ODPOWIEDZ
35 y/o
For good luck!
189 cm
strażak Toronto Fire Station 132
Awatar użytkownika
Success is not the ultimate goal, and failure is not the end of the world. What matters most is the courage to keep going.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ten czas, kiedy zbliżały się jego urodziny powodował, że Phatsa czuł się o wiele bardziej samotny i smutny, bo to ten moment, kiedy zbliżała się rocznica śmierci jego rodziców. Nadal gdzieś mocno to odczuwa, ale nie można się temu dziwić, w końcu jego rodziciele zginęli w dzień jego urodzin. Jechali do niego, aby świętować z synem, jednak nie dojechali. Od tamtego czasu strażak nie obchodzi urodzin. Pewnie jego rodzice byliby na niego źli za to, jednak jak mógłby świętować? Cieszyć się? Nie mógł tego zrobić, a poza tym nie miał za bardzo z kim. Od czasu śmierci rodziców jego rodzina nie była już taka sama, każdy czuł, że coś umarło. Jakaś więź czy coś, czego nie da się wytłumaczyć. To od zawsze jest jego największym koszmarem – samotność, ale nic na to nie poradzi. Wie, że to nie jego wina, choć w głębi serca nadal czuje, że to co się stało jest jego winą. Gdyby nie zaprosił rodziców, nie musieliby wyjeżdżać, a wtedy nic by się nie stało. Mógł przyjechać do nich. Wiele opcji się pojawiało w jego głowie przez te wszystkie lata, jednak jedno jest pewne – nie ważne jak długo będzie myślał czasu nie cofnie, to jest niemożliwe, a czasem by się chciało. Może jego życie wyglądałoby teraz inaczej? Smutek nie byłby takim częstym gościem w jego myślach? Cóż, o tym nie jest w stanie się przekonać i nie chce. Pewne rzeczy nie dzieją się bez przyczyny.
Dzisiaj również był w pracy. Tak, od jakiegoś czasu to jest właśnie jego główne zajęcie, po śmierci dziadków. Kiedy oni jeszcze żyli opiekował się nimi, nie było to dla niego problemem, ale czasem był po wykończony. Zawsze musiał być na zawołanie obu stron, na szczęście nie potrzebował wiele, aby wypocząć, a z drugiej strony nie można długo jeździć na oparach. Dziadkowie są teraz w lepszym miejscu, razem z rodzicami.
Siedzieli właśnie na posterunku, kiedy dostali wezwanie. Doskonale znał do miejsce. Podpalenie toalety w klubie Ophelii. No naprawdę, ludzie to są po prostu niemożliwi, z braku lepszego określenia. Phatsa nie rozumiał jak można komuś zrobić taką burdę.
Razem z przydzielonymi strażakami pojechali na miejsce. Na szczęście nie było to poważne, ale trzeba było wszystko sprawdzić.
- Dawno się nie widzieliśmy, ale nie sądziłem, że podpalisz sobie kibel, żeby się ze mną spotkać - powiedział z szerokim uśmiechem Shinawatra podchodząc od Ophelii.

Ophelia Attwood a
Natalia, dc: taaskaa
Nieuzasadniona przemoc, niepoparta argumentami, rozgrywanie gwałtu i maltretowanie zwierząt i dzieci
36 y/o
Mark your calendar for Canada Day
164 cm
managerka Tranzac Club
Awatar użytkownika
Greetings, Himeros,
God of sexual desire, son of Aphrodite
Lay back, and feast
As this audio guides you
Through new and exciting positions
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ostatnimi czasy w Tranzac dosyć sporo się działo. Zdecydowanie miała, co robić i klub pochłaniał ogromną ilość jej czasu. Tak było jednak w porządku. Nie miała zbytnio do czego wracać poza kotem, który wyjątkowo dobrze sobie radził i bez jej obecności w mieszkaniu, a znajomi zawsze dawali jej zawczasu znać, gdy tylko chcieli się spotkać. Wiodła zatem naprawdę dosyć zwyczajne życie kogoś, kto poświęcał się w sporej mierze swojej pracy.
Ten wieczór nie był w zasadzie szczególnie inny od pozostałych. Przez jakiś czas siedziała na zapleczu, przeglądając papiery i finanse. Potem przeszła do głównej części klubu. Porozmawiała chwilę z ochroną, z barmanami... Udało jej się wypić kilka drinków i usiadła w loży, aby popatrzeć na parkiet falujący za sprawą podskakującego na nim tłumu, który bawił się przy grającym na scenie zespole.
