27 y/o
SPRING TIME
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
mówisz mi "zostań" i jestem dziś pewien, że chcę z tobą tańczyć i zostać u ciebie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dobrze, że nie powiedział na głos o tych absurdalnie ładnych oczach, które wydawały się tylko dlatego, że zaczynał tracić wyraźne widzenie, bo dopiero by się na niego wkurzyła. Przecież zawsze były ładne, niezależnie od pory dnia i stanu, w jakim znajdował się Fontana. Akurat on nie miał tutaj nic do gadania.
Wypuściła krótko powietrze przez nos, ani trochę niezadowolona z faktu, że Zayn wspomniał o następnym razie. Czyli co? Planował częściej wracać w takim stanie? I czy ona wyglądała mu na pielęgniarkę? Wystarczyło, że była niańką dla jego córki. Tylko głupia, naiwna Coven oczywiście da się znowu w to wciągnąć, jeśli nadejdzie taka potrzeba. I znów będzie pochylać się nad przyjacielem, próbując zszyć to, co tam sobie rozpieprzył. Nie mogła tak po prostu zostawić go w potrzebie. A widziała w jego spojrzeniu, że naprawdę była mu tutaj potrzebna. Sam nie zdołałby zająć się raną. Co prawda Bremers nie zajęła się nią jakoś wybitnie dobrze, ale zrobiła wszystko, co w jej mocy, żeby jakoś to wyglądało. A jakoś to było idealne określenie na szwy, które zostawiła na jego ciele.
Nie covenuj mi tutaj — ostrzegawczo wymierzyła w Fontanę butelką. — Mam prawo wiedzieć, co się stało — dodała stanowczo. Niewiele brakowało, a tupnęłaby nogą.
Chciała wiedzieć. Potrzebowała zrozumieć. Tak na wszelki wypadek, żeby... no właśnie, żeby co? Żeby przygotować się na przyszłość? Ojciec zawsze powtarzał, że przezorny zawsze ubezpieczony. A skoro Zayn zapowiedział, że następnym razem... nie, nie powinna myśleć w ten sposób! Potrząsnęła głową i znów wlepiła w niego spojrzenie.
Skoro mi ufasz, to mi powiedz — dalej wierciła mu dziurę w brzuchu. Dobrze, że tylko metaforycznie, bo już jedną przecież miał. — Po prostu mi powiedz, proszę — dodała przyciszonym tonem i już miała złapać kolejny łyk wódki, ale Zayn wyrwał jej butelkę z rąk. Spojrzała na niego ze zdezorientowaniem, a potem ściągnęła brwi, gotowa go opieprzyć.
Ale wtedy zapytał, czy mogą odwlec tę rozmowę, a to sprawiło, że Bremers fuknęła jak kot. Odsunęła się o krok i przetarła dłonią twarz. Już nie wiedziała, jak do niego dotrzeć. Z jednej strony mówił, że jej ufa, a z drugiej zachowywał się tak, jakby nie do końca to było prawdą.
Skomplikowane? — powtórzyła, odwracając się w jego stronę. — A co, boisz się, że nie zrozumiem? No tak, jestem tylko głupiutką Coven, której wiecznie coś trzeba tłumaczyć — westchnęła pod nosem. Właśnie tak spostrzegali ją inni. Nie sądziła jednak, że Fontana podziela ich zdanie. Ale w sumie dlaczego miałby tego nie robić? Już wielokrotnie udowodniła, że na niczym nie nie znała i wygadywała same bzdury. A on dał jej to odczuć, patrząc na nią pobłażliwie, kiedy znów się wydurniła.
Wiesz co? Miej sobie te swoje wielkie tajemnice, ale oddaj mi butelkę — pochyliła się nad nim, żeby dosięgnąć wódki, którą postawił na podłodze gdzieś pod krzesłem. — No dawaj — syknęła przez zaciśnięte zęby tuż przy jego ustach. Zaraz się na niego przewróci, szwy puszczą i trzeba będzie zaczynać od początku.

Zayn Fontana
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
27 y/o
For good luck!
195 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3os, l.pojedyńcza
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Coven zdecydowanie nie wyglądała jak pielęgniarka. Nawet teraz bardziej przypominała najeżonego, naburmuszonego kurczaka i to aż dziwne, że w tym momencie, porównywał ją do takiego stworzonka. Najwyraźniej nie potrafił zachować pełnej powagi, kiedy w tak niecharakterystyczny dla siebie sposób jednocześnie się o niego martwiła i złościła.
