25 y/o
Catch the local sports fever
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sceptycznie zmarszczył brwi, słysząc tę jej teorię o szczurach rządzących gastronomią. Bo… nie, coś tu się jednak dość mocno nie zgadzało, a samo założenie, że gryzonie mogłyby jednak znacznie częściej lądować w czyichś daniach niż pod czapkami kucharzy, wciąż jakoś zdawała się bardziej przekonująca.
Co za bzdura… – wywrócił oczami, ostatecznie zerkając na nią wzrokiem, który jasno mówił, że nie wierzył w ani jedno jej słowo. – Przecież kanadyjskie szczury na pewno nie znają nawet arabskiego. A on – wskazał niezbyt dyskretnie na gościa przygotowującego ich kebaby – jakoś nie za bardzo zna angielski. Niby jak mieliby się dogadać?
No oczywiście. Bo to właśnie był jedyny szczegół, który mógł w całej tej teorii zgrzytać – bariera językowa. Gdyby nie to, całość pewnie brzmiałaby nawet całkiem rozsądnie i może nawet Dante byłby skłonny w to uwierzyć. Chociaż… nie, jednak coś jeszcze musiało mu się nie zgadzać, co uświadomił sobie, gdy raz jeszcze rzucił okiem w stronę Araba.
No i on nawet nie ma czapki. Gdzie ten szczur miałby się chować…? – bo przecież jeśli dobrze pamiętał, to we wspomnianej przez nią animacji, uzdolniony kulinarnie szczur rzeczywiście chował się pod tą dziwaczną kucharską czapką. Tymczasem facet, dzięki któremu mieli nie umrzeć tej nocy z głodu, żadnego nakrycia głowy nie miał. Ani nawet na tyle bujnego owłosienia, żeby można było uznać, że jakiś gryzoń chował się gdzieś pod jego włosami. Tym bardziej należało więc uznać teorię Eriki za kompletnie absurdalną i niemającą żadnego odzwierciedlenia w rzeczywistości.
Z kolei wspomniana przez nią pizza z brzoskwiniami, czy innymi truskawkami… Tak, to zdecydowanie było już zbyt pojebane i chyba dość jasno mogła to wyrażać zdegustowana mina Dantego. Zwłaszcza, że aż trudno było uwierzyć, że ktokolwiek faktycznie mógłby mieć aż tak idiotyczne pomysły – i to idiotyczne nawet w jego opinii, a to już było coś! – żeby jeść coś podobnego…
Ok, tego chyba nie chciałem wiedzieć… – skrzywił się, mimowolnie wyobrażając sobie, jak taka kulinarna abominacja musiała smakować. W dodatku nie mogąc powstrzymać się przed tym, by przynajmniej przez moment nie zastanowić się, czy dodatkowo istnieli ludzie dość chorzy, żeby taką owocową pizzę jeść na przykład z sosem czosnkowym, czy nawet keczupem… I pomyśleć, że jeszcze tych pięć minut temu naprawdę był w stanie uznać, że to właśnie pizza z ananasem powinna uchodzić za jedną z większych kulinarnych zbrodni…
Za to chyba nawet te niezbyt wesołe okoliczności związane ze zgubieniem portfela nie mogły powstrzymać go przed parsknięciem śmiechem w reakcji na jej kolejne słowa. Albo może jednak chodziło tu bardziej o zadowolenie związane z tym, że nawet mimo braku możliwości zapłacenia za siebie, mógł mimo wszystko nie paść tu z głodu. Ale w konkretne powody tego uśmiechu, który pojawił się na jego twarzy może lepiej byłoby nie wnikać.
Jak to? Spędzanie czasu w moim towarzystwie to nie są wystarczające benefity? – w porządku, całe to rzekome oburzenie nie wypadło pewnie zbyt przekonująco, ale… chyba nie musiało. – No i podzieliłem się z tobą skrętem. To już nawet więcej niż samo towarzystwo!
