ODPOWIEDZ
31 y/o
SPRING TIME
157 cm
kręcę lody i piekę w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
Któżby pomyślał, że ten jeden wyjazd będzie tyle znaczył... Tak wiele zmieni...
Złamie serce, ale uleczy duszę.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjiTrzecia osoba
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Od razu czuć było, że coś jest nie tak. I wcale nie dlatego, że Clem się lekko spóźniła. Po prostu w kawiarni brakowało tego, co było jej nieodłączną częścią. Uśmiechu Jamie... Dziewczyna, która stała dzisiaj na kasie, od samego wejścia wydawała się skonsternowana. Nawet gości było mniej niż zwykle i mieli ponure miny.
Kiedy Clementine, ze swoją wspaniale chaotyczną, blondwłosą energią, wparowała na zaplecze, wystarczyło jedno spojrzenie. Jamie podniosła głowę znad ciasta, które właśnie zagniatała. Jej oczy były smutne, lekko opuchnięte i zaczerwienione. A mina zbolała. Była blada i po raz pierwszy bez makijażu. Pokręciła delikatnie głową i Clem już wiedziała. Stało się...
Bajka Karaibów szybko bledła przez ostatnie tygodnie. Z hucznych zapewnień i fajerwerków emocji nic nie zostało i szybko okazało się, że to, co było między Jamie a Hugo, było tam. I tam zostało. Dwa tak różne światy po prostu nie mogły ze sobą funkcjonować. On nie pasował tutaj, ona nie pasowała tam. Nawet jeśli tak miło myślało się o tym, że mogłaby pasować, nie pasując. Nawet jeśli oboje siebie potrzebowali. Najwyraźniej to nie wystarczy...
Jamie oderwała się od ciasta i, niewiele myśląc, podeszła do przyjaciółki, chowając się w jej kochanych ramionach. Trochę niezgrabnie, bo przecież nie mogła umazać jej ciastem, przycisnęła ją do siebie, jakby chciała się tam schować i już nigdy nie wychodzić. Wtuliła twarz w jej pierś, walcząc usilnie ze szlochem, który chciał nią wstrząsnąć. Dopiero po dłuższej chwili oderwała się od niej z cichym westchnieniem chwilowej ulgi.
- Przepraszam... - mruknęła, zdmuchując niesforne kosmyki z czoła, by wrócić do swojej pracy. - Poradzisz sobie dzisiaj z ogarnięciem klientów?
To ostatnie słowo też brzmiało tak nienaturalnie w ustach Jamie. To zawsze byli goście. Ale najwyraźniej nie dzisiaj.

Clem
Żejmi
znęcania się i bezsensownej przemocy
21 y/o
For good luck!
165 cm
Cukiernik w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
„Kocham gwiazdy zbyt mocno, by bać się nocy”.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Spóźniła się!
Kiedy wpadła do cukierni, to nie mogła złapać oddechu przez dobre kilka minut. Zdyszana odstawiła plecak do swojej szafki i przebrała się w luźniejsze rzeczy, żeby od razu zabrać się do pracy. Poprawiła jeszcze kitkę, żeby mieć pewność, że żadne włosy nie wpadną do ciasta i odwróciła się w stronę szefowej, szukając odpowiednich słów na swoje wytłumaczenie. Miała jej tyle do powiedzenia! Zaczynając od kłótni z braćmi, a kończąc na przystojniaku, który nie tak dawno odwiózł ją do domu i zaprosił na kolejną randkę. Zatrzymała się gwałtownie, widząc twarz słodkiej Jamie. Jej podkrążone oczy, brak makijażu i tego cudownego uśmiechu, który rozjaśniał każdy dzień.
Było źle.
Było bardzo źle, wręcz tragicznie.
- Kochanie... - zaczęła łagodnie i porwała w swoje ramiona ciemnowłosą. Nie musiała nic mówić. Głaskała ją w uspokajającym geście po włoskach i tuliła mocno do siebie. Była tutaj dla niej, jeśli chciała wyrzucić z siebie te negatywne emocje. Nie powinna tego trzymać w sobie...
