ODPOWIEDZ
39 y/o
Mark your calendar for Canada Day
190 cm
Detektyw IGGTF Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Po wyjściu z domu Darcy był przygotowany na to, co musiał zrobić. Upewnił się jedynie, że jego przyjaciel spędzi kilka najbliższych dni obserwując ją oraz jej nieruchomość. Dzięki temu mógł poświęcić się w pełni wymierzaniu sprawiedliwości. Swojego typu sprawiedliwości. Wsiadł na motor i pierwsze miejsce, którym odwiedził był jego mały składzik na obrzeżach miasta, gdzie trzymał wiele rzeczy pochodzących z tej mniej legalnej części swojego życia, w tym broń. Następnie krótka wizyta w jej klubie, gdzie nikt nie stawał mu na drodze gdy usiadł za monitorami by przejrzeć wszystkie nagrania z monitoringu. Znał już twarze tych, których szukał. Następnie sprawdzenie ich w policyjnej bazie danych z pomocą swoich kontaktów by wyciągnąć wszystkich z którymi się zadają.
Tak minęła pierwsza noc, która była jedynie wstępem do tego, co planował. Przez następne kilka dni nie było z nim kontaktu. Nie bez powodu zostawił swoją komórkę w lofcie. Wiedział dokładnie na co musi zwracać uwagę by nie ułatwiać zadania swoim kolegom z policji. Skrupulatnie przygotował się do tego jak wyglądała każda minuta jego dnia. Gdzie mogły zobaczyć go kamery oraz czy widziały jego twarz. Jazda na motorze skutecznie ułatwiała wszystkie działania gdy miał na sobie kask.
Przestał natomiast śledzić to gdy mijały kolejne dni. Nie wiedział ile dokładnie czasu minęło zanim wylądował z powrotem w swoim małym azylu. Powinien był wrócić do Darcy, ale to mogło jej zaszkodzić. Był cholernie zmęczony. Mało sypiał. Dał jedynie znać swojemu koledze lekarzowi by przekazał jej, że gdy będzie miała ochotę będzie wiedziała, gdzie go znaleźć. Nie mógł pokazać się teraz na jej progu. Nie po tym wszystkim, co zrobił.
Swój motor zostawił w tym samym miejscu, gdzie zrobił to gdy za pierwszym razem tutaj przyjechali. Broni pozbył się już wcześniej. Wziął szybki, zimny prysznic. Zabrał karafkę jednej ze swoich najlepszych szkockich wychodząc na tyły budynku. Stare ubrania wrzucił do metalowej beczki, zalał je benzyną i podpalił niszcząc resztę dowodów przestępstw, których dopuścił się w ostatnich dniach. Po wszystkim po prostu usiadł na drewnianym leżaku nad jeziorem, nalał sobie pierwszą szklankę szkockiej i próbował po prostu wyłączyć myślenie.
Wszystkie negatywne emocje, które w sobie zamknął po tym co stało się Darcy zostały już wyładowane. Teraz był pusty jak balon po spuszczeniu powietrza. Obawiał się tego, co sobie o nim pomyśli, gdy się dowie. Czy chciała być z mężczyzną, który okazał się niewiele lepszy niż jej były mąż? Nie miał pojęcia. Nie wiedział też jak potoczą się jego losy w następnych kilku dniach. Nad tym nie miał już zbyt dużej kontroli. Mógł tylko czekać na konsekwencje. Te nadejdą szybciej niż tego chciał.
Początkowo nie usłyszał jej kroków. Nie był na tym skupiony. Tutaj miał być bezpieczny. Czuł natomiast na sobie jej spojrzenie. Odstawił szklankę na ziemię nalewając sobie za chwilę kolejnego drinka.
- Już po wszystkim Darcy. Jesteś bezpieczna. - powiedział dość chłodno, lecz niekoniecznie względem jej. Jego głos niósł za sobą zakończenie tej sprawy.
Nie mógł powiedzieć jej nic więcej. Dla jej własnego bezpieczeństwa, lecz tej jednej rzeczy był całkowicie pewien. Nie będzie już żadnych zemst.

Darcy Bowman
34 y/o
DARCY
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
And I bet you think about me...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miała wrażenie, że tych kilka dni trwało wieczność. Nie miała pojęcia, czego się spodziewać… z jednej strony powinna wrócić do normalności, a z drugiej wcale nie miała na to najmniejszej ochoty. Nie była w stanie. Nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Kilkukrotnie próbowała do niego zadzwonić, ale dość szybko zdała sobie sprawę, że to nie ma najmniejszego znaczenia, że i tak jej się nie uda, bo nie miał przy sobie telefonu, a ona właściwie nie powinna tego robić. I to było w tym wszystkim najgorsze. Była bezradna… nie miała żadnej mocy sprawczej i to wyprowadzało ją z równowagi. Nie, wróć. Doprowadzało ją to do szału. Jej własny ból z każdym kolejnym dniem tracił na intensywności, zresztą nie była chińską porcelaną, żeby coś takiego miało ją zniszczyć… łatwo było o własnym stanie zapomnieć, gdy jej myśli kręciły się tylko dookoła niego. Każdą jedną komórką ciała czuła, że nie powinien tego robić, że to przyniesie tylko kłopoty, że tego pożałuje. I ona będzie źródłem tego żalu i jego głównym powodem. Już nigdy nie spojrzy na nią tak samo… i nie przypuszczała, że coś takiego może ją tak przerazić.
