24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdyby tylko znajdowały się w nieco innych okolicznościach to na pewno zostałaby jej już wymierzona jakaś kara za to, że nie udzieliła jej odpowiedniej odpowiedzi. Całe szczęście, że jednak dziewczyna nie miała w tej chwili zbytnio narzędzi dyscypliny, które mogłaby zastosować. Z drugiej strony to zawsze mogła to sobie zapamiętać na później. W końcu Cross chyba nie wierzyła w to, że karać należy bezpośrednio po dokonaniu czynu, aby uzyskać pożądany efekt.
- W takim razie powinnam powiedzieć nie i kazać ci dalej kombinować - rzuciła w odpowiedzi, aby jeszcze nieco się podrażnić ze swoją artystką.
Chyba naprawdę powoli wracała do siebie i tego jak normalnie funkcjonowała. Kto by się spodziewał, że wystarczyło jej, aby przez chwilę podrażniła się z River, aby wrócić na swój normalny tor? Chyba też naprawdę się rozluźniała i uspokajała, bo jednak zabranie jej na wystawę nie wydawało się być jednak aż tak koszmarnym pomysłem.
- Wiem, ale to trochę jak ktoś, kto mówi, że lubi oglądać filmy. Mogą być zwyczajnie gatunki, których nie trawi lub warunki, w których nie lubi ich oglądać - dodała jeszcze, bo sam fakt, że River lubowała się w sztuce raczej nie dawał jej w tym wypadku zbyt wiele. - No i... Od kiedy w ogóle lubisz spędzać ze mną czas tak po prostu?
Dalej wydawało jej się to dziwne, bo przez długi czas żywiły wobec siebie niechęć. Potem z kolei odkryły między sobą jakąś dziwną seksualną kompatybilność, która z czasem zaczęła się przeistaczać w... cokolwiek, co aktualnie je teraz łączyło. Chyba żadna z nich nie potrafiła tego nazwać. Przynajmniej tak przypuszczała Ruelle, bo nie miała jak dowiedzieć się, co kryło się właściwie w głowie jej cudownej artystki.
- Powiedziałam ci już, że nie mam właściwej wizji zaświatów - przypomniała jej. - Nie mamy w zasadzie żadnej pewności czy jakiekolwiek istnieją, a jeśli tak to czy w ogóle przypominają coś z którejkolwiek ze znanych nam religii. Nie mam pojęcia jak mogłyby wyglądać...
Większość ludzi raczej wyobrażała je sobie w jakiś sposób na podstawie swoich wierzeń oraz religii. Może była to bliżej niezidentyfikowana kraina szczęśliwości, która dla każdego wyglądała inaczej? Lub nawet nie do końca było to miejsce, a bardziej emocja lub koncept. Trudno było jej to stwierdzić.
- Myślę, że wszystko też zależy od tego czy masz pomysł i możliwości, aby sobie jakoś tę wieczność zapełnić. Egzystencja dla samej egzystencji jest po prostu... męcząca - dodała, ale w zasadzie nie była pewna czy miałaby takie samo zdanie, gdyby już przeżyła setki lat.
Perspektywa potrafiła ulec zmianie. Teraz mogła twierdzić jedno, ale z czasem i kolejnymi doświadczeniami zbieranymi na przestrzeni długiego życia na pewno mogłaby dojść do zupełnie innych wniosków niż teraz, gdy na dobrą sprawę nie miała za sobą nawet dwudziestu lat świadomego życia.
- Mówisz, że nie była jedną z tych lasek, które ubierają się w beże i odcienie brązu? - zapytała, gdy tylko River podzieliła się z nią informacją na temat odczuć przyjaciółki na temat podobnej kolorystyki, co ta na oglądanych przez nie obrazach.
Nie miała pojęcia odnośnie tego jak River planowała wszystko zaplanować wszystko w komiksie i rozrysować swoje zaświaty, ale zawsze istniało kilka sposobów na to, aby rozwiązać pewne kwestie.
- Większość zaświatów nie jest po prostu jednorodnym miejscem, a zbiorem różnych krain, które są przypisane dla konkretnych dusz. Raven mogła trafić do bardziej barwnej. Takiej, która będzie do niej pasowała - stwierdziła, odrywając wzrok od obrazów, aby tym razem skupić się na stojącej obok niej rysowniczce.
Nie miała pojęcia, co jej chodziło po głowie, ale na pewno miała już jakieś pomysły na to, aby jakoś to wszystko rozwinąć i wyjaśnić tak, aby czytelnik mógł uwierzyć w taki, a nie inny rozwój wydarzeń oraz logikę za tym stojącą.
- Wszystko zależy od tego jak wszystko uargumentujesz i czy będziesz mieć jakieś wsparcie w tej wyprawie. Może jakiś ochronny artefakt albo przewodnika tak jak Wergiliusz przeprowadzał Dantego przez piekło - dorzuciła jeszcze, obserwując uważnie jak dziewczyna zatapia się powoli w widocznym na płótnie świecie.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uniosła podbródek, przyglądając się jej badawczo. Na nieszczęście Prescott pamięć River nadal działała bez zarzutu. Zapamiętywała bardzo skrupulatnie wszystko, co Ruelle do niej mówiła. To mogło wiązać się z całą masą korzyści, gdy tanatopraktorka była dla niej miła i z całą masą szkód, gdy była... sobą.
— Miałaś mnie dzisiaj nie okłamywać — zwróciła jej uwagę ostrzejszym tonem niż zamierzała. Nie planowała jednak jej za to przepraszać, bez przesady. To przecież nie tak, że sobie nie zasłużyła. Po prostu River od jakiegoś czasu była dla niej nad wyraz łaskawa, ale nie może przecież ignorować wszystkich jej przewinień. I tak już za bardzo dała sobie wejść na głowę.
