31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
You can say that we are nothing, but you know the truth
And guess I'm the fool
With her arms out like an angel through the car sunroof
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obrazek
008

Powinna ją zignorować.
Mieć ją gdzieś.
Już z pierwszym smsem, który wysłała. Daisy nie powinna nawet na niego odpowiadać. Jasno dawał do zrozumienia, że Finch była nie tylko bezczelna ale też pijana, a przecież z własnego oświadczenia wiedziała, że z pijanymi ludźmi się nie wchodziło w dyskusje. Po pierwsze nie dało się wtedy z nimi dogadać, a po drugie oni i tak wiedzieli swoje najlepiej. Szkoda tylko, że Whitmore już nie potrafiła być obojętna na Finch. Nie umiała się nią nie przejmować. Słowami, które wypowiadała, tym jak się zachowywała, a teraz nawet chociażby faktem, że była gdzieś kompletnie nawalona i pewnie nie miała jak wrócić do domu.
Powinna ją zignorować, ale nie potrafiła.
Dlatego tak bardzo naciskała na adres. Chciała ją odebrać i odwieźć do domu. Chociaż tyle mogła zrobić. Przez większość ich spotkać i wspólnych wyjść, to Whitmore w pierwszej kolejności się wstawiała. Kira wtedy dzielnie, za każdym razem upewniała się, że managerka docierała bezpiecznie do łózka. Teraz przyszedł czas, żeby zrobiła to samo. A przynajmniej tak to sobie tłumaczyła, kiedy podniosła się z łóżka, a Rowan przewrócił się na drugi bok. Jedna powieka drgnęła mu do góry, a krótkie pytanie co robisz wyleciało w pełni zachrypnięte spomiędzy jego warg.
Mamy awarie w pracy — rzuciła spokojnie, sięgając do jego policzka i głaszcząc go delikatnie. — Musze jechać do redakcji i pomóc. Wróć jak najszybciej — dodała, wyjaśniając mu wszystko. Pewnie gdyby jej mąż był w pełni rozbudzony zaraz pytałby jej po co, jak i dlaczego, a potem jeszcze pewnie chciał ją sam tam odwieźć, jednak całe szczęście w jego półprzytomnym stanie, w jakim się znajdował, nawet się zbyt nie zainteresował. Skinął jedynie głową i schował twarz w poduszce.
Whitmore natomiast złapała za pierwsze, lepsze ciuchy z szafy. Zarzuciła na siebie luźne jeansy, chodzoną koszulkę i czarną bluzę, a potem przeszła do łazienki. Włosy spięła w kucyk i szybko skierowała się do wyjścia, po drodze łapiąc kluczyki do audi w kolorze baby blue, który pasował do jej oczu.
NIe miała pojęcia, gdzie znajdował się lokal, w którym balowała Finch, dlatego musiała wspomóc się nawigacją. Na miejsce dojechała po jakiś dziesięciu minutach. Głośna muzykę było słychać jeszcze przed budynkiem. Kilka osób kręciło się przed wejściem, kilka grupek paliło papierosy. Daisy aż zajrzała w każdą jedną, bo nawet by ją nie zdziwiło, jakby Kira stała z petem pomiędzy wargami, ale nie. Zero blond włosów w tłumie.
Przeszła do środka. Klub był dość spory i aż westchnęła ciężko, bo znalezienie jej tutaj pewnie będzie graniczyło z cudem. Spróbowała pierwsze przy barze, potem w lożach, ale nigdzie jej nie widziała. Stanęła więc na środku, rozglądając się dookoła i mając nadzieje, że to ona w pierwszej kolejności może ją wypatrzy i się pofatyguje. Nawet napisała do niej wiadomość, że jest na miejscu.

:stickfoch:
26 y/o
fast & furious
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

025.
drunk /drʌŋk/
adjective
unable to speak or act in the usual way because of having had too much alcohol
"she got completely drunk at this party"
Dobrze się bawiła, dopóki nie wychyliła tego jednego szota za dużo. To był jej gwóźdź do trumny. To alkohol zmusił ją do tego, żeby wyciągnąć telefon i zaczęła wypisywać do Daisy. Po co? Cholera wie. Nie miała na to żadnego uzasadnienia. Chciała do niej napisać. Chciała przemówić jej do rozsądku. Chciała, żeby kopnęła Rowana w dupę, bo na nią nie zasługiwał. Dlaczego tak bardzo przejmowała się Whitmore? Tego wiedzieć nie chciała. Wmawiała sobie, że to tylko zwykła, nic nie znacząca troska i że postąpiłaby podobnie, gdyby chodziło o kogoś innego. Na przykład o Ravy, która imprezowała z nią tego wieczoru, ale kumpela w końcu stwierdziła, że ona to pierdoli i wraca do domu. Zaproponowała nawet Kirze, że mogą pojechać razem Uberem, ale ona się uparła, że jeszcze zostaje, bo lokal, w którym pili znajdował się na końcu dzielnicy, w której mieszkała i w sumie to później zrobi spacer.