Na swój sposób było to... miłe? Może nawet odrobinę kojące. Odkąd Zayn uciekł z Włoch, musiał troszczyć się nie tylko o siebie, ale także o małą Fredericę. Przywykł do tego, że nie miał na kogo liczyć. Tymczasem pośród całego tego patosu niespodziewanie znalazł kogoś, komu naprawdę na nim zależało.
I musiał to porządnie przełknąć.
Wpadłem na płot — odpowiedział krótko i właściwie zodnie z prawdą, jednocześnie nadal patrząc w jej rozjątrzone oczy. Tak jak chciała, wyjaśnił, co mu się stało, a to, że świadomie pominął najważniejsze szczegóły, nie powinno przecież mieć żadnego znaczenia.
Nie wierzył, że Coven tak po prostu odpuści. Nie sądził, aby przestała ciągnąć go za jęzor, ale miał przynajmniej cień nadziei, że w minimalnym stopniu zaspokoił jej ciekawość. Przy okazji skutecznie spacyfikował jej zapęd sięgnięcia po po alkohol. Pokręcił przy tym głową zupełnie jak ojciec. Albo przynajmniej brat, bo na ojca Coven, to był zdecydowanie za młody.
Kiedy poprosił, żeby odłożyli tę trudną rozmowę na później, zupełnie nie spodziewał się tak gwałtownej reakcji. Po raz kolejny patrzył na przyjaciółkę z wyraźnym niezrozumieniem, śledząc ruch jej ust, z których padły słowa podszyte ironią. Nie o to wszystko mu chodziło!
Coven, przecież wiesz, że to nie tak — zaprzeczył prędko, pragnąc ją uspokoić. W momencie, w którym przetarła twarz, sięgnął po jej dłoń i mocno zacisnął na niej palce. Ta jednak błyskawicznie wyplątała się z tego uścisku i nachyliła się, aby złapać butelkę, którą de facto, odsunął stopą jeszcze dalej. — U-uspokój się — rzucił, gdy niespodziewanie zawisła nad nim w celu dorwania alkoholu.
Ułożył rękę na brzuchu kobiety, ale naprawdę nie miał siły, aby walczyć z nią, będąc ledwo pozszywany. Nie zamierzał też ustąpić, bo ta paskudna i gorzka wódka nie była absolutnie żadnym rozwiązaniem na to, co zaczęło męczyć Coven. Postanowił więc sięgnąć po radykalne środki; takie, po które z pewnością nie sięgnąłby w innych okolicznościach.
Nagle ujął przyjaciółkę za głowę, przyciągnął ją bliżej siebie i pocałował. Nie było w tym nic romantycznego. Bardziej szeroko pojęta desperacja, aby w końcu się uspokoiła.

coven bremers
27 y/o
SPRING TIME
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
mówisz mi "zostań" i jestem dziś pewien, że chcę z tobą tańczyć i zostać u ciebie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Była wściekła i zatroskana. Dokładnie tak się właśnie czuła. Ale jak miała nie złościć się na tego pajaca i jak miała się o niego nie martwić, skoro przyłaził zakrwawiony w środku nocy i jeszcze kazał się zszywać? To było zdecydowanie za wiele jak na jej biedny, mały móżdżek. Może i Coven nie była najostrzejszą kredką w piórniku, ale miała dobre serce. I zawsze okropnie się przejmowała, kiedy komuś bliskiemu działa się krzywda. A powiedzmy to sobie wprost - Zayn był jej bliski. Traktowała go jak przyjaciela, nawet jeśli on niekoniecznie uważał ją za swoją przyjaciółkę.
Wpadłem na płot.
Bremers spojrzała na niego z wysoko uniesionymi brwiami. Gapiła się w ciszy, z lekko rozchylonymi ustami, jakby właśnie usłyszała coś tak absurdalnego, że jej umysł potrzebował chwili, żeby w ogóle przetworzyć te słowa. W końcu potrząsnęła głową, próbując zrozumieć, co właściwie Fontana przed chwilą powiedział.
Na płot? — powtórzyła po nim głupio. — Co to jest za praca, że musisz przełazić przez płoty? — dopytała, bo coś jej się tutaj nie stykało. Jeszcze nie wiedziała do końca co, ale była pewna, że Zayn pracował jako programista. Czy programiści przeskakują przez ogrodzenia? Może tak, a ona po prostu nie miała o tym pojęcia?