— Ty widzisz i nie grzmisz! — jęknęła ostentacyjnie, spoglądając w stronę nieba. Żadne bóstwo nie zwróciło na nią uwagi, na grzmot nie było szans. Ewentualnie na grzmocenie, ale to potem.
— Ona się mnie pyta, od kiedy ja lubię z nią spędzać czas. Przecież ja zwariuję. — Wciąż zwracała się do niebios, które wciąż uparcie milczały. Wygląda na to, że opaczność postanowiła mieć wyjebane jajca. Może powinna spojrzeć w dół i liczyć, że podratuje ją jakoś duch Raven? Chociaż pewnie przyjaciółka po prostu by ją wyśmiała i powiedziała coś w stylu – a nie mówiłam? Jak się nie obrócisz, dupa z tyłu.
Wypełnianie wieczności w... nieskończoność nadal nie brzmiało zachęcająco. Na pewno nie dla kogoś, kto tak łatwo porzucał wszystko, w czym dostrzegał choć fragment jakiejś nudy. Cross potrafiła doskonale zająć samej sobie czas i wychodziła z założenia, że całej masie rzeczy warto dać szansę, bo mogą okazać się zaskakująco przyjemne, ale była też w stanie po prostu wstać w środku rozmowy i odejść bez słowa, jeżeli uznałaby ją za niewartą zachodu.
— Wizja potencjalnego końca za bardzo mnie napędza, żeby oddawać się wieczności — przyznała szczerze. Potencjalna śmierć czająca się za rogiem była intrygująca. Stanowiła jakieś wyzwanie, a przecież Cross była ambitna. No i dzięki temu mogła pakować sobie bez trudu do żył całą masę adrenaliny, co zresztą pokazała niedawno Prescott w trakcie wspólnej jazdy samochodem. Z gwarancją przeżycia wypadku nie byłoby tak ciekawie.
— Zdecydowanie nie była. Chociaż też nie była... tym. — Wskazała na samą siebie. Nie miała raczej na myśli swojego zamiłowania do zdzirowatości. A może miała? W głównej mierze chodziło jednak o kolory. Większość ubrań artystki oscylowała jednak w granicach – dość szerokiej – ale jednak skali czerni. Założenie na siebie brązów i beżów brzmiało wyjątkowo koszmarnie.
— Myślałam raczej o szukaniu jej w każdym możliwym wymiarze, a nie tylko jednym — wyjaśniła pokrótce. Zakładanie, że istnieje tylko jeden rodzaj zaświatów wydawało jej się dość płytkie jak na to, co kołatało jej się w głowie.
Wpatrywała się w jeden z obrazów i nie odpowiedziała jej od razu. Niespecjalnie też skupiała się na sztuce, którą miała przed sobą. Zatapiała się w wykreowany przez Beksińskiego świat, ale nie czerpała z niego tak, by wyciągnąć korzyści dla własnej twórczości. Gryzło ją zbyt wiele myśli. Nie przejmowała się, że cisza, która między nimi zapadła, mogłaby się zrobić niezręczna. Raczej nigdy nie musiały się z tym borykać.
— Nie zdecydowałam jeszcze czy ją znajdę, nie mówiąc nawet o wyciągnięciu. — Odezwała się w końcu. Nie podobało jej się wypowiedzenie tych słów na głos. Jej wargi wygięły się w niezadowolonym grymasie. Podejmowanie decyzji odnośnie do fabuły nowego komiksu przychodziło jej z wyjątkowym trudem, co było dla niej nowością. To tylko jeden z setki powodów, przez które rysowanie szło jej tak opornie.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wiedziała, że sobie grabi, a jednak rzucenie takiego komentarza było silniejsze od niej. Zwyczajnie uwielbiała się drażnić z rysowniczką oraz testować jej cierpliwość. To wszystko na pewno się na niej odegra jeśli w końcu trafią do jej mieszkania, co z pewnością nieuchronnie je czekało. W końcu nie mogły tak długo odmawiać sobie podobnych przyjemności. Jeszcze to się na nich zemści w nieprzyjemny sposób, bo okaże się, że zdołały zgromadzić w sobie zdecydowanie zbyt wielki nakład niewyładowanej frustracji.
- Nie kłamię. Po prostu nie mam odpowiedzi, która byłaby w stanie cię zadowolić - stwierdziła, bo wiedziała, że na pewno Cross liczyła na coś więcej.
Nie była w stanie zapewnić jej jakiegoś emocjonalnego wyznania, bo szczerze powiedziawszy to nie miała pojęcia, czego właściwie chce i jakie nią kierują motywacje. Miała swoją własną wersję. Może sama siebie oszukiwała za jej pomocą, a może nie. Ciężko było jej to stwierdzić. Na pewno jednak było to związane z komiksem. Prawdopodobnie też słowa Minju ugodziły w nią podświadomie odrobinę za mocno i nie chciała, aby obsesja River na jej punkcie przeszkadzała jej w pracy nad nowym komiksem... Tym, który był poświęcony wędrówką za Raven. To spotkanie było swoistą odpowiedzią na tę ich pierwszą oficjalną randkę.
Przewróciła oczami, ale uśmiechnęła się z rozbawieniem, gdy tylko River zwróciła się do niebios. Chyba jakiekolwiek siły wyższe miały je w głębokim poważaniu. Może dlatego, że Cross ostatnimi czasy zbyt często popełniała bałwochwalstwo, klękając chętnie przed swoją modelką, z której pragnęła uczynić swoją boginię. Teraz zatem zbierała żniwo takich czynów. Żadne bóstwo nie zamierzało teraz jej przyjść na ratunek i podkreślić jej stanowisko odpowiednim znakiem na ziemi.
- Przecież miałaś dla mnie zwariować - powiedziała jeszcze, bo zdecydowanie dostawała to, czego chciała.