- Oczywiście. Niczym się nie martw. Potrzebujesz czegoś? - martwiła się o nią. Pierwszy raz widziała kobietę w takim stanie i to jej raniło serduszko. Co za bydlak skrzywdził jej kochaną Jamie? Delikatnie ujęła ją za ramię i zaprowadziła na górę, żeby chwilę odpoczęła. - Połóż się, a ja ci przyniosę kakao z piankami i bitą śmietaną. - słodycze były dobre na wszystko, a ten zestaw postawił na nogi już nie jeden kryzys. A później... Czas leczył rany i chociaż to była najgorsza porada ever, to była prawdziwa.
- Wszystkim się zajmę. Zajrzę do ciebie. - zapewniła przyjaciółkę i ruszyła na dół, żeby pozałatwiać bieżące sprawy. Czas dosłownie uciekał jej przez palce, gdy lawirowała pomiędzy kolejnymi zadaniami. Kto by pomyślał, że akurat dziś będzie taki młyn. Po zakończeniu dniówki, weszła ponownie na górę i nieśmiało zapukała do drzwi od pokoju Jamie. W środku panował półmrok, a drobna postać nadal leżała na łóżku.
- Jak się czujesz? Znalazłam w internecie lokal, gdzie można odreagować. Rzucasz talerzami w ścianę i takie tam. Chcesz jechać? - zaproponowała cicho, bo wszystko było lepsze niż taka stagnacja.

Jamie Park
31 y/o
SPRING TIME
157 cm
kręcę lody i piekę w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
Któżby pomyślał, że ten jeden wyjazd będzie tyle znaczył... Tak wiele zmieni...
Złamie serce, ale uleczy duszę.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjiTrzecia osoba
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Trzymała wszystko w kupie tak długo. Tak bardzo się starała, żeby wszystko było okej i koniec końców... Było... Tylko za jaką cenę? Dobrze wiedziała, jak skończy się ten romans. Dobrze wiedziała, że jeśli wylądują razem w łóżku, to potem będzie tylko trudniej się rozstać i przestanie to być wakacyjnym flirtem, a zacznie być czymś więcej. Dobrze wiedziała, że wszystko to, co tak mocno pokochała w Nassau, właśnie tam zostanie. A jednak głupia próbowała wmówić sobie, że te słowa: "Kiedy Cię zobaczę?" - znaczyły coś naprawdę.
Kto wie, może znaczyły, tylko w tamtej chwili, a później brutalna rzeczywistość sprowadziła ją do parteru. Może to było prawdziwe?
Z głośnika w sypialni sączyło się cicho "It must have been love, but it's over now.". Z jakiegoś powodu Clem czuła, że ta głupia piosenka była zapętlona z kilkoma innymi.
Jamie nie chciała już ogarniać. Nie chciała, żeby wszystko było dobrze. Powolnie dała się zaprowadzić na górę, nie przejmując się tym, że klienci zerkali na nią z troską i zaciekawieniem. Ostatnio tak bardzo nie panowała nad emocjami i sobą, kiedy cukiernia płonęła. A teraz...
Podniosła głowę z łóżka, nieprzytomnym spojrzeniem szukając budzika.
- O matko... - jęknęła, widząc godzinę. - Przespałam cały dzień?
Jezu, jak mogła sobie na coś takiego pozwolić? Przecież tam na dole byli ludzie, trzeba było przygotować wypieki, zadbać o dostawy. Wieczorem przecież miała być sama w kawiarni.
- Miałaś mieć dzisiaj wolne wieczorem! - powiedziała z żywym żalem na twarzy i po raz kolejny w jej oczach pojawiły się świeczki.
Pojedyncza łezka spłynęła po jej policzku, kiedy zobaczyła łagodny uśmiech Clementine. Przecież nic się nie stało...
Oparła się plecami o wezgłowie swojego łóżka, sięgając po zimny już kubek kakao. Pianki pływające na wierzchu na moment ozdobiły policzek Ji-Lin dołeczkiem uśmiechu, ale zaraz jej brwi zmarszczyły się, a głowa opadła. Zawiodła... Żeby to ukryć, przysunęła kubek do ust i upiła łyk słodkiego napoju.
- Oj... Nie żałowałaś syropu! - spróbowała zażartować, ale wyszło blado.
