Mało kto o tym wiedział, ale Alex jako mały chłopiec rzadko miał okazję cieszyć się nowymi zabawkami albo kolorowymi gadżetami z reklam. Zazwyczaj oglądał je tylko w telewizji albo przez witrynę sklepową, gdy raz na ruski rok matka zabierała go na zakupy i najlepszą rzeczą, jaką mógł wtedy dostać, był lizak. Jakiekolwiek kieszonkowe zaczął dostawać dopiero w domu dziecka, po śmierci matki, ale nawet wtedy rozsądek brał górę i pieniądze wolał przeznaczyć na porządne buty do biegania albo wygodny dres niż na komiksy albo figurki. Nic więc dziwnego, że teraz, gdy był już dorosłym gościem z własną wypłatą, zdarzało mu się kupować różne bezużyteczne duperele.
Po prostu odbijał sobie dzieciństwo i dobrze mu z tym było, jebać oszczędzanie.
Gdy Eryczka zapowietrzyła się na widok limitowanej edycji płatków śniadaniowych, oczy Alexa zaświeciły się jeszcze bardziej niż do tej pory. Eryczka. Podzielała. Jego. Entuzjazm (XD!)! -
I know, right?!?! - rzucił podekscytowany i nawet dumny z siebie, że udało mu się odnaleźć Kapitana Pazura wśród tych wszystkich innych rzeczy do kupowania. Jak wspaniale, że to Lindberg towarzyszyła mu w dzisiejszych (mocno niepoważnych) zakupach, AHHH! ALE, ALE, to nie wszystko! Zaraz Eryczka wpadła na pomysł, żeby wrzucili rozpuszczalne w wodzie kapsułki z dinozaurami i umieścili je w świecącej w ciemności misce! TO BYŁO TAKIE AWESOME, AHHH. Oczywiście, że Alex zaraz podłapał temat, rozglądając się po półkach. -
Dinozaury? Gdzie je widziałaś? WOW, ALE SĄ ZAJEBISTE - wyrwało mu się głośno, gdy dopadł do kolorowego opakowania z kapsułkami z dinozaurami (xD) regał obok. Zaraz jednak ogarnął, że zachowywał się jak ośmiolatka w sklepie ze słodyczami, dlatego rzucił szybkie spojrzenie na Lindberg i odchrząknął. -
Sorry, przeżywam dzieciństwo na nowo, nigdy takich nie miałem i zawsze chciałem mieć… - wyjaśnił krótko, po czym wzruszył ramionami i pokręcił głową na znak, żeby Eryczka nie pytała.
Nie dzisiaj, dobra? Dzisiaj mieli do zrobienia odjazdowe zakupy. Fajnie było tu dziś być z Eryczką, robić totalne durne sprawunki, a potem pojechać do jego mieszkania na maraton filmowy czy tam serialowy z mrożoną Guseppe w roli głównej… Co prawda, nie wybrali jeszcze filmu (czy tam serialu), ale miał cichą nadzieję, że nie skończy się na jakiejś łzawej komedii romantycznej w stylu
"Życia od kuchni", gdzie siostra głównej bohaterki ginęła na samym początku, ta musiała zająć się jej dzieckiem, a w międzyczasie uprawiała seks w rytm arii operowych z nowym kuchcikiem. Nie pytajcie, skąd to wiedział. Po prostu wiedział.
Nieważne, taktownie przejdźmy do fikuśnych, neonowych słomek i Legalnej Blondynki. Alex zmarszczył brwi, gdy tylko usłyszał propozycję Eryczki. -
To jest SERIAL o Legalnej Blondynce? Znam tylko film, przyjaciółka mnie zmusiła do oglądania w liceum - rzucił krótko. -
A nie chcesz jakiegoś Marvela obejrzeć może? - spytał na wszelki wypadek, spoglądając tęsknie w stronę Kapitana Pazura, który uśmiechał się do niego z opakowania. Co prawda Pazurek nie należał do marvelowskiego uniwersum, aleeee jakoś bardziej pasował do preferencji Alexa niż Legalna Blondynka. Chociaż z drugiej strony… przecież Alex lubił blondynki. Hmmm…
Jego rozmyślania o blondynkach zostały jednak przerwane przez potężny huk - zaraz kawałek tynku z odłamkami sufitu posypał się prosto w alejkę z płatkami, z której dopiero co wyszli.
TO JEST, KURWA, NAPAD! Słuchajcie się, a nic wam się nie stanie!
Alex spojrzał na Lindberg z niedowierzaniem, po czym strzepnął niewidzialny pyłek ze swojej koszulki. -
To jakiś happening? Ukryta kamera czy coś? - spytał szeptem, szukając wzrokiem ekipy filmowej, ale nikogo takiego nie dostrzegł.
Well… Zaczynało robić się ciekawie? Zaraz rozległ się drugi strzał z broni palnej. -
SIADAĆ! POD REGAŁAMI! RUCHY! - rozległ się zniekształcony głos jakiegoś zamaskowanego typa. Ummm… No co im zostało? Bez zbędnego dyskutowania Alex usiadł pod regałem i pociągnął Eryczkę za sobą, po czym oparł się plecami o kartony z dinozaurami. No i pięknie - Hall właśnie naburmuszył się jak skrzywdzony przez los sześciolatek, no bo, kurwa, poważnie?! Akurat dzisiaj musieli urządzić sobie napad w jego osiedlowym sklepie, kiedy miał jechać oglądać z Eryczką blondynki i pić drinki przez poskręcane słomki?! -
I co on się tak wydziera? - mruknął cicho do siedzącej obok Eryczki, po czym skrzyżował ręce na piersi i wywrócił oczami. -
Przecież gdyby grzecznie poprosił o portfele, toby mu ludzie dali, a tak to tylko tynk zepsuł. Wiesz, ile teraz kosztuje wykończeniówka w Toronto? - dodał i westchnął ciężko. Alex wiedział, ile kosztowała wykończeniówka w Toronto. Nie pytajcie.
Nie minęły trzy sekundy, a nad ich głowami wyrósł zamaskowany Rabuś. Typ był spocony, trząsł się jak galareta i ewidentnie nie panował nad emocjami, bo wymachiwał pistoletem jak bananem. Szturchnął Alexa lufą w ramię. -
ZAMKNĄĆ PYSK! ZEGARKI I TELEFONY, JUŻ! - wydarł się Rabuś, no a Alex… no… momentalnie obudził się w Alexie nawyk z osiedla. -
Weź spier… - palnął odruchowo, ale zaraz jego wzrok powędrował w stronę lufy, którą Rabuś wycelował najpierw w niego, a potem w Ericę. Dopiero teraz dotarła do niego powaga sytuacji, ojej. -
Weź proszę też mój portfel - powiedział i uśmiechnął się milutko, sięgając do tylnej kieszeni dżinsów.
Jednak nie, jednak jeszcze nie dochodziła do niego powaga sytuacji. Cała nadzieja w Lindberg.
Erika