ODPOWIEDZ
39 y/o
Welkom in Canada
186 cm
Producent CBC Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

fit

Częścią jego pracy jako producenta było dowiezienie wszystkich programów na czas. Przez ostatnie lata zdążył się już wdrożyć w więcej niż tylko te rozrywkowe. Zarządzał całą gamą programów. Jego rola była o tyle niewdzięczna, że nikt nie potrafił jej dokładnie określić. Miał po prostu zadbać by program wyszedł na czas, a oglądalność była na odpowiednim poziomie. Nikt specjalnie nie wnikał jak to robił tak długo jak budżet był w miarę spięty. Sprawa nie była taka trudna, jak mogłaby się wydawać w przypadku większości ich produkcji. Ot wystarczyło zająć się tym by ludzie byli na czas, byli to odpowiedni ludzie na odpowiednich miejscach, a w tym wszystkim mieli jeszcze narzędzia do wykonywania swojej pracy.
Największe problemy zaczynały się przy reportażach. Ponieważ tutaj nie można było niczego nadrobić jakąś ładną buźką, ciekawym planem zdjęciowym czy dobrą pracą kamery. Reportaże spoczywały na jednej, najważniejszej rzeczy. Faktach. Nagraniach. Zdjęciach. Filmach. Od czasu do czasu można było coś przekolorować powołując się na źródło, które nie istniało, lecz to często spotykało się z przykrymi konsekwencjami ze strony organów ścigania bądź prawników. Dlatego w tym przypadku zawsze stąpali po naprawdę cienkim lodzie. Kiedy zaczynało brakować faktów, kiedy nie było historii, nie było całego programu, a na to jako producent nie mógł pozwolić.
Nie do końca lubił przychodzić w tych tematach do Lowie ponieważ prawda była taka, że nie był najlepszy w podejściu do osób po poważnych przeżyciach. Nie było tajemnicą, że straciła dziecko, a krótko po tym się rozwiodła. To wywarłoby piętno na każdym człowieku. Rozumiał to. Nie mógł powiedzieć, że wie dokładnie, co czuje. Nie próbował sobie nawet wyobrazić. Nie zamierzał też udawać. Chciał dać jej trochę przestrzeni. Usprawiedliwiał braki w jej przygotowaniu. Spóźnieniu. Wszyscy to robili. Jednak pewnych rzeczy musiał od niej w pracy wymagać. To była popieprzona sytuacja, w której nie myślał, że kiedykolwiek się znajdzie pracując w telewizji.
Wiedział, że przywołując ją do swojego biura nic by to nie dało. Potrafiła go unikać. Wyszedłby na chwilę, a ona znalazłaby właśnie ją żeby powiedzieć, że przecież była, ale jego nie było. Więc musiał być uparty. Złapać ją gdy tylko pojawi się na terenie stacji. Dlatego czekał zaraz za szlabanem. Był świadom tego, że pewnie przyjdzie mu trochę poczekać, więc przytargał sobie stolik z jakiegoś planu śniadaniówki, dwa krzesła. Zrobił sobie kawę w filiżance. Przyniósł własne rogaliki. Niektóre nawet z nadzieniem. Rozsiadł się wygodnie i zaczął czytać scenariusze na kolejne kilka dni. Musiał wyglądać tutaj całkowicie z czapy, ale nie robiło to na nim większego wrażenia. Przyciąganie spojrzeń nie było dla niego nigdy problemem. Kiedyś nawet o to zabiegał.
- Lowie... - powiedział przeciągle, lecz stanowczo kiedy kobieta próbowała się przy nim przemknąć niby go nie zauważając - Kto by pomyślał, że się tutaj spotkamy. Przy wejściu dla pracowników. - spojrzał na nią ponad oprawkami swoich okularów przeciwsłonecznych składając program i odkładając go na stolik - Usiądź, zapraszam, to już chyba pora na... - spojrzał na zegarek dość ostentacyjnie - Brunch? - przeniósł na nią dość wymowne spojrzenie zapraszając ją do stolika gestem dłoni.
