ODPOWIEDZ
25 y/o
For good luck!
163 cm
muzykuję w klubach Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjipierwsza osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czarne paznokcie uderzyły w białe klawisze niewielkiego, elektrycznego pianina, które pojawiło się w mieszkaniu Madoxa wraz z NOWĄ gitarą, która miała już wszystkie struny. Od tamtego wieczora minęło już dość czasu, by oboje powoli przyzwyczaili się do nowej sytuacji. Tym bardziej ciekawej, że zupełnie platonicznej.
Ciepłe nuty zaczęły odbijać się od ścian, sprawiając, że czas powoli zaczynał zwalniać, kiedy dłonie dziewczyny z delikatną gracją wystukiwały na klawiszach kolejne dźwięki.
- God knows what is hiding in those weak and drunken hearts
Guess he kissed the girls and made them cry
Those hard-faced queens of misadventure.

Jej cichy, emocjonalny głos zaczął wędrować po mieszkaniu, odwiedzając drobiazgi, których wcześniej w całkowicie męskim mieszkaniu nie było. Zapachowe świeczki, jej ciężkie buty w nieładzie porzucone gdzieś w połowie drogi od drzwi do kanapy. Kilka ciuchów walających się bezpańsko na meblach. I żółte, pomięte kartki.
Rae znów próbowała pisać coś swojego, ale najwyraźniej uznała, że jest równie złe, jak to wszystko poprzednie. Madox często to widział, od kiedy zaaklimatyzowała się w jego mieszkaniu i pracy w Emptiness.
- God knows what is hiding in those weak and sunken eyes
Fiery throngs of muted angels
Giving love but getting nothing back, oh...

W powietrzu unosił się zapach świeżego chilli, które przygotowała niedawno, a teraz dusiło się, nabierając smaku i mocy. I co z tego, że było z fasolą. Nawet jeśli w Teksasie nie uznawano takiego dania za chilli.
Siedziała przy pianinie ubrana w za duży sweter, który odsłaniał jedno ramię, i grube, ciepłe zakolanówki. Za oknem widać było płatki śniegu, powoli tańczące w rytm muzyki, którą grała. Toronto ubierało się w zimową pierzynę, która tak bardzo nie przypominała Kolumbii. Rae też nie przypominała tej zbuntowanej nastolatki w rockowych ciuchach. Właściwie tylko nadmiar biżuterii przypominał, jaka potrafiła być.
- People help the people
And if you're homesick, give me your hand and I'll hold it
People help the people
Nothing will drag you down
Oh, and if I had a brain, oh, and if I had a brain
I'd be cold as a stone and rich as the fool
That turned all those good hearts away...

Urwała nagle, a wraz z jej głosem ucichło pianino, kiedy zobaczyła Madoxa. Przez moment wydawała się wystraszona. Blask zapalonych świec dogasał powoli w jej oczach, kiedy na twarzy pojawiał się szelmowski uśmiech.
- Dzień dobry, mężu... Przepraszam, szefie! - uniosła dłoń do głowy, żeby zasalutować mu dwoma palcami, i odsunęła się od instrumentu.
Sięgnęła po kubek gorącej czekolady, takiej udawanej, z proszku, i podniosła się z taboretu, po czym schowała za kubkiem rumieniec wywołany przyłapaniem.
- Amm... Nie wiem, jaki masz do tego stosunek, ale widziałam niedrogie drzewka... Moglibyśmy ubrać choinkę. - zaproponowała nieśmiało, ruszając na palcach do kuchni, jakby bała się zrobić za dużo hałasu w jego mieszkaniu.
Kubek stuknął o blat, a kiedy uniosła przykrywkę wielkiego garnka, aromat kuminu i papryki rozniósł się mocniej po mieszkaniu.
Mi anfitrión
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