Jak widać, nigdzie się nie spieszyła. Zamiast zgarnąć swoje rzeczy, zasypywała Daisy kolejnymi wiadomościami. Menadżerka poprosiła ją o adres i chociaż w pierwszej chwili nie zamierzała dzielić się z nią informacją, gdzie dokładnie baluje, to ostatecznie podesłała jej pinezkę z lokalizacją. Ale potem kompletnie o tym zapomniała. Ruszyła w dalsze tango, dobijając się kolejnymi szotami, które postawiła jej ładna, wysoka szatynka z długim warkoczem. Kira nie znała jej imienia, ale to nie przeszkadzało we wciskaniu jej języka do gardła. Stały właśnie na parkiecie w ciasnym uścisku, kiedy telefon w kieszeni zawibrował kilkakrotnie. Z paska powiadomień odczytała, że Whitmore jest na miejscu. Gdzie konkretnie? Trudno stwierdzić. Skradła szatynce jeszcze kilka pocałunków i zostawiła ją na pastwę losu w miejscu, w którym przed chwilą się obściskiwały, a potem chwiejnym krokiem wyminęła grupkę chichoczących dziewczyn. Nawet nie wiedziała, gdzie jej szukać, żeby oznajmić, że nigdzie z nią nie jedzie.
Dostrzegła ją, jak ze zdezorientowaniem rozglądała się po barze. W pierwszym odruchu Finch chciała po prostu zawrócić, ale jednak nogi same powiodły ją w kierunku menadżerki. Zatrzymała się tuż przed nią, z ledwością zachowując równowagę.
Cześć, lala, często tu bywasz? — rzuciła nonszalancko, zarzucając włosami do tyłu. — Jesteś tutaj sama, czy postawić ci jakiegoś fikuśnego drinka? Czekaj, czekaj. Niech zgadnę. To będzie Aperol Spritz. Dobrze pamiętam? — zapytała, totalnie ignorując fakt, po co Daisy się tutaj zjawiła. Nie dopuszczała do siebie myśli, że przyjechała specjalnie po to, żeby odwieźć ją do domu, bo przecież Finch do żadnego domu wracać nie zamierzała. Impreza trwała w najlepsze, a wieczór był jeszcze młody! Nieważne, że dochodziła prawie trzecia, kto zwracałaby uwagę na takie szczegóły? Na pewno nie Finch, która już od dawna miała dobrze i w głowie, i w nogach.

Daisy 🥴
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
You can say that we are nothing, but you know the truth
And guess I'm the fool
With her arms out like an angel through the car sunroof
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Stojąc pośrodku kolorowego klubu kilkakrotnie żałowała, że tu przyszła.
Nie powinna była tego robić.
Powinna olać wiadomość od Kiry i mieć ją gdzieś. Powinna. A jednak jej ciało samo przywiozło ją tutaj i czekało, aż Finch raczy się pojawić. Chociaż tłumaczyła sobie, że to nic nie znaczy, mimowolnie rozglądała się za blondynką. Chciała ją zobaczyć. Stęskniła się. Sama za bardzo nie wiedziała czemu, szczególnie biorąc pod uwagę, że stan w jakim zapewne była, pozostawiał wiele do życzenia ale… źle jej było po ich ostatniej kłótni. Wiedziała, ze troska Kiry wywodziła się z dobrego miejsca, że nie było w tym złośliwości, a po prostu szczera chęć pomocy. Poszło to wszystko w złym kierunku, a wina leżała po obu stronach. Nigdy po jednej.
Chociaż akurat znalezienie się w klubie musiało zostać pozostawione po stronie tylko i wyłącznie Finch, bo Daisy czuła się tutaj kompletnie zagubiona. Nawet nie wiedziała, gdzie powinna jej szukać i chyba to nawet lepiej, bo pewnie gdyby zobaczyła, jak dziennikarka wciska język do gardła przypadkowej lasce, finalnie zapewne odwróciłby się na pięcie i jednak pojechała do domu. Ale nie widziała. Kompletnie nieświadoma stałą i czekała, aż nagle tuż przed jej oczami wyrosłą znajoma postać z wielkim uśmiechem wymalowanym na twarzy.
Wow — wtrąciła, od razu oceniając stan upojenia Finch, który był… no duży. — Nigdy się chyba tak nie cieszyłaś na mój widok — wtrąciła jeszcze zanim była gotowa wytoczyć ciężkie działa w postaci zabiorę cię do domu, które z pewnością zetrą z Kiry nieco uśmiechu. Na tamten moment jednak miała go w sobie aż za dużo, a do tego pewności siebie, która sprawiła, że zaczęła nawijać do Whitmore tak, jakby chciała ją poderwać.
Nie bywam tu wcale. Jestem pierwszy raz — odpowiedziała jej, ignorując fakt, że to była jedynie pijana zaczepka. — I nie chce żadnego drinka, bo przyjechałam autem — nakreśliła sytuacje, jakby Finch zapomniała, o czym rozmawiały jeszcze chwilę temu przez SMSy. — Tobie też już chyba wystarczy — wtrąciła nagle, przekrzykując muzykę. Kira niby stałą o własnych siłach, ale jednak naturalne przyciąganie i procenty we krwi sprawiały, że bujała się lekko na boki, a potem jeszcze w przód i tył. Wystarczyłby niewielki podmuch wiatru, a jej stabilizacja posypałaby się jak domek z kart. A nawet nie tylko wiatr, bo akurat ktoś próbował się przecisnąć przez tłum i trącił ją łokciem pewnie ta laska, którą zostawiła na parkiecie. Kira czy chciała czy nie zachwiała się i poleciała do przodu, a Daisy w naturalnym odruchu przytrzymała ją przy sobie, zamykając w szczelnym ramionach.
Pomimo mocnego wstawienia, jak włosy wciąż pachniały kwiatowym szamponem, chociaż teraz z domieszką dymu tytoniowego, który przebijał się na całym jej ciele. Nie zabrała dłoni od razu. Przez moment jeszcze trzymała Kirę przy sobie i dopiero po kilku długich sekundach postanowiła się opamiętać.
