ODPOWIEDZ
33 y/o
For good luck!
178 cm
Ratownik medyczny North York General Hospital
Awatar użytkownika
We're a mess, You and I.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Myśl o Andrew była jak słowa ulubionej piosenki, które za nic nie chciały opuścić głowy. W odróżnieniu od wielu poprzednich wizyt Minyarda na pogotowiu w lepszym lub gorszym stanie, ostatnia niewątpliwie zostawiła najtrwalszy ślad. Głównie w fantazjach Parrisha, które zapijał piwem zero, szukając alternatyw na randkowych portalach społecznościowych, które nudziły go po dwóch wymienionych wiadomościach i kiepskich żartach. Bardzo chciał wmówić sobie, że to czysta desperacja, ale nie mógł być ślepy na swój specyficzny typ upodobań, jakim byli faceci, którzy absolutnie – nigdy – przenigdy – nie powinni go interesować dla dobra jego serca i łóżkowej ciągłości.
Bo powiedzmy sobie szczerze – Andrew Minyard wyglądał jak kłopoty, był wpisany w jego kontaktach dokładnie tak samo i prawdopodobnie znudziłby się nim po pierwszym wspólnym wieczorze, kiedy rzeczywiście okazałoby się, że największą pasją Eliasa jest praca, a do zaoferowania miał co prawda świetne ciało, ale na śniadanie mógłby liczyć na ledwo zjadliwego omleta. Z drugiej strony tym co powstrzymywało (nadal) Parrisha od wysłania mu śmiesznego mema, spytanie o stan nosa oraz o to czy był dobrym chłopcem był czysty, tchórzliwy lęk, którego Elias nienawidził najbardziej na świecie, bo przychodził z masą pytań pod tytułem: co jeśli? oraz może moja głowa wykreowała scenariusz, który nie miał miejsca, a dwuznaczności i przeciągłe spojrzenia wcale nie były tak o c z y w i s t e.

Myślał jednak o Karen z HRów, o jego obdrapanych dłoniach i kąśliwych uśmiechach zdecydowanie zbyt często jak na kogoś, kto obiecał sobie trzymać się z daleka od problemów i niesamowicie seksownych mężczyzn pokroju Andy'ego.
Kilka razy spoglądał w telefon. Kilka razy spoglądał na szpitalny korytarz, spodziewając się, że znowu go zobaczy, z miną niewiniątka i brakiem jakiejkolwiek skruchy. Elias był poirytowany, gdy go nie było, ale też dokładnie tak samo mocno odczuwał pewną u l g ę, bo brak wizyt na oddziale oznaczało brak wypadków i przypadkowych bójek. Unikał też znaczącego spojrzenia Margharet, która po ostatnim wyjściu Andrew raczyła oznajmić, że powinni znaleźć sobie bardziej odosobnione miejsce dla ich żałosnego flirtu, zamiast zajmować potrzebną salę, a potem rzucała mu jednoznaczne uwagi odnośnie samotnego życia prywatnego Parrisha tak, jakby sam doskonale nie zdawał sobie z tego sprawy.
Tak czy inaczej, był p o r z ą d n y.
Przynajmniej do piątku.
Dom Eliasa nie był w tak tragicznym stanie. Wymagał remontu i odświeżenia, ale Parrish nie narzekał na kilka kartonów ustawionych z boku salonu, ani na delikatnie odklejającą się tapetę na korytarzu w fantazyjny kwiatowy wzór, który upodobała sobie wcześniejsza właścicielka. Schody na piętro lekko skrzypiały i zdecydowanie powinien pomysleć o wymianie uszczelek w kuchni, jednak Elias na wszystko miał czas, a jeśli go nie miał – z pewnością mieli fachowcy, na których wydawał większą część swojego marnego wynagrodzenia.
Nie oczekiwał wiele ale spędził dużo czasu nie oczekując wiele i wymyślając treść wiadomości , gdy rozsiadł się wygodnie w fotelu, odszukując numer Andrew. Chciał zacząć zabawnie, jednak treść: chcesz pobawić się swoimi próbnikami brzmiała równie kompromitująco jak: odrobinę stęskniłem się za Twoją mordą, więc ostatecznie wysłał mu dokładną lokalizację, dodając wesołą emotkę, emotkę piwa i pędzla malarskiego, mając nadzieje, że Andrew zrozumie zawarty w tej poetyckiej wiadomości sens.
Na wszelki wypadek wysłał też drugą wiadomość.
Mój dom potrzebuje Twoich oględzin. Wygląda na to, że ja mu nie wystarczę.
Chryste, Elias potrzebował o g l ę d z i n Andrew, ale za nic w świecie by się do tego nie przyznał.

Andrew R. Minyard
Silly Goose
Nie mam w sobie strachu.
35 y/o
For good luck!
185 cm
księgowy Repture
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiobojętnie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Życie bez jakichkolwiek bójek i afer należało do nad wyraz nudnych oraz monotonnych. Ignorował posyłane w jego kierunku zaczepki, które wcale nie straciły na swojej intensywności, po prostu przestał na nie zwracać uwagę, mając o wiele przyjemniejsze rzeczy na głowie. Tym razem nie mógł zasłaniać się pracą, szydełkowaniem czy niespodziewanym remontem, chociaż to ostanie wcale nie było dalekie od prawdy.
Elias Parrish skutecznie zajmował każdą z jego myśli. Nieproszony rozgościł się na stałe w jego głowie z tym ujmującym uśmiechem i błyszczącymi oczami. Nie potrafił skutecznie zepchnąć go na boczny plan. Jakby ostatnie wydarzenia z SORu odcisnęły na nim niewidzialne piętno i wcale nie chodziło o gojący się nos. Opuchlizna okazała się najmniejszym zmartwieniem, a podbite oko zasłaniał okularami przeciwsłonecznymi. Wszystkie słowa jakie ze sobą wymienili, drobne, dwuznaczne gesty czy długie spojrzenia nie dało się wyjaśnić przekomarzaniem. Nie, to był otwarty flirt. A Andrew niekoniecznie wiedział, co miał z tym faktem zrobić.
