ODPOWIEDZ
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obrazek
007


Nie powinna tego robić.
Siedząc wieczorem przy niewielkim MacBooku, umieszczonym na kolanach, patrzyła na ekran wyszukiwarki, zastanawiając się, jak głupia była chcąc wpisać pseudonim Kiry w Googlach. Postradała zmysły? Kto normalny tak robił? Cóż, normalny może nikt, ale Daisy ta sprawa nie dawała spokoju. Jej dziennikarskie przeczucie ciągle podpowiadało jej, że do tej sprawy historia była o wiele bardziej rozbudowana niż to, co sprzedała jej Finch.
Bo spóźniałam się w szkole
Jasne, i teraz pół miasta tak do niej mówiło, a w redakcji nikt? Skoro miała ksywkę, która znali ludzie nawet spoza jej otoczenia, jak chociażby ta laska w klubie, to raczej powinni ją stosować wszyscy, a tak nie było. Nie wspominając o tym, jak spinała się za każdym razem, kiedy ktoś ją tak nazywał.
Nie no musiała to zrobić.
Musiała sprawdzić.
Spodziewała się wielu rzeczy — głownie tego, że nic nie znajdzie — jednak w życiu nie obstawiałaby, że wyskoczy jej tak wiele wyników. W pierwszej kolejności były filmiki. Masa Tiktoków z jakiś wyścigów po ulicach Toronto. W oczy od razu rzuciło jej się żółte Ferrari, które znała już aż za dobrze. Siedziała w nim wystarczająco długo, by poznać charakterystyczne wnętrze, a tym bardziej blond kierowcę, którego również było widać na nagraniach. Utwierdziła się w swoich racjach jednak dopiero, gdy natrafiła na nagranie, na którym Kira daje w twarz jakiemuś kolesiowi. Obok stała jeszcze jakaś lokata dziewczyna i jego koledzy. W jednym z komentarzy ktoś napisał, że G-Force na to zasłużył. I takim sposobem wszystko ułożyło jej się w jedną całość. To wszystko doprowadziło ją do nazwy nielegalnych wyścigów, które były organizowane kilka razy w miesiącu.
Jako normalny użytkownik nie była w stanie wejść na stonę, ale całe szczęście kumpel Rowana jeździł w czymś podobnym, więc od razu do niego zadzwoniła i dowiedziała się nieco więcej na ten temat, oczywiście maskując wszystko wymówką, że pisała artykuł. Oczywiście jej uwierzył, a po chwili Whitmore miała już wszystko. Jakby tego było mało, okazało się, że jeden z takich wyścigów miał mieć tej nocy miejsce za starą stacją kolejową w Etobicoke.
Nie powinna tego robić.
Nie powinna mieszać się do prywatnych spraw Kiry i tego, co robiła po godzinach, a jednak… nie potrafiła odpuścić. Nie, kiedy gdzieś w sercu czuła niemały żal, że Finch to przed nią ukryła. Miała jej to za złe i jak to na narwanego człowieka przystało — nie potrafiła usiedzieć na miejscu.
Wmawiając sobie w głowie, że to tylko i wyłącznie dla dobra Toronto Sun zebrała się w kilkanaściem minut, zarzucając na siebie wysokie jeansy i skórzaną kurtkę, po czym wyszła z domu. Na miejsce dotarła po jakiś dwudziestu minutach. Z początku miała problem, żeby w ogóle znaleźć odpowiednie współrzędne, ale kiedy jedno ze sportowych aut przejechało za stary magazyn, od razu skierowała się w tamtą stronę.
Zaskoczył ją tłum ludzi, który kręcił się na końcu ulicy. Nie spodziewała się, że takie nielegalne zawody w jakikolwiek sposób przyciągały aż tyle osób, biorąc pod uwagę, że policja mogła się tu zjawić lada moment. Ona sama mogła być w tarapatach, ale była już tak nakręcona na to wszystko, tak zafiksowana w swojej głowie, że ruszyła przed siebie, a po chwili zaczepiła jakiegoś chłopaka, stukając go w ramie.
Widziałeś może K-Rush? — spytała spokojnie, mając szczerą nadzieje, że właśnie nie zrobiła z siebie debilki, pytając o kogoś, kogo nawet tutaj nie było.