Wiadomość, którą dostała przyprawiła ją o szybsze bicie serca. Z jednej strony nie wiedziała, czy powinna jechać… czy nie sprowadzi w ten sposób na niego kłopotów? Czy nie była łatwym celem? Jednocześnie nie mogła tego zignorować. Była jednak ostrożna. Wsiadając do auta pod domem nie pojechała od razu do domu, do którego klucze leżały na dnie jej torby. Jeździła po mieście tak długo i w tak… przewidywalne miejsca, że jeśli ktoś chciał ją śledzić to pewnie w połowie dnia by się znudził. Gdy wyjechała z miasta obsesyjnie też zerkała w tylne lusterko, żeby upewnić się, że nikt za nią nie jedzie… zachowywała się jak paranoiczka, ale w momencie, gdy zatrzymała się pod leśnym domkiem chciała mieć pewność, że zrobiła wszystko, co mogła, żeby zapewnić mu bezpieczeństwo.
Gdy nie znalazła go w domu – tętno jej przyspieszyło, a wyobraźnia od razu podsunęła najgorsze z najgorszych rozwiązań. Ale wtedy spojrzała w kierunku okna z widokiem na jezioro. Był tam. Poczuła jak coś ciężkiego spadło z jej klatki piersiowej. Ostrożnie otworzyła okno i wyszła na zewnątrz, nie do końca wiedziała jakiej reakcji z jego strony się spodziewać…
Zacisnęła dłoń w pięść w momencie, gdy usłyszała jego głos. Chłodny, ostry… nieobecny. Powinna poczuć ulgę, a zamiast tego poczuła żal, że to wszystko musiało się stać i już nigdy nie będzie tak samo. Że ich pieprzona bańka naprawdę pękła… a on nawet na nią nie spojrzał. Zatrzymała się kilka kroków od niego i obserwowała. Sunęła spojrzeniem po jego sylwetce, doszukiwała się jakichkolwiek oznak, że coś mu się stało, że coś było nie tak. Obserwowała jak sięga po karafkę z alkoholem i uzupełnia szklankę…
- Czy to już jest ten moment, w którym znienawidziłeś mnie za to, co przeze mnie zrobiłeś? – nie dopytywała co zrobił. Wiedziała, że prędzej, czy później i tak się wszystkiego dowie – ten przestępczy świat wbrew pozorom wcale nie był taki wielki i informacje rozchodziły się z prędkością światła. Zresztą… nie interesowało ją to. Nie bała się, że ona może patrzeć na niego inaczej, bo nie potrafiła – miała świadomość, że chciał postawić świat w płomieniach, bo ktoś zrobił jej krzywdę… i to pierwszy raz w jej przeszło trzydziestoczteroletnim życiu ktoś chciał dla niej zrobić coś takiego. Nie. Bała się, że to on nie będzie mógł patrzeć na nią przez wyrzuty sumienia – I czy ty jesteś bezpieczny, Cadwalader?


Arvel Cadwalader
darsi
nie lubię postów o niczym i braku obustronnego pchania fabuły do przodu, a tak to się dogadamy
39 y/o
Mark your calendar for Canada Day
190 cm
Detektyw IGGTF Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Z początku wydawało mu się, że jeśli wymierzy już swoją sprawiedliwość będzie w stanie wyciągnąć z tego trochę satysfakcji. Na początku może nawet tak było. Znalezienie pierwszego gościa było całkiem proste. To na nim wyżył się najmocniej. Spuścił wszystko, co wzbudziła w nim ta sytuacja. Te negatywne emocje jednak nie wyparowały. Nadal pozostały. Z tym samym, chłodnym, podejściem, które pokazywał jej zanim opuścił jej dom towarzyszyło mu właściwie do samego końca. Ostatnia ofiara była już właściwie tylko formalnością. Upewnieniem się, że wiadomość zostanie odpowiednio odczytana przez świat do którego oboje chociaż częściowo należeli. Zwieńczeniem wszystkiego, czego musiał się dopuścić by jego kobieta była bezpieczna. Przynajmniej na tyle bezpieczna, na ile kiedykolwiek mogłaby być bo jeśli nadal będzie chciała prowadzić swój klub zawsze będzie narażać się na powtórkę z rozrywki.
Dopiero gdy usiadł na swoim leżaku poczuł jak bardzo ostatnie dni wyczerpały go emocjonalnie. W momencie, w którym w końcu się zatrzymał poczuł ciężar tego, co zrobił i nawet dla niego nie było to lekkie brzemię. Zapytany czy zrobiłby to ponownie pewnie odpowiedziałby tak. Wiedział, że tak po prostu należało. Policja nie byłą w stanie załatwić wszystkich spraw. Do niedawna był jej częścią więc wiedział jak łatwo jest by ktoś, kto jest winny wyszedł z aresztu na jakichś pieprzonych technikaliach. Nie mógł sobie na to pozwolić z Darcy. Nie z nią.
