakbyś chciał się zabawić — pauza wpełzła między słowa, naciągając nieznacznie struny głosek — przy nadrabianiu zaległości z filmów — dokończył już neutralnie, opierając się z powrotem w fotelu, zerkając na Oleandra z ukosa.
Wciąż miał problem z rozgryzieniem jego nastroju, myśli i charakteru. Stąd próbował na wszelkie sposoby testować reakcje. Jak dotąd dyskretnie, nieśmiało, zawiązując supeł prowokacji na niewinnym żarcie.

oleander everhart
nihilista
zrzućmy kajdany nudy i pruderyjność, co do pozostałej reszty - dogadamy się
29 y/o
For good luck!
196 cm
strażak na zasiłku, student psychologii uniwersytet
Awatar użytkownika
playing with fire, you know you're gonna hurt somebody tonight - and you're out on the wire, you know you're playing with fire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracji3 osoba
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Całe szczęście, że Ollie był zarówno wprawnym kierowcą, jak i od dawna chełpił się raczej dość zgrabną podzielnością uwagi, bo w bieżącej, rozciągającej się miękko w późnowieczornym półmroku chwili, starał się robić dwie rzeczy jednocześnie. Po pierwsze: skupiać i wzrok i atencję na jezdni, na patchworku migających za samochodowym oknem świateł, na sylwetkach przechodniów wchodzących czasem na pasy trochę za wcześnie lub za późno, trochę nieuważnie i krokiem wskazującym na fakt, że Miles Howard nie był dziś jedynym człowiekiem w Toronto, który pozwolił sobie na przedłużone tete a tete z alkoholem. Po drugie: monitorować te wszystkie, nawet i bardzo subtelne zmiany zachodzące w zachowaniu i aparycji drugiego mężczyzny, wynikiem opiekuńczego instynktu wypracowanego w Oleandrze jak mięsień, którego używa się zbyt często i zbyt intensywnie, śledząc jak jego ciało zdawało się rozprężać lekko pod wpływem typowem, post-alkoholowej senności i rozluźnienia. Gdyby nie miał talentu do robienia paru rzeczy na raz, musiałby teraz zezować śmiesznie z drogi na bruneta i z powrotem, bez najmniejszej wątpliwości, że Miles dostrzegłby to, i może nawet mu wytknął.
Spojrzeniami spotykali się zatem w prostokącie samochodowego lusterka, z jakąś intymnością dwojga nieznajomych, którzy mijają się czasem na przystanku metra, i po jakimś czasie zaczynają witać się skinieniem głowy albo drobniutkim, ledwie dostrzegalnym uśmiechem, na który z czasem obydwie strony zaczynają zwyczajnie czekać. Przelotnie, ale nie bez znaczenia. Z perspektywą, że można by się zatrzymać na dłużej, i pozór znajomości przemienić w coś większego, głębszego; trwalszego, może, gdyby obydwu stronom wystarczyło odwagi albo motywacji.
- A co, jeśli po pijaku jestem jeszcze sztywniejszy? - Podchwycił, samego siebie zaskakując być może trochę żartobliwą zadziornością, która wkradła się pomiędzy kolejne sylaby zadanego lekarzowi pytania. Nie wyobrażał sobie, że tak właśnie mógł skończyć się dzisiejszy wieczór: rauszem w mieszkaniu mężczyzny, którego jeszcze dzień wcześniej nawet we własnym myślach posłusznie adresował jego doktorskim tytułem, i czym jeszcze? Wachlarz możliwości był szeroki, i z każdą kolejną minutą zdawał otwierać się w ich jaźniach coraz bardziej, coraz zuchwalej, ukazując opcje, jakie w przeszłości nigdy, n i g d y i za żadne skarby nie przyszłyby nawet Everhartowi do głowy. - Wiem, że statystycznie jest to pewnie rzadki scenariusz, ale nie niespotykany. Mógłbyś się rozczarować.
Stawiał się. I sam nie był już pewien, czy robił to z przywiązania do własnych wartości, czy raczej z dziwnie satysfakcjonującej przekory, która ich rozmowie nadawała raptem zupełnie nowego rytmu i tempa. Zupełnie nowego smaku.
- Tak jest - Skinął głową na znak, że instrukcje Howarda zostały posłusznie zarejestrowane, i zaraz za nimi podąży - płynnie, gładko obracając okrąg kierownicy dokładnie tak, jak lekarz sobie życzył, aż do skrytego pod ziemią celu, na którym, domniemywał, skończyć się miała cała ta ich dzisiejsza eskapada. On też, wbrew rozsądkowi, poczuł razem z tą myślą jakiś rodzaj żalu, wmawiając sobie zaraz, że to wyłącznie dlatego, że w gruncie rzeczy lubił prowadzić, a prowadzenie samochodu Milesa okazywało się doświadczeniem znacznie przyjemniejszym, niż zżymanie się z nieco topornym, rodzinnym samochodem, albo autem pożyczonym od brata, zawsze w lęku, że zarysowanie karoserii albo zapomniany we wnętrzu pojazdu kubek po kawie staną się zarzewiem kolejnego (niepotrzebnego zupełnie) konfliktu. O tyle łatwiej było zakładać, że chodziło właśnie o to. I że przyjemność, która teraz wkradała się gdzieś w jego odczucia, nie miała absolutnie nic wspólnego z towarzystwem leciutko wstawionego lekarza.
Z chropowatej powierzchni jezdni przenieśli się na wyjątkowo gładką, cementową płaszczyznę podziemnego parkingu, co Ollie odczuł zarówno w sposobie, w jakim samochód gładko sunął po podłożu, jak i po ciszy, zastępującej wcześniejszy, cichy szmer niosący się spod kół. Wraz z nią, cisza wkradła się też w ich konwersację - ciężka jakby wiszący nad nimi znak zapytania.

