ODPOWIEDZ
26 y/o
For good luck!
166 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
I know a girl who can't sleep at night
Nothin' that she does is ever right
God, she's just a waste of space and time
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Nadal nie mogę uwierzyć, że nasza drużyna naprawdę wygrała. No dobrą kłamię, bardzo dobrze wiedziałam, że wygramy. Stell pomógł naszej drużynie wygrać, ale to było prawie wiadome. Mówiło przez się, czyż nie? Zresztą jest kapitanem, więc jakby nie miał doprowadzić swojej drużyny do zwycięstwa, grając w lidze hokejowej. Oczywiście, że oglądałam cały mecz, jakbym tego nie mogła zrobić? Na początku tylko siedziałam na ławce, czytałam książkę. Jednak z czasem, nawet polubiłam ten mecz i trochę rozumiałam wszystkie podania, kartki i przyłożenia. Teraz częściej obserwuję lodowisko, niż kartki w moich książkach. Poczekałam, aż każdy mu podziękuję i poklepie go po ramieniu. Zaraz kierowali się w stronę szatni, a przy okazji wpadnie jak zawsze dla mnie. Wolę dać mu chwilę, aby cieszył się ze zwycięstwa z innymi. Na mnie też przyjdzie czas, czyż nie? Zajęłam swoje miejsce, aby nikomu nie przeszkadzać w biegu lub przejściu. Niestety teraz będzie większe lub mniejsza zainteresowanie, zwłaszcza jak nasza drużyna dostała się do dalszej ligi.
— Gratulacje kapitanie, w ostatnich minutach zdobyłeś najwięcej punktów. Awansowaliście dalej, a to oznacza wielką karierę dla ciebie — Zagryzłam dolną wargę. Zarzuciłam ręce na jego ramiona, ciesząc się z tego wszystkiego. Będzie mógł wyjechać, osiągnąć jeszcze więcej niż w naszej szkole. Zignorowałam krzyczących chłopaków w naszą stronę. Mimo tego, że mam na sobie jego koszulkę z numerem to nie czuję skrępowania, wiele dziewczyn tutaj tak robi. Dodatkowo lubię się wyróżniać, a tylko ja mam naszyjnik z literką jego imienia oraz kij hokejowy. Zbliżyłam twarz do jego, musiałam stanąć na palach i pocałowałam do. Nie spieszyłam się za bardzo, miałam gdzieś fakt, że go ciągle wołali. To mój czas z nim, a nie ich. Mieli go przecież przed chwilą na lodowisku, też chcę go na chwilę.
— Słyszałam, że ma być jakaś impreza. Podejrzewam, że musimy na nią iść? — Upewniłam się tylko. Gdyby się tam nie pojawił, pewnie narzekaliby. Nieraz zrezygnował z imprezy, ponieważ nie chciałam na nią iść. Mimo naszego związku, imprez… jego imprezy i znajomi raczej do mnie nie pasują. Każdy o tym dobrze wie i nie zawsze jestem też zapraszana. Stellan sam mnie w sumie zabierał ze sobą, a ja? Cóż, spędzałam czas z nim, czasem z przyjaciółkami, które przypadkowo też tam były. Zresztą jest kapitanem, wygrał grę i cała impreza jest stworzona dla jego drużyny, dziwne byłoby, gdyby się nie pojawił. Nie może ze wszystkiego rezygnować, ponieważ ja tego nie chcę. — Idź do nich, inaczej ciągle będą udawać nas — Kątem oka, zauważyłam jak dwójka z nich udawała nasz pocałunek. Mam to szczerze gdzieś, ale jest to irytujące. W szkole zawsze ktoś nas obserwuje, jakbyśmy byli ich tematem do plotkowania.

Stellan Thompson
gall anonim
27 y/o
For good luck!
182 cm
złodziej kradnie co popadnie
Awatar użytkownika
ze Złotego Chłopca do rynsztoka.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Stellan zdjął kask zaraz po syrenie kończącej spotkanie i zjechał do boksów, słysząc wokół ryk kibiców i okrzyki z trybun. Wygrali, co gwarantowało im przejście do wyższych rozgrywek krajowych, ale w jego głowie liczyła się w tamtej chwili zupełnie inna sprawa. Zignorował uściski kolegów z lodu, odrzucił kij na stojak i skierował się prosto w stronę wyjścia z tafli, gdzie w pobliżu barierek stała blondynka. Obserwował ją kątem oka już podczas ostatnich minut meczu. Fakt, że zaczęła pojawiać się na trybunach, znaczył dla niego więcej niż sam puchar. Zrobił kilka kroków w jej stronę, czując, jak mokry od potu sprzęt ciąży mu na ramionach. Zatrzymał się tuż przy metalowej barierce oddzielającej widownię od przejścia dla zawodników.
