24 y/o
For good luck!
167 cm
tłumaczka || speak up!
Awatar użytkownika
if your perfume is in the wind
i'll fall for you over again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

through the ages
she's heading west


Dawno, dawno temu, w krainie syropem klonowym płynącej, było sobie królestwo, w którym odkurwiało się od cholery przedziwnych rzeczy. Yubi, pochodząca z biednej rodziny, wieśniaczka, bardzo, ale to bardzo marzyła o tym, żeby kiedyś wybrać się w podróż, która zapierałaby jej dech w piersiach! (A te miała nawet okej. Nie za duże, nie za małe, takie w sam raz, żeby za nie złapać, jakby ktoś się pytał. wink wink.) No i tak sobie szła przez mieścinę, rzucając jabłko ku górze, które prawdopodobnie było jedynym posiłkiem, jaki zjadłaby tego dnia, i nuciła coś pod nosem. Sama nawet nie wiedziała co, ale gdyby żyła w XXI wieku, to pewnie byłoby to coś na bazie Queen czy coś. Taki miałaby gust, o. A tak znała tylko jakieś dworskie przyśpiewki, które słyszała od lokalnego błazna.

Taka faza, o?

No i tak rzuciła sobie jabłko raz, drugi, uśmiechając się pod nosem, kiedy nagle wywaliła się o świniaka, który zdecydował się zmaterializować dokładnie pod jej nogami. No co za świnia! Get it? Hehe. No i leżała tak sobie, już chciała chwycić swoje jabłko, ale nagle BAM, świniak je wszamał. No sytaucja wyglądała w chuj tragicznie. - NIEEE! - krzyknęła zrozpaczona, zanurzając twarz w niezbyt czystym chodniku. Leżała tak przez chwilę, opłakując swój jedyny posiłek, kiedy nagle usłyszała zbliżające się stukanie. Uniosła wzrok. Najpierw zobaczyła czyjeś buty. Podniosła główkę trochę wyżej, mrużąc oczy pod światło, a tam jakiś typo. Zdecydowanie nie rycerz na białym rumaku, bo aż tak schludnie nie wyglądał. Yubi zmarszczyła brwi i burknęła pod nosem, - Co tak stoisz? XD

Jakbyście jeszcze się zastanawiali, to nie będzie jedna z tych disneyowskich historii, gdzie wszystko jest słodkie, lofciowe i kończy się wielkim happily ever after, ite de, ite pe. Ta historia będzie oparta na faktach... z lekkim przymrużeniem oka, rzecz jasna, i kompletnie wyssana z palca dwóch pisarek, które mają całkiem nieźle popierdolone w głowach.

kimżeś ty jest?!
32 y/o
For good luck!
190 cm
weteran, mechanik samochodowy Scarborough Auto Care
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Doprawdy przyszło mu żyć w ciężkich czasach. Nie dość, że człowiek musiał znosić zapach fekaliów wylewanych każdego dnia przez okna, tak na dodatek trzeba było podporządkować się zasadom dotyczącym hierarchii społecznej. Czy to nie było nudne? Wieśniak był wieśniakiem, rycerz rycerzem, a szlachcic szlachcicem. I tyle. Nie można było sobie wybrać - wszystko zależało od urodzenia i widzimisię rodziców, którzy mieli największy wpływ na przyszłość dzieciaka. Jasne, gdzieś tam co chwilę zdarzały się bękarty, kiedy wysoko urodzony jegomość zbyt bardzo dał się wchłonąć obcowaniem z kurtyzanami, ale wiadomo było, że osoby tak urodzone miały zaledwie kilka procent szans, że faktycznie uda im się podnieść status społeczny. Częściej kończyło się to śmiercią, ewentualnie wygnaniem. Bo wiadomo, że nikt się nie przyzna do dzieciaka zrodzonego z panny lekkich obyczajów, która w swoim ciele miała więcej fallusów, niż człowiek był w stanie sobie wyobrazić.
Lysander miał to szczęście, że urodził się z pozycją - jego ojciec był zaufanym doradcą samego Klonowego Władcy, co już samo w sobie znaczyło wiele. I chociaż posiadanie statusu, pieniędzy i dostatniego życia było momentami fajnie, tak Lys oczekiwał znacznie więcej. Potrzebował przygód! Ile można było siedzieć w luksusowych komnatach i zabawiać się z pannami (i panami) dworu? Aż tak młody nie był (miał już przecież siedemnaście lat!), żeby każdego cieleśnie zadowolić! Nie chciał zemrzeć nie zobaczywszy świata! Był przekonany, że poza granicami królestwa znajdowało się wiele piękna, które czekało by położyć na nim łapska. A te egzotyczne persony?! Z pewnością jakieś były!
Chcąc zająć czymś czas, uciekając przed naukami uczonego, na których powinien się skupić, zwinął ubrania stajennemu (serio ten chłopak był niebywale pociągający), przebrał się w nie i ruszył ku mniej atrakcyjnej części miasta, gdzie urzędowali wieśniacy z totalnej biedoty oraz cała masa przestępców.
Przechadzał się nieczystymi ulicami zawalonymi łajnem, pijakami i żebrakami, gdy zaledwie kawałek przed nim jakaś niewiasta wątpliwej urody ( tak serio fajna była, ale nie mógł być dla niej tak łaskawy) wywinęła koziołka, potykając się o świniaka. Serio, ona glebę zaliczyła wywalona przez wieprza, który na dodatek zeżarł jej jabłko. Iście błazeńskie zagranie. Może ćwiczyła do przedstawienia na dworze? Aż musiał się dowiedzieć!
-Mało pochlebne - zostać znokautowanym przez prosiaka. Dobrze, że nie wlazłaś w krowi zad po jej porannej potrzebie. Wtedy to byłaby doprawdy gówniana sprawa - zauważył, patrząc na nią z góry, uśmiechając się chytrze. mogła stać się jego rozrywką, jeśli tylko była wystarczająco waleczne.

