ODPOWIEDZ
34 y/o
GOLDEN BOY
182 cm
Prezes z przypadku, skandalista z wyboru | Northex Industries
Awatar użytkownika
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

076.
She thought she was meeting his parents.
What she really discovered was where he came from.
- Nie wiem kiedy wrócę Arthur - Galen rozmawiał przez telefon przyciskając go do ucha ramieniem, bo przecież w ostatniej chwili wpadł na to, że może będzie potrzebował też luźniejszych ciuchów niż jego idealnie skrojone koszule - pod moją nieobecność konsultuj wszystko z Lacey - rozmawiał akurat z Selleyem, jednym ze swoich dyrektorów, nie ufał mu. Właściwie facet powinien siedzieć, bo przecież był zamieszany w handel ludźmi, ale póki co jeszcze panoszył się w jego firmie. Chociaż podczas wyjazdu do Francji Wyatt postanowił zostawić go na głowie Lacey. No cóż, będzie mu musiała to wybaczyć, bo on nie zamierzał się tym już przejmować. Pakował do walizki kolejną koszulkę polo od Toma Forda - no dobra, nieważne, zaraz mam samolot, cześć - rozłączył się i spojrzał na drogi zegarek na swoim nadgarstku.
Obiecał Majce, że przyjedzie po nią o ósmej, chociaż on chciał już o szóstej, ale jakoś przekonała go, żeby dał jej jeszcze te dwie godziny snu.
Biorąc pod uwagę fakt, że Galen znowu zamierzał lecieć do Europy swoim prywatnym samolotem, nie musieli trzymać się ściśle czasu, ale Galen się nie spóźniał.
Dlatego zaraz wychodził z apartamentu ciągnąc za sobą walizkę, a potem pakował ją do małego bagażnika swojego porszaka. Musiał wbić w nawigację to całe Malvern, bo chyba nigdy tu nie był. A potem jeździł pod blokami szukając miejsca parkingowego, już prawie jedno znalazł, kiedy centralnie przed nim wpakowała się na niej jakaś matka z trójką dzieci, która pomachała mu w podziękowaniu, że jej ustąpił. W końcu stanął na środku i wyjął swój telefon, żeby wykręcić numer Mayi.
- Maya jesteś gotowa? Bo wiesz... nie ma tu za bardzo gdzie zaparkować - no tak Galen Wyatt pewnie wszędzie miał prywatne miejsca parkingowe, a jak ich nie miał, to stawał gdziekolwiek i płacił mandaty, co to dla niego.
Tylko że tutaj... To nawet nie było takiego gdziekolwiek, żadnego miejsca dla inwalidów, koperty, ani nic, samochód na samochodzie. A kiedy przystanął przy jakimś starym, wysłużonym mini samochodziku, to zaraz z bloku wybiegł jakiś dziadek z miotłą i zaczął na niego machać, a potem tą szczotą uderzył kilka razy w Porsche.
Galen przejechał dalej, i tym samym stanął na środku, a jego niebieskie spojrzenie wodziło dookoła, czy zaraz jakiś kolejny staruch go stąd nie pogoni, albo nie zaatakuje jakaś matka z bąbelkami. Postukał palcami w kierownicę czekając na Parker, a kiedy pojawiła się na horyzoncie to wysiadł i...
Uderzył drzwiami Porsche w jakiś słupek, którego nie zauważył. A jakby tego było mało, że obrysował swoje ukochane auto, to zaraz znowu znikąd pojawił się dziad z miotłą.
- Co Pan robi nie widać słupków?! Przecież słup stoi jak słup! Dzwonię po policje, kto to widział... Kto to widział... - Galen spojrzał na niego wielkimi, niebieskimi ślepiami. A na dokładkę nagle wyrosła przy nich też matka z całą trójką dzieciaków, które biegały dookoła i krzyczały.
- O mama pac jaki samochód! Cy to jes melcedez? - jakieś szczerbate dziecko zaczęło mu się pakować do porszaka.
- Niech się pan na niego nie wydziera, widać, że nietutejszy, zgubiłeś się tu skarbeńku? - matka spojrzała na Galena i zatrzepotała wachlarzem czarnych, doklejanych rzęs, który wyglądał jak szczotka - Alanek! Nie wchodź tam! - zaraz wrzasnęła do swojego purchlaka, który już właził do Porsche. A Galen... cofnął się do tyłu. Bo gdzie on właśnie się znalazł?
Ale wpadł na Majkę i poczuł na plecach jej palce, sięgnął do niej do tyłu, ciągnąc ją do przodu, przed siebie. Bo musiała tutaj coś zadziałać. On się w ogóle nie mógł tutaj odnaleźć. A kiedy Galen ustawił przed sobą brunetkę, od razu wszystkie spojrzenia padły na nią, Wyatt jeszcze oparł smukłe palce na jej biodrach i wyjrzał zza jej lokatej głowy.
- Weź z nimi porozmawiaj - szepnął jej do ucha.


Maya Parker
zgrozo
stania w miejscu; nudnego, miłego życia; postów z czata
27 y/o
Welkom in Canada
171 cm
Barmanka w Emptiness
Awatar użytkownika
Oh, and your sweet and pretty face
Is such an ugly word for something so beautiful
Oh, that every time I look inside
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Można by powiedzieć, że Parker kompletnie postradała zmysły, godząc się polecieć z nim do Francji. Tak bardzo się przecież różnili. Pochodzili z kompletnie odmiennych światów, mieli inne spojrzenie na życie i inne priorytety. A jednak ostatnio Galen wyraźnie pokazał, że nawet jeśli tyle ich różniło, potrafili spotkać się gdzieś w środku i być wzajemnym wsparciem. To co zrobił dla niej dzień wcześniej w przychodni było czymś, z czym Maya wciąż nie mogła się pogodzić. To jak bezinteresowny w tym wszystkim był, jak targała nim czysta chęć pomocy. Nie odwrócił się od niej, nawet kiedy dostał melem jej matki prosto w twarz. A do tego wszystkiego załatwił jej transfer do prywatnego ośrodka.
Nie miała pojęcia, jak mu się odwdzięczy, chociaż można było uznać, że ta wycieczka do Europy była do tego pierwszym krokiem. Kto wie, czy gdyby nie imała u niego niemego długu, czy w ogóle by pojechała. Może nie. Może spieniałaby w ostatniej chwili, wymyślając wymówkę pod tytułem sory musze pracować albo kot zjadł mi walizkę. Zamiast tego walizkę miała już spakowaną. A dokładnie torbę sportową rozmiarów XL, w której miała kilka ciuszków. Nie była pewna, co takiego mogła wziąć do Francji, wiec wzięła kilka żałośnie tanich sukienek i inne, mniej ważne łaszki. Na drogę jednak przyodziała na siebie dresy. W necie przeczytała, że zwykłymi liniami lotniczymi leci się dobre osiem godzin. Nie miała pojęcia przecież, że Galen szykował dla nich prywatny odrzutowiec. Nawet przez myśl jej to nie przeszło.
— No jestem, jestem, już idę, tylko.. kurwa — mógł słyszeć, jak coś huknęło w słuchawce. To był jej wazon ze sztucznymi kwiatami, który skasowała torba po drodze, gdy schylała się po klucze. A zaś kiedy spróbowała go podnieść, to torba spadła jej z ramienia i przygniotła jej mały paluszek. — Zaraz! — krzyknęła do słuchawki i się rozłączyła. Nie mogła robić kilka rzeczy na raz. Złapała po prostu za kluczyki, zamknęła dom i wybiegła na ulice.
Długo nie musiała go szukać, biorąc pod uwagę, że na samym środku drogi działo się wielkie poruszenie. Widziała w powietrzu miotłę, słyszała krzyki dzieciaków, a zaraz potem i lecy Wyatta, które weszły w nią nagle, gdy próbował się wycofać.
— Co ty.. — zaczęła, ale nawet nie dał jej skończyć. Poczuła, jak chłodne, szczupłe palce łapią ją za nadgarstek i przerzucają przed siebie, a sam pan prezes karze jej wszystko ogarnąć. Dookoła faktycznie zrobił się jeden, wielki chaos. I chociaż Wyatt nie był przyzwyczajony, Parker czuła się jak ryba w wodzie. Ułożyła dwa palce ze sobą, a następnie przystawiła je do warg i zagwizdała tak głośno, że wszyscy na nią spojrzeli.
