35 y/o
WILLIAM
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

No akurat z festiwalu to bym nawet nie chciał się wykręcać, więc kiwam głową, że jesteśmy umówieni, co więcej zbijamy nawet piątkę, że teraz to już przyklepane, nie ma przeproś, choćby skały srały lecimy na pustynię. Warunki pewnie będą tragiczne -w dzień garówa, w nocy ziąb, ale chuj, raz się żyje, najwyżej umrzemy szczęśliwi - Aha, czyli taki chłopek do towarzystwa, w zastępstwie za zajętego - brzmi trochę brutalnie, ale ja się śmieję - Nieźle się urządziłaś, normalnie moja szkoła - znowu parskam śmiechem, kiwając przy tym głową - A co fajnego razem robicie? - dopytuję, a barman także wbija w nią spojrzenie - No dawajcie jakieś dobre pomysły na randki, bo umawiam się na tym walonym tinderze z różnymi ludźmi i co kolejna randka to gorsza, ostatnio jeden chłopak zabrał mnie na bingo, czujecie to? - wywraca oczami i opada ciężko na ladę. Ja marszczę na moment brwi - Serio ktoś jeszcze gra w bingo? Myślałem, że nawet emerytów już to nudzi - zwracam twarz w kierunku Wendy, bo mam nadzieję, że jej wypady z nowym nie-chłopakiem są jednak ciekawsze - No i bardzo dobrze mu powiedziałaś, szczególnie, że pewnie nie trudno będzie znaleźć kogoś kto będzie cię uwielbiał za to jaka jesteś - mi na przykład to przychodzi bardzo łatwo. Nasz barman też potwierdza, chociaż widzą się pierwszy raz w życiu - Intercyza nie jest taka zła w sumie, to ma chronić obie strony - rzucam prawniczo, chociaż ja akurat też z tych, którzy pewnie by tego nie zrobili, głównie dlatego, że nie przywiązywałem wielkiej wagi do majątku. Mogłem umrzeć w każdej chwili i co wtedy? Pieniędzy do grobu nie zabiorę, a tak przynajmniej ktoś by skorzystał, ostatecznie wszyscy byliby zadowoleni - No to co? Za miłość, do dnia! - wznoszę kolejny toast i nawet nie muszę prosić, bo kolejne szociki już stoją przed nami. Znowu walimy na raz. Przecieram usta wierzchem dłoni, po czym wbijam spojrzenie w przyjaciółkę i słucham jej rozmarzonego głosu, kiedy opowiada o kowbojach, ranczach oraz sianie - Na sianie jeszcze nie miałem okazji, ale - zaczynam, jednak chłopak zza lady wcina mi się wpół zdania - A ja miałem! Słomki wbijają się dosłownie wszędzie, ale klimacik jest, także polecam i nie polecam - chichocze, polewając nam kolejne kieliszki. Ktoś obok już go zaczepia, więc pijemy kolejne dwa, a w końcu ponownie zagaduję Wendy - Dobra, chodź spróbujemy poskromić byka, myślę, że teraz mi się uda - bo już mam trochę w czubie, szczerze mówiąc - Niech to będzie wstęp do wycieczki do Teksasu, jak opanujemy rodeo to jedziemy tam na miesiąc wyrywać wieśniaków - w sumie taka rumiana, wiejska baba to by była dobra odskocznia od tych wszystkich miastowych panienek. Nawet jeśli lubiłem miastowe panienki. Podnoszę się ze stołka, poprawiam spodnie i zamawiam jeszcze po drinku, zanim nie ruszymy w kierunku mechanicznej krowy, która po kilku strzałach tequili wydawała się jakaś bardziej przyjazna. Chętnych jest znacznie więcej, więc musimy odstać swoje. Trochę kibicujemy, a w międzyczasie opowiadam Wendy o swoich wakacjach na La Palmie, o moim niespodziewanym spotkaniu z Charlotte, o tym, że w sumie skorzystałem z jej rad i powiedziałem Kovalski co mi siedzi w bani, o naszych pięknych chwilach oraz kilku drobnych kłótniach po drodze. Generalnie mocne streszczenie, chociaż i tak nawijałem jej bite piętnaście minut, aż mi trzy razy zdarzyło zaschnąć w gardle.