A także nie zostawił jej na pastwę dresów, gdy już nadziali się na nich na ulicy. Chociaż… to raczej ona wróciła się po niego, kiedy już miał dostać wpierdol od paru z nich, o czym najwyraźniej przypomniało mu się w porę, by tego argumentu nie wywlekać jednak na światło dzienne. Albo raczej nocne. Pochodzące z tej irytująco mrugającej świetlówki, która rozjaśniała wnętrze lokalu z kebabem…
Chyba… – odruchowo wsunął rękę do kieszeni, starając się przypomnieć sobie, czy faktycznie mógł mieć przy sobie portfel, kiedy próbował tych średnio udanych negocjacji z dresami. – …nie. Chociaż… nie, chyba faktycznie nie.
Wciąż wprawdzie nie był do końca przekonany co do słuszności tej odpowiedzi, ale Arab informujący ich o gotowym jedzeniu, całkiem skutecznie przerwał ewentualne dalsze rozważania i próby przypomnienia sobie, kiedy ostatni raz miał okazję widzieć swój portfel. Prawie na pewno nie wyciągał go z kieszeni przy dresach, upewniając się w tamtym momencie jedynie co do niezbyt satysfakcjonującej zawartości paczki ze skrętami. Czyli wciąż była jakaś nadzieja, że to jednak nie do nich musieliby się wrócić, żeby go odzyskać…
Czyli co… wycieczka do klubu? – zerknął na Erikę, kiedy już obydwoje otrzymali zakupione przez nią kebaby. – Jak znajdzie się tam mój portfel, może nawet będę mógł kupić ci drinka.
Albo oddać ten majątek, który musiała przeznaczyć na jego kebaba. Chociaż tego najwyraźniej nie zamierzał proponować na głos, być może wychodząc z założenia, że kiedyś może rzeczywiście to jemu uda się wreszcie kupić jakieś żarcie dla nich obojga.

Erika Lindberg
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
marchew
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
28 y/o
Dungeons & Dummies
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dla niej ta cała teoria miała jak największy sens. W ogóle czy upalony Dante właśnie zarzucał jej, że gadała głupoty? Tego jeszcze nie grali. Zwłaszcza, że zaprzeczał czemuś, co tak ładnie pokazali w jednej z animacji... to był Disney czy Pixar? Sama już nie wiedziała, ale wiedziała za to, że była to cudowna historia szczura z marzeniami.
- Skąd wiesz? Zresztą Remy też nie znał francuskiego! Po prostu kontrolował Linguiniego przez ciągnięcie za włosy, bo żadne z nich nie posługiwało się zrozumiałą dla tego drugiego mową - wyjaśniła, bo chłopak się zachowywał jakby Ratatuj nigdy nie widział i nie zdawał sobie sprawy z tego jednego istotnego faktu.
Dopiero uwaga na temat tego, gdzie mógłby się chować szczur sprawiła, że Erika zastanowiła się nieco bardziej nad swoją teorią. Faktycznie, czapek brak. W brodzie raczej też nie mógłby się zakotwiczyć. Przeniosła potem spojrzenie nieco niżej na kępkę włosów z klaty, która wystawała ponad kołnierzykiem koszulki jednego z nich, a potem na spodnie... Nie. Zdecydowanie nie chciała myśleć o tym, że mógł chować tam szczura!
Nie chciała go traumatyzować, a jedynie wskazać, że zdecydowanie istniały gorsze rzeczy niż ananas na pizzy, ale żadne z nich nie miało teraz zaznać podobnych abominacji. Zamiast tego do ich brzuszków miał trafić klasyczny kebab, a ten z pewnością nie budził żadnych kontrowersji oprócz tego czy na pewno był przygotowywany w warunkach sanitarnych.
Nie mogła sobie odpuścić tego żartu, który z pewnością poprawił humor Dantemu, patrząc na to jak parsknął śmiechem i ruszył tłumaczyć jej, że faktycznie otrzymała już całą masę benefitów związanych z tym, że się jednak przy nim kręciła. No cóż... Musiała mu przyznać, że faktycznie skrętem się podzielił.
- Dobra. Tu ci muszę przyznać, że to jednak jest spora korzyść, bo miałam ochotę na zielone - pokiwała głową, bo jak mógł jej umknąć pewien tak istotny szczegół. - Nie no, ale ogólnie... Fajne to twoje towarzystwo. Takie nie z nudne.