:kira:
26 y/o
TWÓRCZY ROBACZEK
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

023.
liar /ˈlaɪ.ər/
noun
someone who tells lies
"she had the temerity to call me a liar"
To miał być jeden z ważniejszych wyścigów w tym sezonie. Świadczył o tym sam fakt, że dzisiejsze widowisko cieszyło się ogromną popularnością. Na obrzeżach stacji kolejowej zebrały się chyba dwie setki ludzi. Boost, który nie mógł startować, bo ostatnio na treningu piłki nożnej podkręcił sobie kostkę, zbierał zakłady. Za to do obsady wrócił G-Force. Minęło pół roku, zanim zdecydował się znowu usiąść za kółkiem. Miał nowy samochód - Porshe. Miało parametry podobne do Ferrari Finch, ale zwracało na siebie uwagę ze względu na różowy kolor. Kilka osób nawet zapytało, czy może cyknąć sobie przy nim zdjęcie, na co McMillan zgodził się niechętnie. Od samego początku unikał wzroku Kiry, która obserwowała go, opierając się plecami o maskę swojego samochodu.
Myślisz, że boi się konfrontacji? — Ravy ruchem głowy wskazała na G-Force'a.
Finch wzruszyła ramionami i zaciągnęła się papierosem.
To bez znaczenia — stwierdziła, wydmuchując dym kącikiem ust. — Ale myślę, że on wie, że tamtej nocy uratowaliśmy mu życie. Dlatego nic nikomu nie powiedział. Sam jest sobie winny — oznajmiła, nawiązując do styczniowych wydarzeń, kiedy to jej znajomi i Lyric Hollis postanowili dać McMillanowi nauczkę. Sam był sobie winien, że ruszył za nimi w pościg i próbował zepchnąć z dorgi. A oni równie dobrze mogli zostawić jego i jego kumpli samochodzie, który stawał w płomieniach.
No i dawno nie jeździł — wtrącił Sonic, poprawiając sobie daszek od czapki. — No bo chyba nie sądzicie, że trenował gdzieś po kryjomu? — spojrzał najpierw na Ravy, a potem na Kirę.
Nawet jakby, to co z tego? Liczy się talent i umiejętności — prychnęła ta pierwsza
Finch musiała się z nią zgodzić, ale tylko w przypadku umiejętności. Talent to gówno. Liczył się może w jakichś dwudziestu procentach. Wszystko dało się osiągnąć tylko ciężkiej pracy.
Jak trenował, to chyba jest jakimś jebanym czarnym koniem, bo prawie nikt go nie obstawił — z tłumu wyłonił się Boost ze swoim notatnikiem i plikiem pieniędzy. — No może z wyjątkiem jego przydupasów, ale przecież oni to się nie liczą — machnął niedbale forsą, a potem pochylił się nad kartką papieru i zaczął coś dopisywać, jakby nagle o czymś sobie przypomniał.
Ej, K-Rush! — zawołał jakiś nastolatek z koprem pod nosem. Kira automatycznie odwróciła się w jego stronę. — Ktoś cię szuka! — zawołał, wskazując ręką na... Daisy Whitmore.
Finch zamrugała kilkakrotnie, nie mogąc uwierzyć własnym oczom. Rzuciła kumplom zdezorientowane spojrzenie, a oni odpowiedzieli tym samym.
A to kto? Znasz ją? — zapytała Ravy przyciszonym tonem. Kira nie odpowiedziała. Jeszcze raz zaciągnęła się papierosem i cisnęła niedopałek pod nogi. Przydeptała go czubkiem buta i pewnym krokiem ruszyła w stronę menadżerki.
Kiedy się z nią zrównała, złapała ją za przedramię i odciągnęła na bok, z dala od tego zbiorowiska. Otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale równie szybko je zamknęła. Była tak zaskoczona jej obecnością, że aż zabrakło jej słów.
Co ty tutaj robisz? — zapytała w końcu, kiedy odzyskała rezon. I miała tych pytań o wiele więcej. Jakim cudem Daisy dowiedziała się o dzisiejszym wyścigu i jak połączyła kropki. Bo że je połączyła, to co do tego Finch nie miała żadnych wątpliwości. Whitmore nie była głupia.

Daisy ❁
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wiedziała, że nie powinna tu być.
