25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

Zsunęła się z łóżka i jeszcze raz spojrzała na wymęczoną tanatopraktorkę. Bardzo zazdrościła jej wypuszczenia z siebie tak wielu emocji. Cross w ogóle nie poczuła się lżej. Ręce wciąż ją świerzbiły, a myśli krążyły w szaleńczym tempie. Spojrzała na swoje dłonie i z zaskoczeniem odkryła, że to nie wyłącznie jej głowa, ale też konkretna reakcja organizmu. Obserwowała przez moment drżące dłonie, licząc, że od tego chłodnego spojrzenia się uspokoją. Nic z tego. Musiała coś ze sobą zrobić. Natychmiast.
Zgarnęła w łóżka szkicownik i cisnęła go na biurko. Musiała oddalić się od tej sytuacji – chociaż mentalnie. Musiała poczuć, że wydostała się z tego wymiaru, w którym zamykała ją Prescott, gdy tylko spojrzała jej w oczy. Zgarnęła z szafy jakieś krótkie spodenki i koszulkę. Niebycie nagą to dobry pierwszy krok. Zgarnęła włosy, wysuwając je spod materiału bluzki i rozejrzała się ostrożnie. No dobra, ale jaki jest krok drugi? Musi coś ze sobą zrobić, bo ją popierdoli – to na pewno.
Nawet nie patrzyła w stronę łóżka, gdy krzątała się po mieszkaniu. Pora przestać się oszukiwać. Doskonale wiedziała, że jest tylko jedna rzecz na tym świecie, która była w stanie ją ocalić... albo zrobić jej jeszcze większą krzywdę. Usiadła w końcu na parapecie przed sztalugą, na której postawiła puste płótno. W jednej dłoni trzymała rozpalonego skręta, a w drugiej ołówek. Wpatrywała się w białą powierzchnie jak zahipnotyzowana. Obracała w palcach ołówek, nie będąc w stanie wytrzymać w całkowitym bezruchu. Miała wrażenie, że zaraz wypali wzrokiem dziurę w płótnie na wylot. Im dłużej się w nie wpatrywała, tym mniej na nim było, o ile to w ogóle możliwe. Nie mogła się teraz zaciąć. No nie ma szans. Nie pozwoli sobie na to, musi wpaść na coś, co nie będzie żałosną karykaturą jej talentu i po prostu to namalować. Tylko czemu każdy pomysł wydawał jej się absolutnie bezwartościowy?

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie spodziewała się nawet tego, że uda jej się sprowokować River do czegoś aż tak intensywnego. W końcu spięte ciało się całkowicie rozluźniło, a tanatopraktorka padła na łóżko wymęczona. Miała wrażenie jakby była bez życia. Chociaż nie. Czuła boleśnie każdy fragment swojego ciała, z którego uchodziło całe napięcie. Przez moment znajdowała się w dziwnym stanie pomiędzy jawą a fantomową rozkoszą, która wciąż nie ulotniła się z jej mięśni oraz nerwów.
Starała się usilnie unormować urywany oddech i rozkołatane serce, ale to był proces wymagający czasu. Była kompletnie przebodźcowana. Jakby straciła całkowicie siłę i czucie w każdym fragmencie ciała. Ledwie rejestrowała to, co robiła w tym czasie River. Być może wychwyciła drżenie jej rąk, a może wyczuła dziwną atmosferę w mieszkaniu, gdy Cross kręciła się po nim jak burzowa chmura. Wciąż jednak musiała odzyskać przynajmniej część sił nim mogła chociażby pomyśleć o podniesieniu się z łóżka.
Dopiero w momencie, gdy artystka stanęła przed sztalugą z zapalonym skrętem, Prescott odważyła się powoli dźwignąć do siadu.
- River? - próbowała wypowiedzieć jej imię miękko, ale zachrypięty od wcześniejszych jęków głos nabrał nieoczekiwanej chropowatości na niektórych głoskach.
Powinna zwilżyć gardło. To jednak mogło zaczekać. Zamiast tego podniosła się z łóżka i zachwiała się na miękkich nogach. W końcu jednak odnalazła równowagę i znalazła się po drugiej stronie płótna, przy boku Cross.
- Co jest? - zapytała już i tak wyjątkowo łagodnie oraz taktownie jak na siebie.
Wyciągnęła dłoń, aby zacisnąć niepewnie palce na materiale koszulki dziewczyny w okolicach jej talii. To wszystko jej do niej nie pasowało. Była zbyt cicha. Za bardzo wszystko tłumiła w sobie i... Cholera. Ruelle nie miała pojęcia, co właściwie jej się stało, ale wiedziała, że to zdecydowanie była jej wina. Udało jej się odblokować jakiś zupełnie inny poziom emocjonalności River.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kłóciła się ze sztalugą i to w sposób najgorszy z możliwych. Całe wnętrze River wydzierało się na puste płótno, a ono uparcie milczało. Nie była w stanie sobie wyobrazić sytuacji bardziej nie do zniesienia. Nienawidziła być ignorowana, a już szczególnie pod kątem emocjonalnym. Sztuka raczej jej tego nie robiła. Odpowiadała na to, z czym Cross do niej przychodziła. Nie porzucała jej, nie odmawiała. Trwała przy Cross w większości sytuacji, trzymając się jej bardzo kurczowo, wręcz boleśnie. Tak cholernie rzadko się od niej odwracała, że każdy z tych momentów był jak ostry policzek.
