ODPOWIEDZ
32 y/o
NARRATORSKI PIESEK
166 cm
patolog sądowy Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Even if everyone turns a blind eye, I'm fine
Even if it's a little far, I still climb
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Ostatnie tygodnie było dla Olivii ciężkie. Nie dość, że głowę zaprzątały jej myśli związane z osobą, która bawiła się jej poczuciem prywatności, zakłócając ją w dość przemyślany i wysublimowany sposób, tak dodatkowo do stresu doszedł fakt, że jej sąsiadem był jakiś gangster, któremu zszywała ranę, a który pokazał jej, czym jest strach przed bronią, celując w nią nieprzerwanie przez kilka godzin. Jak miała spokojnie wracać do domu wiedząc, że może go spotkać na korytarzu? Jak miała cieszyć się wolnością wynikającą z posiadania własnego kąta, skoro nie miał pewności, czy po raz kolejny nie zostanie zmuszona do czegoś, czego wcale nie chciała robić? To potrafiło zawładnąć myślami na tyle, że nawet w pracy nie umiała skupić się tak jak zawsze. Robiła wszystko wolniej, co jakiś czas musząc poprawiać własne błędy, co nie stawiało jej w korzystnym świetle. Tyle dobrego, że przynajmniej nikt nad nią nie stał i nie patrzył na ręce, a jej pacjenci nie mieli nic przeciwko, kiedy kolejne cięcie musiała wykonać drugi raz lub kiedy szew okazał się nie tak idealny.
Biorąc pod uwagę panujący w jej życiu chaos, była świadoma, że potrzebuje wakacji oraz odpoczynku z dala od telefonów, martwych ludzi oraz tych cholernych czerwonych kopert, których zawartość stawała się coraz bardziej drastyczna, jakby powoli zwiastowała nadchodzący Armagedon.
Nic dziwnego, że była trochę zaskoczona, kiedy dostała wiadomość od Enzo informującą, że kilka kolejnych dni spędzą nad jeziorem Ontario. Jakim cudem ten człowiek był w stanie z taką łatwością przewidzieć, czego aktualnie potrzebowała? Zupełnie, jakby miał w głowie jakiś radar na jej samopoczucie, ewentualnie szpiegów, którzy szeptali mu, że coś było nadal nie w porządku i Calvert chodziła bardziej zestresowana, niż normalnie. Uśmiechnęła się do siebie. Nawet teraz, kiedy nie byli już razem, zaledwie się przyjaźniąc, był jej opoką i pojawiał się zawsze w idealnym momencie. Jak miałaby z niego całkiem zrezygnować? jak miałaby, mimo wszystko, nie pragnąc jego towarzystwa dziękując przy tym, że dane jej było zatrzymać go w swoim życiu.
Po krótkiej wymianie SMSów, spakowała najpotrzebniejsze rzeczy, wcześniej informując swojego szefa, że potrzebuje wolnego. Problemu nie było, wszak Olivia mało kiedy w ogóle gdziekolwiek wyjeżdżała i jej przełożony zdawał się być wniebowzięty, że w końcu odpocznie, nabierając sił i dając się wyciszyć głowie. Wyobrażała sobie jego westchnienie ulgi, kiedy, pomimo chaosu panującego w prosektorium i w sprawach policyjnych, nie musiał się nią martwić.
-Dziękuję, Enzo, że wyrwałeś mnie z domu. Mam wrażenie, że ostatnio każdy mój kolejny dzień wygląda tak samo. Jakbym wpadła w wir, z którego nie mogę się wyrwać. Mój szef zapewne też by ci podziękował - uśmiechnęła się do niego, kiedy znaleźli się w domku, który dla nich wynajął. Było tu nad wyraz cicho, tak spokojnie i po prostu przytulnie. - Urocze. Do takiego miejsca mogę dać się porwać - skomentowała, odkładając swój plecak na jedno z łóżek.

Enzo Lawrence
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
32 y/o
For good luck!
189 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nine.


