ODPOWIEDZ
34 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

017
Niby się z kimś przyjaźnisz i znasz go na wylot, a jednak pewne rzeczy i tak odkrywasz z biegiem czasu. Przykładowo Wendy nie miała pojęcia, że Williama uspokaja sprzątanie, a naczyń trochę miała do umycia, odkurzyć też by wypadało nie mówiąc o przeklętym praniu, które walało się po salonie i po pewnym czasie zamiast je składać wolała dać drugi raz do pralki, tak właśnie sprzątała Gardner. Teraz jednak prania uzbierało się tak wiele, że podjęła się próby upychania czegoś w szafie, ale zapomniała, że już samo jej otwieranie grozi wysypaniem się całej zawartości na szaleńca, który się tego podejmie. Nic dziwnego, że chwilę później już siedziała w sypialni pod stertą ubrań, które wyrzygała jej szafa. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo z głębi szafy wypadło coś, co musiała na siebie założyć zanim przyjdzie William. Aktualnie miała na sobie czarny sportowy kombinezon, ale widząc żółty kombinezon będący pamiątka po zeszłorocznym Halloween nie zastanawiała się zbyt wiele i po prostu go ubrała na to co już miała na sobie.
Wsparcie przyjaciela to jedno, a odwrócenie uwagi i próba rozbawienia to też pewna forma terapii, prawda? Przynajmniej Gardner uważała, że odrobina żartu zawsze łagodzi sytuację tylko nie była pewna, czy nie za szybko sobie na nie pozwalała… ale to był William, przecież wiedział, że nie złośliwości jej w głowie. Więc gdy rozległ się dzwonek do drzwi otwarła mu je nie tylko w żółtym kombinezonie, ale i z maską na twarzy.
Jesteś pewien, że to nie wysoce zaraźliwe? Bo dwie w tak krótkim czasie to już prawie jak epidemia, a ja jestem w grupie wysokiego ryzyka. Słyszałam, że to dotyka tylko kobiety — zaczęła poważnie wpuszczając go do środka i wskazując na stolik w kuchni na którym stały już dwa kieliszki. — Najpierw się zdezynfekuj, jestem za młoda żeby umierać! — nie żeby dzieci to był koniec świata, ale odrobina dramaturgii w związku z tą całą kwarantanną nikomu nie zaszkodzi.

Obrazek
Ostatnio zmieniony sob lip 11, 2026 11:06 am przez Wendy Gardner, łącznie zmieniany 1 raz.
winniethepooh
zlewania - szybko wtedy tracę zainteresowanie, bardzo to nieatrakcyjne; kierowania moja postacią i sugerowania co myśli; nudy i braku inicjatywy
35 y/o
Catch the local sports fever
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Dlaczego wszechświat musi mnie tak karać? Wydawało mi się, że jestem względnie dobrym człowiekiem, ale chyba wcale nie, skoro w ostatnim czasie spotkało mnie tyle... Hm, właściwie ciężko stwierdzić jak to nazwać? Złe rzeczy to raczej niezbyt odpowiednie słowo, bo dla większości posiadanie potomstwa to jednak było bardziej błogosławieństwo niż kara, ale byli też tacy jak ja. W każdym razie nie mogę pojąć dlaczego spotyka mnie ostatnio tak wiele przykrości i rozkminiam to przez całą drogę do Wendy, w zasadzie uspokajam myśli dopiero kiedy staję pod jej drzwiami i dzwonię dzwonkiem. Normalnie to bym wlazł bez pukania nawet, ale było zamknięte, więc musiałem użyć palca żeby zaznaczyć swoją obecność. Przestępuję z nogi na nogę, przekładam torbę z wódką z jednego ramienia na drugie i wtedy w drzwiach pojawia się Gardner. Wendy Gardner w stroju, który w pierwszej chwili sprawia, że się cofam, a potem wbijam w nią zaskoczone spojrzenie, obie moje brwi unoszą się wysoko, a powieki rozszerzają do granic możliwości. Ostrożnie przekraczam próg, ale każde jej kolejne słowo sprawia, że na mojej twarzy z wolna wykwita coraz szerszy uśmiech - Też już się zaczynam zastanawiać czy to nie jakiś wirus, bo aż się nie chce wierzyć - kręcę głową, chociaż to prawda akurat. W sensie nie z tym wirusem, tylko z tym, że aż się nie chce wierzyć, w zasadzie do tej pory wydawało mi się, że wieloletnie prowadzenie się w sposób wręcz degenerujący raczej upośledziło moją płodność, a nie na odwrót. Kiwam głową, że tak, koniecznie się trzeba zdezynfekować. Zrzucam buty, po czym idę z nią do kuchni, jeszcze raz mierząc spojrzeniem jej sylwetkę - Skąd wytrzasnąłeś taki strój? - pytam ze śmiechem i jak tylko obydwoje zatrzymujemy się przy stoliku to od razu wyciągam flaszkę, po czym polewam do wskazanych naczyń, tak z czubem, że aż ciężko unieść do ust. Ale z drugiej strony co to dla takich wprawionych w bojach zawodników jak my? Mnie nawet kropelka się nie ulewa poza gębę, za to jak tylko odkładamy kieliszki to od razu polewam po drugim - Dla pewności, że dezynfekcja na pewno zadziała - tłumaczę pokrótce, nieznacznie wzruszając przy tym ramionami, po czym ponownie unoszę alkohol do warg i chlup! Prosto w przełyk. Pali ostro, po całości, aż do żołądka, który także zalewa przyjemnym ciepłem. Przecieram usta wierzchem dłoni i z głośnym wydechem opadam na jedno z krzeseł - Powiedz mi, Wendy, dlaczego mnie to spotyka? - rzucam od razu z grubej rury, bo w tym momencie wyroki Losu są dla mnie kompletnie niezrozumiałe i wbijam w nią spojrzenie, jakby mi miała rozjaśnić sytuację.