— Hank, weź schowaj tą miotłę, jeszcze komuś zrobisz krzywdę — rzuciła w pierwszej kolejności. Mężczyzna popatrzył na nią spod byka i już po złości chciał się zamachnąć jeszcze raz na auto Galena. — Jak to zrobisz, to możesz zapomnieć o jabłeczniku w środę na twoje urodziny — wymierzyła w niego palcem. — I o tym, że załatwię ci numer do Frankie — a Frankie to akurat była jego crush od dobrych kilku miesięcy, przyjeżdżała do Parker z więzienia, a dokładniej była przydzielonym z urzędu prawnikiem dla jej brata.
— Załatwisz. Obiecałaś — Hank zmrużył oczy, patrząc na nią podejrzliwie.
— Jak uderzysz w to auto, to gówno dostaniesz — nie odpuszczała i dziadek faktycznie wycofał się w tył. Jeszcze podszedł w ich kierunku, żeby spod bucika Galena wyciągnąć miotłą zawieruszony listek z drzewa. Proszę bardzo, jaki nagle milutki. Jeden z głowy, zostały tylko dzieci.
— Kto chce lody i oranżadę?? — krzyknęła głośno, a wszystkie dzieciaki, które już zdążyły załadować się do auta Wyatta, przestawiać siedzenia i walić w klakson wyleciały zza drzwi i okrążyły ich dookoła z głośnym “ja, ja, ja” na ustach. A ona odwróciła się na pięcie i po raz pierwszy tego dnia zadarła głowę w górę, spoglądając w jego wyjątkowo ładne, niebieskie oczy.
— Daj dyche — poprosiła, uśmiechając się szeroko, jakby to ona chciała od niego pożyczyć forsę na lody. Dopiero po chwili doszło do niej, że właśnie poprosiła milionera o dziesięć dolców. — Kurwa ty pewnie masz przy sobie same złote karty. Czekaj — machnęła ręką i znowu odwróciła się do niego tyłem, by schylić się do torby. Nawet nie zauważyła, że jej tyłek otarł się o jego kroczę, gdy się wypinała. W tym czasie dzieciaki już macały jego zegarek i spodnie, mówiąc że “mięciutkie”. Dopiero gdy Maya błysnęła dwudziestodolarówką w powietrze, chmara bachorów podleciała pod jej nogi. — W rzędzie — zarządziła, a oni jak dobrze wyszkolone pieski, ustawili się jeden obok drugiego, trzepiąc się z niedoczekania. — I mamie też kupcie, okej? — spojrzała Alankowi prosto w oczy, a ten skinął energicznie głową. Prawie rozerwał jej ten hajs, jak go odbierał, ale finalnie wszyscy pobiegli w stronę sklepu, a biedna matka za nimi, zostawiać ich samych. Parker odwróciła się w stronę Wyatta, przy okazji zdmuchując kosmyk kręconych włosów z twarzy.
— Ogarnięte.

Galen L. Wyatt
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
baśka miała fajny biust
ja sama
34 y/o
GOLDEN BOY
182 cm
Prezes z przypadku, skandalista z wyboru | Northex Industries
Awatar użytkownika
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Może dla Majki to rzeczywiście było dużo, to co zrobił dla jej matki, że opłacił tamten ośrodek i przeniósł ją do prywatnego, o lepszym standardzie, ale dla Galena... Co to było dla niego?
Przecież on nawet tego nie odczuje, a jednak kiedy udało mu się do tego przekonać Mayę, kiedy się zgodziła to cieszył się jak dziecko i nie przeszkadzała mu nawet ta mela na jego koszuli. Zaprosił ją potem na lody, którymi dodatkowo też się ubrudził. I jedząc po raz pierwszy ten dziwny Smerfowy smak, oznajmił jej, że do Francji polecą jutro.
Co prawda jeszcze rano musiał przełożyć kilka spotkań, które zaplanował na poniedziałek rano, ale przecież był prezesem.
A po zawale, kiedy siłą rzeczy był wyłączony z pracy, musiał też nauczyć swoich dyrektorów radzić sobie bez niego.
A jednak Wyatt nie był taki zaradny jeśli chodziło o szukanie miejsca parkingowego i zaraz dzwonił do Mayi, żeby ją pośpieszyć - co to było? - zapytał od razu, kiedy coś huknęło w słuchawce - nic ci nie jest? Wejść na górę? - dopytał jeszcze, ale Majka krzyknęła to zaraz, a potem się rozłączyła. Galen jeszcze przez chwilę patrzył na wyświetlacz, a potem chciał wysiąść z samochodu i rozpętało się to piekło. Ten chaos, w którym on przecież nie umiał się odnaleźć. I może jakby to byli wściekli kontrahenci, to byłoby inaczej, ale to był jakiś dziadek i dzieci.
Na szczęście pojawiła się Majka i kiedy wydusiła z siebie to co ty... prosto w jego plecy, to Galen zaraz pociągnął ją do przodu, przed siebie.
Witaj Królowo Chaosu w swoim świecie.
Majka gwizdnęła na palcach, a Galen aż podskoczył, a zaraz wszyscy spojrzeli w jej kierunku, nawet dzieciaki, które wystawiły trzy pucołowate łebki z samochodu.
Wyatt patrzył z niedowierzaniem na profil Majki, tak się zapatrzył, że dopiero kiedy dziadek ruszył do niego z miotłą to spuścił z niej niebieskie spojrzenie, a zaraz podniósł elegancki but, pewnie od Ralpha Laurena, żeby staruszek mógł spod niego wymieść listek.
- Kto to jest Frankie? - szepnął Mayi do ucha, ale ona wciąż była w swoim żywiole. Eris - bogini chaosu.
Galen się uśmiechnął, bo nawet chyba on poszedłby na lody i oranżadę, a kiedy Maja odwróciła się w jego kierunku, to niebieskie spojrzenie zawiesił na jej dużych, ciemnych oczach. Sięgnął do kieszeni, kiedy poprosiła go o dychę, ale przecież on miał portfel wypchany... no właśnie, złotymi kartami - po prostu zapłacę telefonem i... - i nie powiedział co dalej, bo akurat Majka wypięła się do niego tyłem i otarła pośladkami o jego krok. A Galen Wyatt, był tylko Galenem Wyattem, niebieskie spojrzenie zatrzymało się na jej tyłku. I dopiero kiedy dzieci zaczęły szarpać jego eleganckie spodnie w kant, to spuścił na nie spojrzenie - to kaszmir - wyjaśnił dlaczego jego portki były takie miękkie, a dzieci spojrzały na niego wielkimi oczami.
- Mama ten pan ma spodnie ze szmiru - zawołał Alanek, ale Majka złapała go za fraki i ustawiła w rzędzie z resztą rodzeństwa, czym znowu zaimponowała Galenowi. Dzieciaki złapały banknot i poleciały w kierunku osiedlowego sklepu, a matka za nimi, bo po drodze już się przepychali.
Galen odprowadził ich niebieskim spojrzeniem, ale zaraz zawiesił je na Majce, na jej lokatej głowie, kiedy zdmuchnęła kosmyk z twarzy, znowu opadł jej na twarz, ale tym razem Wyatt do niego sięgnął odgarniając go jej do tyłu - Jezu, powinienem cię zatrudnić, jako specjalistkę od jakiegoś zarządzania kryzysowego - stwierdził i uśmiechnął się do niej ciepło. A jego niebieskie tęczówki jeszcze przez chwilę wpatrywały się w jej piękne, ciemne oczy - cześć - przywitał się w końcu, bo wcześniej nie było do tego sposobności, a potem nawet... Pochylił się w jej kierunku, bo może chciał musnąć wargami jej policzek, a może ją przytulić? Tak jak witał się ze wszystkimi swoimi dobrze postawionymi przyjaciółkami, ale cofnął się i tylko poprawił swoje kaszmirowe spodenki. Galen jeszcze nie umiał wcale określi jaka relacja łączyła go z Majką. Przyjaźń? Coś więcej? Czy żadne z tych?
