ODPOWIEDZ
25 y/o
For good luck!
168 cm
mała jędza klinika weterynaryjna
Awatar użytkownika
Skaczę sobie z kwiatka na kwiatek.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tak naprawdę nie mogła doczekać się spotkania z Lucienem. Nawet nie wiedziała, w którym momencie zaczęła myśleć o nim trochę bardziej. Niestety, w pracy trwał właśnie okres urlopowy i każda para rąk była potrzebna. Na domiar złego dzisiaj, pomiędzy umówionymi klientami, zaczęły napływać wolnobytujące koty, którymi należało zająć się na cito. W efekcie Zoya skończyła swoją zmianę dopiero po piętnastu godzinach.
Była wykończona, ale pomimo tego uradowana, kiedy najpierw nacisnęła domofon przy bramie apartamentowca Luciena, potem przycisk windy, a w końcu zadzwoniła do drzwi. Gdy tylko je otworzył, natychmiast wpadła do środka i krótko pocałowała mężczyzne w usta, uśmiechając się przy tym zadziornie. Następnie zrzuciła lofaresy i pomaszerowała w kierunku centralnej części salonu.
Stanęła tam boso, w krótkiej, czarnej sukience opinającej ciało, w jeansowej kurtce, z donicą z kwiatem pod jedną pachą i butelką bezalkoholowego wina pod drugą. Wścibsko, acz wesoło rozejrzała się po mieszkaniu. Chłonęła widok świetnie urządzonego wnętrza i wysokich okien, za którymi rozciągała się magiczna panorama Toronto.
Mieszkasz tu całkiem sam? — zapytała. Właściwie domyśliła się odpowiedzi. Raczej nie spodziewała się, że Lucien mógłby mieszkać z rodzicami czy współlokatorem. Nie wydawał jej się na tyle towarzyski.
Odstawiła donicę, która rzecz jasna, była prezentem, na niewielki stolik obok kanapy, po czym powoli pomaszerowała z winem w stronę kuchni. Zauroczona przyglądała się niebywale zadbanemu blatowi, taksowała wzrokiem szafki, zlew oraz akcesoria. Wszystko wyglądało tak, jakby nie było używane, dlatego zmarszczyła brwi i uniosła ręce w stronę Luciena, jakby domagała się wyjaśnienia. Jednak w tym wypadku też znała odpowiedź. W końcu jego brak umiejętności kulinarnych był powodem, dla którego tu przyszła.
Położyła wino obok ekspresu do kawy, po czym otworzyła lodówkę, aby sprawdzić jak spisała się Maria. Na pierwszy rzut oka wszystko się zgadzało, więc odwróciła się w stronę kuchennej wyspy. Oparła na niej dłoń i obeszła ją, jednocześnie sunąc koniuszkami palców po blacie. Jeszcze raz rozejrzała się tu i ówdzie, aż w końcu skupiła wzrok na Lucienie. Wtedy charakterystycznie, ale ni to wesoło, ni to złośliwie, zmarszczyła nos i uśmiechnęła się figlarnie.
Miała ochotę troszeczkę go pozaczepiać.
Dużo kobiet tu sprowadziłeś? — zapytała bardzo odważnie. — Ile miałeś łącznie one-night standów? — dodała po chwili i ponownie zmieniła miejsce. Tym razem stanęła z rękami splecionymi za plecami przed oknem. Było tak czyste, że przez moment Zoya miała wrażenie, że od przepaści dzielił ją zaledwie kroczek. — A w ilu związkach byłeś? – dorzuciła kolejne pytanie, po czym zerknęła na Luciena przez ramię.
Była ciekawa, choć wszystkie pytania zadała naprawdę w frywolnym nastroju. Dała mu tym samym do zrozumienia, że wcale nie musiał na nie odpowiadać. Zaraz, jakby całkowicie zmieniając temat, oparła obie dłonie o szybę i głośno westchnęła wyraźnie zachwycona.
Jak tu jest pięknie — powiedziała bardziej do siebie, aniżeli do Luciena.
Pola
Sprawdź moje granice rozsądku.
26 y/o
For good luck!
