ODPOWIEDZ
28 y/o
for all his sins
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
will you turn my blue into violet?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obrazek
- Augustyna! - krzyknął rozwścieczony Zeus. - A U G U S T Y N A... NA NIEBIOSA! - Ryknął raz jeszcze tak głośno, że łuk wyleciał jej z rąk, a jej wystraszona łania pomknęła czym prędzej między drzewa. - Na brodę tatusia XD!, o co mu tym razem chodzi?! - mruknęła pod nosem, biegnąc po schodach, a raczej podskakując raz po raz, odbijając się od stopni i lecąc sobie po chmurkach, bo grawitacja w kwestii bogów przecież nie obowiązywała, no nie? - Ojcze... wołałeś mnie? - zerknęła na niego, stając pośrodku sali, w której zgromadzili się pozostali bogowie. - Mówiłam ci, ojcze, że nie powinieneś jej ufać. Ja rozwiązałabym wszystko mądrze i sprawiedliwie - rzuciła Atena, a Augustyna jedynie prychnęła, przewracając oczami. - Jakie sprawiedliwie, Ateno?! Powinna już dawno polać się jego krew! - oburzył się Ares. - Ja za to widzę niezwykle ciekawą przyszłość naszej siostrzyczki - zaśmiał się Apollo. - CISZA! - ryknął Zeus. - Augustyno, czy ty wiesz, coś narobiła?! Zaufaliśmy ci w sprawie Aleksandrosa, trzeciego tego imienia, zwanego Wielkim, a on nie dość, że obrzucił nasze posągi pomidorami, to jeszcze przeklął nasze istnienie! - na jego słowa przewróciła tylko oczami i westchnęła głośno - No i co z tego, że oberwałeś pomidorem, będziesz teraz płakał? Zachowujesz się jakby inni tego nie robiii....Ahhhh!!

A U G U S T Y N A!

Warknął tak głośno, że niebo rozbłysło piorunami. Ugh, no BOSKO. Teraz jeszcze będzie padać. - Inni zaczęli mu wierzyć! Jeżeli całe miasto podąży za jego głosem, ludzie przestaną składać nam ofiary, a nasza potęga zacznie słabnąć!

Och! Ach! Ooooch!

Westchnienia rozpaczy i szoku rozniosły się po całym Olimpie. - Dlatego w ramach kary ześlemy cię na ziemię, do miasta leżącego u stóp góry, abyś przekonała go, że bogowie są prawdziwi - oznajmił Zeus, a Augustynka już cieszyła się pod noskiem, bo przecież izi pizi lemon skłizi. - Zejdziesz tam jednak jako półbogini i nie możesz powiedzieć mu, kim naprawdę jesteś. Jeżeli się dowie, utracisz boskość i zostaniesz człowiekiem już na zawsze. - W tle ponownie rozległo się chóralne...

OCH! ACH! OOOOCH!

- TY CHYBA SOBIE ZE MNIE ŻAR... - Nie zdążyła dokończyć, bo ziemia rozstąpiła się pod jej stopami i BAM! Leciała w dół z prędkością światła, a spadając, mogłaby przysiąc, że widziała swoją łanię, która zaczęła zmieniać się w...
OSŁA?! NA LITOŚĆ BOSKĄ!
Spadła prosto przez dach jakiejś rudery, z której wydobywały się krzyki, śpiewy, chichoty i... zapach. Co to, na Hadesa, był za zapach? Podniosła się, strzepując słomę z białej sukni, poprawiła złote ozdoby w swoich długich lokach i rozejrzała się po czymś, co chyba było pijalnią. Wtedy go zobaczyła. Aleksandrosa... Zamrugała kilkukrotnie, bo z bliska wydawał się jakiś taki... i n n y. Ale dobra, nie było czasu do stracenia, a pewnie kręciło jej się w główce od tej zmiany ciśnienia XD. Podeszła czym prędzej, usiadła obok niego, uśmiechnęła się szeroko i rzuciła, - Słyszałam, że nie wierzysz w bogów?

aleksandros wielki
28 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
summer made me fall for you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

"Nie ma boga tak wielkiego, by nie zdołał go wkurzyć śmiertelnik z pomidorem w dłoni"
- Aleksandros Wielki (chyba, nie ma tego w źródłach)


Aleksandros w dupie miał tych całych bogów, wiecie? To był jeden wielki przekręt i oszustwo wymyślone przez gości w białych prześcieradłach, którzy byli zbyt leniwi na uczciwą pracę i postanowili sprzedawać zrozpaczonym ludziom niewidzialne bóstwa na wszystkie ich problemy. Kiedy był smarkaczem, dał się na to złapać i wydał wszystkie oszczędności w świątyni, błagając o cud, a dostał tylko figę z makiem i ładne kazanie (a musicie wiedzieć, że teraz Aleksandros był hodowcą fig, rosły u niego najlepsze w regionie). No i teraz, kiedy już był trochę bogaty, postanowił zrobić z tymi świątyniami porządek, okej? Jakiś czas temu wypił trochę za dużo wina i zdemolował świątynię należącą do Dionizosa, a później obrzucił posągi Zeusa pomidorami i wygarnął tym całym bogom od najgorszych i… I co? I PSTRO, żaden piorun go nie trafił, ziemia się nie rozstąpiła, a niebo pozostało bezchmurne i błękitniutkie jak ocean. Wnioski były proste - Olimp był pusty, a ludzie byli łatwowiernymi frajerami.

Pił sobie teraz wino po ciężkiej harówce na polu czy tam czymś, bo jakoś tam dbał o te swoje figi, kiedy przez dach gospody wleciała jakaś typiara, obwieszona złotem jak Afrodyta i w pogniecionej kiecce. Aleksandros zerknął na nią z politowaniem, a potem przeniósł wzrok na dziurę w dachu, którą zrobiła. Biedny Winiastoteles, będzie musiał łatać dach we własnej gospodzie przez jakąś zbłąkaną, durną niewiastę.


Słyszałam, że nie wierzysz w bogów?