Biorąc pod uwagę to, że właśnie zbierali się do tego, żeby lecieć razem do Francji, do jego rodziców, to coś na pewno.
Galen zaraz schylił się po torbę Majki, włożył ją do bagażnika koło swojej walizki, a potem obszedł auto, żeby otworzyć przed nią drzwi, wyciągnął do niej rękę, żeby pomóc jej wsiąść, jak prawdziwej damie.
- Uważaj, bo jest nisko - no tak, o to mu chodziło, nie o to wcale, że Galen był po prostu tak nauczony, do tego przyzwyczajony.
Obszedł auto i wpakował się na siedzenie kierowcy, od razu sięgnął do pasa bezpieczeństwa, który zapiął bez problemu, no proszę Galen da się?
- To Porsche, moje ulubione auto - musiał ją uprzedzić. Bo może dla normalnych ludzi samochód jak samochód, ale dla Galena to były jego zabaweczki. Poprawił sobie siedzenie i lusterka, które poprzestawiały mu dzieci i odpalił silnik, który zamruczał jak dziki kot. Drapieżnie.


Maya Parker
zgrozo
stania w miejscu; nudnego, miłego życia; postów z czata
27 y/o
Welkom in Canada
171 cm
Barmanka w Emptiness
Awatar użytkownika
Oh, and your sweet and pretty face
Is such an ugly word for something so beautiful
Oh, that every time I look inside
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Maya Parker w poprzednim życiu najwidoczniej była Eris, bogini chaosu, bo to właśnie w nim odnajdywała się najlepiej. Wyjątkowo mocno stresowały ją sytuacje poukładane, gdzie wszystko oprócz niej miało swoje miejsce. Zdecydowanie bardziej odnajdywała się w głośnych, zatłoczonych miejscach, gdzie trzeba było się porządnie wydrzeć albo właśnie zagwizdać na palcach, żeby w ogóle zwrócić na siebie uwagę. Nie miała problemu z tym, żeby zaszantażować Hanka, aby się uspokoił, bo inaczej nie dostanie numeru do Frankie, ani z tym, żeby dać dzieciakom dwie dychy na lody, bo przecież wiedziała, że w innym wypadku będą tu siedzieć przez bite dwie godziny.
Dla niej dzień jak codzień, jednak kiedy harmider w końcu ucichł, okazało się, że wcale nie dla Galena Wyatta, bo on patrzył na nią wielkimi, niebieskimi oczami z uśmiechem na ustach i wyglądał, jakby faktycznie był pod wrażeniem. No tylko czego? Że ustawiła kilka patusów na swoje miejsce? A może tym, jak złapał jej kosmyk, który się zaplątał i przełożył na drugą stronę głowy, za co dostał od niej ładny uśmiech. A zaraz i śmiech, kiedy oznajmił, że powinien zatrudnić ją jako specjalistkę od jakiegoś zarządzania kryzysowego.
— Koniecznie — prychnęła, kręcąc głową. — Będę ustawiać kolesi w garniakach i przekupywać ich lodami razem z oranżadą — pewnie w jego świecie wyglądało to nieco inaczej. Pewnie trzeba było mieć skończone odpowiednie studia, mówić żargonem czysto biznesowym, a przede wszystkim wiedzieć, jak się zachować. Szkoda, że Parker nie miała ani jednej z tych rzeczy. — I pewnie będę cię kosztować mniej niż twój ekspres do kawy — wtrąciła jeszcze, kręcąc głową. Brzmiało to jak najbardziej odklejone zdanie na świecie, ale przecież taka była prawda. Pewnie nawet papier toaletowy w łazience Galena kosztował więcej niż jej miesięczna pensja. Szczególnie teraz, kiedy dostała przymusowe wolne na dwa tygodnie po tym, jak klub zajął się ogniem. Nawet chciała coś jeszcze dodać, już otwierała usta, ale wtedy on rzucił krótkim “cześć” i Maya miomowolnie się uśmiechnęła, zatrzymując na moment i spoglądając mu głębiej w oczy.
— Cześć — czekała aż ją przytuli? Aż zrobi coś więcej niż tylko patrzenie się na nią? Może. Ale nic z tego się nie stało, więc finalnie podała mu torbę, żeby wrzucił ją do bagażnika i sama podeszła do drzwi. Całe szczęście, że przyszedł jej to otworzyć, bo Maya nawet nie wiedziałaby gdzie tu się wysuwa klamkę. Kto to w ogóle wymyślił takie skomplikowane konstrukcje? I jeszcze niskie siedzenie? Machnęła na jego rękę.
— No przecież umiem sama wsiąść do auta, bez przesady — gadała zadowolona z siebie, a jak wypięła pośladek i nie spotkała w oczekiwanym miejscu siedzenia, to wpadła do środka, waląc głową o dotykowy panel pomiędzy siedzeniami. — Żyję! Faktycznie nisko — wtrąciła już pod nosem, zaraz po tym jak się roześmiała. No cóż, to że nie była damą chyba wiedzieli oboje od dawna i ani ona ani Galen nie oczekiwali, że wsiądzie do samochodu z jakąkolwiek gracją. To pewnie robiły tylko te wszystkie modelki z długimi nogami, które prowadzały się z Galenem. Jak ta jedna influencenka, którą Maya widziała na instagramie z Wyattem. Ładnie nawet wyglądali. Szkoda.
Widząc, jak Galen bez problemu zapina pas na miejscu kierowcy, sama sięgnęła po swój. Szarpnęła nim chyba za mocno, bo zamiast pójść gładko tak jak jego, on zaciął się w połowie. I znowu.
— Nie no, ten chyba jakiś zepsuty — a raczej ona była zepsuta, bo nie była w stanie sobie z tym poradzić. — Chyba musisz mnie zapiąć, Wyatt — spojrzała na niego wymownie, a kiedy nachylił się w jej kierunku, żeby przejąć od niej pas i zrobić to delikatnie, Maya nie spuszczała spojrzenia z jego skupionej twarzy. Niesamowite to było, jak ona łatwo ustawiała wydzierających się sąsiadów, a on musiał zapiąć jej pas, jak jakiemuś dziecku.
— O której mamy samolot? — spytała po w chili, kiedy tylko byli już oboje gotowi do jazdy. — Bo tam trzeba przejść jeszcze jakąś odprawę, nie? I do tego.. O KURWA — momentalnie zrobiła wielkie oczy, gdy silnik zaryczał drapieżnie. Przekręciła głowę i spojrzała na niego totalnie zajarana. — Jak szybko to umie jechać? — dopytała zaciekawiona, a oczy jej się zaświeciły. Może i Parker nie znała się na samochodach, nie miała nawet prawa jazdy, ale za to kochała prędkość i adrenalinę. Wszelkie kolejki śmierci w wesołym miasteczku były jej ulubioną atrakcją. Może dlatego tak bardzo podjarała się na jazdę porchakiem.

Galen L. Wyatt
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
baśka miała fajny biust
ja sama
34 y/o
GOLDEN BOY
182 cm
Prezes z przypadku, skandalista z wyboru | Northex Industries
Awatar użytkownika
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Ja bym na to poszedł - Galen uśmiechnął się znowu. Chociaż nie był taki pewny czy inni jego dyrektorzy dali by się skusić na oranżadę i lody, ale Majka pokazała mu, że na każdego miała jakiś sposób, na dziadka z miotłą też. Na jej kolejne słowa parsknął krótko śmiechem - akurat na mój ekspres i kawę z gejszy... - zerknął na nią z ukosa - idzie kupa kasy, więc może rzeczywiście powinienem stworzyć stanowisko specjalistki od zarządzania kryzysowego... i ekspresu - utkwił niebieskie tęczówki w jej oczach - wyobraź sobie, że Cindy pracuje u mnie prawie od roku i nie umie go obsługiwać, kiedy ja ją proszę o czarną kawę, to ona zawsze wciska latte, to chyba przez te obrazki - zmarszczył brwi wyobrażając sobie pulpit swojego bajecznie drogiego ekspresu. Nawet podniósł palec jakby to rozkminiał - i ta latte wygląda jakby była czarna... - może to rzeczywiście o to chodziło? I on też do tego doszedł po roku, że to jednak nie chodziło o to, że Cindy go nie słucha, tylko zamiast czytać napisy, to ona sugerowała się obrazkami - a ja nigdy nie piję z mlekiem i rzadko je mam, a jak włączy latte to zawsze się zrobi taka chmura pary, ekspres wyrzuca błędy... Wtedy też by się przydał ktoś od kryzysów - aż pokręcił głową. Bo to było niesłychane, że Galen Wyatt, prezes Northex codziennie musiał sobie robić sam kawę. Jak pracowała dla niego Meena to zanim wszedł do biura, czekała już na niego parująca filiżanka. A teraz... blond kłaki Cindy, które musiał zbierać ze swojego drogiego fotela z licowej skóry.