Jak na byłego aktora przystało całkiem dobrze odgrywał rolę przypadkowego spotkania przy kawie. Niektóre kobiety pewnie pomyślałyby nawet, że to całkiem romantyczne zagranie gdyby oczywiście były nim zainteresowane. Trudno było mu odmówić. Dlatego był tak dobry w tym, co robił.

Elowen Grosvenor
36 y/o
For good luck!
166 cm
🕵🏻‍♀reporterka, dziennikarka śledcza w cbc toronto
Awatar użytkownika
Kobieta po przejściach, która na nowo próbuje poukładać sobie życie, po śmierci swojego syna i rozpadzie małżeństwa. Cały swój czas poświęca dziennikarskim śledztwom, które mają przybliżyć ją do prawdy. Obsesyjnie chce ukarać mordercę swojego dziecka.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

#01 - let me guess?
the new beginning (obsession)
Max Shepherd

Przez całe życie będę o Tobie myśleć i płakać, bo najgorsze nieszczęście, jakie może spotkać matkę, to śmierć jej dziecka, zwłaszcza kiedy już go zdążyła pokochać, pokrzyczeć na nie, dać mu wiele kromek chleba z oliwą na podwieczorek i wołać je do domu przez okno codziennie o zmierzchu -- Jaume Cabré, Głosy Pamano
W sercu ból. W głowie chęć zemsty. Tym żyła od kilku tygodni, od miesięcy. Nie mając żadnego innego celu. Skrajne emocje, których nie mogła się już pozbyć. Skupiona tylko na tym by zdobyć najważniejsze dowody, a później zrobić wszystko by zniszczyć osobę, która pozbawiła ją sensu. Sensu życia. Musiała odnaleźć nową misję w swoim życiu, niestety nie wiązało się to już z jej poprzednim życiem. Jedynie jej były mąż i praca to odniesienia do przeszłości. Przeszłości, za którą tęskniła każdego dnia. Z uporem maniaka przychodziła do pracy i zarywała noce tylko po to by zebrać jak najwięcej materiałów. Jej zemsta miała być o wiele mroczniejsza. O wiele bardziej dotkliwa niż kilka lat spędzonych za kratkami, od czego przecież zawsze mógłby się odwołać. Niesprawiedliwość jaką odczuwała, doprowadzała ją do istnego szaleństwa.
Odpychając wszystkich swoich bliskich. Nie pozwalała im na zrozumienie jak naprawdę się czuje. Czy jest w stanie sobie poradzić. Na pozór wychodziła z depresji, stawała się o wiele silniejsza. Niestety jej siła była jej przekleństwem, a raczej tym czego sama w głębi duszy się obawiała. Szaleństwo było jej bliższe niż jakiekolwiek inne emocje. Odbierała świat zupełnie inaczej niż przed wypadkiem.
Została jednak bardzo zaangażowana w pracę. W to co robi, nawet jeśli zajmowała się pobocznymi reportażami. Nie utraciła bowiem swoich zdolności, tego co wyróżniało ją pośród innych dziennikarek, które tutaj pracowały. Przecież miała do tego ogromny talent, który tak długo szlifowała. Całe jej dorosłe życie to wyrzeczenia ale też cudowne chwile, kiedy naprawdę pomagała. Ratowała komuś życie ale tym samym potrafiła się narazić nieodpowiednim ludziom.

Co on tutaj robi?
Jeszcze brakowało tutaj Sheparda. W tym momencie nie chciała na niego patrzeć, słuchać go a już na pewno nie cieszyła się na samą myśl o rozmowie z nim. Rzuciła w jego kierunku złowrogie spojrzenie i próbowała iść przed siebie. Nie zważając na to co zaraz powie, czy będzie chciał ją zatrzymać. Zrobić to siłą, bo przecież bez walki się nie podda.
- Dasz mi teraz święty spokój? Nie widzisz, że jestem zajęta - wskazała na dokumenty i materiały, które miała ze sobą. Podnosząc przy tym obie dłonie w górę. Wymusiła uśmiech by znowu odwrócić się do niego plecami. Zatrzymała się jednak po jego kolejnych słowach. Zmarszczyła brwi, bo oczekiwała, że zaraz będzie musiała się z czegoś tłumaczyć. Przez moment w jej myślach pojawiły się różne scenariusze bo jakby na to nie patrzeć to ostatnimi czasy, robiła co chciała. Nie patrząc na konsekwencje i na to co powie producent. Od niego zależało przecież tak wiele, a na pewno to czy jej materiał dostanie się na wizję.
