Siedział sztywno i bał się drgnąć, żeby nie zepsuć tej dziwnej sytuacji. To, że na niego nie patrzyła, wcale mu nie pomogło. Poczuł się jeszcze bardziej głupio. Gapił się na nią i wiedział, że to słabe, ale nie potrafił przestać. Był totalnie zszokowany tym, jak to wygląda. Całą noc układał sobie w głowie formułki o skrusze, nastawiał się na opieprz i na to, że wejdzie tam, potulnie przytaknie i będzie miał to z głowy. A teraz siedzieli obok siebie na korytarzu jak jacyś znajomi i milczeli. Czuł od niej perfumy, słyszał jej oddech i to go strasznie krępowało. Ta cisza go wykańczała, bo zamiast się uspokoić, znowu zaczął panikować. W gardle mu zaschło, zrobiło mu się gorąco i zaczął się zastanawiać, czy ona nie robi tego specjalnie, żeby go po prostu przetrzymać i złamać psychicznie przed wejściem do gabinetu.
Noah zsunął dłonie jeszcze niżej, niemal wciskając je pod uda. Wyczuwał jej bliskość, ale w tym milczeniu zaczynał się powoli gubić. Gdyby rzuciła w niego paragrafami, wiedziałby, co robić. Przeprosiłby, spuścił głowę i przyjąłby wszystko na klatę, bo tak zaplanował ten poranek. Ale ta jej dziwna, spokojna obecność rozwalała mu cały plan obrony.
Zaczął się zastanawiać, co ona właściwie o nim myśli. Czy widzi w nim po prostu kolejnego pijanego idiotę z wyrokiem, czy może próbuje wyczuć, czy facet siedzący obok niej na ławce ma w sobie jeszcze jakieś resztki ludzkich odruchów. Doskonale wiedział, że dla systemu jest śmieciem. Zrobił coś niewybaczalnego, zniszczył komuś życie i sam ze sobą nie mógł wytrzymać w jednym pokoju, więc nie oczekiwał, że ona podejdzie do niego jak do człowieka.
Najgorsza była ta niepewność. Czekał na jakikolwiek znak, ruch ręką, cokolwiek, co przerwałoby to zawieszenie. Chciał już tam wejść, podpisać co trzeba, usłyszeć warunki i mieć to za sobą. Przez to przeciągające się milczenie czuł się coraz bardziej obnażony. Zaczynał się bać, że kobieta patrzy na niego i widzi każdą jego najgorszą myśl, a on nie ma pojęcia, jak udowodnić, że naprawdę, kurwa, żałuje tego, co się stało.
Wziął od niej szklankę tak szybko, że woda prawie chlusnęła mu na palce. Przez ułamek sekundy ich dłonie się zetknęły, a on poczuł się, jakby kopnął go prąd. Cofnął rękę, ściskając szkło obiema dłońmi, żeby nie było widać, jak strasznie mu drżą.
-
D-dzięki - wydusił, po czym od razu chciwie pociągnął kilka łyków. Zimna woda natychmiast przyniosła ulgę, ale żołądek i tak podszedł mu do gardła ze stresu. Dopiero po chwili dotarło do niego to, co powiedziała o tych kabanosach. Zerknął na nią z boku, totalnie skołowany. Spodziewał się urzędowego tonu, a ona rzuciła jakimś żartobliwym tekstem o smrodzie w autobusie. Przez to wszystko poczuł się jeszcze bardziej nierealnie. -
Tja... gorzej, jak to są te z serem - bąknął pod nosem, patrząc w dół na dno szklanki i obracając ją w palcach. Sam nie wierzył, że to powiedział. Rozmawiał o jedzeniu w komunikacji miejskiej z babką, która zaraz miała decydować o jego przyszłości. -
Przepraszam... za to wszystko. Za to, że muszę pani marnować czas - powiedział nagle, a jego głos znowu trochę ochrypł. -
I... za tamto też. Za to, przez co w ogóle tu siedzę.
Zamarł ze szklanką w połowie drogi do ust, a potem powoli odstawił ją na kolana. Cały ten misterny plan, który układał w głowie, te wszystkie słowa o tym, jak bardzo jest mu przykro i jak bardzo chce się poprawić, właśnie wylądował w koszu. Poczuł się totalnie rozbrojony i nagle zabrakło mu jakiegokolwiek punktu oparcia.
-
Jak to? - wyrwało mu się, zanim zdążył ugryźć się w język. Spojrzał jej prosto w oczy, zupełnie zapominając o wcześniejszym skrępowaniu. W jego głosie słychać było bezradność. -
Przecież... po to tu jestem, nie? Żeby pokazać, że... no, że rozumiem. Że mi zależy. Przełknął ślinę, a jego palce znowu mocniej zacisnęły się na szkle. Skoro nie chciała formułek ani obietnic, to czego, do cholery, od niego oczekiwała? Ta myśl była przerażająca. Procedury były bezpieczne, bo wiedział, czego się spodziewać. To, co robiła blondynka, zmuszało go do wyjścia z bezpiecznej roli skruszonego i postawienia się przed nią jako po prostu Noah – facet, który spieprzył wszystko, co się dało. -
To czego pani w takim razie chce? - zapytał cicho, niemal szeptem, patrząc na nią z lękiem, ale i z ciekawością.
Przez chwilę kusiło go, żeby zostać na tym korytarzu. Tutaj, czuł się dziwnie bezpiecznie, jakby ściany i gadka o autobusie odwlekały moment, w którym wszystko stanie się oficjalne i ostateczne. Z drugiej strony, to zawieszenie i tak go wykańczało.
-
Wejdźmy do środka - powiedział cicho, podnosząc wzrok. -
Chyba... chyba wolę mieć to już za sobą. Zamiast tak siedzieć i o tym myśleć. - Wstał z ławki, odrobinę zbyt szybko, przez co na moment stracił równowagę, ale szybko się zreflektował. Stanął przy drzwiach gabinetu, przepuszczając ją przodem. Ręce znowu wbił głęboko w kieszenie spodni, żeby ukryć drżenie. Serce zaczęło mu walić mocniej, gdy uświadomił sobie, że za sekundę zamkną się za nimi drzwi i zacznie się prawdziwa rozmowa.
Vivienne Adler