Na szczęście teraz mógł trochę odpocząć od Cindy, nie myśleć w ogóle o tych biurowych sprawach. Tylko zająć głowę czymś przyjemniejszym, dlatego zaraz wyszczerzył się do Majki w uśmiechu i ją przywitał. Szkoda tylko, że nie odważył się na nic innego. Co w ogóle u Galena było dziwne, bo przecież on zawsze wiedział jak się zachować.
Wiedział jak się zachować przy modelkach, przy damach i przy wysoko postawionych klientach, a przy niej... no to tak nie do końca. Był jak takie dziecko, które bada grunt, nie wie na ile może sobie pozwolić. Dlatego zaraz wziął od niej torbę, a potem otwierał jej drzwi porszaka, oczywiście, że chciał jej pomóc wsiąść, ale kiedy mu odmówiła to się cofnął opierając lekko o drzwi i patrząc jak sama wsiadała do auta. Zerwał się kiedy poleciała do środka, ale już rzuciła to żyję, a Galen odetchnął z ulgą.
- Mówiłem, że nisko - zarówno Porsche, jak i Ferrari były niskimi sportowymi wozami, Lambo za to było wysokie. A co za tym idzie... Galen zawsze pomagał przy wsiadaniu swoim towarzyszkom.
On za to już doskonale czuł to auto, wiec zaraz wylądował na siedzeniu kierowcy z zapiętym pasem. Spojrzał na Majkę, kiedy siłowała się ze swoim.
- Poczekaj... - pochylił się do niej, sięgając po jej pas - to trzeba z wyczuciem - no tak, bo Galen to akurat zawsze umiał z wyczuciem... Wcale nie, ale dzisiaj delikatnie pociągnął za jej pas i zapiął go. A potem, przez przypadek przecież, wcale nie, jego palce musnęły jej udo. Zaraz jednak Galen wyprostował się sięgając do lusterka, żeby się w nim przejrzeć i je odpowiednio ustawić.
- O której chcemy - powiedział odnośnie tego samolotu. Nawet miał jej wyjaśnić, że lecą prywatnym odrzutowcem i tam nie muszą przechodzić żadnej odprawy, ale odpalił już silnik, a kiedy wrzucił bieg i ten wydał ten charakterystyczny ryk, a potem Majka rzuciła to przekleństwo, to Galen spojrzał na nią z uśmiechem. No tak, Porsche robiło wrażenie, przecież to ten wóz przez którego porównywali go do Bruca Wayne'a z Batmana. Czarna, sportowa furka.
- Trzy stówki - powiedział od razu, kiedy zapytała jak szybko to umie jechać - a do stówy dochodzi w trochę ponad dwie sekundy - musiał dodać. Bo to były imponujące wyniki - pokażę ci - niebieskie ślepia Galena Wyatta też od razu zabłyszczały, bo samochody to był jego konik. Jego ulubione zabawki. Ale najpierw musiał wyjechać z parkingu - lotnisko jest za miastem, to akurat wypadniemy na autostradę i będziesz mogła zobaczyć - wyjaśnił jej. Chociaż na osiedlu musiał się nagimnastykować, żeby wyjechać tym porszakiem, ludzie stawali tam w cały świat.
Ale w końcu wyprowadził go na ładną drogę, dodał trochę gazu, a potem to już pierwszy zjazd na autostradę. Galen specjalnie zwolnił i ustawił Porsche na skrajnym prawym pasie, przyczaił się za jakąś rodzinną furą.
- Trzymaj się - jeszcze rzucił do Majki, a kąciki jego ust uniosły się w górę w uśmiechu, a potem go docisnął i wyjechał na lewy pas, auto się zerwało, było czuć to przyspieszenie do setki w 2,2 sekundy. A potem na liczniku, 200 i 300 kilometrów, tyle ile fabryka dała. Autostrada ginęła pod kołami Porsche z zastraszającym tempie, a wszystkie samochody zostawały w tyle. Adrenalina buzowała w żyłach, chociaż w ogóle nie było czuć, że auto jedzie tak szybko. Tylko te kolejne znaki, które mijali, jeden za drugim, aż...
- Kurde, zjazd... - no tak, jego też minęli... - możesz wpisać to w nawigację, kiedy jest następny? - Galen spojrzał na Majkę i odpalił jej tą wbudowaną, jednym dotknięciem paluszka. Trochę zwolnił, ale wciąż oscylowali w okolicach stu osiemdziesięciu, czyli szybko.


Maya Parker
zgrozo
stania w miejscu; nudnego, miłego życia; postów z czata
27 y/o
Welkom in Canada
171 cm
Barmanka w Emptiness
Awatar użytkownika
Oh, and your sweet and pretty face
Is such an ugly word for something so beautiful
Oh, that every time I look inside
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mógł ją zatrudnić. Parker bez problemu umiałaby robić kawę i z pewnością zrobiłaby ją po stokroć lepszą niż jego obecna asystentka, która wcale nie brzmiała, jak najbardziej rozgarnięta kobieta pod słońcem. W końcu kto nie potrafi odróżnić latte od czarnej kawy? Gdyby robiła aż tak wielkie błędy przy kawie czy chociażby drinkach w Emptiness, Madox już dawno by ją wywalił. Całe szczęście nie była najgorsza. Pracowała tam już ponad rok i jeszcze nie została wyrzucona, chociaż upomnienie jedno miała na koncie, po tym, jak William wygadał się, że zabrała mu kasę z portfela. Kapuś.
Chociaż kawę robiła całkiem niezłą, tak ze wsiadaniem do sportowych aut było już zdecydowanie gorzej. Co prawda to był jej pierwszy raz, kiedy w ogóle miała taką okację, ale wciąż, liczyła, że przynajmniej nie zrobi z siebie kompletnej ofiary. Okazało się nieco inaczej, ale nauczona doświadczeniem, przyjęła to ośmieszenie z uśmiechem na ustach. Kto jak kto, ale akurat Parker umiała się z siebie śmiać. Tak wiele rzeczy w życiu jej nie wychodziło, że gdyby miała użalać się nad każdym jednym zbłaźnieniem, już by zwariowała. Chociaż przy tym pasie bezpieczeństwa była już naprawdę blisko.
— Tu powinien być taki automat, który sam cię zapina — wtrąciła, gdy nachylił się w jej kierunku, żeby jej pomóc. Może od razu by ją zatrudnił jako “innowatorka odklejonych pomysłów”? Mogłaby chodzić za nim przez cały dzień i nawijać na uszy najbardziej abstrakcyjne pomysły. Z drugiej strony technologia ciągle szła do przodu, bogaci wciąż byli bogaci, to czemu by nie zamontować samozapinających pasów? — Chociaż trzeba przyznać, że tobie wychodzi to całkiem nieźle — uważnie patrzyła na jego dłonie i oczywiście nie uszło jej uwagę, jak przypadkowo musnął jej udo. Skórą zamrowiła przyjemnie, jednak sama zainteresowana postanowiła nie doszukiwać się w tym jakiegoś głębszego przekazu. W niczym nie chciała. Nie powinna. Galen był przecież poza jej zasięgiem.