kwak?
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
24 y/o
For good luck!
167 cm
tłumaczka || speak up!
Awatar użytkownika
if your perfume is in the wind
i'll fall for you over again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

⚔︎

Idziemy na wycieczkę, bierzemy misia w teczkę, a misiu jak to misiu.... cholercia! Kurza stopa czy jak to tam sie przeklinało na tamte czasy… no whatever, łapiecie jazz no nie? XD

No i anyways, tak właśnie Yubi myślała, że minie jej dzionek.. że będzie sobie po prostu pięknie, ładnie spacerowała wokół wieśniackiego ganku w tej mało urodziwej części królestwa… aż do momentu, w którym nie wyrżnęła się o tamtego świniaka. I tak leżąc na ziemi, wpatrywała się w te buciory, które swoją drogą wyglądały jak prawdziwe buciory, bo ona sama miała na nogach raczej jakiś zlepek czegoś, co w dzisiejszych czasach można by nazwać marną podróbą adidasa. Ale no whatever. Miała na czym chodzić? Miała! A to się liczyło. Dobra, dobra, wracając…

Leżała, a ten typek…
Czekaj. CO?!

Pomrugała oczami w bardzo szybkim tempie, a chwilę później parsknęła śmiechem z czystego niedowierzania, bo co on sobie do jasnej cholery myślał?! Jaki krowi zadek i dlaczego, i z jakiej racji interesował się jej porannymi potrzebami i whatnot?! Nie powinno go obchodzić, czy się tego dnia załatwiła, czy nie, do jasnego podgrzybka! Toć to było niemal skalanie boskie. Równie dobrze mógłby zapytać kobietę o wiek i każda oburzyłaby się tak samo!
No porażka!
Stanęła przed nim, strzepując paproszki i jakieś dziwne brudki ze swojej szmacianej sukienki, po czym uniosła wzrok wysoko ku górze, bo skubany był naprawdę wysoki. Zapowietrzyła się przez moment, mierząc go spojrzeniem. Te jego włosy jakoś tak lśniły, ciuchy wyglądały zdecydowanie lepiej niż na kogoś kto pochodził z tej częśći mieścino wsi… więc yubi uznała, że królewicz musiał należeć do tych wyyyyższych sfer (albo lepszej części wiochy i nigdy wcześniej go nie widziała). Ekhmm… No dobra. Trzeba było zachować klasę. Wyprostowała się więc dumnie i wypuściła powietrze przez nos. - A przepraszam bardzo, jakżeś tyś godzien zwracać się do mej osoby w tak karygodny sposób?! - wyrzuciła z siebie, usilnie próbując brzmieć niczym jakaś szlachcianka. Wytrzymała dosłownie chwilunie..bo po tych wszystkich słownych wygibasach język jej się zmęczył słuchajcie… zmarszczyła więc brwi i rzuciła już całkowicie po swojemu, - Kim ty, kurwa, myślisz, że jesteś, lalusiu?! XD