Ocena adekwatna do sytuacji. Z nim nigdy nie mogła się nudzić. Może nie znali się znowu szczególnie długo, ale wystarczająco, aby wiedzieć, że akurat przy Dantem mogła liczyć na naprawdę sporo różnego rodzaju wrażeń.
- To znaczy, że musiałeś go wcześniej zgubić. Oby gdzieś, gdzie ktoś mógł go znaleźć i oddać do jakiegoś punktu rzeczy znalezionych - stwierdziła, ale nie miała pojęcia jak dawno temu chłopak mógł rozstać się ze swoim portfelem ani po ilu miejscówkach łaził.
Zaletą tej knajpy i godziny, o której do niej przyleźli było na pewno to, że nie musieli długo czekać na to, aż przygotują im ich porcje. Dlatego szybko odebrali, co mieli i mogli przysiąść przy jednym z lichych stoliczków, aby spałaszować swoje buły z mięchem i surówką.
- Na to wygląda - przytaknęła, wgryzając się powoli w trzymanego kebaba. - Nie potrzebowałam zachęty, ale teraz tym bardziej jestem skłonna się wrócić. Byłeś tylko w tym jednym klubie?
To również było istotne pytanie, bo inaczej pewnie musieliby odbyć dłuższego tripa nim natrafią na zaginiony portfel. No, ale wizja tego jednego drinka, którego pewnie w swoim stanie nie powinna pić była zbyt kusząca, aby się nie postarać specjalnie dla Dantego i nie odzyskać jego zguby.

Dante Levasseur
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
Catch the local sports fever
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Z animacji o gotującym szczurze pamiętał tyle, że… był w niej szczur. Który gotował. Znajomość imion poszczególnych bohaterów pewnie mógłby więc spotkać się z jakąś formą podziwu z jego strony – i chyba rzeczywiście poniekąd tak właśnie było, o czym świadczyć mogło choćby nieznacznie uniesienie brwi w reakcji na kolejne słowa Eriki. Choć równie dobrze wciąż mogło być to powątpiewanie w tę niezbyt przekonującą teorię o tym, że mimo bariery językowej, gryzoń i kucharz mieliby się świetnie dogadywać. Zwłaszcza, że… no właśnie, nadal nie było żadnego wyjaśnienia na to, gdzie ten szczur miałby się rzekomo ukrywać. A w zasadzie… w porządku, jedno pewnie by się znalazło. Zwłaszcza, że spojrzenie Dantego jakoś tak mimowolnie podążyło za tym należącym do Eriki, na krótko zatrzymując się w miejscu, w którym… chyba raczej nikt wolałby szczura nie trzymać. Zwłaszcza gdyby miało okazać się, że ten chciałby jakoś dosadnie wyrazić swoje niezadowolenie z kulinarnych popisów współpracującego z nim człowieka.
Ostatecznie jednak odpuścił sobie zadawanie na głos pytania, za które włosy – jej zdaniem – szczur miałby ciągnąć gościa od kebaba, żeby go kontrolować. Możliwe, że to była jedna z tych kwestii, w którą lepiej byłoby za bardzo nie wnikać. Jak choćby w te dziwaczne kulinarne upodobania, o których chyba nadal wolałby zwyczajnie nie wiedzieć.
Robię co mogę – parsknął z rozbawieniem, słysząc, że jego towarzystwo miałoby zostać uznane za nie za nudne. – Na szczęście skutecznie w tym pomagasz, więc nie jest to jakoś specjalnie trudne…
Bo tak, nie dało się przecież ukryć, że gdyby – czy to teraz, czy kiedy próbował włamać się do piwnicy w rodzinnym domu – trafił na jakąś kompletną nudziarę, najpewniej wszelkie te jego rzekome starania i tak spełzłyby na niczym. Doug nigdy nie próbowałby do nich strzelać, nie trafiliby przypadkiem na grupkę niezbyt przyjaznych dresów i nie wylądowaliby na tym mocno podejrzanym kebabie, który przynajmniej nie wyglądał i nie smakował, jakby faktycznie miał być zrobiony ze szczura. Albo z pomocą szczura.