Po odnalezieniu Chloe odniósł wrażenie, że zatrzymał się w miejscu. Dziewczyna wciąż niechętnie chciała z nim rozmawiać, a on zastanawiał się, w jaki sposób mógł nakłonić ją do rozmowy. Z odsieczą przyszło mu zażalenie od jednego z właścicieli mniejszych firm, który zarzekał się, że został wrobiony w jakieś przekręty, z którymi nie ma nic wspólnego. W porządku. Oczywiście za odpowiednią opłatą mógł zostać całkowicie oczyszczony z zarzutów, nawet jeśli zawinił. Sprawa okazała się bardziej zagmatwana, niż przypuszczał z początku i nagle z jednego kontrahenta, zrobiło się ich dwóch. Wspólników, którzy ciągnęli hajs z firmy, przerzucając nieistniejące dowody na właściciela, by go obciążyć i zszargać jego opinię na rynku pracodawców. Popieprzona, brudna sprawa — takie jak lubił najbardziej. Na szczęście Enzo nie tylko pracą żył. Lubił czasem wziąć wolne, odetchnąć od tego całego syfu i od ojca siedzącego mu na głowie. Wiedział, że stary Lawrence i tak dokładał wszelkich starań do namierzenia zdradzieckiego syna, ale na razie Enzo nie musiał się go obawiać. W końcu nikt mu nie powiedział, ile miał czasu na odnalezienie córki człowieka, którego zamordował niemalże na jej oczach wraz z resztą rodziny. Teraz obłąkany starzec wymyślił sobie historię, w której biedna dziewczyna miałaby szykować się do odwetu. Zdaniem Enzo zupełna bzdura. Był przekonany, że wyparła istnienie tego człowieka ze swojej pamięci.
Domki nad jeziorem Ontario? Rozkładane krzesełka i odpoczynek? Kusiło. Z drugiej strony niezupełnie pasowało to do człowieka o jego temperamencie, osobowości i pozycji społecznej. Z kolejnej natomiast, to, że miał porządnie nasrane i spłycał życie do pracy, to już był tylko i wyłącznie jego problem. Między myśleniem o Chloe, było również miejsce dla Olivii. Naturalnie się o nią martwił. Wiedział, że miała problemy z kimś, kto ewidentnie upatrzył ją sobie jako ofiarę do jakiejś swojej chorej gierki. Propozycja wspólnego wypadu była zupełnie nieplanowana. Po prostu napisał do niej wiadomość z pytaniem, czy ma plany i czy mogła wziąć urlop. Pozytywny odzew z jej strony był dla niego sygnałem, że mógł rezerwować jeden z domków nad jeziorem Ontario. W przeciwieństwie do Liv nie musiał martwić się o swoją pracę. Wystarczyło wziąć służbowego laptopa, nie potrzebował wolnego na żądanie, ani urlopu. Jemu wystarczył dosłownie jeden wieczór na spakowanie rzeczy, rano był już gotowy do zabrania Calvert na wycieczkę.
— Powiedzmy, że… Uznałem, że nie tylko mi się przyda trochę odpoczynku. Ale wiesz, nie przyzwyczajaj się, Calvert. Nie będę cię aż tak rozpieszczał — rzucił, odwracając głowę, by móc na nią spojrzeć przez ramię.
Kąciki jego ust uniosły się w jednym z tych zawadiackich uśmiechów zimnego drania, który w teorii miał oczarowywać, a w praktyce nietrudno było go określić red flagiem. Po otwarciu drzwi od domku im oczom okazało się naprawdę przytulne wnętrze i wszechobecny zapach drewna. Zostawił swoje rzeczy pod jedną ze ścian, wchodząc głębiej do środka. Przyznać musiał, że wnętrze naprawdę robiło wrażenie, a fakt, że domki stały gdzieś pośrodku lasu, tylko uświadamiał go w przekonaniu, że to był dobry wybór.
— Dałabyś się porwać? Czyli następnym razem zamiast wiadomości wolałabyś taką brutalność? O ile, oczywiście, zabrałbym cię ze sobą. Bo z tym mogłoby być różnie, nie zapominaj — podkreślił, przysiadając tyłkiem na miękkiej kanapie stojącej w niewielkim saloniku. —Mamy kilka dni. Pomyśl, co będziesz chciała przez ten czas robić.

Olivia Calvert
Kasia (dc: hicatie.exe )
Nie piszmy z chatem.
32 y/o
NARRATORSKI PIESEK
166 cm
patolog sądowy Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Even if everyone turns a blind eye, I'm fine
Even if it's a little far, I still climb
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Chciała zapomnieć. Wyrzucić z głowy czerwone koperty, niechciane prezenty oraz tuziny ciał czekających, aż ktoś w nie zajrzy. Oczyścić głowę, by na pewne rzeczy spojrzeć z zupełnie innej perspektywy licząc, że rozwiązanie pojawi się samo, a odpowiedzi zajarzą się jasnym światłem w głowie. Kto uprzykrzał jej życie? Kto się nią bawił w sposób, który doprowadzał ją do szaleństwa? Jaki miał powód? Miała nadzieję, że tych kilka dni z Enzo, z dala od gwaru miasta, przyniesie upragnione ukojenie, które naprawi nadszarpnięte nerwy. Że skupi się na bardziej przyziemnych sprawach, wpychając do umysłu kolejne wspomnienia z swoim przyjacielem. Bo kiedy ostatnim razem mieli okazję robić coś normalnego, co nie było związane z pocieszaniem, ratowaniem z tarapatów czy wspieraniem w czasie kryzysu? Kiedy ostatnio poszli na kawę plotkując o tym, jak minął im dzień, by zaraz narzekać, że było nudno? potrzebowała, żeby chociaż teraz było po prostu normalnie, bez ekscesów na miarę powieści kryminalnej lub dramatu.
-Schlebia mi, że nadal o mnie pamiętasz, Enzo - zaśmiała się, zerkając na mężczyznę. Na jego przystojną twarz, błyszczące oczy i ten uśmieszek, który zdawał się być jego znakiem rozpoznawczym. Pamiętała to wszystko doskonale, ani na chwilę nie pozwalając, by wspomnienia wyblakły. - Co, jeśli już się przyzwyczaiłam i teraz będziesz musiał sprostać konsekwencjom? podobno czasem wystarczy jeden raz, żeby człowiek się uzależnił. Będę oczekiwała kolejnych wypadów, Lawrence. Zwłaszcza, jeśli się spiszesz na tym - skomentowała zaczepnie. Nie wymagała tego od niego. Wiedziała, że już teraz wiele poświęcał, rezygnując z przesadnego oddawania się pracy. Mógł wykonywać kolejne zlecenia, które zapewne napływały bez chwili przerwy, a jednak uznał, że odpoczynek też może mieć swoje korzyści.
-Zaraz brutalność! Czy to nie tak, że podobno ludzie potajemnie fantazjują o czymś takim? Kontrolowane porwania, czy jak to zwał - zaśmiała się. Czy posiadała takowe? Nie. Urozmaicenia urozmaiceniami, ale wszystko miało granice.
Podobno.
Zaczęła się przechadzać po niewielkim salonie, dostrzegając prostotę tego miejsca. nie dostrzegła telewizora, nie było też routera od internetu. Czas zdawał się tu zatrzymać, przywodząc na myśl dzieciństwo, zwłaszcza, kiedy na jednej z szafek, poza książkami, odkryła gry planszowe.
-Patrz, mają Monopoly! Kiedy ostatnim razem w nie grałeś? - Obróciła się w jego stronę, trzymając w dłoniach pudełko. naprawdę czuła się tak, jakby cofnęła się o kilkanaście lat w czasie. - Możemy zagrać. Jest też chińczyk, warcaby i kolejka. I puzzle! Nie za dziecinne zabawy dla poważnego Enzo? - rzuciła z wyzwaniem. Jeśli przez kolejnych kilka dni na daremno im szukać tutaj zasięgu oraz internetu, ostatecznie mężczyzna i tak będzie musiał ulec.

