27 y/o
Welkom in Canada
170 cm
Specjalistka ds. marketingu w Ironcrest Development
Awatar użytkownika
So just take it slow
'Cause I'm scared to let go
And my heart is struggling
Not to get hurt again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Każdy gest czy odruch Ade przy Maxie stawały się wyjątkowo naturalne. Niewymuszone, jakby nie dzieliły ich żadne bariery. Niewinne, jakby zupełnie nic nie oznaczały. We wszystkim bez trudu można było dostrzec całkowitą swobodę, która przecież do niczego nie prowadziła. Nie miała prowadzić. A jednak każdy z tych nieświadomych gestów po chwili sprowadzał myśli rudowłosej do jednego — burzenie jego przestrzeni personalnej przychodziło jej nad wyraz łatwo. I co więcej, najwyraźniej obojgu z nich to odpowiadało.
Dlatego nie oderwała się od niego w chwili, gdy tylko uświadomiła sobie, jak blisko niego się znalazła. Ulotny moment, jakich było między nimi zadziwiająco wiele, zwyczajnie chłonęła, dokładnie jak za dawnych czasów, gdy liczyło się tylko tu i teraz. Bez zbędnego analizowania, które tylko mąciło w głowie, podjęła jego spojrzenie z delikatnym uśmiechem, starając się myśleć wyłącznie o homarze, jakiego mu właśnie obiecała.
Kiedy więc mężczyzna powrócił wzrokiem do zdjęcia, dziewczyna również ponownie przeniosła na nie spojrzenie, żeby pod wpływem jej uwiecznionej tragicznej miny jeszcze raz się skrzywić. Na komentarz Maxa i odrobinę zaczepny uśmieszek przygryzła mocno wargę, a w jej oczach odbijała się mieszanina niezadowolenia, skrępowania i rozbawienia. — Która będzie mnie prześladować do końca życia — mruknęła niepocieszona faktem, jak bardzo przyglądał się temu nieszczęsnemu zdjęciu, trochę sobie z niej śmieszkując. Bez namysłu więc zwinnym ruchem wyciągnęła mu z dłoni to zdjęcie i schowała je za siebie. — Rekwiruję je — rzuciła zadziornie, w głowie już postanawiając, że schowa je gdzieś głęboko do szuflady, żeby nikt więcej nie mógł już zobaczyć tej kompromitującej ją pamiątki.
Wata cukrowa była równie dobrym pretekstem, by odwrócić jego uwagę od zdjęcia, dlatego nawet się nie wahała, żeby jak najszybciej trafić na miejsce. Tam było już tylko lepiej, bo kolorowe chmurki i ich nazwy, których smak w rzeczywistości ledwo przebijał się przez ilość cukru w wacie, wyglądały naprawdę zachęcająco. Przy czym Adeline wcale nie przejmowała się tym, że byli jedynymi dorosłymi w kolejce oraz że właśnie bez najmniejszych wyrzutów sumienia wciągała Maxa w kolejną swoją fanaberię, sprawiając, że jeszcze bardziej tracił na swoim wizerunku, o którym rozmawiali przed firmą. Skoro on obudził w niej dziecięcą radość, miała zamiar się nią z nim podzielić.
Gdy blondyn zrobił tę swoją poważną minę, sugerując jej, że tak łatwo nie wywinie się od zrealizowania jego nagrody, złożyła usta w dziubek, przez chwilę równie poważnie coś rozważając, po czym ostatecznie pokręciła głową. — Zupełnie nie znasz się na tym, co dobre — westchnęła teatralnie, a w jej oczach rozbłysły iskierki rozbawienia, bo dobrze wiedziała, jak absurdalnie to zabrzmiało. Porównywanie waty cukrowej do homara? Tylko on nie mógł się za to na nią obrazić.