Dopiero teraz odważyła się podnieść spojrzenie na Clem. Nie powinna być w takim stanie przy pracownikach. Nie powinna być przy nikim. Ale przed nią była Clementine, patrząca na nią po prostu z troską.
Na propozycję wyjścia zawahała się, ale chyba część bezsilności się wypaliła, więc pokiwała niemrawo głową i odłożyła kubek na nocną szafkę, by wstać z łóżka.
- Tylko wyślę zamówienia na jutro... - powiedziała, podchodząc do toaletki, by spojrzeć na siebie w lustrze. - Ugh...
Dźwięk brzmiał, jakby ją zemdliło. Na drugiej szafce stały trzy talerzyki, na których donosiła w ciągu dnia coś, żeby Jamie zjadła. Słodkości, ale przecież znana była zasada panująca w Kitten. Nie ma takiej rzeczy, której nie dałoby się naprawić pączkiem. Nie skubnęła nawet odrobiny.

Clementine Thallman
Żejmi
znęcania się i bezsensownej przemocy
21 y/o
For good luck!
165 cm
Cukiernik w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
„Kocham gwiazdy zbyt mocno, by bać się nocy”.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Martwiła się. Nie wiedziała, co dokładnie się stało i jak bardzo tamten mężczyzna skrzywdził jej kochaną Jamie. Widziała jednak jej załamanie: to, jak w oczach połyskiwały łzy, a na twarzy gościł smutek zamiast jej cudownego uśmiechu. Jamie nigdy nie zamykała się w swoim pokoju na cały dzień. Nie zaniedbywała swojej ukochanej cukierni. Nieraz nawet musiała ją wyganiać do lekarza, gdy zachodziła taka potrzeba. A teraz... Jej małe serduszko krajało się na ten widok. Na to, jak delikatna postać leżała bezbronnie w swoim łóżku od rana, w pozycji embrionalnej, dokładnie tam, gdzie ją zostawiła. Zamknęła cukiernię. Przejęła pałeczkę w dowodzeniu tym małym biznesem, ale tą późną porą czuła, że tym razem powinna zająć się nie szefową, lecz przyjaciółką
Podeszła powoli do łóżka i przykucnęła. Wyciągnęła dłoń i odgarnęła w czułym geście zbłąkany kosmyk włosów Jamie, który przekleił się jej do policzka.
- Calutki. Nie przejmuj się. Poradziłam sobie. - obdarzyła ją delikatnym uśmiechem. - Są rzeczy ważne i ważniejsze. Moje życie towarzyskie nie załamie się przez jeden wieczór. - to było proste. Rzucić wszelkie plany dla niej. Nawet gdyby była dzisiaj umówiona ze swoim przystojnym crushem z siłowni, to on musiałby zrozumieć, że pewne sytuacje były priorytetowe. A złamane dziewczęce serce zawsze wymagało szczególnej uwagi. Jaka z niej byłaby przyjaciółka, gdyby teraz rzuciła zwykłe: Pa! Będę jutro!
- Wysłałam. - zmarszczyła delikatnie brwi, gdy czarnowłosa znowu wspomniała o Kitten. To był dobry znak? Każdy wiedział, że to urocze małe stworzenie miało mały motorek. Była uzależniona od pracy, ale przecież, gdy jej nie było, ona miała dostęp do wszystkiego. I dzisiaj wykorzystywała to, żeby jak najlepiej wesprzeć Jamie w całej tej sytuacji.
- Chodź. Uczeszę cię. - złapała z toaletki kilka przedmiotów i wygodnie usiadła na materacu, żeby drobna kobieca sylwetka mogła usiąść przed nią. Ujęła delikatnie kosmyki jej włosów i zaczęła rozplątywać kołtuny, żeby po chwili je rozczesać. - Powiesz mi, co się dokładnie wydarzyło? Zrobił ci coś złego? - może powinny pojechać na komisariat policji? A jak jej się naprzykrzał, to mogła zadzwonić do braci, żeby zrobili z tym typem porządek. Mogła jej jedynie pomóc uporać się z tymi negatywnymi emocjami, proponując wyjście i trochę rozrywki. Rzucanie talerzami brzmiało dobrze. Według oferty, którą znalazła w internecie, to był idealny sposób na rozładowanie napięcia i stresu. Może jeśli kobieta w ten sposób się wyżyje, to łatwiej będzie jej zapomnieć o wakacyjnej miłości?