Dobra, zbieraj się — zaczęła, odchrząkując i robiąc niewielki krok w tył. — Masz tu kurtkę czy jakieś rzeczy, czy jesteś gotowa do wyjścia? — rozejrzała się dookoła w poszukiwaniu ewentualnej szatni, jednak nic takiego nie rzuciło się w jej oczy. Wróciła więc pełną uwagą do Kiry, zawieszając spojrzenie na jej szarych, kompletnie podchmielonych, na wpół otwartych piękny oczu.

:stickniepatrze:
26 y/o
fast & furious
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na początku miała wyrzuty sumienia, że rozmowa w redakcyjnej kuchni potoczyła się tak, a nie inaczej. Jakieś. Ale teraz, w tym stanie? Ani trochę nie czuła się winna. Nie żałowała żadnego słowa, które wtedy padło. Nadal była przekonana, że postąpiła słusznie, a to Daisy była zbyt ślepa, żeby zauważyć, jak głupio się zachowuje, pozwalając Rowanowi traktować się w ten sposób. Nie mogła już dłużej słuchać jej tłumaczeń i kolejnych powodów, dla których próbowała usprawiedliwiać swoją niezdrową relację. Przemoc nie miała miejsca w żadnym związku, ale najwyraźniej Whitmore uważała inaczej.
Jeszcze pół godziny temu nie chciała, żeby tutaj przyjeżdżała. Nie chciała jej widzieć. Ale kiedy tak na nią patrzyła, gdzieś w środku cieszyła się, że jednak mogła ją zobaczyć. Mogły dać razem w palnik i dobrze się zabawić. Ale menadżerka nie wyglądała na zbyt chętną.
Co ty za bzdury wygadujesz? Zawsze cieszę się na twój widok — odparła natychmiast, kompletnie nie zgadzając się ze słowami Daisy. I może faktycznie Finch nawijała tak, jakby chciała ją poderwać. Bo może chciała? Na inne laski takie teksty działały jak lep na muchy.
Mogła się domyśleć, że Whitmore raczej nie bywała w takich miejscach. Nawet ją o to nie podejrzewała. Bar podchodził raczej pod spelunę i nijak miał się do ekstrawaganckich lokali, do których zabierał ją mąż po wygranych meczach. O ile wcześniej nie spuścił jej wpierdol. Dobrze, że Kira nie skomentowała tego na głos. Chyba? Nie była pewna. Ale na szczęście nie, bo menadżerka nie skomentowała tego ani słowem.
A tak, samochodem — pokiwała zgodnie głową. — W takim razie jesteś bardzo odpowiedzialna — dodała. Jej raz zdarzyło się wsiąść za kółko po pijaku. Nie skończyło się to najlepiej, ale przynajmniej miała nauczkę. — Wystarczy? Ale że mi? Moja droga, ja się dopiero rozkręcam — przycisnęła sobie rękę do piersi, ale wtedy ktoś trącił ją łokciem, a ona wpadła w ramiona Daisy jak jakaś szmaciana lalka.
Faktycznie sprawczynią tego małego zamieszania była szatynka, z którą chwilę wcześniej migdaliła się na niedużym, ale mocno zatłoczonym parkiecie. Czemu tak się zachowała? Trudno stwierdzić. Najprawdopodobniej obudziła się w niej zazdrość, kiedy dostrzegła Kirę z inną kobietą. Trwała tak w uścisku z Whitmore, nieświadomie wciskając twarz w zagłębienie między jej szyją a ramieniem. Wcale nie chciała się odsuwać, ale kolejne słowa zmusiły ją do podniesienia głowy i spojrzenia na menadżerkę.
Co? Ale ja nigdzie nie idę — odparła i skrzyżowała ręce na piersiach, jakby tym sposobem chciała jej dać do zrozumienia, że naprawdę nie zamierza się stąd ruszyć. Nic jednak nie wskazywało na to, że Daisy tak łatwo odpuści, dlatego Kira westchnęła ze zrezygnowaniem. — Jezu, dobra. Niech ci będzie. Ale robię to tylko dlatego, żebyś mogła jak najszybciej wrócić do swojego ukochanego mężusia — machnęła w końcu ręką, tak dla świętego spokoju. Czy miała ze sobą jakieś rzeczy? Nie potrafiła skojarzyć. Możliwe, że nie. Dalej nosiła jeansową kurtkę z naszywkami, chociaż wcześniej zarzucała ją tamtej szatynce na ramiona, kiedy wychodziły na fajkę. Automatycznie pomacała się po kieszeniach spodni, wyczuwając telefon i klucze do domu. No to jednak miała wszystko.
Nie czkając na Daisy, po prostu skierowała się do wyjścia. Naparła barkiem na drzwi, gdzie znów natrafiła na wspomnianą wcześniej szatynkę, która nerwowo zaciągała się papierosem.
Taka jesteś? — zwróciła się do Finch i zrobiła krok w jej kierunku. — Przez pół nocy próbujesz mi się dobrać do majtek, powtarzając jaka jestem wspaniała i obiecując, czego to ze mną nie zrobisz w łóżku, a teraz wyłazisz z jakąś... — urwała, spoglądając na Daisy. — Siksą. Mogłaś, kurwa, przynajmniej powiedzieć, że masz dziewczynę — prychnęła pogardliwie. Kira wywróciła ostentacyjnie oczami. Na litość boską, dlaczego wokół uważali, że były parą?