Enzo Lawrence
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
32 y/o
For good luck!
189 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kiedy ostatnio byli tak po prostu na kawie? Cholera. Chyba dawno temu. Tak dawno, że Lorenzo nie był w stanie sobie tego przypomnieć, a nie uważał się za starego na tyle, by zacząć przejawiać pierwsze syndromy demencji starczej. Niedawno przekroczył trzydzieści dwa lata. Do sześćdziesiątki brakowało mu jeszcze dwudziestu ośmiu lat. Mniej więcej w tym wieku był aktualnie jego ojciec. Z tego co się orientował, niebawem miał przekroczyć pięćdziesiąt dziewięć lat. Wracając jednak do kawy, dawno nie mieli okazji tak po prostu porozmawiać. U niego z reguły działo się dużo. Niestabilność także była formą stabilności, ale Lawrence tak naprawdę marzył tylko o świętym spokoju. Wyjechał z Mediolanu nie po to, by wciąż być zależnym od Cosa Nostry i mafijnych porachunków. Szerze wierzył, że jeśli uda mu się wywiązać z umowy z ojcem, w końcu będzie mógł pomyśleć o sobie i o czymś w rodzaju stabilności — z daleka od niebezpieczeństwa, bo o związkach nawet nie myślał.
Nie myślał też o braku zasięgu i całkowitego odcięcia od sieci, gdy pakował laptopa z nadzieją na poranną pracę.
Rozczarowanie pojawiło się wraz z momentem, w którym sięgnął po telefon i zobaczył jedną, żałosną kreskę zasięgu na ekranie. Och wow. To zaczęło komplikować sprawę, bo nie był przyzwyczajony do takiego odcięcia od świata. Wzdychając z dezaprobatą, przesunął dłonią po karku, jakby właśnie zdał sobie sprawę z tego, że to Olivia będzie jego rozrywką na te kilka dni. Nie miał względem mniej żadnych nieprzyzwoitych myśli bynajmniej nie w tym momencie, więc myśląc o rozrywce, miał na myśli głównie rozmowy, granie w jakieś karty, czy nawet głupie kalambury. Naprawdę cofnęli się do przeszłości.
Podjął rzucone przez nią wyzwanie, unosząc z nieukrywanym zaintrygowaniem brew. Naprawdę zamierzała testować go na tym wypadzie? Niechętnie, bo leniwie, podniósł się z kanapy, podchodząc pewnym krokiem do Olivii i bezczelnie się nad nią nachylił, mierząc ją spojrzeniem ciemnych tęczówek.
— Uważaj z tymi konsekwencjami. Gorzej jak jedną z nich będzie to, że znów się we mnie zakochasz. Będziemy tu przez kilka dni, tak ci tylko przypominam — rzekł butnym tonem, dotykając palcami do włosów Olivii. — Chcesz zacząć test od parzenia kawy czy szykowania tostów? — dodał z rozbawieniem, przechylając lekko głowę w bok, gdy na jego usta wpełzł lisi uśmiech. Mogła go testować, ale on nie zamierzał wprawiać jej w dyskomfort — wykazał się i tak niemałą zuchwałością, przypominając jej o tym związku. Nie musiał tego robić. Uczucia, które do siebie żywili, osiadły w nich na stałe. Niektórych rzeczy nie dało się wyprzeć, czy zapomnieć.
Brutalność. Fantazje.
Odsunął się od niej, zanosząc się cichym śmiechem. Ugryzł się w język przed rzuceniem kolejnego tekstu nawiązującego do przeszłości. Chciałoby się rzec, że mogła mówić o tych fantazjach wcześniej, bo jego umiejętności mogłyby się im do czegoś przydać, ale teraz… Teraz zostały im gry planszowe, które Olivia wyciągnęła z szafek.
— To naturalne w sumie. Poza tym, ludzie po prostu są brutalni. Niektórzy marzą o dominacji, inni uległości, a trzeci… — przerwał swój wywód, zawieszając spojrzenie na pudełko z monopoly. Ekscytacja Olivii tymi skarbami sprawiła, że Enzo po prostu się wyluzował. — Trzeci wolą monopoly. Jasne, że jestem poważny i dorosły, ale w monopoly ogram cię jak dzieciaka. Sprawdźmy, kto ma głowę do biznesu — podjął, przejmując od niej pudełko. Stół był czysty, wystarczyło więc otworzyć pudełko i rozłożyć planszę zgodnie z instrukcją obsługi. Oczywiście nie można było zapomnieć o ważnej funkcji, jaką był bank i oczywiście Enzo chciał nim być. Lubił liczyć pieniądze, nawet te nieposiadające wartości. — Wybierz sobie pionek, a ja podzielę hajs w banku.

