26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
190 cm
Analityk kryminalistyczny w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Każdy miewał złe dni. Ludzie byli tylko ludźmi i mieli prawo niekiedy czuć się zwyczajnie źle, przytłoczeni wszystkim. Tak było z Felixem, którego przeszłość ostatnimi czasy nawiedzała znacznie częściej, jakby nie chciała pozwolić, by zapomniał. Tylko jak by mógł skoro każdego dnia, kiedy szukał ubrań w szafie mimowolnie zerkał na niewielki przedmiot skrywający w sobie tak wiele? Nic dziwnego, że również i myśli nie były sprzyjające, a chłopaka dopadały wątpliwości i pytania, czy gdyby nie był wybrakowany, byłby lepszy.
Aż się wzdrygnął wewnętrznie, kiedy kobieta kazała mu na siebie spojrzeć. rzecz jasna Wykonał jej polecenie, bo co, jeśli przestałaby karmić go sernikiem? Co, jeśli przestałaby z nim rozmawiać, a jego zdecydowanie nie było stać na płacenie za terapię specjalistom. Poczuł się taki malutki, kiedy świdrowała go spojrzeniem ciemnych, poważnych tęczówek. Dodatkowo starał się nie opluć jej ciastem, które miał w ustach, kiedy ścisnęła lekko jego policzki.
-To miłe, że tak mówisz, ale czasami mam wrażenie, że ludzie patrzyliby na mnie inaczej i nie traktowali jak jajka obawiając się, że zaraz umrę - westchnął, kiedy już przełknął, omal się nie krztusząc. Czemu inni nie mogli być tacy, jak Jamie? Mili, kochani i po prostu fajni? Zamiast tego trafiał na osoby, które albo łamały mu to serduszko, albo po prostu wykorzystywały.
-Odnoszę wrażenie, że martwią się bardziej o mnie, niż o mojego brata. I nie mów mi, że moja choroba nie ma z tym związku, bo ma. Kocham ich i jestem im wdzięczny za wszystko, ale serio wydaje mi się, że najchętniej zamknęliby mnie w domu, chociaż jestem dorosły - zaśmiał się cicho. Jego mama, za każdym razem jak ich odwiedza, próbuje go przekonać, że przecież może pracować z domu rodzinnego, a przynajmniej miałby kogoś przy sobie, kto w razie czego by mu pomógł. Nigdy nie przystał na tę propozycję, bo miłość miłością, ale przestrzeń też każdemu była potrzebna. Zresztą jak miałby się wtedy nauczyć samodzielności i życia z tym wybrakowaniem, które otrzymał?
-Jak to nie wiesz? To tak się da? Nie wiedzieć? - spojrzał na nią, trochę nie rozumiejąc. No bo przecież chyba było wiadomo, czy wychodzą gdzieś razem, czy czas spędzają, czy piszą ze sobą codziennie. - Trochę uratował? Czy tam wydarzyło się coś złego?! Musisz mi o tym opowiedzieć - wyrzucił z siebie. Ale jeśli ten mężczyzna uratował Jamie życie, to Felix już był jego przyjacielem, mógł być tego pewien.
-Kochanie, to fantastycznie! Zakochanie to bardzo fajny stan - uśmiechnął się do niej. Cóż, jemu zdarzało się to często, z tym, że on kończył ze roztrzaskanym serduszkiem. No, może potłuczonym, bo rozwalone na drobne kawałeczki miał tylko raz i od tej pory już nigdy nie było pełne. Brakowało elementów, które zniknęły wraz z tą bardzo ważną osobą. -Jamie, teraz ty mnie posłuchaj. Jeśli jesteście sobie pisani to status materialny nie ma znaczenia. Poza tym jesteś wspaniałą cukierniczką i on z pewnością o tym wie. Plus to ty mu się podobasz, a nie twoje pieniądze, skoro sam ma ich wiele - pokiwał głową na potwierdzenie własnych słów. - Napisz do niego, że bardzo chcesz się spotkać!

Jamie Park
ODPOWIEDZ

Wróć do „Kitten and the Bear”