Nie zwracała uwagi na łóżko, gdy krzątała się po mieszkaniu. Nie wychylała się, by je zobaczyć, gdy zostało zasłonięte przez płótno. Nie zauważyła momentu, w którym jej modelka się podniosła i nie dotarła do niej pierwsza próba kontaktu. Dopiero, kiedy dziewczyna znalazła się tuż obok i jej dotknęła, Cross ocknęła się z zamyślenia. Zamrugała niepewnie, odrywając się od płótna, by móc spojrzeć na stojącą obok dziewczynę. Wpatrywała się w nią przez kilka sekund, jakby musiała ogarnąć, z kim w ogóle ma do czynienia. Chyba faktycznie całkowicie się wyłączyła i założyła, że obecność Prescott w mieszkaniu wydarzyła się w jakimś poprzednim życiu.
— Nic wielkiego — odparła, wzruszając ramionami. Przypomniała sobie wreszcie na jakiej planecie się znajduje i który mamy rok. Uniosła brew, przyglądając się jej tym razem z zaskoczeniem. Pytanie, które zadała, było... dziwaczne. A przynajmniej w jej ustach. Nie pasowało do tego, co się z nią przed momentem działo. W ogóle do niej nie pasowało. To też miał być jakiś rodzaj manipulacji czy doszukiwała się teraz dziury w całym?
— Nie potrafię poradzić sobie z emocjami, które we mnie wywołałaś. Potrzebuję je z siebie wyrzucić, ale moje standardowe metody nie działają — wyjaśniła rzeczowym tonem, jakby opowiadała jej o ulubionym sposobie przygotowywania jajecznicy, a nie o swoim załamaniu nerwowym. Przeniosła wzrok z powrotem na puste płótno i uniosła dłoń, w której trzymała ołówek. Zatrzymała rysik tuż przed białą tkaniną. W normalnej sytuacji po prostu przytknęłaby go i zawierzyła własnemu ciału, które potrafiło ją w takich momentach prowadzić. Teraz jednak czuła, że to nic nie da. Była pewna, że po przytknięciu rysika nie wydarzy się absolutnie nic, a nie była gotowa na przyjęcie na barki emocji, które to w niej wywoła.
— Nie wiem, jak mam to narysować — dodała zachrypniętym głosem, bo takie słowa przechodziły jej przez gardło z wielkim trudem. To był całkowicie inny rodzaj blokady niż przy komiksie. Wiedziała, jak okiełznać tamtą, to po prostu wymagało czasu. Ale tę? To była nowość. Nie czuła tego dobrze znanego rodzaju ekscytacji, który towarzyszył jej zawsze, gdy zaczynała tworzyć. Coś wyjątkowo paskudnego siedziało jej na piersi i naciskało na mostek coraz mocniej.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Konflikt Cross ze sztalugą był dosyć mocno widoczny. Prescott nie umiała go przeoczyć. Podobnie jak tej nieznośnej ciszy, która wydawała się być głośniejsza i wyraźniejsza niż jakiekolwiek słowa. Obie milczały, brakowało nawet muzyki w tle, która mogłaby łagodzić to wszystko i stępić ostre krawędzie tej nieposkromionej emocjonalności. Absolutnie brakowało tu miejsca na typowe rozluźnienie po seksie.
Po części chyba wróciły nawet do punktu wyjścia. River porzuciła ją na łóżku, gdy tylko doszła na jej palcach. Nie zajęła się nią tak jak ostatnimi czasy zwykła robić. Zabrakło pochwały, czułego gestu czy nawet zwykłego odwiązania szarf z jej nadgarstków, co Ruelle musiała zrobić samodzielnie, drżącymi palcami, które powoli wsuwały się pod pasy materiału, aby rozluźnić zaplecione więzy. Z pewnością było coś nie tak.
Mruknęła coś krótko bez większego przekonania. Nie wierzyła jej. Może i powoli wyrywała się ze swojego marazmu, ale dalej nie przypominała człowieka zaszczepionego w rzeczywistości, którego mogłoby trapić nic wielkiego. Normalnie Prescott pewnie by odpuściła, ale tym razem... Z jakiegoś powodu trwała przy jej boku i nie zamierzała dać się spławić tak łatwo. Nie póki artystka nie pokaże jej drzwi, a pewnie nawet wtedy przemyślałaby wszystko dwa razy.
- To poradź sobie ze mną... - odpowiedziała, ale czuła, że właśnie to River starała się robić w swoich niespokojnych i brutalnych ruchach. Uniosła jeszcze wolną dłoń do jej szyi i ułożyła ją na niej, muskając palcami materiał obroży. - Załóż mi ją.
River wyglądała w niej świetnie, ale i tak spędziła w niej już zbyt wiele czasu. Zresztą, Rue stęskniła się już za nią i za tym uciskiem, którego zwykły choker nie był w stanie odwzorować. Poza tym liczyła na to, że rysowniczka uzyska pewną iluzję panowania nad swoimi emocjami jeśli tylko ujarzmi tanatopraktorkę w podobny sposób.
Pozwoliła jej podjąć decyzję. Obserwowała to jak dziewczyna walczy jeszcze z tym, co chciała nanieść na płótno we wstępnym koncepcie obrazu i sięgnęła po dłoń trzymającą skręta. Zamiast jednak go wyciągnąć z ręki rysowniczki to ujęła ją delikatnie i uniosła do swoich ust. Musnęła jeszcze niby to przypadkowo wargami jej palce nim zacisnęła je wokół filtra, aby zaciągnąć się dobrze jej znanym ziołowym dymem.
Przesunęła się w końcu. Stanęła za River i objęła ją ramionami w pasie. Wtuliła twarz w materiał jej koszulki pomiędzy jej łopatkami i zwyczajnie przylgnęła do ciała rysowniczki.
