Lucien, jak każdy mężczyzna, był bardzo prosty w obsłudze. I naprawdę doceniał urodę kobiet, które kręciły się wokół niego. Wbrew powszechnej opinii, jego
rozpoznawalność i pieniądze nie zawyżały jego standardów, więc jego oczekiwania nie wyrosły nagle jakoś szczególnie wysoko. Z tym, że zwykle przyciągał tylko takie
piękności, które mierzyły wysoko, próbując dorwać mu się do portfela, znajomości czy zwyczajnie się polansować.
Dlatego tak łatwo przyszło mu ocenić Zoyę tą samą miarą. Tymczasem, po bliższym poznaniu, naprawdę zyskiwała w jego oczach. Była nie tylko atrakcyjna, ale było w niej też coś, czego większość kobiet, które dotychczas spotykał na swojej drodze, po prostu nie miała. Wrodzoną naturalność, szczerość i dostęp do świata
normalności, który był poza jego zasięgiem. Przy tym zdecydowanie wyglądała na taką, która chodziła własnymi drogami.
—
Widzisz, Ty miałaś stadninę, ja miałem garaże i padok — wyznał po krótkiej chwili milczenia, gdy jej słowa o stadninie nasunęły mu przemyślenia związane z własnym dzieciństwem. Próbując wrócić wspomnieniami do tamtych chwil, też nie pamiętał momentu, w którym pierwszy raz wsiadł do gokarta. Pamiętał tylko, że świata poza tym nie widział. Oprócz tego, interesowały go głównie inne dziedziny sportu, w których również mógł się wykazać. I nabierać formy do coraz bardziej profesjonalnych wyścigów. —
Nawet nie wiem, czy dogadałbym się z prawdziwym koniem — ściągnął nieco żartobliwie brwi, posyłając jej przelotny uśmiech.
Jej oburzenie na jego uwagę tylko utwierdziło go w przekonaniu, że miał rację. Już trochę zdążyła mu pokazać, jaki miała w sobie temperament. Gdy go pacnęła w ramię, uchylił się nieco, śmiejąc się przy tym cicho, zupełnie nic sobie z tego nie robiąc.
—
Ściganie się na międzynarodowych torach daje mi naprawdę sporo możliwości — przytaknął po chwili. —
Grzechem byłoby też nie wykorzystać przerwy letniej w sezonie na odpowiedni restart — dodał jeszcze. Nie zamierzał wspominać o tym, że gdyby nie ona, wyjechałby do Europy właśnie tam rozkoszować się toskańskim słońcem gdzieś na odludnym terenie w willi z basenem. Zwłaszcza po tak nieprzyjemnym finiszu pierwszej połowy sezonu. Czy żałował swojej decyzji? Teraz, gdy Zoya była na jego pokładzie, werdykt był prosty. Sama
zainteresowana nie musiała jednak o tym wiedzieć.
—
Yhym, dzielą nas całe dwa metry — zauważył, posyłając jej zawadiacki uśmiech. Co prawda,
Słońce wyrwało mu się w całkiem bezwiednym odruchu, ale to zawsze stanowiło miły dodatek do rozmowy, mający na celu połechtać kobiece ego. I nie miał zamiaru się przed tym określeniem wzbraniać.
Po zacumowaniu i dołączeniu do Zoi, skinął z uznaniem na odpowiednik mojito, zajmując się swoją koszulą. Nie spodziewał się, że ciemnowłosa ostatecznie wstanie z kanapy i podejdzie do niego, żeby mu
pomóc. Westchnął nieco zaskoczony, kiedy zaborczym gestem przerwała mu i sama zajęła się ostatnimi guzikami. Jednak bez słowa sprzeciwu pozwolił jej się z nimi rozprawić, opuszczając ręce wzdłuż tułowia i spoglądając w dół na jej poczynania, czując przy tym, jak delikatnie,
przypadkiem trąca jego skórę palcami.