- Brunch?! Myślałam, że to coś poważniejszego. Jeśli nie, to już jadłam. Nie jestem głodna - odwróciła się plecami - chociaż możesz coś przynieść. Chętnie zjem coś później bo dzisiaj planuję zostać do późna - wyszczerzyła się, a może nawet zaśmiała pod nosem. Wykorzystanie go jako posłańca wydawało się o wiele bardziej zabawne niż sama wizja jedzenia. Nawet jeśli kłamała w żywe oczy i od rana nie miała nic w ustach. Znowu się zatrzymała bo poczuła wyrzuty sumienia. Ostatnio była wiecznie naburmuszona, a co by nie było on był jej szefem?
- A tak na serio to chcesz o czymś pogadać? - westchnęła głośno i podeszła do stolika, na którym położyła dokumenty. Chyba będzie to o wiele dłuższa rozmowa niż się spodziewała. Niestety z jej własnej winy. Gdyby go ostatnio nie unikała jak ognia to teraz nie dochodziłoby do podobnych spotkań. Żyłaby spokojnie, zajmując się swoją pracą.
papryczka
ludzie mym triggerem, wszechobecna dwulicowość
39 y/o
Welkom in Canada
186 cm
Producent CBC Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Jako, że nie był najlepszy w użeraniu się z tymi wszystkimi poważnymi, życiowymi tematami, postanowił zrobić to, co zrobiłby każdy odpowiedzialny producent. Udawał, że ich po prostu nie było. Może inaczej. Zdecydował się sam ich nie poruszać ponieważ jednego mógł być pewien - marny byłby z niego terapeuta. Jego styl życia do pewnego momentu pozostawiał wiele do życzenia, a coś takiego jak emocje oraz zdrowe ich przetrawienie nigdy nie były na liście jego priorytetów. Dlatego prościej było po prostu skupić się na tym, co mógł zrobić, a to znaczyło bycie tym upierdliwym facetem, który czeka na swoich podopiecznych ze śniadaniem gdy tylko przychodzą spóźnieni do pracy. Straszny był z niego postrach na planie. Nic tylko chować głowę w piasek, gdy pojawia się w okolicy.
Dość frywolnie popijał sobie kawkę czytając kolejne scenariusze, gdy pojawiła się w jego polu widzenia, gdzieś na peryferii. Zupełnie, jak dziecko, udawała, że go nie zauważyła chociaż ciężko było by bardziej się w tym momencie wyróżniał. Miała szczęście, że takie zachowanie na razie jeszcze trochę go bawiło. Odłożył swoją teczkę na stolik za chwilę zdejmując również okulary przeciwsłoneczne i patrząc na nią wyczekująco aż skończy tuptać nóżką i na niego fukać.
- Niestety moje usługi cateringowe wymagają nieco bliższej relacji oraz są poza twoim budżetem. - uśmiechnął się do niej uprzejmie, acz chytrze przechylając lekko głowę bo takie teksty mogły działać na innych w stacji, lecz jego nie dało się tak łatwo speszyć ani tym bardziej wyprowadzić z równowagi.
Tego, że już jadła oczywiście nie kupował. Starał się nie oceniać książek po okładce, ale Lowie nie wyglądała jakby w ostatnim czasie jakoś specjalnie dbała o siebie fizycznie. O zdrowiu psychicznym nie zamierzał nawet wspominać. Może to kwestia tego, że sam był po kilku uzależnieniach oraz przez lata pracował na planach filmowych, gdzie godziny były długie, pracy mnóstwo, snu mało. Widział pewne znaki. Nieco bladsza cera. Delikatne drganie palca u dłoni. Efekty słabej diety i wspomagaczy, o których wiedział zdecydowanie za dużo. Chociaż nie posądzał ją o jakiekolwiek ciężkie dragi, w których sam się kiedyś lubował.