- Co narysować? - zapytała, zaciskając się jeszcze mocniej wokół jej talii. - Mów mi to, River...
Miała być muzą i inspiracją. Nie miała blokować jej umiejętności przelewania wszystkiego na płótno czy papier. Musiała zatem spróbować ją odblokować i zmusić do tego, aby wyjawiła jej z czym dokładnie ma problem.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ucieczka z łóżka była gwałtowna i desperacka. Liczyła, że takie brutalne odcięcie się od sytuacji jej pomoże i natychmiast wprowadzi jej myśli na właściwy tor. Zakładała, że jeżeli zostanie przy swojej modelce, pogłębi tylko własny problem. Niestety metoda odsunięcia się nie zadziałała tak, jak powinna. Kilka miesięcy temu była niezawodna, a teraz zdawała się nie mieć żadnego znaczenia. Cholera, a może jednak miała bardzo duże? Może i tak była w dużo lepszej sytuacji niż gdyby przy niej została? Tego się już nie dowie.
Nie przejęła się tym pełnym niedowierzania pomrukiem. Domyślała się, że może nie brzmieć wiarygodnie, ale właściwie jakie to miało znaczenie? Rozkładanie jej emocji na czynniki pierwsze w jakikolwiek inny sposób niż oglądanie gotowych dzieł nie leżało do tej pory w gestii Prescott. Artystka zakładała, że takie lakoniczne wyjaśnienia jej wystarczą. Wyglądało na to, że znowu się pomyliła. Przez pół sekundy wyglądała tak, jakby znowu niespecjalnie rozumiała, co się wokół niej wyprawia i o czym Ruelle do niej mówi. A przecież nie mówiła po hiszpańsku. Jej mózg potrzebował chwili, żeby trybiki zaskoczyły. Zapomniała o obroży, którą wciąż miała na sobie. Przyzwyczaiła się do jej ucisku na tyle, że stał się integralną częścią jej samej.
— To nie jest kwestia wyłącznie seksu. Nie mam przecież problemów z przejmowaniem nad tobą kontroli — odparła. Sięgnęła do zapięcia obroży, wciąż nie wypuszczając ołówka z rąk, przez co próba poradzenia sobie z zamkiem nie poszła jej zbyt zgrabnie. Zapięcie na szczęście szybko odpuściło, dzięki czemu rysowniczka mogła zsunąć z siebie skórzany pasek. Odruchowo wzięła głębszy wdech, licząc, że dotlenienie mózgu ją zbawi. Nic z tego. Różnica była zbyt słabo wyczuwalna. Nie przyniosła zbyt wielkiej ulgi. Była mniej wyczuwalna niż przebranie się w dresy po wyjątkowo długim w dniu w skrajnie opinającym i niewygodnym stroju. Ważyła przez moment akcesorium w dłoni, zastanawiając się, czy powinna założyć je na szyję swojej modelki. Ale czy to nie wiązałoby się automatycznie z faktem, że musiałyby wrócić do łóżka? A przecież miała teraz malować, a nie się z nią pieprzyć. Zawiesiła ją na górnym brzegu płótna, pozwalając zwisać swobodnie z obu stron. Może to ją zainspiruje? W końcu w większości jej prac na temat Ruelle namiętność miała kluczowe znaczenie.
Pozwoliła jej zaciągnąć się przygasającym skrętem. Chciała go nawet przekazać tanatopraktorce, ale chyba nie o to jej chodziło. Sama również wzięła kolejnego bucha, korzystając z faktu, że Prescott przypomniała jej, po co w ogóle po niego sięgnęła. Miała w ten sposób przecież pobudzić swoją kreatywność. To działało prawie zawsze.
Wstrzymała oddech, gdy dziewczyna objęła ją w pasie. Nie była pewna, co się teraz wyprawia i jaką metodę na uwiedzenie jej wybrała Ruelle. Jej dłonie nie wsunęły się jednak pod materiał koszulki, dłonie nie zacisnęły się na piersiach, a wargi nawet nie tknęły skóry. W tym geście nie było niczego dwuznacznego. Zadała wręcz brutalnie proste pytanie, na które artystka nie potrafiła prosto odpowiedzieć. Mięśnie, które spięła odruchowo, gdy dziewczyna znalazła się za nią, rozluźniły się dopiero po chwili. Milczała jeszcze przez moment, starając się znaleźć odpowiednie słowa. Nie była przecież poetką, tylko artystką wizualną. Wyrażała swoje myśli w sposób graficzny. Trudno było jej się przestawić, ale chyba nie miała teraz wyboru.
— Nie wiem, jak mam narysować to, co do ciebie czuję. Nie chcę okłamywać swojej sztuki. Nigdy tego nie robiłam i nigdy tego nie zrobię. Czuję się ograniczona przez własne umiejętności. Nie mogę skorzystać z doświadczenia, bo tam... — Machnęła ręką, w której trzymała blanta, wskazując na szafę wypełnioną po brzegi szkicownikami. — ...niczego takiego nie ma. Potrzebuję... — zawiesiła głos i zaczęła zastanawiać się nad sposobem dokończenia tego zdania. Przez moment mówiła całkiem płynnie, ale natrafiła na ścianę dość szybko.
