ODPOWIEDZ
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Okej, to była sprawa życia i śmierci. Być albo nie być w tej dzielnicy Toronto. Mieć pełny brzuch albo nie mieć.

Czas na zakupy w sklepie spożywczym.

Tego dnia Alex obiecał odebrać Eryczkę od jakichś tam znajomych i zawieźć ją spokojnie do domu, no i korzystając z okazji - od słowa do słowa - okazało się, że oboje potrzebowali zrobić zakupy spożywcze. Kręcili się po markecie już od kilku minut, po jednej stronie wózka układając artykuły Alexa, a po drugiej - Eryczki, kiedy nagle Alex, prowadzący wózek, zamarł na środku alejki, otworzył szeroko oczy ze zdziwienia i zaczął wpatrywać się w stojącą na palecie piramidę z płatków śniadaniowych. - Erika. Stop. Patrz - powiedział, łapiąc ją przy tym za rękaw i bezceremonialnie ciągnąc w stronę piramidy. Przed nimi stały jakieś limitowane, gigantyczne płatki śniadaniowe, pakowane w dwukilogramowe pudła z wizerunkiem jakiegoś kreskówkowego superbohatera, do których dołączona była PROMOCYJNA, PLASTIKOWA MISKA NA PŁATKI ŚNIADANIOWE ŚWIECĄCA W CIEMNOŚCI!

Alex prawie się zachłysnął z wrażenia. - Widzisz to? Ta miska ŚWIECI W CIEMNOŚCI, rozumiesz? Mógłbym jeść płatki o trzeciej nad ranem przy wyłączonym świetle i nie musiałbym zapalać lampki - rzekł z całkowitą powagą, po czym chwycił jedno z pudełek. Przeniósł wzrok na Lindberg, oczekując od niej… no, nie wiem, zrozumienia czy czegoś? Albo równie mocnej fiksacji, w jaką popadł on. Wrzucił wielkie pudło do wózka. - Też chcesz? - spytał, tuż przed tym, jak potrącił go jakiś nastolatek. - Uważaj jak leziesz, co? - warknął za nim Alex i z tego wszystkiego nawet nie zauważył, że typ miał na głowie rajstopę, lol. Chłopak, niestety, nie odpowiedział i zniknął w kolejnej alejce.

W tym czasie Alex i Eryczka zawitali do działu z drobiazgami do domu. - O kurde, patrz na to - rzucił Hall i tym razem zatrzymał się przy opakowaniu jaskrawych wykałaczek zakończonych rękojeściami mieczy świetlnych. - Wyobraź sobie, że jesz serowe koreczki z takiej wykałaczki - parsknął śmiechem, no i znowu nie zauważył kolejnego skradającego się nastolatka, który przebiegł tuż za jego plecami z rękami wypchanymi batonami i energetykami, niemal potrącając stojący na środku alejki wózek Alexa i Eryczki. - Rany, co ci ludzie dzisiaj tacy nerwowi? Przecież ta promocja na płatki nigdzie nie ucieknie - mruknął Alex, kompletnie ignorując fakt, że gdzieś w tle, przy alejce z alkoholami, właśnie rozległ się brzęk tłuczonego szkła i krzyk jakiejś kasjerki. - Zobacz, Rika. Nabijesz na to oliwkę albo kawałek sera. Zjesz. I jesteś Anakin Skywalker - palnął, obracając pudełkiem wykałaczek w dłoniach.

Kurde, czy na pewno tego potrzebował…? Za tyle dolców...? Hmmm...