— Jak to o której chcemy? — zdziwiła się na wieści o odlocie samolotu. — Aż tyle ich lata do Paryża? — głupie były te pytania, ale czego innego można się było spodziewać po kimś, kto nigdy nigdzie nie leciał. Galen musiał wziąć poprawkę na to, że ona nie udawała biednej, jak Gaspard. Ona naprawdę była. Wywodziła się ze slamsów i samo pojechanie takim samochodem był dla niej kompletnie odklejone. A kiedy powiedział, że fura wyciągała trzysta, oczy zaświeciły się jej jeszcze bardziej.
— Trzy-sta? — powtórzyła po nim, wyjątkowo cicho, jakby bała się powiedzieć to na głos, unosząc wysoko brwi, a gdy skinął głową i kazał jej się trzymać, to nawet więcej z nim nie dyskutowała. Po prostu złapała się pierwszych lepszych taktycznych miejsc, jakie miała pod ręką i obserwowała, jak Wyatt wyjeżdża na autostradę, przymierza się, a potem daje po gazie. Autem szarpnęło, a potem już tylko świst w uszach i mijane samochody za oknem.
— Ja pierdole, Galen — westchnęła kompletnie podjarana. Ekscytacja mieszała się ze strachem, a adrenalina momentalnie podskoczyła jej w krwi. Nawet nie zauważyła momentu, w którym jej dłoń z brzegu fotela zacisnęła się na jego udzie. Wbiła paznokcie w jego kaszmirowe gatki od jakiegoś fikuśnego projektanta i chłonęła prędkość do jakiej ich rozbujał. Trzysta na liczniku było jakieś nierealne. Niesamowite. Prędkość, której chyba nigdy wcześniej nie doświadczyła. Wszystko do okolą huczało, obraz niknął przed oczami, a ona mogła przysiąc, że przez moment czuła nawet własne serce jak wali mocno w piersi. — Ale zajebiście — nawet nie usłyszała z początku, że przegapili zjazd. Tak mocno zafiksowała się na tym, co właśnie doświadczyła. dopiero potem machnęła na to ręką. — Chuj tam. Warto było — poza tym, sam mówił, że mogą lecieć, o której chcieli. A skoro tak, to piętnaście minut w tą czy w tamtą już ich i tak nie zbawi. Niemniej jednak poprawiła się na fotelu i nachyliła do ekranu dotykowego, który jej wskazał, przy okazji zabierając dłoń z jego uda.
— Lotnisko? Już wbijam — uniosła rękę i dopiero wtedy zobaczyła… — Jezu, ale mi się trzęsie. Patrz — zaśmiała się, wyciągając dłoń przed jego twarz. Ta faktycznie cała aż drżała od stanu, w jaki wprowadziło się ciało, gdy tak mknęli szybciej niż pośpieszny pociąg. Trochę jej to zajęło, ale w końcu wystukała odpowiednie literki na dotykowym tablecie, a ich oczom ukazała się mapa wraz z niebieską linią, która ciągnęła się prosto jeszcze przez osiem kilometrów, a potem zjeżdżała w prawo.
— Git? — dopytała go, opadając na fotel i się w nim wiercąc. Aż ją nosiło. — Kurde, chciałabym kiedyś zrobić prawko — mruknęła pod nosem, bardziej chyba do siebie niż do niego, ale taka była prawda. Kursów nigdy nie zrobiła, bo nie było ją stać, ale za to czasami chłopaki na ośce dawali się jej przejechać po parkingu. Wtedy nawet nie szło jej najgorzej. Raz tylko ruszyła na wstecznym zamiast do przodu i wjechała w kontenery na śmieci, które spadły prosto na auto, ale to taki mały szczegół.

Galen L. Wyatt
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
baśka miała fajny biust
ja sama
34 y/o
GOLDEN BOY
182 cm
Prezes z przypadku, skandalista z wyboru | Northex Industries
Awatar użytkownika
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Galen uśmiechnął się znowu, kiedy Majka powiedziała, że w samochodzie powinien być taki automat, który sam cię zapina, bo przecież on też często miał trudności z zapięciem, zwłaszcza jak był trochę wstawiony.
- A może to tak specjalnie, żeby takie chodzące chaosy nie mogły się zapiąć i prowadzić? - albo pijani ludzie, to już dodał w myślach i złapał jej ciemne spojrzenie. Z pasem poradził sobie dobrze, bo Galen to jednak chyba tylko pod wpływem był trochę zdezorganizowany, a tak... to przecież ułożony facet - to są lata praktyki - rzucił odnośnie tego, że jemu wychodzi to całkiem nieźle. Nieźle też mu zawsze wychodziło przekraczanie granic, nie trzymanie się ustalonych zasad przestrzeni osobistej, a jednak przy Majce zachowywał się trochę jak dziecko we mgle.
Bo przecież wciąż w głowie miał to, jak go od siebie odepchnęła, kiedy próbował ją pocałować w swoim apartamencie. Galen miał w sobie coś takiego, że dla niego odmowa działała jak płachta na byka, chciał wtedy bardziej.
I jej może też chciał...
A jednak postanowił uszanować jej decyzję. Dać temu czas.
Bo przecież kiedyś przyjdzie taki moment, że ona też się złamie pod tym niebieskim spojrzeniem.
Znowu kąciki jego ust uniosły się ku górze na kolejne słowa Majki, a zaraz Galen spojrzał na nią z ukosa. Urocze nawet było to, że Majka była w tym taka nieobeznana, ale przecież wyznała kiedyś Wyattowi, że nie leciała nigdy samolotem i że chciałaby helikopterem, dlatego zaraz się odezwał.
- Co prawda to nie będzie helikopter, ale myślę, że ci się spodoba - nie chciał tak od razu grać z nią w otwarte karty, że lecą prywatnym odrzutowcem, tylko chyba bardziej zrobić jej niespodziankę na lotnisku.
Kiedy Majka powtórzyła po nim to trzysta, to znowu na nią zerknął, to rzeczywiście był imponujący wynik, chociaż Galen jeździł jeszcze szybciej, bo kilka razy bolidem formuły jeden, a jego Ferrari wyciągało nawet 350 km/h.
Ustawił odpowiednio auto, a później docisnął pedał gazu do dechy, żeby zaprezentować jej to, jak porszak zebrał się do setki w dwie sekundy. Znowu się uśmiechnął na to jej siarczyste przekleństwo, ale niebieskie spojrzenie utkwił w przedniej szybie, bo teraz wystarczyłaby sekunda nieuwagi...
Poświęcił jej tą sekundę, kiedy jej ręka wylądowała na jego udzie, ale na szczęście nic się nie wydarzyło, chociaż serce zdecydowanie szarpnęło mu się w piersi. Aż to poczuł.
- Najlepsze co może być, prawie tak dobre jak s... - urwał, bo może nie powinien jej gadać o seksie, ale z drugiej strony już jej kiedyś powiedział o tym jego małym uzależnieniu, no to kolejnym zdecydowanie były szybkie samochody. On tez uważał, że było warto, nawet kiedy już trochę zwolnił samochód. A kiedy Majka pokazała mu rękę, to do niej sięgnął, bo...
- Czuję... - chciał to na sobie poczuć? Może, a zaraz jeszcze poszedł o krok dalej, bo ułożył sobie jej dłoń na piersi, na sercu - a ty czujesz? Jak wali? - zapytał, i mogła to czuć pod opuszkami palców - a pomyśleć, że po zawale musiałem z tego zrezygnować na jakiś czas. Z wielu rzeczy - z seksu na przykład też. I nawet z picia herbaty, bo wtedy popijał sobie czystek. Puścił Majkę, a kiedy sięgnęła do nawigacji, to zerknął na adres, który wpisała - czekaj, to nie to - sięgnął tak, żeby musnąć palcami jej rękę, i przesunął na inny adres, a nie na główne lotnisko. Na takie mniejsze, dalej od miasta. Chociaż Porsche dotrą tam pewnie w kilkanaście minut.
Na kolejne słowa Majki spojrzał na nią znowu.
- A czemu nie zrobiłaś? - może to było głupie pytanie, ale przecież w świecie Galena Wyatta chcieć to móc. On miał wszystko na wyciągnięcie ręki. Chciał zrobić prawko, czy kupić sobie nowy samochód, to to robił.
