Galen uśmiechnął się znowu, kiedy Majka powiedziała, że w samochodzie powinien być taki automat, który sam cię zapina, bo przecież on też często miał trudności z zapięciem, zwłaszcza jak był trochę wstawiony.
-
A może to tak specjalnie, żeby takie chodzące chaosy nie mogły się zapiąć i prowadzić? - albo pijani ludzie, to już dodał w myślach i złapał jej ciemne spojrzenie. Z pasem poradził sobie dobrze, bo Galen to jednak chyba tylko pod wpływem był trochę zdezorganizowany, a tak... to przecież ułożony facet -
to są lata praktyki - rzucił odnośnie tego, że
jemu wychodzi to całkiem nieźle. Nieźle też mu zawsze wychodziło przekraczanie granic, nie trzymanie się ustalonych zasad przestrzeni osobistej, a jednak przy Majce zachowywał się trochę jak dziecko we mgle.
Bo przecież wciąż w głowie miał to, jak go od siebie odepchnęła, kiedy próbował ją pocałować w swoim apartamencie. Galen miał w sobie coś takiego, że dla niego odmowa działała jak płachta na byka, chciał wtedy bardziej.
I jej może też chciał...
A jednak postanowił uszanować jej decyzję. Dać temu czas.
Bo przecież kiedyś przyjdzie taki moment, że ona też się złamie pod tym niebieskim spojrzeniem.
Znowu kąciki jego ust uniosły się ku górze na kolejne słowa Majki, a zaraz Galen spojrzał na nią z ukosa. Urocze nawet było to, że Majka była w tym taka nieobeznana, ale przecież wyznała kiedyś Wyattowi, że nie leciała nigdy samolotem i że chciałaby helikopterem, dlatego zaraz się odezwał.
-
Co prawda to nie będzie helikopter, ale myślę, że ci się spodoba - nie chciał tak od razu grać z nią w otwarte karty, że lecą prywatnym odrzutowcem, tylko chyba bardziej zrobić jej niespodziankę na lotnisku.
Kiedy Majka powtórzyła po nim to
trzysta, to znowu na nią zerknął, to rzeczywiście był imponujący wynik, chociaż Galen jeździł jeszcze szybciej, bo kilka razy bolidem formuły jeden, a jego Ferrari wyciągało nawet 350 km/h.
Ustawił odpowiednio auto, a później docisnął pedał gazu do dechy, żeby zaprezentować jej to, jak porszak zebrał się do setki w dwie sekundy. Znowu się uśmiechnął na to jej siarczyste przekleństwo, ale niebieskie spojrzenie utkwił w przedniej szybie, bo teraz wystarczyłaby sekunda nieuwagi...
Poświęcił jej tą sekundę, kiedy jej ręka wylądowała na jego udzie, ale na szczęście nic się nie wydarzyło, chociaż serce zdecydowanie szarpnęło mu się w piersi. Aż to poczuł.
-
Najlepsze co może być, prawie tak dobre jak s... - urwał, bo może nie powinien jej gadać o seksie, ale z drugiej strony już jej kiedyś powiedział o tym jego
małym uzależnieniu, no to kolejnym zdecydowanie były szybkie samochody. On tez uważał, że było warto, nawet kiedy już trochę zwolnił samochód. A kiedy Majka pokazała mu rękę, to do niej sięgnął, bo...
-
Czuję... - chciał to na sobie poczuć? Może, a zaraz jeszcze poszedł o krok dalej, bo ułożył sobie jej dłoń na piersi, na sercu -
a ty czujesz? Jak wali? - zapytał, i mogła to czuć pod opuszkami palców -
a pomyśleć, że po zawale musiałem z tego zrezygnować na jakiś czas. Z wielu rzeczy - z seksu na przykład też. I nawet z picia herbaty, bo wtedy popijał sobie czystek. Puścił Majkę, a kiedy sięgnęła do nawigacji, to zerknął na adres, który wpisała -
czekaj, to nie to - sięgnął tak, żeby musnąć palcami jej rękę, i przesunął na inny adres, a nie na główne lotnisko. Na takie mniejsze, dalej od miasta. Chociaż Porsche dotrą tam pewnie w kilkanaście minut.
Na kolejne słowa Majki spojrzał na nią znowu.
-
A czemu nie zrobiłaś? - może to było głupie pytanie, ale przecież w świecie Galena Wyatta chcieć to móc. On miał wszystko na wyciągnięcie ręki. Chciał zrobić prawko, czy kupić sobie nowy samochód, to to robił.
Nie rozumiał w ogóle tego, że czasem przeszkodą były po prostu pieniądze, bo dla niego przecież nigdy nie były. Zaraz jednak dotarło do niego, że może to wcale nie tak, że Majka nie chciała go zrobić, dlatego odezwał się znowu -
a umiesz jeździć? Może cię kiedyś nauczę? Robiłem takie kursy wiesz, jazda w trudnych warunkach, wychodzenie z poślizgu, różne... żeby prowadzić bezpiecznie - no tak, bo Galen lubił prędkość i szybkie samochody, ale jednak był w tym dość odpowiedzialny, to nie tak, że siadał za kółkiem i rozpędzał auto do trzech stówek nie mając o tym kompletnie pojęcia -
jak zrobisz prawko, to dam ci się przejechać Porsche - dodał tak jeszcze na zachętę, bo przecież... prawie nikomu nie dawał. Raz dał Cherry, raz Pilar i raz Peach… No to jednak wychodzi na to, że dawał, ale nie pierwszej lepszej tak. Tylko z każdą z tych kobiet kiedyś go
coś tam łączyło.
Chociaż teraz niebieskie tęczówki znowu wpatrywały się intensywnie w Majkę. W jej duże, ciemne oczy, które z błyskiem wpatrywały się w przednią szybę samochodu. Galen zjechał z autostrady na jakąś mniej uczęszczaną drogę. Najpierw chciał jej zaproponować, że może we Francji się uda i mógłby zabrać ją na jakiś parking, czy tor i dać jej poprowadzić, ale...
Zaraz przyszło mu coś do głowy. Coś chyba nie w jego stylu, ale był tutaj z Majką. Boginią chaosu, mógł zaszaleć. Zjechał na pobocze i włączył światła awaryjne. Obejrzał się dookoła, ale żaden samochód za nimi nie jechał, ani z naprzeciwka też nie.
-
Albo dawaj, przesiadamy się - zaproponował i sam złapał za klamkę, chociaż jeszcze spojrzał na Majkę -
nie boisz się? - zapytał łapiąc znowu jej spojrzenie. Bo jeśli tak... to był gotowy jednak zaniechać swój
szalony plan, ale chyba czuł, że kto jak kto, ale ona niczego się nie bała.
Maya Parker