W tym samym momencie, kiedy ciemnowłosa badała wzrokiem jego tors, on mógł zerknąć na jej idealnie zarysowane piersi, skryte pod skrawkiem górnej części od kostiumu kąpielowego. Na plaży mnóstwo kobiet prezentowało się w strojach, ale to ona rozbudzała w nim fantazje, które w obecnej chwili nie były zbyt stosowne.
Niepostrzeżenie odetchnął nieco głębiej, łapiąc jej spojrzenie w tej samej chwili, w której uniosła głowę i zbliżyła się do niego, zmniejszając między nimi przestrzeń. W jej oczach odbijało się to samo, co widział wtedy na farmie i mógłby przysiąc, że w tych jego odczytywała to samo. Przełknął ślinę i uniósł rękę.
Dokładnie wtedy, kiedy nagle rozdzwonił się alarm. Na ułamek sekundy zatrzymał dłoń w połowie drogi i przygryzł wargę, widząc, jak Zoya w pośpiechu odwraca się po ten telefon.
—
Zapomniałaś o czymś? — zapytał, starając się ukryć w głosie niepokój i jakieś dziwne rozczarowanie. W tym czasie ściągnął z siebie koszulę i rzucił ją na pobliską kanapę. W tych upałach była już zupełnie zbędna.
Nagły błysk lampy sprawił, że na chwilę zmrużył oczy, wyraźnie zaskoczony. Powiódł wzrokiem za dziewczyną na ekran i skrzywił się, widząc swoje zdjęcie.
—
Taak — tylko tyle zdążył odpowiedzieć niepewnym głosem, zanim telefon
zrobił zdjęcie po raz kolejny. W odpowiedzi prychnął śmiechem, bo wyglądało to
naprawdę niewinnie. Dopóki nie zauważył jej przebiegłego uśmiechu. Jej uwaga go zdziwiła, ale nie zdążył zaoponować przed następnym zdjęciem, które zrobiła już celowo.
—
Nawet mi się nie waż — zaprotestował od razu, wyciągając dłoń w tym kierunku. Ale dziewczyna była szybsza i odsunęła komórkę od niego najdalej, jak potrafiła, z miną, która nie wróżyła niczego dobrego. Gdy złapał jedynie powietrze, zatrzymał się w bezruchu, zawieszając otwartą dłoń, i zmrużył oczy. Bezwiednie przygryzł wargę, nieudolnie powstrzymując drgnięcie kącików ust.
Ach, czyli tak sobie ze mną pogrywasz, mówiło jego spojrzenie, którym wpatrywał się w ciemnowłosą, nie spuszczając z niej wzroku.
—
Oddaj ten telefon — powiedział, powoli przeciągając głoski ostrzegawczym tonem, by na koniec przez jego twarz przebiegł zawadiacki uśmiech. Ewidentnie się z nim droczyła, dobrze wiedząc, co go sprowokuje, ale chyba nie zdawała sobie sprawy, że gotów był zareagować na następny jej ruch.
—
Zoya… — z wolna postąpił krok do przodu, mając złudne nadzieje, że jakimś cudem go posłucha, ale ona również zwiększyła między nimi dystans. Pokręcił głową z udawanym niezadowoleniem, lecz w jego jasnych tęczówkach na próżno można było szukać zawodu. Zamiast niego tańczyło w nich rozbawienie. A sądząc po równie niesfornych iskierkach błyszczących w oczach Zoi, kiedy wpatrywała się w niego z niemym wyzwaniem, bynajmniej nie miała zamiaru być
grzeczna. Mógł się tego domyślić.
Tak, jak tego, że w pewnej chwili zobaczył kolejny błysk lampy telefonu, przez który na moment wstrzymał powietrze i otworzył usta jako oznakę tego, jak bardzo sobie nagrabiła. —
Zaraz Cię dorwę — zanim ostatnie słowo opuściło jego usta, dziewczyna po prostu rzuciła się do ucieczki, pozostawiając swój telefon na blacie stołu. Zerknął na niego w przelocie, ruszając z uśmiechem pod nosem za nią.
Wszak w tym momencie nie liczyły się już zdjęcia, a fotograf, która tak
bezczelnie sobie z nim pogrywała. I zamierzał ją złapać. Za wszelką cenę.
pani fotograf