I jeszcze pierdoliła od rzeczy! Obejrzał się za siebie, żeby sprawdzić, czy może ktoś inny za nim siedział, ale nie, ewidentnie skierowała swoje słowa do niego. Na Zeusa, pewnie nasłali ją na niego kapłani, żeby go przekabaciła. Ha, nie z nim takie numery. Nawiązał z kobietą kontakt wzrokowy i postawił swój puchar z winkiem na stole, zanim zmierzył ją od stóp do głów. - A ty co, ankietę z urzędu miejskiego przeprowadzasz, czy z Olimpu cię wyrzucili za brak wyobraźni? - rzucił, patrząc na nią z politowaniem, bo laska miała słomę we włosach i osła na smyczy, a każdy wiedział, że osła to się zostawiało przed wejściem do jakiegokolwiek przybytku, nie? - Z góry uprzedzam, nie szukam żony, ale mogę ci sprzedać najlepsze figi w twojej okolicy - rozsiadł się wygodniej na krzesełku czy tam czymś co mieli dostępne w tamtych czasach i uśmiechnął się do niej jak prawdziwy handlowiec, bo reklama była dźwignią handlu. A tak w ogóle to robił przepyszne kanapki z chlebem, fetą i figami, ale nie musiała o tym wiedzieć, po prostu sobie pomyślał o tej kanapce, bo by ją teraz zjadł.

Był wynalazcą tej kanapki, for real.

αυgυѕтуηα
28 y/o
for all his sins
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
will you turn my blue into violet?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ankieta? Co to była ankieta?
O czym on do niej mówił, na jasne pioruny?!

Zamrugała kilkakrotnie, zaciskając dłoń na sznurku i raz po raz spoglądając na swoją łaaa… osła, zanim ponownie przeniosła wzrok na Aleksandrosa, który zdecydowanie za bardzo cwaniakował. A te sandały, które miał na sobie? Zupełnie nie były w jej guście. Uniosła górną wargę w czymś na wzór disgust, ale po chwili tylko parsknęła zestresowanym śmiechem, słysząc, że na dobrą sprawę odgadł, co jej się przydarzyło.

Na wszystkie nimfy Olimpu... przecież nie mógł znać prawdy! Czyżby ich rozgryzł i specjalnie szerzył teraz nienawiść w kierunku bogów tylko po to, żeby ich zniszczyć?! - Z Olimpuuuu?! - zaśmiała się głośno i tak nienaturalnie, że chyba głupiec albo ktoś gluchy byłby jej w stanie uwierzyć XD - Co? Mnie? Wyrzucić?! HA! HA! HA! - Wytarła z kącika oka łezkę, której tak naprawdę wcale tam nie było. - Tak, spadłam z… z… z dachu! - wypaliła w końcu, wskazując palcem na osła. - Kerysia tam wlazła, a ja próbowałam ją uratować. Może najadla się jakiegoś… bossssskkk.... nektaru? To znaczy trunku! Zwyczajnego, całkowicie śmiertelnego trunku... takiego po którym osły wchodzą na dachy... Tak, właśnie tak! Nie pytaj, sama nie wiem, co wy tutaj pijecie....my, to znaczy co my pijemy! - Na hadesa, czemu to było takie trudne!? Uśmiechnęła się szeroko, przekonana, że jej wyjaśnienie brzmiało całkowicie wiarygodnie. Dopiero po chwili dotarło do niej, że ostatnim zdaniem mogła zdradzić odrobinkę zbyt w i e l e.

Przysunęła się więc do niego, nachyliła w jego kierunku i konspiracyjnie mruknęła, - Podobno Winiastotelesowi szykuje się czwarte potomstwo. Chciałam sprawdzić, jak to jest możliwe. - kiedy wypowiedziała te słowa na głos, dodała jedno do drugiego. Czy ona właśnie powiedziała, że chciała się przyglądać temu, jak tamten płodził potomstwo?! O ZEUSIE. - To znaczy nie! To znaczy… słyszałam, że miał bardzo rzadką butelkę oliwy z oliwek, ale nie mów nikomu, okej? - dodała pospiesznie. Dobra. Już wolała, żeby uznał ją za złodziejkę niż podglądaczkę.

Z góry uprzedzam, nie szukam żony...

Odsunęła się na moment, zbulwersowana komentarzem o żonie. O nie, co to, to nie! Jeszcze żaden mężczyzna nie ujarzmił Augustyny… i żaden nigdy tego nie zrobi! A tym bardziej nie jakiś handlarz fig, który rozsiadał się, jakby sam był właścicielem tego miejsca, zachowując się, jakby był co najmniej samym Apollem. No dobre sobie! Z taką żyłką na czole, wyglądającą niczym piorun Zeusa, to daleko nie zajdzie, pfffft! - Jak śmiesz obrażać mnie w ten sposób, śmiertel… Aleksss… ty, nieznajomy! - Na piętke Achillesa, przecież ona zaraz wszystko obleje, stanie się pośmiewiskiem Olimpu a potem utknie na ziemi i dokona swojego żywota niczym jakiś obdartus bez dachu nad głową! To wszystko okazało się zdecydowanie trudniejsze, niż początkowo zakładała… Eh. - W żadnym wypadku nigdy nie rozważyłabym zostania twoją żoną! Jesteś dla mnie zbyt… zbyt… za normalny! - prychnęła pod nosem, po czym usiadła obok niego i bez pytania chwyciła jego kufel z winem, z którego wzięła całkiem spory łyk. Oh my…

Tutaj jakoś mocniej uderzało do głowy.


aleksandros
28 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
summer made me fall for you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Aleksandros uważał, że jego sandały były przyzwoite i godne wybitnego handlarza fig. W przyszłym roku planował rozszerzyć swoją działalność o oliwki i był święcie przekonany, że jego sandały wciąż będą idealne (ba, przetrwają jeszcze niejedną obelgę). Słuchał wywodów dziewczyny i unosił jedną brew coraz wyżej i wyżej, aż niemal połączyła mu się z linią włosów, słowo daję. - Dziewczyno, czy ty siebie słyszysz? - wypalił w końcu, patrząc na nią z politowaniem. - Twój głupi osioł wlazł na dach? Osioł? Na słomiany dach gospody? Po boskim nektarze? - mówił dalej. Bredziła jak nic. Ewidentnie jakaś pijaczka, która przesadziła ze słońcem albo za długo przebywała w towarzystwie własnego osła. Nagle posłał jej wyzywające spojrzenie. - Ambrozja nie istnieje - stwierdził głośno i wyraźnie, a w głośnej dotąd gospodzie nastała głucha cisza. Kilku wieśniaków przy sąsiednim stole natychmiast zaczęło gorączkowo pluć przez lewe ramię i wzywać Zeusa na opiekę przed bezbożnikiem. Zeus-Sreus. Aleksandros siedział wygodnie na swoim miejscu i w ogóle nie przejął się tym cyrkiem. Dalej nie trafił go żaden piorun, a to o czymś znaczyło!