Dlatego nie zrobił nic. Wystarczająca ilość aluzji padła ostatnim razem, wolał poczekać na ruch Eliasa, o ile zdecyduje się go wykonać. Za dużo cierpliwości nie miał, więc w ciągu najbliższego tygodnia puszczą mu nerwy i po raz kolejny wda się w bójkę. Przynajmniej zyska dzięki temu odpowiednią wymówkę do kolejnych odwiedzin Parrisha.
Kto by się przejmował kolejnymi siniakami, w końcu liczyło się to, kto będzie go składał do kupy.
W piątek zaczynało już go nosić. Za duże pokłady energii, której nie miał gdzie spożytkować. Mocne naciskanie przycisków w klawiaturze laptopa nie przynosiło żadnych efektów, a na nic więcej nie mógł pozwolić sobie w pracy. Mając wizję ulicznej bójki czy przełknięcia swojej dumy i pójścia na wieczorny trening bokserki, ostatnim razem mocno poprztykał się z trenerem, opuszczając go skrajnie oburzonym, zdecydował się na to drugie. Uprzedził tylko mężczyznę o swojej obecności, spodziewając się ostrego zapierdzielu, który na sam koniec dociśnie go do ringu.
Nie mylił się w tym ani trochę. Do domu wrócił przetyrany, mając w głowie tylko odpoczynek.
Plany uległy szybkiej zmianie.
Po wyjściu spod prysznica sprawdził telefon, a tam czekały na niego dwie wiadomości od Doktorka. Uśmiechnął się półgębkiem widząc propozycję spotkania. Dziwnym trafem odzyskał chęci do czegokolwiek innego, więc najpierw wysłał mu emotkę kciuka w górę po czym dodał: Daj mi max godzinę, a przekonamy się o tym czy moja interwencja jest konieczna. Pozostało mu tylko doprowadzić się do ładu.
Spakował niezbędne rzeczy do plecaka, wszelkiego rodzaju próbniki farb, które jego zdaniem nadawały się do polecenia, laptopa z rysikiem, szpachelkę, dalmierz laserowy… I kilka innych rzeczy, które wydawały mu się wręcz wskazane. Miał zamiar podejść do tematu profesjonalnie, chcąc doradzić jak najlepiej Eliasowi.
Nawet przez sekundę nie rozważył tego, żeby zamówić ubera, nic z tych rzeczy. Wybrał motocykl, ponieważ tak będzie szybciej. Wcale nie chodziło o to, że w tego typu ubraniach prezentował się o wiele lepiej niż w tych codziennych, w których widywał go normalnie lekarz.
Zaparkował przed domem, spalił peta, po czym zapukał do drzwi.
Zamawiał pan nocnego budowlańca?

Elias Parrish
Adi
Wszystko da się przeżyć jeżeli jest ładnie napisane
33 y/o
For good luck!
178 cm
Ratownik medyczny North York General Hospital
Awatar użytkownika
We're a mess, You and I.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Daj mi max godzinę.
Elias nie był na to gotowy. Nie był nawet gotowy na goszczenie kogokolwiek, o czym świadczyły naczynia w zlewie i niezbyt elegancko rzucony koc na kanapie. Szybka odpowiedź Andrew sprawiła, że poderwał się z miejsca jak oparzony, dopiero rozumiejąc p o w a g ę sytuacji oraz fakt, że nie do końca wiedział jak powinien nazwać to spotkanie. Randka odpadała, prawda? A jeśli nie? Jeśli Minyard zinterpretuje jego wiadomość jako żałosną próbę zaciągnięcia go tu tylko w wiadomym celu?
I co ważniejsze...Czy powinien zrobić k o l a c j ę, bo jeśli tak, to czy dobrą kolacją mógł nazwać zamówioną pizzę?
Wziął głębszy wdech i potarł twarz dłonią, przeklinając się w duszy za absolutny brak rozsądku. Brak partnera mu nie służył. A może inaczej: mały kontakt z innymi ludźmi mu nie służył i najwyraźniej zaczynał zachowywać się jak wariat.
Ten sam wariat poprawił koc na kanapie, zmył naczynia z rana i przebrał koszulkę na mniej wysłużoną, choć nadal przedstawiającą wyblakłe logo jednego z jego ulubionych, rockowych zespołów i zaczynał się lekko stresować – stres był z rodzaju tych pełnych podekscytowania i zmotywował go by spojrzeć w lustro i przeczesać palcami odrobinę za bardzo zmierzwione włosy.
Bez szpitalnego stroju, Elias wydawał się mniej profesjonalny, ale z pewnością o wiele bardziej atrakcyjny. Możliwe, że uroku dodawały mu luźne, szare dresy, albo rozluźniona postawa, która pojawiała się zawsze, gdy spał dłużej niż pięć godzin i wypił solidną porcję kawy na rozpęd z samego rana. Na tle lecącej w tle muzyki i domowego rozgardiaszu, wiele czynników składało się na pociągający chaos jakim Elias sam w sobie był, pomimo odpowiedzialnej pracy i spłacanego na czas kredytu. I co ważniejsze, Parrish po prostu taki b y ł. Nieświadomie i niewymuszenie.
Cholerny cukiereczek.
Zaalarmował go warkliwy dźwięk silnika, który ucichł tuż pod jego domem. Odruchowo spojrzał na zegarek; Andrew najwyraźniej nie dość, że był obłędnie przystojny, to jeszcze cholernie punktualny.
Drzwi się otworzyły, a jasne spojrzenie spoczęło na twarzy Andres, przesuwając się po niem uważnie, jak w oczekiwaniu na kolejne obrażenia, którymi najpierw musiałby się zająć. Dopiero potem, całkiem odruchowo, wzrok leniwie przesunął się po jego sylwetce rejestrując dwie rzeczy: po pierwsze, nigdy nie widział go poza szpitalem.
Po drugie: wyglądał zajebiście seksownie w dopasowanym stroju na motor.
Oh, m o t o r.
Elias mrugnął, próbując poradzić sobie z tak ogromnym natłokiem informacji i na moment przeskoczył spojrzeniem na zaparkowaną maszynę. A potem na kask. I znowu na przystojną twarz, tym razem prezentującą się mniej drastycznie bez zaschniętej krwi i rozbitych warg.