Daisy 😵‍💫
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
You can say that we are nothing, but you know the truth
And guess I'm the fool
With her arms out like an angel through the car sunroof
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zawsze się ciesze na twój widok.
Cóż, tutaj akurat można było polemizować.
Szczególnie jeśli na tapetę nagrałoby się ich ostatnie spotkanie. Kira wcale nie wyglądała podczas niego zadowolona, a już tym bardziej kiedy patrzyła na Whitmore raczej czuła wszystko oprócz szczęścia. Dzisiejszego wieczoru natomiast wyglądało to nieco inaczej. Z początku blondynka zdawała się być faktycznie zadowolona z faktu, że managerka pofatygowała się, by się z nią zobaczyć, natomiast kiedy temat zszedł na pakowanie się do domu, Daisy od razu wyłapała grymas na jej twarzy.
Oczywiście, że nie chciała wracać.
Jaka pijana osoba kiedykolwiek powiedziała, że chce do domu? Chyba tylko taka, która autentycznie się źle czuła. Finch sprawiała wrażenie, jakby czuła się w y ś m i e n i c i e, chociaż stan jej zachwiania, kiedy jakaś dziewczyna trąciła ją łokciem pozostawiał naprawdę wiele do życzenia.
Jak jeszcze więcej wypijesz, już w ogóle nie będziesz umiała chodzić — mruknęła pod nosem, przytrzymując Kirę w ramionach. Jej ciało chociaż trzymało się w pionie, było jakieś takie bardziej wiotkie niż normalnie. Pewnie gdyby Whitmore chciała ją sobie przerzucić przez ramię, bez problemu mogłaby to zrobić.
I może nawet była gotowa rozważyć tą opcję, gdyby dziennikarka sprawiała jeszcze więcej problemów, ale już po chwili, ku zdziwieniu Daisy, blondynka przyznała jej rację. Krótkie dobra opuściło jej pełne wargi, a Whitmore przez moment patrzyła na nią podejrzliwie, jakby doszukiwała się w tym podstępu. Zaś na uwagę o ukochanym mężusiu przewróciła oczami.
To wzruszające, jak bardzo się troszczysz o to, żebym jak najszybciej do niego wróciła — powiedziała i posłała jej równie złośliwy uśmieszek. Szczerze mówiąc nie rozumiała za grosz skąd w Kirze było tak dużo jadu względem jej relacji z Rowanem. Jasne, była w stanie zrozumieć, że ostatnio się o nią martwiła, ale SMSy jakie pisała, zdecydowanie nie były na miejscu.
Skinęła głową, gdy Finch oznajmiła, że miała już wszystko ze soba i nie trzeba było szukać szatni. Całe szczęście, bo w takich miejscach zazwyczaj kolejka ciągnęła się w nieskończoność. Już zamierzyły się do wyjścia. Daisy trzymała się krok z tyłu, by w razie czego asekurować Kirę, jednak to nie powstrzymało dziewczyny sprzed chwilą, żeby znowu je zaczepić.
Brwi Whitmore momentalnie uniosły się ku górze, kiedy kobieta zaczęła nawijać, jak to Finch dobierała się jej do majtek. Z drugiej strony, czego ona się spodziewała po pijanej Kirze w barze? Widziała doskonale, jaki miała styl życia i podejście do relacji. Jednorazowe numerki były przecież jak najbardziej w jej stylu. Nie zmieniało to jednak faktu, że dyskutować z koleżanką Daisy nie miała zamiaru.
A ty przynajmniej już wiesz, żeby nie podbijać do zajętych lasek — fuknęła, sama siebie nie poznając, po czym oplotła ramie Kiry, wbijając palce w jej skórę i przyciągając bliżej siebie. Dziewczynie prawie papieros wypadł spomiędzy ust, bo chyba nie spodziewała się takiej odpowiedzi. I Daisy chociaż powinna już się zamknąć… — No właśnie, też tak sądzę — wtrąciła jeszcze, chociaż tamta nic nie powiedziała. Stokrotka nawet nie wiedziała, skąd wzięła się w niej nagle taka złośliwość, ale wydawało się to zadziałać, więc niewiele więcej myśląc, szarpnęła Finch w stronę parkingu.
Tu zaparkowałam — wskazała znajome jej audi w kolorze baby blue. W kieszeni kurtki niezdarnie wygrzebała kluczyki i od razu nacisnęła zwolnienie blokady drzwi. — Dasz rade sama, czy trzeba cię zapiąć?

:kira:
26 y/o
fast & furious
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jak miała okazywać radość, kiedy ich ostatnie spotkania wyglądały tak... no tak, jak wyglądały. Nic tam nie zagrało - najpierw Daisy pojawiła się na nielegalnym wyścigu, niczym szpieg z krainy deszczowców, wyskoczyła z tym, żeby Kira przygotowała ją do zawodów, a innym razem, kiedy zobaczyły się w redakcyjnej kuchni, Whitmore miała ręce w siniakach. Aż dziwne, że Finch nie skakała w radości.
Nie jestem pijana — powiedziała, będąc kompletnie zalana. Ale przecież się do tego nie przyzna, prawda? Co z tego, że widać było gołym okiem, że ma niemałe problemy z koordynacją ruchową. Niestety menadżerka nie uwierzyła w ani jedno jej słowo.