To co Kira robiła po godzinach, wcale nie powinno jej interesować. W teorii mogła być nawet tancerką baletową, dorabiająca sobie po miejscowych domach kultury — cokolwiek by to nie było, Daisy nie miała prawa ingerować w życie Finch. To nie była jej sprawa. A jednak odkrycie prawdy zabolało ją, jakby była. Ugodziło gdzieś w czuły punkt i sprawiło, że managerka zebrała się w środku nocy na równe nogi, a już po chwili znalazła za opuszczoną stacją szukając blondynki, żeby… no właśnie, żeby co?
Chciała na nią nakrzyczeć?
Skarcić ją?
Zapytać dlaczego skłamała?
Sama nie wiedziała. Pomimo tego, że w życiu zawsze była trzy kroki do przodu, musiała mieć wszystko przemyślane, tutaj postanowiła iść na żywioł. Kira wzbudzała w niej tak bardzo skrajne emocje, że nawet nie miała czasu pomyśleć. Zastanowić się, co jej wizyta tutaj właściwie miała wnieść do całej sprawy. A na miejscu tym bardziej nie miała na to czasu, bo jakiś gościu z dziewiczym wąsem już po pierwszym pytaniu uśmiechnął się szeroko i powiedział, że zaraz znajdzie dla niej K-Rush, bo oczywiście była na miejscu.
Serce Whitmore zabiło mocniej ze stresu, a kiedy niebieskie oczy w końcu spotkały się z tymi szarymi, ktore wyłoniły się w tłumu, już kompletnie wyrwało do przodu. Przeskoczyło w piersi niebezpiecznie, co Daisy zrzuciła na podniesione ciśnienie. Na czystą adrenalinę związaną z tym, że sama przecież znajdowała się na nielegalnych wyścigach.
Przystanęła w miejscu, czekając, aż to Kira podejdzie do niej. Ludzie przechodzili dookoła, co chwile ktoś popychał ją za ramie, a ona stałą. Stałą tylko po to, żeby zaraz zostać odciągnięta na bok jedynym, silnym szarpnięciem.
Co ty tutaj robisz?
Ciebie też miło widzieć — rzuciła w odpowiedzi, nawet nie kryjąc nadmiernej złośliwości w głosie. Kira nawet się z nią nie przywitała, tylko od razu zaczęła ją szarpać i zadawać pytania, a przepraszam, gdzie jakaś kultura osobista? Nawet chciała jej to wytknąć, jednak widząc jej spojrzenie, odpuściła. Rozejrzała się dookoła, by finalnie utkwić intensywne spojrzenie w znajomych, szarych, aktualnie wyjątkowo zaskoczonych oczach.
K-Rush, co? — prychnęła pogardliwie, jasno dając jej do zrozumienia, że wcale nie znalazła się tu przypadkiem, a tak naprawdę wszystko już wiedziała. — Na wyścigi też się spóźniasz jak do szkoły? — była złośliwa, to fakt, ale jak inaczej miała rozmawiać z osobą, która tak bezczelnie okłamała ją prosto w twarz? To Whitmore czyściła jej twarz własnymi rękami, a ona w tym czasie tak robiła ją w bambuko? No przecież to się nie godziło.
Ty wiesz, że to jest niebezpieczne? — kolejne pytanie opuściło jej usta, a ręce w tym czasie skrzyżowały się na piersi. — Co jakby zgarnęła cię policja? Wiesz jakby to wyglądało, gdyby wyszło, że dziennikarka Toronto Sun jeździ sobie na nielegalnych wyścigach? — poleciała. Poleciała grubo, a najlepsze w tym było to, że Daisy miała gdzieś redakcję. Tak naprawdę wcale się tym nie przejmowała. Jedyne co ją obchodziło, to fakt, że Kira robiła to za plecami wszystkich. Za jej plecami. A ona głupia łudziła się, że poznawały się i mówiły sobie dużo. A przynajmniej w takiej rzeczywistości chciałaby egzystować.

kira :kira:
26 y/o
TWÓRCZY ROBACZEK
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie chciała jej okłamywać. Nigdy nie miała tego w planach. To nawet nie do końca było kłamstwo - po prostu zataiła przed nią kilka istotnych faktów. Nie podejrzewała jednak, że to, co robiła poza pracą, miało dla Daisy jakiekolwiek znaczenie. Znały się, lubiły, ale wciąż nie były na tyle blisko, żeby mówić sobie o wszystkim. Czasami lepiej było, kiedy coś pozostawało sekretem. Tak jak w przypadku wyścigów, w których Kira brała udział. Jak ona, do cholery, ją znalazła? Finch miała prywatne konta w social mediach, a jeśli po internecie śmigały jakieś filmiki, to nigdy nie pokazywała na nich twarzy. Szybko okazało się, że wszystko przez tę cholerną ksywkę, którą posługiwała się w undergroundowym świecie. Jak mogła być taka durna i nie przewidzieć, że Whitmore zacznie w tym grzebać? Chyba trochę jej nie doceniła.