laluś
32 y/o
For good luck!
190 cm
weteran, mechanik samochodowy Scarborough Auto Care
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Przyglądał jej się przez chwilę uważnie, jakby starając się rozpracować kimże była. Jasne, widział, że raczej jej Bóg nie połaskawił urodzeniem, bo miała na sobie takie łachmany, które pewnie z brudu sztywniały, skrzypiąc przy każdym ruchu, ale poza tym chciał wiedzieć KTO TO BYŁ. Imię, z jakiej była rodziny - zakładając, że nadal ją miała i jeśli tylko coś jej nie zabiło, a niestety w ich krainie wszystko było możliwe, biorąc pod uwagę jak często ludzie znikali, nie wracając z Nawiedzonego Lasu. Tak btw nie rozumiał jak można było chcieć się tam samemu pchać, skoro pewnym było, że czaiło się tam wiele straszydeł, ale Lysander nie powinien oczekiwać, że motłoch wykaze się szczególnym poziomem inteligencji (jak oni to nawet czytać nie umieli lol). Był ciekawy tej niewiasty, która oczarowała go sposobem tego pięknego fikołka, na którego jego nie byłoby stać. Był za leniwy i pewnie za dobrze chodził. A ona? Ona zrobiła to z gracją godną akrobaty!
Uśmiechnął się do niej szeroko, kiedy ostatecznie podniosła się z ziemi. Jaka ona była malutka! mogłaby mu robić za podłokietnik, gdyby nagle się zmęczył staniem, niczym staruszek. Chyba będzie musiał jej to zaproponować, bo kto odmówiłby dorobieniu trochę grosza? ot, może nawet jej owsem zapłacić, jego rodzina miała dużo zasobów naturalnych i plonów natury! Spichlerze to aż się uginały i czasami Lys zastanawiał się na co to wszystko gromadzą, ale przestawał o tym myśleć, kiedy na stole pojawiał się świeży bochen pachnącego chleba. Ciekawe czy ona wiedziała, czym chleb w ogóle był.
-Yyyy, chyba ta świnia cię jeszcze w głowę kopnęła. Albo o bruk się uderzyłaś, bo pleciesz trzy po trzy i nawet święty Jerzy się na samą myśl jeży - stwierdził, pocierając podbródek czystą dłonią. On się mył, ona to już ciężko powiedzieć, bo trochę jej się ubrania łajnem pobrudziły i były takie ohydne plamy. A może ze strachu sama popuściła? Trochę niehigieniczne. - Ja? Ja się pytam kim ty jesteś, dziewko?! Jak na pannę jesteś niebywale wyszczekana. Hau, hau. Za takie coś można zawisnąć, chociaż jesteś tak chuda, że raczej zamiast zginąć powiewałabyś niczym chorągiewka na lancy rycerza - rzucił buńczucznie, bo nie będzie go jakaś tam kobieta atakować. Był mężczyzną i to one miały się słuchać jego.

wieśniara
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
24 y/o
For good luck!
167 cm
tłumaczka || speak up!
Awatar użytkownika
if your perfume is in the wind
i'll fall for you over again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

⚔︎

Zmarszczyła brwi, widząc, jak się do niej szczerzył… jak jakiś głupi do sera, ugh. Z czego on się w ogóle tak cieszył? Wyglądał jak jakiś błazen, któremu właśnie pozwolili usiasc na królewskim tronie przez pięc sekund. Przemknęło jej to przez myśl, ale zaraz aż zapowietrzyła się, słysząc jego odpyskówkę. - Ohoho, a kogóż my tutaj mamy?! Ogra z czwartej dzielnicy?! Dostałeś więcej chleba na tydzień i teraz myślisz, że jesteś lepszy?! - prychnęła oburzona, marszcząc nos tak mocno, jakby sam jego widok zaczął jej śmierdzieć. Nie no. Co za gbur niedorozwinięty. Jeszcze będzie ją oceniał i głosno komentowal w taki sposób? Sugerował, że szczekała?! Już ona mu, kurwa, pokaże szczekanie. - Najpierw interesujesz się, czy byłam w wychodku, teraz mówisz, że jestem wyszczekana, robisz sobie ze mnie żarty, a na dokładkę wyśmiewasz się z tego, że jestem biedna… NIEBYWAŁE! - wyrzuciła dłonie ku górze, skarżąc sięjakiemuś chmurkowemu bożkowi, ale po chwili przypomniała sobie, że takich chyba tutaj nie mieli. No dobra. Trzeba było znaleźć inny znak od sił wyższych. I wtedy go zobaczyła.