Prychnęła pogardliwie pod nosem. Whitmore dobrze wiedziała, co Kira myśli na temat Rowana. Trochę celowo sprawdzała jej reakcję, ale nawet po tym, co się wydarzyło, najwyraźniej i tak zamierzała do niego wrócić. Strasznie była durna. Nie, tego jej nie powie. Strasznie durne było jej zachowanie. O, tak o wiele lepiej. Ale tego też z siebie nie wyrzuciła, bo została zagadana przez laskę z baru, która postanowiła wylać na Finch swoją zazdrość. Już miała jej wygarnąć, żeby nie dramatyzowała, ale wtedy Daisy objęła ją ramieniem i Kira zapomniała języka w gębie. To niesamowite, jak szybko potrafiła ustawić ją do pionu, żeby nie wdała się w zbędną dyskusję. Chociaż w jej stanie do pionu, to trochę za dużo powiedziane. Najważniejsze, że dalej umiała stać na własnych nogach.
Bez protestu dała się zaprowadzić na parking, a potem wsiadła do audi, wydając z siebie cichy pomruk niezadowolenia, że jednak zgodziła się wrócić do domu. Impreza w barze dopiero się rozkręcała! Nieważne, że Ravy już dawno ewakuowała się stamtąd, Kira poznała innych, wspaniałych ludzi. Na przykład pretensjonalną szatynkę. Nieważne, że zdecydowanie za dużo gadała, mogła po prostu zamknąć jej usta pocałunkami. Albo usiąść na twarzy.
Zapnij mnie. Najlepiej od tyłu — rzuciła, dopiero po chwili zdając sobie sprawę z tego, co powiedziała. — To znaczy, co? — spojrzała na Whitmore mętnym wzrokiem, ale zaraz sięgnęła po pas i wcisnęła klamrę w odpowiednie miejsce. — Dobra, daj mu, ile trzeba. O tej porze ulice są puste, a do mnie jest prosta droga — powiedziała, sugerując, żeby nie pierdoliła się w tańcu i wcisnęła gaz do dechy. Na trzeźwo w życiu nie zaproponowałaby czegoś takiego. Ale Finch nie była trzeźwa, więc nie była też szczególnie rozsądna.
Przywarła plecami do oparcia fotela i ze zniecierpliwieniem zabębniła palcami o tapicerkę na drzwiach.
Zatrzymamy się na stacji? Muszę kupić fajki. I jestem zajebiście głodna. Normalnie aż mnie skrę-ca — czknęła i potrząsnęła głową. Jasne włosy opadły jej na twarz. Zdmuchnęła je z czoła i wyciągnęła z kieszeni telefon, zerkając na powiadomienia. Nic ciekawego. Wiadomość od Ravy, że dotarła bezpiecznie na chatę i żeby koniecznie dała znać, jak też już dojedzie i z dziesięć od jednej laski, którą zgohstowała kilka dni temu.
Nienawidzę, jak zaciągam typiarę do łóżka, a ona na drugi dzień planuje nam ślub. No sama spójrz — odwróciła ekran w stronę Daisy, żeby mogła rzucić okiem na ciąg dymków, w których laska nalega na kolejne spotkanie i wypisuje, jaka to Finch nie jest wyjątkowa. Fajnie, ale lekka przesada. A może nawet nie lekka. Przesada w chuj.

Daisy 🌼
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
You can say that we are nothing, but you know the truth
And guess I'm the fool
With her arms out like an angel through the car sunroof
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zapnij mnie. Najlepiej od tyłu.
Aż przystanęła w miejscu, łapiąc w płuca więcej powietrza.
Miała pełną świadomość stanu upojenia, w jakim aktualnie znajdowała się Finch, była na to przygotowana i niewzruszona, jednak nie miała pojęcia, że słowa wpowiedziane kompletnie bez jakiegokolwiek pomyślunku zadziałają na nią jakkolwiek, a już na pewno nie, że sprawia, iż na policzkach Whitmore pojawią się niewielkie rumieńce. Bo tym razem załapała aluzję. I to chyba aż za dobrze.
Po szybkiej kalkulacji w głowie, doszła jednak do wniosku, że najlepiej będzie pozostawić to bez jakiegokolwiek komentarza. Nie miała zamiaru dawać kirze pożywki do dalszych zaczepek, a tym bardziej samej siebie nie chciała wystawiać na tego typu momenty zawstydzenia. Nie powinna tak na to reagować, a jednak ciało odpowiedziało automatycznie, bez kontaktu z głową. Całe szczęście blondynka była na tyle pijana i zajęta zapinaniem pasa, że nic nie zauważyła, tylko nawijała o tym, jak to powinna docisnąć gaz do dechy. I dobrze.
Ja mam dać gazu? — prychnęła pogardliwie, sama sadzając tyłek na miejscu kierowcy i łapiąc trawę ręką na krzyż po pas bezpieczeństwa. — Żebyś potem mi nawijała o tym, jak nie nadaje się do szybkiej jazdy? — spojrzała na nią wymownie. Była złośliwa. Sama nie wiedziała, skąd to wszystko się wzięło. Chyba po prostu udzieliło się jej od Kiry, a może czuła się przy niej na tyle pewnie, że miała przekonanie, że mogła sobie pozowlić. W końcu Finch nie tak łatwo było obrazić.
Poprawiła lusterka i przekręciła kluczyk w stacyjce. Auto zaryczało całkiem grzecznie, a Daisy już rozglądała się na boki, żeby odpowiednio wyjechać z parkingu i nie uszkodzić przy tym nie tylko innych samochodów, ale przede wszystkim pijanych ludzi, którzy sami cisnęli się pod koła. Jak jeden gość, którego prawie skasowała zderzakiem.
