ODPOWIEDZ
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
163 cm
wiolonczelistka, sprzedawca Toronto Symphony Orchestra, Bookland
Awatar użytkownika
Can we pretend that airplanes in the night sky are like shootin' stars?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Dzień był na tyle piękny, że nie chciało się go marnować na siedzenie w mieszkaniu, które chociaż było wyjątkowo przytulne, nadal było czterema zamkniętymi ścianami. Cassie potrzebowała wyjść i sprawdzić, czy od wczoraj w tak dobrze znanym jej świecie nie zaszła żadna poważna zmiana. A z kim, jeśli nie z najsłodszą osóbką, miałaby się spotkać, by nadrobić zaległości? Miała wrażenie, że za dużo czasu minęło odkąd ostatnim razem miała szansę porozmawiać z przyjaciółką, która była dla niej jak młodsza siostra.
Kilkudniowy wyjazd na koncert do Wielkiej Brytanii pochłonął ją do reszty i nie miała zbyt wiele wolnych chwil, które mogłaby poświęcić osobom, na których jej zależało. Całodniowe próby z orkiestrą, całonocne próby w domu. Jak dobrze, że Syd była na tyle wyrozumiała, że nie goniła Wildbird z patelnią, byleby tylko się uciszyła! Miała prawdziwe szczęście, że trafiła na współlokatorkę, której nie przeszkadzał dźwięk wiolonczeli, ani kot buszujący po wszystkich zakamarkach domu. Tyle się czytało i słyszało o potwornych lokatorach, którzy zakopywali swoje ofiary w ogrodzie lub lasach, ewentualnie zanosili poćwiartowane ciała do piwnicy. Wielu z nich wyglądało naprawdę niepozornie, dlatego nigdy nie należało wykluczyć, że ktoś z pięknym uśmiechem nie ma w sobie zła. Syd co prawda nie wyglądała, ale co, jeśli miała w sobie demony? Miała je nawet Cassandra, nie chcąc przy tym raczyć nimi otaczającego ją świata. Może panna Ashford miała swoje za uszami?
Zaśmiała się do siebie, przewijając kontakty w telefonie. Zdecydowanie zaczynała ponosić ją wyobraźnia.
Szybka wiadomość do blondynki, krótka wymiana zdań i były umówione! Cel na już? Zdobyć najlepszą kawę oraz słodkości, którymi można było się podzielić.
Przebrała się w zieloną sukienkę na cienkich ramiączkach, sięgającą jej ledwo za kolano. Do tego kapelusz oraz brązowe sandałki. Obróciła się przed lustrem, zadowolona. Idealny strój na randkę. Załapał plecak, w którym nieodzownie znajdował się szkicownik i wyszła. Zbiegła po schodach, łapiąc autobus, który miał ją zabrać do parku. Odbiła jeszcze by zdobyć napoje, a kiedy upewniła się, że wszystko bezpiecznie spoczywa w jej dłoniach, skierowała się do wolnego kawałka zieleni, na który klapnęła. Wysłała blondynce lokalizację, odkładaj na trawę bagaże. Miała wrażenie, że ostatnimi czasy tylko dźwiga. Na co komu siłownia, skoro wystarczyło być zajętym w ciągu dnia?
Widząc znajomą twarz, pomachała jej chcąc zwrócić na siebie uwagę. Była bowiem łatwa do przeoczenia, zlewając się z otoczeniem. Niczym kameleon, tylko z dwoma nogami.
-Cześć, piękna. Wyglądasz wspaniale! - uśmiechnęła się szeroko do Clementine. Sukienka, którą miała na sobie, leżała idealnie. - Mam nadzieję, że nie jesteś na diecie, bo planuję ci ją zepsuć - skomentowała, wskazując na torebkę, w której znajdowały się świeże rogaliki z czekoladą oraz babeczki truskawkowe z kremem.
-Siadaj i opowiadaj, co u ciebie. Jacyś przystojniacy na horyzoncie? - zainteresowała się. Sama nie randkowała, będąc trochę upośledzoną emocjonalnie, ale nie znaczyło to, że nie życzyła innym jak najlepiej. Jeśli trzeba było, swatka była z niej przednia! Paradoksalne, że dostrzegała sygnały pomiędzy dwoma osobami, ale nie widziała tych posyłanych w jej stronę.

blondico fantastico
21 y/o
For good luck!