185 cm
zawodowy kierowca wyścigowy w barwach Mercedesa
Awatar użytkownika
Coming for it all, going for the gold
Hot behind the wheel, I'll never lose control
Sun go down, the night unfold
Run free & wild, do anything I want!
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os., l. poj.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

outfit
Propozycja spotkania u Luciena wyszła całkiem spontanicznie, niemniej nie mógł oprzeć się przed delikatnym uśmiechem, który wstępował na jego twarz za każdym razem, kiedy o tym myślał. Myślał o niej.
Po otrzymaniu listy zakupów jak najszybciej przekazał ją Marii, a sam miał dziś do załatwienia jedną sprawę — spotkanie z mamą w fundacji. Na nic jej się zdało podpytywanie go o rejs z przyjaciółmi, z resztą, mimo znajomości z rodzicami każdego z trójki, mógł być pewien, że nikt z jego paczki nawet słowem nie piśnie jej o Zoi.
Kiedy wybiła odpowiednia godzina, czekał, wpatrując się w zamyśleniu w panoramę miasta. Na dźwięk dzwonka momentalnie przyspieszyło mu serce. Gdy otworzył drzwi, z miejsca zaskoczył go szybki buziak, po którym odwzajemnił szeroki uśmiech. W następnej chwili powiódł za nią wzrokiem, bez namysłu puszczając drzwi, które z cichym trzaskiem zamknęły się tuż za nim.
Korzystając z faktu, że chwilowo uwaga Zoi skupiona była na mieszkaniu, podążył za nią, wodząc spojrzeniem po jej zgrabnej figurze, od bosych stóp przez wyraźną linię sukienki zakończoną w połowie ud i otulającą ją kurtką. Z donicą i winem bezalkoholowym, rozglądając się ochoczo po wnętrzu, wyglądała nad wyraz osobliwie.
Na jej pytanie kącik jego ust mimowolnie drgnął ku górze. Pokiwał z wolna głową.
Tak. Co prawda, zastanawiałem się nad jakimś czworonogiem, ale biorąc pod uwagę liczne wyjazdy raczej nie ma na to szans — przyznał spokojnie, pogodzony z tym niezbyt przyjemnym faktem. W mieszkaniu, które tak ją urzekało, bywał tylko przez jakieś 200 dni w roku. Pozostałą część spędzał w rozjazdach.
Nie musiałaś niczego kupować — stwierdził, wskazując brodą na kwiatka, którego ciemnowłosa właśnie odłożyła na stolik, po czym obserwował, jak z zaciekawieniem i wyraźnym zauroczeniem podziwia zbyt idealną kuchnię. Jej nieme pytanie skwitował beztroskim wzruszeniem ramion. — Ja tu nie rządzę. Ale Ty śmiało możesz się rozgościć — powiedział z zawadiackim uśmiechem. Jej naturalna swoboda i iskry w oczach wydały mu się fascynujące.
Gdy przystanęła na chwilę, obdarzając go figlarnym uśmiechem, bez trudu poznał jej intencje. W pierwszej sekundzie uniósł wysoko brew na jej bardzo odważne pytanie, po czym ze wszystkich sił postarał się nie uśmiechnąć w rozbawieniu. Zamiast tego ściągnął brwi w udawanej powadze.
Internet nie zdradza takich informacji? — odparł na zaczepkę, finalnie poszerzając łobuzersko usta. Zaraz jednak oblizał wargi. — Nie sprowadzałem tu kobiet, które nie znaczyły dla mnie nic więcej, poza jednorazową przygodą. Cenię sobie prywatność — odpowiedział na pierwsze pytanie, nieco wymijająco, ale wciąż starając się być szczerym z informacjami, jakie ją ciekawiły. Nie określiła, o jakie kobiety jej chodziło. W międzyczasie wyciągnął korkociąg i zajął się otwieraniem butelki. — One night standów nie liczyłem, a związki były trzy — uściślił, nie mając powodów, by cokolwiek przed nią ukrywać. Czytała o nim, wiedziała więc, że przez ostatnie dwa lata nie był widywany z nikim konkretnym. Charakterystyczny dźwięk wyciąganego korka poniósł się głucho po pomieszczeniu.— I uprzedzając Twoje następne pytanie, sypialnię na górze poznała tylko jedna z nich — uniósł głowę, wskazując antresolę nad nimi, po czym przeniósł niewinne spojrzenie na Zoyę, by w następnej chwili napełnić kieliszki. — To mieszkanie mam dopiero od trzech lat — wyjaśnił lekkim tonem, zastanawiając się w myślach, czy wystarczająco zaspokoił jej ciekawość, po czym podszedł ze szkłem do kobiety. — Możemy więc uznać, że jesteś wyjątkiem potwierdzającym regułę — uśmiechnął się kącikiem ust.