Słysząc jej kroki za sobą jego serce powinno pewnie nieco przyśpieszyć. Zawsze to robiło. Tym razem zarówno jego ciało jak i psychika były po prostu tak cholernie zmęczone, że nie potrafił wydobyć z siebie tej iskry, co zawsze. Tym bardziej nie wiedząc jak zareaguje kiedy dowie się o czystkach, które przeprowadził na ulicach w ostatnich dniach. Gdy już policja zdecyduje się powiedzieć cokolwiek mediom.
Po jej pytaniu przez dłuższą chwilę nic nie mówił. Musiał zebrać w sobie nieco sił by wykrzesać z siebie tego samego Arvela, którego znała sprzed tego zdarzenia. Upił jeszcze łyk swojego drinka zanim odłożył go na ziemię i odwrócił powoli twarz w jej stronę. Fizycznie nie wyglądał na szczególnie poszkodowanego. Poza zadrapaniami i ranami na dłoniach. Z twarzy wyglądał po prostu na cholernie zmęczonego. Kilka siniaków pewnie ukrywało się jeszcze pod jego ubraniami, ale tych na razie nawet specjalnie nie rejestrował.
- Nie zrobiłem niczego przez Ciebie, co najwyżej dla Ciebie. - powiedział spokojnie nie siląc się nawet na uśmiech, na to po prostu nie miał w tym momencie energii.
Przyjrzał się za to nieco baczniej jej obrażeniom. Skoro tu przyjechała musiało to świadczyć, że czuła się już lepiej. Żebra nie były w tak opłakanym stanie jak podejrzewał. Siniaki natomiast dopiero teraz przyjmowały te naprawdę nieprzyjemne odcienie, co powinno go wyprowadzić z równowagi, lecz on wiedział, że wszyscy, którzy maczali w tym palce już za to zapłacili.
- Bezpieczny? Nie. - pokręcił głową opierając ją o drewno leżaka spoglądając z powrotem w jej stronę - Zrobiłem co mogłem żeby nie było mnie można było powiązać z tym, co zrobiłem. Teraz wszystko będzie w rękach moich kolegów. Tego jak bardzo będą chcieli przyglądać się tej sprawie i jak mocno góra karze im drążyć. Nie mogę wiedzieć czy nie znajdą gdzieś mojego DNA. Albo jakiś nadgorliwy świeżak nie zacznie łączyć kropek. - wzruszył jedynie ramionami będąc z tym całkowicie pogodzonym - Umówiłem się z nimi, że dam się aresztować jutro po południu. Nie wiem czy wypuszczą mnie po kilku dniach czy tygodniach. To już będzie zależeć od nich. - tyle był jej w stanie na ten moment powiedzieć.
Chciał żeby miała wgląd na sytuację. By wiedziała jak będą wyglądać następne dni.
- Jak się czujesz Darcy? - zapytał tym razem autentycznie krzesając zainteresowanie.

Darcy Bowman
34 y/o
DARCY
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
And I bet you think about me...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Z jednej strony czuła ulgę, naprawdę niewyobrażalną ulgę. Z drugiej strony to napięcie, które czuła w całym ciele wcale nie minęło, wręcz przeciwnie… z każdą chwilę, gdy stała w tej bezpiecznej odległości i obserwowała go – rosło. Bo czuła od niego chłód, którego nigdy wcześniej nie czuła. I najgorsze, że nie mogła mu się dziwić. Nie mogła być o to zła, nie mogła mieć pretensji, czy żalu… nawet jeśli jakaś część jej chciała krzyczeć i błagać, żeby jej tak nie traktował. Nie była jednak dzieckiem, a sytuacja, w której się znaleźli była chora. Abstrakcyjna. Nigdy nie powinna się wydarzyć, a to, że się wydarzyła – to była jej wina. Brała na siebie całą odpowiedzialność i gdyby tylko mogła, gdyby jej na to pozwolił – konsekwencje też wzięłabym na siebie. Bo patrzyła teraz na niego i łamało jej to serce… a nie było to przecież wcale takie łatwe.
Ale nie odpowiedział. Nie zaprzeczył. Nieprzyjemny dreszcz przemknął wzdłuż jej kręgosłupa, bo to oznaczało, że jej najgorsze podejrzenia się sprawdziły i ona już nie mogła tego naprawić. Niezależnie jak bardzo by tego chciała. Na krótką chwilę ścisnęła dłoń w pięść, ale nic nie powiedziała. Uparcie się po prostu w niego wpatrywała. Nie zmniejszała odległości, nie zrobiła kroku w jego stronę, święcie przekonana, że on po prostu tego nie chce.
