ODPOWIEDZ
28 y/o
For good luck!
186 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Swój czas wolny Wesley lubił spędzać aktywnie. Oczywiście, od czasu do czasu potrzebował wyleżeć na kanapie przed telewizorem, jednak były to marginalne przypadki. Już od dzieciaka miał problem z nadmiarem energii i zwracano na to uwagę jego rodzicom przy każdej możliwej okazji. Aby jakoś to pozytywnie spożytkować, zapisywali go na różne zajęcia sportowe, chcąc zwyczajnie wymęczyć chłopca. Jednak w zdecydowanej większości przypadków Wes zamęczał trenerów, zanim oni w ogóle zdążyli zmęczyć jego. Tak było z piłką nożną, koszykówką i baseballem. Nie poddał się jednak opiekun grupy hokejowej, który dostrzegł potencjał w małym diable. Może i nie zrobił z Austena zawodowego hokeisty, ale zaszczepił w nim sympatię do tego sportu. Do tego stopnia, że nawet po latach chętnie na lodowisko wraca, nawet po prostu pojeździć.
Od czasu do czasu, Wes umawiał się z kolegami z dawnej drużyny na kilka meczy. Podobnie było tego dnia. Zmiana w barze była raczej spokojna. Poza jedną większą bójką, w którą Wesley musiał się zaangażować (o czym świadczył siniak przy poliku i podrapane knykcie) nic ciekawego się nie działo – dzień jak co dzień, powiedziałby. Z uwagi na to, wystarczyła mu krótka, raptem trzy godzinna drzemka, aby znów być pełnym sił i energii. Spakował najpotrzebniejsze rzeczy do starej, znoszonej torby i ruszył w kierunku lodowiska.
Na miejscu byli już praktycznie wszyscy, dlatego Wes prędko przebrał się w szatni w odpowiednie rzeczy i wciągnął na nogi łyżwy, by już po chwili gonić za krążkiem po tafli lodu. Sprawiało mu to niewątpliwą radość. Czas mijał mu przy tym bardzo szybko – nim się obejrzał, dobre dwie godziny grali. Oczywiście trzeba wliczyć w to przerwy na nawodnienie oraz po prostu rozmowy, których też nie brakowało. W końcu trzeba było nadrobić zaległości. Chłopaki powoli się wykruszali, tłumacząc obowiązkami służbowymi lub życia codziennego – byli już w takim wieku, że każdy to raczej rozumiał i po prostu cieszył się, że w ogóle znaleźli czas na wspólną grę. Teraz byli wyrozumiali, ale kiedyś? Jeżeli któryś zszedł z lodowiska przed końcem trzeciego meczu to miał gadane – nawet urazy wymagające opieki medycznej nie były wytłumaczeniem.
Na łyżwach pozostało już niewielu z drużyny, przez co mecze nie miały sensu. Uznali więc, że po prostu pocelują trochę do siatki w trakcie swoich dyskusji, które to dotyczy głównie ostatniej rozgrywki ulubionej drużyny i plotek na temat życia ludzi z liceum. Wesley stał oparty o bandę i zachwalał właśnie głównego napastnika, kiedy to dostrzegł przy bramce wejściowej Carmen. Nie spodziewał się jej w takim miejscu i nawet nie wiedział, dlaczego jej obecność tak go zaskoczyła. Z początku zignorował to kompletnie, skupiając się na kolegach, jednak, gdy po paru a potem i parunastu minutach dalej stała przed taflą lodu uznał, że chociaż się z nową współpracownicą przywita.
Podjechał do niej, dość hucznie zatrzymując się na bandzie, chcąc zwrócić jej uwagę. — Ale wiesz, że na lodowisku się jeździ, a nie lampi w telefon? — zapytał, dostrzegając smartfona w jej rękach. — Czyżby randka nie wypaliła? — zapytał. To była jego pierwsza myśl – jakiś chłopak zaprosił ją na lodowisko; jak romantycznie. Romantycznie też ją najwidoczniej wystawił. Szkoda, ale tak też czasami jest. — A może z nami w hokeja zagrać chciałaś? — zarzucił bardziej w żartach, obracając się do swojej grupy. — Trochę za mało na skład do gry — dodał, wciąż przyglądając się chłopakom, którzy chyba również już się zbierali.

