Może i ich relacja dawno się wypaliła, a właściwie zmieniła po prostu, bo już nie patrzyli sobie w oczy z tym ogniem, już nie szeptali na ucho słodkich słówek, ale... wciąż miał do niej pewną słabość.
Bo Madox lubił twarde kobiety, nieugięte, zawzięte, często wariatki. A czy może być ktoś twardszy niż Pani prokurator? Ciągnęła go do niej jeszcze jedna rzecz, po prostu ciekawość. Po co go tu wzywała, co na niego miała? Patrzył w te niebieskie oczy, jakby starał się z nich coś wyczytać, jakby chciał ją przejrzeć, ale nigdy tak do końca mu nie pozwoliła. I on jej też nie. Nawet teraz, po tych wszystkich latach widział w jej twarzy, że ona też wciąż próbowała go rozgryźć.
Toczyli ze sobą grę, w której chcieli się poznać, ale teraz przecież siłą rzeczy już byli dalej od tego, niż kiedyś tam. Kiedy serca waliły w piersi jak szalone, oddechy przyspieszały, skóra tarła o skórę w chwili uniesienia, a oni zdejmowali przed sobą pewne maski. Nie wszystkie... Niektóre karty nie zostały nigdy odkryte.
Chociaż akurat to, że miał niewyparzoną gębę i czasem za długi język, powinna pamiętać. Ten jego język...
-
A to może później, chociaż czy to legalne fantazjować o prokurator, kiedy jest się świadkiem? - bo chyba w takiej roli go tu wezwała, nie oskarżonego, bo nie byłoby tak
miło. Zrobił zeza zerkając na jej dłoń na swoim czole, kiedy go od siebie odsunęła, a zaraz przewracał oczami, jeden kącik ust drgnął mu ku górze, nawet miał jej powiedzieć, że kiedyś nie przeszkadzała jej jego bliskość, ale ona już mu nawijała o tym, że...
może był tylko pionkiem. Pieprzona Josephine Pemberton, wiedziała jak do niego dotrzeć, jak go dotknąć... odpowiednio. Tak, żeby się wkurzył, ruszył. Skrzyżował ręce na piersi i zmrużył powieki.
-
To po co mnie zapraszasz, skoro nic dla ciebie nie... -
znaczę, to chciał jej powiedzieć. W kontekście sprawy oczywiście, bo w innych to już dawno nic dla siebie nie znaczyli.
Wbił spojrzenie w zdjęcie, które przesunęła w jego kierunku. Postukał palcem w fotografię, a ciemne tęczówki przesunęły się na jej twarz -
dobrze wyszedłem nie? A masz jakieś z tyłu, żeby było widać tyłek? Ostatnio dużo ćwiczę - nie okłamywał jej, po prostu... pierdolił od rzeczy. Wodził ją za ten ładny nosek, nie dając jej nic konkretnego. Ale w jego oczach mogła widzieć pewną zmianę, zastanawiał się, ile jej powiedzieć.
-
Oj Josie, jakbym chciał, to już bym przyszedł z prawnikiem, ale wolałem spotkanie w cztery oczy - pochylił się do przodu na krześle, żeby znowu zajrzeć w te jej, intensywnie niebieskie -
a co do tej siły... To przecież wiesz, że to akurat mnie kręci - czy by ją gdzieś zgłosił, gdyby dała mu w twarz? Pewnie nie, ale sam też by ją mógł poszarpać. Zresztą Madox nie lubił takich zagrań, zasłaniania się przepisami, on zdecydowanie wybierał... przemoc. Co Pemberton też mogła wiedzieć, biorąc pod uwagę fakt ile on faktycznie trenował, ile się bił i chodził poobijany.
Opadł plecami na oparcie niewygodnego krzesełka, złapał w płuca więcej powietrza, a wytatuowanymi palcami przesunął po szyi i karku.
-
Dobra, znałem Shultza, przychodził do klubu po informacje - wzruszył ramionami, bo to akurat nie była żadna tajemnica, że dużo ludzi wpadało po to do Emptiness, nawet psy. Znowu na nią patrzył, kiedy powiedziała, że
wreszcie mówi z sensem, ale gdy dodała, że znaleźli jego odciski palców, to poruszył się na krześle. Kurwa...
Nie powinien tak wszystkiego dotykać, a miał do tego tendencję, teraz też postukał palcami w blat stołu, ale zaraz schował ręce do kieszeni kurtki. Od dzisiaj rączki przy sobie Noriega.
Złapał w płuca więcej powietrza, a kiedy obeszła stół i spojrzała na niego z góry, a potem chwyciła w palce jego podbródek, to w pierwszej chwili jej się szarpnął, nieokiełznany dzikus, ale zaraz wbijał w nią to ciemne spojrzenie, zadzierając do góry głowę. Pozwalając jej, żeby wbiła palce w szorstką skórę pokrytą zarostem -
przecież wiesz, że dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych, a takim gadaniem tylko... - zerwał się gwałtownie z miejsca, tak, że kiedy się cofnęła to wpadła na stół, i teraz to on patrzył na nią z góry -
tylko mnie prowokujesz - a łatwo było go sprowokować. Zrobił krok w jej kierunku, żeby oprzeć wytatuowaną rękę o blat, tuż obok jej biodra -
dobra. Byłem u niego w mieszkaniu, załatwiałem mu pewne... rzeczy - przechylił na bok głowę, bo na pewno zdawała sobie sprawę z tego co. Prochy -
ale bez adwokata nie powiem jakie. A zresztą nie udowodnicie mi tego, ale powiem ci jedno twoja ofiara lubiła sobie poimprezować, a w klubie miał nawet swoje ulubione... - spuścił spojrzenie gdzieś na jej dekolt -
tancerki - znowu podniósł wzrok na jej twarz -
może to z nimi powinna porozmawiać? - zasugerował jej. Ale wcale się nie cofnął -
Shultz miał dużo wrogów, nie lubili go, bo był... Mnie osobiście wkurwiał, ale nie miał problemów z wyłożeniem kasy, więc wiesz... - znowu sięgnął do swojej szyi, żeby się po niej podrapać, zahaczając łokciem o jej pierś, która unosiła się w szybkim oddechu. Niechcący przecież... -
bogaty dupek, tak bym go podsumował - nie dziwiło go nawet, że ktoś go w końcu odstrzelił -
ale czekaj... Z kim wchodził w układy? - znowu zmrużył powieki przyglądając się jej. Bo przypomniały mu się jej słowa
za próbę współpracy z wymiarem sprawiedliwości. Ciekawe.
Josephine M. Pemberton