- Wygrana była obowiązkiem, nie niespodzianką - odpowiedział, wypuszczając powietrze i patrząc jej prosto w oczy. Jego głos był niski, lekko chropowaty po wyczerpującej grze. Złapał ją za rękę i delikatnie ścisnął jej dłoń, gdy przerwała pocałunek, by zadać pytanie o dalszą część wieczoru. Znał jej stosunek do imprez i wiedział, jak bardzo męczyło ją przebywanie wśród tłumu hokeistów.
- Jeśli nie chcesz tam iść, po prostu wrócimy do domu - powiedział stanowczo, nie rozglądając się za siebie, mimo że z korytarza wciąż dobiegały okrzyki jego kolegów. - Zwycięstwo zaliczone, reszta nie ma znaczenia.
Nie chciał zmuszać jej do przebywania w otoczeniu ludzi, którzy często traktowali ją jak obcą osobę. Doskonale pamiętał wcześniejsze sytuacje, gdy musiała szukać ucieczki w rozmowach z kilkoma znajomymi, bo środowisko sportowców zupełnie do niej nie pasowało. Dla niego sprawa była prosta: jej komfort stawiał wyżej niż obowiązki kapitanatu na potańcówce. Kiedy spojrzała w bok i wskazała głową na dwóch obrońców, którzy przedrzeźniali ich gesty, głośno przy tym narzekając, Stellan odwrócił głowę i posłał obydwu surowe spojrzenie, po którym ci natychmiast przyspieszyli krok i zniknęli za drzwiami szatni. Nie lubił, gdy ktokolwiek z drużyny przekraczał granicę i robił z ich relacji powód do kpin.
- Mają się zająć sobą - rzucił zachrypniętym głosem, wracając wzrokiem do jej twarzy. - Potrzebuję dziesięciu minut na zmianę ubrań i prysznic. Poczekaj na mnie przy wyjściu.
Odrzucił na bok chęć dłuższego dyskutowania z trenerem i zamiast tego odwrócił się i poszedł prosto pod prysznic. Potem ubrał się szybko, spakował sprzęt do torby i bez zbędnych rozmów z zespołem wyszedł, wrócił do Isabelli, ujął jej dłoń i poprowadził w stronę samochodu zaparkowanego na parkingu.
- Nie idziemy na żadną imprezę. Teraz decyzja należy do ciebie. Jak chcesz spędzić ten wieczór i na co masz ochotę? Wracamy do domu, jedziemy coś zjeść, czy masz zupełnie inny plan?
Isabella Hunter
pączek
nie lubię przejmowania kontroli nad moją postacią i braku dynamiki oraz rozwoju wątków, w każdej innej kwestii się dogadamy
26 y/o
For good luck!
166 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
I know a girl who can't sleep at night
Nothin' that she does is ever right
God, she's just a waste of space and time
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Nie lubię jak zmienia wszystko pod moją osobę. Czuję się w takich momentach winna, okropnie winna. Zresztą mogą mnie nie lubić, dobra może jest parę osób, które trochę mnie tolerują. Jednak naprawdę nie chcę zabierać im kapitana, który powinien pojawić się na tej głupiej imprezie. Jeśli nie przyjdzie, to będzie wiadomo, przez kogo ich ulubieniec się nie pojawił. Ich imprezy są… inne od tych, które ja znam. Są bardziej szalone, niepasujące do mojego poukładanego życia. Ja zazwyczaj muszę się zastanowić, a dopiero potem to zrobić. Jego otoczenie jest inne, ale trzeba zaakceptować obie strony. Naprawdę nie chcę ustawiać go pod siebie. Czasami mimo tych całych imprez, mogę uciec do jakiegoś pokoju i poczytać książkę. Schować się, pokazywać co jakiś czas. Ewentualnie poszukać swoich znajomych, którzy również przyszli na te głupie imprezy.
