ODPOWIEDZ
23 y/o
PRACOWITA PSZCZÓŁKA
170 cm
studentka bologii na university of toronto
Awatar użytkownika
perfumy, które pachną na twojej skórze,
ty masz usta czerwone, a ja jestem w bluzie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

01.
Karaluchy mogą mieć osobowość. Badania nad zachowaniem owadów sugerują, że poszczególne osobniki mogą różnić się poziomem śmiałości, aktywności czy reakcji na nowe środowisko 🪳

Wejdę na wszystko, tylko nie na tamto — powiedziała śmiało, wskazują ręką na obracające się wagoniki na wirującej platformie. — Mój błędnik wariuje od samego patrzenia — dodała, kiedy wraz z siostrą przekroczyły bramę lunaparku.
Wieczór był ciepły, ale też jakoś bez przesady. Dało się oddychać, co jakiś czas zrywał się delikatny wiatr, a później zapowiadano deszcz, więc Pixie wzięła ze sobą bluzę z kapturem, którą przywiązała sobie wokół bioder. Lepiej tak niż miałaby być później zaskoczona. Dalej miała wakacje i nie chciała spędzić wolnych dni w łóżku, pociągając nosem i wykaszliwać płuca. Musiała porządnie zrelaksować się przed nadchodzącym semestrem. Na szczęście potrafiła odpoczywać i nie szukała sobie na siłę zajęć. No i chętnie widywała się ze znajomymi i rodzeństwem, żeby wynagrodzić im czas, kiedy utknęła z nosem w książkach i wtedy ciężko było ją wyciągnąć z domu i namówić na jakikolwiek wypad do miasta.
Mam propozycję — przystanęła w miejscu, robiąc unik przed jakimś dzieciakiem, który pędził w ich stronę z papierową torbą wypełnioną po brzegi popcornem. — Najedzmy się waty cukrowej, prażonych orzeszków i pieczonych jabłek w karmelu, a potem sprawdzimy, która z nas się pierwsza porzyga — wyszczerzyła się do Milagros. Czy to nie genialne?
Pix mało co ruszało, więc była prawie pewna, że nieważne, jak dużo w siebie wepchnie, to nic nie będzie w stanie wywołać u niej torsji. A tak naprawdę była po prostu głodna, obiad jadła całe wieki temu, a tutaj zapachy strasznie kusiły i aż prosiło się o spróbowanie wszystkich przysmaków, które oferował park rozrywki. Przyjść tutaj i nie zjeść churrosów z cynamonem albo zakręconych frytek, to jak nie przyjść tutaj wcale.
Kiedy znowu gdzieś grasz? — zapytała, przyglądając się Mili, bo zawsze interesowała się tym, co u niej. Lubiła wiedzieć, że jej rodzeństwo spełniało się zawodowo zawodowo i hobbistycznie, i było w ogólnym pojęciu szczęśliwe. — Wpadnę popatrzeć. Chyba że masz na każdym występie swoich wielkich fanów, którym dedykujesz piosenki, a potem uwodzisz ich swoim urokiem osobistym — westchnęła teatralnie, bo wtedy to trochę komplikował sprawę i nici kolejnym, siostrzanym spotkaniem. Ale jeśli po koncertach Milagros była zajęta, to Pixie nie zamierzała zajmować jej czasu. Na pewno kręciło się wokół niej mnóstwo chłopaków. I dziewczyn! No wystarczy na nią spojrzeć. Gdyby były spokrewnione, a nie adoptowane, to można było powiedzieć, że obie miały świetne geny. Co prawa nie były do siebie podobne i w ogóle nie były podobne zupełnie do nikogo, ale Fontainowie sami musieli przyznać, że wylosowały im się ładne dzieciaki. I niegłupie, a to akurat nie lada sztuka. Wszystkie dawały sobie w życiu radę i nie potrzebowali zastrzyku gotówki od Chantal i Luca. To znaczy, Pix dalej z nimi mieszkała i ciągnęła od nich kasę, ale na swoje usprawiedliwienie miała to, że wciąż się uczyła. Kiedy odpłaci im się piękny za nadobne. I to z nadwyżką!