Zawsze myślałem, że wieczorne wizyty kosztują ekstra, a tu proszę. Są zupełnie darmowe — zauważył na powitanie, posyłając mu czarujący uśmiech — dobrze wyglądasz. To zaskakujące. Zupełnie nie wiem jak powinienem się zachować bez konieczności sprawdzenia czy nie wykrwawisz mi się na progu — pchnął drzwi, zamykając je za nimi.
Naprawdę się przygotowałeś — powiedział z zaskoczeniem. Wypełniony po brzegi plecak sugerował, że to jego dom zostanie odpowiednio dopieszczony, tym samym rujnując każdy ze scenariuszy, które podsyłała mu niesforna głowa.
Szlag. Nie powinien patrzeć na jego tyłek w tych obcisłych spodniach.
Sięgnął po swoje piwo i ruszył w kierunku kuchni. Oparł się luźno o framugę, gestem dłoni zachęcając go by się rozgościł.
Napijesz się czegoś?

Andrew R. Minyard
Silly Goose
Nie mam w sobie strachu.
35 y/o
For good luck!
185 cm
księgowy Repture
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiobojętnie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wykonał pierwszy krok ku nieznanemu. Wcześniej nie miał okazji oglądać Eliasa w całkowicie naturalnym środowisku. W tej domowej, miękkiej wersji, której nie każdy mógł tak łatwo doświadczyć. A przynajmniej miał taką nadzieję, że nie był jednym z wielu pacjentów, którzy mogli gościć w jego progach. Czuł ekscytację; Ta pojawiła się, gdy tylko wyjechał ze swojego osiedla i zgodnie ze wskazówkami nawigacji dojechał na miejsce docelowe. Nie wiedział czego się tak naprawdę spodziewać. Wykonają kolejny krok, który sprawi, że nic nie będzie takie jak wcześniej? A co jeżeli nie wydarzy się kompletnie nic szczególnego, ograniczając się tylko do zwyczajowych uszczypliwości? Może poczuje na sam koniec rozczarowanie.
W końcu nie po to zakładał te najbardziej opinające spodnie na tyłku, żeby kompletnie nic się nie wydarzyło. Takiej opcji nawet nie rozważał. O ile nie dostanie jasnego komunikatu.
Nie wiedział czego się spodziewać. Kask wcisnął pod pachę, dziękując sobie w myślach, że nie kłopotał się z układaniem fryzury. Nieważne jak by ona była dopracowana i tak w trakcie podróży zostałaby szybko zrujnowana. Lekki rozgardiasz na głowie, jeszcze nikogo nie zabił, a kilkukrotne jej potrząśnięcie powinno jako tako ułożyć włosy w miarę znośnie. Przynajmniej tak sobie wmawiał. Powstrzymał w sobie odruch przestąpienia z nogi na nogę. Nie chciał po sobie pokazać zdenerwowania. W końcu to całkowicie normalne spotkanie. Bez większych podtekstów.
A przynajmniej tak sobie próbował wmówić.
Obrzucił Eliasa uważnym spojrzeniem po otwarciu drzwi. Coś w tej jego domowej, ciepłej wersji wywołało mimowolny uśmiech na twarzy Minyarda. W pewien sposób to było ujmujące, gdy zauważył nieco rozczochrane włosy, zwyczajną, spraną koszulkę i dresy. Czuł się tak, jakby ubrał się nieodpowiednio, ale zawsze mógł to wytłumaczyć tym, że musiał przez wzgląd na jazdę na motorze. Chciał jeszcze trochę pożyć, dlatego zawsze wkładał na siebie odpowiednie rzeczy. A fakt, że wyglądał w nich pociągająco uważał za mały dodatek. Nic więcej. W końcu bezpieczeństwo przede wszystkim.
Jeszcze nie mieliśmy okazji porozmawiać o tym, co chciałbym od ciebie w zamian za to — odpowiedział z prostotą, wolną ręką odgarniając włosy z czoła. Nachylił się delikatnie nad Eliasem, aby ich twarze znajdowały się na tej samej wysokości. — Zawsze możesz ocenić najpierw wizualnie to czy goi się wszystko jak powinno — stwierdził, uśmiechając się do niego. — Również czuję się zaskoczony faktem, że nie nosisz tych zabawnych laczy — dodał, puszczając mu przy tym oczko. Ciężko było mu uwierzyć w to, że Parrish nie ubierał się w taki sposób, jak w szpitalu. Zaskoczył go i to w tym pozytywnym sensie.
Odłożył kask na wolnym miejscu, a po chwili obok znalazła się skórzana kurtka. Przeciągnął się, czując całkiem przyjemny ból w ramionach. Trening w ramach rozruchu wydawał się mieć zbawienny wpływ na jego psychikę.
Jestem profesjonalistą, do wszystkich rzeczy podchodzę na poważnie — powiedział, gdy zajął wolne miejsce na kanapie. Wręcz metodycznie zaczął wyjmować wszystkie potrzebne rzeczy z plecaka, po czym rozejrzał się po salonie. — Dom kupiony od kobiety? — spytał, gdy wyłapał drobne, babskie akcenty.
Przeniósł swoje spojrzenie na Eliasa i uśmiechnął się zaczepnie.
To zależy od tego, jak szybko będziesz chciał się mnie stąd pozbyć. — Wyjął z kieszeni kluczyki od motocykla i potrząsnął nimi ostentacyjnie, przez co szydełkowe breloczki Charmandera i Bulbasaura jeszcze bardziej rzucały się w oczy. — Jeżeli chcesz spędzić ze mną trochę więcej czasu to poproszę piwo. Jak nie to wystarczy woda.
Wolał pozostawić ten wybór w rękach mężczyzny. W końcu nie chciał wyjść na natrętnego.

Elias Parrish
Adi
Wszystko da się przeżyć jeżeli jest ładnie napisane
33 y/o
For good luck!
178 cm
Ratownik medyczny North York General Hospital
Awatar użytkownika
We're a mess, You and I.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Andrew zdecydowanie nie powinien poprawiać swoich cholernych włosów, kiedy rozmawiali o ewentualnych k o s z t a c h usług. Zdecydowanie też nie powinien nachylać się w jego stronę, ponieważ zapach jego perfum skutecznie wyrzucił z głowy Eliasa wszystkie rozsądne odpowiedzi na rzecz tych zdecydowanie nieprzyzwoitych, które są całkiem dobrym wstępem do filmów dla dorosłych.
