ODPOWIEDZ
29 y/o
For good luck!
188 cm
student kinezjologii, trener personalny North York YMCA
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

007.
Noc była rześka, młoda. W powietrzu czuć było przyjemny prąd powietrza – ten charakterystyczny letni zew znad jeziora, który tylko wieczorem, gdy nikły tłumy przyjezdnych i przejezdnych, dał się przepychać między szerokimi alejkami osiedla na obrzeżach metropolii.
Za dnia natomiast, ulice zbyt gęsto wypełnione hałasem i samochodami, poruszającymi się między centrum, a domami ustawionymi w szeregach osiedli poza centrum Toronto, tłumiły naturalny urok peryferiów; sprawiały także, że pas przyrody niemal niknął pod naciskiem codziennego życia. Rozmywał się w dźwiękach zakurzonej pogonią (wciąż za czymś) cywilizacji. Dzisiaj jednak, bliżej północy, głosy dnia wyciszały się znacząco, a ludzie, zamknięci w ścianach własnych domostw – czy to przed telewizorami, czy już w łóżkach – nie zakłócali naturalnego cyklu nocy. Tę porę, w wyjątkowych sytuacjach, lubił najbardziej. Miał wtedy wrażenie, że świat na chwilę rozleniwiał się dla niego, mimo tego, że sam miał tendencję do popychania go do przodu między porankiem a wieczorem. Pełen energii w ciągu dnia, pobudzony i w ciągłym ruchu, od czasu do czasu potrzebował jednak się z a t r z y m a ć. Odetchnąć.
To był jeden z tych dni, gdy stojąc na werandzie jednej z większych posiadłości w okolicy, w starciu z piórami wiatru – lekkimi, łaskoczącymi go po karku i twarzy – nie czuł rozdrażnienia, a relaks. Dołączenie do kameralnej domówki z koleżanką ze studiów okazało się strzałem w dziesiątkę. Ludzie rozleźli się po różnych częściach domu, a on, wychodząc na zewnątrz pod pretekstem złapania oddechu, mógł się... wyciszyć.
Motyle muśnięcie powietrza, pokrywające jego ciało, wprawiało go przy tym w stan przyjemnego mrowienia, podobnego do tego, które odczuwa się przy pierwszym, elektryzującym pocałunku z kimś, do kogo wyjątkowo czuje się miętę.
Nie mógł powiedzieć tego o Alfiem, z którym właśnie przyszło mu stać na tyłach domu. Znał go zbyt krótko, by powiedzieć, czy mu się podoba – ich drogi skrzyżowały się dopiero godzinę temu i ledwie zamienili ze sobą parę słów, gdy do rozmowy dołączył Jason, gospodarz imprezy:
Wyglądacie na braci! — zawyrokował wesoło, obrzucając ich obu, tj. Alfiego i Jayce'a, badawczym, choć krótkim spojrzeniem. Głównie osadzonym na ich lekko kręconych włosach i przelotem także spoglądając na ich twarze.
Nie jesteśmy.
Odpowiedź Jayce'a, machinalna i impulsywna – wprost proporcjonalnie bezwartościowa, jak słowa powitania Jasona – zawisła między nimi. Gospodarz z początku zmarszczył brwi, potem cmoknął, by na końcu, nie tracąc humoru, dodać prowokująco:
Udowodnij. — powiedział to tonem, jakby naprawdę był dumny z siebie i z tego, że właśnie wymyślił komuś wyzwanie.
Jayce nie wyglądał na speszonego. Patrzył na Jasona z nutką rozbawienia, czającego się w kącikach ust, i na moment odciągnął kołnierz koszulki od szyi. Bardziej jednak w potrzebie ciągłego poruszenia, niż z krępacji.
Okej — skwitował krótko, pewnie, by w kolejnej sekundzie zerknąć w kierunku Alfiego. Wiedział o nim niewiele: w zasadzie jedynie tyle, że ten ma ładny uśmiech, i że chyba zapamiętał to po tym, jak Bloom wyjątkowo długo i chętnie rozmawiał z innym gościem z domówki, który był gejem. Mógł się jednak mylić.