Wendy Gardner
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
34 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Słuchaj no albo to wirus albo twoje plemniki w końcu uznały, że tak się beznadziejnie prowadzisz, że trzeba się wyprowadzić i najwyraźniej podjęły tą decyzję akurat jak nadjechał odpowiedni autobus — czyli dokładnie wtedy, kiedy Patel postanowił skończyć w jakiejś lasce, no a że dużo ich miał i na jeden kurs się nie zmieściły to zapłodnił dwie… a może i więcej, ale nigdy się o tym nie dowie? Wendy to na punkcie zabezpieczeń miała bzika, jakby bała się, że zajdzie w ciąże i to nie tak, że nie lubiła dzieci, może kiedyś w odległej galaktyce chciałaby mieć własne, ale na ten moment Krabiki jej wystarczały, a widok ich rodziców, którzy niekiedy przywozili dziecko z rana wyglądali jak obraz nędzy i rozpaczy, wcale jej nie pomagał. Poza tym to trzeba mieć z kim zakładać rodzinę, a u Gardner to się wcale na to nie zapowiadało.
Halloween, chciałam być minionkiem ale wykupili więc poszłam w inny żółty model — zażartowała, choć nie była taka pewna czy dobrze kojarzyła okazję. Miała ten strój ubrany dwa razy, bo była na jakimś party z wirusowym motywem, coś jak ospa party urządzane przez idiotycznych rodziców, by dzieci się zaraziły za jednym zamachem, ale bez ospy. Na to by w sumie nie poszła, bo jeszcze by się ospą zaraziła, a za dzieciaka nie przechodziła. Potem jeszcze zaraziłaby Williama i by się razem zadrapywali na śmierć.
Spoiler
Obrazek
Polał, więc sięgnęła po kieliszek szybko orientując się, że no tak łatwo to ona tego nie przełknie, musiała najpierw ściągnąć z głowy część kostiumu. Tak też zrobiła i zaraz szybko łyknęła też na drugą nóżkę czy dla pewności, jak to Will określił. I gdy tak przyklapnął na krzesło położyła mu te dłonie ukryte w czarnych rękawicach na ramionach wzdychając ciężko. — Ty naprawdę nie wiesz? — zapytała przecież to oczywiste skąd się biorą dzieci! — Jesteś ofiara potężnej degradacju Księżyca w znaku Skorpiona, przy jednoczesnym trancośtam Jowisza, Plutona lub innego Marsa przez twoją strefę… — zacieła się bo u licha nie miała pojęcia o czym w ogóle mówi, miała jedną taką kumpelę co nawalała o takich rzeczach, a Wedny nic z tego nie rozumiała. Rzucała zupełnie przypadkowe słowa. — …reprodukcyjną. Gwiazdy ci nie sprzyjają po prostu — oznajmiła po tym jak zaserwowała mu rozluźniający masaż ramion i opadła na krzesło obok ściągając rękawiczki. — A tak serio to co ty sobie myślałeś? Że dragi, alkohol i trawka tworzą jakąś barierę ochronną w twoich gaciach? — westchnęła, bo wciąż miała ochotę go porządnie zrugać za te tabletki o których wspomniał w smsie. — Plemniki supertwardziele, przetrwały wszystko by zrujnować ci święty spokój — nieśmieszne, więc zamiast się śmiać polała im po trzecim kieliszku. — Czy podjęliście już jakieś decyzje? — w sensie wiedziała jaką decyzję podjąłby Wiliam, ale nie wiedziała co w końcu zdecydowały szczęśliwe mamusie noszące to wspaniałe nasienie.
William N. Patel
winniethepooh
zlewania - szybko wtedy tracę zainteresowanie, bardzo to nieatrakcyjne; kierowania moja postacią i sugerowania co myśli; nudy i braku inicjatywy
35 y/o
Catch the local sports fever
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

