Trafił go ten tekst o studiach. I to w czuły punkt. Audrey potrafiła szpilę wbić jak mało kto, w końcu znała go od dzieciaka. Noah na sekundę stracił ten swój głupkowaty uśmieszek, a w głowie zakręciło mu się jeszcze bardziej, tym razem wcale nie od alkoholu.
W jego pijanym mózgu natychmiast odpalił się tryb obronny. No tak, skąd miała wiedzieć o autach? Przecież nie przyznałby się jej, że wylądował w warsztacie, bo zawiesili go na studiach za jazdę po alkoholu. Stary zrobił mu wtedy takie piekło, że musiał uciekać gdziekolwiek, byle zniknąć mu z oczu. Grzebanie w samochodach nie było żadnym planem, tylko jedynym miejscem, gdzie mógł się schować po tym, jak tak koncertowo wszystko spieprzył.
Zsunął się trochę niżej na stołku, opierając łokcie o bar, bo świat wokół znowu zaczął mu niebezpiecznie uciekać. Chciał jej jakoś po ludzku wyłożyć, że śrubki są po prostu łatwiejsze od ludzi. Metal nie gada, nie rozczarowuje się tobą i nie pyta, co zrobisz ze swoim życiem. Dokręcasz coś i działa. Masz czarno na białym, że coś naprawiłeś. Ale przy tym stężeniu promili ułożenie tak skomplikowanego zdania graniczyło z cudem.
-
Studia były... dla nich - rzucił ciszej, machając niezdarnie ręką, jakby chciał odpędzić te wszystkie wspomnienia zarywanych nocy i paniki przed egzaminami. -
A ja... potrzebowałem czegoś normalnego, Aud. Czegoś prostego.
Zerknął na nią z ukosa, mrużąc oczy przez opadającą na czoło grzywkę. Czekał na to, co powie. Spodziewał się kolejnego westchnięcia albo kazania, którego w tym momencie absolutnie nie miał siły słuchać. Potrzebował chwili, żeby ogarnąć, co ona właściwie mówi. Te papierki i zakazy brzmiały słabo. Dopiero co jarał się tym, że Aud ratuje ludzi, a teraz wychodziło na to, że chcą ją wsadzić za biurko. Bardziej wkurzyło go to, co mówiła o pracy. Kompletnie nie pasowała mu do siedzenia w dokumentach.
-
Papierki? - powtórzył, kręcąc głową z niezadowoleniem. -
Weź przestań. Przecież ty się tam zanudzisz na śmierć, Aud. Kto to w ogóle wymyślił? - Chciał zapytać, kim jest ten cały Danny i o co dokładnie poszło w tym szpitalu, ale język znowu mu się plątał. Poza tym nie chciał wyjść na wścibskiego, skoro i tak przed momentem wyraźnie pokazała mu, że ma trzymać dystans. -
Nie daj się im... wbić w żadne biurko. Jesteś za dobra na to. - wymruczał tylko, machając lekko ręką.
Uwaga o zranieniu i braku zaufania zabolała. Zamiast rzucić jakiś głupkowaty komentarz, po prostu gapił się na nią przez moment w ciszy, a jego pijacki uśmiech zniknął na dobre. W głowie zaczęło mu się strasznie kręcić. Wiedział, że spieprzył i to koncertowo. Ale słuchanie tego teraz, kiedy ledwo kontrolował własne ciało, było trudne. Chciał jej powiedzieć, że wcale nie oczekiwał, że zaraz na niego wskoczy. Tylko że nie miał teraz siły na kłótnię ani na układanie mądrych argumentów.
-
Nie liczyłem... - wymruczał w końcu, uciekając wzrokiem w stronę swojego pustego kieliszka. -
Wiem, że... no, wiem. - Machnął niezdarnie ręką, jakby chciał uciąć ten temat, bo czuł, że zaraz powie coś, czego będzie żałował. Nie chciał wyjść na zdesperowanego, chociaż właśnie tak się czuł. -
Róbmy na spokojnie. Mi tam... mi się nie spieszy, Aud - dodał ciszej, próbując wymusić chociaż cień tego luźnego tonu, który miał na początku, ale wyszło to dość blado.
Tekst o Cassie totalnie wybił go z rytmu. Noah aż zmrużył oczy i uniósł brwi, gapiąc się na Audrey, jakby nagle zaczęła mówić w obcym języku. Przez te wszystkie promile w głowie próbował szybko połączyć kropki.
-
Czekaj, co? - wypalił, zapominając o tym, że jest pijany. -
Skąd ty... skąd ty w ogóle znasz Cassie? Gadałaś z nią? - Zamrugał parę razy, skołowany. Wizja tego, że jego była rozmawia z dziewczyną, wokół której teraz kręcił, sprawiła, że poczuł się niepewnie. Tekst o ucieczce z miasta i łamaniu serca tylko dołożył do pieca. Nie miał zamiaru nikomu nic łamać, ale opieprz od Audrey na zapas trochę go zirytował. Zanim jednak zdążył o to dopytać, szybko zmieniła temat na gburowatego gliniarza. Danny. Przetrawił to imię w myślach i skrzywił się lekko. Sam fakt, że Audrey w ogóle o nim wspominała i to z takim przejęciem, od razu mu się nie spodobał. Koleś nazwał ją księżniczką, był chamski, a ona opowiadała o nim z jakimś dziwnym błyskiem w oku, którego wolałby nie widzieć. -
Danny... - powtórzył pod nosem, krzywiąc usta w ironicznym uśmieszku. -
Gość brzmi jak typowy, nadęty palant z odznaką. - Machnął lekko ręką, próbując zbić to żartem, ale w środku aż nim telepało. Chciał drążyć temat Cassie i dowiedzieć się, o co tu chodzi.
Widok Audrey walczącej z tym bursztynowym świństwem na moment oderwał go od rozkminiania tematu Cassie i Danny'ego. Patrzył z lekkim rozbawieniem, ale i zszokowaniem, jak blondynka bez wahania przechyla szklankę i wypija wszystko na raz. Kiedy zaczęła kaszleć, a w jej oczach pojawiły się łzy, aż drgnął, automatycznie przysuwając się o te parę centymetrów bliżej.
-
Ej, ej... żyjesz? - wymruczał, a w jego głosie pijaną wesołość zastąpiła troska. Dotąd to ona była tą trzeźwą stroną, a on robił z siebie maślanego głupka. Teraz, kiedy barman podał jej wodę i ogłosił, że Aud gra dalej, pokręcił głową z niedowierzaniem, patrząc to na nią, to na pustą szklankę po bursztynowym drinku. Gdy rzuciła tekst, żeby sam pił więcej wody na wytrzeźwienie, na jego twarz wrócił przekorny uśmieszek. Przesunął dłonią po blacie, niemal dotykając jej szklanki z wodą, po czym zerknął na nią. -
Ja mam trzeźwieć? Popatrz na siebie... - zażartował, choć język już mocno mu się plątał. -
Barman chyba chce cię wykończyć. To wyglądało jak czysta whisky. - Mimo docinek, w mózgu odpalił mu się opiekuńczy tryb. Choć przed chwilą Aud mocno go zdystansowała, teraz współczuł jej palącego przełyku. Sam dobrze wiedział, jak to jest, bo przecież świat wciąż mu lekko falował. -
Może odpuść następną kolejkę, co? - dodał już trochę poważniej, nachylając się w jej stronę. -
Albo daj mi ten bursztynowy syf, jak znowu ci poleje. Ja tam chętnie... uratuję cię przed zatruciem. Bo jak ty padniesz, to kto mnie stąd odholuje?
Audrey LeBlanc