— Właśnie, że idziemy. Wybrałam dwie sukienki, które będą pasować i musisz się tam pojawić. Nawet jeśli uważasz inaczej. Schowam się u Jake, mam tam parę książek. Zawsze będziesz mógł do mnie przyjść, nawet pogadam z twoimi znajomymi — Zaproponowałam. Usiadłam po stronie pasażera, odwróciłam się w jego stronę, poprawiając jego mokre końcówki włosów. Wolałabym z nim zostać w tym aucie, nawet wspiąć się na dach i pooglądać gwiazdy na niebie. Jednak to jego chwila, która powinna być dość mocno świętowana. Przecież dobrze grał cały ten cholery sezon, musi też się trochę wyszaleć. Raczej przy moich książkach, znajomych tego nie uda mu się osiągnąć. Czasami wręcz zastanawiam się jak to możliwe. Jesteśmy totalnym przeciwieństwem, a jesteśmy jednak razem. Cholernie akceptuję to, że potrafi zaakceptować mój spokój i czasami zbyt poważne podejście do życia. Nie powiem lubię jego zmienianie zdań, szalone podejścia do życia oraz stanowczość. Jednak tym razem, chodzi o imprezę stworzoną dla niego. Niegrzecznie byłoby się tam nie zjawić.
— Co powiesz na taki układ. Pojawimy się tam na parę godzin, a potem pojedziemy do naszej ulubionej knajpki? Oddam swoją porcję ciasta, a wiesz jak lubię od nich słodycze. Dodatkowo lubię twój zachrypnięty głos, złoty chłopczyku — Dotknęłam palcem jego nos. Zaśmiałam się na swoje słowa, przez co mój własny głos rozniósł się po jego aucie. Chcę też zmienić ubranie, nie chcę pojawić się tam w bluzce z jego numerem. Raczej trzeba jakoś lepiej się przygotować na imprezę, zwłaszcza jak potem mamy pójść coś zjeść. Wiem, że dla niego mogę mieć worek po zmiemniakach, na sobie i jemu będzie to pasować. Ja wolę jednak jakoś się ładnie ubrać, bardziej pasując do tamtego towarzystwa.
— Stellan nie musisz rezygnować ze swojego stylu życia. Lubię jak wprowadzasz zmiany, zmieniasz mój mały grafik w głowie. Zresztą musisz zobaczyć obie sukienki, wybierzesz którąś. Ruszaj — Poklepałam go po udzie. Rany pamiętam go jak jeszcze nie grał. Był chudy, strasznie chudy. Dopiero jak zaczął ćwiczyć to jego całe ciało się zmieniło, nawet potrafi zjeść to, co ja nie dam rady zjeść. Chyba każdy hokeista je za parę osób, a może mi się tylko tak wydaje? Wysiadłam z auta, ciągnąć go do swojego pokoju. Mógł teraz sobie leżeć, siedzieć co chciał. Poleciałam po pierwszą sukienkę, była czarna bez ramiączek. Po prostu zwykła sukienka. Miałam też czerwoną na ramiączka. Jednak kątem oka zauważyłam, że posiadam gorsetową bluzkę, która jest czarna i pasująca spódniczkę. Wybrałam ją, zrobiłam szybkiego kucyka. Jedynie, co się za bardzo rzucało w oczy to mój biust. Nie mam z nim problemu, nie mogę narzekać na jego brak. Jednak gorset ma swoje plus i minusy. Były bardziej widoczne, mimo to dobrze się z tym czułam, chociaż Stellan raczej, a na bank nie będzie z tego zadowolony.
— Więc tak… to co mam teraz na sobie… czy tamta sukienka bez ramiączek — Okręciłam się dodatkowo. Sięgnęłam po sukienkę i przyłożyłam do swojego ciała.

Stellan Thompson
gall anonim
27 y/o
For good luck!
182 cm
złodziej kradnie co popadnie
Awatar użytkownika
ze Złotego Chłopca do rynsztoka.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Stellan patrzył na nią w milczeniu, zirytowany tą sytuacją. Widział jej spięcie i to, że znowu mocno zastanawia się nad odpowiedzią. W jego ocenie sprawa była prosta i nie wymagała analiz. Odrobił swoje na lodzie, wygrali mecz, a impreza całkowicie go nie obchodziła. Zrezygnował z niej sam, z własnej woli. Wkurzała go jednak sama myśl, że ona może teraz brać to do siebie i uważać się za winną jego nieobecności. Nie chciał, żeby martwiła się opinią chłopaków z szatni, bo zdanie reszty zespołu na temat jego relacji nie miało dla niego żadnego znaczenia. Domyślał się, że znowu próbuje szukać kompromisu i dostosowywać się do jego środowiska. Nie po to spakował torbę i wyciągnął ją spod hali, żeby teraz patrzeć, jak ona zmusza się do przebywania wśród ludzi, których nawet nie lubi.