W zasadzie nie wyobrażała sobie mężczyzny z watą, ale w chwili, gdy ugiął się pod wpływem jej stanowczego tonu i czarującego uśmiechu, czyli całej swojej broni, którą dysponowała, jej twarz radośnie pojaśniała. Pokiwała jeszcze ochoczo głową, podjadając swoją zieloną porcję i przyglądając się, jak odebrał swoją różową chmurę, nie potrafiąc powstrzymać coraz bardziej szerokiego uśmiechu, który na ten widok wstępował na jej twarz. Najwyraźniej jej dar przekonywania nadal działał. Poza tym z tą kulą cukru wyglądał doprawdy uroczo.
Każdy, kto znał Adeline, wiedział, że lubiła jeść i próbować dosłownie wszystkiego, nie raz podbierając innym jedzenie z ich talerzy. Nic więc dziwnego, że jedząc swoją zieloną chmurę, miała chrapkę na sprawdzenie, czy ta Maxowa była równie słodka i czy rzeczywiście smak robił tu jakąś różnicę. Na szczęście mężczyzna, jakby czytając jej w myślach, znacznie ułatwił jej to zadanie, samemu oferując kawałek. — Jak ty mnie znasz — zaśmiała się cicho w odpowiedzi, bez wahania odrywając część waty i chowając ją w ustach. — Mmm, twoja jest znacznie lepsza — mruknęła z uznaniem, beztrosko oblizując swoje palce z szybko rozpuszczającego się pod wpływem dotyku cukru.
W pierwszej chwili nie poczuła, że coś przylepiło się do jej kącików ust, po prostu delektując się słodkim ulepkiem w buzi. W zadowoleniu spojrzała na Maxa, by po chwili poczuć jego kciuk na własnych wargach. Zaskoczona, znieruchomiała na moment, zdając sobie sprawę, co było powodem jego czysto naturalnego odruchu. Ale gdy jego spojrzenie na chwilę przesunęło się na jej usta, serce zabiło jej mocniej. Dostrzegłszy jego wahanie, nie zrobiła nic więcej, czekając, aż… odsunie się od niej na bardziej bezpieczną odległość. Niepostrzeżenie odetchnęła, na chwilę odwracając wzrok gdzieś w bok, by powrócić myślami na ziemię. — Dzięki — mruknęła z taką lekkością, jak dotychczas, udając, że to było tylko tym, co widzieli przechodnie, gdy przesuwali po nich beznamiętnie wzrokiem. Chyba nikt, oprócz niej samej nie miał wrażenia, jak na te kilka sekund powietrze między nimi zgęstniało. Zamiast jednak zajmować tym myśli na dłużej, skupiła się na następnych słowach Maxa, czując, jak kąciki jej ust momentalnie w rozbawieniu unoszą się do góry. — Mam wiele talentów, ale gracja podczas jedzenia się w nie nie wlicza — przyznała zgodnie żartobliwym tonem, dojadając swoją zieloną chmurę, tym razem z trochę większą ostrożnością.
Kiedy mężczyzna zatrzymał się w miejscu, nieco zaalarmowana powiodła za jego wzrokiem, żeby dostrzec strzelnicę z mnóstwem pluszaków. Jeden wyglądał zdecydowanie bardziej imponująco od pozostałych. Sądząc po wyrazie twarzy Maxa, kiedy zaraz potem spojrzał na nią, przeczuwała, że wpadł na jakiś pomysł. Na jego krótkie Chodź ściągnęła brwi, zaintrygowana tym, co właściwie miał do załatwienia.