Nagle typiara nachyliła się do niego z konspiracyjną miną i wydukała kolejne rewelacje. - Nie wiem, co gorsze, to, że chciałaś podglądać Winianostotelesa przy robieniu czwartego dzieciaka z dachu z osłem czy to, że chciałaś ukraść mu oliwę… - rzucił, gdy w końcu przestała szeptać. Ech, pokręcił głową z niedowierzaniem. - Winnie! Cho no tu! - zawołał Winiastostelesa, bo lepiej było zapytać u źródła, prawda? Zwłaszcza, że Winnie był jego kumplem. - Co znowu, Aleks? Jeśli znowu chodzi o tamtą dziewkę, to słowo daję, mówiłem ci… - powiedział Winnie, drepcząc powoli w ich stronę i ścierką w ładne wzorki cierpliwie polerując puchar. - Nie, nie, spoko. Moja nowa znajoma… Masz w ogóle jakieś imię, ej? No, nieważne… ona twierdzi, że tu przyszła, bo polowała na twoją bardzo rzadką oliwę z oliwek - rzucił Aleksandros z kpiącym uśmieszkiem. Winnie zamarł z pucharem w dłoni, po czym parsknął głośnym śmiechem i wrócił do polerowania. - Moją co? Aleksandrosie, przecież doskonale wiesz, że mam oliwę od szwagra z dołu doliny, bo żona mi każe od niego brać i jej nie obchodzi, że ta oliwa smakuje jak kurz i pachnie starym sandałem, eh... Jaka rzadka oliwa? - odpowiedział ze śmiechem. - No i widzisz? - Aleksandros klepnął dłonią w stół, o mało nie zrzucając swojego pucharu i wstał, wlepiając oczy w dziewczynę. - Legendarna oliwa Winiastotelesa okazała się starym sandałem szwagra. Masz tu drachmę, Winnie, reszty nie trzeba. Przyda ci się na łatanie dachu po tej idiotce - westchnął, po czym rzucił monetę na blat i już miał wychodzić, ale, o bogowie, ta wariatka dalej do niego gadała...


Jak śmiesz obrażać mnie w ten sposób, śmiertel… Aleksss… ty, nieznajomy!


Ponownie uniósł do góry jedną brew. Aleks? Znała jego imię? A, no tak, przecież tak przed chwilą nazwał go Winiastosteles. Mimo wszystko dziwne, że pozwoliła sobie na taką poufałość… Na Aresa, ona jeszcze nie skończyła...


W żadnym wypadku nigdy nie rozważyłabym zostania twoją żoną! Jesteś dla mnie zbyt… zbyt… za normalny!


Aż zaniemówił na dwie sekundy, gdy to usłyszał. Co to w ogóle znaczyło - zbyt normalny? Wolała kogoś, kto polował na rekiny albo skakał z klifu, zamiast uczciwego hodowcy fig? Kurde, a ojciec powtarzał mu za życia… Olek, figi to stabilny, opłacalny fach! Dobry interes, dobre, ułożone życie, żonę znajdziesz w try-mi-ga! Ta, jasne… Jak dobrze, że on wcale nie potrzebował żony. I to na pewno nie takiej, która kradła puchary wraz z zawartością. - Do widzenia - pożegnał się krótko, pozwalając jej dopić resztkę jego własnego wina, A NIECH MA. Tak w sumie to postanowił zignorować mądrości tej idiotki i po prostu wyjść. Tak, to był dobry pomysł. Miał jej po dziurki w sandałach. Wyminął ją, po czym skierował się prosto do wyjścia. Kiedy wyszedł na duszne powietrze, zaczął powoli zmierzać w górę doliny, w stronę swojej chaty. - Za normalny… ja jej dam, za normalny. Moje figi są wyjątkowe - rzucił pod nosem i kopnął jakiś kamień. Tak w sumie to daleko mu było do normalności, przecież obrażał bogów...

αυgυѕтуηα
28 y/o
for all his sins
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
will you turn my blue into violet?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

''Jeśli nie możesz wygrać uczciwie, zmień reguły gry.''

Bardzo szybko zdała sobie sprawę, że to nie będzie jedno z tych polowań, na które tak często wybierała się z Kerysią. A jak to ludzie mówili… Auaaa… Przyłożyła palce do skroni. Ból głowy! Czy on właśnie doprowadził ją do jej pierwszego bólu głowy?! Zmrużyła oczy ze zdenerwowaniem, a Kerysia tylko załkała, słysząc, że została nazwana głupim osłem. Och… gdyby tylko wiedział, że właśnie obraził świętą łanię Artemidy... znaczy się Augustyny. - Nie słuchaj go, Ker-Ker… - pogłaskała ją po łebku. - Widać, że głupiec opił się wina i teraz gada od rzeczy! - Schyliła się, żeby złożyć buziaka na jej czole, po czym spojrzała na Aleksandrosa, który z każdą kolejną sekundą tracił w jej oczach. Zaczynała się nawet zastanawiać, czy aby na pewno dobrze zrobiła, chroniąc go przez tyle lat! Schodziła przecież czasami do miasta i pomiędzy polowaniami z Kerysią sprawdzała, gdzie się znajdował. Tak tylko dla jasności… nie stalkowała go. Tak by się to chyba teraz nazywało, no nie? Po prostu ją zainteresował. Chociaż nie powinien. Mężczyźni oraz złożona przez nią przysięga czystości miały sprawić, że żaden nie będzie jej i n t e r e s o w a ł.

Jakby tego wszystkiego było mało, Aleksandros ponownie się odezwał i tym razem rzucił oszczerstwem tak wielkim, że aż powinien dostać za nie piorunem prosto między te swoje irytujące brwi.

JAK TO NEKTAR BOGÓW NIE ISTNIAŁ?!

Przecież piła go niemal codziennie! Nalewał go sam Ganimedes, którego swoją drogą było jej trochę szkoda, bo na dobrą sprawę jej ojciec po prostu go porwał i zrobił z niego osobistego podczaszego. Ups. Głośne, oburzone westchnienia i szepty rozniosły się po pijalni, a spojrzenia śmiertelników skierowały się prosto na nich. - I po co to robisz?! Uspokój się - mruknęła do Aleksandrosa, pochylając się nad stołem... ale on wcale nie zamierzał się uspokoić. Najpierw skomentował jej wyjaśnienie, a później, jakby Zeus postanowił ukarać ją za wszystkie przewinienia naraz, zawołał samego Winiastotelesa. OH MY…

Co to było za dziwne uczucie?

