ODPOWIEDZ
46 y/o
For good luck!
182 cm
detektyw w Toronto Police
Awatar użytkownika
what a wicked game we play.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Jeszcze jedną czystą, proszę - rzucił Pérez do barmanki już po raz kolejny. Prawie czterdziestoletni mężczyzna czuł wypalenie zawodowe. Ciągły natłok problemów zarówno w pracy, jak i w domu doprowadzał go do furii, a sprawy, którymi ostatnio się zajmował, coraz mocniej wchodziły mu na psychikę. Miał wrażenie, że nie był zbyt dobrym kompanem do rozmów. Wszystko go irytowało i miał ochotę komuś porządnie przyjebać. Dlatego, gdy zauważył kilku typów zaczepiających młodą kobietę przy barze i żałośnie próbujących wyciągnąć od niej numer telefonu, parsknął śmiechem pod nosem. - Czyżbyście byli aż tak zdesperowani? Ona nie jest zainteresowana. Receptę na okulary też mam wam ogarnąć? - zapytał drwiącym głosem. Dwójka gówniarzy, których spodnie zwisały niemal do kolan, przypominając obsrane pieluchy, no cóż... nie zrobiła na nim większego wrażenia. Odwrócili się w jego kierunku, a jeden z nich ryknął, - A co ty się wpierdalasz, staruchu? Pewnie dawno nie zamoczyłeś, dlatego siedzisz tutaj sam. - Ouch. To miało go zaboleć? Jeżeli tak to ten no, strasznie... ale to strasznie się tym przejął. Chlip, chlip.

Hiszpan tylko wybuchnął śmiechem. Dopił czystą, zerknął na barmankę i uniósł dwa palce, dając jej znać, żeby przygotowała dwa kolejne kieliszki. Wstał ze stołka i podszedł do nich, gdy byli już odwróceni, pewni, że nie zamierza się odezwać. Chwycił obu za karki i zacisnął na nich palce tak mocno, że z ich gardeł wydobył się przepiękny dla jego uszu jęk, a nogi zaczęły się pod nimi uginać. - Jeszcze raz, kurwa, będziecie pyskować do starszych, to skończy się to inaczej - warknął, puszczając ich karki. Debile spieprzyli, gdzie pieprz rośnie. Dopiero wtedy zlustrował kobietę spojrzeniem. Bardzo atrakcyjna, młoda dziewczyna, swoją drogą. Wrócił na swoje miejsce, chwycił dwa kieliszki i przysunął je bliżej siebie, po czym jeden z nich odsunął w jej stronę. - Chcesz się napić? - zapytał, spoglądając na nią znad własnego kieliszka.