Świńskie gówno. XD

Leżało sobie nieopodal niczym zesłany przez los znak zemsty, yay, a jej oczka aż się zaświeciły. Podeszła do niego, chwyciła leżący obok kij, po czym obeszła mężczyznę od tyłu i z największą starannością wysmarowała mu tył spodni. - O nieeeee… - zakryła usta dłonią, robiąc wielkie oczy. - Czyżbyś jednak nie zdążył do wychodka?! ALE WSTYD! Oby tylko nikt tego nie zauważył! - Rzuciła kij gdzieś na bok i parsknęła śmiechem, podskakując wokół niego śmiejąc się pod nosem jak nikczemny chochlik, zanim wdrapała się na stojącą za nimi studnię i oparła łokieć o wiadro z wodą. - No i co teraz? Mam ci zaszczekać? Zabeczeć? Zamiauczeć? - przechyliła głowę, przyglądając mu się z bezczelnym uśmieszkiem. - czy może…. - nie dokończyła, po prostu zachrumkała, bo tak ją chyba zrozumie, świnia jedna XD

chrum chrum
32 y/o
For good luck!
190 cm
weteran, mechanik samochodowy Scarborough Auto Care
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

A może by tak ją wysłać do kurtyzan? Z taką delikatną buzią z pewnością znalazłaby wielu chętnych szlachciców. Jedyne to trzeba by jej gębę zatkać i to nie w ten przyjemny sposób, bo kiedy tylko się odzywała cały czar pryskał jak za odjęciem różdżki rzekomego czarodzieje buszującego na ziemiach Pozakresnych. Może język uciąć? Ostatecznie panny do towarzystwa nie musiały mówić. Tak, podobne rozwiązanie wydawało się Lysanderowi idealne i chociaż chciał swój plan dopracować, tak nie było mu to dane, ponieważ stworzenie niewiastą zwane postanowiło dalej mówić. Dlatego właśnie wieśniaków należało trzymać z dala od reszty cywilizacji.
Brwi zmarszczył, nie spuszczając z niej wzroku. kto wie co jej może do głowy wpaść, a jeśli go ugryzie to i jakiś syfilis biedny złapie. Żenada umierać w taki sposób.
-Zważaj na słowa, wieśniaro, bo z człowiekiem wyższej klasy urodzenia rozmawiasz. jedo moje polecenie i cię wychłostają. Chociaż pewnie to lubisz - skomentował. wcale nie miał zamiaru na nią donosić, ale był ciekaw reakcji, bo mimo wszystko na waleczną wyglądała. No i nigdy nie miał okazji z plebsem tak rozmawiać, pilnowany do tej pory przez gwardzistów. Co prawda panna głupia była, fakt, ale przynajmniej nie obawiała się odezwać, co było miłym urozmaiceniem. - Ogr? Cóż za opowieści bardów się nasłuchałaś? Ogry nie istnieją, każdy to wie - westchnął. Znał legendy, pieśni i wszelkie banialuki opowiadane przez miejscowych, ale był za duży, żeby je powtarzać i w nie wierzyć.
Trochę go panna zaczynała męczyć, wiecie? Rozgadana co nie miara i jeśli wcześniej mógł ją wziąć za swoją kompankę do przygód, tak teraz prędzej dzikim wieprzom by ją podstawił na pożarcie. Przecież umysł by mu siadł na dłuższą metę.
-Ale ty jednak głupia jesteś - rzucił na odczepnego i nawet chciał odejść, szukając szczęścia gdzie indziej, ale panna postanowiła wysmarować go świńskim łajnem, z którym tak obeznana była. Pewnie się taplała codziennie, ot, wmawiając sobie, że to dla piękna.
Skrzywił się, w duchu dziękując, że to jednak ubrania tego stajennego były, a nie jego wspaniałe szaty.
-Wsiur to jednak wsiurem pozostanie, z pokolenia na pokolenie. To jedyna zabawa jaką znasz? Z łajnem? Może w takim razie też się z tobą pobawią, bo coś słabo ci idzie dzisiaj - powiedział i przez szmatkę nabrał trochę odchodów, rzucając bombą w pannę na studni. Jaka szkoda, że niefortunnie gnój wylądował na twarzy pobliskiego wartownika, który akurat przechodził z resztą patrolu. No też sobie moment wybrał!
-To ona! - od razu wskazał na dziewczyną. Musieli mu uwierzyć, przecież on był szlachetny, a ona wieśniak. jaka szkoda, że zapomniał iż miał na sobie strój stajenny, a do tego wyglądało jakby się posrał. Nic dziwnego, że wartownik spojrzał na niego krzywo.
-Brać ich! - krzyknął i reszta się rzuciła by ich pojmać. Lysander wiedział już, że należy wiać.
-Ja spadam, nara! - wyrzucił z siebie i na pięcie się obrócił, bo życie to jednak było mu miłe, a w lochach też gnić nie chciał. Wyjątkowo zimno tam było, a on miał delikatną skórą na dupce.