Co takiego? — zapytała nawet, ale słowa rozpłynęły się gdzieś pomiędzy przechodniami, gdy blondyn bez dalszych wyjaśnień ruszył w tamtym kierunku, więc posłusznie ruszyła za nim, po chwili stając przy stanowisku obok niego. Jego pytający wzrok skwitowała uniesionymi wysoko brwiami, po czym spojrzała na największego misia, jakiego stoisko im oferowało. — Go big or go home — przyznała w zamian, finalnie uśmiechając się z rozbawieniem i niedowierzaniem, że tak wysoko postawił sobie poprzeczkę. Według niej był szalony, co z pewnością mógł odczytać z jej spojrzenia. — Jesteś bardzo pewny siebie, Max — zauważyła po chwili, kręcąc głową. Mimo to była dla niego pełna uznania, czego nie dało się ukryć. — Masz dzisiaj dobrą passę, więc możesz spróbować — finalnie zgodziła się z rozbawieniem, ale kiedy zobaczyła tę broń i usłyszała jego propozycję, przygryzła na chwilę wargę. — Chcę. — Błysk w jej oku mówił więcej, niż słowa. Nigdy wcześniej nie próbowała strzelać, więc miała szansę się wykazać. Zupełnie przy tym postanowiła zignorować swojego dzisiejszego pecha.
Aczkolwiek po wzięciu broni do ręki i poznaniu jej wagi, straciła trochę na pewności siebie, zdając sobie sprawę, że chyba dziś nie będzie miała się czym popisać. Mimo to podniosła ją do góry, i tak, jak jej się wydawało, jak powinno to wyglądać, wyciągnęła ją przed siebie. Pociągnięcie za spust uwolniło w niej adrenalinę. Nagły huk początkowo ją zaskoczył, przez co na chwilę zamarła, by zaraz z pewnym rozczarowaniem odkryć, że jedyne, co ustrzeliła, to misia zawieszonego nieopodal jej tarczy. Skrzywiła się przepraszająco do pana, który przyglądał się jej z rozbawieniem po drugiej stronie stanowiska. — Na filmach wygląda to o wiele prościej — stwierdziła z rozbawieniem, po czym spróbowała jeszcze raz, starając się bardziej skupić. Głośny huk i brzęk jednej z lampeczek girlandy wiszącej gdzieś ponad nimi spowodował, że zacisnęła oczy. — To chyba nie dla mnie — ściągnęła brwi z zakłopotaniem, spoglądając na Maxa z mocno zarumienionymi policzkami i wzrokiem, który mówił - ratuj!


Max Korhonen
25 y/o
Mark your calendar for Canada Day
186 cm
Pisarz/złota rączka what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Ludzie myślą, że najtrudniej jest żyć z cudzymi sekretami. Nie mają pojęcia, jak bardzo boli życie z własnymi.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, Jego
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Gesty mówiły znacznie więcej niż słowa. Oboje zdawali sobie z tego sprawę i oboje uparcie próbowali wmówić - przede wszystkim sobie- że w ich przypadku było inaczej. Każde przypadkowe muśnięcie dłoni, każde zbyt długie spojrzenie czy chwila, w której dzieliła ich od siebie odległość zaledwie kilku oddechów, można było przecież zrzucić na karb przyjaźni, przypadku czy swobody, którą wypracowali przez lata. Problem polegał na tym, że z każdym kolejnym takim momentem coraz trudniej było uwierzyć we własne wymówki.
Widok jej zakłopotanej miny, kiedy niemal wyrwała mu zdjęcie z dłoni, wywołał na jego twarzy subtelny uśmiech. Nie zamierzał z nią walczyć. Pozwolił jej schować fotografię, unosząc jedynie ręce w geście kapitulacji. — To jeszcze nie koniec tej historii, Clem — rzucił z rozbawieniem. — Jestem prawie pewien, że kiedyś sama będziesz chciała je zobaczyć.