- Nie, postanowiłem posiedzieć sobie tutaj bo mamy ładną pogodę. - spojrzał na nią wymownie i trącił krzesło nogą by wylądowało tuż przy niej - Siadaj, mamy do pogadania. - jego ton przybrał nieco ostrzejszej i stanowczej barwy.
Nie uciekał spojrzeniem od jej tęczówek. Widać było, że nie zamierzał tolerować w tym przypadku sprzeciwu. Zazwyczaj był dobrą duszą każdego planu na którym pracował, ale jako producent potrafił naprawdę uprzykrzyć komuś życie jeśli nie chciał się podporządkować. Miał swoje metody na to by być traktowanym poważnie.
- Cieszę się, że postanowiłaś do mnie dołączyć. - uśmiechnął się do niej wesoło jakby w ogóle tego na niej przed chwilą nie wymusił - Zobacz jakiego masz porządnego producenta. Czeka na Ciebie z kawą, własnoręcznie robionymi wypiekami. Daje Ci wszystko, czego potrzebujesz w swojej pracy. To się ceni, prawda? - spojrzał na nią robiąc zdecydowanie za słodka minę - Więc może powiesz mi dlaczego słyszę, że spóźniasz się z reportażami. Muszą cię szukać tuż przed wejściem na wizję i często nie wiedzą nawet który reportaż zamierzasz przedstawić? - przechylił głowę patrząc na nią z dość łagodną mimiką, lecz jego tęczówki wskazywały na to, że wcale nie był zadowolony.
- Nie, poczekaj. - wstrzymał ją unosząc rękę do góry - Nie mów z pełnymi ustami. - wskazał na stojące przed nią croissanty na słodko oraz na słono, podobnie jak Pain au Chocolat dając dość jasno do zrozumienia, że zamierzał zaczekać aż coś zje.
Nawet nalał jaj kawy ze swojego termosu nadal mając na ustach ten uprzejmy, słodki uśmiech, który w ogóle nie sięgał jego oczu.

Elowen Grosvenor
36 y/o
For good luck!
166 cm
🕵🏻‍♀reporterka, dziennikarka śledcza w cbc toronto
Awatar użytkownika
Kobieta po przejściach, która na nowo próbuje poukładać sobie życie, po śmierci swojego syna i rozpadzie małżeństwa. Cały swój czas poświęca dziennikarskim śledztwom, które mają przybliżyć ją do prawdy. Obsesyjnie chce ukarać mordercę swojego dziecka.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Max Shepherd


Lowie nigdy nie przychodziła ze swoimi problemami do Maxa. W sumie to nie miała z nikim tak dobrej relacji w pracy by dzielić się tym, że nie do końca radzi sobie ze śmiercią synka i rozwodem. Nie szukała współczucia. Praca to jedyne miejsce, gdzie potrzebowała zapomnieć. Skupić się tylko na tym by nie zadręczać się w nieskończoność. W dodatku miała plan, który potrzebowała zrealizować. Za wszelką cenę.
Nie pytała o zgodę bo w jej głowie wcale jej nie potrzebowała. Wręcz mogła zrobić wszystko to co będzie zgodne z jej własnym sumieniem. Liczyła się tylko prawda i to jak może to wykorzystać by ostatecznie zemścić się na tym, który doprowadził to tak ogromnej tragedii. Oczywiście, że to podejście było głupie i prędzej czy później zacznie być problematyczne. W dodatku przez całe swoje zaangażowanie w ten "projekt", wszystko inne co zaczęła albo zaczynała po prostu miało swoje opóźnienia. Nie była z tego powodu zadowolona bo wciąż trzymała się tych samych zasad, jeśli chodzi o etykę pracy. Niestety nie dało się wcisnąć kilka reportaży w dość krótkie dwadzieścia cztery godziny, które miała do dyspozycji.