Kurwa, patrz jak łazisz — warknęła bardziej do siebie niż kogokolwiek innego, akurat w momencie, gdy jej pijana pasażerka zażyczyła sobie jechać na stację. — W domu nie masz jedzenia? — średnio widziało jej się jechać na stacje albo w ogóle w jakiekolwiek miejsce publiczna z kimś w tak mocnym stanie upojenia, chociaż z drugiej strony, jeśli cała drogę całą drogę miała wysłuchiwać o tym, jak to Kirę skręcało, może faktycznie łatwiej będzie załatwić jej te fajki i hot-doga? Spojrzała na nią przelotnie, jak grzebała sobie coś w telefonie i faktycznie włączyła kierunkowskaz, osieracając widoczną już z daleka stacje benzynową.
Uniosła wysoko brwi, wsłuchując się w historię o typiarze, która nie dawała jej spokoju. Pewnie gdyby Daisy była na jej miejscu, zachowywałaby się dokładnie tak samo. W końcu jak można było się z kimś przespać, a potem go ghostować? Finch niekiedy naprawdę zdawała się nie mieć serca.
Może się zakochała? — zauważyła, wzruszając ramionami. Sama Daisy nie miała pojęcia, jak to właściwie było po takim jednorazowym numerku i jakie wokół tego panowały zasady. Na czerwonym przekręciła się lekko w bok, spoglądając na wyświetlacz, który pod nos podsunęła jej pod nos. Smsy faktycznie wskazywały, że dziewczyna bawiła się z nią aż za dobrze i nie mogła zapomnieć o wspaniałe nocy, jaką miały. — Wiesz, nie każdemu wystarczy jednorazowy numerek — zauważyła. Nie żeby było jej szkoda dziewczyny z wiadomości, nie znała jej, ale też nie uważała, żeby to co zrobiła Finch było okej. — Chociaż jej odpisz — wtrąciła, ruszając maszynę i zjeżdżając na stację. — No wiesz, że już znalazłaś sobie inną czy coś. Nie wiem, jak się spławią kogoś po przypadkowym seksie — pojęcia nie miała. Pisało się weź spierdalaj? A może, udawało, że wpisała zły numer? Czy może była jakaś opcja, w której musiała jej wysłać zdjęcie z inną i udawać, że to przez przypadek? Opcji pewnie była masa, ale czy Daisy chciała o tym myśleć? No niekoniecznie.
Idziesz ze mną? — spytała niepewnie, odpinając pas. — Bo jak coś to mogę ci po prostu kupić te fajki i co tam chcesz do jedzenia. Hot doga na przykład? — zaproponowała, WCALE nie dlatego, że nie chciała wprowadzać pijanej dziennikarki na stacje.

:stickfoch:
26 y/o
fast & furious
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jej usta wypowiadały słowa szybciej, niż mózg zdążył je dokładnie przemyśleć. Na trzeźwo nie powiedziałaby czegoś takiego. To znaczy, powiedziałaby, ale nie do Daisy. Wbrew pozorom miała jeszcze trochę samokontroli. Była świadoma, że Whitmore nie jest nią zainteresowana. Nie w taki sposób, w jaki Kirą interesowały się inne kobiety. Wiedziała, że ma przemocowego męża. No i przede wszystkim Finch nie była kimś, kto z premedytacją rozbija związki. Zdarzało jej się przespać z zajętą laską, o czym dowiadywała się dopiero po fakcie. Ale to nie ona zachowała się nie fair, w takiej sytuacji wina leżała po stronie tamtych panienek. To one zdradzały z nią swoich partnerów, Kira przecież nikogo nie miała. Raz sama zdradziła, ale tamta relacja nie była nawet związkiem, więc również nie czuła się jakkolwiek zobowiązana, żeby się z czegokolwiek tłumaczyć.
To, co powiedziała, pozostało jednak bez komentarza. Istniało spore prawdopodobieństwo, że menadżerka po prostu nie wyłapała aluzji. Tak, jak nie wyłapywała ich do tej pory. I bardzo dobrze. Lepiej tak, niż żeby pomyślała sobie o Finch jakieś niestworzone rzeczy.
Przecież nie bierzemy udziały w wyścigach — machnęła lekceważąco ręką. — I nigdy nie powiedziałam, że nie nadajesz się do szyb-kiej jaz-dy — czknęła dwukrotnie, znów zdmuchując sobie włosy z twarzy. Nie miała pojęcia, co Daisy próbowała teraz insynuować, ale nie pozwoli, żeby wciskała jej w usta słowa, których nigdy nie powiedziała. Mogłaby wepchnąć jej do ust coś innego. Dobra, stop. Uspokój się, Finch.
Pokazała środkowy palec gościowi, który prawie rozlał im się na masce. Typ zaczął coś się pultać pod nosem i miał naprawdę dużo szczęścia, że Kira była przypięta pasem, bo chyba by się do niego przeszła.
Mam jedzenie, ale nie ma tam nic, co chciałabym zjeść — odparła ze wzruszeniem ramion. Duuh. Kto normalny w takim stanie zadowoliłby się zwykłymi kanapkami? Od razu widać, że Whitmore dawno porządnie nie zabalowała.
Znów utkwiła wzrok w telefonie i skrzywiła się ostentacyjnie. Podjęła próbę odpowiedzi na wiadomość, ale zaraz cofnęła wszystko, co napisała. Nie ma opcji, żeby jej odpisała. Szkoda czasu, a przecież Finch bardzo sobie swój czas ceniła.