165 cm
Cukiernik w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
„Kocham gwiazdy zbyt mocno, by bać się nocy”.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Uwielbiała swoją pracę. To uczucie, które ogarniało ją za każdym razem, gdy klienci uśmiechali się kosztując jej wypieków. Sprawianie radości innym było naturalnym odruchem i gdyby tylko mogła, nie wychodziłaby z cukierni przez cały dzień. Odkąd Jamie wróciła, wszystko znów zaczęło układać się jak dawniej i miała wolne popołudnie. Dziewczyny w jej wieku zazwyczaj cieszyły się z wolności i szalały razem z przyjaciółmi na mieście. Ona jednak wróciła do domu z nadzieją, że spędzi ten czas z braćmi. Była jak ich mała słodka przylepa, która truła im dupę przez całą wieczność. Oczywiście miała również swoje grono przyjaciół, bo nie była wyrzutkiem, ale czasami robiła się ckliwa i wręcz wymagała uwagi od braci. Stracili tak wiele na przestrzeni tylu lat i czasami martwiła się tym, że dorosłość odbierze jej i ich. Już teraz się oddalali od siebie, a dom zazwyczaj był pusty, gdy przychodziła. Smuciło ją to za każdym razem.
Na pomoc jednak przybyła Cassie, która jedną wiadomością była w stanie rozpromienić nawet najbardziej pochmurny dzień. Nigdy tak szybko się nie odświeżyła i przebrała, tak jak w tej chwili. Okręciła się przed lustrem w swojej czerwonej sukience, a materiał zawirował wokół jej nóg niczym płatek kwiatu. Rozczesała włosy i nałożyła na twarz jeszcze krem z SPF, bo słońce wyjątkowo dziś rozpieszczało ich swoimi promieniami. Torebka, balerinki i była gotowa do wyjścia.
Posłała jedynie jedno smutne ostatnie spojrzenie w stronę domu i ruszyła na miejsce spotkania z rudowłosą ślicznotką. W słuchawkach leciała piosenka Lany Del Rey - Summertime Sadness, gdy niemal biegnąc zmierzała do portu, przy którym dość często przesiadywały oglądając spokojną taflę wody.

''I got my red dress on toni­ght
Dan­cin’ in the dark in the pale moon­li­ght
Done my hair up real big, beauty queen style
High heels off, I’m feelin’ alive''


Zdezorientowana rozglądała się za przyjaciółką, zerkając pobieżnie na pinezkę, bo Cass wysłała jej swoją lokalizację. Na jej wargi wypłynął delikatny uśmiech, gdy odnalazła swoją zgubę i w podskokach pojawiła się obok dziewczyny, zgrabnie siadając tuż obok niej. Czerwony materiał rozsypał się wokół jej nóg, stanowiąc przepiękny kontrast z intensywną zielenią trawnika. Ona jednak była skupiona na słowach Cassie, której nie widziała już od dobrych kilku dni!
- Ja? To ty wyglądasz przepięknie! Zazdroszczę ci twoich włosów. Użyłam ostatnio tej odżywki, którą mi poleciłaś, ale przez te upały, to dalej czuję, że mam siano na głowie. - zaśmiała się wesoło, przesuwając pomiędzy palcami kosmyk własnych włosów. Spojrzała na torebkę, w której kryły się słodkości i zachichotała. - Tak właściwie, to dzielnie zaczęłam przygodę ze sportem. Poszłam na siłownię i nie uwierzysz... Ile ja się tam wstydu najadłam. Najpierw bramki mi nie działały, a aplikacja nie chciała mnie przepuścić. I cała zestresowana tym weszłam do męskiej szatni. Na całe szczęście zdążyłam się przebrać, ale wyobraź sobie moje zdziwienie, gdy wszedł tam mężczyzna! Myślałam, że się zapadnę pod ziemię, a gdy chciałam uciec, to zepsuła mi się kłódka. Musiałam wezwać recepcjonistkę, żeby uwolniła moje rzeczy. I jeszcze zaprosiłam wtedy tego mężczyznę na randkę, ale mi odmówił. Ja to tak odebrałam, bo w sumie spojrzał na mnie jak Albi. Jak taki starszy brat i wspomniał coś, że musi pod prysznic, bo śmierdzi. Godzinę czekałam na autobus. I jak wróciłam tam po kilku dniach, to on znowu tam był i poszliśmy na kawę. A i jeszcze ostatnio Dean mnie uratował w klubie i... - powiedziała to wszystko na jednym wydechu i zarumieniła się na samo wspomnienie o przyjacielu brata.