- Jak się czuję? – powtórzyła za nim i pokręciła lekko głową. Żle. Czuła się po prostu źle – Żałuję… żałuję, że byłam za słaba, żeby zrobić z tym porządek zanim wróciłeś do miasta. Że pozwoliłam, żeby spadło to na ciebie. Że dałam ci się pokochać, a teraz musisz ponosić tego konsekwencje, na które nie zasłużyłeś. Gdybym mogła cofnąć czas? Zrobiłabym to. Nie, żeby pozbyć się swoich siniaków, ale żeby dać ci święty spokój. Nie zadzwoniłabym przy tamtym włamaniu. Nie pojechałabym z tobą do tamtego baru i twojego mieszkania. – bo właściwie od tamtego momentu bywała w jego lofcie znacznie częściej niż we własnym domu. Gdy zamknęła się w nim na kilka ostatnich dni czuła się w nim obco, bo znowu była w nim sama – Wolałabym być nieszczęśliwa i samotna… niż patrzeć na ciebie takiego. Patrzeć i zastanawiać się, czy już cię to złamało, czy dopiero złamie… za tych kilka dni, albo tygodni. – które miał spędzić w areszcie… jako policjant. Wiedziała, że nie będzie miał tam lekko, nawet jeśli dawni przyjaciele próbowaliby mu pomóc. Wzięła głębszy oddech i wreszcie zrobiła kilka kroków w jego stronę. Podeszła bliżej i zawahała się, ale ostatecznie po prostu przysiadła na brzegu łóżka tak, żeby móc wbić wzrok w jego twarz. Przez moment mu się po prostu przyglądała i nawet nie próbowała ukrywać jak bardzo bolało ją to, na co patrzyła.
- Czy mogę ci jakoś pomóc? Mam prawnika. Ale co mam im powiedzieć? Mogę zeznawać, że spędziliśmy te dni razem, ktoś z klubu to potwierdzi. I nie… – zaczęła, zanim zdążył zaprotestować. Ściągnęła mocniej brwi i pokręciła lekko głową – Nie mów, że nie chcesz mnie w to mieszać. Jestem w to zamieszana, Cadwalader. Nikt nie jest na tyle głupi, żeby uwierzyć, że zrobiłeś to sam z siebie… wszystko, co znajdą da się powiązać ze mną. – z nią, z tym jak aktualnie wyglądała, co się stało w klubie i generalnie z klubem, a nawet jej nieświętej pamięci mężem. Nie mogła się całkowicie odciąć od sprawy, a skoro i tak miała zeznawać, skoro i tak będą zadawać jej pytania… chciała coś zrobić – Daj mi się odwdzięczyć. – skoro tylko tyle mogła zrobić.
Opuściła wzrok z jego twarzy do jego dłoni… niewiele myśląc sięgnęła do niej i przesunęła po tych zadrapaniach opuszkami palców. Ostrożnie i czule, bo wiedziała z czego się wzięły… zrobił to dla niej. Nie zasługiwała na to. Nie była kimś, dla kogo było warto poświęcać życie, a on uparcie chciał to zrobić. Zabrała dłoń, żeby nie przekraczać granicy, której najwidoczniej przekraczać nie chciał. Zdążył cię znienawidzić, idiotko. Wróciła więc do jego twarzy i spróbowała się uśmiechnąć, ale nic jej nie wyszło – Powinieneś odpocząć, Cadwalader. Prześpij się, bo wyglądasz okropnie… jeszcze ktoś pomyśli, że coś nas łączy. – bo ona też wyglądała okropnie! Spróbowała żartować, bardzo koślawo i ani trochę zabawnie. Nigdy nie była dobra w żartach, a widocznie w tak podbramkowych sytuacjach było jeszcze gorzej.


Arvel Cadwalader
darsi
nie lubię postów o niczym i braku obustronnego pchania fabuły do przodu, a tak to się dogadamy
39 y/o
Mark your calendar for Canada Day
190 cm
Detektyw IGGTF Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- To są dokładnie te słowa, które każdy facet chce usłyszeć po tym jak postawił dla swojej kobiety świat w płomieniach. - spojrzał na nią z rzeczywiście nieco rozbawionym uśmiechem, a jego tęczówki nabrały tego, nieco cieplejszego, wyrazu.
Był to głównie żart, lecz kryło się za tym trochę prawdy. Nie powiedziałby, że jakoś szczególnie go to zabolało bo wiedział skąd wzięły się te słowa, ale wolałby proste dziękuję niż żałuję, że się odezwałam i jesteś w moim życiu. Może wychodził z niego jakiś niespełniony romantyk, aczkolwiek to co usłyszał nie było w tym momencie szczególnie miłe. Przecież nie robił tego wszystkiego dla siebie. Robił to dla niej i jej spokoju. Ponieważ tak należało. Ponieważ jego kobieta nie powinna bać się wyjścia z własnego klubu czy ich mieszkania. On na pewno nie żałował tego, że za każdym razem odpowiadał na jej telefony oraz wiadomości. Nie żałował tego, że się w niej zakochał ani tego, że rzeczywiście byli razem. Nawet jeśli doprowadziło to do sytuacji, w której musiał się posunąć do wielokrotnego morderstwa oraz ryzykował spędzeniem reszty swojego życia za kratkami. Nie żałował posiadania jej w swoim życiu. Tym bardziej, że był to naprawdę spory kawał jego życia.
