25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pokręciła głową z rozbawieniem, słysząc jej odpowiedź. Oczywiście, że musiała palnąć coś takiego. Nie mogła po prostu obiecać jej kolejnego spotkania. Uczepiła się najmniej istotnej kwestii w wypowiedzi Ślizgonki. River nie była przecież głupia... aż tak. Wiedziała, z czym wiąże się nawet zwyczajna wycieczka do Zakazanego Lasu, a co dopiero taka prowadząca w jego głąb, by zwiedzać jakieś pokręcone ruiny. Zgodziła się na wszystko bez wahania, jeszcze zanim poznała jakiekolwiek szczegóły i nie miała zamiaru się z tego wycofywać. Jak na razie miała całkiem dobry humor, a jej pewność siebie nie dawała się zachwiać zbyt łatwo. Obecność przyjaciółki robiła robotę. Już chciała dopowiedzieć coś jeszcze, by jednak uświadomić Prescott, o co jej chodziło, ale Strauss wszystko popsuła. Syknęła niezadowolona tym wtrącaniem się. Zero kultury, no jak tak w ogóle można? Posłała Violi zirytowanie spojrzenie, zanim znów skupiła się na Rue, na policzkach której po raz kolejny pojawił się rumieniec. Brew Ślizgonki drgnęła w zaskoczeniu. Nie do końca rozumiała korelację między tym zawstydzaniem się, a tak usilnym odbijaniem prób bycia oczarowaną. Może będzie miała okazję zapytać o to później.
Nie wiem. Może chcesz sprawdzić?Raven uśmiechnęła się ciepło, korzystając z ostatnich chwil radości i pokoju. River spojrzała na nią z niedowierzaniem. Co to w ogóle była za sprawiedliwość? Jej się dostawało po łbie za latanie za Prescott, a blondi mogła sobie flirtować z typiarą, o której wcześniej nie wspomniała nawet słowa? Cross z pewnością to sobie zapamięta.
Tyle dobrego, że pokój i miłość szybko wyparowały. Trafiła kosa na kamień. Można było się spodziewać, że ani Cross, ani Prescott nie przyjaźnią się z kimś słodkim i bezkonfliktowym. Czy Raven to aby na pewno był dobry wybór na tę wyprawę? Mogła wziąć kogoś spokojniejszego. Blair i Caspar na pewno nie wzbudzaliby tylu negatywnych emocji.
— Masz dla mnie jakieś rady? Równie skuteczne co pilnowanie, by nikomu na łeb nie spadła śmiercionośna klątwa i nie musiał się z nią sam szlajać po lochach? — wytknęła jej równie spokojnym tonem co przed chwilą. Cross wzniosła oczy ku niebu, utwierdzając się w przekonaniu, że wzięcie ze sobą Raven było najgłupszym pomysłem, na jaki wpadła w tym semestrze. To na pewno na dłuższą metę jej zaszkodzi. Nie dość, że będzie musiała znosić potem zirytowaną Vanberg, to jeszcze straci w oczach Prescott, która na pewno stanie po stronie swojej przyjaciółki. Baby były czasem nie do zniesienia.
Przynajmniej wszystkie dostały okazję do wyżycia się na stworzeniach, które najwyraźniej według nich nie zasługiwały na delikatne traktowanie. Miotały w nie zaklęciami, pozbawiając rodziny ojców, sióstr i kochanek. Aż strach pomyśleć, jak brutalne staną się w obliczu większego zagrożenia, na które na pewno w końcu natrafią. Cóż, na razie mogły cieszyć się ze swojego małego zwycięstwa. A raczej mogłyby, gdyby nie nastawienie przeklętej Krukonki. River zmarszczyła brwi, niespecjalnie rozumiejąc, skąd nagle wziął się ten dziwaczny ton. Przecież ona niczego złego nie zrobiła, bez przesady.
— Próbowałam rozładować atmosferę. Mniejsza z tym — mruknęła, opuszczając różdżkę. Spuściła wzrok na nogi Krukonki i to wcale nie po to, by je obczaić (chociaż też), ale by upewnić się, że nic się jej nie stało. Sprawiała wrażenie, że wszystko jest w porządku, a Ślizgonka postanowiła nie drążyć. Zignorowała spojrzenie Vanberg, które zdawało się krzyczeć a nie mówiłam? i ruszyła szybkim krokiem obraną wcześniej ścieżką. Parcie przed siebie bez wdawanie się w zbędną dyskusję było chyba najlepszym pomysłem, na jaki dało się wpaść. Równowaga w przyrodzie musiała zostać zachowana, prawda?
Wchodzenie w głąb lasu nie należało do najprzyjemniejszego rodzaju wycieczek. Obrzeża to co innego, ale one już dawno się od nich odsunęły i teraz zmierzały ku zagładzie. Znaczy się – ku północy. Ślizgonki właściwie nie miały pojęcia, jak bardzo daleko jest ten daleko wysunięty punkt, ale jakoś żadna nie kwapiła się do zadawania pytań. W pewnym momencie do nozdrzy Cross dotarł dziwny zapach. Coś jak słodka zgnilizna wymieszana z palonymi włosami? Okropieństwo. Raven trąciła ją łokciem i wskazała na jakiś kształt kawałek dalej. Na końcu jej różdżki pojawiło się światło, które uwidoczniło źródło owej woni. Tuż obok ścieżki leżało kilka martwych, rozoranych wozaków. Coś, co je zaatakowało, było brutalne. Trudno stwierdzić, czy była potrzebna aż tak zacięta walka, czy po prostu to miało być rozrywką dla napastnika. Z większości stworzeń nie zniknęło dużo mięsa, zostały tylko nieco ponadgryzane.