I tak, zadane przez nią pytanie z całą pewnością było dość istotne. Na szczęście jednocześnie pozostawało też dość łatwe i przed odpowiedzią na nie Dante nie potrzebował przynajmniej dłuższego czasu na zastanowienie. Jedynie tyle, ile konieczne było, by przełknąć to, co akurat zdążył odgryźć ze swojego kebaba.
Jak masz na myśli dzisiaj, to tak – w porządku, może jednak aż tak łatwe wcale to nie było. A przynajmniej nie, jeśli uwzględniło się fakt, że przynajmniej od kilku dni nie miał jakoś okazji zajrzeć do swojego mieszkania, po drodze znajdując sporo ciekawszych rozrywek. Ale przecież to wciąż nie powinno stanowić jakiegoś większego problemu. – Ale tyle chyba wystarczy, przecież zauważyłbym, jakby ten portfel zniknął wcześniej.
Wzruszył nawet ramionami, jakby to miało ostatecznie dowodzić, że pod tym względem absolutnie nie mógł się mylić. I… może faktycznie nie mógł. Bo chyba jakoś musiał zapłacić przynajmniej za te drinki, które miał okazję wlać w siebie będąc w klubie i w związku z tym był prawie pewny, że wtedy żadnych braków w swoich kieszeniach nie zarejestrował. Za to wraz z kolejnym kęsem kebaba mógł przypomnieć sobie o tym – być może całkiem istotnym – szczególe, który faktycznie z jakimś brakiem się wiązał. Tuż po wyjściu z klubu, gdy zorientował się, że nie ma przy sobie zapalniczki i kiedy to Erika pojawiła się jako wybawienie w tej problematycznej sprawie.
Oczywiście nie miał pojęcia, czy wtedy miał jeszcze przy sobie portfel – bo przecież w tamtym momencie nie był mu do niczego potrzebny, więc w ogóle się tym nie przejmował – ale…
W sumie… mógł chyba wypaść w tym samym czasie co zapalniczka. W sensie, że gdzieś pod klubem – dodał, mając oczywiście na myśli ten moment, kiedy jeszcze przed ewakuowaniem się z lokalu na dobre, postanowił ten ostatni raz wyjść zapalić. I chyba tylko przelotnie zastanowił się przy tym, jak niewielka musiała być w związku z tym szansa, że zguba wciąż miałaby leżeć w miejscu, w którym prawdopodobnie zdążyło już przewinąć się całkiem sporo osób. Albo że któraś z tych osób miałaby okazać się na tyle uczciwa, by po znalezieniu cudzego portfela odnieść go do baru, czy gdziekolwiek indziej, gdzie właściciel miałby okazję się po niego wrócić.

Erika Lindberg
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
marchew
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
28 y/o
Dungeons & Dummies
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kto jak kto, ale Erika akurat należała do tych, którzy idealnie pamiętali szczegóły konsumowanych przez nią mediów. Dlatego też pamiętała pewnie o wiele więcej z Ratatuj niż większość ludzi. Nawet jeśli oglądała ten film lata temu. Może to był jakiś talent. A może jej mózg zwyczajnie działał inaczej, a alkohol i zioło jedynie ten fakt podkreślały.
Każdy miał swoje własne upodobania, fetysze czy teorie. Lindberg akurat miała teorie. Przy tym były one wyjątkowo śmiałe oraz dziwne. Nie jej wina jednak, że było wyjątkowo późno, znajdowała się w stanie wątpliwej trzeźwości, a do tego miała jeszcze przy sobie kogoś, kto jedynie podsuwał jej durne myśli!
Albo to w sumie była jej wina, ale przynajmniej było ciekawie.
- Czyli rozumiem, że to przez to, że jesteśmy razem przyciągamy ciekawe rzeczy? Dobra. Jestem w stanie to zaakceptować - przytaknęła w końcu, bo chyba jego słowa miały jakiś sens.