Czy nie o to chodziło z całą ich obsesją? Obie miały utracić zmysły i zatracić się w tym wszystkim, co między nimi było. Chociaż pewnie wyobrażały to sobie w nieco inny sposób. Bardziej jako objaw szalonej namiętności, a nie skutek użerania się ze sobą w zwykłej codzienności i rzucanych prowokacyjnych komentarzy.
Każdy miał zapewne w tej kwestii nieco inne odczucia. Prescott czuła, że nareszcie wieczność mogłaby poświęcić na to, aby zająć się tym, co najbardziej ją interesowało. Nie musiałaby się martwić tym, że zabraknie jej czasu na przeczytanie ogromu interesujących ją książek czy nauczenie się nowego języka. Pytanie tylko czy kiedyś to wszystko nie zaczęłoby jej nudzić. Nawet potencjalne błogosławieństwa potrafiły szybko przemienić się w przekleństwo.
- Niektórzy potrzebują deadline'u - stwierdziła, uśmiechając się na ten dobór słów, który w tym wypadku wydawał się bardziej niż adekwatny.
Zdawała jednak sobie sprawę z tego, że adrenalina potrafiła potężnie nakręcać. W końcu sama również tego doświadczyła. Pamiętała dokładnie jak słodko krew krążyła w jej żyłach napędzana mocnymi uderzeniami serca, gdy siedziała na parapecie otwartego na oścież okna, zatracona całkowicie w przyjemności lub wtedy, gdy odbywały szalony szalony rajd przez miasto w czasie konwentu.
- Cóż... Masz swój własny styl, więc możesz być tylko jedna - podsumowała, dochodząc do wniosku, że może powinna kiedyś zerknąć na social media i przekonać się jak właściwie wyglądała Raven zamiast budować sobie jakiś tajemniczy obraz tej dziewczyny w swojej głowie.
Mruknęła coś potakująco, przechodząc do kolejnego obrazu, który z pewnością przedstawiał... coś. Trudno było jej do końca odgadnąć czym miała być struktura o kształcie twarzy lub z czego właściwie była zbudowana, ale to właśnie ona stanowiła centralny punkt dzieła.
- To brzmi najlepiej zgodnie z tym, co mówiłaś wcześniej... Że nie usiedziałabyś wieczności w jednym miejscu - zauważyła jeszcze, ale chyba obie były zdania tego, że coś na kształt jednolitych zaświatów na pewno by nie przeszło w komiksie.
Nie przejmowała się długimi pauzami, które pojawiały się w ich rozmowie. Były na wystawie. Obserwowały rozstawione wokół prace, a każda przerwa między wypowiadanymi zdaniami wypełniona była właśnie kontemplacją i podziwianiem wystawionych w galerii dzieł. Nie drgnęła nawet, gdy usłyszała wyznanie River, ale poczuła lekki ucisk żalu czy współczucia, który przez chwilę sprawił, że kolejny oddech wydawał się wymagać od niej więcej wysiłku do zaczerpnięcia.
- Nie musisz tego od razu wiedzieć - powiedziała w końcu i odwróciła głowę w kierunku rysowniczki. - Możesz to odkryć wraz z bohaterką... Po prostu skup się na kolejnych etapach podróży, a rozwiązanie przyjdzie z czasem.
Zamilkła jeszcze przez chwilę i przesunęła bezwiednie palcami po ramieniu dziewczyny w kierunku nadgarstka, aż w końcu mogła chwycić swobodnie jej dłoń. To był jedyny czuły gest, na który zdobyła się, układając w głowie kolejne słowa i skupiając wzrok na jednym z obrazów.
- Nie żartowałam, kiedy mówiłam, że chcę go przeczytać - powiedziała w końcu, zdobywając się na odrobinę szczerości. - Ani z tym, że chcę ci pomóc go stworzyć...
Wiedziała, że ma on szczególne znaczenie dla Cross. W dodatku dotykał czegoś na czym Ruelle w pewien sposób się znała, więc... Mogła razem z nią przejść przez ten proces.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Tobie się chyba wydaje, że ja oczekuję nie wiadomo jakich wyznań. Wystarczy mi, że przestaniesz przede mną ukrywać, co myślisz — powiedziała łagodniej. Nie była aż tak odklejona, by spodziewać się jakichś sonetów na swoją cześć. To zresztą byłoby wyjątkowo tandetne. Wolałaby jakiś rysunek... ale jego też się nie spodziewała. Zawiesiła jej poprzeczkę wyjątkowo nisko, a Prescott i tak uparcie wolała ją wyminąć, zamiast chociaż spróbować przeskoczyć.
Pstryknęła palcami i pokiwała głową, jakby dziewczyna własnie jej o czymś przypomniała. Oczywiście, że miała dla niej zwariować. Nie mogła się teraz nie zgodzić ze swoją modelką. Po prostu nie spodziewała się, że to szaleństwo będzie wyglądało akurat w taki sposób, że przez połowę ich rozmów będzie czuła się jak w ukrytej kamerze. Cóż, do tego też była w stanie się przyzwyczaić. Na pewno świetnie sprawdziłaby się przed obiektywem, którego – wbrew pozorom – nie była fanką.
— Poczekaj, poczekaj. To ty myślisz, że czemu zaprosiłam cię na konwent? A potem jeszcze na tę randkę? — Przekrzywiła głowę, przyglądając się jej z niecierpliwym zainteresowaniem. Skoro tak bardzo zszokowała ją informacja, że Cross najzwyczajniej w świecie lubi spędzać z nią czas, to musiało chodzić o coś innego. Żadne z tych spotkań nie było przecież nastawione ani na upajanie się używkami, ani na seks, ani nawet na rysowanie. Co takiego w takim razie widziała w nich Rue? Chuj wie.