Potem przyszła wata cukrowa i cała reszta świata na moment przestała mieć znaczenie. Patrzył, jak z dziecięcą radością porównuje smaki, z całkowitą naturalnością podbierając mu jego porcję i nawet nie zauważa, kiedy na kąciku jej ust zostaje różowy fragment cukrowej chmury. Odruch, z którym sięgnął, by go usunąć, był szybszy od rozsądku. Dopiero gdy ich spojrzenia spotkały się na tych kilka sekund, zrozumiał, że powinien był cofnąć dłoń odrobinę wcześniej. Nie zrobił tego. Zrobił to dopiero chwilę później, maskując własne zawahanie lekkim uśmiechem. — Muszę przyznać, że talent do robienia bałaganu masz naprawdę imponujący - przyznał, po czym ruszył przed siebie, pozwalając, by temat rozpłynął się równie szybko, jak wata cukrowa na języku. Czasami najlepszym sposobem na poradzenie sobie z chwilami, które zostawały w głowie odrobinę za długo, było po prostu nie zatrzymywać się przy nich. Przynajmniej do czasu, aż jego uwagę przykuło stoisko ze strzelnicą i ogromny pluszowy niedźwiedź górujący nad pozostałymi nagrodami. Wtedy na jego twarzy pojawił się ten charakterystyczny błysk, który Adeline zdążyła już dobrze poznać.
Max obserwował kolejne podjęte przez rudowłosą próby z rosnącym rozbawieniem, którego nawet specjalnie nie próbował ukrywać. Pierwszy strzał posłał kulkę w pluszowego misia wiszącego dobre pół metra od tarczy. Drugi zakończył żywot jednej z lampek rozwieszonych nad stanowiskiem. Sprzedawca tylko parsknął śmiechem i bez słowa sięgnął po zapasową żarówkę, najwyraźniej przyzwyczajony do podobnych popisów. Korhonen pokręcił głową z cichym westchnieniem, ale uśmiech, który pojawił się na jego twarzy, nie miał w sobie ani grama złośliwości. Wręcz przeciwnie. Widok zawstydzonej Adeline był zdecydowanie bardziej uroczy niż wszystkie wcześniejsze miny z rollercoastera razem wzięte. — To nie broń jest problemem. — odezwał się spokojnie. — Tylko ktoś, kto najwyraźniej celuje we wszystko… poza tarczą. - wypowiadając te słowa wyciągnął dłoń w jej stronę. — Daj. — powiedział.
Nie odebrał jej jednak wiatrówki, zamiast tego stając tuż za nią, zdecydowanie bliżej, niż robił to zwykle. Przez krótką chwilę zawahał się, jakby sam dopiero teraz zdał sobie sprawę z dzielącej ich odległości. Powinien był po prostu zabrać broń i pokazać jej wszystko z boku. Tak byłoby rozsądniej… łatwiej… bezpieczniej. Ale zamiast tego uniósł ręce i bardzo ostrożnie ułożył jej dłonie na drewnianym łożu wiatrówki. Jego palce musnęły wnętrze jej dłoni tylko na moment, poprawiając chwyt. Drugą ręką delikatnie dotknął jej łokcia, unosząc go odrobinę wyżej. — Rozluźnij barki. Nie walcz z nią. Pozwól jej leżeć w rękach. — wyszeptał tuż przy jej uchu, a zapach perfum Adeline ponownie uderzył go z bliska i, ku własnemu niezadowoleniu, przez ułamek sekundy całkowicie zgubił tok myślenia.

Był wystarczająco blisko, by wyczuwać ciepło bijące od jej pleców. Wystarczająco blisko, by pojedynczy kosmyk rudych włosów musnął jego policzek, kiedy dziewczyna nieznacznie odwróciła głowę. Jeszcze kilka miesięcy temu odsunąłby się odruchowo, pilnując granicy, której nigdy nie chciał przekraczać, granicy wyznaczonej cienkim pierścionkiem spoczywającym na jej dłoni. Dziś… nawet nie pomyślał o wykonaniu kroku w tył, zamiast tego odsunął z jej ramienia niesforny kosmyk włosów, który zasłaniał linię celowania. Gest był krótki. Naturalny. Niemal techniczny. A jednak wystarczył, by jego serce na moment uderzyło mocniej. — Teraz dopiero patrz na tarczę. Nie na broń. Broń zrobi dokładnie to, co jej pozwolisz. Nie szarp za spust. Powoli… — powiedział. — Prawie tak, jakbyś chciała go tylko dotknąć. - czul pod palcami delikatne napięcie jej dłoni, mimowolnie uśmiechnął się pod nosem. — Oddychaj.