Niecodziennie trafiała na kogoś, z kim mogła przeżywać takie przygody jak z Dantem. Jego obecność w jakiś sposób stawała się gwarantem tego, że wydarzy się zaraz coś, co w teorii mogłoby się dla nich skończyć tragicznie, ale będzie czymś, co można będzie wspominać ze śmiechem jakiś czas później. Jeszcze dwa blanty, a zacznie wysuwać teorie odnośnie tego, że wszystko to było zasługą tego, że ich energie wpływały na siebie w odpowiedni sposób albo wzajemnie odblokowywali sobie jakieś dziwne czakry, które wcale nie miały nic wspólnego z czakrami z Naruto. Całe szczęście, że jeszcze aż tak jej nie odbiło. Może pomogło w tym to, że wesoło zajadała sobie tego kebaba zmontowanego przez Ahmeda, a był to kebab wyjątkowo dobry.
Zdawała sobie sprawę z tego, że zadaje niezwykle istotne pytania. W końcu powinni zająć się sprawą tego zaginionego portfela i ustalić, gdzie on w ogóle mógł się znajdować. Tam znajdowały się po prostu mega istotne rzeczy, więc należało się tym zająć jak najszybciej. O ile sprawa nie była już stracona.
- Dzisiaj, wczoraj... Czas to konstrukt. Chodzi mi o tę noc, w której obecnie przebywamy, a która się rozciąga na dzisiaj i wczoraj - dodała jeszcze, co pewnie nie miało zbyt wiele sensu, ale za to w miarę precyzyjnie określało im ramy czasowe. - Pewnie byś zauważył, ale no... Różnie w życiu bywa.
Nie miała pojęcia jak wyglądała relacja Dantego z jego portfelem. Może nie byli do siebie tak bardzo przywiązani? Może nie widywali się znowu aż tak często? Trudno. Najważniejsze jednak było, aby odnaleźli go i dopilnowali, żeby wszystko było w jak najlepszym porządku.
Wyglądało na to, że tak jak posiłek w grach komputerowych przywracał punkty życia, tak w ich przypadku chyba przywracał komórki mózgowe i pomagał lepiej myśleć. Jak inaczej wytłumaczyć fakt, że nagle Dante przypomniał sobie o tym, że mógł zgubić portfel pod klubem razem z zapalniczką. Prawdziwy geniusz.
- Dobra. To już coś chyba wiemy. Dojedz kebsika i idziemy - stwierdziła dosyć radośnie, bo liczyła na to, że dzięki temu uda im się znaleźć, co trzeba.
Sama zajmowała się już radosnym pałaszowaniem swojej bułki, której ubywało w tempie ekspresowym. Była naprawdę głodna. Od jak dawna w zasadzie nie jadła? Chyba nie było to wcale takie istotne. Alkohol i zioło zdecydowanie rozpaliły w niej chęć do niezdrowego żarcia, a po pochłonięciu swojej porcji kebaba mogła się udać na dalszą wędrówkę w poszukiwaniu portfela.

Dante Levasseur
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
Catch the local sports fever
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Bardzo możliwe, że cała ta teoria o wzajemnie oddziałujących na siebie energiach, czy innych czakrach, trafiłaby do niego zdecydowanie skuteczniej niż ta o kanadyjskich szczurach wykazujących się lepszą znajomością języków od pracowników kebaba. Tak samo, jak możliwe było to, że odpowiadałby za to daleki od trzeźwości stan, w jakim obydwoje się znajdowali. Albo po prostu abstrakcyjne rozważania o energiach, czakrach i innych temu podobnych były zwyczajnie bardziej przekonujące niż szczury-poligloci.
Pokiwał więc głową, zgadzając się z jej podsumowaniem i raczej nie będąc w stanie znaleźć żadnego bardziej przekonującego. Bo może i spotykali się ledwie drugi raz, ale… skoro zarówno za pierwszym, jak i za drugim w ich towarzystwie działo się coś ciekawego, to chyba rzeczywiście można było już założyć stuprocentową skuteczność takiego połączenia. I przy okazji już zawczasu nastawiać się na to, co miałoby ich spotkać za tym trzecim razem…
W takim razie dalej zostaje tylko ten jeden klub, tour po innych okolicznych możemy odhaczyć przy jakiejś innej okazji – trzymając się więc tego, że gdyby stracił portfel poprzedniego dnia, miałby zorientować się nieco wcześniej, mógł po tym doprecyzowaniu stwierdzić z prawie całkowitym przekonaniem, że tego konkretnego wieczoru i nocy odwiedzał tylko ten jeden klub. I chociaż wycieczka po innych podobnych miejscach mogłaby okazać się dość ciekawa… może jednak faktycznie warto było odłożyć ją na inną okazję, uznając tym samym, że na dziś wrażeń mogło im już w zupełności wystarczyć.