— Zajebiście — mruknęła pod nosem, spoglądając na Krukonki. Rozejrzała się dookoła, ale nie dostrzegała nigdzie napastnika. Czyżby stworzenie już sobie poszło? A może po prostu dobrze się ukrywało? Najważniejszym teraz było zachowanie spokoju i niewychylanie się.
Ty kurwo niemyta! Wrzodzie rudy! Śmierdząca szlamo najebię ci! Pokurwiu mamuciu wyrucham ci matkę! Ty wszo z łoniakow Dumbledore’a!wydarło się coś, co tylko przypominało ludzki głos. W rzeczywistości było zbyt skrzekliwe, by zostać uznane za człowieka. Vanberg wycelowała rozświetloną różdżką w ścieżkę przed nimi, po której przemknął krzyczący wozak, żeby zaraz zniknąć w krzakach kawałek dalej.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ta dziewczyna naprawdę ją osłabiała. Ruelle nie miała kompletnie pojęcia dlaczego miała do niej taką słabość. Bo chyba miała... Inaczej czemu by się jej tak uczepiła? Nic dobrego nie mogło wyniknąć z tej znajomości, a z jakiegoś powodu coś je do siebie ciągnęło. Efekt klątwy? Może przez to, że Cross również tknęła książkę w tamtym momencie to jakaś dziwna siła sprawiła, że stały się ze sobą mocniej powiązane? Cóż, Ainsworth nic o tym nie mówiła, ale nie rozmawiały wtedy zbytnio o Ślizgonce. Może zatem coś jej umknęło luh nie miała odpowiednich informacji.
Całe szczęście, że Ruelle miała obok siebie Violettę, która zamierzała komentować jej relację i każdą interakcję z Cross na swój sposób. Trudno w zasadzie było określić, co takiego Strauss chciała osiągnąć. Próbowała coś uświadomić przyjaciółce, zawstydzić ich dwójkę czy może prowokowała do czegoś? To mogła wiedzieć już tylko ona, bo wszystko kryło się za wyjątkowo cwanym uśmieszkiem.
Uśmieszkiem, który jedynie pogłębił się w momencie, gdy tylko usłyszała prowokujące pytanie Raven. Najwyraźniej nie robiła sobie nic z krzywych spojrzeń River. Była zbyt skupiona na drugiej Ślizgonce, która postanowiła poddać się temu bezczelnemu flirtowi. Type dobrego, że nie planowały przez cały czas się do siebie kleić. Mogły też się kłócić i zajmować skanowaniem okolicy w poszukiwaniu zagrożeń. No, ale jakby bardziej skupiały się na tym ostatnim to zdołałyby zapobiec brutalnemu atakowi na Ruelle.
Wystarczyło jej spojrzeć na to jak Vanberg się poruszała w czasie starcia z Kapturkami, aby ucieszyć się z tego, że jednak wzięły ze sobą kogoś, kto znał się na walce. Uzupełniały jakoś i wzmacniały drużynę o umiejętności, które jak najbardziej mogły im się przydać w takim miejscu jak Zakazany Las. Może i nie był to Dream Team pod względem doboru charakterów, które czasem groziły najprawdziwszą eksplozją. Może jednak uda im się trafić na wystarczającą liczbę przeciwników, aby nie ciskać Bombardami w siebie.
Nie potrafiła wykrzesać z siebie odrobiny optymizmu, gdy znajdowały się w podobnej sytuacji. Jak w ogóle River mogła jeszcze żartować w taki sposób? Najwyraźniej jednak to Ruelle miała jakiś problem, bo nawet Strauss posłała jej spojrzenie, które przekazywało nie więcej niż o chuj ci chodzi? Chyba po prostu zaczynał się odzywać w niej dużo silniej stres ostatnich dni oraz ciężar klątwy, która groziła jej śmiercią w przeciągu miesiąca jeśli czegoś nie zrobi.
Im głębiej w las, tym bardziej zmieniała się atmosfera. Na obrzeżach lasu jeszcze zdarzało im się bywać. Chociażby w trakcie lekcji Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami. Zapoznawali się z niektórymi okazami czarodziejskiej fauny oraz uczyli się tego jak się z nimi obchodzić. Zapuszczanie się gdziekolwiek dalej nie wchodziło w grę. Zwłaszcza bez nadzoru. To jednak nie powstrzymywało takich osób jak Viol czy Raven przed szlajaniem się, gdzie nie trzeba.
Zapach zgnilizny nie musiał oznaczać nic szczególnie niepokojącego... ale mógł. Prescott wiedziała, że jej przyjaciółka kiedyś natknęła się na rój zombie, które powstały na skutek działań śmierciożerców. Chyba im się zatem poszczęściło, że natrafiły akurat na martwe wozaki.
- Nie wyglądają najlepiej... - Prescott mogła już z daleka ocenić, że rozłożone ciała nosiły na sobie ślady pazurów oraz kłów, które powyrywały spore kawałki mięsa z trucheł. - Co je tak urządziło?
Violetta ostrożnie podeszła do jednego z wozaków i przykucnęła przy nim. Zapewne ustalenie drapieżnika poszłoby jej dużo lepiej, gdyby tylko któraś z nich była bardziej biegła w dziedzinie ONMS. Trzeba było zabrać ze sobą jakiegoś wielbiciela magicznych zwierząt.
Nie miały jednak sporo czasu, aby się namyślić, bo zaraz też usłyszały wyjątkowo głośne (oraz nadzwyczaj wulgarne) krzyki wozaka, który najwyraźniej przeżył masakrę swoich pobratymców. Ledwie przemknął w krzaki, a już gdzieś z oddali zdało się słyszeć dziwne zawodzenie, przypominające wycie.
- Ja pierdolę, co to? - odruchowo w zasadzie zapytała Ruelle.