— Chciałam powiedzieć, że nowej metody, ale to nieprawda. Nie jestem pewna, czego potrzebuję. Wydawało mi się, że wiem, co mam robić, ale to było jakieś dziwne złudzenie. Dodatkowo zbiłaś mnie z tropu, kpiąc z moich emocji. Zakładałam, że mamy ten etap już za sobą. — Mówiła cały czas bardzo spokojnie i chłodno. Nie miotała się, jak miała w zwyczaju. Wszystko w jej wnętrzu było roztrzęsione na tyle mocno, że na zewnątrz zachodził jakiś dziwaczny paradoks, który trzymał ją w niewygodnych ryzach. Zaciągnęła się raz jeszcze. Wypuściła z płuc chmarę dymu, która na moment zasłoniła płótno. Płuca paliły ją z bólu, chyba trochę przesadziła. Uniosła rękę w stronę swojej rozmówczyni, chcąc po prostu przekazać jej skręta, bo w tym tempie nie będzie inaczej miała okazji go tknąć.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To była ucieczka czy może raczej porzucenie muzy? Zapewne można byłoby na to spojrzeć w różny sposób. Od dawna Ruelle nie była traktowana w ten sposób, ale z drugiej strony ona też od dawna nie wjeżdżała na ego i uczucia Cross w aż tak bezczelny sposób. Zapewne można byłoby się pokusić o stwierdzenie, że zasłużyła na taki los. Nie byłoby ono wcale niezgodne z prawdą.
Nie starała się brzmieć przekonująco. W końcu czemu miałaby się wysilać skoro sama River zaszczyciła ją jedynie krótką wymówką, którą można byłoby podsumować słowami don't worry, kitten? Tylko, że ona nie miała ochoty na to, aby odpowiedzieć okay, yay i udawać, że wszystko jest w porządku. To nie była jej natura. Mogła to też zostawić. Pewnie wcześniej by tak zrobiła, bo przecież rysowniczka nie miała dla niej żadnego znaczenia, a właściwie to nawet jej nie cierpiała, ale teraz? Teraz czuła do niej jakąś dziwną i niewytłumaczalną sympatię.
- Na pewno? - zapytała unosząc brew jakby wątpiła w to czy na pewno Cross potrafiła nad nią zapanować. - Wiem, że nie chodzi wyłącznie o seks. Nigdy nie chodziło.
Bo nawet jeśli nie chodziło o uczucia to chodziło o artyzm, chaos i wszystko, co mogło nimi wstrząsnąć i wywołać większe spustoszenie niż sam seks. Niszczyły się wzajemnie, a przy okazji tworzyły zapierającą dech w piersiach sztukę. To właśnie było esencją ich... relacji.
Czekała na jej decyzję. Jej szyja była gotowa na to, aby przyjąć obrożę, gdy tylko River się z nią upora. Nie chodziło o to, aby zaciągnąć ją z powrotem do łóżka. Na razie miała dosyć. Nie czuła też przemożnej potrzeby, aby się odwdzięczyć rysowniczce za minione orgazmy skoro wyraźnie nie miała nastroju na coś podobnego.
Odwiesiła obrożę na skraj płótna.
Nie miała jej tego za złe. Pogodziła się z tym, a zamiast tego zwyczajnie wypełniła płuca dymem nim wtuliła się w jej plecy. Mogła w końcu być obok i nie zmuszać River do tego, aby na nią patrzyła. Niech zamiast tego skupi się na płótnie przed sobą skoro tego chciała.
Zamiast blantem zaciągała się teraz jej zapachem. Był już jej wyjątkowo dobrze znajomy. Zdążyła zapoznać się z wonią jej płynu do prania czy orzeźwiającego szamponu. Znała też te perfumy, którymi lubiła się skraplać przed wyjściem z mieszkania. Nie przypuszczała nawet, że coś takiego może być dla niej kojące.
Na razie nawet nie próbowała jej dotknąć w mniej stosowny sposób. Opierała głowę o jej plecy, ramiona splecione pozostawały na brzuchu rysowniczki, nie wsuwała się pod materiał, nie przesuwała dłoni w zbyt sugestywny sposób po jej ciele... Po prostu była. Co zapewne było zaskakujące.
Nie próbowała jej w żaden sposób pospieszać. Miała czas na to, aby ułożyć sobie słowa w głowie oraz wyrazić je w odpowiedni sposób. Wiedziała, że nie było to proste dla żadnej z nich, bo nie przywykły do wyrażania swoich emocji w podobny sposób, a właśnie o to przecież tutaj chodziło. O obnażenie myśli w najbardziej banalny i jednocześnie najbardziej skomplikowany sposób. W końcu powiedzieć było najtrudniej.
- A co do mnie czujesz? - zapytała, czując jak wszystko ściska ją w środku, bo nie powinna zadawać tego pytania.
Bała się tej odpowiedzi. Nie chciała jej wyrywać na siłę z River, ale może nazwanie tych emocji pozwoli artystce nadać im odpowiednią formę. Dzięki temu miałaby konkretny kształt do umieszczenia na płótnie. Słowa, dźwięk, kolory... Wszystko to mogło za chwilę wypełnić przestrzeń i poruszyć tę artystyczną blokadę.
- Poniosło mnie - wyznała, bo wcześniejsza prowokacja właśnie z tego wynikała. - Chciałam cię wkurzyć i... Sama nie wiem. Może pokazać, że nie zmieniłam się w grzeczną dziewczynkę, która ci przytakuje na wszystko.
Mówiła jej już dostatecznie często, że nie rozumie samej siebie, gdy tylko znajdowały się razem. To jedno nie ulegało zmianie, a może nawet się pogłębiało. Trudno było jej to stwierdzić. Wiedziała jednak, że zmieniło się w ich znajomości dostatecznie wiele.