- Zresztą to nic takiego... A jak twój koncert? Widziałaś się już z moim bratem? - zapytała podekscytowana, bo to zdecydowanie był jej ulubiony temat. Musiała wiedzieć w końcu czy chociaż trochę była bliżej świadkowania na ślubie przyjaciółki z jej bratem.

Ginger
gall anonim
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
163 cm
wiolonczelistka, sprzedawca Toronto Symphony Orchestra, Bookland
Awatar użytkownika
Can we pretend that airplanes in the night sky are like shootin' stars?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Słońce mile pieściło skórę na jej twarzy, wywołując uśmiech na ustach. Nie rozumiała ludzi, którzy z własnego wyboru zostawali w domu, kiedy na zewnątrz było tak pięknie. Ach, taka pogoda aż prosiła się o to, by wyjść, zaznając kąpieli słonecznej, narażając się przy okazji na poparzenia, co w przypadku Wildbird nie było takie trudne, biorąc pod uwagę, że niestety jej skóra była wyjątkowo podatna na promienie i nie zastosowanie odpowiednie kremu z filtrem skutkowało ostrym zaczerwienieniem. Ile to razy Albert musiał ją później balsamem smarować, kiedy przez własną nierozwagę nie zakryła ramion, cierpiąc prawdziwe katusze? Uśmiechnęła się na wspomnienie pamiętnego wypadku (wagarów) nad jezioro. Wszystko układało się dobrze - mieli przekąski, mogli popływać w chłodnej wodzie, do której skakali z pobliskiego drzewa, miło spędzić czas nie przejmując się trwającymi zajęciami w szkole. Wypad cud! Do momentu, aż nie okazało się, że Cassie zwyczajnie w świecie zmyła z siebie krem, który nałożyła, a słońce tak ją spiekło, że założenie plecaka było niemożliwe. Gdyby nie Thallman z pewnością nosiłaby go w ręce. Nasłuchała się wtedy wielu kąśliwych uwag, ale tu z pomocą przychodziła jej Clementine, broniąc jej na swój dziecięcy sposób. Dla niej Cass była starszą siostrą, która przydawała się w chwilach, gdy bracia byli niemożliwy do zniesienia.
Przyjaźń pomiędzy nimi pozostała pomimo trudności, które napotkali, a z którymi udało im się uporać na swój sposób. Cassandra miała dobry kontakt z każdym z trójki rodzeństwa, przeżywając z nimi inne przygody, wesołe jak i rozczarowujące. Miała wiele wspomnień sprzed jak i z Toronto, które czasami lubiła wygrzebać z zakamarków umysłu, zatapiając się w nich, licząc, że równie wiele uda jej się jeszcze stworzyć. Traktowała ich jak swoją rodzinę, bez której już nie potrafiłaby normalnie funkcjonować. Ostatecznie Albert był w tym wszystkim jednym z powodów, dla którego postanowiła studiować właśnie w tym kanadyjskim mieście. Jak zresztą Clem poradziłaby sobie bez niej, gdyby nagle pokłóciła się z braćmi? Cassie musiała przy nich być.
Patrzyła jak urzeczona, kiedy Clementine siadała na trawie. Przypominała jej w tej chwili piękny kwiat maku mieniący się swoją czerwienią w promieniach słońca. Będzie musiała to narysować, czy to podczas spotkania, czy później! Takich widoków nie można było tracić.
-Daj spokój, nie wiesz jakie potrafią być upierdliwe. I więcej wiary w siebie kochana. Jestem pewna, że niejeden się za tobą ogląda, a Albert i Benjamin mają pełne ręce roboty w odganianiu amantów - zaśmiała się. w jej oczach młoda Thallman była pięknością. Wyrazista, az niewinna uroda. To potrafiło przyciągnąć wzrok. Dokładając do tego jej charakter powstawała mieszanka, którą chciał mieć przy sobie każdy.
Cała jej uwaga została skupiona na słowach przyjaciółki, kiedy usta opuścił prawdziwy wodospad słów. No tak, zdecydowanie było co nadrabiać, bo jak widać kilka dni wystarczyło, by w życiu blondynki pojawiły się nowe przygody, które trzeba było zrelacjonować.