Jamie Park
31 y/o
SPRING TIME
157 cm
kręcę lody i piekę w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
Któżby pomyślał, że ten jeden wyjazd będzie tyle znaczył... Tak wiele zmieni...
Złamie serce, ale uleczy duszę.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjiTrzecia osoba
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Już kiedyś Jamie była w takim stanie, ale wtedy jeszcze się nie znały. Osiem lat temu, kiedy zmarła jej mama i wszystko wylądowało na ramionach Ji. Wtedy dawała radę, ale naprawdę podpierała się nosem. Nie miała pieniędzy na to, by zatrudnić kogoś, więc pracowała od piątej do dwudziestej, codziennie. I tak przez kilka miesięcy, aż przyszedł moment, w którym w kawiarni wybuchnął pożar. Wtedy straciła wszystko. Absolutnie wszystko. Ubezpieczenia wystarczyło na to, żeby wypłacić odszkodowania sąsiadom i trochę na remont, ale żeby uruchomić Kitten, musiała sprzedać rodzinny dom. Zanim się jednak zdecydowała, minęły długie tygodnie wegetowania i bycia popychaną przez znajomych i dalszą rodzinę. Ostatecznie stworzyła coś swojego, dużo piękniejszego i bardziej jej. Przede wszystkim kawiarnia przerodziła się w cukiernię, o której z dumą mogła mówić, że jest najlepsza w dzielnicy, a niektórzy twierdzili, że i w mieście.
Później dzielnie znosiła trudności finansowe, kolejne kredyty, covid. Rozwijała się powolutku i chociaż nie odniosła spektakularnego sukcesu, to jednak miała własny biznes. Który działał. Nie miała kokosów, ale było dobrze. No może poza tym, że dalej musiała robić swoją księgowość, bo na to szkoda jej było pieniędzy. A może miała poczucie winy, że zasnęła wtedy nad papierami?
Spojrzała na Clem z czułą wdzięcznością, a jej oczy znów się zeszkliły, kiedy poczuła ten serdeczny dotyk przyjaciółki. Jej słowa uruchomiły w Jamie kolejne pokłady wzruszenia, które próbowała rozładować ciężkim westchnieniem. Ale efekt był średni.
- Tak? - z niedowierzaniem spojrzała na Tinny, kiedy ta wspomniała, że wysłała zamówienia.
Boże, więc naprawdę nic nie musiała?
Powolnie usiadła przed toaletką, pozwalając blondynce się sobą zaopiekować. Ale to wywołało tylko kolejną falę łez, które zaczęły spływać po jej policzkach. Tęsknota rozsiadła się w jej klatce piersiowej, powodując drżenie brody, a dziewczyna robiła wszystko, co mogła, żeby się nie rozszlochać. Chociaż tę walkę przegrywała.
Jej oczy się rozszerzyły, łapiąc spojrzenie przyjaciółki w lustrze.
- Nie, absolutnie! On zawsze był bardzo dla mnie dobry! - zaprotestowała, słysząc pytanie o to, czy ją skrzywdził. - Po prostu...
Wzruszyła ramionami, nie potrafiąc ubrać w słowa tego, co teraz czuła, ani tego, co tak naprawdę wydarzyło się podczas tej rozmowy.
- Nie udało się... Niby wiedziałam, że to był wakacyjny romans i nie da się go przenieść do Toronto, ale... - uciekła spojrzeniem, próbując je ulokować na neutralnych przedmiotach stojących na toaletce, ale to nie pomagało, a łzy uparcie same wyciskały się z oczu. - Wróciliśmy do swoich światów. Od rozstania na lotnisku właściwie widzieliśmy się raz... Więc, jak mi Felix poradził, żebym z nim pogadała, to zadzwoniłam.
Umilkła na dłuższą chwilę, zbierając się na siłach, żeby opowiedzieć dalszy przebieg tej rozmowy.