some girl
32 y/o
NARRATORSKI PIESEK
166 cm
patolog sądowy Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Even if everyone turns a blind eye, I'm fine
Even if it's a little far, I still climb
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Wyrwanie się spod skrzydeł ojca, który na każdym kroku przypominał jej, że obowiązkiem Liv jest pójście w jego ślady, było prawdziwym zbawieniem, chociaż nie uchroniło jej całkowicie przed kontrolą z jego strony. Nadal nie pozwalał jej stać się niezależną prezentując jej mieszkanie, jak również zasilając konto pieniędzmi potrzebnymi do życia na poziomie. Wiedziała, że robił to głównie po to, żeby dobrze wypaść przed znajomymi, chwaląc się dodatkowo statusem i możliwością “zadbania” o jedynaczkę. Było go stać i pokazywał to na każdym kroku, zaznaczając swój status materialny, czym momentami doprowadzał studentkę do szewskiej pasji. Jasne, nie narzekała na to, że nie musi płacić za czynsz, ale po co robić to w tak ostentacyjny sposób, informując ludzi na około? Liv sama nie chciała, żeby inni patrzyli na nią przez pryzmat światowego lekarza oraz pieniędzy, które posiadała jej rodzina. Chciała, by ludzie widzieli ją i nie przejmowali się otoczką. Chciała, by rozumieli ja tak, jak rozumiał ją Alex, który nigdy nie dał jej odczuć, że jej zazdrości albo, że traktuje ją jako rozpieszczona pannica z dobrego domu. Był przy niej, bo się dogadywali, co już dawno przestało podobać się jej rodzicom. Niemniej z niego Calvert nie miała najmniejszego zamiaru rezygnować. Był jej najlepszym przyjacielem, z którym miała zamiar zrealizować wszystkie plany, które snuli jeszcze za dzieciaka. Dodatkowo był jej ochroniarzem, który niestety dzisiaj musiał opuścić gardę. A szkoda, bo Liv szybko przekonała się, że jako samotna dziewczyna w barze narażona była na uwagi i nachalne zachowanie. Jak teraz, kiedy została zaczepiona przez chłopaków, z którymi nie chciała mieć do czynienia. Czemu tacy zawsze myśleli, że każda im się należy?!
-Nie, dzięki. Nie chcą od was ani drinka, ani niczego innego. O, patrzcie, tamta blondynka może będzie bardziej ochocza - skrzywiła się, starając się ich spławić. nadaremno. Kiedy więc usłyszała komentarz starszego mężczyzny siedzącego nieopodal, posłała mu wdzięczne spojrzenie. I jak tu nie uważać, że starsi byli znacznie lepsi, niż młode gówniaki?
Uśmiechnęła się z satysfakcją, kiedy nieznajomy pozbył się nachalnych kolegów w sposób, który na myśl przywodził jej Snape’a z Pottera. Trochę ten sam vibe, chociaż Pan Obrońca był wyżej w skali atrakcyjności.
-Dziękuję za pomoc. W dzisiejszym świecie ciężko jest o kogoś, to w subtelny sposób próbuje flirtować. stawia się raczej na nachalność, która jest mało atrakcyjna - stwierdziła, przyjmując od niego kieliszek. Szoty nie były jej ulubionym sposobem wlewania w siebie alkoholu, ale skoro był za darmo! - Dziękuję. Manifestuję toast za skuteczne pozbycie cię niechcianego towarzystwa - powiedziała, przechylając kieliszek. paliło jak cholera, ale gdyby przestało, świadczyłoby to, że jest ostro pijana. - Olivia - przedstawiła się, bo hej, czemu miałaby chwilę z nim nie porozmawiać?

javier perez
46 y/o
For good luck!
182 cm
detektyw w Toronto Police
Awatar użytkownika
what a wicked game we play.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Posłał kobiecie ciepły uśmiech, gdy postanowiła przyłączyć się do niego w kwestii drinka. Nie oponowała zbytnio, co musiało oznaczać, że może jednak się go nie bała. I dobrze. Czasami sprawiał wrażenie kogoś na wskroś nieprzyjemnego. Nie był pewien, czy chodziło o jego brodę, pokaźną posturę, czy może resting bitch face, ale coś zdecydowanie musiało być na rzeczy, bo mało kto podchodził do niego z własnej woli. Może winna była też obrączka na palcu, która raz po raz pobłyskiwała samoistnsie, a inne kobiety zwyczajnie uznawały, że nie wypada się do niego zbliżać? Jakiś tam kobiecy kodeks czy inne pierdololo. Nie miał zielonego pojęcia. Wiedział jedynie, że skoro do niego dołączyła, musiało to coś znaczyć. Może była po prostu ciekawa, a ciekawość, jak wiadomo, potrafiła doprowadzić człowieka prosto do piekła, a on zdecydowanie nie był a n i o ł k i e m. - Nie ma za co. Zresztą stać cię na kogoś lepszego niż idioci, którzy nie potrafią nawet porządnie założyć spodni, a tym bardziej kupić do nich paska - parsknął śmiechem pod nosem. - Na zdrowie i za pozbycie się niechcianego towarzystwa. - Wypił shota jednym haustem, wydając z siebie to charakterystyczne syknięcie, gdy alkohol zapiekł go w gardło. - Jeszcze jedna kolejka - rzucił w stronę barmanki. Uśmiechnął się, gdy nalała kolejne porcje, po czym ponownie przesunął jeden z kieliszków w stronę kobiety. - Miło cię poznać - odpowiedział, gdy się przedstawiła, sam imieniem się nie podzielił. - Czyli mogę odnieść wrażenie, że dla ciebie jednak będę chcianym towarzystwem, czy to raczej błędne założenie?- Uniósł brew, przyglądając się atrakcyjnej kobiecie. Jego spojrzenie powoli zsunęło się po jej smukłej sylwetce, zatrzymując na moment na zgrabnych krągłościach.