Wendy Gardner
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
34 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Hot summer nights, mid-july, when you and I were forever wild. The crazy days, city lights, the way you'd play with me like a child.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jesu, źle to brzmi — roześmiała się słysząc o chłopaku do towarzystwa i szkole Patela, ale co jak co miał rację! Znalazła sobie kogoś do rozproszenia myśli i nie żałowała. — Matty to bardzo przyjazny chłopak do towarzystwa, że aż się chce go zatrzymać na dłużej — rzuciła radośnie zupełnie nie widząc w tym problemu, ale była sama, wolna i w zasadzie co jej szkodziło? Przynajmniej totalnie akceptował to jaka jest i gdy wywracała się na rowerze to nie wywierał presji i zapewnił, że totalnie zero obciachu jak będzie chciała dokręcić boczne kółka z tyłu i, że nawet jej dokręci! I D E A Ł. No, ale nie rozwodziła się już nad nim, a nad randkami. Już miała opowiedzieć o tym jaki biwak super ogarnęli i o innych ich szalonych wyprawach, ale typ za barem, na którego już podejrzliwie rzucali spojrzenia inni spragnieni klienci wypalił z bingo. — SERIO, kogoś bingo nudzi?! — rzuciła zdziwiona patrząc na niego, a potem na Williama tak, jakby na złe bingo trafił. — To na złe rozgrywki trafiliście, albo życia nie znacie — pokręciła głową z niedowierzaniem i uśmiechnęła się szeroko. — Przecież tinder wymięka przy rozgrywkach seniorów, tam to nie ma miękkiej gry! No dobra, nikt nie jara tam cygar, no może poza panem Stachem, co chodzi w błyszczących i kolorowych koszulach — pewnie kiedyś był Madoxem i żył na krawędzi, a teraz szczytem jego szaleństwa jest palenie cygara podczas rozgrywek bingo i krycie się przed opiekunami, którzy będą mu chcieli je skonfiskować. — Ale gdybyście widzieli jak oni sobie szmuglują sproszkowaną witaminę C i wciągają nosem, a potem wysłuchali ich opowieści z młodości to mielibyście inspiracje na niejedne wakacje i przekręty. Mówię wam Ź L E trafiliście — a coś wiedziała o tym, bo na własne oczy doświadczyła. — A jakie oni mają podrywy. Jednemu to marker pod stół niby przypadkiem spadł to wlazł tam i zaczął mnie od kostek zarywać. Obiecał mi swój przydział kompotu jak dam mu numer — zaśmiała się i oczywiście, że nie dała, a kompot i tak wypiła. Taka z niej łamaczka starczych serc. — No, ale zmierzam do tego, że nie ważne gdzie, a ważne z kim… bo jak ci się trafi dobre towarzystwo to z najnudniejszej czynności można odwalić coś dobrego — może czasem nawet lepiej iść w takie nudne miejsca, bo wtedy szybciej zorientuje się z kim można konie kraść. — Z Mattym byłam podziwiać poród żyrafy i było ekscytująco, byliśmy też na biwaku w jakimś randomowym miejscu, no nie mogę narzekać, bo zawsze coś wymyślimy i przy nim mogę totalnie wyluzować i być sobą — najgorsze to trafić na osobę, przy której boisz się pierdnąć być sobą. Na szczęście przy williamie nie miała tego problemu i zaraz jej się ciepło na sercu zrobiło, jak jej tak komplementem dowalił. Kochany był! — Interblablabla, ja sobie miłości szukam, co by mnie typ po grób chronił, a nie świstka papieru — wtrąciła, rzuciła jeszcze radośnie Za miłość! i do dna wypiła, a zaraz po tym chętnie poszła poskromić byka zachęcona wizją wyjazdu na miesiąc do Teksasu. Może takie porządne przetrzepanie siana albo na sianie by się im przydało, tak sobie myślała jak teraz tej jego opowieści słuchała. — No dobra, to totalnie wygrywa z bingo. W zasadzie ona to brzmi jak dobra kompanka w tych wszystkich nudnych przedsięwzięć — no jak ktoś, z kim faktycznie mógłby te konie kraść. Westchnęła więc lekko, bo to też relacja, która zdawała się mieć wiele wzlotów i upadków. — Wsiadaj pierwszy na tego byka, zobaczymy jak długo się utrzymasz! Bo ta twoja relacja z nią to brzmi jak niezła jazda — pogoniła go jako pierwszego. — A potem ja sprawdzę czy na byku też mnie tak grawitacja przyzywa — zażartowała, a gdy kolejka się zmniejszyła i przyszła ich kolej to zaraz go tam ponagliła do środka kibicując chyba najgłośniej z wszystkich, a że do wysokich nie należała to jakiś typ ją na barana zarzucił z litości i tym swoim kapelutkiem skandowała imię Patela.
