Nagle życie stało się pełne.
Nie potrzebował wiele do szczęścia. Jako człowiek, który nigdy dużo nie miał, to też cieszył się z małych rzeczy. I tak teraz zwyczajnie miała wystarczyć mu świadomość, że jest dobrze. Że w końcu jest dobrze, bo odzyskał tą dziwną, wyrwaną z jego życia część, która na pewnym etapie stała się ważna. Nawet nie chodziło tu o pracę, chociaż ta w Korei przysparzała mu wiele radości i samospełnienia, bo jednak dzięki niej nabrał pewności, warsztatu i doświadczenia w tańcu. No i teraz mógł trochę wybierać w robocie. Nie mówiąc też o tym, że dostał od Słonka dobre referencje, przez co nie miał problemu z dostaniem się tam, gdzie optował.
Niemniej tu przede wszystkim rozchodziło się o samą Soojin.
Nie był dobry w relacje czy związki, i wiedział to każdy, kto go chociaż trochę znał. Ale ta jedna, drobna dziewczyna dość mocno zawróciła mu w głowie. Popełniał jednak masę błędów, starając się wyciągać pewne wnioski. Uczył się też rozmawiać. I chociaż na początku było to jako takie, tak po dostaniu drugiej szansy, obiecał przecież pracować nad sobą bardziej.
Przeszłości zmienić się nie dało, ale mógł zadbać o dobrą przyszłość, nie?
Kiedy dostał informację, że jej mama wyjeżdża na weekend, przez co zaprasza go do siebie, to morda mimowolnie uśmiechnęła mu się szerzej do telefonu. Nie mógł na to nic poradzić, to było silniejsze od niego. Wizja wspólnych dwóch dni, bez nadzoru rodzica na którego musieli zwykle uważać, była przyjemna. I to nie dlatego, że Hunter jak typowy samiec sobie teraz wyobrażał co to nie będą robić pod nieobecność dorosłego. W przypadku Soojin, Jang wiedział na czym stoi i znał swoje miejsce, więc nie planował do przodu jakichś zboczonych ekscesów.
Niemniej tęsknił za wspólnymi nocami. Tak po prostu. Ale jak ktoś spyta, to się wyprze.
Bo jak już mieliby nie wychodzić z łóżka, to tylko dlatego, że leżą i robią sobie maraton horrorów. To było o wiele bardziej prawdopodobne. Nie mówiąc o tym, że Hunter był też świadomy tego, że swoim przyznaniem się do… klubowania, raczej nie zebrał plusów. Nie dało się nie zauważyć, że dla Suczin kwestia bliskości była dość krępująca, więc też na nią nie napierał i nie oczekiwał, że będzie mu dawać „dowody miłości”. Bo jak normalnie miał wyjebane w intencje, tak jak wiadomo, u niej był dość wyczulony, bo przecież nie chciał robić niczego wbrew niej samej.
Dlatego był grzeczny. I trzymał rączki przy sobie, kiedy było trzeba.
Wszystko co miał, ogarnął w tygodniu, wiedząc, że weekend będzie wyłączony z prób. Zapowiedział to też, co miało nie być aż takim problemem. Dlatego też gdy nadeszła godzina zero, wziął swoje rzeczy, Hatiego i rzucił leniwie, że wychodzi i nie wróci na weekend. Nigdy nie zapowiadał takich rzeczy, ale odkąd mieszkał z Ahnami, przyzwyczaił się do tego, bo miel dziwna manierę się o niego troszczyć. I pytać o rzeczy. Zwłaszcza mama Ahn.
Z buta skierował się do wskazanego przez dziewczynę miejsca, spokojnie idąc przed siebie drewnianym chodnikiem. Hati jak zawsze szedł bez smyczy, samemu się pilnując. On jednak jako pierwszy zauważył dziewczynę i dał znać Hunterowi o tym w swój charakterystyczny sposób. Zatrzymał się, napiął, postawił po sobie uszy, a wzrok utkwił w jednym punkcie. A dokładniej - w osobie. I można byłoby pomyśleć, że to ktoś, na kogo powinien uważać, gdyby nie merdający ogon psa, a także stęsknione stękanie. Pies co chwila zerkał w kierunku Janga z niemą prośbą o zwolenienie, a gdy tylko je dostał, pognał pędem w kierunku dziewczyny, aby się przywitać.
Na całe szczęście nie wbiegł w nią, tylko wyhamował tuż przed. Gdyby była wrogiem, to by teraz leżała na ziemi po tym, jak owczarek belgijski wbiegłby w nią z impetem. Nie mówiąc już o wgryzieniu się w którąś z kończyn. Ale dopóki Suczin była… Suczin, to Hati wyglądał bardziej jak radosny szczeniak, niż maszyna.
Na całe szczęście, nie tylko pies tu podbiega do ludzi. Gdy Hunter zauważył jak dziewczyna do niego leci, zatrzymał się, aby przygotować się na jej obecność. Podchwycił ją, gdy się na nim oplotła, a morda mu się wykrzywiła w swoim łobuzerskim, ale zadowolonym uśmiechu.
—
Cześć piękna — odpowiedział jej, ale on sięgnął ustami do jej warg, aby przypieczętować pełnoprawny pocałunek. Niezbyt długo, ale bardziej wyczuwalny niż zwykły buziak. —
Gotowa na super weekend? —spytał, nie wypuszczając jej z uścisku, ponawiając swój krok przed siebie. Hati ich otoczył, zadzierając łeb, co by spojrzeć na
mamę i już teraz krążył o wiele bliżej, niż wcześniej. —
Wybrałaś już horror na dzisiaj? — Bo to była podstawa. Mogła wybrać nawet dziesięć. Przecież mieli mieć odpowiednio dużo czasu na wiele filmów, a przecież w Korei, nie zdążył pokazać jej wszystkich.
Raina Bouchard