Zamiast więc planować podobne wyprawy, pozostawało rzeczywiście dojeść po prostu kebaba, który – nawet mimo całkiem pokaźnego rozmiaru – zniknął całkiem szybko. A niewątpliwym plusem było to, że nawet mimo wątpliwości, jakie mogłyby ogarnąć każdego odwiedzającego ten lokal, okazał się nawet całkiem smaczny. Choć bardzo możliwe, że wcześniej wypity alkohol i wypalone skręty miały na tę ocenę dość istotny wpływ…
No dobra, komu w drogę, temu… oby nie wpierdol – parsknął śmiechem, podnosząc się z miejsca i zwyczajnie nie mogąc się powstrzymać, by mimo wszystko nie nawiązać do niedawno spotkanych kolegów. Choć chyba istniała przynajmniej szansa – może nawet całkiem spora – że ci dawno już zdążyli znaleźć sobie jakieś lepsze zajęcie. Na przykład powrót do domów, do czego pora mogłaby być jak najbardziej odpowiednia. Ewentualnie mogliby trafić na jakichś innych nocnych spacerowiczów, na których znacznie skuteczniej dorobiliby się jakichś ciekawych fantów. Dresami nie musieli więc przejmować się już w najmniejszym stopniu – a przynajmniej pozostawało mieć taką nadzieję – mogąc skupić się zamiast tego na nowym wyzwaniu.
Zwłaszcza, że napełnienie żołądka faktycznie całkiem skutecznie podnosiło morale. Podobnie zresztą jak perspektywa powrotu do klubu oraz uzupełnienia poziomu alkoholu we krwi – oczywiście przy założeniu, że ten nieszczęsny portfel faktycznie miałby znaleźć się bez większego problemu i że wciąż miałoby w nim znajdować się coś, czym można byłoby zapłacić za jakieś drinki. Ale innej opcji Dante zdecydowanie nie zakładał, o czym zresztą dość wyraźnie mógł świadczyć fakt, że wciąż całkiem nieźle trzymał się go dobry nastrój. Co oczywiście – po raz kolejny – mogło być zasługą niezbyt trzeźwego stanu, czy też nadmiernego optymizmu, ale… chyba nie było sensu wnikać w podobne szczegóły. Zwłaszcza, że równie dobrze mogło wiązać się to po prostu z tym, że może rzeczywiście nie miał zbyt bliskiej relacji z własnym portfelem, a jego zgubienie – nawet jeśli dość upierdliwe w szerszej perspektywie – wcale nie było jakimś końcem świata, czy innym podobnym dramatem.
Tędy chyba powinno być trochę szybciej, nie? – kiedy już zostawili za sobą przybytek z kebabem, zatrzymał się po przejściu ledwie kilku metrów, żeby zerknąć w jakąś boczną uliczkę, którą zdecydowanie nie szli wcześniej. Po chwili zastanowienia musiał jednak dojść do wniosku, że może i tym razem warto byłoby zdać się na ten sam wewnętrzny kompas, który wcześniej jakimś cudem doprowadził ich wprost do kebabowni. Tym bardziej, że tym razem chodziło przecież o odnalezienie drogi do alkoholu – a z tym powinien instynktownie radzić sobie jeszcze lepiej.
To znaczy… głównie powinno chodzić o odnalezienie portfela, jasne. Ale widocznie jakoś tak w międzyczasie ten drink, o którym sam zdążył nieco wcześniej wspomnieć, zdążył już wskoczyć na nieco wyższe miejsce na liście priorytetów.

Erika Lindberg
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
marchew
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Fifth Social Club”