Cześć — rzuciła obojętnie, słysząc jej pretensjonalny ton. Jakoś nie pomyślała, żeby się przywitać, kiedy dojrzała ją w tłumie. W tym momencie Kira totalnie nie miała głowy do kurtuazyjnego zachowania.
Była zaskoczona. Ale czy to aż takie dziwne? Daisy też zdziwiłaby się szczerze, gdyby Finch zjawiła się gdzieś, gdzie kompletnie się jej nie spodziewała. Musiała jednak zachować zimną krew i udawać, że nic takiego się nie wydarzyło. Tak będzie lepiej dla nich obu.
O co ci właściwie chodzi, co? — zapytała przyciszonym tonem, żeby nie zwracać na siebie uwagi gapiów. — Przyszłaś robić mi wyrzuty, że nie powiedziałam ci o tym, co robię poza godzinami pracy w redakcji? — skrzyżowała ręce na piersiach, przyjmując zamkniętą postawę. Jeśli menadżerka uważała, że złośliwością wydobędzie z niej jakiekolwiek informacje, to była w ogromnym błędzie.
Ty wiesz, że to jest niebezpieczne?
Kira parsknęła pod nosem zduszonym śmiechem. Byłaby naprawdę strasznie głupia, gdyby o tym nie wiedziała. Niejednokrotnie przekonała się na własnej skórze, że te nielegalne wyścigi były niebezpieczne pod wieloma względami. A jednak to nie wystarczyło, żeby z tego zrezygnować. Miłość do adrenaliny okazywała się silniejsza od reputacji czy własnego zdrowia.
Zdaję sobie sprawę z ryzyka — potwierdziła, żeby menadżerka nie wzięła jej za kompletną amatorkę. Siedziała w tym od siedmiu lat. Nie była pierwszą lepszą laską z ulicy, która nagle zdecydowała się wsiąść za kółko i rywalizować z innymi kierowcami, rozpędzając samochód do całkowicie niedozwolonej i absurdalnie wysokiej prędkości. — Policja to akurat najmniejszy problem — wzruszyła lekko ramionami.
Chyba Whitmore zapomniała, że rodzice Finch byli wysoko postawionymi prawnikami, którzy byli w stanie wyciągnąć ją z najbardziej patowej sytuacji. Nie zliczyłaby nawet, ile razy ojciec ratował jej dupę. Nie zachwalał tego, czym się zajmowała, ale nie mógł też w żaden sposób jej powstrzymać. Paul Finch wiedział, że jego najmłodsza córka zawsze znajdzie sposób, żeby wrócić do wyścigów. Była dorosła i całkiem zdrowa na umyśle, więc nie mógł jej tak po prostu ubezwłasnowolnić. Mógł co najwyżej skonfiskować jej samochód, zabrać dom i... i właściwie co? To i tak niczego by nie zmieniło. A na pewno nie powstrzymałoby Kiry przed wzięciem udziału w kolejnych wyścigach, choćby cudzą furą.
Uniosła brwi, przyglądając się z zaciekawieniem twarzy Whitmore. Była wkurwiona? Rozczarowana? Przejęta? Trudno stwierdzić, ale wzmianka o Toronto Sun ani trochę nie spodobała się Finch.
Zamierzasz mnie podpierdolić? — zapytała wprost. Chciała wiedzieć, na czym stoi i czy od jutra powinna szukać sobie innej pracy. O ile po czymś takim znajdzie zatrudnienie w jakiejkolwiek redakcji. Wątpliwa sprawa. Naprawdę nie chciała nadwyrężać kontaktów ojca. Znowu się nasłucha, że wjebała się w niezłe bagno i że mogła iść na prawo, a nie na żałosne dziennikarstwo.

Daisy 𑣲⋆
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

O co ci właściwie chodzi, co?
Sama nie wiedziała.