Wszystko byłoby w porządku, gdyby nagle nie włączyły się zraszacze. Przez moment niektórzy myśleli, że to część atrakcji nim nie rozległ się alarm pożarowy.
Był moment paniki. Była straż pożarna, którą wezwano bezzwłocznie, a wszystko okazało się być wyłącznie winą niedopałka, który ktoś wrzucił do kosza w kiblu. Ten zajął leżące w nim papierowe ręczniki, ale całe szczęście nie wyrządził większych szkód.
Chwile grozy zostały zażegnane, a na miejscu zdarzenia z interwencją pojawił się jej dobry znajomy, którego pewnie przywitałaby serdecznym uściskiem, gdyby nie okoliczności.
- Chciałam mieć pewność, że nie zignorujesz mojego telefonu - zażartowała jeszcze, uśmiechając się do niego. - Postawiłabym ci drinka, ale jesteś na służbie... Mogę jednak zaproponować po kolejce mocktaili dla całej załogi. Jordan jest w nich mistrzynią.
Wskazała ruchem głowy w kierunku krótko ostrzyżonej szatynki, która z uśmiechem na uszminkowanych ustach polewała właśnie drinka jednemu z ochroniarzy, a światła klubu odbijały się od jej wykolczykowanego na całej długości ucha.

Phatsa Shinawatra
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
35 y/o
For good luck!
189 cm
strażak Toronto Fire Station 132
Awatar użytkownika
Success is not the ultimate goal, and failure is not the end of the world. What matters most is the courage to keep going.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wracanie do pustego domu nie jest niczym przyjemnym Phatsa o tym również doskonale zdawał sprawę, chociaż w jego domu czekają na niego dwa cudowne psiaki, które ma w swoim domu. Uwielbia je całym sercem, to one dodają jego szaremu życie kolor i energię, bo inaczej by tylko spał w domu i jeździł do pracy. Co przez jakiś czas sie działo, dopóki nie znalazł psiaków, które po prostu zabrał. Znalazł obie dziewczynki na jednej z akcji. Były wystraszone i bardzo malutkie, a potem okazało sie, że wyrosłe na ogromne niedźwiadki, które towarzysza mu podczas pobytu w domu, na spacerach czy podczas porannych biegów. Wiele razy słyszał, że nie powinien mieć psów skoro nie ma go tyle godzin dziennie, jednak on wiedział, że może sobie na to poradzić. Nie chce być samotny, bo to coś czego boi sie najbardziej na świecie, chociaż tak po prawdzie to powoli sie to dzieje. Wycofał sie trochę, a to nie wróży dobrze na szukanie partnerki i założenie rodziny, a młodszy sie już nie robi. Coraz bliżej jest mu do czterdziestki, chociaż jest w połowie drogi, ale to już jest bliżej niż dalej. Na szczęście nie ma kryzysu wieku średniego, nie odbija mu na jakiś temat. Dobrze sie trzyma, nie widać w nim jakichś objaw starzenia sie. Dba o siebie, ćwiczy, zdrowo je, ale nie jest jakimś zakleszczonym zapaleńcem. Od czasu do czasu lubi sobie zjeść coś okropnie niezdrowego, nic sie wtedy nie stanie.
On w pracy przyzwyczaił sie do naprawdę wielu rzeczy jakie robią ludzie, jeśli chodzi o zabawę z ogniem. Robią komuś na złość, albo robią po prostu sobie krzywdę. Coś co zapamięta do końca życia to to jak młody chłopak wsadził sobie do tyłka puszkę pod ciśnieniem i podpalił razem z przyjaciółmi. Nie trzeba mówić co sie stało, prawda? Chociaż głupota działa czasem jak folia bąbelkowa i ratuje ludzi, chłopak przeżył i wyszedł w miarę bez szwanku.
Zaśmiał sie.
- No cóż, tym razem nie mogłem zignorować twojego telefonu - powiedział rozbawiony. Na szczęście nic wielkiego sie nie stało, ale oczywiście wszystko zostało sprawdzone czy jest szczelne i nic więcej nie dzieje sie złego. - Na pewno wpadnę na drinka, jak znajdę chwile, bo wiem, że to miejsce gdzie zawsze jesteś, ale chętnie sie czegoś dobrego napijemy - chłopacy pokiwali również głowami. - I jak żyjesz, królowo? Wszystko dobrze? - zapytał przyglądając sie z uwagą.