Sięgnęła po niemal całkowicie wypalonego blanta. Zaciągnęła się nim, parząc sobie niemal palce o żar, który znalazł się niebezpiecznie blisko jej skóry, a następnie zgasiła niedopałek w pobliskiej popielniczce.
- Forma jest dobra. Jesteś zwyczajnie rozkojarzona - dodała jeszcze, całując przez materiał koszulki jej plecy między łopatkami nim ponownie się w nią wtuliła.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Skinęła głową, nie mogąc się z tym nie zgodzić. Wiedziała, że między nimi nie chodziło wyłącznie o seks. Ich uczucia nigdy nie były ze sobą tożsame, ale przecież Prescott też tak na to nie patrzyła. Pozwalała jej wmawiać sobie całą masę bzdur, ale na pewno nie coś takiego. Widziała przecież, że wywołuje w niej dużo więcej emocji niż pożądanie. Fakt, że jeszcze do niedawna te emocje były głównie negatywne, nie miał nic do rzeczy. Doceniała, że dziewczyna nie traktuje jej jednowymiarowo.
— Wątpisz, że jestem w stanie zapanować nad tobą pod względem fizycznym? — zapytała z niedowierzaniem. Przed paroma chwilami przyciskała ją przecież do materaca, zabawiając się z jej ciałem w sposoby, wobec których dziewczyna się nie sprzeciwiała.
— Po co mam ci ją zakładać, skoro nie zgadasz się ze mną na jej wizję? Wiesz dobrze, że gadżety dla gadżetów nie robią na mnie wrażenia — dopowiedziała, spoglądając na wiszącą na płótnie obrożę. Fakt, że założyła ją dzisiaj na siebie miało być nie tylko nową formą kuszenia, ale i swoistym manifestem. Cross zdecydowanie zbyt często robiła rzeczy niosące za sobą więcej niż jedno znaczenie. Zabawy tego typu z kimś tak skrajnie niedomyślnym jak Prescott były wyjątkowo kretyńskie, ale nie umiała się odzwyczaić. A czy tłumaczenie jej tego, co miała na myśli, zapinając obrożę na własnej szyi, miało większy sens? Zazwyczaj przecież słyszała tylko to, co chciała usłyszeć.
Obecność Ruelle była dla niej kojąca. To nie było zaskoczeniem. Nie zachowywały się tak przecież po raz pierwszy. Potrafiła odnaleźć przy niej spokój szybciej niż tanatopraktorce w ogóle przyszło do głowy, że to było możliwe. Zaskakujący był fakt, że teraz się na to zdecydowała. Oferowała jej swoją uwagę i ostrożną czułość tylko po to, by po chwili trzasnąć ją w pysk, a potem jeszcze raz pogłaskać. To nie było sprawiedliwe. Nie powinna uznawać, że te kwestie się zerowały. Nie chciała dopuszczać do siebie myśli, że mogłaby po prostu udawać, że nic się nie stało. Mocny uścisk rozluźniał jej mięśnie i myśli, a przecież wciąż powinna być na nią zła. Po raz enty Prescott z premedytacją zabawiła się jej uczuciami. Uderzyła tam, gdzie wiedziała, że zaboli, a teraz znowu próbowała koić uczucia swojej artystki. River nie przypominała sobie, by dostała jakieś wytyczne. Bycie wredną pizdą to minus dziesięć punktów, ale zdejmowanie masek i obdarowanie jej czułością to plus dziesięć, więc w sumie były na zero? Chuj ją wie.
Ruelle też ewidentnie nie znała konkretnych liczb, skoro zdecydowała się zadać takie, a nie inne pytanie. Cross znowu się spięła. Tego również się nie spodziewała. Jej muza nie wymagała zazwyczaj takich wyznań, a już na pewno nie kiedy rozmawiały w cztery oczy i nie miała większych szans na ucieczkę od nich. Nie odpowiedziała jej od razu. Przez moment biła się z myślami, nie mogąc się zdecydować, czy to dobry moment na bycie szczerą.
— Czemu mnie o to pytasz? Mówiłaś, że nie chcesz we mnie takich emocji. Nie chcę ci dawać pretekstu do osuwania się ode mnie — odezwała się w końcu. W normalnej sytuacji nie miałaby większych problemów z przyznaniem się do własnych myśli, ale ich relacja nie miała wiele wspólnego z normalnością. Żadna z nich nie była standardowa, a świadome podkładanie sobie kłód pod nogi przekraczało skalę głupoty River.
— Jesteś ostatnią osobą, o której mogłabym tak pomyśleć. W którymkolwiek momencie dałam ci do zrozumienia, że uważam inaczej? — Przekrzywiła nieznacznie głowę, próbując skojarzyć taką sytuację. — Potrafisz mnie wkurzyć na milion sposób. To zresztą w ogóle nie jest skomplikowane biorąc pod uwagę zasoby mojej cierpliwości. Nadal nie rozumiem, czemu wybrałaś akurat... to — dokończyła, a w jej głosie tym razem pojawił się smutek. Odchrząknęła nerwowo, bardzo niezadowolona, że sobie na niego pozwoliła. Nie chciała się nad sobą użalać, a już na pewno nie przy niej. Wzięła głęboki wdech i zaryzykowała. Przytknęła rysik do płótna i poprowadziła kilka pierwszych, słabo widocznych linii.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Od początku było między nimi naprawdę sporo głośnych i wyraźnych emocji. Nie dało się ich zignorować w żaden sposób ani zagłuszyć. W sumie to chyba nawet nie próbowały. Zwyczajnie brnęły w to wszystko, starając się emocjonalny chaos zamienić w fizyczną przyjemność. Dopiero potem odkryły, że jednak lubiły swoją obecność także poza sztuką i seksem. Zwyczajnie... nie były tak okropne jak mogły o sobie myśleć.
