44 y/o
Welkom in Canada
185 cm
Zastępca komendanta Toronto Police Service Headquarters
Awatar użytkownika
Hard-boiled detective, cop and policeman
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiKe/bab
typ narracjiTypiczny
czas narracjiKażdy
postać
autor

Scott uniósł brew, gdy June z taką pewnością zakwestionowała jego własną opinię na swój temat.
- To dlatego, że widzisz tylko wybrane fragmenty - odparł spokojnie. - Gdybyś zapytała ludzi, którym w ciągu ostatnich kilku lat rozwaliłem plany, budżety albo kariery, mogłabyś usłyszeć nieco mniej romantyczne określenia - kącik jego ust drgnął lekko. - Chociaż muszę przyznać, że argument z pamiętaniem o urodzinach jest całkiem mocny - uniósł kieliszek w geście kapitulacji, który miał znaczyć tyle co: punkt dla ciebie.
Przez chwilę milczał, przyglądając się panoramie miasta. Wieczór był wyjątkowo spokojny, a obecność June pomagała w tym, by nie myśleć o pracy, troskach oraz obowiązkach, które mnożyły się każdego dnia. I trwałby pewnie tak jeszcze kilka chwil, nim blondynka nie określiła go młodym bogiem, na co mało nie zakrztusił się winem.
Odchrząknął i pokręcił głową, po czym spojrzał na nią z niedowierzaniem.
- Ja bym się określił raczej tytułem starego pierdziela, ale jak uważasz - choć doświadczenie nauczyło go przyjmować komplementy, tak dotyczyło to jedynie pozycji zawodowej. Gdy ktoś chwalił cokolwiek innego poza jego policyjnością, obowiązkowością czy skutecznością, od razu naruszał jego strefę komfortu, aktywując system obronny polegający na deprecjonowaniu samego siebie. Niby tylko w ramach żartu, ale jednak.
Potem wspomniała o swoim "śledztwie", a on tylko pokręcił głową.
- Jasne - odparł. - Zupełnie przypadkiem się tego dowiedziałaś - rzucił rozbawiony. Prawdę mówiąc, świadomość, że zwróciła uwagę na taką drobnostkę, była bardzo przyjemna. Miło było być w końcu Scottem Letexierem, a nie wyłącznie wicekomendantem.
Gdy wróciła do tematu prezentów, westchnął teatralnie.
- Oczywiście, że nie jest - powiedział to tonem człowieka, który właśnie ogłasza coś najbardziej oczywistego pod słońcem. -To zupełnie inna kategoria - dodał i dopiero po chwili zorientował się, jak dwuznacznie mogło to zabrzmieć. Natychmiast więc uniósł kieliszek i upił łyk wina, dając sobie kilka sekund na odzyskanie gruntu pod nogami. Na szczęście June szybko przeszła do kolejnego tematu.
Scott spojrzał na nią i bez cienia zawahania odpowiedział.
- Bardzo chętnie - odpowiedź może była nieco szybsza, niż planował, ale sama perspektywa wspólnego obiadu czy kolacji z Harrison wystarczyła mu, żeby go przekonać. Przez moment co prawda sam wyglądał na odrobinę zaskoczonego własną reakcją, ale ostatecznie nie wycofał się z tego. To brzmiało nazbyt ekscytująco, by mógł przejść obok tego obojętnie.
- Chociaż uprzedzam - dodał po chwili. - Jeśli chcesz mnie otruć i zgarnąć moją posadę, to lepiej przemyśl to dwa razy - rzucił z powagą w głosie. - Te stosy dokumentów są gorsze od najgorszych dilerów, ćpunów czy innych nożowników. To jest jak kara pod płaszczykiem lepszej pensji - zażartował, patrząc na nią z rozbawieniem. Przy June czuł się na tyle swobodnie, że mógł nawet krytykować swoją prace, której przecież tak naprawdę nie chciał. Miał być na zastępstwo, póki nie znajdą kogoś innego, a jednak od lat nie potrafi ustąpić, choć na horyzoncie pojawiło się kilku kandydatów. Może więc bardziej to lubił, niż wyrażał?
Scott oparł się mocniej o barierkę i spojrzał na rozświetlone Toronto.
- Dawno nie spędzałem tak miłego wieczoru... - wypalił nagle, po czym spojrzał na blondynkę, raz jeszcze zwracając uwagę na kolczyki, które bardzo do niej pasowały. - I wcale nie chodzi tu o dach czy alkohol - zakończył, nie dodając już nic więcej. Zamiast tego znów obrócił głowę w kierunku panoramy miasta i przyglądał mu się w ciszy, myśląc jednocześnie o tym, jak mogłaby zakończyć się urodzinowa kolacja w mieszkaniu June... Kilka wizji było znacznie przyjemniejszych od innych.