W dziełach Beksińskiego trudno było doszukiwać się pocieszenia, a przynajmniej w kwestii tego, co zaprzątało teraz myśli Cross. Trudno było jej się skupić na jego technice oraz próbie odgadnięcia, z jakimi emocjami podchodził do płótna przy poszczególnych obrazach, bo władzę nad nią chwilowo przejęła żałoba. Nie mogła sobie na to pozwolić, na pewno nie po takim czasie. Powinna spróbować czerpać z tej wystawy jak najwięcej, skoro była szansa, że przyniesie to wymierne korzyści jej pracy. Niezatapianie się w smutku tworząc taki, a nie inny komiks, nie było jednak proste. A przecież ostateczna wersja nie powinna być wyłącznie depresyjna, bo Cross nie była aż tak płytka i w życiu nie pozwoliłaby sobie na wydanie czegoś tak jednowymiarowego.
Obróciła głowę w stronę swojej randki, wyrywając się wreszcie ze świata, do którego wciągnęły ją obrazy. Przez moment miała nawet wrażenie, że w galerii jest jaśniej niż kilka minut temu. Wiedziała jednak, że to odczucie podobne do wyjścia z sali kinowej to tylko durna ułuda jej pokręconej głowy. Spuściła wzrok na ich złączone dłonie, zastanawiając się, czy znowu sobie coś dopowiada, czy tym gestem Rue faktycznie starała się okazać jej więcej czułości.
— Wiem, że masz rację tylko... — Zatrzymała się w połowie zdania. Zaczęła je mówić, licząc, że końcówka przyjdzie sama, ale tak się nie stało. Przygryzła nerwowo dolną wargę, szukając w głowie jakiejkolwiek rady dla samej siebie.
— Na pewno nie będę zadowolona z zakończenia, jakiekolwiek by ono nie było. I mnie to wkurwia. Jasne, wiem, że nie powinno już teraz, ale no... tak jest. Ogarnę to. Po prostu nie mam nad sobą kogoś, kto skutecznie suszyłby mi łeb, żebym wzięła się do roboty, a potem oceniał wyjątkowo krytycznie każdy kadr. — Początkowo była wyraźnie przygnębiona i spięta. Z każdym kolejnym słowem nieco się rozluźniała, by wreszcie zakończyć wypowiedź delikatnym uśmiechem. Minju starała się trzymać ją w ryzach, ale nikt tak dobrze nie panował nad jej głową jak Vanberg.
— Ten dam ci do przeczytania z przyjemnością. Chyba że wcześniej rozszarpię cię z nerwów, że wytykasz mi błędy przy każdym szczególe — dodała, przysuwając się bliżej. Nic nie wychodziło im tak dobrze jak kłótnie, a do swojej pracy Cross podchodziła, heh, śmiertelnie poważnie. Na ten moment była jej przede wszystkim wdzięczna. Ujęła podbródek dziewczyny wolną dłonią i uniosła go, by móc swobodnie ucałować wcześniej pogryzioną wargę.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zadanie niby było proste, a jednak tak bardzo ją przerastało, że to było aż komiczne. Nie była jednak w stanie niczego na to poradzić. To nie była jedna z tych rzeczy, gdzie można było się po prostu starać bardziej. Miała wrażenie, że akurat na tym gruncie nie były w stanie niczego zdziałać. W zadzie to zdążyła już zaakceptować porażkę i się z nią nie sprzeczać.
- Wpierw musiałabym sformułować jakąś myśl i być w stanie ją zidentyfikować - przyznała, bo to był w ty momencie jej największy problem.
Chyba naprawdę obie byłyby skłonne do tego, aby oszaleć przez znajdowanie się w tej samej przestrzeni. Mogły się wzajemnie wykończyć psychicznie na naprawdę milion różnych sposobów i Ruelle liczyła jedynie na to, że jeśli faktycznie tak się stanie pewnego dnia to będzie przynajmniej ciekawie. Na pewno nie chciała, aby skończyły jakimś banałem, który pozostawi po sobie jedynie uczucie niedosytu i pewną nutę rozczarowania.
- Nie wiem jak dokładnie działa twój umysł, Cross... Zastanawia mnie, kiedy stwierdziłaś, że faktycznie lubisz spędzać ze mną czas tak po prostu - odpowiedziała, bo na żadne z  tych pytań nie miała dobrej odpowiedzi.
Znaczy... O randce, co nieco wiedziała, ale konwent. Mogła to być ciekawość, chęć odegrania się na niej za coś lub jeszcze coś innego. Zwłaszcza, że były świeżo po jednej z ostrzejszych kłótni. Co prawda w formie tekstowej, ale mimo wszystko emocje niezwykle szalały w jej trakcie. Chociaż z drugiej strony... Kiedy one się nie kłóciły? Do niedawna to chyba tylko wtedy, gdy były ze sobą w łóżku lub coś piły.
Trudno było czerpać komfort z podobnych prac, które miały ciężki i depresyjny charakter. Jałowe pustkowia i zdeformowane, często w zasadzie trupie, postaci na pewno nie sprzyjały podobnym odczuciom. Chyba, że ktoś właśnie lubował się w czymś takim, bo mógł sobie pozwolić na wyzwolenie swoich własnych emocji, aby utonęły w tym, co wylewało się z obrazów.
Zauważyła, że od jakiegoś czasu dziewczyna coraz częściej przyznawała jej rację. Kiedyś podobne słowa nigdy nie przeszyłyby jej przez gardło, ale aktualnie Ruelle słyszała je coraz częściej. Wiedziała, że ma rację. Inaczej nie mówiłaby tego wszystkiego tylko po to, aby ją pocieszyć. Nie wiedziała nawet, czy chwyciła ją za dłoń, aby dodać jej w jakiś sposób otuchy czy zwyczajnie sprowadzić ją do rzeczywistości, aby móc swobodniej porozmawiać. Obie opcje bowiem wydawały się być w pewien sposób prawidłowe.