-Przystojny był? Ten mężczyzna z siłowni? Może to przeznaczenie - zaśmiała się, bo w jej głowie już pojawiały się romantyczne wizje rodem z powieści, które czasami czytała. Ach, miło byłoby zobaczyć Clem u boku jakiegoś przystojnego rycerza. A jeśli o rycerzach mowa… - Dean? To ten przyjaciel Benjamina? Ten imprezowicz, który nie odpuści okazji, żeby kogoś nie wyrwać? Uratował cię? To nowość - zauważyła. Słyszała o nim trochę, dodatkowo mijając się z chłopakiem, kiedy akurat odwiedziała Albiego i on też tam był, przesiadując u Benjamina. Przystojny, acz dawał trochę niepokojący vibe. - To też się nadaje na powieść romantyczną… - wyrzuciła z siebie. Mroczny i Piękna, idealna para. - Ale musisz mi koniecznie opowiedzieć czemu musiał cię ratować - tym razem jej spojrzenie stało się trochę bardziej poważne, bo ratunki nie biorą się znikąd i niemal zawsze oznaczały kłopoty.
-Udał się. Miło jest dostać tyle braw, wiesz? Jestem dumna z naszej orkiestry, bo każdy poradził sobie wyśmienicie! Z Albim? Jeszcze nie. Pisałam do niego, ale jest zajęty. Jutro mam zamiar nawiedzić go w domu. Nie dam mu od siebie odpocząć. Plus kupiłam mu prezent i mam nadzieję, że mu się spodoba. Nic szczególnego, ale jak to zobaczyłam, od razu o nim pomyślałam - odpowiedziała, wyciągając z reklamówki babeczkę, w którą się wgryzła. Kochała słodycze, i lepiej, że jej lekarz nie wiedział ile potrafiła ich zjeść.

blonDINO
21 y/o
For good luck!
165 cm
Cukiernik w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
„Kocham gwiazdy zbyt mocno, by bać się nocy”.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Cassandra była pięknym rudowłosym aniołem! Zawsze potrafiła ją wesprzeć rozmową, gdy jej bracia wymiękali przy kobiecych tematach. Tłumaczyła młodej nastolatce relacje damsko-męskie, gdy Albi nie chciał kompletnie nic słyszeć o żadnych chłopakach. Czas przerodził to wsparcie w piękną przyjaźń, która opierała się na szczerości. Była częścią ich zwariowanej rodzinki i jedynie cicha nadzieja nie pozwalała jej nazywać siostrą. Marzyła, żeby kiedyś jej starszy brat postanowił oświadczyć się przyjaciółce. Płakałaby razem z dziewczyną, gdy wybierałyby wspólnie białą suknię. A później ich kochana Cassie przyjęłaby nazwisko Thallman i na zawsze była związana z całą trójką. Kupiłaby dom w pobliżu i co tydzień organizowaliby rodzinne obiady, a ona bawiła się w ogrodzie z ich uroczymi dziećmi! Tak bardzo czekała na to, aż jej ciche marzenia się spełnią! Starała się już od lat zeswatać tę dwójkę, ale była przekonana, że w końcu przeznaczenie połączy ich pięknym węzłem małżeńskim.
- Niezbyt nawet muszą próbować. Wiecznie ich nie ma. Ostatnio zostawili mnie samą na noc. Wiesz jak bardzo się bałam? Myślałam, że ktoś chce włamać się do domu! Skaleczyłam się nożem. - pokazała jej nawet ranę we wnętrzu dłoni. Miała nadzieję, że nie zostanie jej żadna blizna po tym. - Może powinnam zapisać się na jakieś lekcje z samoobrony? Po ulicach Toronto grasuje jakiś nożownik! Ostatnio robi się bardzo niebezpiecznie. Nie rozumiem, dlaczego policja nie reaguje na wszelkie donosy. Tylko czekają, aż coś się stanie... - jedna klientka opowiadała jej o mężczyźnie, który często przychodził pod przedszkole i zachęcał dzieci na placu zabaw do rozmowy. Na samą myśl przechodziły ją ciarki. Każdy, kto znał ją bliżej, wiedział, że często czytała wiadomości i nakręcała się jak pozytywka. Zależało jej tylko na bezpieczeństwie najbliższych... Tyle, że później nie potrafiła zasnąć!
