Skinęła głową, przyjmując do wiadomości informacje, że miała
nie przejmować się G-Forcem. Wciąż nie rozumiała, jakim cudem Kira mogła tak spokojnie podchodzić do człowieka, który chciał zrobić jej krzywdę, ale przecież Daisy i ta nie miała na to żadnego wpływu. Znała swoje miejsce i wiedziała, że ona mogła sobie gadać, a przecież Finch i tak w finalnym rozrachunku użyję własnej głowy.
Ona pewnie by go zgłosiła.
Za każdym, jednym razem, gdy tylko próbował coś jej zrobić, już składałaby pozew na policji. Ale przecież one żyły w nieco innych światach. Finch może i miała poważnych starych, może od dziecka obracała się w luksusie i kulturze, ale wystarczyło ją poznać trochę lepiej, żeby wiedzieć, że daleko jej było do ojca. Ba, nawet Whitmore śmiałaby rzec, że była jego przeciwieństwem. We wszystkim. No, może oprócz jednej, dość istotnej cechy charakteru: pewności siebie. Akurat tu w pełni wdała się w ojca.
Daisy zaśmiała się pod nosem, słysząc te słowne i udawane zaczepki Kiry. Pokręciła lekko głową, poprawiając się przy okazji na fotelu.
—
Słuchaj no — zaczęła z uśmiechem na ustach. —
Musze ci dawkować komplementy, bo obrośniesz w piórka i co potem? Nie będę miałą czym cię już zaskakiwać — piękny argument. Szkoda tylko, ze tym samym ujawniała się z tym, że faktycznie lubiła i wciąż chciała robić na niej wrażenie. Co prawda mogła to wciąż obrócić w żart, ale na tamten moment… chyba obie wiedziały, że w każdej ich dwuznacznej rozmowie było pewne ziarnko prawdy. Nawet w żartach.
Nie było ich jednak za grosz w tym, jak Daisy chciała nauczyć się rozpędzać ssamochód do tak zawrotnych prędkości, a potem wziąć udział w nielegalnym wyścigu. I żeby było śmieszniej, Kira wiedziała o tym wcześniej, niż Whitmore odkrywał jej mały sekret z wyścigami. To zaś znaczyło tylko jedno. To było jedno, wielkie
p r z e z na c z e n i e. Szkoda tylko, że Finch nie spojrzała na to w ten sposób.
—
Czemu nie? — ściągnęła brwi do siebie, patrząc intensywnie na jej profil. —
Przecież nikt nie powiedział, że musze go wygrać nie? Na liście jest wziąć udział w wyścigu, a nie spychać jakiś dębili z drogi — trochę nie rozumiała, skąd u Kiry taka wielka niechęć do pomocy przy wykonaniu zadania z listy. Przecież sama kazałała Daisy ją zrobić i powiedziała, że będą razem wszystko ogarniać. Nagle się wykruszała? Nagle już się jej nie chciało?
— Spokojnie, przecież ciebie i tak nie pokonam — wtrąciła zaczepnie, oczywiście sobie żartując, jednak po twarzy Finch widziała, że sam nastrój na śmieszki na moment jej przeszedł. Ona faktycznie nie chciała, żeby Daisy bawiła się w wyścigi. I chyba pierwszy raz ich znajomości, na moment zamieniły się rolami. To Whitmore chciała być ta rozrywkowa, podczas gdy Kira dzielnie przejęła przysłowiowego kija w dupie i postanowiła zabawić się w niszczyciela dobrej zabawy i uśmiechów dzieci.
Może nawet coś by jej jeszcze managerka powiedziała, ale już dojechały na miejsce. Daisy odpięła pasy i wyszła z samochodu prosto do wyjątkowo klimatycznego garażu. Rozejrzała się dookoła, krocząc zaraz za Finch, przyglądając tym wszystkim plakatom i mapą, które zdobiły ściany.
—
I pomyśleć, że ja w swoim garażu oprócz auta mam jedynie brud, starego mopa, rozklekotany rower — pokręciła głową z rozbawieniem. To wszystko było niesamowicie ciekawie zaaranżowane. Wyglądało mniej jak garaż, a bardziej jak przestrzeń do imprezowania. —
Skąd pomysł na takie miejsce? — spytała, przechodząc pod półkę z figurkami i przesuwając opuszkami palców po każdej z nich. Proszę bardzo, już włączał się jej tryb dziennikarki i leciały kolejne pytania, chociaż z tyłu głowy wciąż miała ten cały temat wyścigów. Tak ją go gdzieś gryzło, tak godziło, że finalnie odwróciła się od półki i podeszła do Finch, zagradzając jej drogę do niewielkiej lodówki, do tego tak nagle, że blondynka prawie na nią wpadła i pewnie musiała zaprzeć się na ramionach Whitmore, żeby złapać równowagę.
—
Czemu nie chcesz mnie podszkolić do tego stopnia, żebym wzięła udział? — wróciła do tamtego tematu, póki jeszcze były same, nachylając się nieco bliżej jej twarzy. —
Uważasz, że jestem aż taka słaba? Czy boisz się, że mogłoby mi się to spodobać? — a to akurat było bardzo prawdopodobne, biorąc pod uwagę, że kiedy testowały maks Audi i gazowały, Whitmore cieszyła się przy tym jak małe dziecko, będąc przy okazji śmiertelnie przerażona.
kira ❀˖°