Nie rozumiał w ogóle tego, że czasem przeszkodą były po prostu pieniądze, bo dla niego przecież nigdy nie były. Zaraz jednak dotarło do niego, że może to wcale nie tak, że Majka nie chciała go zrobić, dlatego odezwał się znowu - a umiesz jeździć? Może cię kiedyś nauczę? Robiłem takie kursy wiesz, jazda w trudnych warunkach, wychodzenie z poślizgu, różne... żeby prowadzić bezpiecznie - no tak, bo Galen lubił prędkość i szybkie samochody, ale jednak był w tym dość odpowiedzialny, to nie tak, że siadał za kółkiem i rozpędzał auto do trzech stówek nie mając o tym kompletnie pojęcia - jak zrobisz prawko, to dam ci się przejechać Porsche - dodał tak jeszcze na zachętę, bo przecież... prawie nikomu nie dawał. Raz dał Cherry, raz Pilar i raz Peach… No to jednak wychodzi na to, że dawał, ale nie pierwszej lepszej tak. Tylko z każdą z tych kobiet kiedyś go coś tam łączyło.
Chociaż teraz niebieskie tęczówki znowu wpatrywały się intensywnie w Majkę. W jej duże, ciemne oczy, które z błyskiem wpatrywały się w przednią szybę samochodu. Galen zjechał z autostrady na jakąś mniej uczęszczaną drogę. Najpierw chciał jej zaproponować, że może we Francji się uda i mógłby zabrać ją na jakiś parking, czy tor i dać jej poprowadzić, ale...
Zaraz przyszło mu coś do głowy. Coś chyba nie w jego stylu, ale był tutaj z Majką. Boginią chaosu, mógł zaszaleć. Zjechał na pobocze i włączył światła awaryjne. Obejrzał się dookoła, ale żaden samochód za nimi nie jechał, ani z naprzeciwka też nie.
- Albo dawaj, przesiadamy się - zaproponował i sam złapał za klamkę, chociaż jeszcze spojrzał na Majkę - nie boisz się? - zapytał łapiąc znowu jej spojrzenie. Bo jeśli tak... to był gotowy jednak zaniechać swój szalony plan, ale chyba czuł, że kto jak kto, ale ona niczego się nie bała.


Maya Parker
zgrozo
stania w miejscu; nudnego, miłego życia; postów z czata
27 y/o
Welkom in Canada
171 cm
Barmanka w Emptiness
Awatar użytkownika
Oh, and your sweet and pretty face
Is such an ugly word for something so beautiful
Oh, that every time I look inside
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Maya Parker w tamtej chwili też czuła dużo. Dużo skrajnych tak naprawdę emocji, które blendowały się ze sobą w mieszankę iście wybuchową. Największym jednak było szczęście. Niby tak proste, tak znane wszystkim uczucie, a jednak Parker mało miała chwil, w których mogla pozwolić sobie po prostu być. Trwać w czystej beztrosce przez dłużej niż kilka minut. Życie wymagało od niej wiecznego skupienia, ciągłej walki z przeciwnościami losu i zarabiania na każdy, jeden grosz, jaki pojawiał się w jej portfelu. Dlatego kiedy mogła przejechać się z Galenem tym żałośnie bogatym samochodem, który wyciągał trzysta na godzinę, Maya była wniebowzięta. Uśmiech nie schodził jej z twarzy ani na moment. Nawet kiedy Galen złapał za jej dłoń i zacisnął mocniej, a następnie umieścił ją na swoim sercu. Faktycznie waliło jak oszalałe. Zdecydowanie szybciej niż powinno.
— Czuje — rzuciła zadowolona, dociskając się mocniej do jego piersi. Chciała nawet złapać jego dłoń i poprowadzić sobie ją na własną pierś, ale on już wspomniał o zawale, a Maya na moment wstrzymała powietrze. No tak, kompletnie zapomniała o stanie w jakim był. — A teraz już możesz? Czy istnieje szansa, ze zaraz będziesz mieć kolejny i lada moment rozjebiemy się w drobny mak? — bo przecież jakby z taką prędkością wypaść z drogi, to naprawdę niewiele by trzeba było, żeby nic z nich nie zostało. Czyli wychodziło na to, że przy jego zawale jej życie też szło w parze. Proszę bardzo, jak romantycznie. Kiedy on umrze, ona pójdzie z nim. Całe szczęście, że Maya nie miała za grosz wyczucia i nawet przez głowę jej nie przeszło, żeby teraz się tu nad nim użalać. Dorosły był. Skoro coś miał zakazane, a i tak to robił, to jego prywatna sprawa. Proste. Tak samo jak jej dorosłą decyzją było to, żeby nie robić prawka.
— Kasa — odpowiedziała krótko na jego pytanie i spojrzała przed siebie na ciągnąca się autostradę. — Wiesz, niby tysiak to nie jest dużo, ale jak wszystko co masz odkładasz na matkę i brata, to na prawo jazdy ni ma funduszy, a tym bardziej, żeby potem jeszcze utrzymać auto — spojrzała na niego. — A je trudniej się kradnie — dodała i puściła oczko w jego kierunku. W końcu oboje wiedzieli, że Maya była złodziejką. Podczas ich pierwszego spotkania nawet z Galena zrobiła bandytę. Potem cała afera z Williamem. A teraz, cóż, zostało im się już tylko z tego śmiać. A przynajmniej ona nie lubiła rozpamiętywać. Żyła chwilą. Chociaż kiedy Galen wspomniał, że może kiedyś ją nauczy, a potem jeszcze da jej pojeździć porsche, zaśmiała się głośno i pokręciła głową.
— Jak wcześniej nie wyrwiesz sobie wszystkich włosów z głowy przy mnie, to pewnie — machnęła ręką. Nie żeby Galen był jakiś niecierpliwy, ale jak już zdążył zauważyć, Parker przyciągała chaos nawet tam, gdzie normalnie go nie było. Ona na jego miejscu w życiu nie dałaby jej usiąść za taką furką. — Kiedyś kumpel dał mi przejechać się po parkingu.. Nie ogarnęłam, że miała wsteczny i rozjebałam mu cały tył o śmietnik — poinformowała szczerze, sama śmiejąc się przy tym pod nosem, chociaż wtedy nikomu nie było do śmiechu. Szczególnie, że w śmietniku, który spadł na maskę były jakieś opakowania po rybie i w aucie jebało jeszcze przez dobre dwa tygodnie. Tą część historii jednak postanowiła zachować dla siebie. Już i tak wystarczająco pewnie przeraziła Wyatta.
A przynajmniej tak myślała, dlatego kiedy po chwili zjechał w jakaś opustoszała ulicę i oznajmił, że się przesiadają, spojrzała na niego jak na wariata. Dosłownie. Jak na człowieka, który postradał wszystkie klepki. Prychnęła, kręcąc głową i czekając, aż powie, że sobie żartował, tylko on wcale tego nie zrobił.
— Ty tak serio? — spytała, rzucając mu pełne niedowierzania spojrzenie. — Dasz mi wsiąść za TO auto? — głupi był. No głupi i kompletnie bez mózgu. Przecież to na pewno źle się skończy. Ona to tym wiedziała, ale czy on? Cóż, jeśli nie, to będzie jego problem, bo ona nie miała zamiaru zaprzepaścić takiej szansy, dlateog kiedy nachylił się w jej stronę i zapytał, czy się bała, ona zlustrowała jego gest, pochylając się w jego kierunku. Zawisła tuż nad jego twarzą, uśmiechając się bezczelnie.
— Niczego się nie boje — zajrzała bezczelnie w piękne, błękitne oczy Wyatta. Serce zabiło jej mocniej na nagłą bliskość, w jakiej się znaleźli, a spojrzenie zabłądziło na jego nieskazitelnej twarzy. — No może jedynie tego, że rozpierdole ci auto, a ty zamiast na lotnisko odwieziesz mnie do domu.. albo prosto do więzienia — dodała ciszej, przyglądając mu się uważnie. Na twarzy wciąż miała uśmiech, a w oczach tańczyły wesołe świetliki. Nie miała pojęcia, jak obsługiwało się tą furę, ale skoro chciał się z nią zamienić, miała zamiar spróbować. — Robimy to, Wyatt — cmoknęła jeszcze na odchodne, by już po chwili rozpiąć pas i odsunąć się w tył. Jakimś cudem nawet udało jej się otworzyć drzwi i samej wgramolić się na ulicę, chociaż to wcale nie było takie proste.