Strzał padł, chwilę później czerwony balonik pękł z krótkim trzaskiem, a stojący po drugiej stronie właściciel stoiska skinął głową z uznaniem, jakby właśnie upewnił się, że przynajmniej jedno z nich wiedziało, co robi. Max jednak przez moment w ogóle na niego nie spojrzał. Jego wzrok nadal spoczywał na profilu Adeline i dopiero kiedy poczuł, że nadal obejmuje jej dłoń, powoli rozluźnił palce, cofnąjąc rękę, jakby dopiero teraz przypomniał sobie, że powinien był zrobić to kilka sekund wcześniej. — No proszę… — mruknął z cieniem satysfakcji. — Już lepiej. Zaczynasz rokować. - na twarzy blondyna ponownie pojawił się ten znajomy, zaczepny uśmiech, za którym od lat ukrywał wszystko, czego nie chciał powiedzieć na głos. — Jeszcze raz. Tym razem sama.
Nie odszedł jednak. Został tuż obok niej, opierając się biodrem o drewnianą ladę stanowiska. Skrzyżował ręce na piersi, obserwując, jak ponownie unosi wiatrówkę. Dostrzegł, że odruchowo ustawiła stopy dokładnie tak, jak przed chwilą jej pokazał. Lekko ugięte kolana. Wyprostowane plecy. Rozluźnione barki. Kącik jego ust drgnął. — Nie marszcz czoła. — odezwał się spokojnie. — Wyglądasz wtedy, jakbyś chciała obrazić tę tarczę osobiście. - rozproszył ją celowo. Uwielbiał działać jej odrobinę na nerwy, ponieważ bardziej podobała mu się taka Adeline; ta, która prychała pod nosem, przewracała oczami i udawała oburzoną, niż ta, która za wszelką cenę próbowała być perfekcyjna.
Kolejny strzał padł zdecydowanie pewniej. Tym razem kulka rozbiła balonik niemal na środku tarczy. Max zagwizdał cicho. — I proszę. — Skinął głową z uznaniem, spoglądając na nią z wyraźnym zadowoleniem, którego nawet nie próbował ukrywać. — Jestem z ciebie trochę dumny. Ale tylko trochę. Nie przyzwyczajaj się. - na ten komentarz Maxa sprzedawca uśmiechnął się pod nosem, przesuwając w ich stronę kolejną porcję śrutu. — Jeszcze pięć strzałów. - zakomunikował starszy Pan. Max uniósł brew i bez pytania wyjął z portfela kilka banknotów. — Poproszę następną serię Chcesz próbować jeszcze raz? — zapytał, odwracając się do Adeline. Potem spojrzał ponad jej ramieniem na największego pluszowego niedźwiedzia wiszącego wysoko nad pozostałymi nagrodami. Ogromnego. Nieprzyzwoicie drogiego. I zdecydowanie zbyt dużego, żeby rozsądny człowiek próbował go wygrać.



Adeline Covington
wanilia
27 y/o
Welkom in Canada
170 cm
Specjalistka ds. marketingu w Ironcrest Development
Awatar użytkownika
So just take it slow
'Cause I'm scared to let go
And my heart is struggling
Not to get hurt again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W tym momencie Ade nie była przekonana co do stwierdzenia Maxa, jakoby ich zdjęcie było warte szczególnego rozpamiętywania, a już na pewno nie przez swoją kompromitującą minę. Zwykle nie wstydziła się z powodu takich głupot, przecież często pozwalała sobie na wiele bez zastanawiania się nad tym, co ludzie o niej pomyślą, a jednak w tym konkretnym przypadku, gdzie została uwieczniona, nie potrafiła zdobyć się na obojętność. To uświadomiło jej, że chyba zależało jej na opinii Maxa bardziej, niż chciała to po sobie pokazać.