- O tym przekonasz się jak do niego dotrzesz... A potem pewnie jeszcze zmienisz zdanie, gdy będzie już dawno wydany i nie będziesz mogła już nic na to poradzić - powiedziała jakby była to oczywista prawda. - Myślałam już, że masz jednego krytyka, który stoi nad tobą z batem... Zajęłabym jej miejsce, ale wtedy to już kompletnie nie mogłabyś się skupić na pracy.
Pozwoliła sobie nawet na drobny uśmiech, gdy tak zażartowała z jej matki. Wystarczyło kilka minut obserwowania ich interakcji, aby dowiedzieć się jak poważnie Minju podchodziła do twórczości swojej córki oraz to jak bardzo River miała w poważaniu.
Nie spodziewała się kolejnego pocałunku. Zwłaszcza na tak delikatny, który zakończył się jedynie krótkim kontaktem ich ust, sprawiającym, że Prescott przeszedł dreszcz, gdy tylko poczuła nacisk na ukąszonej wcześniej dolnej wardze. Przez moment nie mogła oderwać od niej spojrzenia, zastanawiając się, co właściwie się tutaj stało. Kiedy się zrobiły takie... sentymentalne? Czułe?
- Jeśli to zrobisz to będę cię nawiedzać po śmierci... Chyba, że w sekcji z podziękowaniami przyznasz mi rację - zapowiedziała, bo na pewno nie zamierzała być dla niej łagodna. Jeśli już miały coś robić to porządnie.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kłócenie się z nią o wnętrze jej głowy raczej mijało się z celem. Nie przekona jej przecież, że wie lepiej od niej, co tam siedzi. Przede wszystkim przez to, że absolutnie nie wiedziała. Mogła co najwyżej podejrzewać i nie dawać wiary temu, że tam pojawiają się konkretne myśli, choćby całkowicie ze sobą sprzeczne. Nie wyciągnie ich jednak z jej głowy siłą, więc musiała spróbować uzbroić się w cierpliwość. Nie, na to nie ma szans. Musiała żyć we frustracji.
— W dzień, w który to uszyłam — przyznała szczerze i stuknęła paznokciem w obrożę. Wcześniej miewała bardzo różnego rodzaju wątpliwości, ale wtedy po prostu poczuła, że nie chce, by Ruelle wychodziła zbyt szybko po tym, jak obie poczują się już w pełni zaspokojone. Nawet jej to wtedy zaproponowała, ale cóż, nie wyszło to wtedy zbyt dobrze. Sparzyła się, sugerując jej, że mogłaby zostać na noc, ale dzisiaj cieszyła się, że wtedy nie odpuściła, choć był to jeden z dziesiątek sygnałów, po których potencjalnie by mogła.
Obecność Prescott dodawała jej w dziwaczny sposób otuchy. Jeszcze niedawno mogła zakładać, że przebywanie zbyt długo w jej towarzystwie jest gwarantem zjebania sobie dnia, a tu proszę. Nie miała ochoty zatracać się w smutku, a dziewczyna była świetnym kołem ratunkowym, które trzymało ją na powierzchni. I to wszystko w trakcie randki, na którą to właśnie Ruelle ją zaprosiła i w trakcie której rozmawiają o jej zmarłej przyjaciółce. Jeżeli Raven wcześniej nie przewracała się w grobie, to teraz robi po nim kółka jak chomik w klatce.
— O wow. Pocieszające — prychnęła z rozbawieniem. Tak w kwestii tego podnoszenia na duchu, to nieważne. Ruelle potrafiła ustawić klimat rozmowy uświadamiając rysowniczkę, że nigdy nie będzie w pełni zadowolona z czegoś, co powinno być najważniejszym dziełem w jej karierze. Ale to nic! W końcu t ten dziwaczny sposób myślenia o świecie tak ją do dziewczyny przyciągał.
— Minju sprzedałaby duszę, byle tylko mieć nade mną taką kontrolę jak Raven. Wolę nawet nie myśleć, jakby to wykorzystywała. Ale wizja ciebie z batem akurat bardzo mi się podoba. Tylko pewnie powstałby z tego nowy obraz, a nie komiks, którym matki pewnie nie byłby oczarowane. — Na jej wargach od razu pojawił się uśmiech jasno wskazujący na to, że podobał jej się ten pomysł. Trudno stwierdzić, czy bardziej jarała ją wizja pozwolenia Rue, by nad nią zapanowała czy po prostu utarcia nosa Minju. Pewnie najlepszy był fakt, że mogłaby upiec dwie pieczenie na jednym ogniu.
— Miałabym ci przyznać rację na piśmie? — Uniosła brwi absolutnie zszokowana. — Publicznie? — dopytała, żeby się upewnić. Prychnęła w końcu, jakby to był najgłupszy pomysł świata. Bez przesady. Była w stanie podchodzić do jej pomysłów z coraz to bardziej otwartą głową, ale żeby się tak upokarzać?! Nie no, tylko żartowała. Nie miałaby z tym problemu, jeżeli Ruelle faktycznie jakimś cudem miałaby w czymś rację.
— Ta wystawa ma być bardziej o mnie czy o tobie? — zapytała, jeszcze raz się do niej nachylając. Nie dała jej szansy odpowiedzieć od razu i znów złączyła ich wargi w pocałunku. Nie był tak delikatny ani niewinny jak poprzednie. Przesunęła dłoń pod linię jej żuchwy i mruknęła zadowolona pod wpływem smaku jej języka. Oderwała się od niej dużo szybciej niż miała ochotę. Chciała przecież usłyszeć odpowiedź. W trakcie poprzedniej randki starała się pokazać swojej modelce z różnych, nowych perspektyw, otwierając kilka drzwi do zakamarków duszy, do których wcześniej nie miała wstępu. Nie mogła się doczekać, aż wybierze się na podobną wycieczkę po głowie Ruelle, ale nie chciała, by dziewczyna czuła się zobowiązana tłumaczyć jej samą siebie przez pryzmat artystki.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zdecydowanie nie było sensu w tym, aby wykłócać się z Prescott na temat tego, co znajdowało się w jej głowie. Chociażby dlatego, że nawet jeśli River miałaby rację to Prescott nie zauważyłaby tego i żyła w przeświadczeniu, że było zupełnie inaczej niż sprawy przedstawiała sama artystka.