- Twojego chłopaka nie jest tak łatwo złamać jak myślisz. - zapewnił ją przesuwając się nieco na bok by mogła usiąść obok niego na leżaku odruchowo kładąc jej dłoń na udzie chcąc poczuć jej ciało pod swoimi palcami wiedząc, że przez naprawdę długi czas może już nie mieć takiej okazji.
- Chyba nie jesteś jeszcze w stanie odwdzięczyć mi się tak, jak lubię najbardziej. - uśmiechnął się do niej już bardziej naturalnie spoglądając na jej usta, gdzie nadal widział kilka rozcięć, które musiały być cholernie niekomfortowe.
Martwił się. Martwił się o to jak czuła się fizycznie, bo właśnie o to pytał chwilę temu. Ciężko patrzyło się na to, co jej zrobili. Nawet jeśli już nigdy nie będą w stanie zrobić tego ponownie, a jego akcje powinny odstraszyć również wszystkich innych. To nie zmieniało faktu, że ona nadal musiała użerać się z bólem całego ciała. Niestety nie mógł jej po prostu magicznie pocałować i sprawić, że przestanie boleć. Te rany faktycznie mógł zaleczyć tylko i wyłącznie czas.
- Nie powinnaś kłamać. To samo powie Ci twój prawnik. - nieco spoważniał spoglądając w jej tęczówki - Mów tyle prawdy, ile możesz. Ważne, żebyś nie zmieniała swojej historii. Jeśli przyłapią Cię na kłamstwie tylko pogorszysz swoją sytuację. A jeśli musisz kłamać to upewnij się, że nie będą mogli Ci tego udowodnić. Dlatego nie mówię Ci, co zrobiłem. Żebyś mogła powiedzieć, że faktycznie nie wiesz. Wyszedłem, kiedy spałaś i nie wróciłem przez kilka dni. - policja nie musiała wiedzieć wszystkiego, im mniej tym lepiej. Również dla niej.
Pokręcił jedynie głową na jej marne próby żartu. Wyspać będzie mógł się w areszcie. Skoro miał z nią jeszcze kilka godzin nie zamierzał spać, chciał to wykorzystać. Dlatego skinął na nią i pokazał jej żeby wdrapała się na niego, ulokowała ten krągły tyłeczek na jego biodrach, a plecy oparła o jego klatkę. Zamknął ją w swoich ramionach, oparł brodę o jej ramię i po prostu głęboko odetchnął. Przez dłuższą chwilę nic nie mówił. Po prostu napawał się ostatnimi chwilami na wolności. Bliskością swojej kobiety. Przyglądał się spokojnej tafli jeziora. Wdychał jej perfumy. Starał się to wszystko zapamiętać.
- Daj mi chociaż z dwa tygodnie zanim zaczniesz sobie szukać kolejnego psa, okej? - wyszeptał jej przy uchu muskając jej skórę swoim zarostem.

Darcy Bowman
34 y/o
DARCY
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
And I bet you think about me...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zrozumiała aluzje i tak, zdawała sobie sprawę, że nie użyła najcelniejszych słów, żeby wyrazić swoją wdzięczność, ale jednocześnie… to właśnie czuła. Wdzięczność wdzięcznością – ona żałowała, że w ogóle do tego wszystkiego doszło. Przez niego. Dla niego. On zrobił to wszystko dla niej, a ona wolałaby, żeby w ogóle nie musiał. Żeby ich jedynym problemem był wybór knajpy, z której musieli zamówić kolację. I jego problemy w pracy… tak, te nagle wydały się błahe, ale jednocześnie wszystko komplikowały. Nie stawiały go w najlepszym świetle. Za to też więc pluła sobie w brodę, bo powinna sama rozwiązywać swoje problemy, nie była księżniczką, która potrzebowała do tego mężczyzny. Więc dlaczego teraz na to pozwoliła? I to człowiekowi, na którym jej zależało. Tak… te ostatnie dni uświadomiły jak bardzo jej na nim zależało i to nie było dla niej najprostsze to zrozumienia. Ale zrozumiała! I chyba dlatego tak bolało.
Odetchnęła jednak z ulgą, gdy zrozumiała, że chciał aby położyła się obok, że jej bliskość nie była dla niego czymś niepożądanym, że może wysunęła za daleko idące wnioski. Więc nie broniła się przed tym, wręcz przeciwnie. Przylgnęła do jego boku, a kiedy wspomniał o preferowanej formie wdzięczności… nie mogła się nie uśmiechnąć. Sięgnęła też dłonią do jego policzka, ostrożnie przesunęła po nim opuszkami palców a po chwili po prostu wychyliła się, żeby go pocałować. Spokojnie, bez pośpiechu… nawet jeśli ten był wskazany, bo nie mieli wcale dużo czasu – nie chciała się spieszyć. Mogła nie być dobra w mówieniu o wdzięczności, ale w tym pocałunku było jej całe mnóstwo… i jeszcze więcej. Nie kochała go mniej przez to, co zrobił. Wręcz przeciwnie. Jeśli było to możliwe to tak… kochała go nawet bardziej. I jej fizyczny ból nie miał w tym momencie najmniejszego znaczenia, górę brał bałagan w głowie.