Obeszła furę dookoła, przystając nonszalancko przy drzwiach, gdy akurat on też wysiadał. Nawet na moment nie spuściła z niego spojrzenia, jedynie gdy już stał musiała zadrzeć głowę w górę.
— Jesteś pewien? — spytała, wieszając się na drzwiach. — Chyba żadne z nas nie chce, żebyś czegokolwiek żałował — dalej mówiła o aucie? Na pewno. Tylko nawet nie dała mu szansy na odpowiedz, tylko schyliła się, przemknęła pod jego pachą, a potem wskoczyła do środka. Tym razem nawet się nie wywaliła, wiedząc jak nisko było siedzenie. Rozsiadła się wygodnie, z głośnym wydechem przesuwając dłońmi po pięknej, gładkiej kierownicy, wzrokiem otulając tą nową perspektywę.
— Pasy — pouczyła Galena, a kiedy sięgnął po swoje i faktycznie je zapiął, Maya roześmiała się, kręcąc głową. — Moje pasy — poprawiła go, opierając się wygodnie o fotel i czekając aż ją zapnie. Czy było to bezczelne? Tak. Czy zrobiła to w pełni świadomie? Oczywiście, że tak. Lubiła sobie z nim pogrywać. Lubiła też sprawdzać granice, bo chyba oboje nie wiedzieli na czym stali. Co to właściwie było między nimi. A poza tym, to było jego auto. — A teraz powiedz mi, co mam robić — dodała, gdy już przeciągał pas pomiędzy jej piersiami.


Galen L. Wyatt
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
baśka miała fajny biust
ja sama
34 y/o
GOLDEN BOY
182 cm
Prezes z przypadku, skandalista z wyboru | Northex Industries
Awatar użytkownika
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zerknął na Majkę, kiedy powiedziała, że czuje jak wali jego serce, a zaraz mówił jej, że musiał z tego zrezygnować przez zawał. Nie miał przed nią oporów, mówił jej... wszystko. Dlatego na jej kolejne słowa parsknął krótko śmiechem.
- Spokojnie, jestem teraz na lekach, raczej obędzie się bez dodatkowych atrakcji, ale gdyby coś, to w walizce mam adrenalinę, gdybyś za bardzo podniosła mi ciśnienie - spojrzał na nią z ukosa i mrugnął do niej jednym okiem. Tak ją zaczepiał. Galen był pod stałą obserwacją lekarza, brał leki, dbał o siebie. Nie spodziewał się powtórki, chociaż wtedy, kiedy miał pierwszy zawał to przecież też... Wtedy czuł, te dziwne kołatania serca, zganiał to na miłość. Na to, że był zakochany, oświadczył się Cherry i chciał się z nią ożenić. Przez chwilę naprawdę myślał, że założy z nią rodzinę.
A teraz... też jego serce biło jakoś mocniej. Ale to za sprawą tej szybkiej jazdy. Tak to sobie tłumaczył.
Spojrzał z ukosa na Majkę, kiedy powiedziała, że na prawko nie miała kasy, zwolnił już samochód, więc mógł na niej spojrzenie zawiesić na ciut dłużej. On tego w ogóle nie rozumiał, jaką przeszkodą mogła być forsa. Ale podziwiał Majkę, że potrafiła sobie odmawiać własnych przyjemności, bo odkładała kasę na matkę i brata, on by chyba tego nie potrafił. Odmówić sobie czegokolwiek.
Uśmiechnął się kiedy powiedziała to a je trudniej się kradnie, a zaraz wywrócił niebieskimi oczami - ja bym pewnie nawet nie zauważył, gdybyś zawinęła mi jedno, podejrzewam, że taki mój kierowca czasem jednym jeździ po mieście - taki mały Azjata, ale Galen nie pamiętał jego imienia, on w ogóle często zapominał imiona i nazwiska swoich pracowników. Tylko sekretarki pamiętał. W zasadzie nie dziwne, bo z nimi miał często dość bliskie relacje. Chociaż z Cindy wcale nie, ona go irytowała.
Nie zakładał jednak, że Majka też będzie, bo Galen był dość cierpliwy, może miewał momenty, w których kierował się jakimś zrywem, bywał... impulsywny? Ale to od wielkiego dzwonu, on raczej dążył do celu konsekwentnie. Na spokojnie.
- Myślisz, że będzie aż tak źle? A może jestem świetnym nauczycielem? - znowu ją zaczepił, a kiedy przytoczyła mu historię ze śmietnikiem, to może jednak powinien się dwa razy zastanowić?
A jednak przy niej wychodził z niego ten narwany Galen Wyatt, który zaraz jej proponował, żeby się przesiedli. Skinął głową na jej pytanie.
- No tak, ale szybko zanim się rozmyślę, bo to moje ulubione auto - jeszcze wbił w nią to niebieskie spojrzenie, bo rzeczywiście porszak to był taki jego ulubieniec, wybierał go najczęściej, bo świetnie się prowadził i pasował do niego. Sportowy i elegancki zarazem.
Zmierzył ją niebieskim spojrzeniem, z bardzo bliska, kiedy pochyliła się w jego kierunku - tak myślałem - był tego pewny, że Majka niczego się nie bała. Niebieskie tęczówki zawiesił na jej pięknych, ciemnych oczach. A zaraz parsknął krótko śmiechem - no nie, tak łatwo się nie wykręcisz... Nawet jakbyś rozwaliła Porsche, to mam jeszcze co najmniej dwa samochody w samym centrum - Lambo i Ferrari, a przecież jeszcze miał cały podziemny garaż w willi Wyattów. W końcu nie pokazał go Majce, ale może jeszcze przyjdzie i na to pora.
Zapatrzył się na nią kiedy rozpinała pas i wysiadała z samochodu, Maya miała w sobie pełno jakiejś takiej dziecięcej energii, takiego życia i radości, która urzekała Galena Wyatta. Zaraz sam też wysiadł, i spojrzał na nią z góry, na jej pytanie pokręcił głową.
- Wolę żałować, że to zrobiliśmy niż, że nie - Galen nie zawsze taki był. Ale z nią łapał trochę tego spontana. Nawet zrobił krok w jej kierunku, tak, że w nią wpadł, opierając rękę o drzwi, tylko Majka już wyrwała się do samochodu pod jego ramieniem, a Galen się uśmiechnął, obejrzał za nią. A zaraz obszedł auto, żeby wpakować się na siedzenie pasażera. Naprawdę rzadko tam jeździł.
Ale kiedy poleciła mu zapiąć pasy, to Galen zaraz to zrobił, przełożył sobie pas i wcisnął go w zapięcie, ale zaraz wywrócił oczami, kiedy brunetka powiedziała, że chodziło jej o ten jej. Pociągnął za swój powoli, wyciągając go, żeby go nie zablokował, kiedy pochylał się do niej znowu.
- Teraz to się zastanawiam czy pozwolić ci prowadzić, jak nawet nie umiesz zapiąć pasa - spojrzał w jej ciemne, piękne oczy z bardzo bliska. Mogła czuć na policzkach jego ciepły oddech, kiedy pochylał się do niej bliżej, ale w końcu zapiął jej pas i się cofnął. Wyprostował na fotelu.
- Dobra - zaczął spokojnie - to automat, więc to proste, obsługujesz go tylko prawą nogą - nawet sięgnął palcami, żeby ułożyć je na moment na jej kolanie, a potem przesunął po nim ręką... niżej. Wskazał jej pedały - po prawej, ten mniejszy to gaz, musisz go wciskać delikatnie, z wyczuciem, bo to auto ma niezły zryw, ten większy po lewej to hamulec, bardzo czuły - tłumaczył jej. Jego niebieskie oczy podniosły się na jej twarz pełną skupienia - nie wciskasz dwóch na raz, tylko jedną nogą ten, albo ten, delikatnie - pouczył ją jeszcze raz. A zaraz zabrał rękę, ułożył ją na skrzyni biegów między nimi - tu musisz przestawić na R, i tyle, dodasz gazu to ręczny sam się spuści, poczujemy to, kierownica to wiesz... W sumie proste nie? - wbił niebieskie tęczówki w jej oczy. Dla niego łatwizna, ale czy dla Majki też?
