35 y/o
Catch the local sports fever
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

No akurat z festiwalu to bym nawet nie chciał się wykręcać, więc kiwam głową, że jesteśmy umówieni, co więcej zbijamy nawet piątkę, że teraz to już przyklepane, nie ma przeproś, choćby skały srały lecimy na pustynię. Warunki pewnie będą tragiczne -w dzień garówa, w nocy ziąb, ale chuj, raz się żyje, najwyżej umrzemy szczęśliwi - Aha, czyli taki chłopek do towarzystwa, w zastępstwie za zajętego - brzmi trochę brutalnie, ale ja się śmieję - Nieźle się urządziłaś, normalnie moja szkoła - znowu parskam śmiechem, kiwając przy tym głową - A co fajnego razem robicie? - dopytuję, a barman także wbija w nią spojrzenie - No dawajcie jakieś dobre pomysły na randki, bo umawiam się na tym walonym tinderze z różnymi ludźmi i co kolejna randka to gorsza, ostatnio jeden chłopak zabrał mnie na bingo, czujecie to? - wywraca oczami i opada ciężko na ladę. Ja marszczę na moment brwi - Serio ktoś jeszcze gra w bingo? Myślałem, że nawet emerytów już to nudzi - zwracam twarz w kierunku Wendy, bo mam nadzieję, że jej wypady z nowym nie-chłopakiem są jednak ciekawsze - No i bardzo dobrze mu powiedziałaś, szczególnie, że pewnie nie trudno będzie znaleźć kogoś kto będzie cię uwielbiał za to jaka jesteś - mi na przykład to przychodzi bardzo łatwo. Nasz barman też potwierdza, chociaż widzą się pierwszy raz w życiu - Intercyza nie jest taka zła w sumie, to ma chronić obie strony - rzucam prawniczo, chociaż ja akurat też z tych, którzy pewnie by tego nie zrobili, głównie dlatego, że nie przywiązywałem wielkiej wagi do majątku. Mogłem umrzeć w każdej chwili i co wtedy? Pieniędzy do grobu nie zabiorę, a tak przynajmniej ktoś by skorzystał, ostatecznie wszyscy byliby zadowoleni - No to co? Za miłość, do dnia! - wznoszę kolejny toast i nawet nie muszę prosić, bo kolejne szociki już stoją przed nami. Znowu walimy na raz. Przecieram usta wierzchem dłoni, po czym wbijam spojrzenie w przyjaciółkę i słucham jej rozmarzonego głosu, kiedy opowiada o kowbojach, ranczach oraz sianie - Na sianie jeszcze nie miałem okazji, ale - zaczynam, jednak chłopak zza lady wcina mi się wpół zdania - A ja miałem! Słomki wbijają się dosłownie wszędzie, ale klimacik jest, także polecam i nie polecam - chichocze, polewając nam kolejne kieliszki. Ktoś obok już go zaczepia, więc pijemy kolejne dwa, a w końcu ponownie zagaduję Wendy - Dobra, chodź spróbujemy poskromić byka, myślę, że teraz mi się uda - bo już mam trochę w czubie, szczerze mówiąc - Niech to będzie wstęp do wycieczki do Teksasu, jak opanujemy rodeo to jedziemy tam na miesiąc wyrywać wieśniaków - w sumie taka rumiana, wiejska baba to by była dobra odskocznia od tych wszystkich miastowych panienek. Nawet jeśli lubiłem miastowe panienki. Podnoszę się ze stołka, poprawiam spodnie i zamawiam jeszcze po drinku, zanim nie ruszymy w kierunku mechanicznej krowy, która po kilku strzałach tequili wydawała się jakaś bardziej przyjazna. Chętnych jest znacznie więcej, więc musimy odstać swoje. Trochę kibicujemy, a w międzyczasie opowiadam Wendy o swoich wakacjach na La Palmie, o moim niespodziewanym spotkaniu z Charlotte, o tym, że w sumie skorzystałem z jej rad i powiedziałem Kovalski co mi siedzi w bani, o naszych pięknych chwilach oraz kilku drobnych kłótniach po drodze. Generalnie mocne streszczenie, chociaż i tak nawijałem jej bite piętnaście minut, aż mi trzy razy zdarzyło zaschnąć w gardle.