Olivia Calvert
Kasia (dc: hicatie.exe )
Nie piszmy z chatem.
32 y/o
NARRATORSKI PIESEK
166 cm
patolog sądowy Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Even if everyone turns a blind eye, I'm fine
Even if it's a little far, I still climb
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Czy igrała z ogniem prowokując go? Z pewnością. Bo chociaż mogła być pewna jego reakcji, nie umiała przewidzieć w stu procentach, jakie będą jej własne. Podobno przeszłości się nie zapominało i chociaż z Victorem poszło jej dość sprawnie, z Enzo rzecz miała się zgoła inaczej. Po tym pierwszym pozostał niesmak, którego próbowała się wyzbyć ostatecznie, co było nad wyraz uciążliwe - przewijało się niczym smród po skunksie, który postanowił nasikać gdzieś w pobliżu. Po drugim pozostała pustka, która chociaż nie paliła żywym ogniem, niekiedy o sobie przypominała. Taka była cena pięknych wspomnień, które pielęgnowała w chwilach największej słabości. Nie ukrywała przed sobą, że niczego już do niego nie czuła. Nie widziała sensu w okłamywaniu samej siebie i chociaż wydźwięk uczuć się zmienił, nadal istniały. Ceniła je bo potrafiły przypomnieć, że pomimo rozczarowań i pewnych porażek w relacjach międzyludzkich mogła oczekiwać od losu czegoś dobrego.
Nie spuszczała z niego wzroku, kiedy do niej podchodził. Lubiła tę bliskość chociaż Teraz była jedynie częścią przyjacielskiej gry; wyzwaniem, którego się podjął, ku uciesze kobiety. Wytrzymała jego spojrzenie - nie pierwszy raz miała do czynienia z tymi hipnotyzującymi oczami. Wszak to one były jednym z powodów, przez który zwróciła na niego uwagę kilkanaście miesięcy temu.
-Konsekwencje potrafią być przyjemne, nie sądzisz? - rzuciła, nie rezygnując z zaczepnego tonu. Skoro mieli spędzić tutaj kilka dni bez jakiejkolwiek formy cywilizacji, jakoś trzeba było sobie ten czas urozmaicić. Przecież znali siebie, prawda? wiedzieli, na co mogli sobie pozwolić. - Musisz być niebywale pewny siebie, skoro jesteś przekonany, że to ja zakocham się ponownie w tobie, a nie na odwrót. Kto wie, może po tych kilku dniach razem do domu ostatecznie wróci tylko jedno z nas - odpowiedziała, czując przyjemny dreszcz, kiedy dotknął jej włosów. Droczył się z nią, była tego pewna, ale nie odpowiadała za reakcje własnego ciała. Ono pamiętało, ono wspominało i ono przeżywało wszystko na nowo. Czy to poniekąd nie był masochizm? Skoro zdawała sobie sprawę, że nie wyleczyła się z niego w stu procentach, czy nie powinna zrobić sobie całkowitej przerwy? Tylko jak walczyć z uzależnieniem, kiedy było się na takim głodzie, miotając się wewnętrznie? Potrzebowała tego zapomnienia jak narkoman prochów.
Z jej ust wydobył się cichy śmiech, kiedy nawiązał do tak prozaicznych rzeczy.
-Rozumiem, że przez żołądek do serca? Ty tosty, ja kawa. Brzmi jak sprawiedliwy podział - odpowiedziała, lekko głową kręcąc. Uwielbiała w nim to, jak sprawnie potrafił przeskakiwać pomiędzy rozmowami oraz atmosferą, sprawnie nią manipulując. Raz sprawiał, że zdawała się gęstnieć, by zaraz całkiem ją rozładować, dając poczucie komfortu. - A do której grupy ty się ostatnio zaliczasz? - spytała, zaintrygowana. Fantazje się zmieniały, upodobania również. Kto wie, na czym teraz stał mężczyzna. - Nie masz ze mną najmniejszych szans! I nawet nie próbuj oszukiwać! - wskazała na niego wymownie palcem, siadając przy stole, na którym zdążył rozłożyć planszę. - Wybieram kota. uznajmy, że jest czarny, więc musi przynieść mi szczęście - dodała, zaraz jednak się podnosząc. - Dobra, ale najpierw faktycznie zrobię nam kawę, bo może się okazać, że to będzie rozgrywka na kolejnych kilka dni - zaśmiała się, podchodząc do aneksu kuchennego. Tyle dobrego, że w tym domku był prąd i człowiek nie musiał się cofać w czasie aż tyle. - Nadal pijesz tą samą?