Więc może to odpowiednia chwila. Nie wiem czy stać mnie na Twoje usługi, ale możemy się dogadać. Jestem otwarty na propozycje — powiedział, błądząc spojrzeniem po jego twarzy, jednocześnie rzeczywiście sprawdzając na jakim etapie gojenia się była jego twarz. Najwyraźniej jednak stan musiał być zadowalający, bo Parrish powrócił spojrzeniem do jego oczu i uśmiechnął się, ani na milimetr nie zmniejszając między nimi dystansu, jakby sprawdzał te marne granice, które próbowali postawić. Albo wręcz odwrotnie – sprawdzić jak bardzo dało się je przekroczyć.
To irytujące. Wyglądasz tak samo dobrze z limem pod okiem jak i bez niego — mruknął, powstrzymując się przed śmiechem. Cofnął się, idąc do kuchni i uniósł dyplomatycznie dłonie w przepraszającym geście. Tak, w naturalnym środowisku Elias nie nosił mało wyględnych scrubsów ani crocksów do których przyczepiał różne wpinki. Nie nosił też stetoskopu ani naręcza kart pacjentów, a kawę pił w ładnym, porcelanowym kubku, a nie – jak często się zdarzało – w tym jednorazowym i papierowym.
Wybacz, że Cię rozczarowałem. Następnym razem nie zapomnę o odpowiednim obuwiu — rzucił wesoło, spoglądając na niego przez ramię. Wyciągnął z lodówki dwa piwa, otwierając je sprawnie. Stanął ponownie w drzwiach, przypatrując się rozgoszczonemu już Minyardowi; nie był pewien czy wolał go w kurtce czy bez, kiedy koszulka opinała jego mięśnie, a on musiał powstrzymywać się przed zbyt długim spoglądaniem na jego napięty brzuch. Prawdopodobnie wszystko działało na Parrisha równie mocno, nawet umiejętności złotej rączki, które w jakiś dziwny sposób wydawały się Eliasowi niesamowicie atrakcyjne.
Poprzednia właścicielka lubiła kwiaty i styl retro — wyjaśnił, rozglądając się po salonie — nie przeszkadzają mi kwiaty, ale różowe ściany w sypialni gościnnej odrobinę mnie przytłaczają — zbliżył się do kanapy i pochylił się, stawiając przed Andrew jego piwo w znaczącym: wolę dłużej. Jego uwagę przykuły breloczki – sięgnął do nich odruchowo palcami, muskając opuszkami dłoń mężczyzny i ujął Charmandera, przyglądając mu się z zachwytem.
Niezły. Ale zawsze wolałem Cubone'a i Lucario — mrugnął do niego i wyprostował się, przysiadając na podłokietniku jednego z foteli. Przechylił butelkę, upijając z niej łyk, nie odwracając spojrzenia od Minyarda.
Więc...Zabrałeś ze sobą te wszystkie p o w a ż n e rzeczy jak miara czy pędzle? Ach, poczekaj — oparł butelkę na udzie, przechylając lekko głowę — zanim pokażesz mi swój zdumiewająco wielki pędzel, najpierw powiedz ile. Może trudno Ci w to uwierzyć, ale na pogotowiu ratownicy nie zarabiają milionów — niestety. Pomimo poświęcenia, nieprzespanych nocy i ciężaru psychicznego, ratownicy medyczni nadal zarabiali psie pieniądze, łudząc się każdego roku o porządne podwyżki. Nie było źle – przynajmniej nie na tyle, by nie mógł żyć g o d n i e, ale remonty zawsze wiązały się z kosztami.
Z drugiej strony...Mogli się dogadać. W końcu czy to nie Elias jeszcze kilka dni temu chętnie zachwalał swoją wielką paletę umiejętności wszelakich?

Od razu mówię, że nie tańczę najlepiej, gotuję względnie i absolutnie nie zgodzę się na jakikolwiek trójkąt — wyszczerzył się — ale jestem skłonny do kompromisów.

Andrew R. Minyard
Silly Goose
Nie mam w sobie strachu.
35 y/o
For good luck!
185 cm
księgowy Repture
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiobojętnie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wcześniej nie zastanawiał się nad tym, co tak naprawdę będzie chciał od Parrisha w zamian za pomoc w remoncie. Normalnie nie miałby problemów z określeniem kosztorysu, robocizny i wystawieniu solidnego rachunku za swoje usługi. Znał się na robocie, cenił się, a jednocześnie zapewniał swoje doświadczenie i dobre rady. Nie miał zamiaru nikogo naciągać na zbędne koszty. W tym przypadku wystąpił malutki problem – jak rozwiązać rodzaj zapłaty, gdy technicznie rzecz biorąc, prowadził z nim nieustanny flirt?
Musiał to na spokojnie przemyśleć, bez błyszczących oczu wpatrujących się w niego.
Stać cię na nie, nie musisz się o to martwić — zapewnił, posyłając mu długie spojrzenie. Po prostu bilans w Excelu musi mu się zgadzać co do dolara. — Myślę, że tę kwestię możemy omówić po oględzinach. — Może tak naprawdę nie będzie miał tu za dużo do roboty i wszelkie rzeczy zrealizuje przy okazji. Na pierwszy rzut oka dom nie wydawał się zapuszczony, a potrzebował raptem drobnego odświeżenia.
Przechylił nieco głowę, śmiejąc się serdecznie. Nie spodziewał się komplementów, a został całkiem miło zaskoczony.
Dobrze o tym wiedzieć, zapamiętam to na przyszłość. — Gdyby potrafił, to uśmiechnąłby się jeszcze szerzej. Niestety nie był w stanie, dlatego odprowadził Eliasa wzrokiem do kuchni.
Wykorzystał moment tego, że ten był odwrócony do niego tyłem. W końcu mógł przyjrzeć mu się dokładniej, nie dając się tak łatwo przyłapać. Niespodziewanie dobrze prezentował się w szarych dresach, których on osobiście nie cierpiał. Albo wyglądał w nich śmiesznie. Koszulka odsłoniła ramiona, wcześniej nie miał okazji ich oglądać. Ani tyłka, na który uciekało jego spojrzenie. Ładny tyłek to ładny tyłek, nie mógł temu zaprzeczyć.