Regułę nie przyprowadzania tu żadnych przypadkowych kobiet. Jako osoba publiczna, czuł wyjątkową potrzebę posiadania swojej osobistej oazy spokoju, do której nie każdy miał dostęp. W pewnym sensie rzeczywiście nie był tak towarzyski, jak zauważyła Zoya.
Na jej westchnienie pokiwał głową, zupełnie się z nią zgadzając. Nie miał jednak na myśli widoku, jaki chłonęła wzrokiem. Przez te parę sekund patrzył bezpośrednio na nią, w duchu przyznając, że naprawdę była piękna.
Jak Ci minął dzień? — zapytał, szczerze zainteresowany odpowiedzią.
25 y/o
For good luck!
168 cm
mała jędza klinika weterynaryjna
Awatar użytkownika
Skaczę sobie z kwiatka na kwiatek.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Potaknęła, słysząc wzmiankę o zwierzaku i o tym, że przy obecnym trybie życia Lucien nie mógł sobie pozwolić na posiadanie czworonoga. Rozumiała to, zważywszy na częstą nieobecność.
Wypada coś przynieść, kiedy po raz pierwszy przychodzi się do kogoś — stwierdziła i wzruszyła ramionami.
Zoya miała wpojonych wiele tradycji, które przekazała jej matka, a które później praktykował również Charles Weasley. Być może w nowoczesnym i ogromnym Toronto nie przywiązywano już wagi do takich drobnostek, ale ona wywodziła się z Huntsville, gdzie wciąż starano się podtrzymywać dobre relacje z sąsiadami. Ba, w duchu gościnności i serdeczności.
Tak zamierzam zrobić — powiedziała swobodnie i ruszyła dalej, jednocześnie wciąż obserwując Luciena. — Chyba dowcip ci się wyostrzył, Lionel — prychnęła. — Nie pamiętam już, co jest napisane na Who Is.. taki odpowiednik wikipedii — dodała i po prostu wytknęła mu jezyk, aby przysłowiowo się o d c z e p i ł.
Prawda była taka, że Zoyka tylko raz sięgnęła do informacji zamieszczonych w internecie. Było to wtedy, kiedy szukała Luciena. Cała reszta nowinek napływała przez ten c h o l e r n y a l g o r y t m, który przeklinała każdego ranka, gdy sięgała po telefon. A potem, zupełnie mimowolnie odpalała jednego posta za drugim, doskonale zdając sobie sprawę z tego, w jakie błędne koło wpadała.
Chyba trochę uzależniła się od tego, że miała Luciena na własność, a przynajmniej w niewielkim stopniu.
Jego dalsza odpowiedź była dla Zoi satysfakcjonująca. Wyznawała podobne zasady i nie sprowadzała do swojego łóżka przypadkowych chłopców. Nawet w Huntsville tylko jeden gościł w jej sypialni i było to jeszcze w liceum.
Obserwowała więc dalej, stojąc już nieopodal przy wielkim oknie. Uważnie śledziła to, co robił Lucien, a potem na chwilę skupiła uwagę na otwartej butelce, aby ostatecznie wyjrzeć za szybę i spojrzeć na panoramę Toronto. Pomimo wszystko nadal słuchała, choć udawała, że wcale nie była aż tak mocno zainteresowana, bo temat mógł wydawać się dosyć niewygodny.
Lucien jednak gładko odpowiedział na jej pytania. Nawet całkiem odruchowo przez myśl jej przeszło, że skoro nie liczył one-night standów, to musiał mieć ich sporo na sumieniu. Jednak pod względem zwiazków, mogli pochwalić się podobnym doświadczeniem.