panna wątpliwej urody
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
24 y/o
For good luck!
167 cm
tłumaczka || speak up!
Awatar użytkownika
if your perfume is in the wind
i'll fall for you over again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nienawidziła szlachty, czy jakkolwiek wyżej postawionych osobników, zazwyczaj srali wyżej niż dupę mieli, tak jak ten tu przed nią stojący laluś, za którego włosy najchętniej by chwyciła, zniżyła do swojego poziomu, bo oczywiście był od niej wyższy, a potem wsadziła ten jego niewyparzony pysk prosto do koryta dla świń, żeby zobaczył jak to jest żyć na poziomie z knurami XD. - Wieśniaro?! - zbulwersowała się, aż się zapowietrzając i już miała kopnąć go w piszczel albo w jajca, bo widziała, że nie miał tam żadnej ochrony, ale stwierdziła, że może lepiej nie. Nie wiedziała z jakimi dziwkami ostatnio sypiał i czy w ogóle... zresztą, nie obchodziło ją to. Obchodził ją za to fakt, że mogła coś złapać, a nie dość, że umrze brudna i biedna, to jeszcze skażona. No pięknie.

Chwilę później normalnie aż się zapowietrzyła, bo jak to NIE WIERZYŁ W OGRY?! - Halo? Co ty majaczysz?! - zapytała, unosząc brew. - Ogry istnieją, widziałam nawet jednego! Są tam, o, w zaklętym lesie. - wskazała palcem w kierunku Ciemnogrodu. - Lepiej tam się nie zbliżać po zmroku, bo jak cię znajdą, to wezmą cię za przekąskę. - Podrapała się po głowie. Jasny gwint, czemu ona w ogóle z nim rozmawiała? Skoro nie chciał wierzyć w te banialuki, to mógł pocałować się w ten swój zad...

Oh. Zad.
Ding ding ding ding.

Tak właśnie narodził się w niej pomysł umorusania go gównem. - Głupi to ty jesteś. Bardziej niż oralina spod chatki pięć minut stąd. - parsknęła pod nosem, zadowolona ze swojego dzieła. Tylko że zaraz zauważyła, że schylił się po owo łajno i o matulku jedyna…. Schyliła się szybko, a owa kupa przeleciała nad nią i wylądowała prosto na wartowniku stojącym za jej plecami. Spojrzała na niego przerażona. On spojrzał na nią… potem na paniczyka. I zaraz zrobił się czerwony jak ten spleśniały burak którego jadła dwa dni temu - NIE… TO ON RZUCIŁ! - krzyknęła szybko, wskazując na niego palcem. I nagle jak spod ziemi zebrało się więcej wartowników, którzy wyjęli swoje szpady i zaczęli biec w ich kierunku. - O ty... - mruknęła, widząc, że gównospodnie biegły już przed nią. O nie, nie z nią takie numerki… Ona mogłaby przegonić samego jusejna bolta, poza tym była szczuplutka i zapierdzielała niczym strzała, więc po chwili go dogoniła, tylko wtedy zauważyła kolejnych wartowników przed nimi. Na szczęście znała te rejony jak własną kieszeń, więc może, ale tylko MOŻE, zrobiło jej się lalusia odrobinkę szkoda.