Cholera, o czym ty w ogóle myślisz, człowieku? Przeklął się w myślach i odwrócił wzrok. Nie pamiętał już nawet, kiedy ostatnio uprawiał seks z Marią. Co dziwniejsze, ostatnimi czasy nie sypiał również z innymi kobietami, więc teraz, rozmawiając z tą kobietką w opałach, którą chwilę wcześniej uwolnił ze sideł dwóch żałosnych kretynów, naprawdę miał ochotę przesunąć dłońmi po jej kuszących krągłościach. Musiał się jednak kontrolować. Nie chciał wyjść na jakiegoś nachalnego zboczeńca, który za pomoc oczekiwał natychmiastowej zapłaty w postaci uwagi albo czegoś więcej. Chociaż fakt, że nie odsunęła się od niego ani nie zakończyła rozmowy po pierwszym kieliszku, tylko coraz bardziej podsycał jego ciekawość. - Jesteś tutaj z kimś czy sama? - zagaił, żeby pomiędzy nimi nie zrobiło się zbyt awkward.

Olivia
32 y/o
NARRATORSKI PIESEK
166 cm
patolog sądowy Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Even if everyone turns a blind eye, I'm fine
Even if it's a little far, I still climb
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Instynkt samozachowawczy Calvert jawnie szwankował. Nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz znajdowała się w sytuacji, do której nie powinna dopuścić, a za którą jej przyjaciel złoiłby skórę. Cóż poradzić, że to właśnie po wyprowadzeniu się z domu w końcu nauczyła się żyć, mogąc przekraczać własne limity i sprawdzać, która część jestestwa podoba jej się najbardziej, a które nie podoba się wcale. I może faktycznie powinna jej się zapalić czerwona lampka przy mężczyźnie, który stał się poniekąd jej bohaterem, ale po pierwsze Liv była już pod wpływem alkoholu, a to zmieniało percepcję, a po drugie był przystojny i to przemawiało na jego korzyść. Miał co prawda w oczach jakieś niebezpieczne ogniki i widziała, jak sprawnie poradził sobie z wcześniejszymi typkami, ale zamiast jej odstraszyć sprawił, że została. Masochistycznie, ale na to już nie była w stanie niczego poradzić.
-Nowy trend. Takie obwieszczenie światu, że im się niby w spodniach nie mieści, więc potrzebują więcej miejsca. Samcy alfa, którzy potrzebuję potwierdzenia, jacy to męscy nie są. Żałosne, ale chyba wielu uważa, że to działa - powiedziała z uśmiechem. podobało jej się, że był pewny siebie, bezpośredni i co najważniejsze, nie patrzył na nią tak, jakby zaraz miała się z nim zaszyć w ubikacji tylko dlatego, że on tak chciał. Lubiła się podobać, kto nie miał tego poczucia, ale podobanie się niewłaściwej osobie było uciążliwe. - Czemu akurat wódka?To najszybszy sposób, żeby się upić. Konkretny powód, czy po prostu upodobanie? Bo, bez obrazy, ale bardziej pasuje mi do… mogę ci mówić na ty? Per pan brzmi dość… nie na miejscu w tych okolicznościach - skomentowała, spoglądając na niego, zatrzymując się na oczach. Lekka dzikość, ale i doświadczenie życia. Interesujące na tyle, by wzroku nie spuszczała jeszcze kilka chwil. - Bardziej pasuje mi whisky. Może koniak. Tak, coś z charakterem - lekko głową skinęła. Widziała go, takiego władczego, na fotelu przy kominku ze szklanką odpowiedniego alkoholu. Drogiego.
Zerknęła na kieliszek. Jak nic będzie tego poźniej żałować, ale raz się żyje! Plus nie miała zamiaru odstawać kiedy już udało jej się wdać w pogawędkę z kimś, kto był tego wart.
-Gdybyś nie był, już teraz wzrokiem szukałabym kogoś, kto by mnie od ciebie uwolnił - uśmiechnęła się i ostatecznie wypiła kolejnego szota. Kolejne pieczenie i dodatkowo lekkie zawirowania. Alkohol działał i sprawiał, że stawała się śmielsza. Na tyle, że poczuła się mile połechtana, kiedy prześledził ją wzrokiem. - Wcześniej byłam sama, ale teraz, mam nadzieję, jestem z kimś - powiedziała, przeczesując włosy i lekko przygryzając dolną wargę. - Chcesz do końca pić wódkę, czy pozwolisz, że tym razem ja ci coś postawię?

