ODPOWIEDZ
42 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
168 cm
naprawia starocie w zaciszu swojego domu
Awatar użytkownika
Le gusta que la miren cuando ella baila sola. Le gusta más la casa que no pasen las horas. Le gusta Barcelona.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

8
Barcelona, 2026
Podróż do Barcelony w takim, a nie innym zestawieniu była poronionym pomysłem. Wiedziała to, a jednak leciała jak ćma do światła chyba licząc, że magicznie jakoś się ułoży! Tylko co?! Jej powrót do korzeni? Schadzka z kochankiem? Czy odnajdywanie dawnej Marii ze skruszonym mężem? Cały zamysł tej podróży był niedorzeczny, ale machina ruszyła, a ona przez tydzień nie potrafiła się spakować. Chciała już znaleźć się na miejscu, jakby podskórnie czuła, że rodzinne strony dadzą jej chwilę wytchnienia… albo chociaż zagłuszą myśli, które lawirowały gdzieś pomiędzy obietnicami zielonookiego chłopaka, który twierdził, że następny raz jej nie wypuści od tak, a słowami męża, który zarzekał się, że zrobi wszystko by przywołać dawnego Javiera i ją odzyska.
Jej zaufanie.
Rzecz w tym, że ona teraz sobie samej nie ufała. Potrzebowała Barcelońskiego gwaru i wiedziała, że znajdzie go w rodzinnym domu. W domu rodziny Vidal ciężko było znaleźć ciszę, ale Maria nawet nie próbowała tego robić. Przepadła całkowicie w tym rytmie, gdzie cała rodzina wchodziła bez pukania jak do siebie. Rodzice Marii - Państwo Vidal mieszkali już sami, dzięki czemu wszyscy mogli tu nocować, ale to wcale nie oznaczało, że panowała tu cisza. Dom ten był centrum schadzek mieszkających po sąsiedzku rodzin. Sióstr i braci Marii, kuzynostwa, jednej wielkiej familii. Wrócili jakoś w okolicach czternastej godziny, a resztę dnia pamiętała jak przez mgłę. Zarwała noc przesiadując w otoczeniu rodziny do późna, a wśród tych krzyków po katalońsku i śmiechu czuła, że wraca do niej dawna lekkość.
P r o m i e n i a ł a.
Nawet wtedy, gdy zmęczenie po podróży doskwierało. Może sekret tkwił w Mortizie, barcelońskim piwie, którego sobie nie żałowała? A może w tęsknocie za bliskimi? Rozmowy z rodziną pochłonęły ją do tego stopnia, że nie tylko zagłuszyła myśli, ale też wprawiła się w stan przyjemnego upojenia. Nawet prysznic nie zmył z niej tego stanu, a gdy przebrana w piżamę kładła się do łóżka czuła, jak policzki bolą ją od śmiechu, a alkohol przyjemnie szumi jej w głowie. Opadając na pościel w pokoju, który kiedyś należał do niej odetchnęła ciężko czując, jak oczy same się jej zamykają. Zdążyła jeszcze odwrócić się w jego stronę, wtulić w jego plecy i zasnąć, jakby cały ten Kanadyjski bałagan, był tylko złym snem. Nie był, podobnie jak Perezowi nie przewidziało się czułe spojrzenie Donniego, który najwyraźniej był oczarowany tym jak rozpromieniała. Ona była zbyt zajęta rodziną, z którą tak długo się nie widziała, by dostrzec to, czego uparcie doszukiwał się w innych Javier. No może nie w innych. W nim. Jakby czekał na jego lub jej chwilę słabości, ale ona nie zamierzała mu jej dawać.
Zasnęła.
— ¡Elena, por favor! — donośny głos ojca był pierwszym co ją wybudziło, ale zamiast otworzyć oczy wtuliła się mocniej w poduszkę. — Widziałaś moje okulary?! Jak mam dokończyć ten blat dla sąsiada bez okularów?! — Jordie już dawno powinien zwolnić, ale prawda była taka, że stolarstwo było całym jego życiem i nie potrafił tego zrobić. Chyba po nim Maria odziedziczyła zamiłowanie do drewna, którym zajmowała się jeśli akurat nie zlepiała jakieś rozbitych części. — ¡No me grites, Jordi! — zaraz rozległ się zniecierpliwiony głos matki, która zawsze wiedziała gdzie co jest. — Masz je na czole, staruszku! I przestań hałasować od siódmej rano, pozwól dzieciom pospać po podróży! — i choć ich wszystkie rozmowy brzmiały tak, jakby się awanturowali to dla nich to była zwykła codzienność. Tak się porozumiewali prawie całe życie, ale w tym gwarze chyba nie ma się co dziwić. W domu od świtu było głośno jak na straganie.
Przetarła oczy nasłuchując dźwięków dobiegających z dołu: śmiechu Mateo, który wygłupiał się z Jordim, oburzonego głosu matki, która próbowała młodym dziewczynom nałożyć porcje drożdżówki ignorując wymówki o diecie, a nawet kroków Xaviera, którego kątem oka dostrzegła przez uchylone drzwi i który to właśnie przemknął korytarzem w samych szortach mijając się z własnym kuzynem, wpadającym pożyczyć coś od dziadka. Tak zapamiętała ten dom. Jako miejsce, gdzie nie istniało coś takiego jak prywatność, drzwi nie dało się po prostu zamknąć, bo zaraz ktoś je otwierał, a w powietrzu unosił się zapach oliwy, pomidorów, drożdżówek, miłości i kompletnego chaosu.
Dawno nie spała tak dobrze, choć skłamałaby mówiąc, że głowa nie bolała po wczorajszym szaleństwie. Miło było dla odmiany znaleźć się w domu, gdzie dzieci od świtu nie wołają mamo to, tato tamto, a oni mogli mieć chwilę spokoju. Podniosła się ostrożnie chcąc wymknąć się z łóżka na tyle delikatnie, by nie zbudzić Javiera. W domu zwykle zrywał się o świcie, widocznie i jemu służyła Barcelona.