Wendy Gardner
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
34 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jesu, źle to brzmi — roześmiała się słysząc o chłopaku do towarzystwa i szkole Patela, ale co jak co miał rację! Znalazła sobie kogoś do rozproszenia myśli i nie żałowała. — Matty to bardzo przyjazny chłopak do towarzystwa, że aż się chce go zatrzymać na dłużej — rzuciła radośnie zupełnie nie widząc w tym problemu, ale była sama, wolna i w zasadzie co jej szkodziło? Przynajmniej totalnie akceptował to jaka jest i gdy wywracała się na rowerze to nie wywierał presji i zapewnił, że totalnie zero obciachu jak będzie chciała dokręcić boczne kółka z tyłu i, że nawet jej dokręci! I D E A Ł. No, ale nie rozwodziła się już nad nim, a nad randkami. Już miała opowiedzieć o tym jaki biwak super ogarnęli i o innych ich szalonych wyprawach, ale typ za barem, na którego już podejrzliwie rzucali spojrzenia inni spragnieni klienci wypalił z bingo. — SERIO, kogoś bingo nudzi?! — rzuciła zdziwiona patrząc na niego, a potem na Williama tak, jakby na złe bingo trafił. — To na złe rozgrywki trafiliście, albo życia nie znacie — pokręciła głową z niedowierzaniem i uśmiechnęła się szeroko. — Przecież tinder wymięka przy rozgrywkach seniorów, tam to nie ma miękkiej gry! No dobra, nikt nie jara tam cygar, no może poza panem Stachem, co chodzi w błyszczących i kolorowych koszulach — pewnie kiedyś był Madoxem i żył na krawędzi, a teraz szczytem jego szaleństwa jest palenie cygara podczas rozgrywek bingo i krycie się przed opiekunami, którzy będą mu chcieli je skonfiskować. — Ale gdybyście widzieli jak oni sobie szmuglują sproszkowaną witaminę C i wciągają nosem, a potem wysłuchali ich opowieści z młodości to mielibyście inspiracje na niejedne wakacje i przekręty. Mówię wam Ź L E trafiliście — a coś wiedziała o tym, bo na własne oczy doświadczyła. — A jakie oni mają podrywy. Jednemu to marker pod stół niby przypadkiem spadł to wlazł tam i zaczął mnie od kostek zarywać. Obiecał mi swój przydział kompotu jak dam mu numer — zaśmiała się i oczywiście, że nie dała, a kompot i tak wypiła. Taka z niej łamaczka starczych serc. — No, ale zmierzam do tego, że nie ważne gdzie, a ważne z kim… bo jak ci się trafi dobre towarzystwo to z najnudniejszej czynności można odwalić coś dobrego — może czasem nawet lepiej iść w takie nudne miejsca, bo wtedy szybciej zorientuje się z kim można konie kraść. — Z Mattym byłam podziwiać poród żyrafy i było ekscytująco, byliśmy też na biwaku w jakimś randomowym miejscu, no nie mogę narzekać, bo zawsze coś wymyślimy i przy nim mogę totalnie wyluzować i być sobą — najgorsze to trafić na osobę, przy której boisz się pierdnąć być sobą. Na szczęście przy williamie nie miała tego problemu i zaraz jej się ciepło na sercu zrobiło, jak jej tak komplementem dowalił. Kochany był! — Interblablabla, ja sobie miłości szukam, co by mnie typ po grób chronił, a nie świstka papieru — wtrąciła, rzuciła jeszcze radośnie Za miłość! i do dna wypiła, a zaraz po tym chętnie poszła poskromić byka zachęcona wizją wyjazdu na miesiąc do Teksasu. Może takie porządne przetrzepanie siana albo na sianie by się im przydało, tak sobie myślała jak teraz tej jego opowieści słuchała. — No dobra, to totalnie wygrywa z bingo. W zasadzie ona to brzmi jak dobra kompanka w tych wszystkich nudnych przedsięwzięć — no jak ktoś, z kim faktycznie mógłby te konie kraść. Westchnęła więc lekko, bo to też relacja, która zdawała się mieć wiele wzlotów i upadków. — Wsiadaj pierwszy na tego byka, zobaczymy jak długo się utrzymasz! Bo ta twoja relacja z nią to brzmi jak niezła jazda — pogoniła go jako pierwszego. — A potem ja sprawdzę czy na byku też mnie tak grawitacja przyzywa — zażartowała, a gdy kolejka się zmniejszyła i przyszła ich kolej to zaraz go tam ponagliła do środka kibicując chyba najgłośniej z wszystkich, a że do wysokich nie należała to jakiś typ ją na barana zarzucił z litości i tym swoim kapelutkiem skandowała imię Patela.
🤠🐂🌾
winniethepooh
zlewania - szybko wtedy tracę zainteresowanie, bardzo to nieatrakcyjne; kierowania moja postacią i sugerowania co myśli; nudy i braku inicjatywy
ODPOWIEDZ

Wróć do „Emptiness”