- Nie chciałaś, żebym po prostu została na jeszcze jedną rundę... - to brzmiało bardziej jak stwierdzenie niż pytanie chociaż pewnie mogło nim być.
Zaczęła łączyć kropki w nieznany jej dotąd wzór. Pamiętała dokładnie tamten wieczór. Założyła wtedy, że zwyczajnie Cross miała jakiś pomysł, którego realizacja mogłaby im zająć jeszcze kolejne kilka godzin. W końcu była niezwykle kreatywna jeśli chodziło o sztukę, seks i ich wyjątkowe połączenie. Propozycja zwykłego spędzenia z nią nocy wydawała się jej być wtedy bardziej niż abstrakcyjna.
Nie robiła nawet nic specjalnego. Po prostu była. Stała zwyczajnie tuż obok River, trzymając ją za rękę i spoglądając to na nią, to na jedno z dzieł Beksińskiego. Nie miała pewności na czym powinna się skupić na dłużej, bo sama nie lubiła tego, gdy ktoś poświęcał jej większą uwagę w takich momentach słabości.
- Ludzie ciągle zmieniają zdanie. Możesz z początku czegoś żałować, a potem dojść do wniosku, że to była dobra decyzja lub na odwrót... To jest jedna z tych rzeczy, która może, ale nie musi nastąpić. Jak wiele innych zresztą - podsumowała, nie przejmując się wcale reakcją swojej artystki.
Obie zdawały sobie sprawę z tego, że tanatopraktorka nie była kimś u kogo należało poszukiwać pocieszenia lub współczucia. Po prostu mówiła jak jest, co niektórym zdawało się nawet bardziej odpowiadać. Na przykład takiej River, bo inaczej już dawno zostałaby przez nią pogoniona. Należało zatem założyć, że to również była część jej osoby, która dziewczynie odpowiadała, bo czemu w zasadzie nie?
- Dlatego nie powinnam przyjmować tej roli. Nie potrafiłabyś się skupić na komiksie, a przecież o to właśnie nam chodzi - przypomniała jej, ale również odpowiadała jej wizja tego jak czuwa nad postępem prac dziewczyny i wymierza jej karę chłosty za każdym razem, gdy tylko śmiała oderwać się od swojego zadania. - Zamierzasz im pokazywać wszystkie obrazy ze mną?
Nie sądziła, że River mogłaby pokazać ten konkretny swojej rodzinie... Chociaż, nie. To Ruelle by nie zrobiła czegoś takiego. Cross nie miała takiego poczucia wstydu czy też wyraźniej zarysowanych granic w relacji z rodzicami. Prescott nie wzięła tego pod uwagę i zwyczajnie nie myślała o tym, że ktoś iny poza nimi mógłby oglądać powstałą pracę z ich upojnej nocy.
- Wiem, że to awykonalne. Dlatego właśnie nawiedzałabym cię dopóki byś tego nie zrobiła. Genialny plan, prawda? - zapytała z cwanym uśmiechem, który świadczył o to, że miała już wszystko naprawdę dokładnie przemyślane.
Tylko czy na pewno River zrezygnowałaby z ducha, który co rusz by ją nachodził z zaświatów? Dla niej mogło to być kolejne świetne źródło inspiracji, które można było w ciekawy sposób wykorzystać. Po rysowniczce mogła się spodziewać naprawdę wszystkiego i lepiej było zatem niczego z góry nie zakładać.
Nie zdążyła jej nawet dobrze odpowiedzieć, bo Cross działała zdecydowanie zbyt szybko. Wiedziała już, co nadchodzi w momencie, gdy tylko poczuła ucisk jej palca pod żuchwą. Posłusznie rozchyliła wargi, unosząc głowę do kolejnego pocałunku.
Ledwie zarejestrowała fakt, że ktoś odchrząknął, przechodząc obok. Nie była w stanie skupić się na czymkolwiek innym poza tym w jak cudowny sposób język River przesuwał się po jej własnym. Smakowała niczym największy grzech i chciała jej kosztować bez końca. Właśnie taki miałaby plan, gdyby tylko Cross nie odsunęła się zdecydowanie zbyt szybko.
- Głównie myślałam o tobie, ale mnie też zainteresowała... - przyznała, bo zdecydowanie chciała zrobić coś dla rysowniczki.
Nie była w tym wszystkim zbyt dobra, więc wybierała po prostu lokalizacje, w których według niej mogło się dziać coś, co zainteresowałaby River w ten czy inny sposób.
Na razie wydawało jej się, że osiągnęła ten efekt. Chociaż dziewczyna miała wyraźny kłopot z utrzymaniem rąk przy sobie i Prescott nie mogła się doczekać momentu, gdy ponownie wylądują w jej mieszkaniu, aby móc się sobą właściwie nacieszyć.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Skinęła tylko głową powstrzymując się od jakiegokolwiek komentarza. Głównie przez to, że zwyczajnie brakowało jej na tę dziewczynę słów. Nie spodziewała się, że w tym momencie ją jakoś oświeci i że do tej pory Prescott sama na to nie wpadła. Była w stanie zrozumieć, że nie domyśliła się w momencie, gdy zasugerowała jej zostanie na noc, bo to była dla nich jakaś nowość, ale żeby pozostawać w tym delulu aż do dzisiaj? Cóż.
