ODPOWIEDZ
27 y/o
Mark your calendar for Canada Day
173 cm
i'm just kidding A to nie do mnie tak
Awatar użytkownika
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
outfit

Zawsze musiała się w coś wjebać. Nie mogła jak normalny człowiek odmówić. Odejść, nakreślić jasno i wyraźnie granicy, której nikt nie miał przekraczać. Zachciało jej się układów z psychopatą i proszę bardzo, była w czarnej dupie. Dostała od niego jasne wytyczne, że tej nocy mieli się spotkać w klubie bokserskim. A mogła sobie zażyczyć czegoś, na co ten fiut w życiu by się nie zgodził. Podobno wizja małżeństwa odstraszała facetów. Albo nie wiem, kazać mu paść na kolana i zeżreć własne odchody. Tyle, że nie wiedziała czego musiał dopuścić się w więzieniu. Może takie wyczyny, to już była dla niego normalka. Tak czy siak nie mogła ignorować tego problemu cały czas. Już ostatnio go wystawiła. Napisał wiadomość z miejscem i czasem, a ona się nie zjawiła. Olewała każdy kolejny SMS, czując się bezpiecznie poza mieszkaniem, żeby nie mógł jej znaleźć. Tym razem jednak wyczuwała jego wkurw, no i czekał na nią przed drzwiami, nie pozostawiając wyboru...
Sukinsyn.
Była niemal pewna, że wtedy się nie zgodzi. Marco miałby jej pokazać swoje słabe punkty? To było czyste szaleństwo, a jednak siedziała w tym syfie znowu po uszy. Obróciła się bokiem do swojego odbicia w lustrze i cicho jęknęła. Jak miała ukryć przed nim zarys ciążowego brzuszka? Jeśli ubrałaby się jak zakonnica, to od razu zwróciłaby jego uwagę. Ona widziała tę małą wypukłość, ale czy on zauważy? Może powie, że nawpierdalała się wieczorem kebsa i jakoś to przejdzie? Nawet założyła za ciasny top, żeby spłaszczyć cycki - ledwo potrafiła w tym oddychać. Tylko co dalej? Dziś może jej się upiecze, ale co będzie później? Z każdym tygodniem jej ciało się zmieniało i musiała uważać.
Tym będzie się martwiła jutro...
- To od czego zaczynamy? - wyszła z szatni i od razu skierowała swoje kroki w stronę ringu, gdzie czekał. Mógłby nią rzucić, jak workiem ziemniaków i bez problemu połamać jednym ciosem. Nie mogła pozwolić na tak bezpośredni kontakt. Zbytnio dźwigać też nie mogła. Fuck. - Może zaczniemy od worka? Pokażesz mi technikę. - odparła spokojnie, ale w duchu modliła się do wszystkich przenajświętszych, żeby po prostu uległ. Zacisnął dłonie w pięści i pokazał jej kilka uderzeń, które będzie ćwiczyć przez cały trening, a potem się rozstaną. On uzna, że jest beznadziejna i na nic mu się nie przyda. A ona będzie miała spokój. Piękna bajka.
- Zapomniałam ściągnąć kolczyki! - zaśmiała się i sięgnęła dłonią do biżuterii, żeby jej się pozbyć. Odłożyła na ławeczkę swoją własność, bo i tak byli tutaj sami. Zero pomocy. Ani jednego świadka.

Marco Moretti
Verdsa
Mordeczko po prostu polej
29 y/o
For good luck!
185 cm
gangster pod nadzorem kuratora wszędzie gdzie trzeba załatwić interesy
Awatar użytkownika
You'd be surprised at what you'd do to stay alive.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

004.
Tak łatwo by nie odpuścił, miał plan, który musiał zrealizować, a Gabriela chcąc czy nie była jego częścią, sama się w to kopała podczas tamtej rosyjskiej ruletki, nie wiedząc tak naprawdę, że jak raz związało się w jakikolwiek sposób z Marco Moretti to zostaje to z Tobą na zawsze. Mogła go unikać, mogła tak po prostu ignorować jego wiadomości, ale prędzej czy później się pojawiał niczym zjawa z przeszłości, wiedziała dokładnie jaka była tego wszystkiego cena. Wiedziała, że jak nie będzie posłuszna to dowie się kto jest jej bliski i uderzy właśnie w te osoby, po kolei pozbywając się ich niczym pionków z planszy.
To on w tym momencie był królem.
Zmierzył ją uważnym spojrzeniem a po chwili westchnął lekko na jej ubiór, czy jego wskazówki nie było proste? Oczywiście musiała zrobić po swojemu, chociaż przyznał, że w tym wydaniu nawet mu się podobała… przełknął ślinę spoglądając na nią, unosząc lekko brwi do góry gdy wspomniała o worku na który spojrzał kątem oka.
Nie, nie zaczniemy od worka — zaprzeczył gładko, a kącik jego ust drgnął lekko gdy stanęła przed nią na ringu na którym nie raz ćwiczył swoje umiejętności bokserskie, uczył się ich od dziecka i wiedział, że dziewczyna tak po prostu nie sprosta jego oczekiwaniom, nie była w stanie nauczyć się tego co on, była zbyt wątła i zbyt krucha, ale za to szybkość była jej największym atutem.
Z politowaniem patrzył jak ściąga kolczyki i odkłada je na ławkę i nareszcie zajmuje miejsce przed nim gotowa do sparingu. Po co w ogóle zgodził się, żeby ją tego uczyć? Sam nie wiedział w tym momencie.
Przechylił lekko głowę na bok spoglądając na nią.