🤠🐂🌾
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
35 y/o
WILLIAM
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Patrzę ze zdziwieniem na Wendy, kiedy zaczyna się rozwodzić nad zajebistością bingo i własnym uszom nie wierzę, obie moje brwi z każdym jej kolejnym słowem unoszą się coraz wyżej, ale kiedy kończy to rzucam krótkie spojrzenie barmanowi, a on mi - Dobra, Wendy, mi się wydaje, że żeby doświadczać takich akcji podczas bingo to po prostu trzeba być tobą - śmieję się. Ja jej nawet czasem trochę zazdrościłem tej całej beztroski. Nie to, żebym ja był jakiś sztywny albo nadmiernie zestresowany, ale jednak mi się przydarzały zupełnie inne akcje, często dużo bardziej krzywe - Ale musisz mnie kiedyś zabrać na bingo w takim razie, bo jak tak o tym opowiadasz to w sumie brzmi nieźle - kiwam głową, po czym dodaję - W ogóle to mam pomysł, myślę, że powinniśmy zrobić festiwalowe bingo na Burning Mana, co ty na to? - na planszy rzeczy typu - robienie buchary w namiocie, albo walenie leja z kociołka Panoramixa i wiele, wiele innych odpałowych akcji. W końcu trzeba będzie sobie jakoś zająć tydzień na pustyni - Poród żyrafy? - powtarzam, znowu unosząc w zdziwieniu obie brwi - Trochę obleśne w sumie, za to biwak brzmi zajebiście, nie byłem na żadnym chyba ze sto lat, ciekawe czy by mi plecy nie siadły jakbym próbował spać w namiocie - zastanawiam się, chociaż w zasadzie nawet bym zaryzykował. Niemniej macham ręką, bo wiem przecież, że Wendy była romantyczką i chociaż bym próbował na różne sposoby, to i tak bym jej nie przekonał do gówien pokroju intercyzy. Zresztą nawet nie zamierzałem próbować, szczególnie że mieliśmy teraz ważniejsze rzeczy ma głowie takie jak ujeżdżanie mechanicznego byka - No Lotta jest zajebista ogólnie, chociaż w chuj zazdrosna co mnie wkurwia czasem bo wiesz, tego byka się nie da poskromić - wskazuję palcem na siebie. Prawda jest taka, że troszeczkę się już znam, przynajmniej w tej kwestii i co mogę powiedzieć - prędzej czy później i tak dałbym dupy, dosłownie i w przenośni, więc obiecywanie chuj wie czego nie miało najmniejszego sensu - Dobra, to lecę - kiwam głową, poprawiam spodnie i jazda. Wbijam do zagrody mechanicznej krowy. Jeszcze trzydzieści sekund temu mi się wydawało, że jestem kozak, ale teraz jak zerka na mnie tymi swoimi nieruchomymi, czerwonymi ślepiami, a z nozdrzy bucha para, to nogi jakoś same się pode mną uginają, przełykam głośno ślinę i zanim w ogóle zdążę podejść bliżej to dociera do mnie, że nie, wcale nie byłem na to gotowy. Słyszę głośne wiwaty ze strony mojej przyjaciółki, a także obcych, tylko kurwa. No nie, nie tym razem, oczami wyobraźni widzę jak spadam i łamię sobie nogi, albo dostaję kolejnego wstrząsu mózgu, co pewnie by się skończyło stałym opóźnieniem w rozwoju - Nie, dobra, jednak nie chcę! - rzucam głośno, natomiast tłum od razu zmienia narrację i zamiast wesoło skandować moje imię to zaczyna złowrogo buczeć i gwizdać. Jakiś chłop krzyczy, że mam wypierdalać z zagrody. Kilka pustych, plastikowych kubków leci w moją stronę, jednym nawet dostaje w łeb - Ej, ale bez takich!... A zresztą spierdalać wszyscy! Jebać was!... - pokazuję zebranym środkowe palce, na co ludzie reagują jeszcze głośniejszym buuuu! Jeden z ochroniarzy, Maczeta, zerka w naszą stronę spod swojego kowbojskiego kapelusza, ale nie decyduje się na interwencję, na szczęście, bo sam nie wiem czy prędzej ja bym stąd wyleciał czy jednak wszyscy ci, którzy nie byli dla mnie zbyt mili. Wychodzę z zagrody, w przejściu posyłając Wendy takie spojrzenie mówiące mniej więcej ratuj nasz honor, po czym to ja się ustawiam w pobliżu, żeby tym razem ją dopingować. Może okaże się odważniejsza. Znaczy, na pewno tak będzie.