A mimo tego zaryzykował.
W ciągu kilku sekund, od niewinnego spojrzenia przeszedł w śmiałe działanie, gdy odwrócony w kierunku k o l e g i, wyciągnął dłoń w kierunku jego twarzy. Palce ledwie przelotem musnęły szczękę i policzek Alfiego, nim zaciągnęły się dalej, na jego kark, chwytając go w pewniejszym uścisku. Przyciągnął go do siebie bez słowa i bezceremonialnie, składając na jego ustach przedwstępny pocałunek.
Lekki, niewinny, przy chwilowym odejściu od ust, okraszający oddechem miękkie wargi Blooma. Dopiero, gdy – jak mu się wydawało – nie poczuł oporu po pierwszym dotyku, wolną dłonią przyciągnął go do siebie bliżej za koszulkę, pozwalając, by bijące od niego ciepło rozlało się na skórze Alfiego przy otarciu ich korpusów.
Miał udowodnić... i nie sądził, by dziewiczy pocałunek wystarczył w potwierdzeniu własnych racji. Usta ponownie więc objęły cudze, tym razem śmielej i na dłużej, gdy nie tylko dał mu wyczuć własne tempo (powolne, ale pewne i stabilne), ale także odkrył się z temperamentem, wsuwając z pasją język między szczebel jego idealnych zębów.

Alfie Bloom
nihilista
godzę się na prawie wszystko, sprawdź mnie, jeśli potrafisz
26 y/o
For good luck!
180 cm
utrzymanek i dusza towarzystwa w bogatym środowisku
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion, jego, jemu
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

004.
look


   Umawiał się z ludźmi z różnym bagażem doświadczeń, różnymi życiorysami i historiami, którymi się z nim dzielili. Wszystkich jednak łączyło to, że byli z wyższych sfer, w których to Alfie odnajdywał się jak ryba w wodzie, nawet jeśli jemu samemu daleko do tego było. Trafił tam przez asocjację z innymi osobami i okazało się, że pasował tak dobrze, że niewiele osób było w stanie przejrzeć jego blef. Czasami jednak potrzebował czegoś innego. Potrzebował wyrwać się z ekskluzywnego świata i wrócić do tego, które witałoby go każdego dnia, gdyby nie zdecydował się na obranie swojej ścieżki życia.
   W takich chwilach odpalał Grindr, wchodził na swój anonimowy profil i szukał osób, z którymi mógłby się spotkać. Od tak dla niezobowiązującej rozrywki, której przecież potrzebował. Dzięki temu jego życie mogło przestać przypominać transakcję, a on sam mógł oddać się beztroskiemu upływowi czasu. Niczym kłoda rzucona na wodę mógł się dać nieść temu, co tylko chciało wyjść mu naprzeciw.
   Poznał Michaela, chłopak był trzy lata młodszy od niego i nieco nieśmiały przy pierwszym kontakcie. Nie znał Alfiego z jego Instagrama ani innych działalności Internetowych, co pozwoliło blondynowi na większą swobodę. Umówili się na ulicy pod domem, w którym miała odbywać się jakaś domówka. Dla Blooma było to coś nowego, bo ostatnią domówkę, na jakiej był, przeżył jeszcze przed swoją osiemnastką i upił się na niej tak okropnie, że o mało nie skończyło się to płukaniem żołądka. Od tamtej pory obiecał sobie, że nie będzie już więcej pić, co jednak było obietnicą, którą zdarzyło mu się złamać już wielokrotnie.