Na to właśnie liczę. Nigdy nie myślałem, że to powiem, ale całkiem ci w nich ładnie. — Gdyby mógł pozbyć się jednego rodzaju obuwia, to byłyby to crocksy. Nie potrafił traktować ich na poważnie, wyglądały jak największa pomyłka na świecie i normalnie przekreślał z góry ludzi, którzy je nosili bez grama wstydu. A mimo tej ogromnej niechęci Elias wpadł mu w oko. Zbrodnia.
Przy doborze odpowiednich kolorów styl retro wygląda naprawdę dobrze — stwierdził, bo tak na dobrą sprawę wszystko dało się urządzić ze smakiem i wcale za nie tak wielkie pieniądze. Nawet te nieszczęsne kwiaty można ograć w typowo męskich wnętrzach. Po prostu trzeba się nad tym chwilę dłużej zastanowić. — Róż w jakimkolwiek pokoju będzie prezentować się fatalnie. — Skrzywił się z niesmakiem, na samą myśl o tym, że będzie musiał obejrzeć wspomniany pokój. Całkiem naturalnie wyłoniło się pomieszczenie, które jak najszybciej będzie chciał wyremontować.
Spojrzał na postawione przed nim piwo, uśmiechając się delikatnie. To będzie naprawdę długi wieczór. Może nawet noc.
Zawszę mogę ci je zrobić, o ile tego chcesz — zaproponował, nie zastanawiając się nawet przez sekundę. W końcu każdy fan Pokemonów w jego otoczeniu mógł otrzymać breloczki ze swoim ulubionym stworkiem. Andrew miał na tym punkcie świra i uwielbiał je dziergać w każdego rodzaju wersji.
Sięgnął po butelkę i upił z niej łyk. Całkiem dobre, co prawda żaden z niego koneser trunków, ale potrafił docenić smak.
Nie bardzo rozumiem po co mi pędzle, skoro dziś mam zamiar tylko przeprowadzić rekonesans. Pomierzymy wszystkie ściany, policzymy metry, wybierzesz kolory i będziemy mogli się głowić, od czego zaczniemy najpierw — wyjaśnił, zastanawiając się po chwili czy kiedykolwiek przeżył podryw na budowlańca. Ciekawe czy Elias w ogóle zdawał sobie sprawę z tego, jak brzmiały jego słowa. — Mój zdumiewająco wielki pędzel zostawiłem w domu. Mogę co najwyżej pokazać ci moją szpachelkę i dać ci ją do potrzymania. — Wypiął tablet z klawiatury, wyciągnął rysik i dość szybko znalazł odpowiedni plik, który zrobił specjalnie dla Parrisha. — Póki co możesz traktować to jako bezpłatną, remontową poradę. Co do samej robocizny jakoś się dogadamy. — Zawsze mógł mu się odpłacić w naturze.
Przechylił głowę, spojrzał na niego pustym wzrokiem, mając wrażenie, jakby się przesłyszał. O czym on do niego mówił?
O jakim trójkącie ty do cholery mówisz? A co najważniejsze z kim? — spytał, nie mając pewności czy to żart, czy raczej propozycja. — Czyli chcesz ten trójkąt?

Elias Parrish
Adi
Wszystko da się przeżyć jeżeli jest ładnie napisane
33 y/o
For good luck!
178 cm
Ratownik medyczny North York General Hospital
Awatar użytkownika
We're a mess, You and I.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Odetchnął ledwo widocznie, wyraźnie się rozluźniając. Cóż, nie do końca przeanalizował rzeczywisty koszt tego typu usług, skupiając się na...No właśnie.
Spotkaniu.
Domyślał się, że Andrew będzie chciał pomóc, ale nie przyszło mu do głowy, że podejdzie do tego na tyle poważnie, by zabrać ze sobą plecak wypchany materiałami. W żaden sposób nie chciał go wykorzystywać, ale po minie Minyarda domyślił się, że pomoc rzeczywiście będzie na jego kieszeń. Póki co, Elias musiał zachowywać się jak kompletny dureń, komplementując faceta, który chciał mu pomóc i próbując nie okazać zbyt wielkiego zainteresowania jego ciałem, wyglądającym rewelacyjnie zarówno w stroju na motor jak i bez niego.
Bez stroju j a k i e g o k o l w i e k, Andrew musiał prezentować się jeszcze lepiej.
Zapamiętam — sparodiował go, uśmiechając się delikatnie i pamiętając, by sprawić sobie jeszcze jedna parę crocsów, którymi rozpieszczałby ten idealny gust mężczyzny. Może różowe. Albo fioletowe. Koniecznie tandetne.
Upił jeszcze raz piwo i skinął głową, zgadzając się z tym, że styl retro nie zawsze musiał przypominać babciny styl. Poprzednia właścicielka była już chorowita i zniedołężniała, więc nie dziwił się, że chciała sprzedać dom i kupić coś mniejszego, przy okazji zostawiając wszystko tak jak było od wielu, wielu lat. Po wprowadzeniu się, Parrish pozbył się koronkowych zasłon, zakurzonych dywanów i okropnych wazonów, przewietrzył wszystkie kąty i usunął pajęczyny, wprowadził więcej życia za sprawą regałów z książkami i licznymi płytami winylowymi, a nawet sam odświeżył własną sypialnię. Z sypialni gościnnej nikt nie korzystał, więc została właśnie taka – różowa, niewielka i okropnie kiczowata. Teraz zależało mu na salonie; wymalowanie ścian wydawało się konieczne, jeśli chciał wreszcie kupić upatrzony komplet nowych mebli.
Zrobić? — powtórzył, wyrwany na chwilę z rozmyślań o wygodnej kanapie — SAM je robisz? Gdzieś pomiędzy remontowaniem, bójkami i dorosłą, pełnoetatową pracą? — zaśmiał się, szczerze zaskoczony. W ten miły sposób. Nawet bardzo miły; Andrew wyglądał jak ktoś kto był w stanie niszczyć, a nie t w o r z y ć, a ten dysonans sprawił, że spojrzenie Eliasa jeszcze raz przesunęło się po jego sylwetce w oceniający, ale też wyraźnie zainteresowany sposób — Chętnie przywieszę je sobie do kluczy.