Augustyna przyłożyła dłoń do policzka. Dlaczego był taki gorący? Na wszystkich bogów, czy ona naprawdę umierała?! Chwyciła stojący na stole wypolerowany kielich jakiegoś mężczyzny i przejrzała się w nim. Nie no, umierała. Jej policzki robiły się czerwone. Powoli zamieniała się w jednego z tych pomidorów, którymi Aleksandros obrzucił posąg jej ojca. - Ej, oddawaj! - krzyknął pijany facio wyrywając go z jej dłoni. Augustyna odsunęła się oburzona, ale szybko powróciła wzrokiem do rozgrywającej się przed nią jakże kompromitującej rozmowy. Doskonale zdawała sobie sprawę, że wpadła niczym śliwka w kompot. Przecież żadnej rzadkiej oliwy nie było! No i na sandały Hermesa, po co ona w ogóle kłamała?!

Swoją drogą, nigdy wcześniej nie spotkała równie niekulturalnego śmiertelnika. Aleksandros nawet nie pozwolił jej odpowiedzieć, jak miała na imię! I o jaką dziewkę mu chodziło? Ah, zresztą… co ją to obchodziło? A mogła już zostać przy podglądaniu Winiastotelesa podczas płodzenia czwartego dziecka. Teraz wyszła na kłamczuchę i… i… i d i o t k ę?! Musiała napić się tego paskudnego wina, żeby wymyślić jakąś odpowiedź, ale kiedy ponownie spojrzała w stronę Aleksandrosa, jego już nie było. Poszedł sobie... - Do widzenia? - mruknęła pod nosem, unosząc brew. - Już ja mu dam 'do widzenia'. - Zacisnęła palce na kielichu tak mocno, że naczynie rozpadło się pod ich naporem. - Wiedźma… - wydusił przerażony mężczyzna siedzący obok i czym prędzej przesunął swój kielich z winem w jej stronę... No i proszę. Tak powinno się traktować boginię (teraz pół boginie???). Augustyna spojrzała na niego spode łba, chwyciła podarowane wino i opróżniła kielich niemal duszkiem. Już miała ruszyć za tym niewychowanym głupcem, kiedy do pijalni wbiegła jakaś kobieta. -Alkmeno! - zawołał Winiastoteles. - Dawno cię nie widziałem! Jak się trzyma nasz Herki?
- Ahhh, wykonuje właśnie trzecie zadanie. Poszukuje łani kerynejskiej - odpowiedziała kobieta. Augustyna zamarła z kielichem przy ustach.

Alkmena.
Herki.
Łania kerynejska.

Dodała jeden do jednego i zorientowała się, że przed nią stała jedna z dawnych kochanek jej ojca.... Powoli spojrzała na Kerysię. Kerysia spojrzała na nią. O nie. Bez słowa zaczęły wycofywać się tyłem z pijalni. Krok za krokiem, baaaardzo powoli... żeby nikt nie zwrócił uwagi na boginię i jej podejrzliwie spanikowanego osła ... XD Kiedy znalazły się wystarczająco daleko, pobiegły w stronę lasu. Augustyna zsunęła sznur z szyi Kerysi i mocno ją przytuliła. - Musisz się schować, Ker-Ker. Odnajdę cię później, dobrze? I pod żadnym pozorem nie daj się złapać Heraklesowi. - pogłaskała jej srebrzyste futerko. - Zapamiętałaś zapach Aleksandrosa, prawda? Powiedz mi, gdzie mieszka. - Nachyliła się, pozwalając Kerysi wyszeptać sobie dokładne położenie jego chaty.

Po pożegnaniu ruszyła pod wskazany adres, ale po drodze wstąpiła jeszcze do świątyni Zeusa. Stanęła przed jego posągiem, zbulwersowana, że ten jego wyglądał bardzo realistycznie. Śmiertelnicy zupełnie spartolili ten jej w Efez. Nos był krzywy... a piersi zrobili jej zdecydowanie za małe... Na żywo prezentowała się o wiele lepiej, halo! - OJCZE! POTRZEBUJĘ ZŁOTA!! - krzyknęła w stronę posągu Zeusa. Chwilę później z jasnego nieba uderzył piorun, a tuż pod jej nogi spadł niewielki woreczek wypełniony monetami. Augustyna uśmiechnęła się pod noskiem. Chwyciła go i już miała opuścić świątynię, zadowolona, że ojciec tym razem nie wygłosił żadnego kazania, kiedy niebo gwałtownie pociemniało.

⚡︎ 𐌂𐌋Ꝋ𐌂𐌊 𐌉𐌔 𐌕𐌉𐌂𐌊𐌉𐌍Ᏽ, 𐌀𐌵Ᏽ𐌵𐌔𐌕𐌙𐌍𐌀 ⚡︎

Przewróciła oczami, a jakby tego było mało, Zeus sprowadził burzę. Augustyna szła więc przez miasto w strugach deszczu, przemoczona od stóp do głów. Biała szata przykleiła się do jej ciała i prześwitywała dosłownie wszędzie, a bielizny przecież nie nosiła, bo po co bogini bielizna? XD Kiedy w końcu dotarła do chaty głupca, zaczęła pukać. Po chwili pukanie zamieniło się w walenie pięścią, aż wreszcie drzwi się otworzyły. - Czy mogę zatrzymać się u ciebie na noc? - zapytała, ociekając wodą. - Osioł mi uciekł, nie mam dachu nad głową, ale zapłacę! - Uniosła woreczek z monetami i energicznie nim potrząsnęła, żeby dobrze usłyszał ich brzęczenie no i jej uwierzył.

𐌀𐌋𐌄𐌊𐌔𐌀𐌍𐌃𐌓Ꝋ𐌔
28 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
summer made me fall for you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

"I po co to robisz?! Uspokój się."