Nie chciała odkładać niczego na później. Musiała wiedzieć już, teraz, natychmiast. Obawiała się, że jeśli to odwleką, Fontana znajdzie tysiąc innych wymówek, a ona - ze swoją pamięcią złotej rybki - w końcu o wszystkim zapomni.
Ale potrzebowała też alkoholu, żeby jakoś ukoić zszargane nerwy, stąd próba dosięgnięcia butelki. Rzucała się jak wesz na grzebieniu, próbując dopaść do wódki, ale Zayn niczego jej nie ułatwiał. Wypuściła powietrze przez nos i naparła na niego mocniej, już zupełnie nie zwracając uwagi na to, że mogłaby zrobić mu krzywdę.
Puszczaj mnie — zarządziła, kiedy nagle poczuła jego dłonie na swojej głowie. Coven nawet nie zdążyła mrugnąć. Nagle poczuła jego usta na swoich. Mimowolnie rozchyliła wargi i przymknęła powieki.
Nie była pewna, jak długo to trwało, zanim odsunęła się nieznacznie i spojrzała mu prosto w oczy, kompletnie zbita z tropu. Była tak zaskoczona, że nie miała pojęcia, jak się zachować. Dlatego zamiast po prostu to przerwać, sama zachłannie wpiła się w jego usta, inicjując drugi pocałunek. Zacisnęła palce na jego ciemnych kosmykach, trwając w tej chwili.
Niespodziewana fala gorąca uderzyła w nią z taką siłą, że Bremers poczuła się, jakby dostała obuchem w twarz. To otrzeźwiło ją na tyle, że zwolniła uścisk i odskoczyła od Fontany niczym oparzona.
Co ty robisz?! — wymierzyła w niego palcem. — Co ja robię?! — cofnęła rękę i ukryła twarz w dłoniach. Policzki piekły ją niemiłosiernie od nadmiaru emocji i alkoholu. Wzięła kilka głębokich wdechów, zanim ponownie zdecydowała się utkwić ciemne tęczówki w jego twarzy. — Mogę teraz się napić? — zapytała, wymownym ruchem głowy wskazując na stojącą przy krześle butelkę. Właściwie nie powinna nawet pytać o zgodę po tym, jak usilnie próbował przed nią coś zataić. I po tym, co właśnie zrobił.

Zayn Fontana
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
27 y/o
For good luck!
195 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3os, l.pojedyńcza
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zayn początkowo tylko patrzył jak Coven spogląda na niego z wysoko uniesionymi brwiami i rozchylonymi ustami. Po tej minie szybko wywnioskował, że wcale nie zamierzała mu uwierzyć, a tym bardziej nie zamierzała poprzestać na dalszym ciągnięciu tematu. To z kolei rodziło kolejne konsekwencje, z którymi ani nie chciał, ani nie był gotów się zmierzyc. Zwłaszcza w tak kiepskim stanie, ranny, zmęczony i cholernie brudny.
Na płot — przytaknął głupio, zanim kobieta zadała następne, już znacznie trafniejsze pytanie. Na jego dźwięk jedynie łobuzersko zadarł kącik ust, po czym skrzywił się i stęknął, bo nieostrożnie mocniej docisnął dłoń do rany.
Zayn - znowu - nie zamierzał odpowiadać i - znowu- daremnie liczył na to, że Coven jakimś cudem odpuści. Iskry w jej ciemnych oczach jednak całkiem jasno pokazywały, że nie zamierzała tego zrobić.
Nie puszczę — sarknął, zaciskając zęby z bólu, bo kręcąc się w tę i we w tę, Coven niejednokrotnie sprawiła, że rana jeszcze mocniej dawała o sobie znać. Pomimo tego nie zamierzał odpuścić i ułatwić jej dostępu do alkoholu.
Ba, podeszwą odepchnął butelkę jeszcze dalej, aż ta się wywróciła, a niedokręcony korek sprawił, że zawartość wylała się na podłogę. Wokół natychmiast rozszedł się zapach trunku, ale w tym momencie żadne z nich raczej nie było skłonne się na nim skupiać.