Chwyciła go za dłoń i pociągnęła gwałtownie w lewo, prosto w krzaczory. Biegli, biegli, uciekając tym blaszakom, aż nagle jej się noga omsknęła. - O KU… - Poleciała. A że trzymała go za rękę, to pociągnęła go razem ze sobą. Turlali się w dół góry, obijając po drodze o jakieś krzaki, kamienie… aż nagle BAM. Wylądowali na ziemi. A tam co? Ciemnogród. UPSI.

świniak
32 y/o
For good luck!
190 cm
weteran, mechanik samochodowy Scarborough Auto Care
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Wychodząc z domu nie spodziewał się, że przyjdzie mu uciekać przed gwardzistami (tak nawiasem to byli jakimiś bezmózgimi yeti skoro go z twarzy nie poznali), chcąc tym samym swoje życie ocalić. Jasne, pragnął przygód, ale to była jakaś tragedia. Nie dość, że umorusany był świńskim łajnem (i tak dobrze, że twarz miał czysta, czego nie można było powiedzieć o gwardziście), to jeszcze jego najbliższą kompanka była wieśniaczka, przez którą ta cała sytuacja miała miejsce. I wiecie co? Teraz to się nawet cieszył, że biegła obok, bo znała te tereny znacznie lepiej, niż on. On tak pewnie czuł się w zamku Króla, a już najpewniej w sypialni jego córki, z którą to miał bliskie kontakty. Tak w celach poznawczych.
Ach, zdecydowanie nie powinien teraz myśleć o uciechach cielesnych, bardziej skupiając się na biegu. Tyle dobrego, że sprawność fizyczna i niego była wielce rozwinięta - ojciec dbał o to, by jego syn potrafił odpowiednio posługiwać się mieczem i zapewniał mu w tym celu odpowiednie treningi. Teraz w duchu mu za to dziękował, gdy biegł z dziewczyną za rękę (mmm, romantycznie, zaraz ślub będzie), coraz bardziej zwiększając dystans dzielący ich od wartowników. I może uznałby, że panna wykonała kawał dobrej roboty ciągnąc go z dala od głównej ulicy, dyby ostatecznie ta niedojda się nie potknęła, przy okazji i jego z nóg zwalając.
-Kurzy zad! - zaklął, kiedy zaczęli się turlać w dół zbocza. mało przyjemne kiedy badyle i kamienie ci się w każdy zakamarek ciała wciska. Na dodatek jeszcze wylądowali tak, że to plecy Lysandera uderzyły o ziemię, a panna na nim wylądowała, przyciskając swoim ciałem. Normalnie uznałby to za przyjemne, ale teraz to raczej była tortura.
-Jeśli chciałaś uciech cielesnych ze mną zaznać, wystarczyło powiedzieć. Chociaż ten syf, którego w sobie nosisz… może przymknąłbym oczy, gdybyś wcześniej się umyła - uśmiechnął się do niej miło, dłoń na policzku lokując i lekko go gładząc. Zaraz jednak zrzucił ją z siebie, bo już pewnie sobie zaczęła za dużo wyobrażać. - Żartowałem. nie tykam byle czego, a teraz złaź, bo ciężka jesteś - rzucił niedbale, samemu się podnosząc. Otrzepał zdewastowane ubranie, rozglądając się na boki. Znajdowali się na skraju Nawiedzonego Lasu, części Ciemnogrodu, miejsca wręcz legendarnego.
Zmarszczył brwi i już miał coś powiedzieć, kiedy dało się z góry słyszeć gwardzistów.
-Tam są! Łapać ich! - krzyknął z góry ten z gównianą twarzą (ups). Nikt jednak się nie ruszył, za bardzo się bali. Dlatego Lysander pozwolił sobie środkowy palec pokazać, gest jakże uwłaczający, co spotkało się z mała przychylnością i kamieniami rzucanymi w ich stronę.
-Dobra wiejemy, bo jeszcze zdanie zmienią - skomentował i pociągnął ją w kierunku Lasu. było mrocznie, było strasznie, ale póki co i tak nie mogli wrócić do miasta. trzeba było poczekać, aż się uspokoi. - Nie obawiaj się, wieśniaczko. W tym lesie nie ma niczego, co by mnie przestraszyło - rzucił do niej, a kiedy znaleźli się głębiej pomiędzy drzewami, puścił jej rękę. To ci dopiero przygoda!