Zastrzegła na początku, że nie szukam niczego na serio. Zgodziła się na taki układ. To miała być jedna noc i tyle. Nawet nie wiem, skąd ma mój numer — mruknęła, chociaż podejrzewała, że typiara po prostu sama po wszystkim puściła sobie z jej telefonu strzałkę. — Już kilka razy odpowiadałam na jej wiadomości, a ona dalej swoje — westchnęła ze zrezygnowaniem i w końcu weszła w opcje ostatnich kontaktów i zablokowała numer nachalnej dziewuchy. — Właśnie tak się spławia — poinformowała Whitmore, bardzo dumna ze swojej decyzji. — Powinnam zrobić to dużo wcześniej — dodała, ale już bardziej do siebie niż do menadżerki. Czemu w ogóle tak długo z tym zwlekała? Może dlatego, że przez kilka dni miała spokój, a laska znowu się uaktywniła. Jeśli się zakochała, to nie był przecież problem Kiry.
Hot dog był całkiem fajną opcją na pijacką gastrofazę. Co prawda wolałaby opierdolić jakiegoś kebsa albo maczka, ale musiała zadowolić się tym, co oferowała stacja benzynowa.
Idę z tobą — oznajmiła, podrywając się z fotela. Nie była przecież tak pijana. A może jednak była, bo nawet nie odpięła pasa bezpieczeństwa i ten skutecznie zatrzymał ją w pozycji siedzącej. — Dobra, jednak nie idę. Weź mi czerwone Marlboro i hot doga z sosem dwóch wysp. To ten z majonezem i ketchupem. Nie wiem, dlaczego nazywają go sosem tysiąca wysp — pokręciła z politowaniem głową na tych, którzy wymyśleli taką bezsensowną nazwę na takie proste połączenie.

Daisy 🌼
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
You can say that we are nothing, but you know the truth
And guess I'm the fool
With her arms out like an angel through the car sunroof
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
A co jest fajnego w takim układzie? — spytała od razu po słowach Kiry. — W umawianiu się na jednorazowy numerek? — serio próbowała to zrozumieć. Bo co jeśli obie strony świetnie by się bawiły? Wciąż nie mogło przerodzić się to w coś, co zdarzyłoby się ponownie, bo wcześniej obowiązywały inne zasady? W ogóle od kiedy Kira tak kurczowo się ich trzymała? Raczej sprawiała wrażenie kogoś, kto uważał, że zasady były po to, żeby je łamać, a tu proszę, jeśli chodziło o jednorazowe numerki, to jednak jakieś tam miała.
Spojrzała kątem oka na wyświetlacz, gdy palec Finch błądził po ekranie. Pierwsze poszły w ruch trzy kropeczki, a potem wielki, czerwony napis zablokuj. Daisy aż otworzyła szerzej oczy ze zdziwienia.
Serio? Tak po prostu ją zablokowałaś? — nie potrafiła tego zrozumieć. — Nie masz serca, Finch — tylko tyle miała jej do powiedzenia, bo kto tak robił? Kto zostawiał ludzi w ten sposób, bez jakiekolwiek odpowiedzi? Szczególnie biorąc pod uwagę, że dziewczynie e w i d e n t n i e zależało na blondynce. Nie tylko chciała się z nią umówić na powtórkę, ale przecież pisała też kilka wiadomości na temat jej pięknych oczu i tego jaka była niesamowita. Naprawdę Kira chciała kogoś takiego odrzucić? Aż Daisy zaczęła się zastanawiać, czy jej wymagania były aż tak wygórowane, czy to może strach przed zaangażowaniem się przez nią przemawiał. Chociaż w tamtej chwili to najbardziej i tak jednak głód — nikotynowy jak i ten prosto z brzucha. Szkoda, że nie był na tyle silny, żeby pomóc jej rozpiąć pasy.
Ja kupie — zacisnęła usta w wąską linię, widząc, jak Finch przegrywa z pasem bezpieczeństwa. Naprawdę niewiele jej brakowało, żeby roześmiała się jej prosto w twarz. Zamiast tego tylko się uśmiechnęła. Skinęła głową na zamówienie. — Bądź grzeczna — poprosiła, a następnie złapała za portfel i zatrzasnęła drzwi. Wierzyła w to, że Kira będzie umiała się zachować i siedzieć na dupie pomimo swojego upojenia alkoholowego. Weszła na stacje, przechodząc przez rozsuwane drzwi i rozejrzała się po wnętrzu. Stacja jak stacja, w sumie nic specjalnego. Zgarnęła z półki z promocjami jakieś ciastka i chipsy i dopiero wtedy podeszła do lady prosić o papierosy, których nazwy nie spamiętała, dlatego finalnie poprosiła babę o jakieś czerwone, po czym jeszcze wzięła do tego hot-doga. Sama nie była głodna, jak już chętniej zjadłaby coś słodkiego, stąd ciastka na ladzie. Chwile poczekała, zajrzała przez okno, by upewnić się, że Finch grzecznie czekała, a potem przewróciła oczami, bo okazało się, że parówka była jeszcze zimna i trzeba będzie na to poczekać z dobre pięć minut. Zajęła się więc gazetkami, które były rozłożone na stojaku, w tym najnowsze wydanie papierowe Toronto Sun.

W tym samym czasie obok niebieskiego audi zakręcił się mężczyzna.