- Mój prawnik przedstawi wersję, którą mu powiem… i zbuduje nam wokół niej całą historię, Cadwalader. Każde jedno kłamstwo zamieni w prawdę, ale musisz być w tym ze mną. Nie zrobię czegoś, czego nie chcesz… ale mamy kilka godzin. Wymyślimy coś, tylko powiedz słowo. – nie bała się kłamać. Nie bała się kłamać prawnikowi i nie bała się kłamać policji. Nie bała się kłamać nawet w sądzie. To wszystko… to naprawdę mała cena za to, co dla niej zrobił. Nie potrzebowała, żeby chronił ją dalej… teraz ona chciała chronić jego, chociaż spróbować. Prawda była jednak taka, że… - Zrobię dla ciebie wszystko. – szepnęła, nie odwracając od niego spojrzenia nawet na sekundę. Nie żartowała. Jak sam powiedział… postawił dla niej świat w płomieniach, ona mogła dokończyć dzieła. Miała środki i miała wystarczająco dużo charakteru, nawet jeśli w tym momencie mogło się tak nie wydawać. Znał ją. Wiedział do czego była zdolna… musiała, żeby przetrwać w tym popieprzonym świecie. A jest w nim od bardzo dawna. I chociaż z jednej strony rozumiała, że nie chciał tego wszystkiego komplikować… i nie zamierzała naciskać – chciała, żeby chociaż to przemyślał. Nie zwlekała też, żeby zająć miejsce na jego biodrach i dać się zamknąć w męskich ramionach. Uśmiechnęła się pod nosem na jego słowa, ale pokręciła głową. Rozumiała dlaczego to tutaj przyjechał… spokój, który nich panował na swój sposób był kojący.
- Dwadzieścia cztery godziny… dokładnie tyle mają. I za tyle masz do mnie wrócić, Cadwalader. – wychyliła się lekko, żeby musnąć jego policzek i przekornie zagryźć na nim zęby. Podobno jej chłopaka nie było tak łatwo złamać… więc nie chciała, żeby myślał inaczej. Nie wyobrażała sobie, że miałby spędzić resztę życia w więzieniu i nie chciała, żeby w ogóle brał taką opcję pod uwagę – Jesteś za śliczny, żeby dać się zamknąć. A ja się odzwyczaiłam od spania samej. – znowu rzuciła głupim żartem i podniosła się, żeby się powiercić i przesiąść tak, żeby nadal siedzieć na jego biodrach, ale twarzą w jego stronę. Oparła dłonie na jego klatce piersiowej i przez chwilę wpatrywała się w jego twarz. Podejmowała decyzję, a gdy ta zapadła - pochyliła się, żeby go pocałować. Mocno, z uczuciem… i jednocześnie wsunęła dłonie pod jego koszulkę, żeby pociągnąć materiał ku górze. Dając jasno do zrozumienia, że powinien się jej pozbyć.



Arvel Cadwalader
darsi
nie lubię postów o niczym i braku obustronnego pchania fabuły do przodu, a tak to się dogadamy
39 y/o
Mark your calendar for Canada Day
190 cm
Detektyw IGGTF Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Uśmiechnął się lekko w jej usta kiedy postanowiła go po prostu pocałować. Uznał to za swego rodzaju przeprosiny. Darcy nigdy nie była i pewnie nigdy nie będzie dobra w słowa. Preferowała czyny i to raczej z rodzaju tych cielesnych, na co Arvel zdecydowanie nie zamierzał narzekać. Nie potrzebował jej wdzięczności ponieważ nie robił tego dla niej, niemniej była bardzo mile widziana. Oddał się temu krótkiemu pocałunkowi instynktownie gładząc jej udo skoro już miał tam swoją dłoń. Nie potrzebował od niej niczego więcej prócz tego typu bliskości. Zawsze najlepiej rozumieli się bez słów. Wtedy kiedy zaczynali ich zbyt dużo używać sprawy najmocniej zaczynały się komplikować.
- Ale zdajesz sobie sprawę, że też mam prawnika? I z nas dwojga to ja lepiej znam wymiar sprawiedliwości oraz jak te sprawy się potoczą? - uśmiechnął się do niej wymownie unosząc swoje dłonie by ułożyć je na jej policzkach i delikatnie musnąć je swoimi kciukami.
Doceniał to, że była gotowa dla niego kłamać. Zbudować zupełnie nową wersję prawdy, lecz nie tego od niej oczekiwał. Z resztą widział zbyt wiele razy jak tego typu zagrywki tylko pogarszały sytuację. Może nie był prawnikiem, lecz zeznawał już w kilku sprawach. Śledził też co się z nimi dzieje, gdy wsadzali kolejnych gangusów za kratki. Stąd wiedział jak ważne były dowody, ich pozyskanie w legalny sposób. Zbyt wiele razy jakaś pierdoła przesądziła o tym, że roczne dochodzenie kończyło się wypuszczeniem kogoś z aresztu.