- W to nie wątpię. Masz sporą przewagę jeśli chodzi o siłę - odpowiedziała, a fakt, że jednak nie podnosiła sprzeciwu, gdy tylko rysowniczka starała się nią sterować w łóżku wydawał się nie mieć tu żadnego znaczenia.
Przez moment przysłuchiwała się jej argumentacji. Naprawdę nie chciała wcześniej dawać River powodów do tego, aby myślała o niej jak o swojej. Sądziła, że to jedynie namiesza jej w głowie i... Było w tym coś, co sprawiało, że się przed tym wzbraniała. Tylko, że zdołała już wystarczająco mocno najebać jej w głowie, a teraz chyba jedynie pogarszała sytuację każdym kolejnym swoim słowem i gestem.
- To nie jest zwykły gadżet - powiedziała, bo sama mogła się z tym zgodzić i nawet jeśli dla niej nie miał on aż tak mocnej siły wyrazu jak dla River to wciąż doskonale zdawała sobie sprawę z jego symboliki oraz znaczenia. - Załóż mi ją. Proszę.
Nie czytała jej w myślach. Nie wiedziała, co właściwie Cross miała w głowie, gdy pojawiła się przed nią w swoim własnym dziele. Z pewnością jednak chciała w niej coś wywołać. Sprowokować kolejne emocje oraz myśli. Ruelle nie miała tylko pojęcia czym dokładnie miały być.
Czuła teraz, że wystawia się w najgorszy możliwy sposób. Nigdy jej o nic nie prosiła. Chyba, że naprawdę była dręczona i doprowadzana w łóżku do ostateczności zamiast orgazmu. Poza nim? Nigdy. Odsłania się i dawała River coś, czego nigdy nie zamierzała jej dawać w całym swoim ogromie. Dawała jej siebie. W szerszym niż dotychczas wymiarze. Z jakiegoś powodu wydało jej się to odpowiednie.
Nie był to pierwszy raz, gdy oferowały sobie coś bardziej intymnego niż seks. Już wcześniej bywały drobne momenty, w których obecność tej drugiej generowała głównie komfort i przyjemność, która była zwyczajnie miła, a nie doprowadzała je do nowych wymiarów szaleństwa. Było w tym wszystkim jednak coś, co zdecydowanie wykraczało poza ramy tego, co dotychczas mieściło się w ramach ich wyjątkowo pokręconej relacji. A przecież wszystko było jak dotychczas, prawda? Ruelle działała instynktownie. Robiła na co miała ochotę. Dlaczego więc robiła coś tak... Wrażliwego?
- Żebyś zobaczyła czy nazwanie tego pomoże ci w próbach naniesienia konkretnych rzeczy na płótno - odparła prosto, ale zaraz potem uczepiła się słów, którymi River przywoływała takie emocje.
Zacisnęła mocno powieki. Cieszyła się teraz z tego, że stała za plecami rysowniczki przez co nie mogły na siebie patrzeć. Tak chyba było prościej. Zwłaszcza, że żołądek zaciskał jej się z nerwów w ciasny supeł, gdy zaczynała sobie pewne rzeczy uświadamiać coraz dobitniej.
- Mówiłam, że nie chcę żebyś się we mnie zakochała... - zaczęła, przypominając sobie własne słowa, które sprawiały teraz, że gardło próbowało boleśnie zdusić w niej kolejne słowa, ale te jednak wydostały się na zewnątrz pomimo fizycznego oporu. - Zrobiłaś to?
Zapytała, ale nie była pewna czy chce to wiedzieć. Może faktycznie sprawiłyby one, że odsunie się od dziewczyny. Unikała uczuć. Nie umiała pokochać nikogo w taki sposób jakiego mógł oczekiwać. River jednak mówiła, że nie ma względem niej żadnych oczekiwań... Że nie przeszkadza jej to, że tanatopraktorka nie odwzajemniałaby jej uczuć w dokładnie taki sam sposób, ale czy na pewno to była prawda? Czy może tak sobie wmawiała i pozwalałaby jedynie na to, aby Prescott dalej ją deptała emocjonalnie i raniła na wymyślne sposoby?
Niewiedza wydawała się lepsza. Nie była definitywna, ale dalej... Nie umiała powstrzymać chęci znalezienia odpowiedzi na to pytanie. Pytanie, które mogło wszystko zniszczyć, bo Ruelle nie umiała się odnaleźć w czymś podobnym. Nie wiedziała jak powinna postępować, a unikanie było o wiele prostsze niż radzenie sobie ze wszystkim.
- Wtedy, gdy... Gdy uznałaś, że rozczarowuje cię, że nie staram się już zaprzeczać... - odpowiedziała i nawet nie była pewna czy faktycznie tak myślała czy teraz dochodziła do podobnych wniosków, gdy starała się przeanalizować swoje własne zachowanie oraz miotające nią wtedy uczucia.
Zacisnęła mocniej ramiona wokół jej talii. Kurwa. Nie chciała jej skrzywdzić. Nie chciała robić czegoś takiego. Po prostu chciała ją sprowokować. Wjechała na te emocje dużo mocniej niż zamierzała, a teraz zbierały tego konsekwencje.
- Bo było skuteczne... Uderzyło w czuły punkt - tutaj nie mogła zaprzeczyć.
