25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Od razu zamyśliła się nad tym, na co mogłaby zbierać, gdyby sama była proboszczem. Nie miałaby problemów, by oświadczyć wiernym, że w danym tygodniu odpuszczą sobie pomóc biednym dzieciom i wszystko pójdzie na kupno biletu do Europy na jej prywatną wycieczkę. Pewnie byłaby tym proboszczem bardzo krótko, bo kościelne hierarchie nie przepadały raczej za taką bezczelnością. Ale gdyby udało jej się zebrać wcześniej na wycieczkę, to pal sześć ciąg dalszy!
— Brzmicie dużo szlachetniej niż bym się po was spodziewała, przyznaję. Musicie po prostu popracować nad PR-em i jakoś to będzie. — Nie miała zamiaru zaczynać dyskusji na temat tego, czemu jego bóg w ogóle pozawalał na tyle wojen i cierpienia, bo przecież żadne z nich nie było już w gimnazjum. Domyślała się też, że taka dyskusja z księdzem byłaby bezowocna, a nie miała ochoty w tym momencie kłócić się z nim, o którąkolwiek z wojen, które obecnie trawiły ten świat. Z pewnością nie można było ich ignorować, bo autorka w innym wątku wspominała o graffiti, które zrobiła River na temat zbrodni, które miały miejsce w Gazie. Cross bardzo łatwo się nakręcała, gdy chodziło o aktywizm, a szkoda jej trochę było psuć z własnej woli miłą rozmowę.
— Podobno wasz bóg jest miłosierny, co akurat mi się podoba. Chwalą go też za bezwarunkową miłość, ale sama nie wiem, czy to taka wielka zaleta. Takie obsesyjne kochanie potrafi wykończyć, jeżeli ktoś bardzo nie chce być obdarzony miłością. — W jej tonie na moment pojawiła się nuta smutku. Jej doświadczenia z kochaniem mimo wszystko udowadniały, że ten koleś (albo cała trójka?) nie mają zbyt lekkiego życia. Skoro był wszechmocny, to równie dobrze mógł wyłączyć w sobie to bezwarunkowe kochanie, a jednak ciągle przy tym trwał. Cross też za nic w świecie nie wyjęłaby z jebie uczuć, które często rozrywały ją na strzępy, ale była tylko ułomnym człowiekiem z wyjątkowo masochistycznym podejściem do życia. Wolałaby, żeby Stwórca dawał jej dobry przykład, a nie utrwalał toksyczne wzorce, w których potem zatapiała się bez pamięci.
— Pracuję teraz nad komiksem o śmierci i szukam odpowiedzi, które nie będą zostawiały we mnie ziejącej pustki. Wybacz, ale na razie ich tutaj nie dostrzegam. — Machnęła niedbale ręką, chcąc pokazać, że nie ma na myśli tej konkretnej ławy, w której siedzieli, a raczej kościelną instytucję jako całość. Podchodziła do sprawy dość sceptycznie, zakładając, że pewnie odniesie porażkę – co nie było pewnie fair wobec religii – i wcale nie była zaskoczona, gdy za każdymi kolejnymi drzwiami odkrywała tylko więcej pytań.
— Myślisz, że zasługujesz na to miejsce na górze? — zapytała, obracając się nieco w jego stronę. — Pytam o twoje zdanie, nie jego — zastrzegła od razu, skinąwszy głową w górę, by nie miał żadnych wątpliwości, o jakiego jego jej chodziło. Nie miała w sobie zbyt wielu filtrów społecznych i zdecydowanie zbyt często zadawała pytania, które większość pewnie uznałaby za zbyt intymne jak na rozmowę toczoną kilkanaście minut od poznania się.