Co dalej?
Co potem?
Co teraz?
Ollie zatrzymał samochód na wskazanym mu przez Milesa miejscu. Zaciągnął hamulec, ale nie przekręcił jeszcze kluczyków w stacyjce, wprawiając samochód w stan stoickiego czuwania. Zabębnił palcami o kierownicę. Zaraz też przekręcił lekko głowę, spoglądając na Milesa wprost, bez uprzejmego pośrednictwa lusterka.
- Tylko... - Zagryzł krótko dolną wargę, jakby się zastanawiał, jakby się wahał (choć decyzję podjął w myśli już dobrą chwilę wcześniej, wbrew podszeptom zdrowego rozsądku i wszelkim granicom biegnącym na linii pacjent i lekarz) - Jeśli masz pakiet bez reklam. - Zakładał, że tak. Jego samego, w tej jego młodzieńczo-studenckiej rzeczywistości, stać było wyłącznie na najtańszą wersję, w której wszystkie filmy co jakiś czas rwało na strzępy obowiązkowe pasmo reklamowe. Miles wyglądał jednak na człowieka, który nie musi oszczędzać jakichś czterech dolarów na tańszej wersji Netfliksa... - Wtedy zgoda. Ale reklamy doprowadzają mnie do szału.
Zupełnie, jakby naprawdę chodziło właśnie wyłącznie o to. O spontaniczny seans filmowy na kanapie (nie)znajomego mężczyzny.

Miles Howard
joachim
z przecinkami przejdzie wszystko
40 y/o
For good luck!
175 cm
chirurg urazowy w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Sometimes, I feel the fear of
Uncertainty stinging clear
And I can't help but ask myself how much I'll let the fear take the wheel and steer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chciałbym, żebyś był przy mnie sztywny.