June Harrison
31 y/o
Welkom in Canada
175 cm
śledcza Toronto Police Service HQ
Awatar użytkownika
you don't own me, i'm not just one of your many toys.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wywróciła oczami jedynie, spodziewając się takiej odpowiedzi wicekomendanta. Milczała przez moment, ale jej mina, gdy wlepiała w niego wzrok, mogła oznaczać tylko tyle, że zdanie innych osób na jego temat, nieszczególnie ją obchodziło.
Sądząc po reakcji mężczyzny, chyba trochę przesadziła z tym komplementem. Albo to on nie przywykł do przyjmowania takowych, bo prawie zakrztusił się przy tym winem i odrząknął wymownie. Tak, zdecydowanie przesadziła i wiedziała to zaraz po tym, jak tylko wypowiedziała te słowa. Co też strzeliło jej do głowy? Scott jednak nie pozwolił jej przejmować się tym zbyt długo, bo zaraz rozbroił ją swoim własnym określeniem. June starym pierdzielem prędzej nazwałaby ich komendanta, ale oczywiście nie przyznała tego na głos i zaśmiała się tylko pod nosem, kręcąc znów głową.
Bardzo chętnie.
Wystarczyło zaledwie kilka sekund, by jej myśli pognały w kierunku, w którym absolutnie nie powinny. To był tylko luźno rzucony pomysł, ot tak, nawet nie konkretna propozycja, bo przecież na to było za wcześnie, a i tak jego słowa wywołały w jej głowie lawinę bardzo przyjemnych wizji. Dlaczego pozwoliła sobie na to, by pomyśleć o nim w taki sposób? Nie wiedziała, ale i nie potrafiła przestać.
Scott w jej mieszkaniu. Wspólna kolacja. Pocałunek na pożegnanie.
Nie, to wykluczone.
Sam fakt, że przystawał na to tak ochoczo i właściwie bez chwili zastanowienia, sprawił, że na jej twarz ponownie wpełzł uśmiech. Jej policzki lekko się zarumieniły, ale na szczęście całą winę za to mogła zrzucić na wino. Z tą myślą, wzięła kolejny łyk.
W takim razie postanowione — odezwała się, unosząc szkło i oczekując, że Scott zrobi to samo, tak jakby stuknięcie się kieliszkami miało być jeszcze bardziej wiążące niż słowo albo przysięga na mały palec — Szesnasty marca. Kolacja urodzinowa u mnie — potwierdziła jeszcze, zanim znów napiła się wina. Nie mogła mieć pewności, czy Scott tę ich umowę traktował poważnie, szczególnie że do jego urodzin pozostało ponad pół roku, ale i tak z jakiegoś powodu była szczęśliwa.
Czuła się przy nim wyjątkowo dobrze. Podobało jej się to, że oboje potrafili odciąć się od obowiązków i po prostu wyluzować w swoim towarzystwie. Nawet jeśli zdarzyło im się w tamtym momencie wspomnieć o pracy, to jednak w innym tonie, lżejszym niż na co dzień, a nawet żartobliwym.
Scott — zaczęła rozbawiona, unosząc brwi i zwróciła się całkowicie w jego stronę, opierając łokciem o barierkę — Gdybym rzeczywiście planowała cię otruć, to zrobiłabym to od razu i nie czekałabym kilka miesięcy na specjalną okazję — powiedziała, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie — A tak zupełnie poważnie, to nie mam chrapki na twoją posadę. Jestem ambitna, ale bez przesady. Mooooże za jakieś dziesięć albo piętnaście lat, zobaczymy — zaśmiała się znów na samą myśl, bo była prawie pewna, że objęcie przez nią takiego stanowiska będzie graniczyło z cudem i to nie tylko dlatego, że było mnóstwo innych osób, które się bardziej do tego nadawały. Poza tym, gdyby nie Letexier, to przecież nawet nie zostałaby śledczą.
Sporo narzekał na swoją pracę, jak na kogoś, kto był jej tak oddany. Harrison zastanawiało to nie raz. Aż dziwne, że nigdy wcześniej nie zapytała go o to czemu jeszcze nie rzucił wszystkiego w cholerę. — Kara? A jednak nadal tu przychodzisz... Wierny, skuteczny pies — nie powinna pewnie określać go w ten sposób, ale nie mogła się powstrzymać. Nadal przyglądała się jego twarzy, nawet gdy zwrócił spojrzenie ku panoramie miasta. Uśmiechając się delikatnie, westchnęła i znów stanęła przodem do barierki, pociągając łyk z kieliszka.
Ja też mogłabym się pod tym podpisać — przyznała nieśmiało, choć też nie odważyła się powiedzieć co tak naprawdę sprawiło (a raczej kto), że ten wieczór zaliczała do wyjątkowo miłych.

Koniec.

Scott Letexier
ave
jakoś się dogadamy, tylko nie uciekaj
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto Police Service Headquarters”