Duerme, cariño, duerme
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
46 y/o
For good luck!
182 cm
detektyw w Toronto Police
Awatar użytkownika
what a wicked game we play.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Potrzebował tego. Tej nieważkości, tego błogiego poczucia, że nie musiał się niczym przejmować, a jedyne zmartwienia polegały na tym, czy łazienka będzie akurat zajęta przez któregoś z krewnych Marii, których od lat i tak traktował jak swoich. Czy tego wieczora wypije sangrię, czy jednak lokalne piwko. Czy mama Marii zaraz zawoła go do kuchni, żeby pomógł przy deskach z tapas albo fideuà.

Jej dom był przepełniony fotografiami, na których on i Maria dopiero uczyli się siebie. Zapach tradycyjnych dań, głośny śmiech odbijający się od ścian, ten rodzinny chaos, który kiedyś wydawał mu się czymś cholernie naturalnym sprawiły, że po raz pierwszy od wielu, wielu lat dostrzegł tę iskierkę w jej brązowookim spojrzeniu. Tę, której nie widział od dawna. I może właśnie w tym tkwił cały problem. Może przez cały ten czas powinien był zauważyć, że nie brakowało jej wyłącznie jego. Może brakowało jej ciepła rodziny, ich kraju.. znajomych głosów, zapachu jedzenia osiadającego na ubraniach, rozmów prowadzonych za głośno, chwilowych kłótni... Może tęskniła za tym wszystkim... domem... za samą sobą sprzed lat? Za Marią, która jeszcze potrafiła promienieć bez wysiłku, zanim on, swoim obrzydliwym zachowaniem, zaczął ją powoli... p r z y g a s z a ć.
Maldición.
Wyglądała przepięknie.