- Jest przystojny, ale... Dałam mu swój numer i się nie odzywa... To już piąty dzień. - mężczyźni mieli te swoje dziwne zasady, żeby nie pisać od razu. Podobno chodziło o to, żeby pokazać drugiej stronie, że im nie zależy, ale... Pięć dni to była już lekka przesada. Podświadomie przeczuwała, że ta historia zakończyła się szybciej niż miała szansę rozpocząć.
- Też byłam zdziwiona. Benji był zajęty i przyjechał po mnie. Pobił w klubie tego faceta, który się do mnie przystawiał. I zaczął mi robić wyrzuty. Był bardzo niegrzeczny przy tym. Wspomniał coś o tym, że jako siostra jego kumpli jestem pod ochroną... - cicho westchnęła, nie kryjąc swojego niezadowolenia. Uwierała ją ta łatka młodszej siostrzyczki. Jak jeszcze Benji lub Albi ją strofowali, było to urocze, ale inni... Było to wtedy tak bardzo upokarzające. - Moja koleżanka chciała mnie zeswatać. Odmawiałam temu chłopakowi, ale on ciągle podsuwał mi drinki i zmniejszał pomiędzy nami dystans. Przerażał mnie. - mimowolnie objęła ramiona dłońmi i pokręciła głową, zaniepokojona, przypominając sobie tamtą noc. - Troszeczkę z Deanem się pokłóciłam wtedy. Pomógł mi, a ja... Powinnam go przeprosić? - zapytała, ale rozwój ich małej kłótni pozostawiła dla siebie. Na samą myśl rumieńce pojawiały się na jej policzkach. O czym ona myślała?!
- Masz jakieś nagranie? Szkoda, że nie mogłam pojechać razem z tobą. - zrobiła smutną minkę. Oburzyła się na słowa Cassie i wyrwała zdenerwowana kilka ździebeł trawy. - Wiecznie jest zajęty... Tamtej nocy co mnie zostawili. Był pijany. Naprawdę martwię się o niego. Myślisz, że to przez mnie? Przez to, że musiał tyle poświęcić, biorąc mnie pod opiekę? - miała już łzy w oczach. - Prezent? Pokażesz mi?

Ginger
gall anonim
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
163 cm
wiolonczelistka, sprzedawca Toronto Symphony Orchestra, Bookland
Awatar użytkownika
Can we pretend that airplanes in the night sky are like shootin' stars?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Posiadanie rodzeństwa było zdaniem Cassie prawdziwym przywilejem, który ludzie powinni doceniać. Wspieranie się wzajemnie miało znaczenie, zwłaszcza w ciężkich chwilach, które pojawiały się w życiu. O ile łatwiej jej byłoby znieść śmierć mamy, gdyby miała kogoś obok siebie non stop? Albert był, to fakt, ale nie mogła go męczyć cały czas - na jego barkach spoczywały inne zobowiązania nawet, jeśli jeszcze nie wiedział, że i jego świat ulegnie za kilka lat drastycznej zmianie. Traktowała rodzeństwo Thallman jak swoje własne i każdego dnia była im wdzięczna za to, że pozwolili jej do siebie należeć. Marzyła o tym, by to samo poczuł jej starszy brat, o istnieniu którego dowiedziała się niedawno. Mama miała inne dziecko, kilka lat przed nią i gdzieś tam, w szerokim świecie był młody mężczyzna, który współdzieli jej geny. Czy tata o nim wiedział? Nie miała serca go pytać w obawie, że jest niczego nie świadomy. Nie chciała, by zmienił zdanie o swojej żonie, zachowując w pamięci tylko szczęśliwe z nią chwile.
- Jak to cię zostawili?! Kochanie, następnym razem wpadasz do mnie, dobrze! A jeśli akurat mnie nie będzie, Syd na pewno nie będzie miała niczego przeciwko - powiedziała, lekko marszcząc brwi. Może powinna poruszyć ten temat następnym razem, kiedy wpadnie do nich na obiad? Owszem, każde z nich miało swoje własne życie, ale przecież Clementine potrzebowała opieki! Wildbird, jako przyszywana starsza siostra tylko z nazwy czuła się w obowiązku, aby upewnić się, że więcej nie będzie jej groziło skaleczenie się. Bo co, jakby twarzą na ten nóż upadła? - Zapiszmy się razem! Nauczymy się bronić i nie będziemy bezbronne! - klasnęła w dłonie, bo ten pomysł nad wyraz jej się podobał. Co prawda spojrzenie rudowłosej na kwestie bezpieczeństwa było trochę spaczone i jakoś nie przyjmowała do wiadomości, że rzeczywiście coś mogłoby jej się stać, niemniej nauka czegoś nowego zawsze działała na jej motywację do podjęcia wyzwania. - Nożownik? To niebezpieczne! Masz nie wracać do domu sama, zwłaszcza jak będzie ciemno! - powiedziała od razu. Tak było zawsze - dobro innych ponad własne. Wszak ona była nietykalna, prawda?