   Znaleźli się w środku i cóż… powiedzieć, że było drętwo to tak, jakby nie powiedzieć nic. Rozumiał, że jego młodszy kolega był zestresowany i nie wiedział zbytnio, co robić, jednak miał cichą nadzieję, że imprezowa atmosfera rozluźni go i popchnie do jakichś ciekawszych rzeczy niż stanie pod ścianą i picie piwa z butelki.
   Minuty mijały, godziny zmieniały się w kolejne, a Alfie stał ze swoim czerwonym kubkiem wypełnionym tanim drinkiem i słuchał chłopaka. W końcu jednak jego cierpliwość się skończyła i wymigał się od dalszej rozmowy, mówiąc, że chce się przewietrzyć. Michael nie chciał mu towarzyszyć, co jednocześnie było wielką ulgą, jak również jasno dało mu do zrozumienia, że chłopak raczej nie wiąże z nim większych planów.
   Weranda, na którą wyszedł, przywitała go rześkim powietrzem. Niemal dało się wyczuć zapach jeziora znajdującego się niedaleko. Było dość przyjemnie, jednak odrobinę zimno. Gorąc i duchota, jakie panowały w środku kontrastowały silnie z chłodem na zewnątrz. Żałował, że nie wziął ze sobą żadnej bluzy, by się okryć, więc jedyne co mu pozostało, to otulić pierś rękoma, licząc, że to zatrzyma chociaż odrobinę ciepła.
   W dłoni dalej ściskał swój kubek i popijał z niego, gdy postanowił dołączyć do niego jakiś mężczyzna. Obrzucił go szybkim spojrzeniem – przystojna twarz, prawdopodobnie przyjemne ciało, miły głos i przyjazny uśmiech. Tyle mu wystarczyło, by uznać go za odpowiednie towarzystwo, przynajmniej, dopóki nie wypije swojego drinka i nie zdecyduje się wrócić do domu. Nie oczekiwał niczego.
   Ale rozmowa się kleiła. Okazało się, że wspólnie interesowali się dbaniem o swoją kondycję fizyczną i całkiem nieźle rozmawiało im się również na inne tematy. I pewnie na rozmowie by się tylko skończyło, gdyby nie dołączył do nich kolejny mężczyzna – organizator imprezy.
   Alfie stał jedynie i uśmiechał się lekko, jak to miał w zwyczaju. W końcu nie znał ani jednego, ani drugiego mężczyzny. Przyjrzał się jednak Jayce’owi i rzeczywiście, nie mógł powiedzieć, że nie widział podobieństwa, jednak po jego akcencie wywnioskował szybko, że pewnie jest Australijczykiem, a był to właśnie look, którym Bloom się inspirował w kreowaniu swojego wizerunku.
   W żadnym ze scenariuszy, które mógł rozegrać w swojej głowie, nie przyszło mu na myśl, że mogło dojść do pocałunku.
   Zamarł, gdy tylko poczuł na swojej twarzy szorstkie palce mężczyzny i omal nie wypuścił z dłoni swojego plastikowego kubka, gdy tylko ich wargi złączyły się ze sobą. Poczuł na policzkach jego drapiący zarost, a na czole poskręcane włosy, które pewnie teraz plątały się z jego własnymi. Coś w nim drgnęło. Coś, czego nie czuł w swoim wykalkulowanym życiu od bardzo długiego czasu. I wbrew wszystkim tym instynktom, które krzyczały w jego głowie, poddał się temu całkowicie, zatapiając wolną dłoń w materiale czarnej koszuli mężczyzny i odwzajemnił pocałunek, pozwalając, by ich języki tańczyły wspólnie między ich zębami.