Carmen Torres
25 y/o
For good luck!
165 cm
nauczycielka hiszpańskiego || szkoła językowa
Awatar użytkownika
It's 2 AM
You and I used to talk until the morning
It's day and night hurry now
Baby let's just take it slowly today
I don't wanna miss out on much today
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Cholera jasna, wystraszyłam się — rzuciła nerwowo, unosząc dłoń do serca, gdy z zamysłu, wyrwał ją głośny huk przy barierce. Była tak skupiona na intensywnym wymienianiu się wiadomościami z Summer, że nawet nie zauważyła tych paru chłopaków, kręcących się po lodowisku. No i przede wszystkim, nie zauważyła jego. Carmen uniosła nieco rozbite spojrzenie na twarz Wesleya, ściągając przy tym brwi. Nie była w nastroju; Summer po raz kolejny w ciągu tego tygodnia, wystawiła ją do wiatru.
Torres rozumiała wszystko, naprawdę. Na początku tłumaczyła sobie roztrzepanie przyjaciółki zakochaniem. Też przez to przechodziła, kiedy umawiała się z Albertem. Nie myślała o niczym innym jak o swoim chłopaku, o ich planach, o tym, że pewnie niedługo znowu się zobaczą. Tak, wbrew pozorom, Carmen Torres też kiedyś zamiast oczu miała serduszka i papkę w głowie. Tylko, że wiedząc, jak wygląda sytuacja, dziewczyna nie planowała spotkań z przyjaciółkami, żeby później o nich zapomnieć lub z jakiegoś powodu im odmówić. I do tej pory, Carmi wierzyła, że powodem, dla którego Summer nie pojawi się dzisiaj na lodowisku, był właśnie Austen. Ciężko było więc ukryć jej zdziwienie, gdy dostrzegła go tuż przed sobą. Jakie inne plany w takim razie miała jej koleżanka? Torres mruknęła w namyśle, patrząc na swojego… współpracownika.
Miała prawo być wściekła; wyszła szybciej ze szkoły językowej, mimo że w normalnych okolicznościach, zostawała dłużej, żeby nadrobić wszelkie zaległości. Nawet złapała cholerną i nie tanią zresztą, taksówkę, żeby się przypadkiem nie spóźnić. Jak widać — zupełnie na marne, bo i tak przyszła pierwsza. I też jedyna stąd wyjdzie. Cholera.
— Chętnie bym weszła na lodowisko, ale wyobraź sobie, że twoja dziewczyna, znowu wystawiła mnie do wiatru — mruknęła nerwowo. To, że przyjaźniła się z Summer, nie oznaczało, że miała zamiar ją bronić lub usprawiedliwiać. Istniały granice szacunku do drugiego człowieka, a jej koleżanka najwidoczniej nie interesowała się jej czasem. — Nie martw się. Moje życie miłosne ma się fantastycznie — burknęła niechętnie, co było jednym, wielkim kłamstwem. Carmen od przyjazdu do Toronto była tylko w jednym poważnym związku, a wszystko co było potem, było tylko… umawianiem się, zabawianiem i pewnym zaspokajaniem. Z jakiegoś powodu nie potrafiła zbudować poważnej, autentycznej relacji. Chyba z jakiegoś powodu się bała. A wielokrotnie słyszała, że jest tak piękna i uzależniająca, że mogłaby mieć każdego. Co za bujda. — Zabawne. Nie jestem dziś w nastroju, Wes — wymruczała, opierając się o balustradę. — Myślałam, że Sum jest z tobą, skoro mnie olała. Pocieszające — parsknęła ponuro pod nosem, opierając podbródek na dłoni. A naprawdę chciała dzisiaj pojeździć. Nie pamiętała, kiedy robiła to po raz ostatni.

hi again
niunia
she's gonna trigger you more than anyone
28 y/o
For good luck!
186 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Ich relacje, odkąd zaczęli razem pracować, uległy trochę zmianie. Może i nie było to widoczne na pierwszy rzut oka, jednak było o d r o b i n ę lepiej. Dalej raczyli się głównie złośliwościami i niewybrednymi żartami, jednak potrafili wymienić parę słów, które nie były negatywnie nacechowane. Oczywiście, zazwyczaj miało to miejsce tylko w przypadku dyskusji okołopracowych, ale w ich przypadku nawet to zasługiwało na pochwałę. Mówił o tym Summer, oczekując pochwał i prawie że chwalebnych komentarzy, których nie doczekał się ani razu, gdy opowiadając o minionej zmianie nie narzekał na Carmen. Najwidoczniej było to dla niej niewystarczające, bo chyba spodziewała się większego progresu po takim czasie.