Milagros Fontaine
bubek
nudy i braku zaangażowania
24 y/o
For good luck!
172 cm
pomoc opiekuna zwierząt w zoo, piosenkarka i podcasterka
Awatar użytkownika
Jest takie przysłowie, że idealna kobieta powinna być damą w salonie, kucharką w kuchni i dziwką w sypialni. Ja jestem przerażona, że mi się to wszystko popierdoli.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

004



Spojrzała na siostrę najpierw z dezaprobatą, a potem jeszcze przekręciła wymownie oczami. — Przecież to jest ta najfajniejsza atrakcja! NO WEŹ! — jęknęła i przestąpiła z nogi na nogi czując jak wzbiera w niej ekscytacja od samego patrzenia w górę na to wielkie cudo. — Czy nie po to tu jesteśmy?! Niech zwariuje, niech się w głowie kręci! Kocham w ogóle to uczucie jak się już schodzi z atrakcji i człowiek się potyka bo nogi ma jak z waty. Prawie tak dobre uczucie jak po świetnym seksie — po głosie Milagros łatwo można było wyłapać, jak bardzo podekscytowana była tą wycieczką. W życiu nie odmówiłaby sobie takiej zabawy, a tym bardziej z Pixie. Nigdy nie potrafiła jej odmówić, miała w sobie coś z mądrali, ale też przy tym coś uroczego, że Fontaine, która niejedno serce złamała i niejednego człowieka rozczarowała, nie potrafiła zrobić tego swojej siostrze. A mogła! Wiele robaków było już bliskich zmiażdżenia, gdyby nie interwencja Pixie!
Weź zwolnij, bo porzygamy się zanim wejdziemy na jakąkolwiek atrakcję! — zażartowała rzecz jasna, bo z Milagros można było konie kraść i się obżerać do woli. — Oooooo mają watę cukrową o smaku coca-coli?! Widziałaś? Dobra, brzmi to jak dobre śniadanie — i nim zdążyły się bardziej rozejrzeć już skierowała się do wózka z watą cukrową jednocześnie przyklepując wyzwanie siostry. Nie zamierzała pęknąć, ani z przejedzenia ani w wyzwaniu rzuconym przez Pixie.
W weekend i w przyszłym tygodniu mam w środę i czwartek zaklepane miejsce, ale dokładnie gdzie co i jak to ci wyślę rozpiskę — zapewniła, bo zawsze chętnie zapraszała swoich bliskich na występy, bez względu czy miała jakąś grupkę fanów, którą uwodziła przez resztę wieczoru. — Jak mi powiesz kiedy wpadniesz to zarezerwuje czas tylko dla ciebie! — obiecała uśmiechając się uroczo. Fanki i wspólne powroty do mieszkania były ekstra, na przykład taki ostatni wieczór z Coven to do teraz miło wspomina, ale nie praktykowała tego wcale regularnie, a dla rodzinki zawsze znalazła czas.
Lepiej opowiedz mi jak tam twoje robaczki? Nie przyniosłaś przypadkiem jakiegoś ze sobą, by zaznał życia na wolności? — nigdy nie wiadomo, czy nagle nie przyjdzie im szukać karalucha w lunaparku po tym jak wypadł na jakimś rollercoasterze. Choć robactwo było zajawką, której kompletnie nie rozumiała, bo ją osobiście te małe gamonie niekiedy brzydziły, to jednak zawsze starała się słuchać siostry, bo mimo paskudnego wyglądu niektóre z nich bywały naprawdę interesujące i miały do zaoferowania coś więcej, niż bycie tylko obiektem, na którym można rozładować własne frustracje rozdeptując je na miazgę.