Pocałunek nie miał na celu wyznania Coven jakichkolwiek ukrytych uczuć. Zayn po prostu chciał w ten desperacki sposób wybić ją z pantałyku, aby wreszcie przestała rzucać się jak naszprycowana pchła. Problem w tym, że o ile spodziewał się, że przyjaciółka spróbuje się odsunąć, o tyle zupełnie nie przewidział, że zamiast tego sama zainicjuje kolejny pocałunek. Zayn był tylko mężczyzną i w obliczu takiej reakcji... no na pewno trudno było oczekiwać od niego jakiegoś rozsądku. Więc kiedy Coven zacisnęła palce na jego włosach i mocniej do niego przywarła, bezwiednie rozchylił usta, intuicyjnie pogłębiając to wszystko, co się działo.
W pewnym momencie nawet oderwał zakrwawioną rękę od rany i ułożył ja na plecach kobiety, ale ta, nagle odskoczyła! Dłoń Zayna przez chwile zwisała w powietrzu, aż ostatecznie opuścił ja i sam, na tyle szybko, na ile pozwalały mu siły, poderwał się do pionu.
Coven, spokojnie, Frederica śpi — przypomniał, spoglądając na nią z błagalną miną. Naprawdę prosił, aby rzeczywiście się uspokoiła i przede wszystkim nie krzyczała.
Obserwował, jak najpierw wymierzyła w niego oskarżycielsko palcem, a chwilę później, widocznie załamana, schowała twarz w dłoniach. Sam Zayn przez moment również nie bardzo wiedział, jak powinien się zachować. Zdecydowanie odrobinę ich poniosło w tych wszystkich nerwach i w obliczu całej tej patowej sytuacji.
Albo poniosło jego, bo przecież to on zainicjował pocałunek. Nie przywykł jednak do przepraszania, więc zamiast zdobyć się na jakiekolwiek słowa, nadal nie bardzo wiedząc, co zrobić, oblizał usta, na których wciąż czuł resztkę śliny Coven.
Nic nie zostało. — Skinął na wywróconą butelkę. — Może lepiej będzie, jak się położysz spać? Jest późno — zapytał.

coven bremers
27 y/o
SPRING TIME
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
mówisz mi "zostań" i jestem dziś pewien, że chcę z tobą tańczyć i zostać u ciebie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na początku zarejestrowała informację o płocie, która wraz z pocałunkiem szybko się ulotniła. Coven była tym wszystkim bardzo skonfundowana. Tym, co Zayn zrobił sobie w pracy, i tym, co wydarzyło się później. Nie była przygotowana na taki obrót spraw. Jego usta były miękkie i smakowały wódką. Jak dobrze, że mogła zrzucić swoje poczynania na alkohol. To zawsze było doskonałe usprawiedliwienie. Ile razy już tak robiła? Pewnie ze sto, jak nie więcej.
Przeczesała włosy do tyłu, próbując wyrównać oddech. Wzmianka o śpiącej Frederice trochę ją otrzeźwiła. Właściwie cały czas była trzeźwa, bo Fontana nie pozwolił jej się upić. Sam zainicjował pocałunek, a potem miał czelność ją uspokajać? Co za palant.
Tak, wiem — mruknęła, doskonale zdając sobie sprawę z tego, kto spał za ścianą i że mógł ją obudzić każdy podniesiony głos. A przecież żadne z nich nie chciało, żeby dziewczynka musiała oglądać swojego ojca w takim stanie. — Powinieneś się przebrać — dodała, zerkając na jego porozcinaną koszulkę, która nadawała się już jedynie na szmatę do podłogi.
Wywróciła oczami, kiedy Zayn oznajmił, że w butelce już nic nie zostało. Kłamstwo. Na pewno zdołałaby spić z niej resztki wódki, ale wykłócanie się o to nie miało najmniejszego sensu. Dlatego Bremers wzruszyła jedynie ramionami. Faktycznie było już późno. Albo wcześnie, zależy, z której strony na to spojrzeć. Nie zmieniało to faktu, że to on przylazł w środku nocy cały zakrwawiony i wyrwał ją ze snu. Jak miała teraz zasnąć, kiedy wciąż buzowała w niej adrenalina?
Będzie lepiej, jeśli wrócę do domu — oznajmiła, podchodząc do stolika obok kanapy, gdzie miała większość swoich rzeczy. Ściągnęła z oparcia swoją bluzkę i, odwracając się plecami do Fontany, zaczęła się przebierać. — Poradzisz sobie, prawda? Jakby ci się pogorszyło, to po prostu zadzwoń na pogotowie — zasugerowała. Rana nie była zszyta profesjonalnie. Właściwie była zszyta byle jak i lepiej byłoby, gdyby zerknął na nią jakiś specjalista.