patusiara
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
24 y/o
For good luck!
167 cm
tłumaczka || speak up!
Awatar użytkownika
if your perfume is in the wind
i'll fall for you over again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zdecydowanie nie miała w planach znaleźć się w aż tak gównianej sytuacji, ale co mogła na to poradzić? Jak już ułożenie gwiazd, planet i cholera wie czego jeszcze za ciebie zadecydowało, no to przecież nie można było się temu sprzeciwiać, no nie? Wielki bożek nad nimi w postaci jakiegoś astrologicznego pyłku stwierdził, że zajebiście będzie połączyć ich losy akurat w tamtym momencie, więc teraz, odbijając się kolejno od kamienis i jakiejś gałązki, która złamała się gdzieś pomiędzy żebrami dziewczyny, mogłaby przysiąc, że przeklnie wszystkie bóstwa, w które wierzyli ludzie tamtejszego świata.

No bo na jakie skalanie boskie musiała doświadczać tego akurat z....
TYM lalusiem?!

Zmrużyła oczy szykując się na ostateczny impakt z ziemią, gdy po chwili tak leżała sobie i było nawet wygodnie, a poza delikatnymi oparami gówna, które pewnie unosiły się z jego portków to nawet ładnie pachniał. Ugh, o czym ty myślisz, kobieto?! Przewróciła oczami na samą siebie, zanim usłyszała jego komentarz i bez większego zastanowienia wbiła mu palec wskazujący prosto między żebra, zatapiając go jeszcze mocniej i przekręcając tak, żeby NA BANK zabolało. - Męczydupa z ciebie, wiesz?! - stęknęła, chwilę później będąc zrzucona z niego gdzieś na bok. Zacisnęła piąstki, wzięła głęboki oddech i podniosła się z ziemi, otrzepując ubrania, zanim stanęła niedaleko niego. - Tak dla twojej świadomości to ja dziewica jestem! - wypaliła nagle, wskazując na siebie palcem. - Nie żeby miało cię to interesować. W żadnym wypadku! Ale żadnego syfu nie noszę, myję się dwa razy dziennie, przy dobrych wiatrach trzy, a moje zęby... - urwała, po czym wyszczerzyła się do niego z dumą. - Są najładniejsze z całej wsi! O, zobacz!! - I rzeczywiście były wręcz perliste. A wszystko dlatego, że kiedyś znalazła w lesie jakąś roślinkę i zaczęła sobie nią czyścić zęby. Mięta to była. O.

Rozejrzała się po Ciemnogrodzie, marszcząc nos, bo im dłużej tutaj stali, tym bardziej jej się to miejsce nie podobało. Chwilę później spojrzała znowu na mężczyznę, który najwyraźniej uznał, że idealnym momentem będzie pokazanie jej jakiegoś bardzo obraźliwego znaku. Otworzyła usta, żeby mu coś powiedzieć... gdy nagle... - AUHH! - Przyłożyła dłoń do czoła. KREW?! Spojrzała na palce, potem na kamień, którym właśnie oberwała, a następnie na niego. - Ty idioto! - stęknęła oburzona, ale zanim zdążyła jeszcze cokolwiek zrobić, poczuła jak tamten chwyta ją i ciągnie gdzieś głębiej w las, - Nie możesz pojąć, że ta część lasu jest niebezpieczna?! Zaraz coś nas zje! - Jak na zawołanie gdzieś pomiędzy drzewami rozległo się ogromne ryknięcie.

AHHHH MEOWSREAOWSYUIF!