Lepiej, że ciebie wystawiła niż jakby mnie miała — wzruszył ramionami. Chociaż był trochę tym zaskoczony. Nie było to do niej podobne, a przynajmniej Wes nie był w stanie przypomnieć sobie sytuacji, w której Summer postąpiłaby tak w stosunku do niego. Wcześniej coś mu wspominała, że miała plany na to popołudnie - z tego też powodu tak pewnie i bez żadnego zawahania umówił się z kolegami na grę. Nie dopytywał z kim wychodzi lub do kogo. Nie czuł po prostu takiej potrzeby. — Pewnie coś jej wypadło — powiedział, próbując swoją dziewczynę jakoś usprawiedliwić.

I w sumie Wesley mógłby teraz odjechać. Wrócić do swoich znajomych i jeszcze trochę czasu im poświęcić - nawet, jeżeli nie na lodzie, to poza nim. Mogli przecież pójść na jakieś piwo albo drinka, albo po prostu pójść posiedzieć. Akurat w przypadku tej grupy nie miało znaczenia miejsca czy też okoliczności, byli w stanie odnaleźć się wszędzie i zawsze. Z Carmen nie darzyli się sympatią, jednak możliwe, że trochę współczucia wobec niej w tej sytuacji miał. Szczególnie, że faktycznie było po niej widać niezadowolenie i może lekkie podłamanie. Nie miał zamiaru jej humoru poprawiać, nie był od tego. Ale zająć jej chwilę tak, aby wyleciało jej z głowy wystawienie przez Summer? W sumie na to był w stanie poświęcić kwadrans.

Ma się fantastycznie, bo go nie ma? — dopytał. Co nieco słyszał o jej poprzednich relacjach. W sumie nie wiedział dokładnie, co tam się wydarzyło, bo – nie powinno to nikogo zdziwić - za każdym razem, gdy Summer coś o tym wspominała, trochę się wyłączał. Nie ukrywał, że niespecjalnie go to interesowało. Był w ogóle w szoku, że ktokolwiek chciał z nią być, bo poza aparycją nie miała wiele więcej do zaoferowania zdaniem Austena. Może nie wszyscy patrzyli na charakter przy doborze partnera?

Ale skoro już tu przyszłaś, to co ci szkodzi pojeździć? — zapytał, obracając się do niej tyłem i opierając łokciami o bandę. Lodowisko o tej godzinie pustoszało. Jego znajomi również do wyjścia się zbierali. Machnęli do Austena z oddali, chyba sądząc, że nowe towarzystwo sobie znalazł. On odpowiedział w ten sam sposób, po czym prędkim ruchem zwrócił się do Carmen, ale tylko po to, aby zabrać jej telefon z ręki i odjechać od barierki na tyle daleko, aby nie była w stanie go dosięgnąć bez wchodzenia na taflę lodu. — Potrafisz w ogóle jeździć? — zapytał, bo w sumie wcześniej się nad tym nie zastanawiał. Raczej by się z Summer nie umawiała na łyżwy, gdyby chociaż podstawowych ruchów nie znała, prawda? Chociaż, kto ją tam wiedział. Wes ją raczej kojarzył z tych gorszych i szczególnie nieprzemyślanych pomysłów, więc wszystko było możliwe.

Usłyszał dźwięk powiadomienia i spojrzał na wyświetlacz. Przyszła jakaś wiadomość. Nie skupił się kto coś wysłał ani co było w treści, ale musiał ją jakoś zachęcić bardziej do wejścia. — Jaki masz kod? — rzucił, w tym samym czasie próbując wymyślić jakiś pin. Wcisnął przypadkowe cyfry, które oczywiście nie zadziałały, — Jeszcze dwie szanse zanim się zablokuje — dodał, odjeżdżając trochę dalej.