Gdyby tylko wiedziała, jak widział ją ze swojego punktu widzenia. Wiedziałaby wtedy, że naprawdę traktował ją jak najpiękniejszą kobietę na ziemi. Hipokryzja? Może trochę, ale naprawdę tak uważał. Pomimo swoich odchyłów, niewierności i całego tego syfu, który sam wciągnął do ich małżeństwa, Maria była miłością jego życia. Po prostu pogubił się gdzieś po drodze. Kawałek serca oddał jej w momencie, w którym ją poznał. W momencie, w którym zwróciła na niego uwagę. Cała ona była jego, tylko jego, i chociaż czuł, że może szukała szczęścia gdzieś indziej, jeśli nie w czyichś ramionach, to może próbując odnaleźć siebie na nowo, chciał, żeby zrozumiała. Żeby przypomniała sobie, że tego szczęścia i poczucia wartości kiedyś doświadczała również przy nim.

Mruknął coś w poduszkę, przesuwając dłonią po drugiej stronie łóżka i czując, że miejsce Marii było puste. Uniósł głowę, obracając się, i zauważył, że próbowała po cichu się wykraść. - ¿Y adónde te vas, sol? - zapytał, podnosząc się szybko. Zrobił dosłownie kilka szybkich kroków, chwycił ją w talii i przyciągnął do siebie, obsypując jej szyję krótkimi pocałunkami. - Xavier, tus papás ya no están durmiendo! - rzucił jeden z kuzynów Marii, który zauważył ich przez lekko uchylone drzwi. - Ewwww, nie chcę na to patrzeć, tío! - jęknął ich syn, a Javier tylko pokazał rodzinie język i zamknął drzwi, żeby już nikt im nie przeszkadzał.

Obrócił Marię tak, by spojrzała na niego, po czym przejechał dłonią po jej włosach, wsuwając niesforne kosmyki za ucho. - Pięknie wyglądasz. Promieniejesz tutaj - uśmiechnął się do niej. Nachylił się do jej szyi, musnął ustami jej obojczyk, zanim znowu uniósł wzrok ku górze. - Widziałaś to zdjęcie? - zapytał, podchodząc do regału, ale dalej splatając swoje palce z jej. Z jakiejś dziwnej przyczyny cholera nie chciał, żeby była daleko. Chciał mieć ją przy sobie, a póki zbytnio się od niego nie odsuwała, musiał korzystać z okazji.
Spoiler
Obrazek
Chwycił zdjęcie w ramce i wsunął je do jej rąk. - Pamiętasz, jak pobiłem się z Rodrigo? Już nawet nie pamiętam, o co dokładnie poszło.. może skomentował jak seksownie wyglądałaś? Często to robił... - podrapał się po głowie, uśmiechając się pod nosem i zerkając na nią. - Chciałabyś kawy? Zrobić ci śniadanie?

Cholera, co się z nim działo? Strzała amora uderzyła w niego ze zdwojoną siłą wczorajszej nocy, gdy tańczył przy gwieździstym niebie ze swoją żoną pierwszy raz od cholera wie jak długo? Czy może był to wydźwięk jej śmiechu, który odbił się od każdej komory jego serca? - Czy może chcesz wziąć razem prysznic? - przesunął dłonią po jej plecach, zatrzymując ją na jej pośladku. Starał się. Próbował...

Nie miał innego wyboru, jeżeli chciał ją odzyskać.


mi rayito de sol
42 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
168 cm
naprawia starocie w zaciszu swojego domu
Awatar użytkownika
Le gusta que la miren cuando ella baila sola. Le gusta más la casa que no pasen las horas. Le gusta Barcelona.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Barcelona była niczym znieczulenie na dotychczasowe bolączki, taki plaster na rany. Zapach drożdżówek mieszający się z powiewem świeżego barcelońskiego powietrza wpadającego przez uchylone okno wraz z towarzyszącym temu gwarem dobiegającym z dołu sprawił, że Maria p r z e p a d ł a. Na parę chwil zatraciła się w swoim dawnym świecie i opuściła gardę. Przymykając oczy przez krótką chwilę pozwoliła sobie wierzyć w tą domową i rodzinną iluzję, zapominając kim się stała przez te wszystkie lata w Kanadzie.