Erika
28 y/o
Indulge in local cuisine
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sprawa była niezwykle poważna. Zresztą jak zawsze, gdy tylko zabierała się do czegoś z Hallem. Głównie dlatego, że sami byli niezwykle poważnymi ludźmi w słusznym wieku. Dlatego mogli mieć jedynie bardzo dojrzałe problemy. Takie jak zakupy spożywcze.
Na ogół raczej nie wykorzystywała swoich znajomych do tego, aby wozili jej dupsko po mieście ze względu, że nie miała prywatnego środka transportu, ale Alex sam się zaproponował. Była na drugim końcu Toronto, dojazd do mieszkania był średni, a poza tym mieli spędzić wspólnie czas. Nie mieli ostatnimi czasu okazji, aby się zobaczyć, a na netflixie pojawiła się jakaś durna komedia, którą chciała z nim zobaczyć. Także poza jakże przydatną spożywką do robienia zbalansowanych posiłków mieli też zakupić jakieś przekąski, aby mogli się wygodnie zwinąć razem na kanapie w salonie.
Sumiennie pakowali produkty do wózeczka, który prowadzony był przez Halla, bo to on był prawdziwym męskim mężczyzną od zadań specjalnych, a za punkt rozgraniczający ich zakupy służyły dwa ustawione pionowo pudełka pizzy mrożonej, którą pewnie wspólnie zjedzą. Lindberg była w trakcie dokładania do swojej połowy wózka kilku jogurtów, gdy wtem została pochwycona przez przyjaciela.
- Co tam masz, przystojny kawalerze? - zapytała, dając się pociągnąć w kierunku piramidy z płatków śniadaniowych, przy której się niemal zapowietrzyła. - O Jezusie malutki i dorosły także... Przecież to płatki z KAPITANEM PAZUREM!
Ożyły natychmiast wspomnienia z dzieciństwa. Czy może raczej z wycieczki do muzeum gier, w którym spędziła sporo czasu na tym, aby zagrać w tę przyjemną platformówkę. Wyglądało na to, że wypuszczali limitowaną wersję płatków na zbliżającą się trzydziestą rocznicę gry. Czy to nie było wspaniałe?
- ALEX. Mordo - oświadczyła z całkowitą powagą i spojrzała mu prosto w oczy. - To jest wspaniała miska. Wiesz co jeszcze powinniśmy kupić? Te świecące w ciemności dinozaury... O, albo te kapsułki rozpuszczalne z dinozaurami i je sobie powrzucać do tej miski!
Jedna uwaga, a już uwolniła w Erice niespotykane natężenie ukrytego ADHD i skomplikowany ciąg myślowy prowadzący do coraz to nowszych pomysłów. Obudził też w niej fazę na dinozaury, którą jak każde normalne dziecko przechodziła w wieku kilkuletnim. Właśnie przez to nie zauważyła zupełnie, że coś było nie tak z typem, który potrącił Alexa.
Nie było mowy, aby nie chciała takiej miski. Zapakowali także łącznie cztery kilogramy płatków z Kapitanem Pazurem i świecącą miską do swojego wózka. Dopiero potem będzie mogła wytłumaczyć się Abby z tego dlaczego do ich wspólnego mieszkania kupiła tonę dziwnych rzeczy, do których zachęcił ją Alex... No, ale kto by nie chciał takiej miski?
- Okay. Brzmi zajebiście. A wiesz, co do tego? - zapytała i sięgnęła po zestaw wyjątkowo neonowych i poskręcanych słomek. - Obejrzałbyś ze mną serial o Legalnej Blondynce i wypił do tego kolorowe drineczki z takich słomek?
To była jak najbardziej poważna propozycja. Alex lubił blondynki. Ona lubiła Legalne Blondynki. Wszystko się zgadzało. Mogli sobie łapę podać i zgodzić się na wspólne siedzenie przed telewizorek. Tylko, że w tle zaczynały dziać się coraz dziwniejsze rzeczy, bo nagle rozległ się dziwny huk, a kawałek tynku odpadł z sufitu, gdy coś go przebiło.
- TO JEST, KURWA, NAPAD! Słuchajcie się, a nic wam się nie stanie! - zadudnił jakiś wyjątkowo groźny głos, a Erika jedynie obrzuciła przyjaciela spojrzeniem, które zdawało się zadawać jedno proste pytanie...
Jakim, kurwa, cudem mogliśmy mieć takiego pecha? To był najdziwniejszy random encounter jaki mogła sobie wyobrazić.

Alexander Hall
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mało kto o tym wiedział, ale Alex jako mały chłopiec rzadko miał okazję cieszyć się nowymi zabawkami albo kolorowymi gadżetami z reklam. Zazwyczaj oglądał je tylko w telewizji albo przez witrynę sklepową, gdy raz na ruski rok matka zabierała go na zakupy i najlepszą rzeczą, jaką mógł wtedy dostać, był lizak. Jakiekolwiek kieszonkowe zaczął dostawać dopiero w domu dziecka, po śmierci matki, ale nawet wtedy rozsądek brał górę i pieniądze wolał przeznaczyć na porządne buty do biegania albo wygodny dres niż na komiksy albo figurki. Nic więc dziwnego, że teraz, gdy był już dorosłym gościem z własną wypłatą, zdarzało mu się kupować różne bezużyteczne duperele.

Po prostu odbijał sobie dzieciństwo i dobrze mu z tym było, jebać oszczędzanie.

Gdy Eryczka zapowietrzyła się na widok limitowanej edycji płatków śniadaniowych, oczy Alexa zaświeciły się jeszcze bardziej niż do tej pory. Eryczka. Podzielała. Jego. Entuzjazm (XD!)! - I know, right?!?! - rzucił podekscytowany i nawet dumny z siebie, że udało mu się odnaleźć Kapitana Pazura wśród tych wszystkich innych rzeczy do kupowania. Jak wspaniale, że to Lindberg towarzyszyła mu w dzisiejszych (mocno niepoważnych) zakupach, AHHH! ALE, ALE, to nie wszystko! Zaraz Eryczka wpadła na pomysł, żeby wrzucili rozpuszczalne w wodzie kapsułki z dinozaurami i umieścili je w świecącej w ciemności misce! TO BYŁO TAKIE AWESOME, AHHH. Oczywiście, że Alex zaraz podłapał temat, rozglądając się po półkach. - Dinozaury? Gdzie je widziałaś? WOW, ALE SĄ ZAJEBISTE - wyrwało mu się głośno, gdy dopadł do kolorowego opakowania z kapsułkami z dinozaurami (xD) regał obok. Zaraz jednak ogarnął, że zachowywał się jak ośmiolatka w sklepie ze słodyczami, dlatego rzucił szybkie spojrzenie na Lindberg i odchrząknął. - Sorry, przeżywam dzieciństwo na nowo, nigdy takich nie miałem i zawsze chciałem mieć… - wyjaśnił krótko, po czym wzruszył ramionami i pokręcił głową na znak, żeby Eryczka nie pytała.