Przełożyła bluzkę przez głowę i naciągnęła na spodenki od piżamy jeansy. A potem chwyciła za telefon, żeby zamówić Ubera. Czas oczekiwania nie napawał jej entuzjazmem, ale i tak zamówiła przejazd.
Obiecałam Frederice naleśniki na śniadanie, więc będziesz musiał z tego jakoś wybrnąć. Najwyżej kupicie na wynos — wyjaśniła, pakując swoje rzeczy do dużej torebki. Kilka kosmetyków, ładowarka do telefonu i koszulka od piżamy. Wyprostowała się i znów spojrzała na Fontanę. — Jak w końcu zdobędziesz się na szczerość i powiesz mi, jak to się stało — w tym miejscu wskazała ręką na jego zszyty bok — daj znać. Nie uciszysz mnie pocałunkiem — dodała twardo. Ale czy przed chwilą mu na to nie pozwoliła? I to na tyle skutecznie, że najpierw odwzajemniła ten gest, a potem zapoczątkowała kolejny. Coven była naiwna i głupia, ale w tym przypadku wiedziała, gdzie powinna postawić granicę. A przynajmniej tak jej się wydawało.

Zayn Fontana
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
27 y/o
For good luck!
195 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3os, l.pojedyńcza
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To dobrze, że wiesz — odpowiedział mechanicznie, przez cały czas patrząc w stronę Coven. Sam był w szoku z powodu tego, co się wydarzyło. I już nie chodziło o ranę. Pal ją licho! Chodziło o to, że pocałował przyjaciółkę i chociaż zrobił to, aby ją „uspokoić”, nagle poczuł się wyjątkowo nieswojo.
Zaraz jednak Coven wybiła go z pantałyku i wspomniała o tym, aby się przebrał. Zayn zupełnie mimowolnie zerknął na swoje podarte i zakrwawione ubrania, a następnie intuicyjnie potaknął, bo naprawdę trudno było się nie zgodzić z nią w tej konkretnej kwestii. Gdyby tylko Frederica go zobaczyła... z pewnością by się wystraszyła, a tego za wszelką cenę chciał uniknąć.
W butelce naprawdę nic już nie zostało, a przynajmniej na pewno nie tyle, aby Coven mogła uciszyć rozkołatane myśli. Być może sam potrzebował właśnie takiej dawki, jednak na próżno było teraz szukać whisky. Albo czegokolwiek innego.
Możesz przecież spać tutaj — powiedział, po czym zacisnął usta w wąską kreskę. Prawdopodobnie oboje wiedzieli, że był to fatalny pomysł, zważywszy na to, co się wydarzyło. Poranek mógłby opiewać w niezręczność, a to na pewno zauważyłaby Frederica. W końcu, pomimo kilku niesnasek, przeważnie dobrze dogadywał się z Coven. — Poradzę sobie.
W milczeniu obserwował, jak podeszła do stolika i zabrała z oparcia swoją bluzkę. Nie zamierzał korzystać z pogotowia, ale powstrzymał się przed powiedzeniem o tym przyjaciółce. I tak już wystarczająco mocno ją zdenerwował. Potem jeszcze przez chwilę, nieco otępiały, patrzył, jak zamówiła Ubera, i odwrócił wzrok dopiero w momencie, gdy zaczęła się ubierać.
W porządku. Freda rzeczywiście lubi crespelle, więc jej przygotuję, żeby ją udobruchać. Na pewno będzie zawiedziona, że pojechałaś do domu — westchnął, niechętnie przyznając to wszystko na głos.
Postanowił znowu usiąść, ale tym razem na kanapie i po raz kolejny obserwował poczynania Coven. Właśnie zaczęła się pakować, a kiedy ponownie się odezwała, zacisnął dłoń na podłokietniku.
Czy kiedykolwiek zamierzał zdobyć się na szczerość? Chyba niekoniecznie był do tego przekonany, ale w tym momencie czuł, że przemilczenie tematu było najlepszym rozwiązaniem.
Na razie mi się udało — uśmiechnął się przekornie, a potem po prostu skrzywił, gdy niepostrzeżenie rana znowu dała o sobie znać.
I tak siedzieli przez kolejne dwadzieścia minut, zanim kierowca podjechał pod dom. Zayn odprowadził Coven pod samą bramę, chcąc mieć pewność, że bezpiecznie wsiadła do samochodu.

K o n i e c.

coven bremers
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”