Zapominając o tych wszystkich nocach i wylewanych tam łzach.
Zapominając o obcych perfumach na jego ubraniach.
Zapominając o własnym sekrecie.

To było śmiesznie łatwe — tu i teraz — zatracić się w znajomym cieple, zapachu rodzinnego domu, głosami bliskich dobiegającymi z dołu i wpadającymi przez uchylone okno. Czując jego usta na swojej szyi i dłoń pewnie podtrzymującą ją w tali na moment poddała się temu, bo przez jeden poranek pragnęła być po prostu dziewczyną z Barcelony, a nie zraniona żoną. Chciała być dziewczyną, o którą kiedyś mąż bił się na pięści.

Kącik ust drgnął ku górze, gdy ujęła ramkę w dłoń. Gówniarze, pomyślała uśmiechając się delikatnie. — Rozwaliłeś mu wtedy łuk brwiowy, Javier — parsknęła cicho przesuwając opuszkiem palca po szkle, gdy przyglądała się temu jak byli młodzi… i szczęśliwi. — Naprawdę nie pamiętasz o co poszło, huh? — w gorącej wodzie kąpany był, szybko się odpalał, a potem nagle zapomniał dlaczego, t y p o w e, ale Maria pamiętała, aż za dobrze. — Rodrigo po prostu dobrze tańczył, a ty zapomniałeś o tym, że taniec w Barcelonie rządzi się swoimi prawami — czy już coś kojarzył, czy może powinna mówić dalej? Ależ oczywiście, że kontynuowała, jednocześnie odkładając zdjęcie na bok. — Uznałeś jego rękę na moim pośladku za coś nie do przeskoczenia, byłeś zazdrosny jak diabli — zaśmiała się cicho i dopiero po chwili uniosła wzrok na męża, a w jej oczach po raz pierwszy od długiego czasu nie było chłodu ani dystansu. W jej spojrzeniu kryło się coś innego tym razem, znajome ciepło… nostalgia? Być może. Jakby na moment zapomniała, że ma przed sobą skupionego na pracy i innych kobietach detektywa. Jakby w mężczyźnie trzymającym ją w ramionach dostrzegła na moment tamtego chłopaka sprzed lat. Tego, któremu nie sposób było coś wytłumaczyć, gdy się odpalił. Tego, który był młody, narwany i dla którego kiedyś była całym światem.

Tęskniła za nim długo.
Zbyt długo, prawdę mówiąc.

Chłodna myśl przemknęła na moment przez jej głowę. Czy naprawdę musiał przelecieć ocean i wrócić do Barcelony, by znów spojrzeć na nią tak, jak kiedyś? Czy może to ona potrzebowała Barcelony, by znów spojrzeć na niego tak, jak kiedyś? Zdrady w dalszym ciągu wisiały nad nimi, a dawne przewinienia wciąż bolały, a jednak po nocy pełnej wspomnień i w świetle porannego barcelońskiego słońca było jakoś łatwiej pozwolić sobie na ten jeden moment. Na chwilę słabości, opuszczenie gardy, zawieszenie broni.

En esta casa no existen fantasmas, son puros recuerdos.
Son mil sentimientos, del tiempo que compartimos cuando éramos jóvenes aquí.