Sięgnął do jej ręki, żeby oprzeć ją na gałce od zmiany biegów.
- Naciśnij hamulec - poinstruował ją, a zaraz zacisnął swoje palce na jej dłoni na gałce, wcisnął przycisk od zmiany biegów i razem z nią przesunął na R - i teraz powoli na gaz...


Maya Parker
zgrozo
stania w miejscu; nudnego, miłego życia; postów z czata
27 y/o
Welkom in Canada
171 cm
Barmanka w Emptiness
Awatar użytkownika
Oh, and your sweet and pretty face
Is such an ugly word for something so beautiful
Oh, that every time I look inside
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie spodziewała się po nim tak wielkiej… odwagi? Pokładów spontaniczności? Chyba nazewnictwo akurat w tym przypadku było dowolne, jedno jednak było pewne: taki obraz zdecydowanie nie pasował do Galena Wyatta. Wielkiego prezesa, który cenił sobie odpowiednią organizację i porządek. Który swoje białe, nieskazitelne koszule poprawiał może dziesięć razy na minutę, a jednak tego dnia zaskakiwał ją na każdym kroku.
Po pierwsze z tym, że wcale od niej nie uciekł, kiedy miał okazje. Że kiedy rzeczywistość panująca w tej biedniejszej dzielnicy Toronto lekko go przytłoczyła, nie wsiadł do swojego pięknego auta i nie odjechał gdzie pieprz rośnie. Poczekał na nią i razem mogli rozwiązać napotkane po drodze problemy. Zaimponował jej tym. A potem ponownie, kiedy zaserwował jej iście szybką, kosmiczną wręcz jazdę po autostradzie na maksymalnej prędkości. Serce wciąż waliło jej mocno jeszcze kilka minut po tym, jak przestali tak pędzić i zatrzymali się na bardziej opuszczonej drodze.
— Wolę żałować, że to zrobiliśmy niż, że nie — przedrzeźniła go. Bezczelnie go przedrzeźniła, powtarzając jego wypowiedź słowo po słowie, a potem spojrzała w jego niesamowite, błękitne oczy. — Kim jesteś i co zrobiłeś z panem wielkim prezesem? — prychnęła, kręcąc głową. Serio, to ona mu mówi, że poprzednie auto, za które wsiadła, rozwaliła praktycznie od razu, że pewnie to jego też rozwali, a on bez problemu dalej chciał robić. Dalej mówił, że lepiej żałować że się coś zrobiło, niż zastanawiać, co by było gdyby. Przyjrzała mu się dłuższą chwilę, gdy tak stali przy drzwiach, wymieniając się miejscami. — Wiesz, do twarzy ci ze spontanicznością — skwitowała, wydając wyrok. Naprawdę dobrze mu było w tej beztrosce. Nawet jeśli na sobie wciąż miał elegancką, wyprasowaną koszulę i wszystkie guziczki równo zapięte. I w uśmiechu. A ten miał naprawdę piękny, aż Majka zapatrzyła się na moment na jego twarz. Pewnie zbyt długo niż powinna i niż wypadało, ale co jej zrobią? Nic. Dlatego zaraz wcisnęła się na miejsce kierowcy, podotykała wszystkiego z dziecięcą radością, a potem jeszcze kazała mu sobie zapiąć pas. I to wcale nie tak, że nie umiała. Po prostu chciała się z nim trochę podroczyć.
— Już za późno, Wyatt — odpyskowała z szerokim uśmiechem. — Już tu siedzę, wiec albo mnie stad zrzucisz siłą, albo jadę — nie miała zamiaru teraz dopuszczać. Nie kiedy pozwolił jej wsiąść za kółko tego bajecznego pojazdu. I on chyba też nie chciał. Widziała w jego oczach, że poniekąd podoba mu się ta nowa sceneria. Pewnie nie często mial okazje uczuć kogoś jeździć, a już na pewno w porche.
Skinęła głową, gdy zaczął tłumaczyć, że auto jest w automacie, a jej wzrok momentalnie powędrował za jego dłonią, którą oparł miękko na jej kolanie. Ciepły prąd od razu uderzył w skórę i zaiskrzył, aż Parker musiała się poprawić na siedzeniu. Schyliła lekko głowę, zaglądając na stopy i wspomniane przez niego pedały.
— Gaz, hamulec i nie wciskać dwóch na raz — powtórzyła to, czego się nauczyła. Wydawało się to wyjątkowo łatwe, chociaż pewnie wyjdzie w praniu jak szło jej w kwestii praktyki. — A jak wie, kiedy jechać do tyłu? — dopytała, bo przecież tego jej nie powiedział, chociaż patrząc na skrzynie biegów, mogła się domyślić, że to właśnie tam się wszystko przestawiało. Pozwoliła mu zabrać swoją dłoń, a już po chwili oparła ją na gałce. Zgodnie z instrukcją nacisnęła hamulec i czuła, jak ich dłonie przesuwają się na literkę R. I teraz powoli na gaz….
Zrobiła to.
A raczej myślała, że robi to powoli, tak jak jej kazał. Szkoda tylko, że autem momentalnie szarpnęło. Wyrwało do przodu, samo rozpędzając się do jakieś zawrotnej prędkości, a przynajmniej jej się tak wydawało, bo licznik wskazywał całe zawrotne… dwadzieścia.
— Jezu, dobrze?! — zestresowała się i od razu zahamowała. Pasy delikatnie wbiły im się w żebra, a ona podniosła spojrzenie na Galena. — Chyba było okej? — nie miała pojęcia, ale wiedziała jedno: prędkość zdecydowanie inaczej wyglądała z perspektywy kierowcy niż pasażera. Przynajmniej w jej przypadku. — Ej dobra, jeszcze raz. Teraz dojadę tam — pokazała koniec pustej drogi. A przynajmniej myślała, że jest ona pusta, bo przecież nie powiedział jej, że powinna patrzeć też w lusterka i upewniać się, że nikogo nie było dookoła. Dlatego ustawiła nogę na gazie i już powolutku zaczęła naciskać, kiedy tuż obok nich śmignęło jakieś czerwone bmw. Tak szybko ich wyprzedziło i zajechało drogę, że Maya ledwo zdążyła zdjąć nogę nim serce podeszło jej do gardła.
— Jak jeździsz debilu!! — wydarła się, tym razem jak rasowy kierowca, a potem… przywaliła prosto w środek kierownicy trapiąc na auto, które już dawno odjechało w silną dal. Proszę bardzo. Chyba jednak nadawała się na kierowcę bardziej niż się wydawało. Przynajmniej w kwestii darcia mordy na ludzi.
Zerknęła przelotnie na Galena, a potem ponownie poprawiła się na fotelu, umieściła obie ręce na kieroniwcy i tym razem już o wiele pewniej wcisnęła pedał gazu. Może nie na tyle, żeby dogonić tego frajera, bo po nim został już tylko kurz, ale licznik powoli zaczął rosnąć, a auto przesuwać się wzdłuż drogi. Szło jej chyba całkiem nieźle. Szczególnie biorąc pod uwagę, że to była prosta droga, ale nawet gdy pojawił się lekki zakręt, majka weszła w niego całkiem dobrze. Co prawda zjechała na drugi pas przy braniu zakrętu, ale finalnie wróciła na ten swój i przygazowała. Może nawet bardziej niż powinna, bo zaraz na horyzoncie pojawiła się jakaś stara baba, która przebiegała przez ulicę. Wielki uśmiech od razu zszedł jej z twarzy, nagle kompletnie zapomniała, jak to było z tym hamowaniem i nie wciskaniem wszystkiego na raz.

Galen L. Wyatt
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
baśka miała fajny biust
ja sama
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”