- Jeśli będę mieć okazję to jeszcze wykorzystam te słowa. - uśmiechnął się niebezpiecznie, a jego tęczówki nabrały tego wyrazu, który doskonale znała gdy przychodziło mu do głowy coś absolutnie zbereźnego i nieprzyzwoitego - Jeśli zrobisz dla mnie wszystko to zrób tak jak powiedziałem. Mów tyle prawdy ile jesteś w stanie, a jeśli chcesz kłamać to upewnij się, że Cię na tym nie przyłapią. - powiedział do niej całkiem miękko patrząc jej w oczy.
- To czy mnie posadzą będzie zależało głownie do tego jak bardzo lubią mnie w wydziale. Zdarza nam się zgubić dowody, kiedy wiemy, że ktoś wymierzył sprawiedliwość. Tak samo jak zdarzało nam się je podrzucić, kiedy wiedzieliśmy, że bez tego sąd ich nie usadzi. - wyjaśnił częściowo jak to wszystko działało nie kryjąc wielu uchybień w wydziale sprawiedliwości - A mnie raczej tam lubili. - puścił jej oczko z raczej pokrzepiającym w tej sytuacji uśmiechem - Co nie znaczy, że nie muszą wykonać swojej roboty. - wzruszył jedynie ramionami by wiedziała jak będą wyglądać następne dni.
Mruknął cicho gdy odcisnęła swoje zęby na jego policzku. Miała rację. Zatrzymać mogli go na dwadzieścia cztery godziny. Jeśli nie zdecydują się postawić mu zarzutów oczywiście. Dobrowolne oddanie się w ich ręce miało właśnie przed tym go uchronić. Dać im mało czasu na rozwiązanie sprawy. Zazwyczaj aresztuje się kogoś, gdy ma się już pewne dowody. Te są potrzebne do postawienia zarzutów. Był zdany całkowicie na łaskę swoich kolegów z wydziału. Nie zamierzał jej martwić tym, że jeśli trafi do więzienia po postawieniu zarzutów pewnie już z niego nie wyjdzie. Policjanci nie mieli tam łatwo, a zwłaszcza Ci, którzy pracowali w wydziale przestępczości zorganizowanej.
- Nawet nie próbuj znaleźć sobie kolejnego psa do grzania łóżka. - spojrzał na nią mrużąc lekko powieki nawet nie udając, że miałby coś przeciwko.
Patrzył jak wierci mu się na biodrach. Obserwował czy na jej twarzy pojawia się jakiś grymas bólu. Nie uciekał od jej spojrzenia przechylając lekko głowę. Chciał zapamiętać ją tutaj, w tym miejscu, gdyby to miało się już w ich życiu nie zdarzyć. Mruknął w jej usta gdy nachyliła się żeby go pocałować. Jego serce zdecydowanie zabiło szybciej. Zawsze tak na nią reagował. Odwzajemnił jej pocałunek chętnie go pogłębiając. Odsunął się od niej zaledwie na chwilę by zrzucić z siebie koszulkę i ułożyć się ponownie na leżaku przyciągając ją do siebie by zamknąć jej usta w kolejnym namiętnym pocałunku.
- Na pewno możesz? - wyszeptał pomiędzy kolejnymi pocałunkami - Nie chcę Ci zrobić krzywdy. - mruknął przerywając na chwilę pocałunki i patrząc jej w oczy z troską.
Nie widział jak bardzo ją pobili. Nie wiedział gdzie mógł dotykać żeby nie bolało. Na ile zaczęła się goić. To naprawdę nie był dobry pomysł, ale oni też nie byli najlepsi jeśli chodziło o dobre pomysły.

Darcy Bowman
34 y/o
DARCY
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
And I bet you think about me...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przez jej twarz przemknął wymowny grymas. Może i wiedział lepiej jak takie rzeczy są procesowane i jak się kończą. Prawdopodobnie miał rację, że lepiej dla nich było po prostu nie kłamać… nie miała zamiaru się z nim na ten temat kłócić, bo to nie to najbardziej ją w tym wszystkim zabolało.