Posturę miał lekko zgarbioną, buty dwa inne, a na ramionach zarzuconą kurtkę z tak wielkimi dziurami, że dałoby się przed nią przełożyć jeszcze trzy głowy w różnych miejscach. Przeszedł się pierwsze obok śmietnika tuż obok dystrybutora, wygrzebał z niego jakaś resztkę kanapki i pewnie na tym by poprzestał, gdyby w ostatniej chwili nie zobaczył, że w samochodzie ktoś siedział. Jakaś taka ładniutka blondyneczka. Aż się wyszczerzył szeroko, podchodząc do szyby od strony pasażera.
Zastukał w nią brudnym paluchem, pozostawiając na szkle ciemne smugi.
Kierowniczko! — rzucił zadowolony, ukazując dziewczynie wielką szparę między zębami i trzy brakujące na dole. — Jak mija dzionek? — zapytał, nachylając się jeszcze bliżej szyby. — Taka śliczna kierowniczka, może mogłaby poratować księcia zamienionego w żabę jakimś papieroskiem, co? Albo chociaż dolarkiem na browarka? — spytał pełen nadziei, znowu stukając w szybę i zamierzając się, żeby sięgnąć do klamki od drzwi.

:stickugh:
26 y/o
fast & furious
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zastanawiała się przez chwilę nad słowami Daisy. W takim układzie było mnóstwo plusów i naprawdę niewiele minusów. Zobowiązania nie były dla niej, więc bardzo jej to odpowiadało. Z minusów pozostawały właśnie panny, które zarzekały się, że taki układ im odpowiada, a później zachowywały się jak ta, która ciągle wypisywała do Kiry, mimo że zasady od początku były jasne.
Mówiłam ci, że nie szukam niczego trwałego. To nie jest dla kogoś takiego jak ja — wzruszyła lekko ramionami. — Nie potrafię się zaangażować. Tak jest po prostu łatwiej. Lubię seks i to wcale nie tak, że nie powtarzam go kilkakrotnie z tą samą laską, bo cza-sem i tak mi się zdarz-rza — powiedziała i skrzywiła się lekko. Zaraz oszaleje z tą czkawką! — Tutaj chodzi wyłącznie o zaspokajanie swoich potrzeb — dodała jeszcze, licząc na to, że Whitmore jakoś to zrozumie.
Oczywiście wcale nie musiała. Dla zamężnej kobiety, która od lat tkwiła ze swoim przemocowym facetem, takie sypianie z kim popadnie mogło być kompletnie nie do przyjęcia. A przecież to nie tak, że Finch ruchała wszystko, co miało cipkę i nie spierdalało na drzewo. No dobra, trochę tak było.
Znów wzruszyła ramionami, tym razem na wzmiankę, że nie miała serca. Nigdy przecież nie mówiła, że jest fair wobec kobiet, z którymi się umawiała. Nie miała pojęcia, że jest to spostrzegane jako brak serca. Kira nawet przycisnęła sobie dłoń do klatki piersiowej, jakby chciała się upewnić, że dalej było na swoim miejscu. Było i szybko pompowało krew, w której płynął alkohol.
I weź mi coś do picia! — krzyknęła jeszcze za Whitmore, kiedy ta w końcu wysiadła z samochodu. Przywarła z powrotem plecami do oparcia fotela i nie wiedząc, co zrobić z rękami, owtorzyła schowek przed sobą. Nie znalazła w nim nic ciekawego - chusteczki, jakiś odświeżacz powietrza, gumy orbity, latarka... No nic, czym Kira mogłaby się pobawić. Ostatecznie sięgnęła po latarkę i włączyła ją w momencie, kiedy usłyszała stukanie do szyby. Odruchowo przesunęła na niego wiązkę światła.
O pani, co pani wyprawia! — chłop cofnął rękę z klamki i osłonił twarz przedramieniem, jakby był jakimś wampajerem. Jeszcze tylko brakowało, żeby zaczął się tutaj kopcić, a byli przecież na stacji benzynowej i wszystko by jebło. Ale to tak by jebło!
Oj, soreczka — zreflektowała się Finch, wyłączając latarkę. Odłożyła ją na miejsce i złapała za klamkę, żeby otworzyć drzwi i wyjść z samochodu. — A wie pan co, szanowny panie żulu? Tak się składa, że zaraz będę mieć — wyszczerzyła się do niego pięknie i próbowała wstać, ale znowu zapomniała o pasie. Kto montował w autach te ustrojstwa! Odpięła klamrę i wydostała się na zewnątrz, nonszalancko opierając o audi. — Tam jest moja koleżanka, która właśnie kupuje mi fajki, to zaraz sobie zakurzymy, dobra? — sprzedała mu kuksańca w bok. Trochę za mocno, bo menel zachwiał się i to bardziej niż sama Finch.
A dolarek na browarka? — upomniał się i też się wyszczerzył. Z przodu brakowało mu kilku zębów. — Będzie dolarek? — dopytał, nie odstępując Kiry na krok. No bezczelny! Dać takiemu palec, to weźmie całą rękę.
Czekaj pan — mruknęła i wygrzebała z kieszeni jeansów jakieś drobne. — Tylko nie rozpierdol na głupoty. Kup sobie piwo, a nie jakiś tam chleb — ostrzegawczo wymierzyła w niego palcem.
Nie no, gdzie chleb, jaki chleb? Mam kanapkę! — uniósł resztkę pogniecionej buły i złapał potężnego gryza w oczekiwaniu aż koleżanka blondyneczki wyjdzie ze stacji i poratuje go papieroskiem.

:loff:
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „#14”