Enzo Lawrence
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
32 y/o
For good luck!
189 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie igrali z ogniem — pozwalali mu się pochłaniać poprzez przebywanie w swoim towarzystwie. Niezależnie od tego, jak grubym murem próbował się odgradzać, wciąż tliły się w nim te uczucia, z którymi próbował się uporać. Olivia nieustannie przyciągała go do siebie, jakby miała wbudowany magnes, któremu trudno było się oprzeć. Nie uważał tego za nic nadzwyczajnego. W końcu każdy trafiał na tę jedną (czy kilka osób), które mimowolnie przyciągały i skupiały na sobie uwagę, wymazując ze świata obecność innych. Livie poznałby właściwie wszędzie. Gdyby przechodził przez miasto, dojrzałby ją między tłumem ludzi; zanotował w pamięci sposób, w jaki się poruszała, symetrię sylwetki i sposób, w jaki układały się linie jej ciała. Pełniejszy biust, wyraźne wcięcie w talii, nieco szersze biodra i pełniejsze pośladki. Smukłe ramiona, proporcjonalne nogi i wyraźna różnica między szerokością talii a biodrami dopełniały całości. Była szczupła, ale nie drobna; jej sylwetka miała wyraźnie kobiece proporcje. Zapadała w pamięci, jak zapach pierwszego wiosennego deszczu i co zabawne, z wiosennym deszczem miała sporo wspólnego. Jej obecność była po prostu orzeźwiająca. Przynosiła ze sobą oczyszczenie, bo wyzbywał się większości nieprzyjemnych myśli. Na ocenę Lorenzo miało również wpływ to, co ich łączyło. Mimo tego, że od rozstania dużo częściej widywał ją w ubraniach niż bez nich, był w stanie bez problemu przypomnieć sobie gładkość jej skóry, drobne znamiona rozsypane po ciele, czy sposób, w jaki reagowała na dotyk.
I to było cholernie odmóżdżające. Bo patrząc na nią z tak bliskiej odległości i przekomarzając się z nią, trudno było nie zsunąć spojrzenia niżej, na jej usta i nie sprawdzić, czy wciąż smakowały tak samo dobrze jak w t e d y. Dlatego przyjeżdżanie z byłą dziewczyną, mimo przyjacielskiej relacji po zerwaniu, osłabiało — jak dotąd — dość silną wolę Lorenzo. Ale Lorenzo był na tyle utalentowany, że spieprzenie relacji przychodziło mu z zaskakującą łatwością. Skąd? Dlaczego? Czemu tak przerażała go ta wizja przywiązania na dłużej niż na chwilę? Bał się, że straci niezależność, o którą nieustannie walczył przez jakieś piętnaście lat swojego życia. Jeśli kiedykolwiek zarzekał się, że był do szpiku kości normalny — kłamał. Bo normalny, dorosły facet nie powinien obawiać się kobiety, dla której mógł być tym jedynym. Ewidentnie nie dorósł do takiej odpowiedzialności. Prościej, szybciej, przyjemniej było mu się odnaleźć w relacjach niewymagających zaangażowania emocjonalnego. Tylko cielesnego.
— Konsekwencje są przyjemne, jeśli ryzyko było ich warte — wypuścił kosmyki włosów Olivii spomiędzy swoich palców, nie prowokując dalej konsekwencji, z którymi musieliby się później mierzyć. Chociaż Olivia zdecydowanie była ich warta, ryzyka również. — A jeśli ci powiem, że faktycznie przeszło mi to przez myśl? — ściągnął ciemne brwi jakby w zamyśleniu. Przekomarzanki przekomarzankami, ale odrobina szczerości nikomu nie szkodziła. Nie rozstali się ze względu na brak uczuć, lecz z rozsądku.
Rozsądne było również zrobienie tostów i przygotowanie kawy. Przed przyjazdem zdążyli jeszcze zajechać na zakupy i kupić rzeczy potrzebne do przyrządzenia tak wybitnego dzieła jedzeniowego, jakim były tosty. Ser, szynka, chleb tostowy, masło. Wystarczająco, by Enzo mógł popisać się swoimi kulinarnymi umiejętnościami. — Ja? — zapytał, odwracając głowę, by posłać jej spojrzenie znad własnego ramienia. Kąciki ust mężczyzny uniosły się w lisim uśmiechu, natomiast ciemne tęczówki rozbłysły rozbawieniem i zarazem nonszalancją. Przemknął wzrokiem po jej ciele, jakby w ten sposób próbował dopasować swoje preferencje do jej osoby i odwróciwszy się w jej stronę, przeszedł przez niewielki aneks.
— Ja jestem tylko chłopcem w ciele dorosłego faceta, więc marzy mi się zdominowanie prowokatorki i złośnicy — odpowiedział w końcu, przeciągając świadomie odpowiedź.
Czerpał satysfakcję z tego typu interakcji, nawet jeśli te były czysto złośliwe.
Tosty pachnące zapiekaną szynką i roztopionym serem (dodał jeszcze trochę oregano do podbicia smaku) postawił na stole. Tym samym zresztą, na którym została rozłożona plansza do monopoly.
— Nadal piję tą samą — skomentował najpierw kawę, wybierając pytanie niewymagające pomyślunku do udzielenia odpowiedzi. Przykładając palec wskazujący i kciuk do podbródka, rzucił przepełnione politowaniem spojrzenie w stronę kobiety, szczerze przekonany o swojej wygranej w grze.
— Ja? Oszukiwać? O co mnie podejrzewasz? — tą samą dłoń, której palce chwilę temu podpierały podbródek, zsunął na swoją klatkę piersiową, kręcąc głową z udawanym dramatyzmem. Podsumował ten występ równie dramatycznym westchnięciem. Oczywiście, że potrafił kłamać. I prawdopodobnie nie miałby problemu z orżnięciem Olivii w wyjątkowo chamski sposób, ale nie zamierzał tego robić. Miał jakiś tam swoje zasady moralne, których starał się trzymać. — Czarny, wiedźmi pionek dla wiedźmy… To ja biorę pieska — sięgnął po srebrną figurkę pieska, który przypominał jakiegoś yorka i postawił na starcie. Gdy tylko Olivia wróciła z kawą, mogli rozpocząć grę. Podczas swojej tury wyrzucił siódemkę i o tyle pól przesunął pionek, wykupując niemalże od razu jedno z zielonych pól.