069.
He got a roommate.
What he didn't expect was a personal chef, a living concert, and someone determined to put a Christmas tree in his apartment.
trigger warning
przekleństwa
Zimowe Toronto zdecydowanie nie przypominało Kolumbii. Ale przynajmniej w tym roku Madox zainwestował już w ciepłą, zimową kurtkę i porządne buty, chociaż i tak wciskał skostniałe ręce w kieszenie. A na głowę naciągnął czapkę, którą dostał w klubie od jednej z dziewczyn, wydziergała mu ją na drutach.
Nienawidził zimy. Dlaczego nie mógł zapaść w sen zimowy i jej przespać? Albo kurwa, spędzać ją w Kolumbii?
Nie mógł bo prowadził klub, a do tego jeszcze ta jego druga robota. Ostatnio dała mu się we znaki, bo na łuku brwiowym i wardze, nosił jeszcze ślady po tym, jak dostał w gębę. Nie pierwszy i nie ostatni raz.
Schodki w górę przeskakiwał co dwa, bo po pierwsze przemarzł mimo tego ubrania, a po drugie chciał wrócić do domu i odpocząć, przy głębszym oddechu bolały go poobijane żebra. Już na klatce czuł zapach domowej kuchni, a zanim otworzył drzwi, to dotarła do niego muzyka wygrywana na pianinie i jej głos.
Stanął przed wejściem zawieszając rękę nad klamką.
Powinien przywyknąć już do tego, że miał współlokatorkę, ale to wciąż było dla niego dziwne, nowe doznanie. Jeszcze niedawno mieszkał sam, wracał do cichego, pustego mieszkania, a dzisiaj, kiedy tylko przekroczył próg, to od razu uderzył w niego aromatyczny zapach obiadu, aż zaburczało mu w brzuchu.
Przywitał psa, który wyrwał się do niego od razu. Kiedy był w pracy do jego dobermana przychodziła opiekunka, ale odkąd pojawiła się Rae, to też musiała z nim czasem wychodzić. A Sombra to był pies na baby, uwielbiał je... I mimo tej groźnej aparycji był potulny jak baranek, zupełnie jak...
To znaczy Madox był groźny. Walnął kurtkę na wieszak, buty rozrzucił w przejściu, a czapka wylądowała na jakiejś szafce wraz z jego kluczami. Nie odezwał się od razu, nie przeszkadzając brunetce i najpierw wsłuchując się w dźwięk jej głosu, gdy w korytarzu tarmosił swojego psa.
Dopiero po chwili wkroczył do salonu.
- Ja pierdolę, co tak pachnie? Umieram... - nie dokończył, bo w odpowiedzi usłyszał to dzień dobry mężu, na co zaraz wywracał oczami - kurwa, nie wiedziałem, że zabawa w dom wjedzie ci aż tak mocno Rae - zaczepiał ją, bo Madox nie byłby sobą, gdyby tego nie robił. Gdyby nie pyskował i nie przekraczał granic, taki typ. Zlustrował ciemnym spojrzeniem dziewczynę, ale zaraz się uśmiechnął, kiedy się poprawiła - chociaż za jakiś zajebisty obiad, to mogę być nawet twoim misiaczkiem. Wyglądam na misiaczka, czy bardziej na tygryska? - oparł się nonszalancko w przejściu między kuchnią a salonem, zdecydowanie to drugie. Już zamierzył się do garów, bo prawda jest taka, że Noriegę łatwo było przekupić jedzeniem, ale wtedy brunetka wspomniała o choince, a Madox zatrzymał się w miejscu i obejrzał na nią przez ramię. Znowu strzelał oczami w sufit - co? Serio? - nie lubił świąt odkąd wyjechał z Kolumbii, to kojarzyły mu się tylko z tym, że był sam jak palec. Ale w tym roku nie był. Może rzeczywiście mogliby pozwolić sobie na drzewko? Odprowadził ją spojrzeniem do kuchni, a zaraz sam opierał się o blat kuchennej wyspy, wzrok zawiesił na garnku, do którego sięgała - a przebierzesz się za Mikołajkę? - i znowu te zaczepki... Ale kiedy uniosła pokrywkę, a w powietrzu uniósł się zapach chilli, to Madox jak ten dziki kot, tygrys właśnie, doskoczył do niej - oja, ale to pachnie - pochylał się nad jedzeniem, a w brzuchu mu znowu zaburczało - ubieraliście w domu choinkę? - zapytał zerkając na nią z boku, a zaraz sięgnął po łyżkę i spojrzał na nią jak dzieciak, jakby czekał na przyzwolenie, aż pozwoli mu spróbować. Brakowało tylko jakiegoś mami proszę na ustach. Chociaż przecież to ona tutaj była dużo młodsza, ale z Madoxem to czasem jak z dzieckiem. Dużym, kapryśnym, upartym. A czasem rozczulającym, jak tak na nią patrzył wielkimi oczami.