- Wilk - odparła niemal od razu Strauss po czym spojrzała w kierunku Vanberg stojącej z rozświetloną różdżką. - Albo wilkołak!
Coś jednak podpowiadało Prescott, że jej koleżanka z Domu Kruka nie ma jednak najmniejszego pojęcia, co zmasakrowało wozaki i chce tylko podrażnić się z Raven.
Czy wilkołaki były w ZL? Raczej wątpliwe, ale wilki na pewno. Chociaż to wyglądało na robotę czegoś znacznie większego oraz groźniejszego. Żadna tylko nie wiedziała czego, ale lepiej było przeć przed siebie w kierunku północy póki jeszcze mogły.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Im bardziej zagłębiały się w las, tym robiło się chłodniej. Spadała temperatura powietrza, a między uczennicami robiło się coraz bardziej niezręcznie. Entuzjazm, którym w jakimś tam stopniu emanowała wcześniej każda z nich, powoli wyparowywał. Zaczynała do nich docierać powaga sytuacji. Tym razem widmo śmierci nie wisiało wyłącznie nad Ruelle. Ta wycieczka mogła skończyć się bardzo źle dla całej czwórki. Cross nie miała niczego złego na myśli. Naprawdę liczyła, że wszyscy się trochę uspokoją i będą mogły skupić się na czymś innym niż na własnym strachu. Niestety nic z tego. O ile nie wyczuła żadnego żalu ze strony najlepszej przyjaciółki, o tyle Krukonki sprawiały wrażenie wyraźnie zawiedzionych jej postawą. Wyraźnie nie umiały się bawić. Zrobiło jej się trochę głupio, ale nie miała zamiaru dawać tego po sobie poznać. Niech się pierdolą. Cross obciągnęła rękawy czarnej bluzy głębiej na dłonie, chcąc uchronić się chociaż przed chłodem powietrza.
Martwe wozaki faktycznie nie wyglądały zbyt zachęcająco. Chyba niespecjalnie smakowały drapieżnikom, skoro tak je porozgryzały i poszły w cholerę. A może to był jakiś rodzaj zasadki, a wozaki były tylko przynętą? Oby nie, bo jeżeli tak, to te durne cipy właśnie dały się w nią złapać. Ślizgonki nie zbliżały się do trucheł, dając pole manewru Krukonkom. Skoro niby są takie mądre, to niech się wykażą i dojdą do jakichś konstruktywnych wniosków. Ani Cross, ani Vanberg nie znały się specjalnie na magicznych stworzeniach. Żadna z nich nawet nie kontynuowała tego przedmiotu po piątej klasie. Gdyby to była sprawka ptaków, to może River jeszcze byłaby w stanie powiedzieć coś mądrego, ale to nie wyglądało na robotę skowronków.
Srołakodmruknęła Raven, najwyraźniej nieprzekonana. River wyszczerzyła się, najwyraźniej bardzo rozbawiona tym elokwentnym żartem przyjaciółki. Mogły mieć tylko nadzieję, że to jednak nie wilkołak, bo to mogło je nieco przerosnąć. Niby były we czwórkę, ale wciąż pozostawały tylko durnymi nastolatkami. Żadna z nich raczej nie chciała wdawać się w taki pojedynek i ryzykować ugryzieniem.
Zimny wiatr przemknął po odsłoniętym karku Cross. Odruchowo dotknęła go i wyczuła pod palcami gęsią skórkę. Było jej zimno już od dłuższej chwili, ale to było coś... innego. Ten rodzaj chłodu miał w sobie coś kojącego. Wycie ucichło. Co gorsza – ucichło właściwie wszystko. Każdy rozsądny czarodziej zdawał sobie sprawę, że cisza w lesie to najgorsze, co może cię spotkać. Usłyszała kłapnięcie szczęki i odruchowo obróciła się w jego stronę. Podobnie zrobiła Raven, celując w tamtym kierunku rozświetloną różdżką. Na starym, przewalonym drzewie stały dwa ogromne psy. Ich czarna, gęsta sierść poruszyła się na grzbietach pod wpływem kolejnego zimnego podmuchu. W okrągłych, żółtych ślepiach dostrzegła jakiś blask, który nie miał prawa odbijać się w tym miejscu od światła księżyca. Jedno ze stworzeń uporczywie wpatrywało się w Ruelle, drugie w Raven. Cross zacisnęła palce na różdżce i machnęła nią, celując w drzewo na którym stały.
River, nie!krzyknęła Vanberg, łapiąc ją za rękę. Szarpnęła Ślizgonką, a zaklęcie, zamiast w psiska, poleciało gdzieś w górę i zniknęło między gałęziami. River spojrzała na przyjaciółkę kompletnie przerażona. Nie była w stanie zrozumieć, dlaczego ją powstrzymała.
Nie musisz atakować ponuraków. One się na nas pierwsze nie rzucą. Po prostu musimy stąd iść wyjaśniła, spokojnym tonem. Rysowniczka wpatrywała się w jej oczy, szukając w nich odpowiedzi na miliard pytań, które miała w głowie. Nie była durna. Doskonale wiedziała, że ponuraki same z siebie nie bywają agresywne wobec ludzi. Jakim cudem Raven udawało się pozostawać spokojną? Dlaczego ta dziewczyna zawsze zachowywała zimną krew, niezależnie od sytuacji? Serce Cross waliło w takim tempie, że równie dobrze mogła założyć, że przestało bić, bo odróżnienie od siebie dźwięków stało się niemożliwe. O ile wcześniej było jej po prostu chłodno, to teraz miała wrażenie, że ktoś wrzucił ją do jeziora w środku zimy.