Carmen Torres
25 y/o
For good luck!
165 cm
nauczycielka hiszpańskiego || szkoła językowa
Awatar użytkownika
It's 2 AM
You and I used to talk until the morning
It's day and night hurry now
Baby let's just take it slowly today
I don't wanna miss out on much today
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Zaraz ci przyłożę, Austen. Czy ty naprawdę musisz mnie tak zawsze drażnić? — zapytała, unosząc zaciśniętą w pięść dłoń, jakby była bliska zaprezentowania mu swojego najlepszego ciosu. Chociaż przez tą barierkę raczej zbyt wiele nie zrobi; poza tym nie sądziła, żeby w rzeczywistości była jakoś szczególnie silna. No chyba, że w gębie. Tego nikt nie mógł jej odebrać, potrafiła kłócić się całymi godzinami, ale to przez jej meksykański temperament. A już myślała, że przez wspólną pracę, zdołali nawiązać w miarę przyzwoity kontakt. No nic, czas powrócić do starych nawyków. — No, może wypadł jej nowy chłopak — rzuciła złośliwie; ona nie usprawiedliwiała ludzi, którzy niefajnie się zachowywali, nawet gdy byli jej bliskimi.

Carmen zerknęła na niego przelotnie, zanim opuściła dość nerwowe spojrzenie na swój telefon. To byłby dobry moment, żeby po prostu zabrać swoje rzeczy i wrócić do domu. Okej, miałaby zły humor, ale nie czułaby się tak żałośnie przez fakt, że wystawiła ją jej własna przyjaciółka. Mogłaby też napisać do którejkolwiek ze swoich koleżanek, żeby porobić coś innego. One na pewno by jej nie odmówiły, prawda? Torres odsunęła się lekko od balustrady, dochodząc do wniosku, że to może nie był jej dzień. Nie chciała użalać się nad sobą, a już szczególnie nie w jego towarzystwie. Nie wiedziała nawet, czemu po tej uszczypliwości po prostu nie odjechał do swoich kumpli. Robił to z litości? Zanim zdążyła jednak otworzyć usta, by go tym zaatakować, Wesley zdążył ją uprzedzić.

Summer, ty cholerna paplo.
— Słuchaj no. To, że aktualnie z nikim się nie umawiam, nie oznacza, że moje życie miłosne nie istnieje — rzuciła nerwowo, mierząc go walecznym spojrzeniem. Czy on miał w dna zapisane dogryzanie jej? I to jeszcze z trafieniem w te czuły punkty, które jeszcze bardziej podburzały ją do walki? Carmen po prostu… miała przerwę. Nie skupiała się na szukaniu nowego chłopaka, bo jeszcze leczyła się po poprzednim. Okej, w końcu przyznała to na głos. We własnych myślach. Najgorsze w tym wszystkim było to, że minęło wystarczająco czasu, żeby ruszyła naprzód, ale prawda była taka, że Torres zwyczajnie się bała. Skoro dwuletni związek potrafił kompletnie się rozsypać, to czy każdy inny nie będzie taki sam? Jej myśli stały się rozbiegane, jakby niekontrolowanie wróciła wspomnieniami do tych czasów, gdy znowu została w Toronto zupełnie sama. No, poniekąd.

Dziewczyna przyjrzała się jego sylwetce, gdy odwrócił się do niej tyłem. Mogłaby teraz spróbować go udusić, ale zamiast tego westchnęła ciężko pod nosem. Nie spodziewała się jednak, że nagle zabierze jej telefon z palców. — Hej, oddawaj! — krzyknęła. Torres zrzuciła torbę na podłogę, wyciągając swoje łyżwy i pospiesznie je ubierając. — Oczywiście, że potrafię — burknęła, wchodząc chwiejnie na lód. Ruszyła w jego stronę, niezbyt profesjonalnie, wyciągając lekko ręce na boki. Kiedyś szło jej lepiej.— Wesley, zabiję cię, przysięgam — rzuciła, gdy ten oddalił się od niej na większą odległość. Nagle przyspieszyła przebieranie nogami, przypominając sobie krótko po tym, że nie była najlepsza w hamowaniu. — Austen, lecę! — krzyknęła, wpadając z rozmachem prosto na niego, przytrzymując się jego koszulki i ledwie łapiąc równowagę. Jej nogi rozjechały się w dwie różne strony, ale zdołała wyciągnąć z jego dłoni swój telefon, nadal zaciskając palce na materiale jego bluzki.