Uciekła na moment wzrokiem gdzieś na bok, wciąż uśmiechając się delikatnie na myśl o nowych dziełach na temat Ruelle, które mogłaby stworzyć. Nie powinna się na tym skupiać, skoro nawet jej muza starała się pchnąć ją w stronę skupienia się na pracy, ale to było silniejsze od niej. Postawienie jej w dominującej roli nie byłoby niczym nowym, ale wciąż nie była pewna, czy udałoby jej się idealnie uchwycić esencję emocji, które się w niej wtedy kotłowały. Strasznie chciała spróbować.
— To nie tak, że ja im pokazałam ten obraz. Po prostu były u mnie w mieszkaniu, a trudno nie zauważyć tak wielkiego płótna. Przyznam szczerze, że trochę nie doceniłam ich pamięci — wyjaśniła i nawet uśmiechnęła się przepraszająco. Zdawała sobie sprawę, że to jej rodzina była pod tym względem tą nietypową i że z perspektywy Ruelle to mogło być po prostu stresujące. Nie miała w zwyczaju udawać czegokolwiek przed matkami, ani ukrywać dzieł, z których była dumna. Do głowy by jej nie wpadło, żeby zdjąć ze ściany obraz, nawet jeśli wizyta matek byłaby zapowiedziana. Nie spodziewała się też po nich, że tak szybko rozpoznają na płótnie dziewczynę z pierwszego komiksu ich córki. Chyba naprawdę były zaangażowane w życie swojego dziecka.
— Zdecydowanie genialny. Jestem pod wrażeniem, czegoż to nie wymyślisz, byle tylko nie przyznać na głos, że chcesz ze mną spędzać mnóstwo czasu — wytknęła jej od razu. Takie nawiedzanie to już spore poświęcenie, byle tylko móc znaleźć się w towarzystwie swojej ulubionej artystki. Cross na pewno nie zaczęłaby sypać w progach soli. Jeżeli jednak okazałoby się, że pośmiertna forma jej muzy jest kompletnie niematerialna i nie jest w stanie jej dotknąć, byłaby naprawdę załamana. Jakim cudem miałaby to wytrzymać, skoro obecnie nie jest w stanie przetrwać nawet kwadransa bez dotykania jej? Chociaż może to i lepiej. Artyści podobno najlepiej tworzą napędzani cierpieniem. Utopiona w żałobie po najlepszej przyjaciółce i dręczona przez brak kontaktu z kobietą swojego życia ze swoją muzą albo odjebałaby najlepszy komiks wszechczasów albo odjebałaby sobie łeb.
Póki nie zbliżała się do nich ochrona i nie próbowała wyrzucić ich stąd za fraki, wszystko było w porządku. Zirytowane chrząknięcia to ostatnia rzecz, na jaką Cross kiedykolwiek zwróciłaby uwagę. A taka rozproszona pocałunkami? No nie ma opcji. Nie zauważyłaby nawet trzęsienia ziemi.
— Kto by pomyślał, że potrafisz być taka urocza? — Wcale się z niej nie śmiała! Dobrze, może odrobinkę. Domyślała się, że to nie był komplement, który chciała otrzymać, ale naprawdę tak uważała. Nie chciała jednak, by jej modelka obraziła się za to nadmierne bycie miłą. Wcisnęła kciuk głębiej pod jej żuchwę, zmuszając ją do obrócenia głowy. Schyliła się do obnażonej w tej sposób szyi i po raz kolejny przygryzła zaczepnie skórę tanatopraktorki. Może powinna ją zabrać na obiad, a nie do galerii sztuki?
— Domyślam się, że nie widać tego na pierwszy rzut oka, ale naprawdę jestem w stanie zainteresować się kimś nie tylko przez pryzmat samej siebie, wiesz? A tobą jestem cholernie zainteresowana. — Złożyła delikatny pocałunek tuż pod jej uchem, zanim wreszcie się odsunęła. Wciąż były przecież na wystawie, a nie w mieszkaniu. Pociągnęła ją za sobą w głąb pomieszczenia, chcąc dokończyć przerwane zwiedzanie.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wcześniej na to nie wpadła. Z drugiej strony to mogła też kompletnie nie wracać myślami akurat do tego fragmentu ich wspólnej nocy i nie analizowała na nowo tego dlaczego, gdy tylko dopytała o czym River myślała ta zareagowała w tak szorstki sposób. Nie był to pierwszy raz, gdy artystka obruszała się na coś, co Ruelle powiedziała. Jeśli miałaby każdy taki przypadek analizować to nie starczyłoby jej życia na cokolwiek innego.
Nie miała wątpliwości w jakie rejony uciekła wyobraźnia Cross. Nie mogła jej za to winić, bo w końcu sama podsunęła jej tę myśl, więc była jej jak najbardziej współwinna. Niby miały się skupić na Beksińskim i czekającym na ukończenie komiksie, a zamiast tego podsuwała nowe fantazje rysowniczce. Były prawdziwie straconym przypadkiem.
- Dobra... Jestem w stanie ci to wybaczyć. Zwłaszcza, że nie mogłaś wiedzieć, że na nie razem wpadniemy - powiedziała w końcu, bo mimo wszystko River nie stawiała jej celowo w niezręcznej sytuacji.
Nie było sensu, aby się na nią złościła. Jej matki były w zasadzie... całkiem miłe. Na pewno Georgia. Tylko, że to nieoczekiwane spotkanie nie odbyło się na komfortowych dla Prescott warunkach. Na dobrą sprawę nie była kimś kogo się przedstawia rodzicom. Chyba, że jako zwykłą koleżankę, ale tutaj nie było wątpliwości, że doszło pomiędzy nią a River do czegoś więcej. Miały na to nawet dowód rzeczowy. Taki, który zazwyczaj nie był przeznaczony dla rodzicielskiej świadomości.