Nikt, absolutnie nikt nie będzie mówił Aleksandrosowi, co ma robić, a już na pewno nie jakaś obca wariatka z gospody, kurde bele. Szedł do swojej chatki na odosobnionym wzgórzu z nachmurzoną miną, kopiąc kamyki. W połowie drogi zaczęło padać, przez co droga była długa, śliska i błotnista, ale końcówkę trasy pokonał wśród swoich ukochanych drzewek figowych, więc humor odrobinę mu się poprawił. To miał być spokojny wieczór - planował doglądać gospodarstwa, sprawdzić, czy deszcz nie połamał młodych gałązek, oporządzić kozę i nakarmić swojego starego osła, Maurycego. Idealny, grecki wieczór.

Gdy w końcu dotarł do swojej chatki na wzgórzu, zrzucił mokre sandały, oporządził inwentarz i zabrał się za przygotowanie kolacji. Tak, zaczął przyrządzać swoje autorskie kanapki z wiejskiego chlebka, słonej fety i świeżo zebranych, słodkich fig. Był z nich dumny. Powinien opatentować ten przepis i dostawać honorarium za korzystanie z niego. I właśnie kiedy już miał zasiadać do stołu, rozległo się pukanie walenie do drzwi. Niechętnie udał się do drzwi i w progu zobaczył… tamtą wariatkę z gospody, ociekającą wodą i potrząsającą woreczkiem monet. - Co? - wykrztusił i zamrugał oczami z niedowierzaniem, gdy tylko usłyszał jej prośbę. - Ha! Nie. Nie ma takiej opcji - pokręcił głową i zlustrował ją od stóp do głów. I wiecie co? ALEKSANDROS BYŁ ZGORSZONY! Jej biała, pognieciona suknia przez ulewę przylepiła się do niej tak ciasno, że wyglądała, jakby była NAGA! I jeszcze wpraszała się do domu obcego mężczyzny… Może była nierządnicą? Na Zeusa, ona nie miała też bielizny. O! Osła też nie miała, bo go zgubiła? - Co jest z tobą nie tak? Najpierw wlatujesz przez dach z osłem na smyczy, potem twierdzisz, że wlazł tam po nektarze, a teraz mówisz, że ci spierdolił? Przecież osły nie uciekają, one po prostu stoją i… jedzą marchewki - wzruszył ramionami, po czym wlepił w nią zgorszony wzrok. - Pewnie stwierdził, że jesteś dla niego zbyt durna - wytknął nieznajomej, po czym zamknął jej drzwi tuż przed nosem.

Odszedł tylko kilka kroków w stronę jadalni, chcąc wrócić do swoich pysznych kanapek, ale zatrzymał się w połowie drogi. Westchnął i pomasował się po karku. O, Święta Hero, jego matka była dobrą, naprawdę pobożną kobietą (zanim zmarła przez bezczynność tych pożal-się-boże bogów) i zawsze powtarzała mu, że ludziom w potrzebie trzeba pomagać, nawet jeśli byli kompletnie głupi, niedołężni i wpadali do pomieszczeń przez dachy. Pokręcił głową, przeklinając w duchu swoje miękkie serce, i wrócił do drzwi. Otworzył je, ale nie pozwolił kobiecie wślizgnąć się do środka. - Dobra, ruszaj się, zanim dostaniesz zapalenia płuc i będę musiał cię zakopać pod moimi figami - fuknął na nią pod nosem, po czym wyszedł na zewnątrz i zatrzasnął za sobą drzwi. Nie zamierzał wpuszczać jej do środka, co to, to nie. Nie znał jej przecież. A co jeśli wariatka chciałaby w nocy udusić go poduszką albo ukraść jego tajny przepis na feta-figa sandwich? No, nie ma mowy. Nope. - Żeby była jasność, nie wchodzisz do chaty. Chata jest dla ludzi normalnych, którzy nie spadają z nieba i nie szukają czwartego dziecka karczmarza. Zaprowadzę cię do stajni. Jest tam sucho, jest czyste siano… - oświadczył stanowczo i zaprowadził ją w stronę bocznego budynku.

Minutkę później otworzył skrzypiące wrota stajni. W kącie, na miękkiej słomie, leżał jego poczciwy osiołek, który leniwie przeżuwał resztki siana i spojrzał na nich z totalnym brakiem zainteresowania. - To Maurycy - Aleksandros wskazał na osioła. - Nie pije nektaru, nie łazi po dachach i jest zdecydowanie mądrzejszy od ciebie. Masz tu siano, dach nad głową. Proszę bardzo. Dobranoc - pożegnał się z nią po raz trzeci tego dnia i udał się z powrotem do swojej chatki.

𐌀𐌵Ᏽ𐌵𐌔𐌕𐌙𐌍𐌀
28 y/o
for all his sins
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
will you turn my blue into violet?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Augustyna zdążyła już oswoić się z myślą, że ta misja nie będzie należała do najłatwiejszych. To po pierwsze. Po drugie, Aleksandros, który zwrócił jej uwagę już wiele lat temu, okazał się skończonym dupkiem i imbecylem, którego miejsce znajdowało się w najgłębszych czeluściach podziemnego królestwa Hadesa. O tak, powinna była pozwolić mu umrzeć jakąś zupełnie naturalną śmiercią, charakterystyczną dla tych czasów. Mógł zadławić się własną figą albo wpaść do studni, a później jego bezbożna duszyczka błąkałaby się po ponurych moczarach jej wujaszka. No ale przecież pan JA W NIC NIE WIERZE Wielki najlepiej wiedział, co było dla niego dobre i nie potrzebował żadnych bogów, żeby udzielali mu rad, prawda? O nie, nie, nie. Po jej boskim trupie!

- Co za niewychowany, chamski… przyst… wcale nie przystojny dupek - mruczała pod nosem, przeklinając po drodze każdego boga, którego akurat nie lubiła i przeplatając ich imiona kolejnymi obelgami kierowanymi w stronę śmiertelnika. Na dobrą sprawę wiedziała, że kazał jej się odczepić i nie chciał więcej jej widzieć. Augustyna miała to jednak po dziurki w nosie. Poza tym coś czuła, że gdyby żyła w early two thousands, zaprzyjaźniłaby się z Britney Spears i śpiewała teraz pod nosem oops!... i did It again. Tak. Zdecydowanie właśnie tak by było. No ale wracając do człowieka, który wzbudzał w niej te wszystkie żałośnie ludzkie uczucia… Przemoczona waliła pięścią w drzwi jego chałupki, czekając, aż łaskawie jej otworzy. Kiedy wreszcie zobaczyła jego buźkę, niemal przypomniała jej się mina ojca, gdy rok wcześniej dowiedział się, że pomimo przysięgi czystości miała grzeszne myśli właśnie o tym śmiertelniku.