Te disfrazarás de Mamá Noel? 🤶🏻
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
25 y/o
For good luck!
163 cm
muzykuję w klubach Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjipierwsza osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
Przekleństwa
Oparła się ramieniem o framugę w kuchni, patrząc na to, jak zaczyna się w niej krzątać.
- Wyglądasz na idiotę, który dostał po pysku... - powiedziała z przekąsem, splatając ramiona na piersi, z nieco naburmuszoną miną.
Ni to z powodu jego żartu, ni to z troski o jego obrażenia. Nie była w ciemię bita. Przez te kilka miesięcy zdążyła zauważyć, że w lokalu pojawiają się różni ludzie. Zarówno policjanci, jak i typy spod ciemnej gwiazdy. Wiedziała już, że Madox ma niesamowity talent do lawirowania między nimi. Podejrzewała, że skoro dostał po pysku, to i tak był to wynik tego talentu, a nie jakiejś pomyłki. Po prostu mogło być znacznie gorzej. Jej gospodarz zawodowo chodził po cienkiej linie i oberwanie było kosztem tej działalności, a nie przypadkiem. Gospodarz... Szef... Czy mogła już go nazwać przyjacielem?
- Spróbuj, ale jeszcze nie jest gotowe... - powiedziała, drapiąc się po łydce stopą drugiej nogi, po czym odbiła się od ściany i podeszła do gara.
Wyglądało na to, że zamierzała wykarmić tym cały klub, ale faktem było, że nie potrafiła gotować w małych ilościach. Zawsze coś drobnego okazywało się wyżywieniem dla pułku albo przynajmniej bunkhouse'u pełnego cowboyów.
Sięgnęła po tabliczkę gorzkiej czekolady i zaczęła ją ścierać prosto do sosu, potem dodała trochę czerwonego wina, ale nie za dużo, i wreszcie w garnku wylądowała fasola i kukurydza oraz dodatkowa porcja pieprzu cayenne. W końcu Papi lubił ostre jedzenie. Uśmiechnęła się pod nosem i, zamieszawszy wszystko w garze, zmniejszyła ogień i nakryła go pokrywką.
- Pokaż się! - poleciła, po czym złapała jego twarz w chłodne dłonie i z miną fachowca zaczęła przyglądać się stratom.
Kilka dni temu mało nie dostała zawału, widząc zakrwawionego Madoxa. Wciąż pamiętała gulę w gardle, z którą walczyła, i łzy cisnące się do oczu, kiedy opatrywała skaleczenia na jego twarzy i dłoniach. Z żebrami było gorzej i najchętniej posłałaby go na prześwietlenie, ale niestety nie mieli tutaj aparatu do prześwietlania krów czy koni, a o ubezpieczenie pewnie też tak łatwo nie było. Chociaż w Kanadzie chyba akurat jest z tym łatwiej.
Kiedy zapytał o Mikołajkę, skupiła na moment spojrzenie na jego oczach. Jedna z brwi uniosła się w górę w wyrazie eleganckiego powątpiewania, żeby nie powiedzieć: "co Ty pierdolisz?"
- Masz na myśli białe pończochy, kusą czerwoną spódniczkę i gorsecik? - zapytała, przytrzymując jego twarz w miejscu, żeby nie mógł uciec. - To musiałbyś mnie zaprosić na randkę.
A potem z rozbawionym półuśmiechem odepchnęła jego twarz i skupiła uwagę na dłoniach. Tutaj zawiesiła się na znacznie dłużej, niż otarcia tego wymagały. Milczała też odrobinkę za długo.
- Tak... Co roku mieliśmy taką wielką. Nad salonem jest duża, wolna przestrzeń, więc mieściła się idealnie, ale bez drabiny nie dało się jej ubrać. - wspomnienie przywołało na jej twarzy smutny uśmiech, który spróbowała ukryć, odchodząc od Madoxa, już posadzonego na kanapie.
Wróciła do kuchni, by zamieszać w garze, w którym wcale nie trzeba było mieszać.
- Ubierałam ją wraz z siostrą, a potem pomagałam mamie upiec ciasta. Z jakiegoś powodu nie dopuszczała mnie do mięsa... - ciągnęła dalej z lekkością, która nawet dla Madoxa była udawana. - W sumie to ubieranie choinki to najmilsze wspomnienie, jakie mam z Val.
Wreszcie, widząc to jego proszące spojrzenie, przewróciła teatralnie oczami i westchnęła ciężko.
- Ugh! No dobrze, ale jeszcze nie nabrało smaku! Pokrój bagietkę! - zakomenderowała, by zaraz wspiąć się na palce i sięgnąć po miski z jednej z szafek kuchennych, a sweter zupełnie nieświadomie i niewinnie odsłonił wcale nie niewinne rzeczy.
No... :prezent:
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”