Obróciła głowę i jeszcze raz spojrzała na psiska, które ze stoickim spokojem obserwowały Ruelle i Raven. Cross nigdy nie była zabobonna. Bywała paskudnie sceptyczna, a wróżbiarstwo uznawała za jeden z głupszych przedmiotów w trakcie całej edukacji. Dziwaczna aura, która otaczała zwierzęta, kompletnie wybiła jej ten rozsądek z głowy. Nie pojmowała, dlaczego psy wpatrują się akurat w te dwie dziewczyny. Wyszarpała rękę z uścisku Vanberg i zrobiła krok do przodu, by ją zasłonić. Futrzak nieznacznie przekrzywił głowę, by nadal móc wpatrywać się w blondynkę. Cross miała wrażenie, że żołądek podchodzi jej do gardła. Psiska, choć wyglądały wyjątkowo złowieszczo, w ogóle jej nie przerażały. Nie zrobiło na niej wrażenia, gdy jedno z nich oblizało się po paszczy, przesuwając jęzorem po lekko zlepionej krwią sierścią. Nie stresowało jej wcześniejsze wycie, nie imponowało nawet to zimno. Nie była w stanie zrozumieć, dlaczego muszą wpatrywać się akurat w te dwie dziewczyny. Miały do dyspozycji całą czwórkę, a wyraźnie uparły się na konkretną dwójkę. Strach mieszał się z wściekłością. Miała ochotę cisnąć w ponuraki tysiącem zaklęć albo po prostu rozszarpać je gołymi rękami, byle tylko przestały.
River. Chodź powtórzyła cicho Vanberg i położyła jej dłoń na ramieniu. Raven kątem oka spojrzała na Krukonki, chcąc upewnić się, że podzielały jej opinię i trzymały nerwy na wodzy.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zakazany Las na pewno był wyjątkowo dziwnym miejscem. Głównie ze względu na to, że działy się w nim rzeczy, których do końca nie dało się wytłumaczyć. Drzemały w nim jakieś niewyjaśnione i wyjątkowo nieprzyjemne moce, a im dalej w las tym chłodniej, mroczniej i bardziej niebezpiecznie. Tego jednak były świadome od samego początku.
Już sama obecność Kapturków dała im znać, że znajdowały się w miejscach, gdzie przechodziło do przelewania krwi... Nikt chyba do końca nie wiedział, co mogło się kryć w tym lesie. Wiedziały tyle, że kiedyś kręciło się w nim sporo czarnoksiężników, którzy mogli po sobie zostawić to czy owo. Musiały zatem mieć się naprawdę na baczności.
Chłodny powiew wiatru jeżył włosy na karku i przenikał do kości. Wszystko zdawało się przemawiać za tym, aby zawróciły i nie ryzykowały niepotrzebnie życiem ich wszystkich, ale... Każda z nich była na to zbyt uparta. Zaczęły coś i zamierzały to skończyć.
Dalej nie miały pojęcia, co właściwie rozszarpało wozaki i zostawiło je w podobnym stanie. Zapewne coś sporych rozmiarów, sądząc po śladach zostawionych na ciałach. Czym jednak było tajemnicze coś? Tego to już nawet najstarsi górale w Highlandach nie wiedzieli oględnie mówiąc.
Violetta uśmiechnęła się jedynie z pewnym zadowoleniem, gdy tylko Raven zareagowała na jej zaczepkę w typowy dla siebie sposób. Zapewne Strauss nawet uznała to za urocze, bo miała akurat wyjątkowo postrzelony gust. Przynajmniej tam mogła twierdzić jej przyjaciółka, która miała wyjątkowe prawo do oceniania jej wyborów życiowych.
W zasadzie dosyć szybko Prescott dostrzegła, że stojąca obok niej Ślizgonka sięga do swojego karku. Obserwowała ten gest, zastanawiając się, co za nim stało.
- W porządku? - zapytała, aby się upewnić czy przypadkiem dziewczyna nie wyczuła czegoś niepokojącego.
Ledwie jednak zdołała wypowiedzieć te słowa, a w polu ich widzenia pojawiły się aż dwa ponuraki. W całym swoim życiu Ruelle nie widziała nawet jednego takiego stworzenia, a teraz mogła oglądać je w dwóch egzemplarzach i to całkiem z bliska. Jakby tego było mało to wlepił w swoją swoje okrutne ślepia. Czuła się jakby prześwietlał ją nimi na wylot. Zdawała sobie sprawę z tego, co symbolizowały te stworzenia.
Nie była przekonana, co do tego, że zwiastowały one śmierć, od której nie można było w żaden sposób uciec, ale... wciąż nie napełniało jej to wszystko szczególnym optymizmem. Zwłaszcza, gdy pod uwagę wziąć, że miała na karku osobliwą klątwę.
Groza przenikała przez całe jej ciało. Rozchodziła się od samego środka i powoli przejmowała ją niewytłumaczalnym strachem, który starała się zgnieść gdzieś w zarodku. Nie było to jednak wcale takie proste.
Czemu jednak jeden z nich tak uparcie wpatrywał się w Raven? Tego nie mogła pojąć.
Chociaż całe spotkanie było wysoce niepokojące to jednak Prescott do głowy nie przyszłoby to, aby spróbować zaatakować któregokolwiek z ponuraków. River jednak musiała mieć dosyć groźby, którą słała im obecność psowatych. W ostatnim momencie została jednak powstrzymana przez Raven, która chwyciła ją za nadgarstek.
Zaklęcie poszybowało gdzieś, gdzie nie miało prawa wyrządzić nikomu krzywdy, a one zostały na wyjątkowo cichej polanie, która znajdowała się zbyt blisko ciał wozaków dla ich komfortu. Vanberg miała rację: musiały iść.