Nie odepchnęła go i nie wycofała się, gdy jego dłoń zsunęła się niżej, pewnie ujmując jej pośladek. Westchnęła cicho opierając głowę o jego klatkę piersiową, rękę unosząc w górę i wtapiając w jego włosy. Poddała się chwili, jakby dawne wspomnienia i tęsknota za tym, co kiedyś ich łączyło, były silniejsze od noszonego w sercu żalu. — El café suena bien — mruknęła zadzierając głowę do góry — el desayuno suena aún mejor — dodała ciszej prosto w jego usta, które znalazły się teraz tak blisko — y una ducha después de una noche bochornosa en Barcelona es más que necesaria — wyszeptała osuwając spojrzenie na jego usta, rozpraszając go, jednocześnie robiąc krok w tył i wymykając się z jego objęć. Po chwili już stała przy drzwiach wymykając się mu na korytarz, rzucając przez ramię jedno krótkie spojrzenie. Łazienka w sypialni? Tylko w amerykańskim śnie, albo ich kanadyjskim domu z ogrodem. W domu państwa Vidal były dwie wspólne łazienki, jedna większa na dole i druga na górze, tuż na wprost ich sypialni. I to właśnie do niej wtargnęła teraz Maria, bo prysznic, który sam jej zaproponował chodził jej po głowie od chwili, kiedy obudziła się zlana potem i wspomnieniami poprzedniej gorącej nocy. Nocy pełnej tańca, zabawy, śmiechu i alkoholu.
Ukrywając się w niej nie zamknęła za sobą drzwi.
Nie od razu.

Un celoso gamberro
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
46 y/o
For good luck!
182 cm
detektyw w Toronto Police
Awatar użytkownika
what a wicked game we play.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Prychnął pod nosem, kiedy przypomniała mu o Rodrigo i tym rozbitym łuku brwiowym, którego podobno był sprawcą. Podobno, bo jak miał być szczery, to sam szczegółów faktycznie nie pamiętał. Pamiętał za to uczucie. Ten gorący, dynamiczny impuls, który przeszedł mu wtedy przez kręgosłup, gdy zobaczył kolegi dłoń na ciele Marii. Musimy tutaj zaznaczyć... JEGO MARII. Była dla niego całym światem i o której względy potrafiłby bić się z połową Barcelony, gdyby tylko ktoś dał mu wystarczająco głupi powód. A uwierzcie, ta mała diablica dawała mu ich cholernie dużo. - Ah, czyli jednak o to poszło, już chyba sobie przypominam - mruknął z udawaną powagą, choć kącik ust drgnął mu ku górze. - W takim razie nie żałuję. Ręka na twoim tyłku była wtedy zdecydowanie przestępstwem. - Spojrzał na nią z rozbawieniem, choć gdzieś głęboko w sercu poczuł przez moment lekką zazdrość - Poza tym Rodrigo zawsze za dużo sobie wyobrażał. Tańczył dobrze, si, ale zawsze szkodnik był za blisko. A ja byłem młody i cholernie zakochany. - Zatrzymał na niej wzrok trochę dłużej, bo prawda była taka, że ta ostatnia część wcale nie należała wyłącznie do przeszłości. Chciał coś jeszcze powiedzieć, może zażartować, ale Maria wymknęła mu się z objęć tak sprawnie, że przez moment stał z dłonią zawieszoną w powietrzu, nie zdążył nawet przeklnąć pod nosem, a w pokoju został tylko jej słodki, charakterystyczny zapach. - No proszę - rzucił za nią ciszej, obserwując, jak znika na korytarzu. - primero me tientas, luego huyes. Bardzo dojrzałe, cariño.