Nie jest głupia i spodziewała się dlaczego czekał na nią właśnie tutaj. Chyba musiał przyjść ten sądny dzień w którym zapłaci za mało profesjonale podejście do swojej pracy. Gdyby tylko jej szef wiedział o tym co kryje się za tym, że przestaje ją kontrolować w sposób, który dla niej wydawał się odpowiedni. Przecież nie było nic złego w tym, żeby producent wiedział o czymś tak istotnym jak to co pojawi się na wizji. Gdyby tylko pojawił się materiał, który całkowicie zniszczyłby jego karierę, to tym bardziej ona mogłaby się pożegnać ze swoją posadą. Może powinna bardziej przykładać się do tego by po prostu przesłać mu to co było już w post produkcji. Najlepiej jakby robiła to z kilkudniowym zapasem. Wtedy można byłoby wnieść poprawki, bez zbędnego stresu.
- Chyba pierwszy raz jestem wdzięczna, że nasze relacje nie są aż tak bliskie - kąciki jej ust zadrżały w dość specyficzny sposób. Przecież i ona potrafiła wbić szpileczkę, jeśli tylko wymagała tego sytuacja. Choć sporo osób chciało mieć jak najlepsze relacje z Maxem. Wchodzenie mu w tyłek nie było na jej liście i nie zamierzała tego robić. Nawet jeśli za moment miałaby stracić pracę. Znała przecież swoje koleżanki z branży, które pchały się producentom do łóżek. Gardziła nimi.
Nie musiał być aż tak dobrym obserwatorem by dojść do takich wniosków. Przecież nikt po takich przeżyciach nie zachowuje się normalnie. Wszystkie dotychczasowe funkcje przestały mieć sens. Ona naprawdę żyła jak na autopilocie. Jadła tylko wtedy, kiedy naprawdę czuła, że jej organizm zaczyna słabnąć. Już nie mówiąc o tym, że praktycznie w ogóle nie sypiała. Uważała to za marnowanie czasu, a chyba jej samej wydawało się, że nie ma go zbyt wiele. Zaczynała zwyczajnie wariować ale sama jeszcze tego nie widziała. Nikt też nie interweniował, zapewne nie interesując się aż tak mocno tym jak sobie naprawdę radzi. Lepiej było pozostawić kogoś takiego jak ona na pastwę losu. Nie miałaby nikomu za złe, że nie chcą pakować się w jej życie. Użerać się z kimś tak upartym jak Lowie. W jej stanie, nikt nie miął prawa jej osądzać a tym bardziej wtrącać się w jej życie. Podejmowała przecież decyzje, które były dla niej dobre i potrzebne i nie liczyła się ze zdaniem innych.
Siadaj, mamy do pogadania.
Słowa te zatrzymały ją na moment. Wszystkie jej myśli. Musiała zdać sobie sprawę, że nie będzie to jednak przyjemna rozmowa. Nie będą rozmawiać o tym, jak świetnie sobie radzi po powrocie i jak wielką oglądalność generuje dla stacji. Czuła jak z każdą kolejną sekundą, każdym jego słowem zaczyna zapadać się pod ziemię. Oczywiście, że teraz chciała zniknąć. Pozbyć się tego uczucia, że jednak odpowiedzialność za dobrą komunikację z Shepardem spada również na jej barki. Rozejrzała się nerwowo, całkowicie tracą teraz apetyt na słodkości. Nawet na kawę.
- Nie wiem czy w tej chwili cokolwiek przełknę - wymamrotała, mimo tego że wzięła w dłoń kubek kawą. Łatwiej będzie się czegoś napić, a może jeszcze przyjdzie czas na jedzenia słodkości, tak by sobie później zajadać wszystkie smutki i stres, który z pewnością wzrósł z chwilą, kiedy wpadła na niego. Nie chciała sobie psuć tego dnia ale przecież nie miała wyjścia. Ucieczka wydawała się po prostu dziecinna.
- Wiesz, że jestem zajęta. Ciągle pojawiają się kolejne reportaże, problemy z którymi musimy walczyć. Świat musi dowiedzieć się o tym o tych wszystkich okropieństwach. Może uda nam się pomóc, chociaż jednej osobie - mówiła o tym, w taki sposób jakby miała na nowo starać się o posadę. Już dawno powinna przestać się martwić o to, że będzie musiała znowu jej szukać - W dodatku pracuję nad wielkim projektem, który zabiera sporo mojego czasu. Pewnie, że powinnam ci o tym powiedzieć wcześniej - podniosła wzrok, tak by po raz pierwszy spojrzeć na niego. Na jego twarz.