Krukonki jedynie wymieniły ze sobą krótkie spojrzenie. Rue skinęła przyjaciółce głową na znak, że wszystko było w porządku. Na tyle ile mogło być. Viol chyba nie bardzo jej wierzył, ale wiedziała też, że nie ma opcji, aby wydusiła z niej coś więcej. Dlatego też zaraz postanowiła się skupić na postaci jedynej w ich otoczeniu blondynki. Obie zastanawiały się wyjątkowo mocno nad tym, co właściwie oznaczało spojrzenie ponuraka, które było w nią tak usilnie wbite.
Nie były w stanie jednak myśleć o tym wszystkim zbyt długo. Nie w momencie, gdy nad ich głowami rozległ się szelest, który je nagle zaalarmował. W całym tym zamieszaniu kompletnie zapomniały o tym, że groziło im nie tylko niebezpieczeństwo na lądzie, ale też z powietrza.
Jak inaczej można byłoby nazwać sylwetkę bystroducha, która właśnie przemknęła między gałęziami tuż nad nimi? Chyba też nareszcie rozwiązały zagadkę śmierci tych wozaków.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zimno było najmniejszym problemem, z jakim miały dzisiaj się borykać. Chłód charakterystyczny dla tego lasu był tylko skromnym wstępem. Cross mogła się jedynie irytować, że miękka, gruba bluza sprawiała wrażenie kompletnie bezużytecznej w starciu z aurą tego terenu. W ogóle nie zakładała jednak, że będą miały do czynienia z czymś mrożącym krew w żyłach w całkowicie inny sposób. Spotkanie z ponurakami nie było czymś, co w ogóle brała pod uwagę, bo w jej głowie korelacja między śmiercią, a Ruelle w ogóle nie zachodziła. Postanowiła we własnym łbie, że Krukonka przeżyje starcie z klątwą i w ogóle nie istniała inna opcja. A żeby wkręcać w te mroczne scenariusze Raven? To było nawet bardziej niż niemożliwe. W jej wizji świata przyjaciółka była przecież nieśmiertelna. Złego diabli nie biorą, jak to mówią. Vanberg była nie tylko dużo mądrzejsza i zdolniejsza pod względem magicznym niż Cross, ale przede wszystkim potrafiła być też rozsądniejsza i mniej narwana. Spełniała wszystkie wymagania do tego, by przejść przez każdą przeszkodę suchą stopą.
Fakt, że psiska wpatrywały się akurat w te dwójkę musiał być jakąś pomyłką. Spotkanie z nimi było wystarczająco stresujące, ale obserwowanie, że stargetowały akurat te dwie dziewczyny? Nie miała zamiaru się z tym pogodzić. Dlaczego nie wgapiały się w River i Viol? Rysowniczka nie byłaby zdziwiona, gdyby kiedyś sama siebie wysłała na drugą stronę przez własną brawurę, a z tego co słyszała, Strauss też igrała własnym życiem bardzo śmiało. Chciała wierzyć w to, że te durne zwierzęta musiały się po prostu pomylić. Albo robiły im na złość. W głębi duszy wiedziała jednak, że to nie może być prawda. Takie pomyłki się nie wydarzały. To musiało coś znaczyć. Po prostu nie wiedziały jeszcze, co konkretnie. Cross miała ochotę rozerwać te kundle na pół i wyjąć potrzebne informacje z ich ciągle gorących trzewi. Jedynym, co ją powstrzymywało, była Raven. Jak zawsze.
Zaciskała palce na różdżce tak mocno, że zaczęły ją boleć. Walczyła z samą sobą, by nie zrobić niczego, co dodatkowo im zaszkodzi. Wiedziała przecież, że jej przyjaciółka ma rację. W żaden sposób nie zmieniało to jednak buzujących w niej emocji. Nie zwracała uwagi na ukradkowe wymiany spojrzeń między pozostałą trójką. Pewnie nawet nie do końca dotarłby do niej potencjalny dialog między nimi. Po raz pierwszy w oczach Raven pojawiło się coś, co nie było ani obojętnością, ani irytacją. Przyglądała się Ruelle z pewną łagodnością. Czyżby wreszcie znalazły coś, co je łączy? Skoro słabość do River tylko dodatkowo je dzieliła, to może przyciąganie śmierci pozwoli im się do siebie zbliżyć? Być może będą miały okazję przekonać się o tym szybciej niż podejrzewały.
River, góra!krzyknęła Vanberg, co skutecznie wybiło Ślizgonkę z zamyślenia. Spojrzała we wskazanym kierunku i dostrzegła pikującego w ich stronę bystroducha.
Protego!zawołały obie jednocześnie, dzięki czemu przezroczysta smuga tarczy, która się nad nimi pojawiła, była nie tylko większa, ale i silniejsza, a bystroduch nie miał szans tak łatwo się przez nią przebić. Do Cross dopiero dotarło, co się stało. Obrona była odruchem. Wokół nich zaczęło krążyć prawdziwe zagrożenie. Syknęła wściekle i spojrzała znów na ponuraki, a raczej w stronę miejsca, gdzie były jeszcze przed momentem. Psów już tam nie było.
— Proponuję spierdalać — rzuciła, wycofując się powoli. Vanberg skinęła głową, zgadzając się z tym świetnym pomysłem. Ślizgonki rozglądały się uważnie wokół siebie, starając się śledzić ruchy bystroducha, który przemykał między drzewami, okrążając uczennice i próbując zapędzić je w kozi róg. Wcale nie była pewna, że ucieczka będzie prostsza niż walka.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Z większością rzeczy mogłyby pewnie sobie poradzić bez problemu. Miały na sobie grube bluzy, a przy pomocy zaklęć mogły się ogrzać, oświetlić drogę lub zrobić jedną z miliona różnych rzeczy, które mogły im w jakiś sposób ułatwić wędrówkę, ale niektóre sprawy były już zdecydowanie zbyt skomplikowane i niemożliwe do rozwiązania magią.