Kojarzycie Syzyfa i ten jego pierdzielony głaz, który zawsze staczał się na sam dół? No to Zeus kazał jej wtaczać podobny przez cały tydzień. Bez dostępu do nektaru, ambrozji i innych zajebibi luksusów Olimpu. Nada. Myślała, że wyzionie ducha.. o ile bogini mogła to zrobić. Zmarszczyła brwi, słysząc odmowę. - Dlaczego nie? Przecież mam pieniądze, zapłacę! - oburzyła się, po czym zauważyła, że jego spojrzenie zsunęło się na jej obfity biust. - Zbereźnik! Patrz do góry! - no a ten swoje... chodząca wikipedia o tym co osły mogły i nie mogły robić...

OH EM ZI…

- No co ja za to mogę?! Jakiś pijak ją spłoszył i uciekła! Nie zdążyłam jej złapać. Jak myślisz, dlaczego jestem w tak opłakanym stanie?! Szukałam jej w tę ulewę! - westchnęła teatralnie i dramatycznie, mając nadzieję, że jego ludzkie serduszko łyknie tę ściemę.
Ale BAM!
Ponownie nazwał ją durną i zatrzasnął jej drzwi przed nosem. Augustyna zapowietrzyła się, zapewne zmieniając przy tym kolor z czerwonego na fioletowy. Po chwili wypuściła powietrze, starając się jakoś opanować. Mogłaby poprosić ciotkę Demeter, żeby sprowadziła nieurodzaj na jego figowy sad… ale do tego posunie się dopiero w ostateczności. Już miała ponownie zacząć walić w drzwi, kiedy Aleksandros pojawił się przed nią. Uśmiechnęła się szeroko, przekonana, że zmienił zdanie i zamierzał wpuścić ją do środka. Oczywiście byłoby zbyt pięknie, gdyby okazało się to prawdą. Szła więc za nim, podskakując z jednej nóżki na drugą. - Chciałbyś się mnie pozbyć tak blisko swojego domu? Nie mógłbyś przestać o mnie myśleć, Aleksandrosie - rzuciła radośnie, ale kiedy zaczął swój wywód o normalnych ludziach, Augustyna otwierała bezgłośnie usta, próbując naśladować jego irytujący sposób mówienia. - Nie sądzisz, że normalność jest nudna? Ale niech ci będzie - mruknęła, zrównując z nim krok.

Weszła za nim do stajni, w której miała spędzić noc w towarzystwie osła Maurycego. No pięknie. - Ale ja nie chcę spać tutaj sama, Aleks… - No i figa.. taka z makiem. Znowu nie pozwolił jej dokończyć. Oparła dłonie na biodrach i westchnęła głośno, a sekundkę później sciągnęła mokrą togę, przewiesiła ją przez jedną z belek, żeby wyschła, a następnie podeszła do Maurycego. - Twój pan zawsze jest taki irytujący? - Osioł odpowiedział zaspanym głosem, no bo taka była jej supermoc no nie hihi... że jego pan był dobrym człowiekiem. PODWÓJNE UGH. - Myślałam, że chociaż ty będziesz po mojej stronie, ale dobrze… lojalność się ceni czy coś - odparła zirytowana i jak gdyby nigdy nic wyszła nago na zewnątrz i skierowała się w stronę figowego sadu. - Taaatkuuuu… - jęknęła rozpaczliwie, spoglądając w niebo. Niemal na zawołanie chmury się rozstąpiły, a deszcz ustał. Może nadal zajmowała jakieś miejsce w tym jego zbłyskawicowanym serduszku? Kto wie? Anyways… Odkąd została sprowadzona do poziomu półbogini, odczuwała te wszystkie żałosne ludzkie potrzeby. W tym głód. Ruszyła więc do lasu i po kilku dłuższych chwilach upolowała królika, który wpadł do naprędce wykopanego i przykrytego liśćmi dołka. Artemida Augustyna i jej łowiecki majstersztyk, proszę państwa. Wyciągnęła go w mgnieniu oka i no ten… rip, high fly. Musiała sobie jakoś radzić.

P o ż y c z y ł a jeszcze kilka fig z drzew Aleksandrosa, po czym zdała sobie sprawę, że nie miała noża do oprawienia królika, a zdzieranie z niego skóry własnymi dłońmi jakoś jej się nie uśmiechało bo jeszcze oskarżyłby ją o jakieś mordestwo czy coś. Spojrzała w stronę chatki, w której wciąż paliło się światło. Obeszła ją bokiem, wychyliła się przez otwarte okno i posłała Alexandrosowi szeroki uśmiech, nadal naga niczym ją natura, a raczej bogowie, stworzyli. - Aleksandrosie, potrzebuję dostępu do kuchni. Jestem ś m i e r t e l n i e głodna - oznajmiła. Tym razem zamiast woreczkiem złota pomachała mu martwym królikiem. W drugiej dłoni trzymała dwie figi, które de facto ukradła z jego sadu. Jejku, ta kradzież naprawdę ciągnęła się za nią tego wieczoru, co nie? Upsi.

𐌀𐌋𐌄𐌊𐌔𐌀𐌍𐌃𐌓Ꝋ𐌔
28 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
summer made me fall for you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Aleksandros nie potrafił pojąć, dlaczego ta wariatka była aż tak zszokowana faktem, że nie chciał jej pieniędzy, zupełnie jakby spadła z nieba i nigdy wcześniej nie widziała człowieka z zasadami, no słowo daję… ALEKSANDROSA NIE DAŁO SIĘ KUPIĆ. Nie był jak ci frajerscy kapłani ze świątyń, którzy za parę miedziaków sprzedawali błogosławieństwa i święte obietnice bez pokrycia. A tak swoją drogą, nie mogła po prostu przenocować w świątyni? Tam na pewno przyjęliby każdy grosz, ha tfu. - Nie obchodzą mnie twoje pieniądze - warknął, przypadkowo przejeżdżając wzrokiem po jej biuście, bo trzeba przyznać, że był dość obfity, lol. Kurde no, mogła przebrać się w cokolwiek innego, ale nie, ona stała w tym przylegającym do ciała, mokrym, całkowicie prześwitującym… FRAJERSKIM prześcieradle!


Zbereźnik! Patrz do góry!