Przeciągnięty, absolutnie nieludzki dźwięk rozniósł się po całym lesie tak mocno, że aż ziemia delikatnie zadrżała pod ich stopami. Yubi momentalnie schowała się za blondasem... tylko że po dwóch sekundach zapach gówna znowu dotarł do jej nosa. Skrzywiła się. Wyszła zza niego i stanęła obok, chwyciła go za dłoń i bez większego ostrzeżenia pociągnęła w stronę jeziora. - Są głodne... musimy uważać - rzuciła ciszej, nerwowo zerkając między drzewa. - A poza tym trzeba wziąć kąpiel, bo ten zapach łajna ich do nas przez ciebie sprowadzi. - mhm bo przecież wcale a wcale nie była to jej wina XD.

smrodek
32 y/o
For good luck!
190 cm
weteran, mechanik samochodowy Scarborough Auto Care
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Powinien być chyba lepszym człowiekiem, dzięki czemu uniknąłby takiego losu. Uczeni i księża powtarzali, że jeśli robi się w życiu wszystko tak, jak powinno, będąc pobożnym, Bóg potrafił wynagrodzić. Jeśli jednak działało się w drugą stronę, zsyłał cierpienia. Aktualnie cierpieniem Lysandera była owa niewiasta, która ani na chwilę nie chciała się zamknąć.
Boże, za jakie grzechy? Przecież zawsze byłem dobry! Powiedz co mam zrobić, żeby się jej pozbyć?
Niestety, Bóg nie odpowiedział, ale nie było w tym niczego złego - wiecznie był zajęty, bo musiał pilnować, żeby świat nadal się kręcił, a ludzie, którzy na to zasługiwali, zostali ukarani!
Skrzywił się, kiedy wieśniara bez imienia wbiła mu boleśnie palec w żebra. Gdyby tylko nie miał więcej honoru, jak to przystało na szlachetnego pana, pewnie już teraz by jej oddał, skazując tym samym na gorsze tortury. Chociaż czy zasada nie bicie nie tyczyła się tylko szlachetnych dam? Tej to akurat do lady było tak daleko, jak Lysanderowi do zostania proboszczem. Za bardzo kochał cielesność, żeby się tak Bogu oddać.
-Odezwała się ta, co wiecznie narzeka. Powinnaś być mi wdzięczna, ale wiedzę, że na próżno tego oczekiwać od takiego motłochu. Pewnie nawet nie wiesz co to znaczy - skomentował, kiedy pozbył się jej z własnego ciała. Teraz to dopiero czuł się nieczysty. Zamarzyła mu się kąpiel w gorącej bali, którą przygotowałaby służąca. Ale nie, zamiast tego czuć od niego łajnem i potem tej obleśnej niewiasty. - No ja się nie dziwię, że dziewica! kto by takiej dotknąć chciał! Wszy też masz? Bo chyba uciekają spod tych niepranych szat! - prychnął. Działała mu na nerwy i to tak bardzo, że zamarzył by wepchnąć ją w bagna i patrzeć, jak na wieki ją pochłaniają. A później by tylko powiedział, że to czarownica była i po sprawie. - Weź ty się odsuń! - skrzywił się, kiedy podeszła bliżej, by mu zęby pokazać. Jasne, były ładne, nie takie żółte i gnijące jak nawet u panien dworu się zdarzyło, ale w życiu jej tego nie powie.
Zaraz jednak zaczęły w nich lecieć kamienie, a kiedy ona oberwała, cóż, Lysander jak na panicza przystało, zaśmiał się, by samemu zaraz oberwać w ramie. Och, bolało!
-Nie sraj w gacie, co? Wystarczy tego gnoju na dzisiaj! To tylko legendy! A jeśli coś się pojawi? ja cię obronię! - zapewnił. Ewentualnie ją pchnie w stronę potworów, żeby samemu uciec. Plan godny pomyślunku.
Kiedy rozległ się ryk, wzdrygnął się mimowolnie. No dobrze, sam się bał, bo te drzewa wyglądały potwornie. A jednak brnęli przed siebie, sami pchają się w paszczę potwora.
-Mówi się, że drzewa tutaj chodzą, zakrywając drogę powrotną każdemu, kto się tu znajdzie. I demony też są. Myślisz, że gustują w ludziach? - powiedział, zerkając na nią. Miał wrażenie, że gdzieś obok poruszył się jakiś cień, chociaż nic nie mogło go rzucać. - sama mnie w tym gównie umorusałaś. i wcale nie pachniesz lepiej! - obruszył się, podchodząc do jeziora, które widniało pomiędzy drzewami. powinno wystarczyć! Zrzucił z siebie ubrania stojąc jak pan Bóg go stworzył i zaraz zanurzył się w chłodnej wodzie, by zmyć z siebie ten brud. - Co tak stoisz? Wody się boisz?!

cnotka niewydymka
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”