Jayce Byrne
29 y/o
For good luck!
188 cm
student kinezjologii, trener personalny North York YMCA
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Palce na koszulce przyjemnie łaskotały, najwięcej bodźców wciąż dawał jednak język Blooma. Wilgotny, sprawny, i ku miłemu zaskoczeniu, chętny do kontaktu. Wyraźnie wyczuwalny pod strukturą jego własnych mięśni, i w nacisku śmiałego, dokładnego pocałunku. Krótkie, elektryzujące igiełki za sprawą bliskości wbijały się wtedy w pierwsze warstwy ciała Byrne'a, okraszając skórę rozkosznym, gęsim łaskotaniem. Tego rodzaju, które oblepiało go w towarzystwie wewnętrznego ciepła, tworząc kontrast pomiędzy dreszczem na zewnątrz, a rozgrzaniem w środku.
Pocałunek trwał i trwał... trwać mógł dużo dłużej, gdyby nie natrętnie niknący w ustach Jayce'a tlen. Kiedy już pod koniec – w krótkim sapnięciu – urwała mu się resztka tchu, niechętnie odsunął od towarzysza spragnione dalszych pieszczot wargi. Pozostał jednak w bliskości z nim, przesuwając dyskretnie prawą dłoń z piersi chłopaka na jego biodro. Z oswojoną już bliskością żegnał się po-wo-li. Zaczerpnął jednocześnie w płuca świeżą dawkę powietrza, przyglądając się koledze z bliska. Jego pełnym wargom, opalonej skórze i przystojnej, gładkiej od zarostu twarzy.
Zaraz potem prychnął rozbawiony i uśmiechnął się nieznacznie, zerkając w kierunku Jasona.
Gospodarz nieświadomie rozchylił usta, zaskoczony tym, jak skończyły się rzucone przez niego słowa, nie odezwał się jednak od razu, wpierw upijając nerwowo zawartość swojego plastikowego kubeczka. Po chwili z krótkim „No dobra, to nie przeszkadzam” ulotnił się do środka domu.
Jayce zaśmiał się krótko, uwolniony od konieczności reagowania na obecność Jasona. Przerzucił chętnie uwagę na Alfiego. Zamiast jednak puścić go, jak można było oczekiwać po zakończonym „wyzwaniu”, z dłonią wciąż przy jego karku łaskotał go lekko opuszkami i pogłębił wyczuwalne między nimi napięcie, nachylając się w kierunku jego ucha:
Dobrze całujesz... — szept wybrzmiał miękko, pochlebnie, jak leniwe mruknięcie kocura, gotowego przymilić się dla własnej potrzeby bliskości — Chcesz iść na górę?
Nie nalegał. Słowa układały się w luźną propozycję, nie w natręctwo przymusu. Wyrażał to poprzez swobodny ton i wyraźnie zaznaczone pod koniec zdania pytanie, a także chwilowy bezruch, który dawał Alfiemu przestrzeń do reakcji. Jedynie dłoń przy szyi chłopaka wciąż gładziła go czule.
Dziś był w dobrym nastroju na podobne gesty: subtelne, niewinne, niemal ckliwe.
Zagryzł wargę, oczekując cierpliwie na odpowiedź. Jasne tęczówki oczu spoczęły przy tym na twarzy Alfiego, w tym zarysie jego szczęki, ust i nosa. Dopiero pod koniec, w chwili największego natężenia emocji, wzmocnił wpływ własnej obecności, docierając spojrzeniem do jego oczu.
Ja chcę.