javier perez
46 y/o
For good luck!
182 cm
detektyw w Toronto Police
Awatar użytkownika
what a wicked game we play.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Spojrzał na nią i parsknął śmiechem pod nosem. - Wow, no nie pomyślałbym o tym. Czyli młodzi tak robią, huh? W zależności od tego, jak nisko noszą spodnie, można ocenić rozmiar ich przyrodzenia, hm? - zmarszczył brwi i zaśmiał się do siebie. - Z kolei ja, w bardzo staroświecki sposób, noszę swoje normalnie. Mam nadzieję, że nie ma to wpływu na to, w jaki sposób mnie odbierasz. Oczywiście nie twierdzę, że chcę, żebyś wyobrażała sobie takie rzeczy z moim udziałem - parsknął sam na siebie z niedowierzaniem. O czym ty pierdolisz, Perez?

Uśmiechnął się na pytanie o wódkę. - Może właśnie chcę się upić? - uniósł brew, ponownie taksując wzrokiem jej ciało. - Po prostu potrzebuję wlać w siebie niekontrolowaną ilość alkoholu, może po drodze zrobić coś głupiego i dopiero wtedy wylądować w domu. - Była cholernie ładna. Może przez coś głupiego miał na myśli wylądowanie z nią w łóżku? Kurwa, przecież mogłaby być jego córką. No, prawie. Zerknął na barmankę. - Proszę jedną whisky i jeden koniak dla Olivii - skinął w kierunku dziewczyny. - A dla mnie jeszcze dwie czyste. - Barmanka przygotowała napoje i przesunęła jedną rundę w kierunku dziewczyny, a drugą w jego stronę. Chwycił kieliszek i wypił jego zawartość jednym haustem. Cholernie piekło. - Oh, czyli nie czujesz potrzeby, żeby zostać uwolnioną od mojego towarzystwa? - uśmiechnął się do niej.

Może mógł to uznać za komplement?

- No to znalazłaś sobie towarzysza na resztę wieczoru - posłał jej niemal nonszalancki uśmieszek. - Prawie czterdziestoletniego starucha. Myślisz, że nie znudzisz się moją osobą? - Przesunął się bokiem, żeby mieć na nią lepszy widok. Upijając kolejną rundkę, zakrztusił się przez moment, po czym odkaszlnął, uderzając się dłonią w klatkę piersiową. Dobra, stary skurczybyku, to był twój moment. Palnął to do siebie w myślach, zsuwając się ze stołka. Podszedł do niej, zatrzymał się tuż obok i oparł ramieniem o blat, przysuwając się nieco bliżej. - Olivia, mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę, jak dwuznacznie brzmi pytanie do mężczyzny, czy chciałabyś mu coś postawić. Zwłaszcza kiedy ten mężczyzna uważa cię za cholernie atrakcyjną. Uważaj, bo jescze mógłbym źle zrozumieć Twoje intencje, pequeñita- mruknął, zbliżając usta do jej ucha. Ciepły oddech owionął jej skórę, przepełniony nutą miętowej gumy do żucia i wyraźnym zapachem alkoholu.

Olivia
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”