Ruszył za nią dopiero po chwili, poprawiając włosy dłonią i zerkając w stronę schodów, skąd dalej dobiegały głosy rodziny, zapach kawy i ogólnie dźwięki rozgardiaszu. Minął kuzyna Marii, który spojrzał na niego z aż nazbyt wymownym uśmiechem. - Ani słowa - mruknął Javier, wskazując na niego palcem - Ja nic nie mówię, tío. - odparł kuzyn, a Javier tylko fuknął, - I tak ma zostać. - Pokazał mu jeszcze raz palcem, niby to groząc, ale no chciał mieć pewność, że nie piśnie śłówka, bo swoją drogą nie raz dostał ze szmatki w łeb od mamy Marii i nie wspomina tego zbyt dobrze! Kiedy dotarł do łazienki, zatrzymał się przy uchylonych drzwiach. Nie wszedł od razu. Oparł dłoń o framugę i przechylił lekko głowę, obserwując ją przez wąską szczelinę. - Zostawiasz drzwi otwarte, a potem będziesz udawać, że wcale nie chciałaś, żebym poszedł za tobą? - zapytał cicho, z rozbawieniem w głosie. Wsunął się do środka dopiero po jednej sekundzie zawahania, po czym zamknął za sobą drzwi, pzrekręcając kluczyk.

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


mi sol
42 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
168 cm
naprawia starocie w zaciszu swojego domu
Awatar użytkownika
Le gusta que la miren cuando ella baila sola. Le gusta más la casa que no pasen las horas. Le gusta Barcelona.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

A ja byłem cholernie młody i zakochany.

Pamiętała. Bardzo dobrze pamiętała to jaki był i to jak dla niego wtedy była całym światem. Pielęgnowała te wspomnienia i chyba właśnie one sprawiły, że gdzieś na tej chłodnej kanadyjskiej ziemi przez wiele lat nie zboczyła z drogi, nie odwróciła się od niego, nie zburzyła jeszcze ich rodziny, choć to on tak naprawdę pierwszy uderzył w ich fundamenty. Uderzał w nie wielokrotnie… dniami, tygodniami, miesiącami, ale wszystko drgnęło, gdy to ona postanowiła w nie uderzyć. Lata spędzone w Kanadzie sprawiły, że zgubiła gdzieś swoją lekkość i radość, ale tutaj, w domu rodziców i pod barcelońskim niebem na nowo dopuszczała tamtą Marię do głosu, a tamta Maria… Caramba! Była małą diablicą. Bezczelna, pewna siebie, mała kokietka z burzą loków i uśmiechem wodzącym na pokuszenie k a ż d e g o, ale najbardziej upodobała sobie zwodzenie jego. Wiedziała, że nie może się od niej uwolnić i jaką dzięki temu ma nad nim władzę. Uwielbiała patrzeć, jak traci dla niej głowę. Jak oczy ciemnieją za każdym razem, gdy ktoś przystanie zbyt blisko niej, jak zaciskał szczękę, gdy ktoś dłoń w jej stronę wyciągnął i jak podrywał się do ruchu, gdy ktoś inny oddech na jej szyi pozostawiał pochylając się nad jej uchem i prosząc do tańca. Tamten taniec z Rodrigo? Oh, ona doskonale wiedziała co robi, do dziś pamięta to uczucie w podbrzuszu, gdy widziała jak rzuca wszystko i wzburzony kieruje się w ich stronę. — Wtedy była przestępstwem, a teraz? — znów to zrobiła, zwodziła go i drażniła. Co jeśli teraz czyjaś dłoń przemknęłaby po jej ciele? Byłby wzburzony? Czy znów zagotowałby się tak jak kiedyś, gdyby opowiedziała mu o tym jak inne dłonie wodziły po jej ciele? Co robiły? Jak robiły? Nie dała mu jednak odpowiedzieć i tylko uśmiechnęła się słysząc jego słowa: primero me tientas, luego huyes. Znał ten uśmiech, bo niejednokrotnie częstowała go nim na uliczkach Barcelony i na plażach, zawsze wtedy, gdy odwracała się za siebie zanim kazała mu za sobą gonić. Uciekała, bo chciała by podążał za nią, starał się, koniec końców złapał.

Teraz też tego chciała… …uciec i być może dać się złapać.
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Y bien, señor Pérez?
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”