Ciało Jayce'a nie pozostawiało co do tego żadnych złudzeń. Otwarty na kontakt, stał bezpośrednio przy nim, palce prawej dłoni wkradając pod koszulkę Alfiego, by poza samym smyraniem go po karku smagnąć go zachęcającą łuną dotyku również na biodrze.

Alfie Bloom
nihilista
godzę się na prawie wszystko, sprawdź mnie, jeśli potrafisz
26 y/o
For good luck!
180 cm
utrzymanek i dusza towarzystwa w bogatym środowisku
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion, jego, jemu
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

   Jego ciało działało na autopilocie. Nie wiedział, czy dobrze to o nim świadczyło, że wystarczyło by jakiś mężczyzna zbliżył swoje wargi do jego własnych, by on sam poddał się i odwzajemnił pocałunki. Nie był nawet pewny, czy akcja ta była na sto procent świadoma. Cóż, jego organizm i umysł przyzwyczajony był do takich okazji. I w sumie, chociaż nie był na to przygotowany, to nie miał nic przeciwko temu, że nieznajomy zaczął go całować. Przyszedł na tą imprezę z kompletnie innych powodów, niemniej jednak wszystko zawsze sprowadzało się do tego samego. Plan był bowiem prosty. Chciał się zabawić, poznał kogoś w Internecie, spotkali się i porozmawiali. Normalnie to wystarczyło, by wylądować w łóżku i przyjemnie spędzić ten czas. Nie stało się jednak tak i jego towarzysz po prostu zajął się sobą, jakby zapominając o Alfiem. Ubodło go to, bo w jego opinii nie był osobą, której się odmawiało i gdy nieznajomy wiedział o tym, jaka okazja przeszła mu koło nosa, to z pewnością spaliłby się ze wstydu. Alfie jednak nie przejmował się stratą aż tak bardzo, bo poza dobrą zabawą nie tracił zbyt wiele.
   Teraz jednak, będąc zamkniętym między ramionami obcego mężczyzny, czując jego dłoń na karku i biodrze, czuł się wspaniale. Czuł się tak, jakby był we właściwym miejscu i właściwym czasie. I cóż… co mógł powiedzieć, poza tym, że był specjalistą, jeśli chodziło o kontakty fizyczne z mężczyznami, więc o ile wyczuł, że Jayce zaczyna brakować tchu, tak jego pojemność płuc była znacznie większa. Uśmiechnął się, gdy ich wargi się od siebie odsunęły. Spojrzał na początku na mężczyznę, z którym przed chwilą się całował, by następnie przenieść spojrzenie na Jasona, który skomentował ich podobieństwo i którego mina niesamowicie go w tej chwili rozbawiła. Zaśmiał się.
   – Jako rodzeństwo jesteśmy ze sobą bardzo zżyci – rzucił komentarzem, oblizując mokre i lekko opuchnięte wargi. Cały czas czuł na sobie jego drobny zarost i palce ślizgające się po skórze i pod materiałem ubrania. Jego dłoń dalej uczepiona była koszuli, mnąc ją niemiłosiernie tak mocno, że pewnie potrzebowała wiele pociągnięć rozgrzanym żelazkiem, by doprowadzić ją do przyzwoitego stanu.
   Gospodarz ulotnił się ze zdziwionym spojrzeniem. Odwrócił się w stronę swojego nowego towarzysza, którego aparycja skutecznie przyćmiła chłopaka, z którym się tutaj pojawił. Alfie nie mógł uwierzyć w to, że życie potrafi go tak rozpieszczać. Uśmiechnął się.
   – Okej – odpowiedział jedynie. Nie potrzebował bliskości ani romantyczności. Potrzebował jedynie kontaktu i jakiejś formy uwolnienia się od myślenia i oddania najbardziej prymitywnym instynktom. Odbierał wrażenie, że Jayce również oczekuje tego samego, co bardzo mu się podobało. Chociaż mężczyzna nie należał do typowych, z którymi Bloom się spotykał, to musiał pochwalić go za pewność siebie i spontaniczność. Lubił takich ludzi. – Prowadź – powiedział, chociaż w jego głosie kryło się coś jak nakaz, którego trudno było nie wykonać. Nie wiedział, gdzie kryła się przestrzeń, w których mogli się udać. Jego nogi jednak zaczęły zmierzać w jakąś stronę, jakby nagle stały się jego fizyczną nawigacją.
   Pozwolił się prowadzić mężczyźnie. Szedł za nim, wpatrując się w jego szerokie ramiona i czarnej koszuli przyjemnie opinającej się na jego plecach. W głowie Alfiego rysował się obraz blondyna ćwiczącego na siłowni lub pracującego fizycznie. Inne aktywności nie były bowiem w stanie wyrzeźbić sylwetki w podobny sposób i kto jak kto, ale Bloom doskonale zdawał sobie z tego sprawę.
   Podróż schodami i korytarzem dłużyła się, jednak atmosfera, którą zastali na piętrze stała się zupełnie inne – kameralna i intymna. Biorąc pod uwagę, jak wiele osób znajdowało się na dole można było sądzić, że na górze będzie ich trochę więcej, jednak Alfie zauważył zaledwie dwie głowy, siedzące na fotelach przy oknie, wpatrując się na to, co było po drugiej stronie szyby. Nie odwrócili głów w jego stronę, jakby ignorowali jego obecność, chociaż nie było wątpliwości, że widzieli jego odbicie.
   Znaleźli się w sypialni albo pokoju dla gości… ogólnie w pokoju, w którym było łóżko. Było ono duże, w którym zmieściłoby się więcej osób niż dwie. Wyglądało również na wygodne i na takie, które nie było w użytku zbyt wiele razy. Nie przeszkadzał mu ta surowa atmosfera. Wszedł do środka. Uwielbiał momenty, w których po raz pierwszy znajdował się w przestrzeni należącej do kogoś innego. Mógł dzięki temu chociaż w pewnym stopniu dowiedzieć czegoś o właścicielu. Rozejrzał się dookoła, pozwalając, by Jayce zamknął za nimi drzwi.
   – Miałem się zbierać z tej imprezy – powiedział, odwracając się w stronę mężczyzny. Przez chwilę poczuł się jak osiemnastolatek w swoim własnym pokoju zestawiony przed chwilą, gdy miało właśnie dojść do jego pierwszego razu. Myśl ta, chociaż wyraźna, zniknęła jednak szybko po tym, gdy podszedł do mężczyzny i złapał go za rękę, przyciągając do siebie. Szybko zaczął go całować. Znacznie chętniej i pewniej niż wcześniej, a jego ręce niemal natychmiast zniknęły pod materiałem koszuli, błądząc po jego wyrzeźbionym ciele, którego obraz rysował się już w jego wyobraźni.

Jayce Byrne
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Dzielnica Mieszkalna”