Czyli: Tak, poproszę. Zrób mi puchate pokemony I Bóg mi świadkiem, że jestem cholernie łatwy, bo najwyraźniej lecę na ręcznie robione maskotki, silne dłonie i to ciężkie spojrzenie, od którego mógłbym...
Uniósł spojrzenie na jego twarz, zatrzymując piwo w połowie drogi do ust.
Chcesz mi dać potrzymać szpachelkę? — nie wiedział, czy miał zamiar się zapowietrzyć, czy parsknąć głośnym śmiechem. Rekonesans zupełnie do niego nie trafił. Znaczy, trafił, ale Elias puścił profesjonalne słowa gdzieś mimo uszu, a jego rozgorączkowany umysł szybko przeskoczył od ogromnego pędzla po szpachelki i ich zastosowania, czując się jak stary wujaszek opowiadający kiepskie żarty przy rodzinnym stole. Co gorsza, Andrew naprawdę wyglądał z a w o d o w o – z tabletem, tą garścią chęci i szpachelkami, próbnikami i miarami, proponując mu porady i patrząc na niego wzrokiem, którego Parrish nie potrafił zinterpretować.
Coś pomiędzy: o czym Ty mówisz, a żartujesz sobie?.
Fala zażenowania oblała go w jednej sekundzie. Powinien dwa razy pomyśleć, zanim coś powie, ale niestety – gdy tylko jego słowa zawisły w powietrzu, z trwogą zorientował się jak okropnie źle zabrzmiały. Wcale nie zabawnie. Chryste, to było wręcz ż a ł o s n e.
Odchrząknął, mając nadzieję, że odczuwalne gorąco pozostało w środku, zamiast prezentując się w pełnej okazałości na piegowatych policzkach i szybko pokręcił głową.
Nie, ja...To był żart. Próbowałem zażartować. Wiesz, jak w tych wszystkich...filmach porno.
Stop.
Chciałem tylko być zabawny. Czasami nie wychodzi mi to najlepiej — mruknął, nerwowo przeczesując palcami włosy. Odwrócił spojrzenie i wzruszył ramionami, czując, że ciężko będzie mu się wykaraskać z trójkątów, kwadratów i innych figur geometrycznych — nie jestem fanem dzielenia się — dodał tylko — to było głupie. Przepraszam — zerknął na Andrew z nieco zakłopotanym uśmiechem.
Pochylił się i odstawił piwo na stolik.
Dziękuję, że chcesz mi pomóc. Jak widzisz, jestem takim amatorem, że nawet bezpłatną, remontową poradę potrafię zamienić w koszmar — wstał i podszedł do kanapy, siadając zaraz tuż obok Andrew, by zerknąć na jego tablet — interesuje mnie odświeżenie salonu. Na razie — rozejrzał się, próbując oszacować wielkość pomieszczenia — chcę biały odcień ścian, nic skomplikowanego. Żadnych tapet. To drewno — wskazał na podłogę — byłoby miło, gdyby nie ucierpiało. Powiedz co mam robić, bo jeszcze trochę, a okażę się najgorszym gospodarzem na świecie — zażartował, całkiem przyzwoicie zmieniając temat na ten praktyczny i bezpieczny, bez kompromitujących dwuznaczności.

Andrew R. Minyard
Silly Goose
Nie mam w sobie strachu.
35 y/o
For good luck!
185 cm
księgowy Repture
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiobojętnie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Istniało duże prawdopodobieństwo, że właśnie wykopał grób dla swojego poczucia estetyki. Byleby tylko nikt nigdy nie zmusił go do założenia crocsów. Miał solidne granice własnej dumy i właśnie to obuwie obróciłoby je w popiół. Nawet jakby miały przypinki z Pokemonami.
Dzierganie skutecznie zajmowało ręce, ale nie było w stanie zagłuszyć natrętnych myśli. Zwykle zabierał się za to wieczorami, puszczając film, podcast czy audiobook książki. Wtedy otaczająca go cisza nie wydawała się aż tak przytłaczającą. Przyzwyczaił się do pustego domu, bez dziecięcego śmiechu czy bosych stópek uderzających o podłogę. Kot nie był w stanie tego zastąpić. Nawet szorując pazurkami po panelach czy miaucząc jak stara kosiarka. Przypominał mu tylko i wyłącznie o tym co kiedyś posiadał, a jednocześnie nie potrafił się go pozbyć. Przecież mógł zostawić zwierzaka u rodziców w Vancouver, proponowali mu to nie raz, jednak Andrew się uparł, chciał go zabrać ze sobą. Jakby stanowił ostatni, żywy dowód na to, że kiedyś posiadał rodzinę.
Otrząsnął się z natarczywych myśli. Powinien skupić się na tym co miał przed sobą, a nie rozpamiętywać to co już nigdy nie wróci. Czas ruszyć dalej.
Dokładnie tak. Sam je robię w wolnych chwilach — potwierdził, a szok jaki obserwował na twarzy Eliasa był całkiem zabawny. Chyba nie spodziewał się takiej informacji. — Owszem, w międzyczasie znajduję czas również na tego typy rozrywki. Zaskoczony? — To było całkiem miłe. Niektórzy słysząc informacje o tym, że potrafi szydełkować patrzyli na niego z powątpiewaniem. Jakby obraz Minyarda kompletnie nie współgrał z widokiem szydełka i kolorowych włóczek. Lubił to. Tak po prostu. Z upływem czasu wychodziło mu to o wiele zgrabniej niż matce, która go wszystkiego nauczyła. — Jeżeli nic mnie nie zaskoczy to na nasze kolejne spotkanie powinienem mieć już zrobiony chociaż jeden. — Uśmiechnął się. Nawet nie zakładał takiego scenariusza, że to spotkanie okaże się pierwszym i ostatnim. W dość specyficzny sposób udawało im się dogadać, a sam był ciekawy, gdzie ich to wszystko zaprowadzi. Może do łóżka. Albo czegoś więcej.
Nie miał do końca pewności, jak powinien interpretować dwuznaczności, które usłyszał. Przecież starał się trzymać fason. Nie chciał wyjść na osobę, która była tylko i wyłącznie mocna w gębie, a gdy przychodziło do działania to nie miała bladego pojęcia co robić. W jakimś pokrętnym stopniu chciał zaimponować Eliasowi. Księgowość nie robiła na nikim większego wrażenia, szydełkowanie to pierdółka na zajęcie czasu, a remontowanie brzmiało lepiej. W końcu kto nie chciałby mieć w swoim życiu takiej złotej rączki?