wesley
niunia
she's gonna trigger you more than anyone
28 y/o
For good luck!
186 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Wesley obrócił się parę razy wokół własnej osi, przyglądając się w tym czasie tapecie telefonu. Była na niej grupa dziewczyn - niektóre nawet kojarzył z widzenia. Jedną nawet rozpoznał od razu, swoją własną dziewczynę. Uśmiechnął się krótko widząc ją pomiędzy resztą, zdecydowanie gorzej wyglądających dziewczyn. Miał wrażenie, że pamiętał to wydarzenie, że gdzieś już to widział i wtedy go olśniło. — Czy to nie to wyjście, na którym poznałem się z Summer? — zapytał, chociaż doskonale wiedział, że tak. Może nie wyglądał, ale Wesley był sentymentalny i bardzo zwracał uwagę na szczegóły. Doskonale pamiętał tamten wieczór, pamiętał co wyśpiewał, żeby ująć serce swojej obecnej dziewczyny, pamiętał co miała na sobie, pamiętał każde słowo, które wymienili wtedy po jego występie. Wszystko. — Aż tak miło wspominasz ten dzień, w którym mnie poznałaś, że zawsze chcesz o tym pamięć, biorąc telefon? — rzucił żartobliwie, wracając do niej wzrokiem. W końcu nie poznał wówczas jedynie Summer. Zaszczyt ten przypadł również Carmen i paru innym ich wspólnym koleżankom. Żadna jednak nie zrobiła na nim takiego wrażenia jak Summy.

Ta w tym czasie szybko zmieniła buty na łyżwy, żeby czym prędzej odebrać swoją własność. Przez chwilę myślał, że może będzie mieć do czynienia z łyżwiarką z prawdziwego znaczenia, jednak widząc jej pierwsze chwiejne ruchy zrozumiał, że jest na wygranej pozycji. Przez to podjechał bliżej Carmen, co by jeszcze trochę jej ciśnienie podnieść. — Właśnie widzę jak potrafisz — prychnął, blokując wyświetlacz telefonu. Teraz bardziej interesowały go jej poczynania na lodzie. Szkoda, że tego nie nagrywał. — Najpierw musisz chyba do mnie podjechać — powiedział, objeżdżając szybko wokół dziewczyny i ruszając trochę szybciej do przeciwnej bandy. Carmen powoli przypominała sobie jak się jeździ, przez co i jej ruchy przyspieszyły, co dostrzegł odwracając lekko głowę przez ramię. Może jednak coś potrafiła - pomyślał.

Dojechał praktycznie na drugą stronę lodowiska i ledwo zdążył się obrócić, żeby zobaczyć jak daleko jest Carmen, a ta z krzykiem wjechała w niego. Miała o tyle szczęścia, że Wesley jako profesjonalny amator wiedział jak w takiej sytuacji się zachować i nie wylądowali obydwoje na zimnym lodzie. — Lecisz? Na mnie? Carmen, to nie przystoi! — powiedział, udając przejęcie tymi słowami. Wiedział, że tym jeszcze bardziej ją zdenerwuje. Wzięła mu z ręki swój telefon. Nawet się z nią nie siłował o niego, bo dla Wes’a liczyło się tylko to, aby weszła na lodowisko. — Dobra, może i potrafisz trochę jeździć — zaczął, spoglądając na nią. Była dość blisko. Tak jak nigdy wcześniej. Ładne miała perfumy. Nie zwrócił na to wcześniej uwagi. — ale prawdziwym pytaniem jest, czy potrafisz też upadać — dokończył, po czym w momencie, w którym Carmen nie była już tak skupiona na trzymaniu się jego koszulki, odjechał prędko. Niedaleko, ale na tyle, aby nie miała możliwości poratowania się jego obecnością.

Dziewczyna zachwiała się - do przodu, do tyłu i tak parę razy, i nim się Wesley zorientował, zobaczył w górze łyżwy. Na szczęście nie swoje. Żeby nie było, prawie od razu podjechał, żeby sprawdzić, czy wszystko w porządku, bo — Ewidentnie nie potrafisz upadać — zawyrokował, kucając tuż obok dziewczyny. Na pierwszy rzut oka było wszystko w porządku. Co najwyżej z siniakiem na pamiątkę stąd wyjdzie. — Wstawaj — powiedział, samemu również prostując nogi. Wyciągnął do niej rękę. — Bez ocieplaczy szybko tu zamarzniesz — stwierdził, próbując zachęcić ją do podniesienia szanownych czterech liter. — Coś poza dumą cię boli?