🐛🎡🎢
winnie / ancy
zlewania, kierowania moja postacią i sugerowania co myśli; nudy i braku inicjatywy
23 y/o
PRACOWITA PSZCZÓŁKA
170 cm
studentka bologii na university of toronto
Awatar użytkownika
perfumy, które pachną na twojej skórze,
ty masz usta czerwone, a ja jestem w bluzie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Siostra miała strasznie dziwne porównania. A może to po prostu Pix nie przeżyła nigdy tak świetnego seksu? Ogólnie nie było go zbyt wiele, ale jakieś tam doświadczenie miała. Żadne jednak nie zwaliło ją nigdy z nóg. Spojrzała niepewnie na Mili, chcąc dopytać, o co właściwie jej chodziło, ale ostatecznie zrezygnowała. To nie była jej sprawa! Były blisko, ale żeby tak od razu gadać o seksie? No bez przesady!
Jezu, no dobra! — machnęła ręką. Dla świętego spokoju pójdzie z nią na te obracające się wagoniki. Najwyżej puści pawia, obrzyga pół parku rozrywki i dostanie dożywotni zakaz wstępu. Niech juz straci! — Ale idziemy też do zamczyska strachu. Podobno jest teraz nowy wystrój z pająkami — uśmiechnęła się szeroko, bo tego nie mogła przegapić. Dobrze, że Milagros była zwykle chętna na wszystko, co jej się zaproponowano. Pixie niejednokrotnie musiała robić za jej głos rozsądku, ale któraś musiała być tą mądrzejszą siostrą. Akurat padło na tą młodszą.
Czekaj, jadłaś tylko śniadanie? — zapytała, bo miały przecież wieczór. — To strasznie głupie, wiesz? Skoro wyprowadziłaś się z domu, to musisz sobie znaleźć kogoś, kto będzie o ciebie dbał i przypilnuje, żebyś jadła coś więcej niż wata cukrowa — wymądrzała się, jak na mądralińską przystało. Jakiś czas temu, to ona przypominała siostrze o tym, żeby zjadłaś coś pożywnego. No i mama zawsze dbała o to, żeby lodówka była pełna. Może Mili powinna po prostu wrócić do rodzinnego domu? Albo lepiej nie, bo będzie chciała przejąć swój pokój, a Pix już się do niego przyzwyczaiła i urządziła wszystko po swojemu. Tata pomógł jej nawet zamontować terraria na pomalowanych na czarno ścianach, co wyglądało naprawdę zajebiście.
W weekend nie mogę, bo idę na imprezę ze znajomymi z roku, ale środę mam chyba bez planów? Muszę sprawdzić kalendarz — oznajmiła, a kiedy przystanęły przy stoisku z watą cukrową, zerknęła w telefon. — Yup, zero planów. Rezerwuj ją dla mnie, bo nie chcę robić za piąte koło u wozu — zastrzegła, bo nie chciała siedzieć i gapić się, jak siostra wyrywa jakichś typów. Albo typiary. A nie od dziś wiadomo, że była rozchwytywana!
Poprosiła sprzedawcę o dwie waty cukrowe o smaku coca-coli, sypnęła mu dorbniakami z kieszonkowych od rodziców i uśmiechnęła uroczo. Mieli w domu układ, że dopóki Pixie się uczy, to będzie na ich utrzymaniu. Z każdym z dzieciaków było podobnie. Rodzice nie zmuszali ich do dalszego kształcenia, ale kiedy któreś już się na to zdecydowało, to zobowiązywali się pomóc finansowo. To był bardzo uczciwy układ. Tym sposobem Pix mogła uczęszczać na studia stacjonarne, a nie zaoczne. W weekend czasami zastępowała koleżankę w kawiarni, bo to wcale nie tak, że miała dłonie nieskalane pracą. Umiała robić wszystko, o ile pokazano jej wcześniej co i jak. Była jednak stworzona do znacznie wyższych celów.
To owady, a nie żadne robaczki. I nie są przystosowane do życia na wolności — oznajmiła, mając na myśli własne hodowle, które mogłyby nie poradzić sobie na zewnątrz. — Nie będę zabierać ich na spacery, bo jeszcze ktoś je podepcze — w tym miejscu spojrzała wymownie na siostrę. Dobrze znała jej podejście do insektów. Gdyby nie Pixie, to Mili ukatrupiłaby niejedno małe, niewinne stworzenie i to tylko dlatego, że nie było zbyt urodziwe.
Skinieniem głowy podziękowała sprzedawcy za watę cukrową i podała drugi patyczek siostrze.
Faktycznie smakuje jak cola! — podekscytowała się, wpychając sobie kolejny oskubany kawałek lepkiego puchu do buzi. — Od czego chcesz zacząć? — zapytała, rozglądając się po lunaparku. Był ogromny i oferował mnóstwo możliwości!

Milagros Fontaine
bubek
nudy i braku zaangażowania
ODPOWIEDZ

Wróć do „Canada's Wonderland”