Wcale nie chciałam o to zapytać — powiedziała zgodnie z prawdą, ale na jego skinienie intuicyjnie zerknęła na antresolę. Robiła wrażenie.I wcale nie zamierzam oglądać twojej sypialni — dodała, jakby tym razem to ona usiłowała uprzedzić zarówno pytanie mężczyzny jak i zamiary. Mimo tego Zoi towarzyszył zawadiacki uśmieszek i ten uroczo zmarszczony nos, do którego dołączył język wetknięty między zęby. — Za jakieś dwie godziny mam autobus nocny. Zamierzam nim wrócić — poinformowała całkiem swobodnie.
Na wiadomość dotyczącą mieszkania jedynie potaknęła. Spodziewała się, że nie musiał wynajmować, jednak odruchowo pomyślała, że lokal w tej okolicy z tak zachwycającym widokiem musiał kosztować fortunę. Chyba trochę ją to przytłoczyło, zwłaszcza że ponownie przesunęła wzrokiem po wnętrzu. Doskonale wiedziała, że mogłaby pracować całe życie, a i tak nie odłożyłaby na coś takiego. Te myśli jednak prędko rozwiał kieliszek w jej dłoni i Lucien stojący obok.
Już prawie zapomniałam, że poznaliśmy się w taki sposób. Jestem mało ogarnięta, ale nigdy wcześniej nie uprawiałam seksu w jakiejś ciemnej alejce. Muszę uważać następnym razem, bo jaka jest szansa, że znowu trafię na celebrytę, a nie mordercę? — zaśmiała się, po czym szybko upiła łyk wina.
Szansa była żadna, bo szczerze nie zamierzała powtarzać tego incydentu, a przynajmniej nie w obskurnej uliczce i przede wszystkim nie w obecnym błogosławionym stanie.
Znowu odwróciła się i rozejrzała po Toronto. Ten widok dorównywał jedynie temu, który podziwiała z wieży w centrum miasta. W tamtym momencie nie miała pojęcia, że Lucien na nią patrzył i że jej słowa, że było pięknie, w jego mniemaniu wcale nie odnosiły się do widoku, ale bezpośrednio do jej sylwetki. Nie przywykła do zwracania uwagi na takie detale, dlatego już po chwili znów skierowała twarz w stronę mężczyzny. Widząc jego uśmiech, automatycznie sama uniosła kąciki ust i upiła wino.
Nie mogła pojąć, dlaczego tak bardzo go polubiła; dlaczego spoglądała mu w oczy z wyraźną fascynacją i dlaczego tak swobodnie czuła się w jego mieszkaniu w środku nocy. Był mężczyzną z krwi i kości; człowiekiem, z którym przeżyła najbardziej tragiczny w skutkach one-night stand, a pomimo tego Zoya wydawała się bezgranicznie mu ufać.
Czy była głupia?
Ciężko — odpowiedziała. Niemniej nie zamierzała się rozwijać. To był zbyt intensywny dzień, aby na sam koniec wciąż mówić o tym, co działo się w pracy. Machnęła więc ręką i trzymając kieliszek w drugiej dłoni, przemieściła się z powrotem w stronę kuchennej części mieszkania. — A tobie?
Jeżeli Zoya miała zdążyć z kolacją, to musiała wziąć się do roboty. Odstawiła szkło. Przez moment opierała ręcę o biodra i spoglądała w skupieniu na szafki. Następnie zupełnie intuicyjnie odnalazła w jednej z nich mąkę. Natomiast ugotowane i zmielone ziemniaki znajdowały się w lodówce. Wyciągnęła je równie pośpieszie, jednocześnie będąc wdzięczną Marii za pomoc.
Wrzuciła całość do miski i dodała jajko.
Chodź tu. Będziesz wyrabiał ciasto — zawołała wesoło i zrobiła Lucienowi miejsce. Zoya uważała, że z całym szacunkiem dla jego kariery, ale powinien umieć ugotować cokolwiek.

Lucien Spencer
Pola
Sprawdź moje granice rozsądku.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#25”