Myślała wtedy jedynie o tym, aby się odgryźć. No i proszę: zrobiła to. W wyjątkowo perfidny sposób, ale zrobiła.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W końcu przyjdzie dzień, w którym dotrze do niej, że nie powinna zostawiać jej myśli puszczonych całkowicie swobodnie i liczyć, że Ruelle je odgadnie. To po prostu nie było do zrobienia i miała mnóstwo czasu, żeby się do tego przyzwyczaić. Tak było trochę prościej. Kiedy mówiła wprost, a ona i tak ją odrzucała, nie mogła się niczym usprawiedliwić. Nie była w stanie zrzucić wtedy winy na tanatopraktorkę. Musiała godzić się z potencjalną porażką. Zrzucanie winy na karb jej niedomyślności było prostsze, a przy tym bardzo nieuczciwe.
W Prescott jednak coś dzisiaj pękało. Zachowywała się inaczej, mimo że nadal zdawała się kompletnie nie nadążać za sposobem myślenia swojej artystki. Po raz kolejny wzięła ją z zaskoczenia. Prośba była ostatnim, czego mogłaby się po niej spodziewać, a już szczególnie taka. Serce jej mówiło, że powinna natychmiast się dostosować i zrobić wszystko, na co tylko jej muza ma ochotę. Rozum buntował się cicho, wietrząc w tym podstęp albo po prostu preludium do wyjątkowo bolesnego końca. Oczywiście, że go nie posłuchała. Sięgnęła po obrożę i obróciła się w stronę swojej modelki. Spojrzała na nią, jakby chciała upewnić się, że Prescott nagle nie zmieni zdania albo po prostu nie wyparuje. Nie zdziwiłaby się, gdyby ten cały dzień okazał się jakimś pokręconym snem. Na ten moment wciąż w nim jednak trwała.
Oplotła szyję dziewczyny skórzanym materiałem i zapięła go na karku, wciąż uważnie obserwując twarz tanatopraktorki. Jej palce przesunęły się powoli po obroży od zapięcia aż do łańcuszków z przodu. Wsunęła palec w metalowe kółko i pociągnęła delikatnie. Nie chodziło o to, by brutalnie odbierać jej dostępu do tlenu. Artystka z zafascynowaniem obserwowała jak łańcuszki się skracają, a materiał ciaśniej przylega do jej skóry. Na Ruelle obroża wyglądała dużo lepiej. Była przecież uszyta z myślą o niej. Obserwując ją teraz z bliska Cross była w stanie dostrzec niedociągnięcia we własnym rzemiośle, których na pewno mogłaby uniknąć, gdyby poświęciła akcesorium więcej czasu. Tamtej nocy za bardzo spieszyła się, by przywłaszczyć dziewczynę dla siebie. Nie chciała poprawiać tego konkretnego egzemplarza. Mogła przecież uszyć jeszcze jeden, tym razem bezbłędnie. Podobała jej się niedoskonałość tej wersji. Pasowała zarówno do nich, jak i do tamtego wieczoru, a już szczególnie do tego, jak koślawe było ich posiadanie siebie nawzajem. Tym razem to ona nie była w stanie zgadnąć, co to konkretnie znaczy dla jej modelki, ale zarówno serce, jak i rozum podpowiadały jej, że lepiej było nie pytać. Chyba powinna po prostu ich posłuchać.
Obróciła się z powrotem w stronę płótna, licząc, że zacznie jej wreszcie przynosić ukojenie. Mruknęła cicho w zamyśleniu, gdy Prescott zasugerowała, jak pomocne może okazać się nazwanie tych emocji. Tyle że problem w ogóle nie opierał się na tym. Nie musiała nazywać ich na głos. Wiedziała, do czego się sprowadzają i właśnie to robiło dodatkowy mętlik w jej myślach. Z jakiegoś dziwacznego powodu Ruelle nie miała zamiaru odpuszczać. Ciągnęła uparcie ten temat, domagając się konkretów. Zignorowała obawę artystki i po prostu zażądała więcej. Koniecznie musi nauczyć się jej odmawiać. Dla własnego dobra. Czuła, że tym razem będzie znęcać się wyłącznie nad samą sobą. Nie chciała żałować tej rozmowy i pozwalać się po niej krzywdzić, a nie miała pojęcia, czy jej modelka będzie w stanie powstrzymać się przed zadawaniem kolejnych ciosów.
— Oczywiście, że tak — odpowiedziała miękko. — Przecież to wiesz — dodała łagodnie. To w ogóle nie miał być wyrzut. Zakładała, że istnieją jakieś granice niedomyślności. Nie czuła, by zdjęła z barków jakikolwiek ciężar. Nie wstydziła się własnych uczuć, nie widziała w nich niczego złego i nadal cieszyła się, że je ma. Obawiała się jednak, że dla Prescott to może być zdecydowanie za dużo.
Rozkładanie dalej na czynniki pierwsze minionej sprzeczki było bez sensu. Znów kompletnie się nie zrozumiały. Obie niewłaściwie odczytały swoje intencje, co eskalowało bardzo szybko i doprowadziło do bolesnej konkluzji. Mogłaby się z nią kłócić i tłumaczyć, czemu oczekiwała wtedy zaprzeczenia, ale po co? Wynik rozmowy był taki, a nie inny. Prescott zadała cios, który trafił w Cross wyjątkowo skutecznie. Nie pierwszy i pewnie nie ostatni raz. Milczała, dorysowując ostatnie pomocnicze linie na płótnie. Wystarczyło jej proste oznaczenie proporcji, z resztą sobie poradzi. Z delikatnego zarysu wyłaniała się kobieca sylwetka i kilka fragmentów tła. Na tym etapie nie sposób było jednak ocenić, co River chciała przelać na płótno.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Z jednej strony mogło je łączyć naprawdę wiele. Tylko, że ich umysły działały zupełnie inaczej. Miały inną emocjonalność, inaczej patrzyły na świat i pojmowały niektóre kwestie. Na ogół nie miały z tym większych problemów, ale bywały sytuacje, gdy zdawało się to być niczym przeszkoda nie do przeskoczenia. Zwłaszcza, że chodziło o emocje. Te jedynie mieszały wszystko niepotrzebnie i komplikowały ich relację, która mogła się zamykać jedynie w strefie seksu oraz artystycznego chaosu. Po co było im coś więcej? Po co sympatia, która wchodzi na bardziej skomplikowany poziom?