Emocje były niemożliwe do zredukowania i wyeliminowania przy pomocy zaklęć. Chociaż może eliksiry? Ruelle nigdy się w to wszystko zbytnio nie zagłębiała. Istniała zatem taka opcja. Skoro można było chwilowo wywołać w kimś miłość to czemu nie uciszyć pewne niepożądane uczucia? Pewnie powinna się kogoś poradzić w tej kwestii. Albo najlepiej zrobić samodzielny research w tym temacie.
Musiała skupić się na tym, aby poprowadzić całą drużynę odpowiednią trasą, a także na tym czy coś się nie kryło w pobliżu. Ich bezpieczeństwo oraz powodzenie misji było sprawą nadrzędną. Inaczej faktycznie ponurak mógł być zapowiedzią wyjątkowo szybkiej śmierci.
Wszystkie zdawały sobie sprawę z tego, że Prescott miała przed sobą jakiś miesiąc życia. Klątwa powoli ją zabijała. Była zatem kimś, kim mógł się zaintetesować ponurak. To było logiczne. Dlaczego jednak drugi wpatrywał się w Raven? To nie miało sensu. Wiedziała, że Viol również trapiła ta kwestia. Widziała jak przyjaciółka co jakiś czas wpatruje się w Vanberg i obserwuje szczególnie uważnie otoczenie tej konkretnej Ślizgonki. Jakby się spodziewała, że groźba ponuraka może się spełnić w każdej chwili.
Może nawet miała rację z tym wszystkim, bo bystroduch runął na wychowanki Domu Węża jakby polował na upatrzoną wcześniej zwierzynę. Całe szczęście że zdołały się osłonić tarczą.
Prescott znajdowała się na tyle blisko, że mogła cisnąć zaklęciem w drapieżnika, oślepiając go blaskiem, który uderzył prosto w ptasie ślepia. Może dzięki temu na chwilę go zdezorientują, gdy one będą uciekały głębiej w las: tam, gdzie zaczynały się gęstsze zarośla utrudniające poruszanie się bestii.
Nim jednak udało im się tam dotrzeć potwór zaatakował raz jeszcze. Próbował poderwać z ziemi Prescott, chwytając ją w pazury, ale Krukonka uderzyła w niego odruchowo Drętwotą i wymsknęła się z jego szponów. To jednak go nie zdemotywowało. Zamiast tego zatoczył łuk i raz jeszcze postanowił zapikować na jedną z dziewczyn. Tym razem jego celem padła Raven. Tyle dobrego, że Strauss czuwała. Wyrzuciła przed siebie dłoń z różdżką, a z jej końca wystrzeliła świetlista lina. Owinęła się wokół dzioba bystroducha, a Krukonka szarpnęła jeszcze mocno, aby powalić stwora na ziemię i odciągnąć go od uciekających dziewcząt.
Przynajmniej tyle dobrego. Mogły wziąć go teraz na cel i spowolnić nim trafią w bardziej zarośnięty teren.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Żadna z nich nie chciała kusić losu. Niby wszystkie były takie cwane, ale jak przyszło co do czego, to starały się zachować zdrowy rozsądek. Może to kwestia tego, że były tutaj razem? Narażanie trzech dodatkowych osób nie byłoby sprawiedliwe. W razie jakichś komplikacji problem będą miały przecież wszystkie, a nie tylko ta, która go wywoła. Weszły do Zakazanego Lasu w zgodzie, by pomóc Prescott zdjąć klątwę, która potencjalnie mogła ją wykończyć. Wpychanie jej w objęcia śmierci w tym momencie byłoby skrajnie idiotyczne. Spotkanie z ponurakami wywołało u wszystkich emocje, na które zdecydowanie nie miały ochoty, ale musiały je odłożyć na potem. Tym razem pojawiło się obok nich bardzo prawdziwe zagrożenie.
Bystroduch był wyjątkowo uparty. Uczennice wyglądały pewnie nieco smaczniej niż choćby i całe stado wozaków. Były równie pyskate i wulgarne, więc w sumie mogło mu się też po prostu popierdolić. Na całe szczęście były też bardziej bojowe. Uniknięcie pierwszego ciosu było właściwe fartem. Ślizgonkom udało się zablokować atak, na co Prescott bardzo sprawnie zareagowała próbą oślepienia zwierzęcia. Może jednak stanowiły całkiem niezłą drużynę?
Bystroduch starał się atakować pojedyncze cele i szukać ich słabych punktów. Ruelle udało się obronić, zanim jeszcze River cisnęła kolejnym zaklęciem, odpychając stworzenie dużo słabiej niż by tego chciała. Drapieżnik był coraz bardziej zirytowany. Rzucił się ponownie na Ślizgonkę, którą w spektakularny sposób ocaliła Strauss. Chwilowe unieruchomienie stworzenia było dla nich szansą.
—Tędy! — Raven wskazała między dwa splecione pnie kawałek dalej i sama puściła się w tamtą stronę zaraz za River, wskazując różdżką przestrzeń po ich prawej stronie.