NO CO ZA SPOSTRZEGAWCZA NIERZĄDNICA! - Hmpfpfpfpf! - parsknął pod nosem, gdy go przyłapała, po czym uciekł wzrokiem gdzieś… gdzieś… hen w horyzont. Poza tym, hola hola, w ogóle go nie obchodziło jej ciało! Była tylko głupią nierządnicą, a Aleksandros nie potrzebował nierządnicy, żeby zaspokoić swoje potrzeby, ot co. Co ona tam chrumkała pod nosem…?


Nie sądzisz, że normalność jest nudna? Ale niech ci będzie.


Bluźniła jak... jak jakaś krewna Hadesa. - Nudna? Na Zeusa, normalność oznacza, że kiedy zasieję ziarno, to wiem, że wyrośnie z niego figa, a nie latający pies - wyrzucił z siebie, machając rękami, bo go ZDENERWOWAŁA. - Oznacza, że jeśli ciężko pracuję, to mam za co kupić chleb, a gdy dach przecieka, to go naprawiam, zamiast zwalać wszystko na humory niewidzialnego kolesia z piorunem… Ale co ty tam możesz wiedzieć, DOBRANOC!

Po tych słowach odwrócił się na pięcie, opuścił stajnię i gdy już dotarł do swojej chatki, zaryglował drzwi na trzy spusty czy ile tam było w tym powiedzeniu. Wreszcie. Spokój. Zasiadł do stołu i zjadł pierwszą ze swoich genialnych kanapek - gdyby ambrozja istniała to na pewno smakowałaby właśnie tak. Potem zrobił sobie małą przerwę przed zjedzeniem kolejnej kanapeczki - zmył naczynia i podszedł do swojego kocura Arystotelesa, żeby podrapać go za uszkiem. Dał mu nawet kawałek koziego sera, bo był dziś grzecznym kocurem i złapał trzy myszy, ot co. Chwilę później Aleksandros poprawił ogień w palenisku, przygotował drewno na rano i dopiero po tym wszystkim, z poczuciem głębokiego spełnienia, wrócił do stołu, żeby sięgnąć po drugą kanapkę, kiedy… TA WARIATKA WŁADOWAŁA MU SIĘ DO DOMU PRZEZ OTWARTE OKNO! Znaczy, nie dosłownie, po prostu wsadziła głowę w otwór okienny, ale anyway - była NAGA. Z MARTWYM KRÓLIKIEM. I JEGO FIGAMI!!!!


Aleksandrosie, potrzebuję dostępu do kuchni. Jestem ś m i e r t e l n i e głodna


Aleksandros zerwał się na równe nogi. - Na piętę Achillesa! - doskoczył do okna, o mało nie przewracając krzesła. - Ty naprawdę nie masz za grosz wstydu?! Co z ciebie za nierządnica, żeby tak latać po cudzym ogrodzie?! Powinnaś dostać chłostę za ekshibicjonizm! - zawołał, bo kobieta dalej wyglądała tak, jakby nic na sobie nie miała! Nierządnica jak nic! Ale zaraz… zaraz. - I czy ty... czy ty ukradłaś moje figi?! - fuknął, a żyłka na jego czole zaczęła pulsować jak wściekła, słowo daję! Odszedł od okna, klnąc pod nosem, po czym zgarnął z saloniku gruby koc i męską tunikę, którą miał włożyć jutro, po czym wyszedł przed chatę i rzucił w kobietę tymi rzeczami. - Masz! Załóż to na siebie, zanim Maurycy dostanie zawału albo sąsiedzi uznają, że trzymam w stajni nierządnicę dla swoich uciech! - wyrzucił z siebie, po czym wskazał palcem na drzwi do swojej hacjendy. - Wejdź i usiądź w kuchni, sam ci oporządzę tego królika, BO CI NIE UFAM! NIE DAM CI NOŻA DO RĘKI! - rzucił, po czym puścił ją przodem do swojej nadzwyczaj eleganckiej i czystej chatki, jak na starożytną Grecję. - I niczego nie dotykaj - uprzedził ją, po czym zamknął za nimi drzwi.

Wyrwał jej martwego królika z rąk i zaczął się zastanawiać, czym sobie, na litość ludzką, zasłużył, że taka baba ładowała mu się późnym wieczorem do domu i psuła mu całkiem przyjemny wieczór w środku tygodnia. Kobieta zapewne rozsiadła się przy dębowym stole na środku kuchni, gdzie stał talerz z jego drugą przepyszną kanapką. Zaraz przeniósł wzrok na królika, którego dalej trzymał w ręce - na Zeusa, zanim Aleksandros obedrze go ze skóry, wypatroszy, przyprawi i upiecze na ogniu, minie przynajmniej godzina… A ta wariatka twierdziła, że jest śmiertelnie głodna JUŻ. Westchnął, pomasował kark i przysunął talerz z kanapką w jej stronę. - Możesz poczęstować się kanapką - zaproponował szorstko (ale bardzo wspaniałomyślnie), po czym wyjął grubą deskę na blat i zaczął ostrzyć noże.

𐌀𐌵Ᏽ𐌵𐌔𐌕𐌙𐌍𐌀
28 y/o
for all his sins
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
will you turn my blue into violet?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Po kilku godzinach znajomości z Aleksandrosem Augustyna doszła do kilku bardzo istotnych wniosków. Po pierwsze, nie obchodziły go jej pieniądze. Fair. Po drugie, przeuroczo się zapowietrzał, gdy przyłapała go na przyglądaniu się jej biustowi. A po trzecie… był nieznośnym realistą, którego będzie cholernie ciężko przekonać, że bogowie naprawdę istnieli. Miał też ten niezwykle irytujący zwyczaj wygłaszania całych monologów, po których znikał niczym Hermes, zanim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć.