Dobra, pokaż mi najpierw co potrafisz, spróbuj mnie uderzyć albo powalić a potem zastanowię się czy potrzebujesz worka — wyrzekł po chwili milczenia, rozkładając lekko ręce po bokach, doskonale wiedział, że miała zbyt mało siły, żeby go powalić, przywalić by mu mogła, ale Marco był gotowy zablokować jej ciosy, za długo siedział w tej dziedzinie, żeby tak po prostu dać się pokonać.
Miała ciężkie zadanie do wykonania, bo walki w więzieniu tylko go zahartowały, a codzienna siłownia powodowała, że był jeszcze bardziej wysportowany i gotowy na wszystko.
Podniesie rzuconą jej rękawicę?

Gabriela R. Blais
gall anonim
Nie lubię jak ktoś steruje moją postacią, sama to potrafię robić, tak więc dziękuję za troskę.
27 y/o
Mark your calendar for Canada Day
173 cm
i'm just kidding A to nie do mnie tak
Awatar użytkownika
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

Jeden mały błąd. Chwila zapomnienia i kłopoty, które zaczęły się wraz z pojawieniem się Marco. W którym momencie przestała mieć kontrolę nad własnym życiem w tych jebanych Włoszech? Czy to przez ten leniwy uśmiech, gdy naciskała spust podczas ruletki? Dlaczego tak właściwie ona? To miał być jedynie tydzień odsapnięcia od problemów dnia codziennego, a utkwiła na rok z facetem, który miał obsesję. Tydzień, po którym miała wrócić do ukochanego. Do Billa. A skończyła w toksycznym związku, pakując się w mafijne porachunki, które początkowo miała w piździe. Here we go again. I znowu to samo. Została skazana na jego towarzystwo i to jeszcze bez tych miłych bonusów, które wcześniej ich łączyły.
No, oczywiście, że nie zaczniemy od worka.
Uniosła kącik ust, widząc jego zniecierpliwienie i irytację. Może powinna wziąć go na przeczekanie? Sam zwątpiłby w jej udział w odzyskaniu jego władzy, a ona miałaby spokój. Urodziła sobie spokojnie swoje bejbi bez obaw, co ten psychopata odpierdoli po drodze i w co ją wciągnie.
- Ty tak na poważnie? Serio? - parsknęła śmiechem, stojąc naprzeciwko niego i patrząc z niedowierzeniem, jak po prostu sobie stał na środku ringu, rozkazując jej, żeby go uderzyła. Kusiło. Z chęcią wyżyłaby się na jego mordzie, sadząc mu kilka prawych sierpowych. Tyle, że nie była idiotką. Znała jego możliwości. Widziała nieraz, co potrafił, a ta sytuacja wytrącała jej najważniejszy atut z ręki. Nie miała jak go zaskoczyć. Atakowała bezpośrednio przeciwnika tylko wtedy, gdy się tego nie spodziewał. Już nie wspominając o braku jej ulubionych noży, czy też spluwy. W tym wydaniu czuła się nago i bezbronnie. Nie miała do czynienia z głupim osiłkiem, który miał pstro w głowie. Jednym ruchem ją połamie. A co, jeśli uderzy ją w brzuch?
Myśl, Gabi…
- Gdybym miała noże... Spróbowałabym zaatakować twoją szyję. Tętnicę udową w pachwinie. Nikt nie zdążyłby cię uratować. Każde przecięcie ścięgna, każda rana byłaby na moją korzyść. Wiesz, jaka wtedy potrafię być... zadziorna. - przesuwała powoli paznokciem po tych czułych punktach na jego ciele. Zaczęła go okrążać, nie przerywając powolnego ruchu palcem - Atakując cię pięściami, nie mam szans. Jesteś ode mnie silniejszy. Jeden cios i sprzątniesz mnie z planszy. Zatem... - urwała i nacisnęła od tyłu jego kolano stopą. - Musiałabym wykorzystać takie słabości jak ta. Celować w krtań, oczy... Splot słoneczny, krocze lub piszczel. Najlepiej uderzyć cię kolanem lub łokciem. Są twardsze od pięści. - znowu stanęła przed nim i uformowała ze swojej dłoni pięść w ten sposób, żeby przy uderzeniu nie połamać sobie palców. - Znam zasady. Miałeś mi pokazać, jak tę wiedzę mam wykorzystać. Jeśli cię uderzę, to zablokujesz... - przekrzywiła głowę na bok i zamachnęła się, celując w jego szczękę. Zablokował ją. Wtedy uniosła nogę i spróbowała przywalić mu kolanem w krocze.

Marco Moretti
Verdsa
Mordeczko po prostu polej
ODPOWIEDZ

Wróć do „Kingsway Boxing Club”