Harry Dillion
Werka
dogadamy się
26 y/o
For good luck!
176 cm
organista St. John's Anglican Church
Awatar użytkownika
organista w kościele objęty programem ochrony świadków, więc tajemniczy mocno
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszła
postać
autor

   On sam nie miał zamiaru zbierać pieniędzy na cokolwiek. Nie chciał być za to odpowiedzialny i nawet, gdy rozmawiał z proboszczem na temat tego, co mógłby tu robić i gdy proboszcz zaproponował mu prowadzenie finansów, to Harry grzecznie ale stanowczo odmówił. Nie miał zamiaru zajmować się pieniędzmi, które nie należały do niego. Była to zbyt duża odpowiedzialność i chociaż wiedział, że pewnie dobrze by sobie z tym poradził, to i tak zbyt mocno by go to stresowało. Bałby się również, że jeśli cos by się stało i pieniądze by się zapodziały, to byłby pierwszą osobą do obwiniania. No i chyba nie trzeba było mówić, że byłoby mu to nie na rękę. Musiał tu zostać tak długo, jak było to konieczne.
   – Cóż… idee nie potrzebują PR lecz instytucje, a nasze niestety nie dla wszystkich chodzą w parze – kiwnął głową. Trudno było się nie zgodzić z River, bo miała rację. Kościół jako instytucja miał poważne problemy, których nie chciał rozwiązywać. Oczywiście każdą parafię należałoby rozpatrywać osobno, a nie wrzucać do jednego wora, to niestety opinia publiczna lubiła generalizować i Kościół rzeczywiście nie miał najlepszej opinii.
   – Owszem, miłosierdzia mu nie brakuje – powiedział. Nie chciał się jednak zagłębiać w to wszystko zbyt mocno. Idea wiary, nieważne jakiej, była kusząca. Rozumiał ludzi, którzy ulegali tej pokusie. Jeśli czuli się dzięki temu pewniej i pomagało im to znajdywać pociechę, to nie miał zamiaru tego krytykować i wstrzymał się przed wygłaszaniem opinii. Nie chciał nikomu psuć światopoglądu i humoru. Nie mówiąc już o tym, że teraz musiał udawać kogoś, kto wierzył w te wszystkie brednie. II, na domiar złego, wychodziło mu to chyba dość znośnie.
   – Boskie miłosierdzie nie jest obsesyjne – zaczął jednak. – Każdy ma pełne prawo się od niego odwrócić i robić rzeczy przeciwko niemu, jednak Bóg jest na tyle miłosierny, że gdy ktoś postanawia do niego wrócić i szczerze żałuje swoich postępowań, to Bóg mu bezwarunkowo wybacza – powiedział. No… o ile do warunków nie wliczał się żal i postanowienie poprawy. Uśmiechnął się na tę lekką hipokryzję, jednak miał nadzieję, że wyszło to dość naturalnie jako reakcja na jego mądre słowa.
   – Chciałbym myśleć, że w momencie mojego odejścia stąd będę mieć szanse się tam znaleźć – wzruszył ramionami ponownie. Nie wiedział, co miałby jej odpowiedzieć, żeby brzmiało dobrze, ale jednocześnie nie było zbyt wymijające. Był bowiem pewny tylko jednej rzeczy, a mianowicie tego, że człowiekowi po śmierci było już wszystko jedno, co się z nim działo. Nie mówiąc już o tym, że wszyscy trafiali zawsze w to samo miejsce – do ziemi.
   – Kościół nie jest miejscem, w którym śmierć odgrywa dużą rolę… w końcu jest ona tylko etapem, prowadzącym do czegoś innego – powiedział, przyglądając jej się uważnie.