Ophelia Attwood
Natalia, dc: taaskaa
Nieuzasadniona przemoc, niepoparta argumentami, rozgrywanie gwałtu i maltretowanie zwierząt i dzieci
36 y/o
Mark your calendar for Canada Day
164 cm
managerka Tranzac Club
Awatar użytkownika
Greetings, Himeros,
God of sexual desire, son of Aphrodite
Lay back, and feast
As this audio guides you
Through new and exciting positions
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wracanie do pustego domu mogło być przytłaczające, ale wystarczyła jedna żywa istota, aby jednak człowiek w jakiś sposób odżył. Ophelia cieszyła się z tego, że przygarnęła swojego Hamleta. Raźniej jej było ze świadomością, że nie jest całkowicie sama i może ją zawsze powitać choćby pojedyncze miauknięcie i otarcie się szarego futerka o łydkę. To jej odpowiadało.
Koty miały dodatkowo tę przewagę, że były dosyć samowystarczalne. Musiała jedynie zadbać o to, aby kocur miał w misce dostatecznie dużo jedzenia, a potem cieszył się zwyczajnie tą pustą przestrzenią, którą miał dla siebie.
Nie pierwszy raz w Tranzac działo się coś, co normalnie nikomu by nie przeszło przez głowę. Niektórym brakowało pomyślunku, a gdy dodać do tego jeszcze alkohol czy narkotyki to już w ogóle dochodziło do durnych tragedii. Tyle dobrego, że nikomu nic się nie stało, drobny pożar w toalecie został szybko ugaszony, a panowie strażacy dodatkowo sprawdzili czy na pewno system przeciwpożarowy działa bez zarzutów, a gaśnice w klubie nadają się do użytku.
- Wolałabym jednak wykonywać mniej radykalne telefony. Mam nadzieję, że znajdziesz dla mnie niedługo nieco czasu - powiedziała jeszcze, obejmując go ramieniem nim podprowadziła do baru. - Śmiało. Dla dzielnych strażaków kolejka na mój koszt.
Mogła sobie pozwolić na coś takiego. Klub w końcu nie zbiednieje od tych kilku drinków, które zostaną zapisane na jej konto.
Patrzyła na to jak barmani zaczynają się uwijać, aby obsłużyć tych wszystkich strażaków, a następnie przeniosła spojrzenie na przyjaciela.
- Jakoś to się toczy. Dom, klub, jeszcze więcej klubu i tak to już jest - odpowiedziała, wzruszając ramionami. - A jak u ciebie, mój królu? Wszystko w porządku?
Machnęła jeszcze ręką do jednego ze swoich współpracowników, aby dla niej również coś przygotowali i wbiła zaciekawione spojrzenie w Taja, z którym zdecydowanie zbyt długo się nie widziała.

Phatsa Shinawatra
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
35 y/o
For good luck!
189 cm
strażak Toronto Fire Station 132
Awatar użytkownika
Success is not the ultimate goal, and failure is not the end of the world. What matters most is the courage to keep going.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie lubi samotności, to jest jego największy koszmar, ale nigdy nie wiemy jak nasze życie sie potoczyć. On w życiu by nie przypuszczał, że jego rodzice zginął w taki sposób i to takiego dni, ale nie znamy dnia i godziny, on chyba by nie chciał. Z rodzicami zawsze miał cudowny kontakt, nie kłócili sie za często, więc nie miał niezałatwionych spraw z nimi, mimo wszystko to nie zmniejszyło bólu, żalu i tęsknoty. Minęło pięć lat, a on czuje jakby to było wczoraj. Na początku było mu ciężko, jednak teraz w miarę nauczył sie z tym funkcjonować. Jego rodzinny dom to dla niego świętość.
Phatsa swoje psiaki znalazł. Wiele razy przez jego głowę przechodziła myśl o przygarnięciu pod swój dach kotka, ale jak na razie nie mógł sobie na to pozwolić. Nie chciał zostawiać nowego członka rodziny z jego niedźwiedziami, bo nie wiedział jakby na to zareagowały. Są co prawda jeszcze szczeniakami, dość sporych rozmiarów i mógłby zrobić krzywdę, gdyby sie chciały bawić. Chce podejść do tego odpowiedzialnie. Kiedy przygarnął Rose i Coral trochę sie obawiał. Dużo czasu spędzał w pracy, a nie chciał ich zaniedbać. Na szczęście trafił na dwa cudowne anioły, które nie rozrabiały i bardzo szybko nauczyły sie rytmu dnia, ale mimo wszystko obawiał sie o nie. Pewnie później, kiedy będzie na emeryturze jego dom będzie wypełniony zwierzakami, które będą potrzebowały domu. Często przechodziły mu przez myśl seniorzy, aby dawać im dom na ostatniej drodze, jednak sam nie wie czy dałby radę emocjonalnie.