Olivia Calvert
Ostatnio zmieniony wt sie 18, 2026 2:09 pm przez Enzo Lawrence, łącznie zmieniany 1 raz.
Kasia (dc: hicatie.exe )
Nie piszmy z chatem.
32 y/o
NARRATORSKI PIESEK
166 cm
patolog sądowy Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Even if everyone turns a blind eye, I'm fine
Even if it's a little far, I still climb
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Nie tak łatwo było wymazać czas, który ze sobą spędzili, kiedy jeszcze mogli nazywać się parą. Olivia co rusz pobudzała swoją pamięć, przywołując wspomnienia wspólnych chwil. Widok, jaki zastawała budząc się każdego dnia, kiedy tylko Enzo zostawał na noc. Zapach kawy, którą pili śmiejąc się rano przy śniadaniu. Dotyk, którym raczył jej ciało w intymnych uniesieniach, tak uzależniający od siebie. Pamiętała każde drżenie skóry, gdy tylko znajdował się blisko niej. Smak ust, które całowały ją z taką zachłannością. To właśnie w tamtych chwilach była przekonana, że może stać się dla niego wszystkim. Że być może ostatecznie połączy ich coś więcej, coś trwalszego i pewniejszego.
Nie miała mu za złe, że się rozstali. Decyzja należała do obu stron, bo gdzieś wkradła się niepewność. Pojawiła się myśl, że to nie było wystarczające, chociaż nie dało się jasno określić, co stanowiło ten brak. Niemniej Olivia nadal o nim myślała. Nie potrafiła inaczej, chłonąć za każdym razem jego zapach, kiedy spotykali się nadal, pomimo rozstania. Byli przyjaciółmi, chociaż gdzieś w głowie wiedziała, że było to zaledwie pretekstem, żeby móc z nim przebywać. To słowo dawało jej podłoże do kolejnych wiadomości, kolejnych widzeń, kolejnych rozmów w środku nocy. Korzystała z niego zapewne znacznie częściej, niż powinna, karmiąc swoją potrzebę towarzystwa Enzo. Wiele osób z całą pewnością powiedziałoby jej, że powinna przystopować, ale z drugiej strony co inni mogli wiedzieć? Nie znali jej, nie znali jego. Miała prawo do popełniania własnych błędów tym bardziej, że w taki sposób akurat jego nigdy by nie określiła. Victor nim był, to pewne. Alex miał rację nigdy nie pałając do niego sympatią. Z tym, że Alexa również tutaj nie było.
Enzo był dla niej ważny i nic miało tego nie zmienić. Zostawił ślad w jej życiu, niezatarty i trwały. Nic dziwnego, że kiedy tylko nadarzyła się okazja, ponownie postanowiła przepaść z nim na jakimś zadupiu, któremu daleko było do cywilizacji. Takie miejsca miały swój urok i zdecydowanie dobrze wpływały na kreatywność. Ewentualnie na odmóżdżenie, bo taka opcja również wchodziła w grę.
-A przecież ludzie tak uwielbiają ryzykować, prawda? Sprawdzać, na jak wiele ich stać - uśmiechnęła się do niego zaczepnie. Uwielbiała, kiedy bawił się jej włosami; gdy jej ciemne kosmyki znajdowały się pomiędzy jego palcami, dostarczając kuszącą dozę przyjemności. To było jak uzależnienie, ale cholera, Enzo cały nim był. Wart każdego grzech, każdego błędu, każdej nieprzemyślanej decyzji. - To wtedy nie wiem, czy będę w stanie ci na to odpowiedzieć, Enzo - odpowiedziała i pod wpływem impulsu, którego nawet nie chciała kontrolować, przesunęła delikatnie dłonią po policzku mężczyzny. Potrzebowała tego dotyku; namiastki wszystkiego, za czym tęskniło całe ciało.
Patrzyła, jak zabiera się za przygotowywanie tostów. Coś w prostocie tej czynności sprawiło, że uśmiechnęła się czule, a przez jej ciało przemknął kojący dreszcz. Tak to kiedyś wyglądało, prawda? Po ciężkiej na własne życzenie nocy, kiedy przychodził głód.
-A co zrobiłby chłopiec, gdyby okazało się, że prowokatorka i złośnica wcale nie dałaby się tak łatwo zdominować? Poddanie czy wyzwanie? - lekko przechyliła na bok głowę, nie spuszczając z niego spojrzenia jasnych oczu. Lubili się ze sobą drażnić i to nie zmieniło się nawet z biegiem czasu. Teraz nie spędzali czasu codziennie, ale najwidoczniej nie przeszkadzało im to w sięganiu po dawne praktyki.
Sięgnęła po ciepłego tosta, przygotowanego z miłością, wgryzając się w niego i dopiero wtedy dotarło do niej, że była bardziej głodna, niż podejrzewała na początku. Takie proste, a takie dobre! Chwilę później zajęła się kawą, która w szybkim tempie dołączyła do tostów. Teraz mogli skupić się na najważniejszym - próbie wygranej!
-Kochany, już ja cię znam. patrzysz tylko na okazję, żeby mnie wyrolować! Ale nie dam się tak łatwo! - zaśmiała się, gotowa pokryć w rzeczywistości własne słowa. Co innego, że w wielu innych rzeczach owa łatwość zdawała się niemal emanować. - Te, ta wiedźma to cię rozgromi. Jeden czar, drugi i nie będzie litości - uśmiechnęła się, popijając jedzenie kawą. Takiego zastrzyku energii było jej trzeba.
Rzuciła kostkami, a kiedy wypadło 5, przesunęła swojego kota, pozwoliła sobie na wykupienie pierwszej kolei. Czyli teraz walka była o wszystkie, wspaniale!


Enzo Lawrence
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
32 y/o
For good luck!
189 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ach ta niepewność — niszczyła relacje z siłą lodołamacza. Dorośli podobno nie powinni popełniać błędów, tak przynajmniej uważał Enzo. Później okazywało się, że choćby powtarzał to sobie milion razy, błędy były rzeczą ludzką. Okrutnie przypominały o tym, że byli naprawdę słabym gatunkiem, opornym na naukę. Zwłaszcza ci, którzy naiwnie wierzyli w zmianę i poprawę więzi, nawet jeśli ta była już dawno przesądzona i przypieczętowana przez nieszczęście. Olivia popełniała błąd, skazując się na obecność Lorenzo, a on wbijał gwóźdź do trumny, godząc się niemal na każde spotkanie i flirtując z nią w sposób na tyle bezczelny, by schodzić na tematy, które w teorii nie powinny go interesować? Masochizm, sadyzm? Nieważne. Ważne było to, że Olivia nie była oporna, a Enzo nie potrafił powiedzieć sobie stop i przesuwał granice. Czasem potrzebował kogoś, kto będzie na tyle uprzejmy, że ostudzi jego zapał. W teorii potrzebował. W praktyce chęć wpłynięcia na jego zachowanie wywołałaby falę buntu i niezadowolenia. Wiedział natomiast, że dopóki Olivia nie powie słowa stop, ta dyskusja przestanie być zwykłą rozmową — przerodzi się w coś intymniejszego.
Trudno było odsunąć od siebie przeszłość i znaleźć jej miejsce w teraźniejszości.
Gryzły się ze sobą. Żadna strona nie próbowała nawet znaleźć kompromisu.
A Enzo jako człowiek uparty i ulegający swoim zachciankom — choć próbował przyodziać nieskazitelną maskę odpowiedzialności, nie należał do osób opornych na prowokacje. Zwłaszcza prowokację ze strony kobiety takiej jak Olivia. Oczywiście, że byłby skłonny podjąć się tego ryzyka. W myślach poświęcał blondynce dużo więcej czasu, niż powinien. Odtwarzał jej prowokacyjny tom, wraz ze spojrzeniem i tym błyskiem w jasnych oczach, z którymi na niego patrzyła, gdy przemawiał przez nią język prowokacji. Ten głos był przyjemny, zadziorny. Wprawiający w przyjemny dyskomfort kumulujący się gdzieś wewnątrz klatki piersiowej. Linia czasu była dla ich dwójki bolesna, choć łaskawa, bo nie zdążyli się znienawidzić.
— Dlatego spędzimy wieczór na grze w monopoly. To będzie prawdziwa rywalizacja — zaoponował, schodząc z tematu prowokacji na rzeczy przyziemniejsze. Przynajmniej na chwilę.
Ciepło jej dłoni na policzku uświadomiło go w przekonaniu, że jej dotyk wciąż był kojący i pożądany przez niego. Przysłonił swoją dłonią tę jej, przemykając opuszkami palców po jej zewnętrznej stronie. Zatrzymując spojrzenie na wysokości jasnych tęczówek Olivii, pozwolił sobie na odsunięcie ręki Liv od swojej twarzy przyozdobionej kilkudniowym zarostem. Nie wyznaczał tym gestem żadnych granic, przeczył temu kolejny gest, gdy przechodząc obok niej — niemalże odruchowo — przesunął dłonią po wcięciu w kobiecej talii, zahaczając palcem wskazującym o dolną część materiału bluzki, którą na sobie miała. Drażniło go to uczucie zagubienia i dezorientacji, gdy Olivia fizycznie była na wyciągnięcie jego ręki, choć emocjonalnie niedostępna. Na jego własne życzenie.
Kłopoty.
— Podjąłby się wyzwania. Bo ten chłopiec jest rozpieszczony i nie lubi przegrywać — był też cholernie pewny siebie i przekonany, że swoim zniewalającym urokiem i umiejętnościami by ją poskromił.
Nawet jeśli zajęłoby mu to więcej czasu niż zazwyczaj, Olivia byłaby warta każdej przeciągniętej w czasie minuty. Zdolności Enzo do zachowania spokoju niektórych wprawiały w dyskomfort, a przez innych były podziwiane. Sposób, w jaki przygotowywał tosty, informując Olivie bez cienia zawahania się, czy większej emocjonalności, że właściwie chętnie by jej to udowodnił, był godny podziwu. Brak hamulców, czy słownego filtra być może nie wyróżniał go na tle innych osób, ale na pewno czynił dość rozpoznawalnym.
— Dawaj, urozmaicimy sobie grę. Proponuję nowe zasady. Jak wejdziesz na moje pole, płacisz mi czynsz, odpowiadasz na dyskomfortowe pytanie albo ściągasz którąś warstwę ubrania — zaproponował przekornie, wyzywająco. Oczywiście te nowe zasady miały tyczyć się nie tylko jej, ale i jego. Skoro rozmawiali wcześniej o ryzyku, to dlaczego mieliby się go nie podjąć, skoro mieli ku temu okazję? Poza tym to co działo się w domkach, tutaj zostawało. Przesunął pionek o 2, cmokając z niezadowoleniem. Miała szansę go wyprzedzić, niedobrze. A on po wylosowaniu karty straty musiał oddać do banku dwieście dolarów. Pechowo.