Carmen Torres
25 y/o
For good luck!
165 cm
nauczycielka hiszpańskiego || szkoła językowa
Awatar użytkownika
It's 2 AM
You and I used to talk until the morning
It's day and night hurry now
Baby let's just take it slowly today
I don't wanna miss out on much today
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Tak. Najgorszy wieczór mojego życia — rzuciła, posyłając mu przy tym kąśliwy uśmiech. Generalnie bawiła się wtedy świetnie; dawno nie wyszły w tak licznym, damskim gronie. Tylko, że w najlepszym momencie ich imprezy, pojawił się on; niszczyciel dziecięcych uśmiechów i marzeń, pan Wesley Austen. Masakra. Te chłopy zawsze przychodzą, kiedy nie trzeba. Cóż, Carmen nie wiedziała wtedy jeszcze, że to nie będzie jeden z przelotnych romansów Summer, a jedna wielka miłość, która w pewnym sensie dotknie nawet ją samą. A wcale tego nie chciała; o wiele chętniej wspierałaby ją z daleka. Najlepiej z odległości paru kilometrów. — Tak długo jak ciebie nie ma na tym zdjęciu, tak długo będę żyła w spokoju i nie muszę jej póki co zmieniać — stwierdziła złośliwie, posyłając mu nieco rozbawione spojrzenie.

No dobrze, wyszła z wprawy. Każdemu może się zdarzyć, prawda? Przez ostatnie lata nie miała tak wiele wolnego czasu, jakby chciała, a jak już miała ten day off to zajmowała się kompletnie innymi rzeczami, które po prostu były dla niej bardziej priorytetowe. Potrzebowała jeszcze paru lub parunastu minut i będzie śmigać jak szalona. Najtrudniej było złapać balans na samym początku, co z pewnością mu udowodniła swoją niezdarną jazdą. — Jak podjadę to połamię ci palce, złodzieju — zagroziła, przesuwając nogami po lodzie. Co było nie tak z jej koordynacją ruchową, do cholery?

Torres prychnęła na jego słowa, zabierając od niego jedną dłoń, bo nie czuła się dobrze z tą nietypową dla nich bliskością. Ledwie zdążyła schować telefon do kieszeni swojej skórzanej kurtki, gdy Wes odsunął się od niej, przez co zaczęła tracić tę cholerną równowagę. Wystarczyła chwila jakichś nieokiełznanych tańców, żeby upadła jak placek na lód. Tyłek na pewno będzie ją bolał przez parę kolejnych dni, ale to było niczym w porównaniu do zażenowania, które nią ogarnęło. — Musiałabym mieć pistolet przystawiony do skroni, żeby powiedzieć coś tak nieprawdopodobnego jak to, że mogłabym na ciebie lecieć — rzuciła, dźwigając się na swoich przedramionach, żeby posłać mu zabójcze spojrzenie. A wtedy Carmen zrobiła coś, co zrobiłaby każda dojrzała, odpowiedzialna dwudziestopięciolatka. Uderzyła łagodnie dłonią w tę jego, odrzucając jego pomoc i sama, własnymi siłami, podniosła się do pionu. — A co, martwisz się o mnie, Austen? — parsknęła, zanim zdzieliła go lekko ramieniem, dopiero wtedy korzystając z okazji i popchnęła go, podkładając przy tym nogę, żeby sam się wypieprzył. Nie było to tak łatwe jak w jej przypadku, ale zemsta była słodka. Zaśmiała się głośno, odjeżdżając kawałek dalej; już nieco pewniej, z poobijanym tyłkiem, ale przynajmniej ze słodką satysfakcją. — Jak tam temperatura na dole, blondi? — krzyknęła, podjeżdżając do jednej z barierek, której przytrzymała się z szerokim uśmiechem. Czasem wciąż zachowywała się jak nastolatka, czerpiąca przyjemność z takich dogryzek.

blondie
niunia
she's gonna trigger you more than anyone
ODPOWIEDZ

Wróć do „Scotiabank Pond”