rzut na byka :lol:
Wendy Gardner
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
34 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Hot summer nights, mid-july, when you and I were forever wild. The crazy days, city lights, the way you'd play with me like a child.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie rozumiała czemu się tak dziwił, przecież cholibka nie znali się od dziś?! Co on nie wiedział, że w Wendy to nawet w domu starców jest w stanie rozkręcić imprezę? Okej, kwasy i dragi to nie była jej bajka, ale dobra wiksa ze staruszkami to już jej poziom imprezowania, tylko zamiast techno człowiek buja się w rytm abby lub boney m śpiewając staruszkom: She's crazy like a fool, wild about Daddy Cool. Słuchaj Will, musisz dla mnie znaleźć więcej czasu po prostu. Mamy Texas do obskoczenia, bingo, burning man, lista się powiększa. Nie ma gadania, trzeba działać! — i mówiąc to miała minę typu: nie wykręcisz się z tego, bo chociażby skały srały oni będą realizować te punkty, które sobie tylko dopisywali do listy to do. — Ale z tym festiwalowym bingo to jest kurde strzał w dziesiątkę! Widziałam takie obrazkowe bingo dla dzieci do skreślania w trakcie podróży, jakiś Krabik miał takie w przedszkolu. Totalnie mogę nam ogarnąć coś w tym stylu, tylko zarzuć pomysły do skreślania i ile nas będzie — U W I E L B I A Ł A takie rzeczy, zaraz było widać jak się zajawiła. — No poród żyrafy jest dość brutalny, spaść z takiej wysokości w pierwszej chwili życia to naprawdę chrzest bojowy, ale niejednemu człowiekowi by się taki przydał na dzień dobry — czasami to z takimi nieogarniętymi randkowała, że aż strach. — Widziałam też kopulację lwów! Mam nagrane, legalne porno słuchaj. Chociaż trochę słabo bo ten seks lwów to trwa może sześć sekund, a mowa przecież o królu dżungli — trochę słabo, co nie? Ale chociaż krótkodystansowcy mają porządne argumenty. — I nie pieprz, nie siadłyby ci! Poza tym jedziemy na burning mana więc w sumie się przekonasz jak tam twoje plecy w spartańskich warunkach — w sumie można to podciągnąć pod biwak, nie? Choć na taki w lesie i górach też mogą pojechać, i cyk kolejny punkt do odhaczenia. I dzięki bogu, że nie wdawali się teraz w poważne dyskusje na temat intercyzy, która totalnie jej nie leżała. Co gorsza wiedziała, że Peter był typem, który do czegoś takiego w pełni się skłaniał, więc zamierzała oszczędzić sobie dzisiaj bólu głowy z tego tytułu i jeśli już to miała zamiar go doznać od nadmiaru alkoholu… albo wstrząsów na byku, to się jeszcze okaże. — Ja tam wychodzę z założenia, że każdego byka się da poskromić tylko jeździec musi być dobry — odparła radośnie puszczając mu oczko, jakby chciała wskazać na to, że choć Charlotte go denerwuje, to kto wie? Może jego akurat poskromi. Chociaż jeśli kogoś nie wyobrażała sobie w stałym związku to właśnie Williama. Z wolnością i beztroską było mu do twarzy. I wcale nie obawiała się tego, że straci przyjaciela na rzecz jakiejś typiary. Odprowadziła Williama wzorkiem i chyba najgłośniej go próbowała dopingować, więc prawdę mówiąc była też w największym szoku chyba, gdy zszedł nie podejmując się nawet