River Cross
Harry wikary
nuda i brak zaangażowania
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uniosła zaskoczona brew, gdy przyznał jej rację w kwestii potencjalnego podreperowania wizerunku kościoła. Osoby głęboko zanurzone w struktury danych organizacji raczej nie były chętne do kalania własnych gniazd, a Cross miała wrażenie, że w przypadku kościoła jest to potrójnie silna lojalność. Mogłaby być pewnie tylko podwójna, ale nie wypada, skoro nawet bóg jest w trzech osobach. Niby wikariuszowi jeszcze daleko do bycia nawet w środku hierarchii, ale można byłoby podejrzewać, że tak czy siak poczuje się zobowiązany do bronienia swojej instytucji. Podobała jej się ta postawa. Sprawiała wrażenie zdrowszej od tej, która jest w standardzie, ale może to tylko wrażenie?
— Wybacza bezwarunkowo pod warunkiem, że wrócę do niego na kolanach? Kumam — Zaśmiała się krótko. Kościelna hipokryzja nigdy nie przestanie jej zadziwiać! Pod tym względem przynajmniej wszystkie odłamy były ze sobą zgodne. Warunki powrotu do łask miały oczywiście sens, ale nieco gryzły się z tą bezwarunkowością. Moze nie tylko instytucja, ale i sam Stwórca potrzebował trochę porad w kwestii wizerunkowych? Nie można mówić o sobie jednego, a potem pokazywać drugiego, bo ludzie nie będą ci ufać! Wiadomo, że część będzie to łykała jak gęś kluski, ale wystarczy mieć w sobie choć trochę sceptycyzmu, żeby zacząć dostrzegać w tym luki i się wycofać. Influencerzy byli w stanie to ogarnąć bez większych problemów, a zazwyczaj nie były to orły i sokoły, a taki Stwórca wszechrzeczy miał z tym problem? Brzmiało to wyjątkowo niewiarygodnie.
— No tak, to obiecane życie wieczne. Ale dla mnie to też brzmi wyjątkowo niezachęcająco. Wolałabym, żeby wszystko się skończyło wraz z moim ostatnim oddechem. Albo jak już musi zaczynać to nowy rozdział, to niech istnieje reinkarnacja — przyznała szczerze. Wizja nieba i piekła nigdy do niej nie przemawiała. Właściwie w żadnej formie. Wszystko jedno, czy to miałaby być dosłowna przestrzeń z latającymi aniołkami i kotły, w których gotowano grzeszników, czy po prostu jakaś wyjątkowo zawoalowana metafora egzystencji w niebycie – nie brzmiało to jak dobra zabawa. A Cross nie znosiła nudy. Jak widziała zbliżający się koniec, to czuła większą motywację. Marzenie o wieczności sprawiało wrażenie jakiegoś intelektualnego lenistwa, ale może po prostu była zbyt oceniająca. Okej, zdecydowanie była zbyt oceniająca pod każdym względem.
— Dziwaczny z ciebie ksiądz, wiesz? Nie agitujesz, nie wykręcasz się od kościelnych wad, jakiś taki jesteś... nieentuzjastyczny względem wiary. Masz jakiś plan B? — Była szczerze ciekawa tego, jaka inna ścieżka życiowa mogła czekać za rogiem na kogoś, kto decyduje się całkowicie skupić własne życie wokół boga. Czy tacy ludzie maja całkowicie prozaiczne marzenia i facet rozważał bycie listonoszem albo ogrodnikiem? A może pozostałe pomysły były równie szalone jak ten z nałożeniem habitu? Zdecydowanie za rzadko rozmawiała z przedstawicielami jakiejkolwiek religii, by zdążyć wyrobić sobie jakąś opinię i wyciągać z niej średnią.

Harry Dillion
Werka
dogadamy się
26 y/o
For good luck!
176 cm
organista St. John's Anglican Church
Awatar użytkownika
organista w kościele objęty programem ochrony świadków, więc tajemniczy mocno
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszła
postać
autor