Patrzyła jeszcze przez chwilę w jego oczy, czując jak jego niezadowolenie nie maleje. Nie musiał przecież uwierzyć w jej historię, nawet jeśli było w tym wszystkim sporo prawdy. Nie okłamywała go w kwestii tego, że jest zapracowana, że prowadzi kilka projektów w tym samym czasie - Nie chce się tłumaczyć i szukać usprawiedliwień, po prostu spieprzyłam sprawę i obiecuję, że od tej pory się poprawię - oznajmiła nagle ale szczerze, z delikatnym uśmiechem na ustach. Może nawet próbowała wzbudzić w nim pewną skruchę. Gdyby tylko chciała wykorzystałaby swoje sposoby na rozbrojenie tykającej bomby, jaką w tym momencie był Max Shepard.
papryczka
ludzie mym triggerem, wszechobecna dwulicowość
39 y/o
Welkom in Canada
186 cm
Producent CBC Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Max był raczej z tych producentów, którzy nie musieli kontrolować wszystkiego w najmniejszym detalu. Dawał każdemu działowi dość dużo zaufania tak długo jak program przynosił efekty, oglądalność. Nie wybierał tkanin dla osób odpowiadających za garderobę, po prostu pilnował by w miarę mieścili się w budżecie. Nie mówił kamerzystom, które ujęcia są najlepsze, podobnie jak nie wtryniał się w to, które oświetlenie jest tym, w którym powinni kręcić. Znał rzeczy, na których się nie znał oraz te, w których powinien mieć coś do powiedzenia. To była metoda na jego sukces. Dobrać odpowiednie osoby, obsadzić je w odpowiednich rolach, zadbać o to by byli w swojej roli w miarę spełnieni i voila, wszyscy dowozili efekty.
Dlatego też do tej pory niespecjalnie wtryniał się w to, jak Lowie prowadziła swoje śledztwa oraz jak przygotowywała wywiady. Ufał, że wiedziała co robi i dowoziła wyniki. Nie musiał jej na siłę szukać tematów, to była jej działka. On jedynie odpowiadał za ich zatwierdzenie. Gdzieś tam musiał orientować się w sytuacji geopolitycznej, a przede wszystkim lokalnej. Gdyby wyskoczyła mu nagle z tematem oczerniającym jakąś ważną szychę w Toronto musiał to przepuścić przez akceptację dyrektorów stacji. Wszyscy mogą tutaj mówić, że reportaże polegają na mówieniu prawdy, ale to wszystko nie jest takie łatwe. Po wypuszczeniu pewnych brudów na wizji nie można zrobić kroku w tył. I pomimo tego, że przeciętny mieszkaniec będzie zadowolony, cała stacja może spotkać się z naprawdę nieprzyjemnymi konsekwencjami. Świat nie był czarno-biały. Był rządzony pieniędzmi oraz kontaktami. Musieli stąpać po dość cienkiej granicy. Każdego dnia. Dlatego tak ważne było by ze sobą współpracowali. W ostatnim czasie ta współpraca niestety po prostu nie działała.
- Tylko dlatego, że jeszcze ich nie spróbowałaś. - spojrzał na nią zupełnie niewzruszony tą szpilką, którą próbowała mu wbić utwierdzając ją w tym przekonaniu szeroko się do niej uśmiechając.
Mogła próbować, ale nie było mu tak łatwo zajść za skórę. Przez dekady pracował w Hollywood. Jednym z najbardziej konkurencyjnych środowisk na ziemi. Na każdy jego gest spoglądały dziesiątki, jeśli nie setki tysięcy ludzi. Musiał wykształcić w sobie grubą skórę, a tam gdzie tego nie zrobił zasłonił się po prostu dragami.