Nie miała bladego pojęcia, dlaczego tak bardzo poruszył nią fakt, że Kira brała udział w nielegalnych wyścigach za miastem. Może nawet to nie chodziło o same wyścigi, a raczej fakt, że patrząc jej prosto w oczy ją okłamała? Pewnie miała swoje powody, które można było zobaczyć na załączonym obrazku. Pewnie chciała uniknąć tego, co właśnie się działo, tylko… no właśnie, czy Daisy miałaby do niej problem, gdyby po prostu jej powiedziała? Teraz ciężko było się wypowiedzieć, biorąc pod uwagę, że było po fakcie.
Tak przyszłam robić ci wyrzuty — powtórzyła zaraz po niej, nawet na moment nie spuszczając spojrzenia z piękynch, szarych oczu Finch. — Dlatego, że… — zawiesiła się, sama chyba do końca nie wiedząc, co właściwe chciała powiedzieć. Nie miała przecież prawa wymagać od Kiry, że będzie jej o wszystkim mówić. Nie mogła karać jej za to, że sama poczuła się pominięta i oszukana. Zacisnęła usta w wąską linię, próbując przetworzyć to wszystko, co się działo. Co ona właściwie tu robiła? Co próbowała osiągnąć?
Zamierzasz mnie podpierodlić?
Co? — spytała, spoglądając na nią z niedowierzaniem. — Zwariowałaś? Oczywiście, że nie — momentalnie pokręciła przecząco głową. Nawet do głowy jej nie przyszło, żeby wynosić tą informację gdziekolwiek dalej. — Za kogo tym nie masz, Finch? Za kapusia? — teraz to rzuciła jej wzrok pełen wyrzutów. Chyba zdążyły się poznać na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że obie potrafiły dochować sekretu, a nie chodzić dookoła i wszystkim rozgadywać, czego się dowiedziały. Cóż, jak widać Kira miała nieco inne zdanie o Whitmore. — Po prostu chciałam…
K-Rush!! — krzyknął Boost, wychylając się z grupki ludzi w oddali i machając energicznie. — Trzeba przestawić auto pod wyścig — znowu się wydarł, jakby nie dało się po prostu podejść i to zrobić. Następnie przeniósł swoje spojrzenie na Daisy i przekręcił na bok głowę, jakby zastanawiał się, co kobieta tu robiła i dlaczego nie kojarzył za grosz jej twarzy. — No ruszcie się — ponaglił finalnie, a zaraz ktoś inny odciągnął go na bok, znikając w tłumie.
Daisy patrzyła jeszcze przez moment w miejsce, w którym jeszcze chwilę temu był i dopiero po chwili wróciła uwagą do Finch.
Będziesz się ścigać? — bardziej oczywistego pytania chyba nie dało się zadać w tym momencie. — Czemu nie robisz tego w normalnych wyścigach? Legalnych? — dopytała, nie potrafiąc zrozumieć co takiego było w tych niestrzeżonych, n i e b e z p i e c z n y c h rajdach. I nawet kiedy Kiera ruszyła w stronę swojego auta, Daisy ruszyła za nią. Bezczelnie deptała jej po plecach, nawet nie myśląc, żeby odpuścić. Miała w sobie jakieś takie przekonanie, że chciała wiedzieć. Wiedzieć dlaczego Kira to robiła, czemu ukrywała to przed wszystkimi. Przed nią. Skoro była na tyle dobra, żeby ścigać się po kryjomu, pewnie w normalnych wyścigach również mogłaby wziąć udział. A tam już wszystko odbywało się przecież zgodnie z prawem, na wyznaczonym do tego terenie. A tutaj? Tutaj przecież ulice były wąskie, dookoła nie było żadnych zabezpieczeń, na miejscu nie było medyków, gdyby komukolwiek coś się stało... nie wspominając nawet o ludziach, którzy nagle mogli wyskoczyć zza budynku i wpaść pod koła szalenie rozpędzonych maszyn. Na tamten moment Whitmore uznawała to za szczyt głupoty. A jednak dalej dzielnie szła za Kirą jak cień. Sama nie wiedząc, co dokładnie chciała tym osiągnąć.