Nie dzisiaj, dobra? Dzisiaj mieli do zrobienia odjazdowe zakupy. Fajnie było tu dziś być z Eryczką, robić totalne durne sprawunki, a potem pojechać do jego mieszkania na maraton filmowy czy tam serialowy z mrożoną Guseppe w roli głównej… Co prawda, nie wybrali jeszcze filmu (czy tam serialu), ale miał cichą nadzieję, że nie skończy się na jakiejś łzawej komedii romantycznej w stylu "Życia od kuchni", gdzie siostra głównej bohaterki ginęła na samym początku, ta musiała zająć się jej dzieckiem, a w międzyczasie uprawiała seks w rytm arii operowych z nowym kuchcikiem. Nie pytajcie, skąd to wiedział. Po prostu wiedział.

Nieważne, taktownie przejdźmy do fikuśnych, neonowych słomek i Legalnej Blondynki. Alex zmarszczył brwi, gdy tylko usłyszał propozycję Eryczki. - To jest SERIAL o Legalnej Blondynce? Znam tylko film, przyjaciółka mnie zmusiła do oglądania w liceum - rzucił krótko. - A nie chcesz jakiegoś Marvela obejrzeć może? - spytał na wszelki wypadek, spoglądając tęsknie w stronę Kapitana Pazura, który uśmiechał się do niego z opakowania. Co prawda Pazurek nie należał do marvelowskiego uniwersum, aleeee jakoś bardziej pasował do preferencji Alexa niż Legalna Blondynka. Chociaż z drugiej strony… przecież Alex lubił blondynki. Hmmm…

Jego rozmyślania o blondynkach zostały jednak przerwane przez potężny huk - zaraz kawałek tynku z odłamkami sufitu posypał się prosto w alejkę z płatkami, z której dopiero co wyszli.

TO JEST, KURWA, NAPAD! Słuchajcie się, a nic wam się nie stanie!

Alex spojrzał na Lindberg z niedowierzaniem, po czym strzepnął niewidzialny pyłek ze swojej koszulki. - To jakiś happening? Ukryta kamera czy coś? - spytał szeptem, szukając wzrokiem ekipy filmowej, ale nikogo takiego nie dostrzegł.

Well… Zaczynało robić się ciekawie? Zaraz rozległ się drugi strzał z broni palnej. - SIADAĆ! POD REGAŁAMI! RUCHY! - rozległ się zniekształcony głos jakiegoś zamaskowanego typa. Ummm… No co im zostało? Bez zbędnego dyskutowania Alex usiadł pod regałem i pociągnął Eryczkę za sobą, po czym oparł się plecami o kartony z dinozaurami. No i pięknie - Hall właśnie naburmuszył się jak skrzywdzony przez los sześciolatek, no bo, kurwa, poważnie?! Akurat dzisiaj musieli urządzić sobie napad w jego osiedlowym sklepie, kiedy miał jechać oglądać z Eryczką blondynki i pić drinki przez poskręcane słomki?! - I co on się tak wydziera? - mruknął cicho do siedzącej obok Eryczki, po czym skrzyżował ręce na piersi i wywrócił oczami. - Przecież gdyby grzecznie poprosił o portfele, toby mu ludzie dali, a tak to tylko tynk zepsuł. Wiesz, ile teraz kosztuje wykończeniówka w Toronto? - dodał i westchnął ciężko. Alex wiedział, ile kosztowała wykończeniówka w Toronto. Nie pytajcie.

Nie minęły trzy sekundy, a nad ich głowami wyrósł zamaskowany Rabuś. Typ był spocony, trząsł się jak galareta i ewidentnie nie panował nad emocjami, bo wymachiwał pistoletem jak bananem. Szturchnął Alexa lufą w ramię. - ZAMKNĄĆ PYSK! ZEGARKI I TELEFONY, JUŻ! - wydarł się Rabuś, no a Alex… no… momentalnie obudził się w Alexie nawyk z osiedla. - Weź spier… - palnął odruchowo, ale zaraz jego wzrok powędrował w stronę lufy, którą Rabuś wycelował najpierw w niego, a potem w Ericę. Dopiero teraz dotarła do niego powaga sytuacji, ojej. - Weź proszę też mój portfel - powiedział i uśmiechnął się milutko, sięgając do tylnej kieszeni dżinsów.

Jednak nie, jednak jeszcze nie dochodziła do niego powaga sytuacji. Cała nadzieja w Lindberg.

Erika
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Sweet Potato”