Teraz miała jednak znacznie większe problemy na głowie. Ojciec zrobił z niej półboginię i zaczęła odczuwać te wszystkie żałośnie ludzkie potrzeby. Tak bardzo, jak lubiła śmiertelników, ani trochę jej się to nie podobało. Musiała nawet przykucnąć w krzakach, żeby sobie ulżeć, co uznała za wyjątkowo niewygodne i uwłaczające. Kiedy wróci na Olimp, złoży oficjalną skargę. Jakim prawem kobiety musiały się tak męczyć, podczas gdy mężczyźni po prostu stawali pod drzewem i co najwyżej podwijali tunikę?! No zdzierstwo. Augustyna będzie walczyła o równouprawnienie oraz budowę publicznych wychodków dla komfortu płci pięknej. O! XD

No ale wracając… Była głodna, a Aleksandros znowu podnosił głos, zmieniał kolory na twarzy szybciej, niż Zeus zmieniał swoje kochanki, i jeszcze oskarżał ją o kradzież. Co prawda naprawdę ukradła te figi, ale po co od razu rzucać podobnymi obelgami? - Chcesz powiedzieć, że powinnam wstydzić się swojego ciała? Nie podoba ci się, Aleksandrosie? - zmarszczyła nos, autentycznie oczekując odpowiedzi. - A z tą chłostą to nie wiem… Słyszałam, że niektórym śmiertelnikom podobają się takie rzeczy. Co, jeżeli należę do tego grona i coś, co miało być karą, uznam za przyjemność?XD - westchnęła... a po chwili uniosła figi. - Pożyczyłam je! To ogromna różnica, Aleksandrosie! Gdzie idziesz?!

Zdezorientowana po chwili złapała rzucone jej rzeczy, położyła tylko królika i figi na czymś co przypominało parapet i czym prędzej zarzuciła na siebie tunikę, po czym owinęła się kocem, śmiejąc się pod nosem. Czemu ten człowiek był taki dramatyczny? Maurycy jakoś nie miał nic przeciwko widokowi jej nagiego ciała! Oczywiście nie zamierzała mu o tym mówić, bo zaraz ponownie usłyszałaby, że była durna albo że normalność znajdowała się poza zasięgiem jej możliwości. Chwyciła tylko królika, figi wcisnęła w jego rękę przechodząc obok niego... uniosła wysoko głowę i uśmiechnęła się cwaniacko. - Awww, Aleksandrosie, naprawdę uważasz, że mógłbyś wykorzystać mnie do swoich uciech? - Oczywiście wcale tego nie powiedział, ale Augustyna zdecydowała się zinterpretować jego słowa po swojemu. Zabawnie reagował na widok jej nagiego ciała, a ona sama z całą pewnością nie zareagowałaby podobnie na jego widok! Ani trochę. Nawet odrobinkę. Pfffft.

Weszła do środka, przewracając oczami. - Aż tak się mnie boisz? Jestem niewinna niczym ten królik, którego przed chwilą upolowałam! - westchnęła dostatecznie głośno, żeby z całą pewnością usłyszał. Zanim zdążyła się skierować do stołu, Aleksandros wyrwał jej królika z ręki. Na wszystkich bogów, dlaczego on ciągle był taki zdenerwowany?! Augustyna zaczynała poważnie martwić się o jego zdrowie. Ta żyłka coraz mocniej pulsowała na jego czole, a jego zmarszczone ze złości brwi coraz bardziej przypominały trójząb Posejdona. Chociaż równie dobrze mogły to być zwidy spowodowane tym, że była cholernie głodna. Ale dobrze. Miała niczego nie dotykać, więc teraz siedziała sobie przy stole i uniosła obie ręce wysoko nad głowę, żeby nic jej przypadkiem nie skusiło, lecz wtedy zauważyła przyglądającego się jej kociaka. - Δεῦρο, μικρέ - zawołała po starożytnemu grecku, wyciągając dłoń w stronę kociaka. Kociak czym prędzej przybiegł i wskoczył jej na kolana. Technicznie nadal niczego nie dotykała. To on dotknął jej pierwszy, a ona jedynie pogłaskała go po główce. Zwierzak mruczał tak głośno, że poprzez jedno mruknięcie i drugie zdążył wyjawić jej, że jego pan nie miał dzisiaj najlepszego humoru.

Well… To zdążyła już zauważyć.

Uniosła brew, przyglądając się jedzeniu postawionemu przed nią. Jeszcze nigdy czegoś podobnego nie widziała, ale na sam widok aż zaburczało jej w brzuchu. Nigdy wcześniej nie odczuwała tak potężnego głodu! No i na co jej było bronienie tego śmiertelnika? Możesz poczęstować się kanapką. Zerknęła na Aleksandrosa i zamrugała z niedowierzaniem. - Naprawdę mogę to zjeść? Dziękuję! - Bez zastanowienia przysunęła talerz, chwyciła kromke chleba i ostrożnie ugryzła, żeby nie wystraszyć kociaka. W jej ustach rozpoczęła się prawdziwa uczta godna samego Olimpu. Dosłownie Elizjum w gębie! Mruknęła przeciągle, zamykając oczy i pozwalając smakom rozejść się po języku. - Na Zeusa! To najlepsza rzecz, jaką jadłam w całym swoim śmiertelnym żywocie! - oznajmiła podekscytowana. Dokończyła posiłek, bujając ramionami w małym tańcu szczęścia, jednocześnie obserwując Aleksandrosa ostrzącego noże.

Zdawała sobie sprawę, że królikiem kupiła sobie trochę czasu, ale nie zamierzała siedzieć w ciszy. Zabronił jej przecież dotykać rzeczy, a nie rozmawiać. A więc… Augustyna postanowiła przeprowadzić z nim wywiad. - Aleksandrosie - zaczęła poważnie. - Powiedz mi, czy nazywasz mnie nierządnicą dlatego, że upatrzyłeś już sobie inną kobietę na żonę, czy po prostu minęło dużo czasu, odkąd uczestniczyłeś w tego rodzaju… aktywnościach? - Uniosła brew, wpatrując się w niego z zainteresowaniem. Pogłaskała przy okazji przeciągającego się kociaka. Jego kolejne mruknięcie było właściwie ostrzeżeniem, żeby nie denerwowała pana, który trzymał w dłoniach noże, ale postanowiła je zignorować. - I nie każ mi spać w stajni. Odpłacę ci się. Nie chcesz pieniędzy? Dobrze. Mogę sprzątać albo dla ciebie polować - podrapała się po głowie. - Zajmowałam się tym w moich stronach i mogę obiecać, że zniknę, gdy tylko odnajdę mojego osła. - Spojrzała na niego poważnie. Potrzebowała czasu, żeby do niego dotrzeć i przekonać go o istnieniu bogów. A chociaż Aleksandros lubił określać ją mianem durnej, doskonale wiedziała, że raczej nie zdoła tego dokonać, śpiąc samotnie w stajni.

𐌀𐌋𐌄𐌊𐌔𐌀𐌍𐌃𐌓Ꝋ𐌔
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”