Ta myśl utkwiła w nim głęboko, jak rozżarzony przez pragnienie węgiel i jednoczesna zakorzeniona w głowie fantazja, której nie miał śmiałości wypowiedzieć wprost. A raczej nie sądził, by obraz tej myśli spodobał się Oleandrowi, więc przemilczał ją taktycznie, jak setki innych refleksji wcześniej, z których niemal nigdy nie rozbierał się na tym etapie znajomości.
A choć w pewnych aspektach trzymał wodze działania na uwięzi, w innych zupełnie je popuszczał.
Dzisiejszego wieczoru coś ciepłego leżało mu na piersi – jakaś niemoc wobec własnych słabości lub niezdławiona do końca żądza – jak gorąca plastyka wosku, przylepiona do nagości prawd, które zwykle zdawał się przykrywać pod płaszczem powściągliwości. Upojony i uspokojony cudzą obecnością – może także nieco połechtany tym, że jego pacjent, chociaż nie musiał, zdecydował się przyjść mu „na ratunek” i odwieźć go do domu – kawałek po kawałku rozrywał w rozmowach szwy przyzwoitości i dystansu, nie zważając na kolejny dzień, w tym kolejne ich spotkanie, które z pewnością właśnie zmieniało swoją ramę.
Ośmielony przez alkohol, wciąż dryfujący na przybrzeżu tego, co wcisnęły w niego procenty, nie miał już zresztą jak cofnąć się do tego co było wcześniej, tj. do chłodu i profesjonalnej skamieliny ich kontaktu. Mleko się wylało. Za dużo powiedzieli i zrobili, a ta niefortunność losu... dawała mu swobodę brnięcia w tę relację głębiej. Mocniej.
Uśmiechnął się więc ostrożnie, z początku w zastępstwie za słowa, nie potrafiąc wyrazić bardziej zobowiązującej emocji przez odbicie lusterka, dopiero przerzucając wzrok bezpośrednio na profil Oleandra, odezwał się jednostajnie spokojnym głosem:
Rozczarowanie mam opanowane do perfekcji, EverhartOleander wciąż nie znalazło sposobu, by zejść mu na język w innym kontekście, niż zawodowym — To pokłosie pracy z ludźmi... chyba wiem już, jak nad nim panować.
Odpiął pas, gdy tylko koła samochodu wyciszyły się i zatrzymały w miejscu, pozostawiając między nimi już jedynie cichy warkot wciąż pracującego silnika. Ta surowa pieśń wibrującego powietrza tuż przy rozgrzanej maszynerii niosła się echem po podziemnym garażu, a ostre w zapachu spaliny tańczyły za ogonem auta, pozostawiając za sobą łunę dymku.

Prędkość nie miała już znaczenia,
przynajmniej nie ta na drodze.

Prędkość w interakcji, jaką osiągnęli oni, i przy której zmienili trajektorię znajomości, była dla odmiany czymś zupełnie innym: odczuwalna, a przy tym wywierająca wpływ na teraźniejszość. Rozpędzali się oboje, jakby poruszyli w sobie wszystkie koła śmiałości, i jakby właśnie pędzili zboczem w dół – ku zabawie, czy ku straceniu?
Wystarczył drobny ruch, czy ledwie głoska wypowiedzi, by hamulce w nich puściły. Nawet Oleander, dotąd przekorny i rozsądny, poruszył usta w zgodzie, wywołując w ciele Milesa przyjemne, dłużące się mrowienie. Jeśli złość można było opisać jako gniazdo os, wpuszczonych w worek narządów, to jego właśnie łaskotały tam motyle, choć trudno byłoby mu przyznać samemu przed sobą, że właśnie czuje je we własnym brzuchu. Podobną ckliwość pozostawiał kobietom, ciepło wewnątrz uznając za zadowolenie.
Mam pakiet bez reklam i bez historii... świeżo kupiony.
Na tym interakcja w samochodzie się kończyła.
Światło przyćmionych jarzeniówek, dawno już niewymienianych, przepalało LED'y, a jeden z pasów drgał nawet niespokojnie, gdy Miles otworzył drzwi, wychodząc na potok pustego, gładkiego betonu. Dopiero okrążając auto i stając przy drzwiach kierowcy, wyciągnął dłoń po kluczyki samochodu, by schować je w głąb kieszeni dla zamknięcia tematu ratunku.
Teraz byli wyłącznie Oleandrem i Milesem w garażu.
Bez zobowiązań. Bez przysług.
Howard sięgnął na moment do jego szyi oddechem, przechodząc obok niego wolno:
Nie pożałujesz — szepnął przelotnie, nie naciągając jednak struny napięcia między nimi. Był to jedynie krótki epizod bliskości, ledwie sekundy, podczas których znów przypominał sobie o tym, jak drażniąca była różnica ich wzrostów, szczególnie, gdy starał się zabrzmieć pewnie, obiecująco.
Światło LED-ów drgnęło na jego ciemnych tęczówkach, a potem uciekających w ruchu ramionach, gdy po betonowych płytach ruszył w kierunku wejścia do budynku z windą. Na jednym z pięter znajdowało się jego mieszkanie.

Wyglądał, jakby panował nad własnym planem zaproszenia go do domu... tak naprawdę jednak nie miał pojęcia, co może mu zaoferować poza szklanką wody i Netfliksem, by nie łamać dystansu za szybko.

Uciekniesz?
Zastygniesz?
Zostaniesz?

...Oleander?

Zastanawiał się, zerkając za ramię, by skontrolować, czy Everhart szedł za nim.

oleander everhart
nihilista
zrzućmy kajdany nudy i pruderyjność, co do pozostałej reszty - dogadamy się
ODPOWIEDZ

Wróć do „Woody's and SAILOR”