Olivia Calvert
Kasia (dc: hicatie.exe )
Nie piszmy z chatem.
32 y/o
NARRATORSKI PIESEK
166 cm
patolog sądowy Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Even if everyone turns a blind eye, I'm fine
Even if it's a little far, I still climb
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Dorosłość miała wiele zalet, jak również i wad. Będąc dzieckiem, konsekwencje za zachowanie ponosili głównie rodzice, na których zrzucano winę za pomyłki i wybryki pociech. Wszak to właśnie oni odpowiadali za wychowanie oraz stanowili pewnego rodzaju wzorzec, który dzieci powinny naśladować, dążąc do osiągnięcia pełnego przystosowania społecznego. Z wiekiem jednak ciężar ten przechodził na właściwą osobę, która musiała sama radzić sobie z problemami oraz skutkami własnych decyzji, które niestety nie zawsze było poprawne. popełniało się błędy, pchano w sytuacje niebezpieczne dla zdrowia fizycznego jak i psychicznego. Babrano się w sprawach, które już dawno powinny zostać pogrzebane, jakby z nadzieją, że coś się zmieni.
Olivia wiedziała, że nijak nie powinna igrać z Enzo, zamykając ostatecznie rozdział opatrzony pięknym tytułem “Couple forever”. Zostawić za sobą ciche nadzieje, które nie miały pokrycie w rzeczywistości. Skupić się na pisaniu historii, w której “Friends” było bardziej adekwatne do tego, co ich teraz łączyło. Czemu nikt nie powiedział jej, jak cholernie to będzie trudne, bo chociaż tak wiele zostało wyjaśnionych, tak wiele zapewnień zostało wypowiedzianych, gdzieś czaiło się niezadowolenie, że przejście na niższy level znajomości nastąpiło z taką łatwością. Niema porażka, której nikt nie nazywał wprost, traktując to jako normalne następstwo niespełnionych oczekiwań względem wspólnej przyszłości.
Była na niego podatna i chociaż nie zamierzała przekraczać ostatecznej granicy, narażając tym samym to, co łączyło ich teraz, nie potrafiła całkiem zrezygnować z odrobiny bliskości, której daleko było jedynie do przyjacielskiej. Umysł nadal pamiętał i miało minąć jeszcze sporo czasu, zanim ostatecznie pogodzi się z faktem, że owa bliskość nie była już jej własnością. Och, o ile łatwiej by było, gdyby Enzo kategorycznie ucinał zaczepki, nie dając się żadnej prowokacji. On jednak egoistycznie podejmował grę sprawiając, że Calvert sama nie umiała wybudować muru, który ostatecznie zakończyłby niektóre sytuacje.
-Wiesz co mówią o Monopoly? Że to gra, która potrafi zniszczyć nawet najtrwalszą przyjaźń. Jesteś pewien, że takie konsekwencje są warte ryzyka? - zaśmiała się cicho, wpatrując w jego ciemne oczy. Uwielbiała je i zapewne uwielbiała je osoba, która teraz była dla mężczyzny szczególna. nie wierzyła, że nie istniała. Ostatecznie był zbyt hipnotyzujący i przyciągający, by być samemu. Nawet, jeśli miało to trwać chwilę.
Poczuła dziwny, delikatny i mało przyjemny chłód, kiedy odjął jej dłoń od swojego policzka. Miał do tego prawo, nie każdy pragnął dotyku. A jednak gdzieś w głowie krzyknęło rozczarowanie gryzące się z postanowieniami. Czemu relacje międzyludzkie były tak skomplikowane? Zadrżała jednak, kiedy jego dłoń musnęła niewinnie jej talię, drocząc się z nią. Jak miała nie pragnąc więcej, skoro tak wiele podchodów czaiło się na około?
-Tu pojawia się problem, bo aż kusi, żeby zobaczyć jaką minę będzie miał chłopiec, kiedy ostatecznie będzie musiał zmierzyć się z przegraną. A nagrody pocieszenia nie wchodzą w grę - zauważyła, z błyskiem w oku, lekko przygryzając dolną wargę. Igrałał, prowokowała, bawiła się, złakniona tych krótkich interakcji, które napinały atmosferę. Niewinne słowa, a jednak kryjące za sobą tak wiele. Przyjacielskie zaczepki, które nie stanowiły nigdy problemu.
-Czyli tak chcesz się bawić, Lawrence. Pamiętaj, że w razie czego ja mam więcej warstw na sobie - rzuciła, lekko unosząc jedną brew. Była święcie przekonana, że grają w grę dla dzieci, a nie rozbieranego pokera, niemniej najwidoczniej Enzo postanowił połączyć ze sobą dwie rzeczy sprawiając, że ich czas spędzony w domku robił się znacznie ciekawszy. I to już w pierwszych godzinach od przyjazdu. Czego w takim razie miała oczekiwać później. - Umowa stoi. Ale zasady są takie, że nie wolno ciągle wybierać jednej opcji. Trzy razy prawda, później siłą rzeczy trzeba coś z siebie ściągnąć. Podobnie z ubraniem - niewygodne pytania to moja specjalność. A czynsz? Jego też nie można płacić w nieskończoność - przystanęła na jego propozycję. Jeśli chciał się tak bawić, proszę bardzo. Oby był gotowy na porażkę, bo Olivia nie miała najmniejszego zamiaru przegrać tego starcia!
Przesunęła pionek o osiem oczek, wykupując różową kartę.
-Będziesz musiał się postarać, Enzo, bo zostajesz w tyle - uśmiechnęła się do niego, pewna siebie.

