''Jeśli nie możesz wygrać uczciwie, zmień reguły gry.'' ➴
Bardzo szybko zdała sobie sprawę, że to nie będzie jedno z tych polowań, na które tak często wybierała się z Kerysią. A jak to ludzie mówili… Auaaa… Przyłożyła palce do skroni. Ból głowy! Czy on właśnie doprowadził ją do jej pierwszego bólu głowy?! Zmrużyła oczy ze zdenerwowaniem, a Kerysia tylko załkała, słysząc, że została nazwana głupim osłem. Och… gdyby tylko wiedział, że właśnie obraził świętą łanię Artemidy... znaczy się Augustyny.
- Nie słuchaj go, Ker-Ker… - pogłaskała ją po łebku.
- Widać, że głupiec opił się wina i teraz gada od rzeczy! - Schyliła się, żeby złożyć buziaka na jej czole, po czym spojrzała na Aleksandrosa, który z każdą kolejną sekundą tracił w jej oczach. Zaczynała się nawet zastanawiać, czy aby na pewno dobrze zrobiła, chroniąc go przez tyle lat! Schodziła przecież czasami do miasta i pomiędzy polowaniami z Kerysią sprawdzała, gdzie się znajdował. Tak tylko dla jasności… nie stalkowała go. Tak by się to chyba teraz nazywało, no nie? Po prostu ją zainteresował. Chociaż nie powinien. Mężczyźni oraz złożona przez nią przysięga czystości miały sprawić, że żaden nie będzie jej i n t e r e s o w a ł.
Jakby tego wszystkiego było mało, Aleksandros ponownie się odezwał i tym razem rzucił oszczerstwem tak wielkim, że aż powinien dostać za nie piorunem prosto między te swoje irytujące brwi.
JAK TO NEKTAR BOGÓW NIE ISTNIAŁ?!
Przecież piła go niemal codziennie! Nalewał go sam Ganimedes, którego swoją drogą było jej trochę szkoda, bo na dobrą sprawę jej ojciec po prostu go porwał i zrobił z niego osobistego podczaszego.
Ups. Głośne, oburzone westchnienia i szepty rozniosły się po pijalni, a spojrzenia śmiertelników skierowały się prosto na nich.
- I po co to robisz?! Uspokój się - mruknęła do Aleksandrosa, pochylając się nad stołem... ale on wcale nie zamierzał się uspokoić. Najpierw skomentował jej wyjaśnienie, a później, jakby Zeus postanowił ukarać ją za wszystkie przewinienia naraz, zawołał samego Winiastotelesa. OH MY…
Co to było za dziwne uczucie?
Augustyna przyłożyła dłoń do policzka. Dlaczego był taki gorący? Na wszystkich bogów, czy ona naprawdę umierała?! Chwyciła stojący na stole wypolerowany kielich jakiegoś mężczyzny i przejrzała się w nim. Nie no, umierała. Jej policzki robiły się czerwone. Powoli zamieniała się w jednego z tych pomidorów, którymi Aleksandros obrzucił posąg jej ojca.
- Ej, oddawaj! - krzyknął pijany facio wyrywając go z jej dłoni. Augustyna odsunęła się oburzona, ale szybko powróciła wzrokiem do rozgrywającej się przed nią jakże kompromitującej rozmowy. Doskonale zdawała sobie sprawę, że wpadła niczym śliwka w kompot. Przecież żadnej rzadkiej oliwy nie było! No i na sandały Hermesa, po co ona w ogóle kłamała?!
Swoją drogą, nigdy wcześniej nie spotkała równie niekulturalnego śmiertelnika. Aleksandros nawet nie pozwolił jej odpowiedzieć, jak miała na imię! I o jaką dziewkę mu chodziło? Ah, zresztą… co ją to obchodziło? A mogła już zostać przy podglądaniu Winiastotelesa podczas płodzenia czwartego dziecka. Teraz wyszła na kłamczuchę i… i… i d i o t k ę?! Musiała napić się tego paskudnego wina, żeby wymyślić jakąś odpowiedź, ale kiedy ponownie spojrzała w stronę Aleksandrosa, jego już nie było. Poszedł sobie...
- Do widzenia? - mruknęła pod nosem, unosząc brew.