Nie miała pojęcia, co się z nią działo. Dlaczego uparła się na to, aby jednak przepytać River i wyciągnąć z niej odpowiedzi. Mogła to zignorować. Mogła po prostu wyjść po wszystkim, uznając, że ich randka jest zakończona. Jeśli naprawdę nie chciała jej kończyć, a milczenie stawało się nie do zniesienia to istniało tyle różnych rzeczy, o które mogłaby zapytać. Tylko, że tego nie zrobiła. Zamiast tego zwyczajnie brnęła w cały ten mętlik emocji. Dlaczego właściwie im to robiła?
Czekała na jej decyzję. Wiedziała, że obecnie wykonywała jakieś dziwne ruchy i zapewne jedynie siała jeszcze większe spustoszenie w głowie Cross, ale dla niej ta obroża również była istotna. Była czymś, co otrzymała od River. Czymś, co znaczyło, że była dla niej wyjątkowa. Inaczej artystka nie uszyłaby jej samodzielnie. Inaczej modelka nie czułaby się w niej jakby faktycznie łączyło ją z rysowniczką coś więcej. Mając ją na szyi nie miała żadnych obiekcji w tej kwestii. Niezależnie od tego, co mówiła i jak butnie się zachowywała.
Serce zabiło jej mocniej, gdy tylko poczuła jak River sięga do jej szyi, którą zaraz zaczął otaczać materiał obroży. Wstrzymała na chwilę oddech dopóki Cross nie zabezpieczyła zapięcia, a następnie westchnęła z pewną ulgą wywołaną znajomym uczuciem ucisku. Brakowało jej tego. Wpatrywała się w nią jak zaczarowana, gdy tylko dziewczyna postanowiła ją przyciągnąć odrobinę bliżej. Wpatrywała się nieustannie w jej oczy jakby mogła w nich wyczytać odpowiedź na wszystkie kołaczące się w jej głowie pytania. Pod jej spojrzeniem odnajdywała spokój. Nawet jeśli nie mogła w pełni pojąć dlaczego. Najwyraźniej odpowiedzi były zapisane w obcym języku, który jedynie przypominał w swych formach, te którymi sama się posługiwała.
Czuła po części jakby wszystko powoli wracało na swoje miejsce. Nie chciała poświęcać temu wszystkiemu zbyt wielu myśli. Chciała się ich zwyczajnie pozbyć i skupić się na czerpaniu przyjemności płynącej z tego momentu bliskości. Tylko, że dalej coś jej nie dawało spokoju. Coś ją dręczyło i nie mogła się pozbyć tego uczucia.
Oczywiście, że tak. Przecież to wiesz.
Nie wiedziała. Domyślała się. Były takie momenty, gdy przypuszczała, że River się w niej zakochała, ale zaraz odrzucała tę myśl. Jak mogłaby to zrobić, gdy traktowały się tak okropnie? Czy kłóciłaby się z nią tak, gdyby była w niej faktycznie zakochana? Nawet nie przyszło jej do głowy, że właśnie dlatego się kłóciły.
Teraz jednak uzyskała jasną odpowiedź, która była jak cios obuchem w głowę. Miała konkretne słowa, które odbijały się w jej głowie. Potrzebowała chwili na to, aby je w pełni przyswoić i pozwolić, aby w niej osiadły.

River. Ją. Kochała.

Ta myśl zaatakowała ją nagle. Poczuła jak coś silnie ściska ją w klatce piersiowej. Jakby cała znalazła się w zaciskającym coraz mocniej imadle. Miała wrażenie, że się dusi. W jednej chwili obroża wydawała się ją uciskać zbyt silnie, chociaż chwilę wcześniej była idealnie dopasowana.
Uświadomiła sobie nagle, że ogarnia ją panika. Dłonie zaczęły drżeć, gdy zaciskała bezsilnie palce na materiale jej koszulki tak mocno, że aż pobielały jej knykcie. Bała się. Nie miała pojęcia, co to wszystko dla nich oznacza.
Trwała jedynie w ciszy, starając się uspokoić i wyciszyć, ale wyznanie River wciąż odbijało się w jej umyśle. Starała się brać głębokie i miarowe oddechy, aby ułożyć to sobie jakoś w głowie. Nie było to jednak łatwe.
Gdyby tylko wiedziała wcześniej. Naprawdę wiedziała... To wtedy... Co? Nie miała pojęcia. Lubiła ją. Uwielbiała... Czuła do niej sympatię, a czasem miała ochotę ją zniszczyć i rozszarpać na strzępy. Jak to o niej świadczyło?
Cross powoli kreśliła pierwsze kształty na płótnie, a Ruelle? Ona po prostu tkwiła w tym samym miejscu. Bez słowa. Bez jakiejkolwiek innej reakcji niż nerwowego uczepienia się jej koszulki i nieudanych prób unormowania oddechu.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#16”