Enzo Lawrence
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
32 y/o
For good luck!
189 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Balansowanie pomiędzy tym, co powinien, a tym, czego nie powinien robić, sprawiało mu frajdę. Takie zachowanie było dla Enzo odskocznią od codziennej stabilności, z którą musiał się mierzyć zarówno w pracy, jak i poza nią. Tutaj, w kontakcie z drugą osobą, mógł pozwolić sobie na odrobinę luzu. Przebywanie w towarzystwie Livie było kojące, pozwalało mu na złapanie oddechu. Nie doszukiwał się w tym dodatkowego sensu, nie próbował interpretować swojego zachowania ponad to, co uważał za oczywiste. Olivia zajmowała w jego życiu szczególne miejsce. Pogodził się z tym, że ich wspólna przyszłość nie miałaby możliwości, by przetrwać ze względu na osobowość Enzo. Logiką nie był w stanie przysłonić jednak innych potrzeb, tych bardziej ludzkich, fizycznych. Dotyk mu nie przeszkadzał, nie unikał go — a nawet do niego dążył.
— Dobrze, że jesteśmy weteranami — machnął zbywająco dłonią. Skoro ich przyjaźń przetrwała coś takiego jak zakończony związek, to gra w monpoly nie mogła bardziej namieszać. Być może dawał ich dorosłości zawyżone noty, ale szczerze powiedziawszy, nie przykładał do tego aktualnie uwagi. Wypowiedzianych słów cofnąć nie mógł, a brzmiał na cholernie pewnego siebie, więc szczerze wierzył w swoje słowa. Był gotów ponieść porażkę (czy aby na pewno?) i przyjąć gratulacje związane z wygraną — dlatego rozsiadł się wygodnie przed stolikiem i równie śmiało rzucał kostkami.
Oczywiście uwadze Enzo nie umknęły żadne gesty; chociażby prowokacyjne przygryzienie dolnej wargi i spojrzenie, w którym czaił się ten cholerny błysk, za który mógłby dać się pokroić i rozebrać w tej samej sekundzie. Przyciągały go takie zachowania, wzbudzały w nim potrzebę poskromienia i udowodnienia drugiej osobie, że niezależnie od tego, jak bardzo by się starała, to on powinien rozdawać karty i mieć ostatnie słowo. To najwidoczniej było problemem jego charakteru. Nie lubił, gdy ktoś z nim igrał, choć sam chętnie zaczynał. Najgorsze w tym całym incydencie wydawało mu się to, że zachowanie Olivii naprawdę na niego działało. Robiło mu się ciepło, gdy wyobrażał sobie scenę, w której to on przygryzał wargę Calvert podczas nieśpiesznego unoszenia jej koszulki ku górze.

Porażka, Lawrence.

— Zawsze możesz sprawdzić, to nie problem — wzruszył prowokacyjnie ramionami, unosząc kąciki ust w dwuznacznym uśmiechu. Nie miałby nic przeciwko, co dał jej do zrozumienia wypowiedzianymi słowami. Problem mógłby być tylko jeden, może dwa — taki, że jedno z nich potraktowałoby zachowanie drugiego, jak obietnicę. W teorii nie chcieli przecież ich składać, a na pewno Enzo tego nie chciał.

Przystając na nowe zasady, wykonał rzut.
Sześć do przodu.
I pechowo stanął na wykupionym przez Olivie polu.

— Chuja tam, oszukujesz — rzucił ambitnie, przekładając ręce do tyłu, by spleść ze sobą palce na swoim karku. — To co, mam bulić, czy odpowiadać na pytanie? Tylko szybko, bo nie mam czasu, muszę kręcić biznes — i chyba coraz mniej podobała mu się ta gra, bo właśnie miał stracić coś cennego. Tajemnicę, pieniądze, ubranie.

Olivia Calvert
Kasia (dc: hicatie.exe )
Nie piszmy z chatem.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Summer by the Lake”