- Wow, nie sądziłem, że można tak ładnie ubrać w słowa przypadkowe zalanie dwóch typiar - nie dziwne, że Wendy tak dobrze dogadywała się z dziećmi, skoro brała różne niewygodne tematy i przerabiała je w ten sposób. Gdybym nie wiedział skąd się biorą dzieci to pewnie z zaciekawieniem godnym czterolatka zapytałbym co dalej dzieje się z plemnikami jak już wsiądą do odpowiedniego autobusu - Chyba nawet coś kojarzę - mieliśmy za sobą wiele wspólnych imprez halloweenowych, albo przypadkowych spotkań gdzieś na mieście podczas powrotnych spacerów wstydu. Słucham tych wszystkich zodiakarskich teorii i nawet już mam jej mówić, że ja się na tym trochę znam i akurat w ostatnim czasie ułożenie planet miało mi sprzyjać, ale zamiast tego skupiam się na krótkim masażu, który mi przy okazji serwuje. Bardzo rozluźniający - Wiesz co chyba masz rację, najlepiej zagonić wszystko na Plutona, to nawet nie jest planeta - wbijam w nią spojrzenie. Wiem, że używki to nie zabezpieczenie, a w odpowiednich ilościach trochę nawet afrodyzjak, ale mimo wszystko - No trochę tak myślałem, wszędzie przecież sieją tą propagandę, że alkohol niszczy, narkotyki upośledzają i inne bzdury, zresztą do tej pory się udawało - nie to żebym nie używał antykoncepcji, ale kurwa nie czarujmy się, czasem dzikie żądze jednak zwyciężały nad rozsądkiem - Masakra - kwituję, chwytając za kieliszek i szybko wlewam sobie w gardło jego zawartość. Odkładam szkło na blat, a kiedy Wendy pyta o decyzje to zastanawiam się przez chwilę. Stukam palcami w stolik - Można tu palić? - myślę, że jakbym teraz zaczął jarać to zjarałbym od razu ze trzy - No, Charlotte się zastanawia co zrobić, wiesz, ona jest taka poukładana, pewnie zrobi z tysiąc list plusów i minusów zanim podejmie decyzję - co było nawet urocze, to jej całe planowanie i jak się tym ekscytowała. Niemniej przypadkowa ciąża i ewentualny poród pewnie dosyć mocno zakłóci jej codzienną rutynę, nie mówiąc już o późniejszych latach zmarnowanych na wychowywaniu dziecka, kiedy w tym czasie powinna budować karierę. Wiem, że Kovalski też poniekąd myślała w ten sposób, jej ambicja chyba wygrywała z instynktem macierzyńskim, przynajmniej taką miałem nadzieję - A Gaba urodzi na bank, co jest kompletnie odklejonym pomysłem - kręcę głową - Ale ona ma jeszcze kilku innych potencjalnych tatuśków, więc zobaczymy na kogo wypadnie