Przypomnij mi o nim za dziesięć lat — rzuciła żartobliwie w odpowiedzi. Sprzeczanie się z nią w tej kwestii było absolutnie bezsensowne, jednak za nic w świecie nie zamierzała przyznać, że blondyn częściowo miał rację — zamierzała schować tę fotografię głęboko w szufladzie po to, by w chwilach nostalgii ukradkiem po nią sięgać, przypomnieć sobie ten wyjątkowy dzień i wszystkie emocje z nim związane. To naprawdę była najlepsza pamiątka z tej wizyty w parku. A przynajmniej tak miała myśleć jeszcze przez jakiś czas, zanim mężczyzna zwrócił jej uwagę na ogromnego pluszaka, którego planował zdobyć na strzelnicy.
Ta atrakcja idealnie odwróciła uwagę i myśli Adeline od niespodziewanie intymnego momentu, który sprawił, że jej świat na chwilę zawirował, jednocześnie pozostawiając ją aż nazbyt świadomą tego, co mogło nadejść. Wata cukrowa, jej niezdarność i Max okazały się niebezpiecznym połączeniem, które mógł rozładować tylko humor. Oboje instynktownie pozostawili tę sytuację taką, jaka była, bez zagłębiania się w jej znaczenie, nadając jej żartobliwy ton. Czyli zrobili dokładnie to, co wychodziło im najlepiej.
Za to najlepiej zdecydowanie nie szło Ade, kiedy próbowała swoich sił w trafianiu do celu z broni. Po raz pierwszy trzymała w swoich rękach broń, a sama tego świadomość trochę ją onieśmielała, jednocześnie wprawiając ją w niepokój pomieszany z ekscytacją. Ta przedziwna mieszanka emocji i zupełny brak znajomości strzelania działały na jej niekorzyść, z każdym kolejnym strzałem upewniając ją w tym, że zupełnie się do tego nie nadawała.
Miała nadzieję, że Max uratuje ją z opresji. Była nawet gotowa się poddać i po prostu oddać mu te ostatnie strzały, gdy wyciągnął rękę i poprosił o wiatrówkę. On tymczasem, ku jej zaskoczeniu, stanął za nią, wyraźnie mając zamiar poinstruować ją, co powinna robić.
Nie spodziewała się tej bliskości. Niemal otulającego ją ciepła bijącego od niego. Łagodnego dotyku dłoni, kiedy układał jej własne na broni. Szeptu, którym udzielał jej wskazówek. Rozluźnij barki. Czując na sobie jego oddech, mimowolnie nabrała głębiej powietrza i przymknęła na kilka sekund oczy. Dotychczasowe zakłopotanie i napięcie uleciały gdzieś w dal, ustępując miejsca spokojowi, który rozlał się po jej ciele tak, jak za każdym razem, kiedy znajdował się tuż przy niej. Był, czuła to niemal każdym swoim atomem.
Niewielki dreszcz przeszedł ją w momencie, kiedy odsunął niesforny kosmyk włosów. Gdy otworzyła oczy ponownie, skupiła je na tarczy tak, jak blondyn udzielił jej instrukcji, jednak dopiero oddychaj uświadomiło jej, że pod wpływem zarówno jego dotyku, jak i delikatnego ciągnięcia za spust bezwiednie wstrzymała powietrze, dlatego zaraz złapała kolejny głębszy oddech.
Po oddaniu strzału na chwilę zastygła w bezruchu. — Och. — Ujrzawszy pęknięty balonik, najpierw rozchyliła wargi w zaskoczeniu, by po chwili rozszerzyć je w radosnym uśmiechu. Trafiła. Było to bardzo satysfakcjonujące uczucie, którego nie potrafiła ukryć. Błysk w oczach i malujące się na twarzy zadowolenie mówiło samo za siebie. Będąc tak rozemocjonowaną, z nieznacznym opóźnieniem odnotowała moment, w którym Max się od niej odsunął, posyłając mu w zamian promienny uśmiech. — Mhmm, tak niewiele trzeba było — odparła równie zadziornie na jego zaczepkę. Tak niewiele, a jednak tak wiele, bo bez jego pomocy nie dokonałaby czegoś takiego. Dlatego też na moment uniosła wyżej brew na jego zalecenie, ale zaraz skinęła głową, podbudowana własnymi możliwościami.