- Nie mów tak. – rzuciła, ściągając mocniej brwi i naturalnie poważniejąc – Jeśli… – jeśli będzie miał okazję. To z góry zakładało, że bierze pod uwagę, że może jej nie mieć. A ona w ogóle nie chciała o tym myśleć – Wykorzystasz to. A ja biorę pełną odpowiedzialność za swoje słowa, Cadwalader. Zrobię dla ciebie wszystko. – mówiła poważnie, nie rzuciła tego w eter, bo tak wypadało, bo to był dobry moment, a to i tak gdzieś w międzyczasie między nimi się zagubi. Nie – Więc dobrze się nad tym zastanów. I dobrze wykorzystaj swoje życzenie jak już do mnie wrócisz. – dodała poważnie, ale mimo wszystko… kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu, bo przecież oboje wiedzieli, że w tym momencie nabrało to drugiego dna. Nie chodziło tylko o jej zeznania, kłamstwa i próbę wyciągnięcia go z kłopotów, w które go wpakowała – A teraz zrobię jak mówisz. – zapewniła, chociaż nie było to najłatwiejsze. Trudno było jej zaakceptować fakt, że właściwie nic nie może zrobić i pozostaje im polegać na tym, czy sprawa trafi w ręce kogoś, kto darzył Cadwaladera sympatią. Oby nie zajmowała się nią jakaś odrzucona i urażona koleżanka! Niewiedza i brak kontroli były dla niej najgorsze… i to one ją najbardziej przerażały. Dużo lepiej znosiłaby całą sytuację, gdyby wiedziała o wszystkim od A do Z i mogła się do czegoś przydać. Nie była wyłącznie damą w opałach… księżniczką, za którą jej rycerz ryzykuje życiem. Ugh. Najgorszy koszmar kogoś pokroju Darcy Bowman, która żyje po swojemu i na swoje konto gdzieś od szesnastego roku życia.
I teraz też robiła po swojemu. Bo może wiedziała, że nie powinna… że to nie był najlepszy pomysł i pewnie każdy lepszy lekarz kazałby jej się popukać w czoło. Tylko ona nie zamierzała ich słuchać, nie w momencie, gdy czegoś chciała. Gdy ściągnął koszulkę przesunęła spojrzeniem po jego wytatuowanym torsie, doszukując się jakichkolwiek śladów po kilku ostatnich dniach… na całe szczęście wyglądał znacznie lepiej niż ona.
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Arvel Cadwalader
darsi
nie lubię postów o niczym i braku obustronnego pchania fabuły do przodu, a tak to się dogadamy
39 y/o
Mark your calendar for Canada Day
190 cm
Detektyw IGGTF Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Mógł tylko spojrzeć na nią wymownie ponieważ nie zamierzał kłamać. Jeśli było tutaj słowem kluczowym. Też wolałby, żeby rzeczywiście wypuścili go po tych dwudziestu czterech godzinach, ale nie mógł mydlić jej oczu, że tak na pewno się stanie. Chciał by była poinformowana o wszystkim, o czym faktycznie mogła być poinformowana. Nie mogła wiedzieć, co dokładnie zrobił by wyrównać rachunki, aczkolwiek powinna wiedzieć jak będą wyglądały następne dni, kiedy mogą nie mieć ze sobą zbyt wiele kontaktu. Chciałby powiedzieć jej coś więcej. Że będzie dobrze, ale nie potrafił. Nie był tego typu facetem.
- Życzenie? - uniósł pytająco brew zaraz przebiegle się do niej uśmiechając - Nie powiedziałaś, że zrobisz wszystko raz... - uśmiechnął się jeszcze szerzej, a zanim zdążyła się oburzyć przysunął ją trochę bliżej siebie i przelotnie, acz namiętnie ją pocałował - Nawet nie wiesz na co się piszesz. Zrobisz dla mnie wszystko. - wymruczał w jej usta za chwilę unosząc na nią wzrok, a ten dawał do zrozumienia jedno - będzie słyszeć tak długo aż jej zbrzydnie, a wszystko oczywiście w formie żartu, który miał nadzieję nie będzie miała mu za złe.
- Dziękuję. - to powiedział już zupełnie poważnie patrząc jej w oczy z wyraźną wdzięcznością.
Wiedział jak niezależna i silna lubiła być. Dlatego to, że postanowiła go wyjątkowo posłuchać zamiast stawiać na swoim rzeczywiście świadczył o tym, że zrobi dla niego wszystko. Nawet pozwoli po prostu się uratować. Miał tylko nadzieję, że rzeczywiście wytrwa w tym postanowieniu, kiedy zacznie się robić poważnie. Kiedy przyjdzie policja, zaczną zadawać pytania, a ona nie będzie wiedziała co dokładnie się z nim dzieje. Czy postawią mu zarzuty, czy wyjdzie z aresztu. To właśnie wtedy będzie musiała dowieść tego, że rzeczywiście zrobi dla niego wszystko i miał szczerą nadzieję, że jej się uda. Wystarczająco już wycierpiała, nie musiała tego robić ponownie.
- Moja dziewczyna... - uśmiechnął się zadowolony słysząc właśnie te słowa - Wiem, że nie jesteś z porcelany. Wielokrotnie się o tym przekonałem. - wyszeptał jej w usta wyjątkowo zamiast je skubać swoimi zębami po prostu przesunął po nich językiem.
Oboje mieli wystarczająco pikantnych wspomnień by wiedzieć, że żadne z nich nie preferowało delikatnego, sensualnego uprawiania miłości. Potrafili się kochać, potrafili się pieprzyć i potrafili robić obie te rzeczy równocześnie.
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Darcy Bowman
34 y/o
DARCY
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
And I bet you think about me...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description



Arvel Cadwalader
darsi
nie lubię postów o niczym i braku obustronnego pchania fabuły do przodu, a tak to się dogadamy
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”