Uśmiechnęła się na wieść o mężczyźnie. Od razu było widać, że zrobił na blondynce wrażenie. Oby tylko nie złamał jej serca, bo już z Cassie będzie miał do czynienia!
-Może jest zajęty? Jesteś piękna, więc nie ma szans, żeby nie był zainteresowany! - odpowiedziała i wsadziła do ust kolejną porcję babeczki. Sprawy damsko-męskie były dla Wildbird skomplikowane, głównie dlatego, że miała swoistego rodzaju downa emocjonalnego i nie dostrzegała względem swojej osoby oczywistych dla innych sygnałów. Doradzanie innym wychodziło jej zdecydowanie lepiej, niż własne randkowanie.
Jej uwaga szybko została skupiona na opowieści o Deanie. Jakoś nie podobało jej się, że ten chłopak był blisko Clementine. Zionęło od niego arogancją i nijak nie pasował do jej przyjaciółki. Był przystojny, ale ładna buźka to nie wszystko!
-Och… wychodzi na to zachował się trochę jak rycerz. Kolejna niespodzianka, nie sądziłam, że jest zdolny do czegoś takiego. Może nie jest taki zły, jak wszyscy mówią - powiedziała, lekko marszcząc brwi. Podobno każdy miał w sobie iskierkę dobra i chyba Vanberg potrzebował, żeby ktoś w tę jego porządnie dmuchnął, rozniecając ogień. - Clem, powinnaś bardziej uważać w klubach. Cieszę się, że dean tam była. Przeprosić? Zależy jak bardzo się posprzeczalićie - stwierdziła. Ona pewnie mimo wszystko poszłaby do niego, ale decyzję zostawiała dziewczynie, która lepiej wiedziała, co dokładnie wydarzyło się pomiędzy nią, a chłopakiem z sąsiedztwa.
-Clem? - nachyliła się w stronę dziewczyny, bo nie dało się nie dostrzec delikatnego rumieńca na policzkach. Było jej z nim do twarzy, ale nie to teraz interesowało Cassie. - Czy Dean ci się podoba? - spytała szeptem, jakby część tej konwersacji musiała pozostać tajna. Delikatny temat i nie chciała, żeby ktoś usłyszał, później plotki roznosząc!
-Nie mam żadnych nagrań, ale pewnie niedługo pojawią się na stronie - rzuciła. Zaraz na jej twarzy pojawiła się prawdziwa troska. Pijany Albert. Nie lubiła, kiedy jej przyjaciel się upijał. Imprezy imprezami, ale w takim razie coś musiało siedzieć mu na sercu. - Porozmawiam z nim, obiecuję. przestań, kochanie. To nie twoja wina i nigdy tak nie myśl. Jestem pewna, że on też nie pozwoliłby ci na takie wyobrażenia - złapała ją za rękę, dodając otuchy. Ach, cholerny Albert, żeby doprowadzać do płaczu tak urocze stworzenie, jak Clementine.
Wyciągnęła zdjęcie, na którym znajdowała się pozytywka oraz talia kart z londyńskimi widokami. Znalazła ją w antykwariacie uznając, że znacznie bardziej do Thallmana będzie pasowało coś starszego, niż nowoczesnego. Ot, by pobudzić jego artystyczną duszę.
-Albert nie lubi zasypiać w ciszy, więc pomyślałam, że będzie mógł usypiać przy pozytywce. Naprawdę ładnie gra - uśmiechnął się szeroko, nie mogąc się doczekać, aż wręczy pamiątki przyjacielowi. - Mam nadzieję, że mu się spodoba!

Clementine Thallman
21 y/o
For good luck!