Starała się dokładnie odtworzyć poprzednie ustawienie i tym razem z większą pewnością wycelować broń. I już miała nacisnąć spust, gdy usłyszała komentarz Maxa. Zerknęła na niego, przekrzywiając nieco głowę. — Hej, na twoim miejscu lepiej bym uważała. Przypominam, że mam w ręku broń i nadal się uczę — ostrzegła i zmrużyła figlarnie oczy. Choć nie stał już bezpośrednio przy niej to nadal znajdował się wystarczająco blisko, żeby odczuć skutki jej niezdarności. Spoglądała na niego przez krótką chwilę, po czym parsknęła pod nosem, powracając do broni. Nie miała wątpliwości, że jego uwaga była specjalną zagrywką, ale nie mogła dać mu się sprowokować. A może po prostu dbał o jej rozluźnienie przed kolejną próbą? Jeśli tak, to zdecydowanie jej to pomogło.
Triumfalny uśmiech ozdobił jej twarz, gdy po raz kolejny udało jej się dobrze strzelić. Odłożyła broń na blat i wyprostowała się, podpierając się dłońmi o biodra i dumnie unosząc swoją pierś i brodę. Natomiast usłyszawszy po chwili jego uwagę, uroczo zmarszczyła nos. — Yhym, tylko trochę — powtórzyła za nim, a w jej głosie pobrzmiewało niedowierzanie. — Chyba całkiem dobra ze mnie uczennica — przyznała z aprobatą dla samej siebie. Miała dobrego nauczyciela, ale czy zamierzała to przyznać? Jej filuterny uśmieszek, który mu posłała, był na to najlepszą odpowiedzią.
Była już w pełni ukontentowana swoimi osiągnięciami z bronią w ręku, dlatego na jego pytanie pokręciła głową. — Na dziś chyba mi już wystarczy. Teraz twoja kolej na popis — rzuciła z pewnym wyzwaniem w głosie, po czym stanęła obok przodem do tarczy, opierając dłonie o blat i odwróciła zaciekawione spojrzenie na Maxa, który ustawił się, by oddać strzał.
Z tej perspektywy miała szansę przyjrzeć mu się uważniej. Tego, jak pewnie trzymał w ręku broń, jego bystremu, skupionemu na celu spojrzeniu, oraz całej, męskiej postawie. Już samo to robiło na niej wrażenie, ale to, co zrobił chwilę później, przeszło jej najśmielsze oczekiwania. Pomiędzy strzałami następowała tylko krótka chwila na przeładowanie, zanim następował kolejny huk. Każdy strzał celnie rozbijał baloniki, jakby to było dla mężczyzny dziecinnie proste. I może gdyby Ade nie spróbowała zrobić tego chwilę wcześniej, mogłaby w to uwierzyć, ale przecież trzymała w ręku tę samą broń. Przez jej głowę nagle przeszła jej uporczywa myśl - skąd on to potrafił?
Kiedy pozbył się całej amunicji, stała zszokowana, spoglądając to na niego, to na tarczę. — Cholera, Max. Naprawdę ambitnie podszedłeś do tematu — uniosła wyżej brwi ze szczerym podziwem pomieszanym z niedowierzaniem nad tym, co się właśnie wydarzyło. Chciał coś dla niej wygrać, więc udało mu się. Teraz już zaczynała rozumieć, czemu był taki pewny siebie. — Gdzie się nauczyłeś tak strzelać? — zapytała, spoglądając na niego zaskoczona. Była pod ogromnym wrażeniem jego umiejętności, starając się przy tym nie myśleć, że zrobił to dla niej. To chyba nadal nie było nic takiego, prawda?


Max
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”