Zablokuj... Vanberg nie było dane nawet dokończyć zdania. Cross zdawała sobie przecież sprawę, że muszą jeszcze bardziej spowolnić stworzenie, bo więzy wystrzelone z różdżki Violki nie wystarczą na zbyt długo. River machnęła różdżką w stronę ziemi. Korzenie najbliższych drzew wystrzeliły spod ściółki, plącząc się przed łapami bystroducha, ale stworzenie rozdarło je jednym szarpnięciem, jakby były nitkami. Ślizgonka prychnęła pogardliwe, wyraźnie niezadowolona z takiego obrotu spraw. W jej głowie wyglądało to bardziej spektakularnie. Przez to rozproszenie straciła nieco tempo, zostając w tyle za pozostałymi. Trzeba było to nadrobić. Przeskoczyła nad przeżartym konarem, usłyszała za sobą ciężki trzask łamanych gałęzi i w tej samej chwili stopa ześlizgnęła jej się na mokrym mchu. Straciła równowagę i uderzyła biodrem o ziemię tak mocno, że na moment zabrakło jej tchu. Raven odwróciła się natychmiast. Cisnęła zaklęciem nad jej głową, trafiając bystroducha w pysk świetlistym rozbłyskiem, dzięki czemu cofnął łeb. River wycelowała w połamane gałęzie, po których stąpał i długim zaklęciem transmutowała je ostre, łamliwe ciernie. To za mało, by zrobić mu prawdziwą krzywdę, ale wystarczająco, by go spowolnić. Podniosła się z ziemi i puściła się biegiem w stronę wąskiego przejścia między drzewami, w którym stworzenie zdecydowanie nie będzie mogło się zmieścić. Zwierzę ryknęło wściekle, ale nie miała zamiaru się za nim oglądać, póki nie uznają, że dźwięki oddaliły się wystarczająco mocno.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czym innym było igranie z własnym życiem, a czym innym wystawianie innych na niebezpieczeństwo. Z drugiej strony każda z nich zdawała sobie sprawę z ryzyka i je akceptowała. Nie trafiło na ludzi, którzy byli całkowicie nie zaznajomieni z zagrożeniem.
Mimo wszystko poczucie odpowiedzialności za drugą (a także trzecią i czwartą) osobę sprawiało, że zachowywały się nieco inaczej. Miały też świadomość tego, że w każdym momencie ktoś mógł pilnować ich pleców i nie pozwolić, aby zagrożenie je dopadło.
Miały bowiem do czynienia z naprawdę ogromnym zagrożeniem. Bystroduch był silny i szybki. Wił się w powietrzu tak zwinnie, że Strauss na pewno zazdrościła mu tych zwrotów, których sama nie potrafiłaby odtworzyć na swojej miotle. Nie dało się go łatwo zniechęcić ani pokonać.
Przynajmniej Viol postanowiła pokazać, że tytuł mistrzyni pojedynków nie był na pokaz. Po raz kolejny Ruelle pomyślała, że powinna poświęcić więcej czasu na praktykę OPCM. Ostatnio takie umiejętności byłyby nadzwyczaj przydatne.
Ich Ślizgonki miały naprawdę dobry refleks i myślały na tyle trzeźwo, aby odgonić przynajmniej na chwilę bestię, która zdołała się cofnąć pod naporem ich zaklęć.
River ruszyła korzenie, które wystrzeliły w górę, a Prescott zareagowała równie odruchowo, wzburzając część ziemi, aby utworzyła wzmocnioną barierę, dając jeszcze mniejsze pole bystroduchowi do tego, aby się do nich przecisnął.
Pomimo drobnych potknięć to wszystko zdawało się brnąć w odpowiednim kierunku. Udało im się dopaść do bardziej zarośniętego fragmentu lasu, gdzie bystroduch nie mógłby swobodnie wlecieć. Co najwyżej pewnie mógłby za nimi człapać, ale Strauss wykorzystała chwilę na przetransmutowanie pobliskiego kamienia w królika, który pomknął w kierunku stwora. Może to odciągnie go nieco dalej i pozwoli im odetchnąć.
- Wszystko w porządku? - zapytała jeszcze Violetta, która rozejrzała się po swoich towarzyszkach.
Ruelle przytaknęła jej w zasadzie odruchowo, bo rozcięte ramię nie było szczególnie wielkim problemem. Może i pulsowało bólem, a materiał bluzy, którą miała na sobie został zbroczony krwią, ale nie sądziła, aby był to wielki problem.
Zauważyła też, że przyjaciółka niemal odruchowo sięgnęła dłonią do talii Raven, która stała tuż obok niej. W ostatniej chwili cofnęła rękę i jedynie wpatrywała się intensywnie w Ślizgonkę.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pójście w grupie miało swoje zalety. Może i musiały bardziej uważać i pamiętać o istnieniu zdrowego rozsądku, ale były też w stanie nawzajem się ochraniać. Spotkanie z bystroduchem na pewno skończyłoby się dużo gorzej, gdyby którakolwiek z nich wylądowała w lesie sama. Na szczęście miały nie tylko siebie, ale i siłę przyjaźni – o której lepiej jednak nie wspominać. Ślizgonki mogły być pod wrażeniem talentów Krukonek. Obserwowanie ich w trakcie zajęć to jednak coś innego niż w prawdziwych sytuacjach. Tutaj ewentualne błędy mogły doprowadzić do tragedii, ale nic tego na ten moment nie zapowiadało. Współpracowały nie tylko w gronie domowym, ale i pomiędzy całą czwórką, co właściwie było zaskakujące. Dobrze było na moment zapomnieć o sprzeczkach i po prostu skupić się na własnych talentach i pomysłach.
River odetchnęła z ulgą, gdy wreszcie straciły bystroducha z oczu i nic nie wskazywało na to, by stworzenie próbowało je gonić. Plan z wysłaniem zmyłkowego królika był naprawdę dobry. Spojrzała na samą siebie krytycznym okiem. Nie wystawała z niej żadna kość, więc nic wielkiego się nie stało. Resztę jakoś przecierpi.