   Musiał przyznać, że całkiem przyjemnie mu się rozmawiało z dziewczyną. Była ona swoistym testem dla niego i sprawdzianem, czy dobrze radzi sobie w swojej nowej roli. Nie wydawało mu się, że był idealny, jednak chyba nie szło mu na tyle źle, by ktoś mógł się domyślić, że nie był prawdziwym duchownym. I tylko o to mu chodziło. Nie miał zamiaru udawać fanatyka i człowieka, który swoją wiarą emanował na prawo i lewo. Z resztą wszyscy, z którymi rozmawiał i którzy pomagali mu odnaleźć się w tej nowej rzeczywistości, mówili mu, że chociaż powinien pamiętać o paru rzeczach, to jednocześnie powinien stawiać raczej na naturalność. Fakt, że był w kościele anglikańskim na szczęście pomagał, bo nie stawiał zbyt sztywnych reguł. Jako ksiądz katolicki pewnie już dawno prosiłby o zmianę miejsca swojego pobytu.
   – Nie do końca to miałem na myśli – uśmiechnął się, lekko kręcą głową, jakby chciał zaprzeczyć swoim własnym słowom. – Chodziło mi o to, że Bóg nie karze tych, którzy się od niego odwrócili i chcieli wrócić… tak samo jak nie karze tych, którzy nie wierzą w niego wcale – wydukał, przypominając sobie wersety z Pisma Świętego, które najbardziej mu się podobały. Może i nie był wierzącym człowiekiem i daleko mu było do tego, by przyznawać jakiekolwiek racje książce, niemniej jednak nie mógł odmówić tego, że stanowiła ona pewien zbiór mądrości i całkiem przyjemnych cytatów. Z resztą sama idea religii nie była taka zła, problematyczne było jedynie to, że wielu ludzi zapomniało o tym, jak powinni się zachowywać.
   – To trochę tak, jak się z kimś pokłócisz albo ktoś zrobi krzywdę tobie… wypada przeprosić, chociaż prawda jest taka, że nikt z nas nie wie, czy Bóg tego od nas rzeczywiście oczekuje – wzruszył ramionami. Bo jeśli rzeczywiście istniała siła wyższa, która miała swoją personifikację we wszechpotężnej jednostce, to jak niby ludzie mieliby dowiedzieć się, czego ten byt rzeczywiście chce i oczekuje? Każdy mógł mówić swoje racje i w sumie wszystkie byłyby one na równi prawdopodobne. Nie chciał się więc wdawać w dyskusje na temat tego, jak to wszystko działało, bo był pewny, że zarówno on, jak i jego rozmówczyni mieli tyle samo racji, co teolodzy i uczeni w Piśmie.
   – Kiedyś się dowiemy… ale dla wielu ludzi pocieszająca jest wizja tego, że istnieje coś poza naszym światem – przyznał. Czasami gdybał sobie na ten temat. Zastanawiał się, czy wolałby, żeby poi śmierci nie było niczego, czy żeby zaczynało się coś nowego, bez znaczenia, jaką formę to nowe coś miałoby przybrać. Logiczne wydawało mu się, że z chwilą śmierci zamknie się księga jego życia, a on odleci w nicość i stanie się niczym. Nie chciał uchodzić za snoba, niemniej jednak dość poetyckie wydawało mu się to, że jego ciało zgnije i wróci do natury, zakańczając krąg obiegu swojej materii. Nie wiedział, czy dusza istniała i z tego, co było mu wiadome, nie istniały żadne dowody, które potwierdzałyby jej istnienie. Ale można było wierzyć, jeśli ktoś miał właśnie takie życzenie.
   – Hah – zaśmiał się, słysząc jej słowa. – Będąc w seminarium mówiono mi, że jestem zbyt pragmatyczny i chyba mi to zostało – stwierdził na szybko. Nie było to kłamstwo. I tak, pragmatyzm niezbyt pasował do wizerunku księdza, ale jak na ironię wydawało mu się, że dzięki temu staje się on bardziej przystępny dla innych ludzi. Nie chciał udawać fanatyka. – Agitacja do niczego nie prowadzi, a jedynie podnosi ciśnienie… a wady, cóż… na niektóre ciężko jest przymknąć oko – uznał, prostując się. Kościół miał wiele rzeczy, z których powinien się wyspowiadać i za które powinien ponieść konsekwencje. Harry uważał, że nie można było mówić ludziom, jak mają się zachowywać, a samemu się do tych wskazówek nie stosować. – Ja zawsze chciałem zostać muzykiem… całkiem nieźle radzę sobie na karaoke no i w sumie po części się to spełniło, bo gram tu na organach – wskazał dłonią kierunek, w którym należało iść, by trafić na kościelny instrument. – A ty… od zawsze chciałaś rysować? – zapytał.

River Cross
Harry wikary
nuda i brak zaangażowania
ODPOWIEDZ

Wróć do „St. John's Anglican Church”