- To nie tak, że będę chciała z tobą spędzać czas po śmierci. Będę to robić tylko po to, aby domagać się swoich racji - wytknęła jej, bo właśnie na takiej zasadzie miało to działać.
Miały to być istne tortury, które sprawią, że w końcu River ugnie się do jej woli. Najpewniej powinna jej się przy tym manifestować w formie niematerialnej, bo jeszcze Cross miałaby z nią za dobrze. Z drugiej strony to pewnie nie miała nawet, co tego planować, bo nie miała pojęcia czy uda jej się wydostać z zaświatów na tyle, aby móc dręczyć dziewczynę, która rozszarpała ją za uwagi odnośnie komiksu. Życie bywało przewrotne. Nieżycie również.
To, że artystka nie przejmowała się kimkolwiek w tym momencie nie było tak wielkim zaskoczeniem. Miała tendencję do tego, aby się zapominać. Prescott należała z kolei do tych, którzy nie lubili publicznego okazywania uczuć, ale rysowniczka miała wybitny talent sprawiający, że Rue jednak nie przeszkadzały te wszystkie pieszczoty. Być może dlatego, że były po prostu zbyt przyjemne, aby zaprzątała sobie głowę całą resztą.
- Nie jestem - zaprzeczyła od razu i dosyć stanowczo. - Jak już to jestem wspaniałomyślna za to, że próbuję pomóc ci w pracy nad komiksem zamiast ci w niej przeszkadzać.
Zdecydowanie stawiała zbyt mały opór w momencie, gdy pozwalała tak sobą sterować i pozwalała na kolejne pocałunki czy też ugryzienia, którymi River obdarzała ją zbyt szczodrze. Tym razem udało jej się powstrzymać od wydania z siebie jakiegokolwiek dźwięku, co jednak nie było zbyt łatwe. Wstrzymała też oddech na chwilę, gdy tylko usłyszała wyznanie rysowniczki i wypuściła go dopiero, gdy dziewczyna się odsunęła. Niech ją cholera.
- Domyśliłam się. W końcu mam być twoją obsesją, prawda? - mruknęła, podążając za nią w kierunku wnętrza budynku, które wypełnione było surrealistycznymi obrazami atakującymi zwiedzających ze wszystkich stron.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie zaaranżowałaby spotkania z matkami w taki sposób. Jakby już miała przedstawić im Ruelle, zrobiłaby to na własnych warunkach. Jakich? Trudno powiedzieć, bo sytuacja wydawała się dość abstrakcyjna. Obie przecież doskonale wiedziały już wcześniej, kim jest Ruelle. Przedstawienie jej byłoby niezręczne w każdej sytuacji, bo nadal nie znalazła na nią żadnego określenia, z którym czułaby się sprawiedliwie, a przy okazji nie dostałaby za nie po głowie od samej Prescott.
— No! Chociaż ty. — Wywróciła oczami na samą myśl o rozmowie, którą musiała odbyć z matkami po tym nieszczęsnym spotkaniu. Wobec Rue były wręcz niesamowicie miłe, ale wobec własnego, jedynego, ukochanego dziecka już niespecjalnie. Tyle dobrego, że River nie oberwała za to z dwóch stron, bo to już byłoby totalnie niesprawiedliwe.
— Tak? To znaczy, że jak teraz ci obiecam, że umieszczę na pierwszej stronie podziękowania i przyznanie ci racji w czym tam sobie chcesz, to nie będziesz czuła już potrzeby spotykania się ze mną? — Należy sprawę postawić jasno! No na pewno trzeba tak z Ruelle. Rysowniczka sobie żartowała, ale gdyby nagle okazało się, że dziewczyna spotyka się z nią jednak głównie dla jakichś wymiernych korzyści, a nie z czystej sympatii, to czy byłaby aż tak zaskoczona? Nie no, tym razem naprawdę by była. Całkowicie zaufała jej otwarciu, więc każda informacja, która zaprzeczałaby czystości jej intencji, byłaby dla Cross druzgocąca. Znowu. Ileż można!
— Mhm. Wspaniałomyślna — potwierdziła cicho kompletnie odruchowo. Skoro tak bardzo chciała być określana w ten sposób, niech jej będzie. Nazwała ją już przecież wyjątkowo miłosierną boginią, więc coś w tym musiało być.
— I cholernie urocza — dodała, bo za nic by sobie przecież nie odpuściła. Im bardziej Prescott się przeciwko temu buntowała, tym większe było w artystce przekonanie, że dokładnie taka jest. Nie traktowała tego jako pejoratywne określenie i bawiło ją, że Rue reagowała na nie aż tak alergicznie. Jej uwielbienie wobec swojej muzy było wielowymiarowe. Nie skupiało się przecież wyłącznie na jej ciele, choć teraz może trudno byłoby w to uwierzyć. Tak strasznie nie chciała się od niej odsuwać. Miała ochotę zagryźć ją całą. Pożreć i pochłonąć. Czy środek galerii sztuki jest na to perfekcyjnym miejscem? Chyba nie do końca.
— Prawda. Dlatego mam nadzieję, że dasz mi dzisiaj więcej powodów do zatracania się w tobie. Co jeszcze nas czeka? — Skupiała się na obrazach, ale ciągle trzymała ją blisko siebie. Wbrew pozorom wystawa naprawdę przypadła jej do gustu. Podobał jej się sposób myślenia Beksińskiego i doceniała, że jej modelka naprawdę starała się z nią szczerze rozmawiać, przez co działała nie tylko na jej ciało, ale i mózg. W końcu blokada twórcza to w najmniejszym stopniu problemy z techniką albo brak pomysłów. A przynajmniej w przypadku River. Była bardzo ciekawa, co tanatopraktorka jeszcze dla nich przygotowała poza upojną nocą.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
ODPOWIEDZ

Wróć do „Art Gallery of Ontario”