- Uznał, że to nie ma sensu. Że nie damy rady tego zbudować. Sama nie wiem, nie pamiętam tej rozmowy za dobrze. On w rozjazdach, coś z rodziną...
Pokręciła głową, odwracając się na siedzisku, żeby objąć szczupłymi łapkami Clem w pasie i wtulić głowę w jej brzuch. Boże, jak to dobrze, że nie miała jednak makijażu, bo jak nic poplamiłaby jej ubrania.
- Wiesz... Naprawdę wierzyłam, że tym razem robię wszystko dobrze. Że ktoś wybierze mnie...
Tinny <3
Żejmi
znęcania się i bezsensownej przemocy
21 y/o
For good luck!
165 cm
Cukiernik w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
„Kocham gwiazdy zbyt mocno, by bać się nocy”.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Nigdy nie miała złamanego serca przez mężczyznę. Mogła sobie jedynie wyobrażać przez co przechodziła teraz jej przyjaciółka. Jak bardzo musiało teraz boleć to małe serduszko Jamie, które jeszcze nie tak dawno radowało się z wakacji i pięknej historii miłosnej, której tak bardzo kibicowała. Obie wiedziały, że to może tak się skończyć. Obie nie chciały dopuścić do siebie tej myśli. Czuła się teraz trochę winna, że nakłaniała słodką Jamie do tego romansu. A teraz... Nawet nie wiedziała, jak mogła jej pomóc. Co zrobić, żeby na jej twarzy znowu pojawił się uśmiech.
- Tak. Troszeczkę wiary we mnie. - przecież sobie radziła sama pod nieobecność kobiety. Zarządzała sama biznesem i szło jej całkiem dobrze bez większych wpadek. Dodatkowy dzień z większą ilością obowiązków nie był dla niej czymś szczególnie trudnym, a skoro Jamie potrzebowała tej chwili dla siebie, nie było nad czym się zastanawiać. Chciała ją odciążyć. A w tej chwili poświęcić swój czas. Nie musiała o nic prosić. Po prostu tutaj była dla niej.
Pozwalała jej się wypłakać. Mówić o wszystkim, co tylko jej ciążyło, żeby chociaż troszkę było jej łatwiej. Mechanicznie poruszała dłonią, czesząc ciemne włosy przyjaciółki, słuchając jej słów. A gdy tylko kobieta odwróciła się, żeby wtulić się w jej ciało, to bez zastanowienia objęła jej szczupłe ramiona.
- Kochanie, nie zrobiłaś niczego źle. To on najwidoczniej jest pieprzonym egoistą, który woli odrzucić tak wspaniałą kobietę na rzecz swoich biznesów. Szkoda łez na takiego drania. - wyszeptała czule, gładząc dziewczynę po ciemnych włosach. - Chodź. Ubierzesz się ładnie i pójdziemy na miasto. Oderwiemy cię od tych przykrych wspomnień. - zachęcała ją dalej do wyjścia z tej mrocznej pieczary, którą teraz stanowił jej pokój. Nie było nic bardziej przygnębiającego niż bezczynność. Stagnacja. Ten dzień mógł być lepszy. Chciała, żeby chociaż wieczór Jamie inaczej spędziła. Nie na pracy. Nie na łzach, które prowadziły donikąd. Toronto oferowało wiele miejsc, gdzie mogłyby poszaleć i na moment zapomnieć o miłostkach.
- Będzie fajnie. Dwie gorące laski i pełna zastawa do tłuczenia. Wyżyjemy się. - podobno wysiłek fizyczny był dobry na wszystko. W tym wypadku mógł pomóc. Na pewno był to lepszy pomysł niż zapijanie smutków w alkoholu. Nie byłoby za ciekawie, gdyby jutro obie wyglądały jak zombie. Zresztą miała dość słabą głowę i wiedziała, że dwa drinki, to był szczyt jej możliwości, który odpłaci koszmarnym kacem.
- Ta twoja czerwona sukienka. Załóż ją. Wyglądasz w niej ślicznie. Jak róża. - uśmiechnęła się delikatnie i kciukiem wytarła łzy z policzków Jamie.

Jamie Park
ODPOWIEDZ

Wróć do „Kitten and the Bear”