- Lowie... To nie jest jakaś rozmowa rekrutacyjna. A tak jak nie wątpię, że w twoich słowach jest chociaż ziarenko prawdy, tak oboje jesteśmy chyba trochę za staży żeby wmawiać sobie nawzajem, że wszystko, co robimy jest z altruistycznych powodów. Dla większego dobra. - przewrócił teatralnie oczami mlaskając ustami bo z jakiegoś powodu miał awersję do takich gadek.
Chyba oboje cenili swój czas na tyle by go po prostu nie marnować. Uwierzyłby w ten kit, jeśli mówiłaby to nowa reporterka tuż po studiach. Pełna jeszcze tych debilnych ideałów, które wyniosła ze szkoły, jednak Lowie jest dorosłą, dojrzałą kobietą. W ostatnim czasie jeszcze w dodatku po przejściach. Zdążyła się już zderzyć z tą mroczną częścią życia. Z resztą to nie był pierwszy raz, kiedy się spotykają. Kiedyś ich współpraca wyglądała inaczej. Może niekoniecznie blisko, ale na tyle, że to wszystko jakoś działało. Teraz niestety przestawało. Nie było co mydlić mu oczu.
Wzbudziła w nim ciekawość gdy wspomniała o jakimś wielkim projekcie. Uniósł pytająco brew, lecz nie postanowiła tego w tym momencie kontynuować pomimo tego, że przyznała, że powinna.
- I to tyle, po wszystkim? - spojrzał na nią podejrzliwie marszcząc brwi - Żadnego - odpieprz się Shepherd? Wiem, co robię Shepherd? Zajmij się swoją robotą Shepherd? - wykorzystał swoje zdolności aktorskie by próbować zabrzmieć jak zatwardziała reporterka.
Wyglądała całkiem przekonująco, ale nie do końca wierzył w to, że wystarczyło pięć minut by naprowadzić ją na właściwe tory. Za długo był już w tej grze żeby uwierzyć, że z reporterkami można było tak łatwo się uporać. Wiedział to również z własnego doświadczenia.
- W porządku, cieszę się, że do Ciebie trafiłem. - przyznał po chwili również brzmiąc przekonująco i sięgając z powrotem po swoją kawę - To skoro już Cię mam w tych przyjemnych okolicznościach... - pomachał jakiejś przechodzącej asystentce nic sobie nie robiąc z tego, że nadal przyciągali trochę spojrzeń w ten słoneczny dzień - To może opowiedz mi o tym nad czym pracujesz? Szczególnie o tym wielkim projekcie. - spojrzał na nią badawczo.
- I zjedź coś Lowie. Tak długo jak dla nas pracujesz jestem za Ciebie odpowiedzialny. Tu i poza stacją. Mamy słodkie i słone wersje. Nie krępuj się. - powiedział dość stanowczo nie mając zamiaru puścić jej bez śniadania i dawał jej to odczuć pomimo swojego słodkiego uśmiechu.

Elowen Grosvenor
36 y/o
For good luck!
166 cm
🕵🏻‍♀reporterka, dziennikarka śledcza w cbc toronto
Awatar użytkownika
Kobieta po przejściach, która na nowo próbuje poukładać sobie życie, po śmierci swojego syna i rozpadzie małżeństwa. Cały swój czas poświęca dziennikarskim śledztwom, które mają przybliżyć ją do prawdy. Obsesyjnie chce ukarać mordercę swojego dziecka.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Max Shepherd


Nigdy nie podważała zdanie producenta, wręcz się tego trzymała. Doskonale zdając sobie sprawę, że bez niego nie miałaby możliwości robienia tego co robi teraz. Z takim podejściem z jakim pracował Max mogła robić naprawdę sporo, żeby nie powiedzieć że skrzętnie wykorzystywała naprawdę sporą swobodę nie tylko twórczą ale też typowo finansową. Przez ostatnie tygodnie całkowicie zapomniała o tym, że liczy się coś więcej niż tylko dochodzenie do prawdy i jako dziennikarka od zawsze czuła, że to jej najważniejsza misja i powód dla którego została reporterką. Pragnęła "zwalczać" zło w każdej jego postaci. Choć nie zawsze miała na to wystarczające siły sprawcze. Kierowała się naprawdę dobrymi powódkami ale ostatnimi czasy nie potrafiła skupić się na tym co nie dotyczyło jej własnego życie. Jej własnych dramatów. Każdy dzień zaczynał się i kończył tak samo i tylko dzięki swojej pracy mogła otwarcie powiedzieć, że spotykała się z czymś innym niż ciągłe powracanie do śmierci swojego syna. Na pewno nie było to w żadnym wypadku zdrowe podejście do traumy, którą przeżyła.