Stellan słuchał jej, czując jak złość i zniecierpliwienie ustępują miejsca rozbawieniu. Jej decyzja była całkowitym zaprzeczeniem tego, co jeszcze przed chwilą sugerował, ale w jej głosie usłyszał dobrze znany, uparty ton. Zamiast po raz kolejny odrzucać pomysł pojawienia się w klubie, wrzucił bieg i ruszył, włączając się do miejskiego ruchu.
- Pokażemy się tam, zrealizujesz swój plan z chowaniem się u Jake’a, ale jeśli po godzinie będziesz miała dość, zbieramy się bez dyskusji. - Sprawa jej komfortu wciąż była dla niego ważniejsza niż feta.
Kiedy dotknęła palcem jego nosa, drgnął kącik jego ust, choć utrzymał powagę. Propozycja oddania jej ulubionego ciasta była z jej strony ogromnym ustępstwem i dobrze o tym wiedział, biorąc pod uwagę jej słabość do słodyczy z tamtego lokalu. Określenie, którego użyła pod jego adresem, sprawiło jedynie, że wypuścił powietrze i bardziej docisnął dłoń do kierownicy.
- Trzymam cię za słowo w kwestii tego ciasta - odpowiedział chropowatym głosem, nie odrywając wzroku od ulicy. - Parę godzin to maksimum. - Przystał na jej warunki, bo układały się w plan, który pozwalał im zaliczyć obowiązkowe wyjście bez przedłużania.
Stellan wysłuchał jej słów o braku potrzeby rezygnowania ze swojego stylu życia i odwrócił w jej stronę głowę, wypuszczając wolno powietrze.
- Z niczego nie rezygnuję, po prostu wolę spędzić ten wieczór po swojemu - odpowiedział szorstko, zanim zdążyła poklepać go po udzie. Nie zdążył zaprotestować przeciwko wchodzeniu do środka, bo wyciągnęła go z samochodu bez czekania na jego reakcję. Kiedy weszli do jej pokoju, rzucił się bez słowa na łóżko, opierając plecy o ścianę i skrzyżował ręce na piersi. Przyglądał się w milczeniu, jak krząta się przy szafie.
- Miały być dwie sukienki, a wyciągnęłaś gorset - powiedział, patrząc jej w oczy. - Znasz tych kolesi i wiesz, jak reagują. Jeśli zamierzasz w tym iść, nie odstępujesz mnie na krok i zapominasz o chowaniu się w pokoju u Jake’a, bo nie mam zamiaru uganiać się za kimś, kto będzie na ciebie gapić.
Przyglądał się jej z nieprzeniknioną miną, krzyżując ręce na piersi. Przeniósł wzrok z gorsetu na sukienkę bez ramiączek.
- Sukienka - rzucił krótko, bez cienia wahania w głosie. - W gorsecie wyglądasz świetnie, ale nie mam zamiaru spędzić całej imprezy na odganianiu od ciebie wzroku połowy drużyny i pilnowaniu, żeby nikt nie strzelił jakiegoś durnego tekstu. - Nim zdążyła w ogóle odłożyć sukienkę czy zripostować jego wybór, poderwał się z łóżka i podszedł do niej. Zanim zorientowała się w sytuacji, zamknął ją w ramionach i bez ostrzeżenia wpił się w jej usta, całując namiętnie. Kiedy w końcu odsunął twarz, przechylił głowę w bok, przyciągnął ją mocniej do siebie, po czym zniżył głos, pozwalając, by chropowaty mruk rozszedł się tuż przy jej uchu, a jego usta delikatnie musnęły płatek. - Chyba, że… - wymruczał, skubiąc lekko jej ucho, po czym złożył przy nim miękki pocałunek. - Nie musimy nigdzie iść. Możemy tu zostać i bawić się równie dobrze, a nawet lepiej.
Isabella Hunter
pączek
nie lubię przejmowania kontroli nad moją postacią i braku dynamiki oraz rozwoju wątków, w każdej innej kwestii się dogadamy
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”