165 cm
Cukiernik w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
„Kocham gwiazdy zbyt mocno, by bać się nocy”.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Strata była nieodłącznym elementem życia. Trauma, która wiązała się z utratą najbliższych - nieunikniona. Clementine jako mała dziewczynka zasmakowała tego gorzkiego posmaku życia. Najpierw straciła ojca, którego nie było w najważniejszych chwilach jej życia. Potem matkę, której najbardziej potrzebowała w czasie dorastania. Kochała braci ponad swoje życie. Oraz Cassie, która była niczym jej anioł stróż i siostra, ale nic nie było w stanie zastąpić tej pustki, która pojawiała się znienacka.
- Albi poszedł na imprezę, a Benji był na próbie. Ktoś w środku nocy próbował dostać się do domu. Wystraszyłam się i pobiegłam do pokoju schować się do szafy. Później okazało się, że to był Albi. Na tyle pijany, że nawet nie umiał otworzyć drzwi. A ja, jako że naoglądałam się na Tik Toku mnóstwo tych okropnych filmików o skinwalkerze, to wzięłam go za tę kreaturę. I bracia zastali mnie całą w sztucznej krwi, którą kupiliśmy na Halloween w zeszłym roku. Bo chciałam się bronić szpilkami. - teraz z perspektywy czasu, to ta sytuacja ją bawiła. To jak brat nią potrząsał myśląc, że wyzionie ducha. Wtedy jednak nie było jej do śmiechu. I coraz mniej była przychylna pustemu domu, który niestety zawsze na nią czekał, gdy wracała po pracy. Wiedziała, że kiedyś ten moment nadejdzie. Że każdy ułoży sobie życie, ale nie sądziła, że te zmiany odczuje tak mocno. Tak nagle.
- To świetny pomysł! Myślałam też o zajęciach tanecznych. - zaczęła niepewnie ten temat, ale przed rudowłosą nie miała czego się wstydzić. Mówiła jej praktycznie wszystko. Jedyną tajemnicą, którą przed nią miała było jej konto na niebieskiej platformie. Nie raz chciała jej powiedzieć. Przyznać się do tych wszystkich zdjęć, ale nie chciała ujrzeć w jej oczach tego zawodu. - Przecież wracam późno po pracy. Nikt nie będzie ze mną codziennie chodził. Jeśli ma się pecha, to nawet w domu grozi nam niebezpieczeństwo. Ostatnio wymieniłam kilka listów z mężczyzną, który włamywał się do domu starszych pań i... - pokręciła głową nie wchodząc w szczegóły masakry, która nawet przyprawiła ją o mdłości.
- Nie wiem... Może... - wzruszyła ramionami, ale smutek był dobrze widoczny na jej twarzy. Co ona sobie myślała? Że starszy mężczyzna spojrzy na nią w ten sposób? Nie było co się oszukiwać. - Tak. Też mnie tym zaskoczył. Myślałam, że jest... Czysto rasowym dupkiem. Może jednak to maska? Coś co pokazuje innym, bo tak wygodniej? - i proszę... Już zaczynała go usprawiedliwiać, chociaż jego późniejsze zachowanie i upokorzenie, którego doświadczyła przez chłopaka, było jak najbardziej realne. Wciąż jednak pamiętała, jak jego bliskość działała na nią... Jak bardzo chciała go wtedy pocałować...
Była jak inne jego zabaweczki...
- Co?! Nie! - zaprzeczyła zbyt szybko i przyłożyła dłoń do klatki piersiowej, gdzie serce wyprawiało dzikie harce. O boże... Dean jej się podobał. Jęknęła cicho i schowała swoją twarz w dłoniach. - Nie. Tak. Nie. Prawie się pocałowaliśmy, ale to była dla niego tylko gra... - wyszeptała również i wyrwała kilka źdźbeł trawy z ziemi.
- Koniecznie mi wyślij filmik, jak już go będziesz miała. - ochoczo zmieniła tor tej rozmowy i lekko posmutniała, gdy znowu poruszyły temat jej rodzeństwa. - Przeze mnie miał dużo problemów. Nie miał dzieciństwa i wiecznie musiał za mną latać. Może przesadzam? Jestem zbyt atencyjna… - jak tylko miała to zmienić?
- Będzie zachwycony! Skąd ty bierzesz te pomysły? - zauroczona wpatrywała się w zdjęcie pozytywki. Uśmiechnęła się delikatnie przeczuwając, że jej brata ucieszy ten mały podarunek. A kto wie, może nawet wtedy będą mieli swój moment?

Cassandra Wildbird
gall anonim
ODPOWIEDZ

Wróć do „Port Union Waterfront Park”