Nie tylko potrzymać, pozwolę ci jej nawet używać — odpowiedział z prostotą. Nie miał zamiaru samodzielnie bawić się w zeskrobywanie farby ze ścian. Ani w szlifowanie. Oklejanie, gipsowanie czy malowanie już mógł zrobić solo. Taka praca go odprężała.
Wbrew pozorom nie zabrał ze sobą najbardziej okazałych narzędzi z całej swojej kolekcji. Posiadał o wiele więcej fajniejszych rzeczy.
Taki to z niego był majster. I to bez małpki.
Czuł się nieco zgubionym w tych wszystkich słowach. Żartach? Nie potrafił tego jednoznacznie określić. Prawdopodobnie właśnie na takiego wyglądał – zmieszanego. Flirtowali ze sobą. To wydawało mu się jasne, w końcu sam go prowokował na każdym kroku i nie będzie nikogo okłamywać. Jednak samo wspomnienie o trójkącie zapaliło mu czerwoną lampkę w głowie. Czy to była sugestia, że Parrish już kogoś miał? Albo żył w otwartym związku? Wybiło go to z rytmu, a obserwacja jego reakcji w niczym mu nie pomogła. Tylko jeszcze bardziej namieszała mu w głowie.
Miał kogoś czy nie miał kogoś?
Żart. Dobra, rozumiem. Chyba. — odpowiedział powoli, czując jak cała sytuacja zrobiła się niezręczna. Wręcz niekomfortowa. — Wybacz, nie zrozumiałem — dodał, posyłając mu nieco wymuszony uśmiech.
Wziął solidny łyk piwa, aby móc chociaż na chwilę przerzucić swoją uwagę na cokolwiek innego niż drugi mężczyzna. W swoich czterech ścianach przemyśli to sobie dokładnie. Teraz powinien spróbować zachowywać się tak jak wcześniej. W końcu dał się namówić na picie alkoholu. A nie miał zamiaru wracać do domu bez swojego motoru. Póki nie wytrzeźwieje nigdzie się stąd nie ruszy.
O ile nie zostanie wcześniej wyproszonym.
To raczej kwestia tego, że jeszcze nie rozgryźliśmy do końca swoich żartów. Jeden, nietrafiony nie spowoduje mojej ucieczki, spokojnie. — Może kiedyś będą się śmiać na samo wspomnienie o tej sytuacji? Miał właśnie taką nadzieję.
Poprawił się na kanapie tak, aby Elias dokładnie widział plik.
Okej, no to zaczynamy od salonu. — Zaczął uzupełniać dane — Biały salon? — powtórzył, patrząc krytycznie na obecny, pomarańczowy kolor ścian. Przecież to będzie roboty, a roboty. Powtrzymał głębokie westchnienie, trochę czasu razem spędzą. — O podłogę się nie martw, wystarczy ją dobrze okleić i nic nie ucierpi — zapewnił, po czym na moment odłożył tablet, szukając w plecaku dalmierza, po czym wcisnął w ręce Parrisha próbniki kolorów. — Wybierz kolor.
Wstał z kanapy, zgarnął potrzebne mu rzeczy i chciał przejść do wykonania pomiarów. Jedna rzecz nie dawała mu spokoju. Pochylił się nad Eliasem, szpachelką podniósł jego brodę i nie odrywając wzroku od jego oczu powiedział:
Też nie lubię się dzielić.
Nie tracąc ani sekundy, odsunął się od niego i przeszedł w kąt pokoju, aby wykonać pomiary. Wartości wpisał do Excela, który szybko wypluł mu odpowiednie ilości rzeczy.
Sufit też, prawda?

Elias Parrish
Adi
Wszystko da się przeżyć jeżeli jest ładnie napisane
33 y/o
For good luck!
178 cm
Ratownik medyczny North York General Hospital
Awatar użytkownika
We're a mess, You and I.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tak. Elias był z a s k o c z o n y i to nie pierwszy raz odkąd poznał Andrew. Nie było to negatywne zaskoczenie – upodobanie mężczyzny do pasji innej niż samochody i podrywanie dup w barach uważał za ogromny plus. Nie oceniał robienia szydełkowanych pokemonów za coś żałosnego czy jakkolwiek mało atrakcyjnego, wręcz przeciwnie; ku własnemu zaskoczeniu podobało mu się połączenie niebezpiecznego wizerunku z przytulną wizją spokojnego dłubania na szydełku.
Lubił ludzi prawdziwych, i właśnie taki był Minyard ze swoim miękkim Charmanderem przy kluczach i kilkoma siniakami, które nadal nie zdążyły zejść, ale nie wyglądały już jak pamiątki po walce z wygłodniałym drapieżnikiem.
Odrobinę — przyznał, uśmiechając się delikatnie — ale uważam to za bardzo przyjemne hobby. Próbowałeś kiedyś garncarstwa? — rzucił wesoło, mrugając do niego żartobliwie. Właściwie mógł wyobrazić go sobie lepiącego mniej lub bardziej kształtne wazony, z dłońmi ubrudzonymi gliną, w tym znoszonym fartuchu i wkurwiającego się za każdym razem, kiedy glina znajdzie się w jego włosach, na twarzy czy innym miejscu, które nie było wymarzonym tworem.
Rozmowa z Minyardem przypominała Eliasowi spacer po polu minowym. Na bezpiecznej, szpitalnej przestrzeni, czuł się zdecydowanie pewniej niż teraz, kiedy dwuznaczności przybierały zupełnie inny obrót za sprawą świadomości dokąd tak naprawdę mogły doprowadzić. Parrish bywał trochę za bardzo; czując się komfortowo kłapał dziobem, nie czując tej istotnej potrzeby by czasami ugryźć się w język, bywał gadatliwy, ekspresyjny tak, że można było wyczytać z jego twarzy wszystko od złości po absolutne pożądanie i zdecydowanie miał zbyt długą przerwę w r a n d k o w a n i u, bo prosty small talk w tej chwili zamienił się w lawinę kompromitacji, wymalowanej czarująco na przystojnych rysach Eliasa.