Nie walczyła z tym, że sobie nie radzi a zwyczajnie maskowała to pod pretekstem swojej pracy. Myśląc, że właśnie w taki sposób wyzwoli się i będzie mogła powiedzieć, że poradziła sobie z żałobą. Nie chcąc ciągle żyć przeszłością ale też nie mogła przestać o tym myśleć. O tym wszystkim co pozostanie w niej przecież na całe życie. Musiała kiedyś zrozumieć to, że teraz nie robiła niczego dobrego dla siebie a już z pewnością nie dla swoich bliskich. Choć tych i tak od siebie odpychała na każdy możliwy sposób. Nie potrafiąc wytrzymać tego, że po prostu się o nią martwili.
- Jeśli będę głodna to na pewno zjem - odpowiedziała, nie chcąc tak naprawdę ciągnąć ten temat i to, że naprawdę powinna coś zjeść. Nie głodziła się przesadnie i specjalnie. Po prostu spędzała zbyt długie godziny skupiona na swojej pracy. W jakimś sensie mógł to docenic a przynajmniej udawać, że tak jest. Patrzyła na niego jeszcze przez chwilę. Może jej spojrzenie powie mu o wiele więcej niż chciała.
- Nikt niczego nie wmawia. Przecież wiesz doskonale na czym polega moja praca i co chcę pokazać w swoich reportażach. Chce, żeby moja praca niosła coś więcej niż tylko rozgłos - przekonywanie go do czegokolwiek wydawało się mijać z celem. Nie będzie przecież walczyć z kimś takim jak Shepard. Z jego silną wolą ale też latami doświadczeń w roli producenta. Niestety Lowie nie miała w tej kwestii zbyt wiele do powiedzenia. Nawet jeśli często wyrażała swoje zdanie, a może nawet niezadowolenie to teraz nie miała na to ochoty ani też sił.
- Czerpiesz dziwną satysfakcję kiedy rzucam w twoim kierunku, że masz się pieprzyć? - próbowała się nie roześmiać ale mówienie o tym w taki sposób i robiąc to całkowicie poważnie mogło być w tym momencie ponad jej siły. Parsknęła śmiechem dopiero po chwili. Nadal ukrywając przed nim swoją reakcję. Spoważniała dopiero kiedy zadał pytanie. Zechciał wiedzieć nad czym obecnie pracuje. Przecież spodziewała się tego. Wiedziała doskonale, że ten dzień kiedyś nadejdzie. Momentalnie wyprostowała się jakby całe jej ciało miało przygotować się na walkę. Coś z czego chciała być obronną ręką.
- Już ci przecież o tym mówiłam. Reportaż o skrzywdzonych rodzinach i sprawcach, którzy mierzą się z konsekwencjami swoich czynów - po krótce przedstawiła mu po raz kolejny bezpieczną wersję tego co chce osiągnąć. Nie zamierzała jak na razie, wtajemniczyć go w to co chce osiągnąć i jak sama planuje być sędzią w całej sprawie. Nie obawiając się tego jak mocno sama się naraża. W każdej sekundzie. W każdej niemal chwili. Może gdyby wiedział od oczątku o co jej chodzi. Nie pozwoliłby jej na to ale ona pewnie i tak zrealizowałaby swój plan, nawet bez jego pomocy.
- Zakończymy temat mojego odżywiania. Może ty powinieneś zrezygnować z podjadania? - chciała mu zrobić na złość. Choć na pewno nie było mowy o to by nie dbał o swoją kondycję. Choć tutaj nie miała żadnej pewności.
papryczka
ludzie mym triggerem, wszechobecna dwulicowość
ODPOWIEDZ

Wróć do „CBC Toronto”