kira :podnieta:
26 y/o
TWÓRCZY ROBACZEK
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dlatego, że co? — zapytała i pochyliła się nieznacznie w przód, jakby próbowała wywrzeć na niej presję. — No wyduś to z siebie — naciskała dalej, bo naprawdę chciała zrozumieć, z jakiej racji Daisy Whitmore przyszła robić jej wyrzuty. Nie była jej przyjaciółką, siostrą ani tym bardziej matką, więc nie musiała jej matkować. Kirze zwyczajnie należały się wyjaśnienia, z jakiej racji zaczęła ją sprawdzać i szukać informacji o wyścigach, w których brała udział.
I szczerze? Nie miała pojęcia, co menadżerce siedziało w głowie i jaki był motyw jej przybycia. Musiała wiedzieć, czy przez działania poza redakcją poniesie jakieś konsekwencje. Prawda była taka, że gdyby Daisy tylko chciała, mogłaby przekreślić jej karierę dziennikarską jeszcze tego samego wieczoru.
Nie wiem — odparła szczerze. — Szpiegujesz mnie, więc skąd mam mieć pewność, że to nie wyjdzie dalej? — W oczach Finch dało się dostrzec wyrzut. Owszem, miała do niej pretensję. Może gdyby Whitmore po przeszukaniu sieci zagadała o to na osobności, bez tego całego zjawiania się w miejscu wyścigu, cała rozmowa potoczyłaby się trochę inaczej? Trudno stwierdzić, czy Kira wyznałaby jej całą prawdę, ale na pewno szybko zdałaby sobie sprawę z tego, że nie ma sensu dalej brnąć w ściemę, kiedy Daisy miała wszystko czarno na białym.
Uniosła rękę i przycisnęła palce do nasady nosa. Już miała sprostować, że nie uważa jej za kapusia, ale Daisy znów próbowała coś dodać. Żadna z nich nie zdążyła jednak odezwać się słowem, bo z tłumu wyłonił się Boost, dając znać, że pora podstawić samochód na linię startu. Pytanie, które padło z ust menadżerki, sprawiło, że Finch spojrzała na nią z wysoko uniesionymi brwiami.
No tak. Inaczej nie byłoby mnie tutaj — oświadczyła, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie. Bo dla niej była. — A ty możesz zostać i popatrzeć albo wracać do domu — odwróciła się i ruszyła w stronę żółtego Ferrari.
Tylko Whitmore nie wyglądała na taką, która zamierzała grzecznie odejść. Kira zerknęła przez ramię i zarejestrowała, że blondynka podąża za nią. Wszystko wskazywało na to, że wcale nie zamierzała odpuszczać. Ależ ona była uparta!
Jakkolwiek starała się zignorować jej ciekawość, to i tak czuła, że Daisy nie odpuści, dopóki nie otrzyma odpowiedzi. To nie była jej sprawa. Właśnie to chciała jej powiedzieć. Najchętniej kazałaby jej się odpierdolić, ale zamiast tego zatrzymała się i znów stanęła z nią twarzą w twarz.
Bo taka już jestem, rozumiesz? Kręci mnie wszystko, co nielegalne i zakazane. Jestem uzależniona od adrenaliny, a zwykłe, bezpieczne wyścigi mi tego nie dadzą — wyjaśniła. I to było w stu procentach szczere. Niczego przed nią nie zatajała. Whitmore chciała wiedzieć, więc dostała swoją odpowiedź. Zrobi z tym, co będzie chciała.
Inni kierowcy wsiadali do swoich samochodów, podjeżdżając na wyznaczone miejsca. Kira spojrzała wymownie w kierunku swojego Ferrari.
Muszę iść — oznajmiła, bo gonił ją czas. Nikt nie będzie na nią czekał w nieskończoność. Kiedy jednak dostrzegła w niebieskich oczach Daisy coś w rodzaju troski z domieszką niepokoju, wyciągnęła rękę i ujęła palcami jej podbródek. — Nic mi nie będzie. To tylko trzy okrążenia wokół stacji kolejowej — zapewniła i cofnęła dłoń.
To nie był jej pierwszy wyścig. Robiła to setki razy, z czego menadżerka powinna zdawać sobie sprawę, skoro oglądała nagrania z innych wyścigów. Wbrew pozorom ta lokalizacja była o wiele bezpieczniejsza niż druga strona miasta przy porcie albo samo centrum, bo i tam zdarzało się organizować zawody. Wtedy ryzyko, że jakieś inne samochody pojawią się akurat na drodze, było znacznie większe, a policja często dostawała cynk, że w Downtown odbędą się nielegalne wyścigi.

Daisy 🏎️💨
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mimico GO Station”