Wendy Gardner
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
34 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zaśmiała się lekko słysząc komentarz Williama i przytaknęła nieśmiało głową. — Słuchaj, nawet największe gówno można ubrać w ładne słowa — czy była to kwestia wprawy obcowania z maluchami, które lubiły podłapywać trudne tematy plotkujących przedszkolanek? Czy może sprawka tego, że wychowywali ją bracia, bo rodzice byli na wiecznej bani i już od najmłodszych lat, była karmiona takimi wymijającymi odpowiedziami? Ile razy słyszała, że ojciec bada grawitację pod stołem? Zbyt wiele razy. Możliwe, że to i to się jej przysłużyło. — Poza tym tak właśnie wygląda edukacja przedszkolna! Często pakujemy patologię w ozdobny papier — zażartowała, choć to wcale nie było takie śmieszne, gdy dzieci zaczynały pytać o jakieś patologiczne sytuacje na poważnie. Wtedy zapalała się jej czerwona lampka. — Mogę ci nawet powiedzieć co dalej dzieje się z autobusem do którego wpakowały się twoje plemniki! — zażartowała widząc jego zaciekawienie. — Dojechał do pętli, a pasażerowie z plasteliny ulepili nowego ludzika. Nie była to łatwa sprawa, bo zajęła im, aż dziewięć miesięcy i potrzeba było na to sporo plasteliny, ale było warto — albo nie było, wszystkie dzieci to takie niewiniątka, a potem wychodzi szydło z worka. Tak czy siak Wendy przez większość pracy improwizowała, a jak nie improwizowała to z kolei imprezowała zmagając się kolejnego dnia z kacem, który można określić mianem złego czaru rzuconego przez Pana Bimbra i od razu jakoś tak lepiej brzmi. Łatwiej obwinić bimber, a nie samego siebie, co nie?
No totalnie! Gwiazd naszych wina — rzuciła luźno, bo zawsze warto zrzucić winę na planety, gwiazdy i cały wszechświat, a nie to, że nie używało się zabezpieczeń. — Ja tam cię nie oceniam, ale teraz masz przynajmniej masz świadomość, że płodność to twoja mocna strona i nie tak łatwo cię wykończyć. O matko! Strach pomyśleć ile dzieci byś zrobił nie pijąc i nie biorąc — chociaż ona akurat uważała, że dzieci Williama mogły być całkiem pocieszne. Gdyby przyszło jej się nimi zajmować w przedszkolu na pewno poruszyli by wiele tematów nie tylko o Panie Bimbrze, ale o Pani Trawce też.
Ja nie palę, no okazjonalnie na imprezach, ale jak sobie tu zapalisz to raczej nic się jednorazowo nie wydarzy. Tyle to wywietrzę — rozejrzała się po pomieszczeniu i zmarszczyła lekko nos. — Ale czekaj, wyniosę pranie do sypialni na łóżko, bo już drugi raz to piorę i dalej nie poskładałam. Jak mi przejdzie dymem to będę musiała prać po raz trzeci — i zaraz wstała ładując sobie do rąk ile wlezie, co w tym kostiumie wcale nie było łatwe, więc gdy tylko zrzuciła część ciuchów na łóżko w sypialni to zrzuciła też ochronny kostium, bo nie zamierzała się ciążą od niego zarażać. Miała świetną figurę w swoim czarnym kombinezonie, co teraz mógł zauważyć jak wróciła do kuchni i nie zamierzała jej zaburzać ciążowym brzuszkiem.
No to jednak decyzja nad którą warto się kilka razy zastanowić, więc wcale się jej nie dziwie — przytaknęła, rozumiejąc to podejście, ale Wendy była bardzo wyrozumiałym człowiekiem z reguły. Ona jakby urodziła dziecko to pal licho, jeszcze miałaby zniżki w żłobku bo taką karierę robiła, hah, ale no Charlotte to faktycznie mogło pokiełbasić ścieżkę kariery, na którą o wiele ciężej jest sobie zapracować i nie jest ona usłana ulewającymi dziećmi ciskającymi w ciebie zabawkami. — Kilku? Szalonanie oceniała! Wcale, tylko trochę, no lekko się skrzywiła. Chociaż jak trafiłeś swoimi w dwie, to weź puść za mnie coś na loterii. Przydałyby się jakieś drobne na wyjazdy — zażartowała, po chwili lekko wzdychając. — A gdyby okazało się, że jest twoje, a ona urodzi… to… co ty zrobisz? — zaciekawiła się chcąc wiedzieć co mu po głowie chodziło i zaraz polała po jeszcze jednym kieliszku, bo takie ciężkie pytania wymagały podlania.

ten, co nie strzela ślepakami <3
winniethepooh
zlewania - szybko wtedy tracę zainteresowanie, bardzo to nieatrakcyjne; kierowania moja postacią i sugerowania co myśli; nudy i braku inicjatywy
ODPOWIEDZ

Wróć do „#3”