skoku na byka. — PRZECIEŻ TO NIE PRAWDZIWY BYK! — zawołała widząc jego rezygnację. Próbowała go jeszcze jakoś namówić, ale nie miała totalnie przebicia pośród tłumu, który go teraz wygwizdywał, a to dopiero ją podburzyło. Ona może mu cisnąć zasłaniając się motywacją, ale inni sobie pozwalać nie mogą. Komicznie wyglądała stojąc pomiędzy dwoma typami o dwie głowy wyższymi od niej i wymachując rękami, że to jej człowiek i mają sobie kurwa nie pozwalać. — Dajcie mu spokój, to jest kurwa fajny chłopak — i ratując honor ich spółki weszła do tej zagrody totalnie pewna własnej porażki. prawdę mówiąc nie była pewna czy w ogóle uda się jej wskoczyć na tego byka, bo wydawał się ogromny. Trochę rozumiała, że strach Williama obleciał, ale muuuuusiała to zrobić, heh. Muzyka przeplatała się z motywacyjnymi okrzykami innych osób, więc licząc do trzech wskoczyła na dwa od tyłu na tego byka i ku zaskoczeniu chyba najbardziej jej samej - udało się jej!!! Musiała trochę się posunąć do przodu finalnie, ale jak na nią to nawet z gracją to wyszło. Sam początek był całkiem łatwy, więc chichrała się trzymając ładnie dwoma rękami pasa, chyba będąc w większym szoku niż Will, że jeszcze nie spadła. Najwyraźniej na lądzie była ciamajdą, a na byku… mistrzynią! Gdy tylko poczuła, że grawitacja się o nią nie upomina totalnie się rozluźniła, a po chwili to nawet rękę zwolniła i uniosła ją do góry, jak te wszystkie laski na hot filmikach, które kiedyś podziwiała w sieci. Czy sądziła, że kiedykolwiek sama odpali taki numer?! Hell no! A jednak życie potrafiło ją zaskoczyć. Williama też, jego mina była bezcenna jak jakaś typiara obok zdjęła stanik i rzuciła nim prosto w Wendy. Oczywiście, że go złapała, machając nim pobiła dzisiejszy rekord wygrywając tytuł mistrzyni dzisiejszego rodeo. Z tłumu sypały się dwuznaczne komentarze o ujeżdżaniu, a ona na swój top ubrała ten panterkowy stanik i wybiegła rzucając się na Williama w porywie radości. — CZY TY TO WIDZIAŁEŚ?! — przecież to było przezajebiste, dawno się tak nie czuła. I po wszystkim zaciągnęła go do baru, by odebrać nagrody. Nie spodziewała się jakiś kokosów, a raczej all inclusive przy barze tej nocy, a jednak ku jej zaskoczeniu wygrała przekozacką klamrę z byczkiem do paska jakby brała udział w prawdziwym rodeo, kapelusz i wątpliwej jakości statuetkę, a w małej torebce miała jeszcze jakieś mini gadżety jak kieliszki w kształcie kowbojskich butów z czego różowy zachowała dla siebie, a przeźroczysty dała Williamowi i popijali z nich przez resztę nocy. Z czasem odkryła jeszcze kowbojską zapalniczkę, która dała mu w prezencie i tatuaże (1, 2, 3, 4), które po pijaku robili sobie w toalecie klubu. Przecież podkowa wokół pępka, karty na szyi, gwiazda szeryfa na pośladku i całuśne usta na klacie to coś, co musiał mieć! A i ona wybrała sobie nie tylko świetne tatuaże, ale i świetne miejsca na nie całus w czółko i te sprawy, a i tak połowy z tego nie będą jutro pamiętać. Mistrzostwa jednak nie zapomni! Pod tym względem to dla niej niezapomniany wieczór.
Obrazek
🤠🐂🌾


K O N I E C
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
ODPOWIEDZ

Wróć do „Emptiness”