Takie sytuacje nie są rzadkością. Patsy miał wrażenie, że z biegiem czasu ludzie po prostu głupieją i tracą poczucie odpowiedzialności i po prostu robią to na co mają ochotę nie zwracając uwagi na nic, tylko na ich zabawę, a koszty pokrywa ktoś inny, bo czasem nie udaje sie złapać sprawcy.
Uśmiechnął sie i dał sie poprowadzić do baru.
- Wiem, lepiej nie spotykajmy sie w takich okolicznościach, bo nie zarobisz - puścił do niej oczko. - W przyszłym tygodniu mam kilka dni wolnego to może wtedy uda nam sie wyjść na randkę? - Zapytał nadal sie uśmiechając do kobiety. Czul sie winny, ponieważ zaniedbał relacje z Ophelią.
- Cieszę sie, że ci sie dobrze wiedzie. Dawno ty nie byłem i trochę sie pozmieniało - zauważył. - W zasadzie mogę powiedzieć podobnie, praca i praca. Nie dziwie sie, że nie mamy kiedy sie spotkać, bo tak to jest kiedy przyjaźni sie dwóch pracoholików - zaśmiał sie i popił swój koktajl.

Ophelia Attwood
Natalia, dc: taaskaa
Nieuzasadniona przemoc, niepoparta argumentami, rozgrywanie gwałtu i maltretowanie zwierząt i dzieci
36 y/o
Mark your calendar for Canada Day
164 cm
managerka Tranzac Club
Awatar użytkownika
Greetings, Himeros,
God of sexual desire, son of Aphrodite
Lay back, and feast
As this audio guides you
Through new and exciting positions
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mało kto chyba lubił samotność. Nawet ci, którzy twierdzili, że im odpowiada to raczej nie mogliby w niej tkwić tak całkowicie na dłuższą metę. Człowiek mimo wszystko potrzebował przynajmniej jakiegoś kontaktu z inną istotą. Czasami mogły to być futrzaki, które mogły w jakiś sposób zniwelować to uczucie, ale nie zastępowały w pełni ludzkiej obecności.
Koty były nie dość, że samowystarczalne to jeszcze posiadały tę unikalną zdolność tego, że potrafiły sobie podporządkować praktycznie każdego. Niezależnie od rozmiarów i gatunku. Także istniała taka możliwość, że gdyby jednak Phatsa zdecydował się na kociaka to ten by sobie ustawił jego psiaki i rozpoczął własny rząd w mieszkaniu. Jednak te urocze futrzaki potrafiły mieć nadzwyczaj dominującą osobowość. Czasami odnosiła wrażenie, że to ona mieszka u Hamleta, a nie na odwrót.
Wiedziała doskonale, że głupota ludzka nie zna granic. Niedopałek w koszu z papierami na pewno nie był nawet blisko TOP 10 najdurniejszych akcji, które miały miejsce w Tranzac. Nie mówiąc już w ogóle o poprzednich miejscach, w których pracowała przed objęciem w nim pozycji managerki. Takie już jednak było ryzyko, gdy kierowało się klubem, w którym przebywało sporo ludzi pod wpływem różnego rodzaju używek, po których rozum tym bardziej mogło im odebrać.
- Czyli co? Następnym razem to ty będziesz mi stawiał drinka? - zapytała z pewnym rozbawieniem, a jej uśmiech stał się jedynie bardziej zadowolony w momencie, gdy usłyszała jego kolejne pytanie. - Z chęcią. d dawna nie miałam okazji pójść na żadną randkę.
Bo ile to już minęło od poprzedniej? Sporo. Tego jednego była pewna i raczej nie ostatnio nie miała okazji ani głowy do tego, aby chodzić na jakiekolwiek spotkania towarzyskie.
- Troszkę. Głównie w personelu. Wiesz, ludzie często traktują pracę za barem lub na bramce jako bardziej tymczasowe zajęcie - wyjaśniła, bo chociaż miała kilku pracowników, którzy mogli być uznani za stałą obsługę, która raczej nigdzie się już nie wybierze. - Na pewno byłoby łatwiej, gdybyśmy zwyczajnie pracowali w tygodniu od dziewiątej do piątej.
Z pewnością nie w każde zajęcie Ophelia byłaby w stanie się tak zaangażować, aby brać nadgodziny i poświęcać swój prywatny czas, który mogłaby wykorzystać na jedno ze swoich licznych zainteresowań.

Phatsa Shinawatra
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Tranzac Club”