Nie rozumiała czemu się tak dziwił, przecież cholibka nie znali się od dziś?! Co on nie wiedział, że w Wendy to nawet w domu starców jest w stanie rozkręcić imprezę? Okej, kwasy i dragi to nie była jej bajka, ale dobra wiksa ze staruszkami to już jej poziom imprezowania, tylko zamiast techno człowiek buja się w rytm abby lub boney m śpiewając staruszkom:
She's crazy like a fool, wild about Daddy Cool. —
Słuchaj Will, musisz dla mnie znaleźć więcej czasu po prostu. Mamy Texas do obskoczenia, bingo, burning man, lista się powiększa. Nie ma gadania, trzeba działać! — i mówiąc to miała minę typu:
nie wykręcisz się z tego, bo chociażby skały srały oni będą realizować te punkty, które sobie tylko dopisywali do listy
to do. —
Ale z tym festiwalowym bingo to jest kurde strzał w dziesiątkę! Widziałam takie obrazkowe bingo dla dzieci do skreślania w trakcie podróży, jakiś Krabik miał takie w przedszkolu. Totalnie mogę nam ogarnąć coś w tym stylu, tylko zarzuć pomysły do skreślania i ile nas będzie — U W I E L B I A Ł A takie rzeczy, zaraz było widać jak się zajawiła. —
No poród żyrafy jest dość brutalny, spaść z takiej wysokości w pierwszej chwili życia to naprawdę chrzest bojowy, ale niejednemu człowiekowi by się taki przydał na dzień dobry — czasami to z takimi nieogarniętymi randkowała, że aż strach. —
Widziałam też kopulację lwów! Mam nagrane, legalne porno słuchaj. Chociaż trochę słabo bo ten seks lwów to trwa może sześć sekund, a mowa przecież o królu dżungli — trochę słabo, co nie? Ale chociaż krótkodystansowcy mają porządne argumenty. —
I nie pieprz, nie siadłyby ci! Poza tym jedziemy na burning mana więc w sumie się przekonasz jak tam twoje plecy w spartańskich warunkach — w sumie można to podciągnąć pod biwak, nie? Choć na taki w lesie i górach też mogą pojechać, i cyk kolejny punkt do odhaczenia. I dzięki bogu, że nie wdawali się teraz w poważne dyskusje na temat intercyzy, która totalnie jej nie leżała. Co gorsza wiedziała, że Peter był typem, który do czegoś takiego w pełni się skłaniał, więc zamierzała oszczędzić sobie dzisiaj bólu głowy z tego tytułu i jeśli już to miała zamiar go doznać od nadmiaru alkoholu… albo wstrząsów na byku, to się jeszcze okaże. —
Ja tam wychodzę z założenia, że każdego byka się da poskromić tylko jeździec musi być dobry — odparła radośnie puszczając mu oczko, jakby chciała wskazać na to, że choć Charlotte go denerwuje, to kto wie? Może jego akurat poskromi. Chociaż jeśli kogoś nie wyobrażała sobie w stałym związku to właśnie Williama. Z wolnością i beztroską było mu do twarzy.
I wcale nie obawiała się tego, że straci przyjaciela na rzecz jakiejś typiary. Odprowadziła Williama wzorkiem i chyba najgłośniej go próbowała dopingować, więc prawdę mówiąc była też w największym szoku chyba, gdy zszedł nie podejmując się nawet skoku na byka. —
PRZECIEŻ TO NIE PRAWDZIWY BYK! — zawołała widząc jego rezygnację. Próbowała go jeszcze jakoś namówić, ale nie miała totalnie przebicia pośród tłumu, który go teraz wygwizdywał, a to dopiero ją podburzyło. Ona może mu cisnąć zasłaniając się motywacją, ale inni sobie pozwalać nie mogą. Komicznie wyglądała stojąc pomiędzy dwoma typami o dwie głowy wyższymi od niej i wymachując rękami, że to jej człowiek i mają sobie kurwa nie pozwalać. —
Dajcie mu spokój, to jest kurwa fajny chłopak — i ratując honor ich spółki weszła do tej zagrody totalnie pewna własnej porażki. prawdę mówiąc nie była pewna czy w ogóle uda się jej wskoczyć na tego byka, bo wydawał się ogromny. Trochę rozumiała, że strach Williama obleciał, ale
muuuuusiała to zrobić, heh. Muzyka przeplatała się z motywacyjnymi okrzykami innych osób, więc licząc do trzech wskoczyła na dwa od tyłu na tego byka i ku zaskoczeniu chyba najbardziej jej samej - udało się jej!!! Musiała trochę się posunąć do przodu finalnie, ale jak na nią to nawet z gracją to wyszło. Sam początek był całkiem łatwy, więc chichrała się trzymając ładnie dwoma rękami pasa, chyba będąc w większym szoku niż Will, że jeszcze nie spadła. Najwyraźniej na lądzie była ciamajdą, a na byku… mistrzynią! Gdy tylko poczuła, że grawitacja się o nią nie upomina totalnie się rozluźniła, a po chwili to nawet rękę zwolniła i uniosła ją do góry, jak te wszystkie laski na hot filmikach, które kiedyś podziwiała w sieci. Czy sądziła, że kiedykolwiek sama odpali taki numer?! Hell no! A jednak życie potrafiło ją zaskoczyć. Williama też, jego mina była bezcenna jak jakaś typiara obok zdjęła stanik i rzuciła nim prosto w Wendy. Oczywiście, że go złapała, machając nim pobiła dzisiejszy rekord wygrywając tytuł mistrzyni dzisiejszego rodeo. Z tłumu sypały się dwuznaczne komentarze o ujeżdżaniu, a ona na swój top ubrała ten panterkowy stanik i wybiegła rzucając się na Williama w porywie radości. —
CZY TY TO WIDZIAŁEŚ?! — przecież to było przezajebiste, dawno się tak nie czuła. I po wszystkim zaciągnęła go do baru, by odebrać nagrody. Nie spodziewała się jakiś kokosów, a raczej all inclusive przy barze tej nocy, a jednak ku jej zaskoczeniu wygrała przekozacką
klamrę z byczkiem do paska jakby brała udział w prawdziwym rodeo, kapelusz i wątpliwej jakości statuetkę, a w małej torebce miała jeszcze jakieś mini gadżety jak kieliszki w kształcie kowbojskich butów z czego
różowy zachowała dla siebie, a
przeźroczysty dała Williamowi i popijali z nich przez resztę nocy. Z czasem odkryła jeszcze kowbojską
zapalniczkę, która dała mu w prezencie i tatuaże (
1,
2,
3,
4), które po pijaku robili sobie w toalecie klubu. Przecież podkowa wokół pępka, karty na szyi, gwiazda szeryfa na pośladku i całuśne usta na klacie to coś, co musiał mieć! A i ona wybrała sobie nie tylko świetne tatuaże, ale i świetne miejsca na nie
całus w czółko i te sprawy, a i tak połowy z tego nie będą jutro pamiętać. Mistrzostwa jednak nie zapomni! Pod tym względem to dla niej niezapomniany wieczór.



K O N I E C