W jak najlepszym. Dzięki za pomoc.Raven skinęła głową, spoglądając na Krukonki. Zatrzymała na moment wzrok na ramieniu Rue, ale szybko straciła zainteresowanie, skupiając się ostatecznie na drugiej Ślizgonce. Podeszła bliżej i bez żadnych ostrzeżeń dźgnęła ją w bok.
— Ała, no co ty, kurwa, robisz no — jęknęła River i od razu cofnęła się o krok. Przewróciła się dość spektakularnie i z pewnością będzie odczuwać konsekwencje przez dłuższy czas, ale w ogóle nie chciała się na tym skupiać. Otrzepała bluzę z jakiegoś syfu, który przykleił się do niej, gdy wylądowała na ziemi, starając się nie skrzywić, kiedy dotknęła obitego boku. Vanberg spojrzała na nią z politowaniem.
Rozbierz sięzakomenderowała tonem, który niestety nawet nie stał obok flirtu. Przyjaciółka zdecydowanie nie chciała się do niej dobierać, a raczej sprawdzić, co tak naprawdę sobie zrobiła. Cross prychnęła pod nosem i zbliżyła się do Krukonek jeszcze bardziej.
— Chciałabyś, co? Za późno, trzeba było walczyć o mnie wcześniej. A zresztą, chyba zapomniałaś, że miałyśmy się zamienić parami i teraz... — Trajkotanie Cross zostało przerwane przez nagłą realizację, że nie tylko jej się oberwało. Dopiero teraz zauważyła ramię Ruelle. Zmarszczyła brwi, nachylając się nad nim, jakby faktycznie znała się na medycynie.
— Rozbierz się — zakomenderowała Cross, powoli się prostując. Krew to przecież sygnał poważniejszego problemu, którym musiały się zająć, zanim ruszą dalej.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zmontowały naprawdę świetną ekipę, która była zdolna do wszystkiego. W jakiś sposób uzupełniały swoje braki i szło im naprawdę nieźle chociaż nigdy wcześniej nie współpracowały takim składem. Było w tym wystarczająco wiele wyczucia oraz instynktownych działań, aby przynajmniej w tych najbardziej decydujących momentach nie wchodziły w sobie w drogę i robiły wszystko, aby wyjść z opresji. W dodatku wyjść z niej całą drużyną.
Wszystkie miały przynajmniej krótką chwilę na to, aby odsapnąć i uspokoić się po tym bliskim spotkaniu ze śmiercią. Jeszcze były gotowe pomyśleć o tym, że to ponuraki nasłały na nie tego bystroducha, bo inaczej dlaczego zwierzę wydawałoby się polować najzacieklej akurat na Prescott oraz Vanberg? Te zakusy drapieżnika nie powinny wyglądać aby nieco inaczej?
Nie miały jednak zbyt wiele czasu na to, aby to należycie przeanalizować. Viol uśmiechnęła się jedynie lekko do Raven, gdy ta podziękowała jej za ratunek i nie wysilała się nawet na żadne kretyńskie teksty, które w tym wypadku mogłyby zabrzmieć zwyczajnie kiepsko. Czasami mniej znaczyło więcej.
Zresztą apetyczna Ślizgonka dosyć szybko przeniosła uwagę na swoją przyjaciółkę z domu, która musiała również ucierpieć w starciu z bestią. Chyba, że naprawdę nie lubiła być tykana i dlatego odprawiła taki teatrzyk z przewracaniem się, gdy uciekała przed swoją przyjaciółką.
Przez moment obie Krukonki przyglądały się tylko tej scenie, zastanawiając się nad tym czy powinny w jakiś sposób zainterweniować i wtrącić się w tą wymianę zdań. Tylko, że nagle Cross postanowiła zwrócić uwagę na krwawiącą Prescott, do której dopadła z takim samym tekstem jakim zaszczyciła ją chwilę temu druga Ślizgonka.
- Sama się rozbierz! - odparowała w iście mistrzowski sposób, starając się ignorować coraz silniejszy ból, który szarpał jej barkiem. - To nic takiego!
- Rue, ty krwawisz - zwróciła jej jeszcze uwagę Strauss.
- Nic z czym nie poradziłaby sobie zwykła Vulnera. Więc może rzuć ją i będziemy mogły ruszyć dalej? - fuknęła w kierunku Viol.
Brunetka niemal wzdrygnęła się na samo brzmienie ostrego tonu Ruelle, ale zaraz przysunęła się do niej bliżej i dotknęła jej ramienia w miejscu, gdzie znajdowała się rana. Wydawało się, że wpierw próbuje ją wybadać, ale zaraz też oderwała palce od materiału bluzy. Ku ich zaskoczeniu nie były wcale umazane krwistym szkarłatem, a wyglądały raczej jakby rozlał się jej w ręku kałamarz.
- Nie jestem ekspertką w magii uzdrawiającej, ale krwawisz na czarno. To raczej nie jest dobry znak - rzuciła jeszcze z przekąsem.
Zdecydowanie nie był to dobry znak, ale najwyraźniej był to kolejny sposób na jaki objawiała się jej klątwa. Coś jej podpowiadało, że nie znaczyło to wcale, że jej ciało wydala tusz wchłonięty z książki, a raczej ten zaczyna coraz bardziej szaleć w jej organizmie.
- Po prostu to zalecz i pójdziemy dalej, dobrze? - powiedziała jeszcze, starając się nie zastanawiać, co to wszystko może dla niej oznaczać.
Strauss skinęła jedynie głową i postanowiła przychylić się do jej prośby. Chyba obie straciły swój humor. Były bowiem boleśnie świadome tego, że cokolwiek działo się z przeklętą dziewczyną to z pewnością nie zostawało uśpione. Zwłaszcza, że palce poczerniałej ręki poruszyły się jeszcze spazmatycznie pod wpływem kurującej magii.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”