Był dobry w łataniu ludzi, nie w zawieraniu z nimi bliższych znajomości.
Był dobry w byciu kogoś, w oddaniu i tej trochę negatywnej zaborczości wynikającej z darzonego uczucia, a nie w drodze do tego wszystkiego, gdzie czuł się jak idiota, błędnie interpretując trzymanie szpachelki i jej użycia, o mały włos nie wypowiadając na głos tego, że był NAPRAWDĘ W TYM DOBRY. W trzymaniu. Szpachelek. I pędzli. Nie mówiąc już o samym użytkowaniu.
Rozluźnił się i skinął głową, zaraz zgarniając kilka kosmyków włosów z twarzy, które niesfornie na nią opadły. Niesmak po kiepskim żarcie pozostał, jednak Andrew zdawał się być na dobrej drodze by puścić to w niepamięć – i całe szczęście, bo im więcej czasu mijało, tym Elias łapał się na tym, jak trudne do zinterpretowania mogły być jego słowa. Andrew kopał sobie grób dla swojego poczucia estetyki? Elias kopał go sobie dla swoich umiejętności interpersonalnych.
Elias nigdy nie był człowiekiem aż tak o t w a r t y m. Związki były dla niego świętością, tak jak bliskość. Był zazdrośnikiem, oznaczając swój teren najlepiej przez serię orgazmów, pocałunki i język miłości jakim były sprośne wiadomości, wspólne posiłki i domowy spokój. Mógł żartować, ale w ogólnym rozrachunku, jedynym równaniem, które akceptował było 1+1 ewentualnie 1+1 z opcją na wspólne kupienie szczeniaka albo złotej rybki. Nie chciał być tym drugim. Nie chciał rozbijać związków, ani tworzyć ze swojego grupy wzajemnej adoracji z kartami stałego klienta.
Może gdyby było inaczej, dalej tkwił by w związku i nie remontował tego domu z nadzieją, że chociaż na moment oderwie to jego myśli od bolesnego rozstania, za które obwiniał sam siebie, chociaż przecież to nie on był tym, który potrzebował "czegoś więcej".
Swoją drogą...
Elias utkwił spojrzenie w Andrew i uśmiechnął się delikatnie.
...przebywanie w towarzystwie Minyarda dość skutecznie pozwalało mu nie myśleć.
Dobrze wiedzieć, bo mam w zanadrzu jeszcze kilka naprawdę kiepskich żartów — mruknął, tłumiąc śmiech i pociągając łyk piwa z butelki. Zerknął na tablet, rozumiejąc z niego tyle co nic, ale kiwał głową na wszystkie zadane pytania, chcąc być jak najbardziej pomocnym. Salon? Tak. Biały? Owszem. Nie miał wygórowanych wymagań.
Zacisnął palce na próbnikach, w pierwszej chwili sądząc, że Andrew po prostu się pomylił. Dopiero po sekundzie zorientował się, że próbniki naprawdę się od siebie różniły, ale tak minimalnie, że Elias zmarszczył brwi, przypatrując im się z uwagą. Biel szpitalna. Biel biała. Biel szara, brudna, wpadająca w kremowy odcień. Przekładał je, nie widząc między nimi zbyt wielkiej różnicy.
Żartujesz? One są identyczne — westchnął, wreszcie wybierając dwa z których wytypował jeden (ani nie szpitalny, ani nie b r u d n y), odkładając go na blat stolika — dlaczego biały nie może być po prostu biały, przecież...— urwał, gdy tylko Minyard się nad nim pochylił, a nim zdążył zareagować, poczuł chłód szpatułki pod swoim podbródkiem. Posłusznie uniósł głowę, podnosząc jasne spojrzenie na oczy mężczyzny, w jednej sekundzie zapominając co właściwie chciał powiedzieć. Niski głos całkowicie wypełnił jego głowę, a serce uderzyło dwa razy zdradliwie w przypływie ekscytacji. Nie był pewien co wywołało to nagłe pobudzenie – pozycja, gest czy słowa, po których Elias uśmiechnął się kącikiem ust. I co ważniejsze, wcześniejsze skrępowanie jakby uleciało, pozostawiając Parrisha znowu z całym ogromem zaintrygowania stojącym przed nim Andrew.
Mruknął krótko w odpowiedzi, mrużąc tylko powieki i walcząc z krótkim niezadowoleniem gdy Minyard zwiększył dzielący ich dystans. Elias oblizał wargi; zdecydowanie podobało mu się to co powiedział.
Idąc za przykładem mężczyzny, również wstał, ponownie rozglądając się po pomieszczeniu. Było typowym kwadratem, bez uciążliwych podczas remontu wnęk czy dziwnych zakamarków.
Sufit też — przytaknął, bo i w górze wisiał nad nimi pomarańczowy koszmarek, przypominający zakurzoną pomarańczę — zostawię kominek, ale planuję wymienić resztę mebli gdy tylko ściany zostaną odmalowane. Sypialnia gościnna jest o połowę mniejsza, jeśli chcesz, mogę Ci ją od razu pokazać — zaproponował, tym razem bez szczególnych podtekstów; skoro Minyard był skory do pomocy i najwyraźniej się na tym znał, Elias zamierzał skorzystać z tego, zamiast dyskutować z firmami od wykończenia wnętrz, wykłócając się o każdy metr kwadratowy.
Mam Ci jakoś pomóc? Czuje się wyjątkowo bezużyteczny w tym momencie — zaśmiał się. Przechylił głowę, myśląc nad czymś przez moment, a potem skierował kroki w stronę kuchni.
W końcu p o m o c nie musiała polegać na dopingowaniu Minyarda podczas wymierzania ścian.
Zjesz coś? Może nie jestem mistrzem gotowania, ale potrafię przygotować przyzwoite spaghetti. Chociaż tyle mogę zrobić, skoro sprowadziłem Cię tu w piątkowy wieczór — zerknął na niego przez ramię — Co Ty na to? Kolacja i planowanie remontu? Chyba, że najpierw chcesz na własne oczy zobaczyć upadek urządzenia wnętrz na piętrze.

Andrew R. Minyard
Silly Goose
Nie mam w sobie strachu.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#29”