- Już ja mu dam 'do widzenia'. - Zacisnęła palce na kielichu tak mocno, że naczynie rozpadło się pod ich naporem.
- Wiedźma… - wydusił przerażony mężczyzna siedzący obok i czym prędzej przesunął swój kielich z winem w jej stronę... No i proszę. Tak powinno się traktować boginię (teraz pół boginie???). Augustyna spojrzała na niego spode łba, chwyciła podarowane wino i opróżniła kielich niemal duszkiem. Już miała ruszyć za tym niewychowanym głupcem, kiedy do pijalni wbiegła jakaś kobieta.
-Alkmeno! - zawołał Winiastoteles.
- Dawno cię nie widziałem! Jak się trzyma nasz Herki?
- Ahhh, wykonuje właśnie trzecie zadanie. Poszukuje łani kerynejskiej - odpowiedziała kobieta. Augustyna zamarła z kielichem przy ustach.
Alkmena.
Herki.
Łania kerynejska.
Dodała jeden do jednego i zorientowała się, że przed nią stała jedna z dawnych kochanek jej ojca.... Powoli spojrzała na Kerysię. Kerysia spojrzała na nią. O nie. Bez słowa zaczęły wycofywać się tyłem z pijalni. Krok za krokiem, baaaardzo powoli... żeby nikt nie zwrócił uwagi na boginię i jej podejrzliwie spanikowanego osła ... XD Kiedy znalazły się wystarczająco daleko, pobiegły w stronę lasu. Augustyna zsunęła sznur z szyi Kerysi i mocno ją przytuliła.
- Musisz się schować, Ker-Ker. Odnajdę cię później, dobrze? I pod żadnym pozorem nie daj się złapać Heraklesowi. - pogłaskała jej srebrzyste futerko.
- Zapamiętałaś zapach Aleksandrosa, prawda? Powiedz mi, gdzie mieszka. - Nachyliła się, pozwalając Kerysi wyszeptać sobie dokładne położenie jego chaty.
Po pożegnaniu ruszyła pod wskazany adres, ale po drodze wstąpiła jeszcze do świątyni Zeusa. Stanęła przed jego posągiem, zbulwersowana, że ten jego wyglądał bardzo realistycznie. Śmiertelnicy zupełnie spartolili ten jej w Efez. Nos był krzywy... a piersi zrobili jej zdecydowanie za małe... Na żywo prezentowała się o wiele lepiej, halo!
- OJCZE! POTRZEBUJĘ ZŁOTA!! - krzyknęła w stronę posągu Zeusa. Chwilę później z jasnego nieba uderzył piorun, a tuż pod jej nogi spadł niewielki woreczek wypełniony monetami. Augustyna uśmiechnęła się pod noskiem. Chwyciła go i już miała opuścić świątynię, zadowolona, że ojciec tym razem nie wygłosił żadnego kazania, kiedy niebo gwałtownie pociemniało.
⚡︎ 𐌂𐌋Ꝋ𐌂𐌊 𐌉𐌔 𐌕𐌉𐌂𐌊𐌉𐌍Ᏽ, 𐌀𐌵Ᏽ𐌵𐌔𐌕𐌙𐌍𐌀 ⚡︎
Przewróciła oczami, a jakby tego było mało, Zeus sprowadził burzę. Augustyna szła więc przez miasto w strugach deszczu, przemoczona od stóp do głów. Biała szata przykleiła się do jej ciała i prześwitywała dosłownie wszędzie, a bielizny przecież nie nosiła, bo po co bogini bielizna? XD Kiedy w końcu dotarła do chaty głupca, zaczęła pukać. Po chwili pukanie zamieniło się w walenie pięścią, aż wreszcie drzwi się otworzyły.
- Czy mogę zatrzymać się u ciebie na noc? - zapytała, ociekając wodą.
- Osioł mi uciekł, nie mam dachu nad głową, ale zapłacę! - Uniosła woreczek z monetami i energicznie nim potrząsnęła, żeby dobrze usłyszał ich brzęczenie no i jej uwierzył.
𐌀𐌋𐌄𐌊𐌔𐌀𐌍𐌃𐌓Ꝋ𐌔